ok, to może nie wstydzą się, ale podejrzanie milczą
a teraz na serio (jakby wcześniej było na żarty): obecny tarantino to dla mnie reżyser pretensjonalny. już widzę, jak negrin i dmoon chwytają się za głowy w geście pobłażliwego politowania zmieszanego z niedowierzaniem. pretensjonalny reżyser, kręcący pretensjonalne filmy. reżyser, który tak uwierzył w swoją erudycyjność i otrzaskanie, że do najnowszego projektu zaprosił kolegę z podwórka eliego rotha (paris hilton horroru), bo i tak historyjka się sprzeda na pniu. choćby cała obsada zagrała na żenującym poziomie, choćby z głowy brada pitta wyleciało ufo, choćby naziści pozamieniali się w żywe trupy, film i tak będzie czczony pod niebiosa, a grażyna torbicka powie o nim w cannes: "nigdy nie sądziłam, że z kina klasy B można przyrządzić tak niesamowity kogel-mogel. ależ to pyszne, alez wykwitnie podane! paluszki lizać!" o sobolewskim nawet nie wspominam, bo ten pewnie z wrażenia wykorkuje jeszcze przed pokazem. za stronę plastyczna basterdów odpowiada maestro robert richardson, czytaj: kunszt operatorski faceta do spółki z montażową biegłością i kobiecą ręką sally meneke po raz kolejny przysłonią oczywisty fakt - że tarantino się wyczerpał. jak królik w reklamie duracella. na szczęście dialogów nie da się zamaskować montażem. a przypominam, że mierzwiak - naczelny piewca wspaniałości kill billa - przyznał niedawno, że pisane ciurkiem rozmówki w death proof to była istna męczarnia. czyż nie jest to znak, że coś nie gra w państwie duńskim? może quentin jest już za stary na takie błahe zabawy w kino? może pora wreszcie dorosnąć - wrócić do korzeni? zacząć gryźć i toczyć piane, a nie ujadać jak pudelek? bo to, że tarantino potrafi ujebać nogę w udzie, wiadomo od jego debiutu.
wujo444 o kill billu:
podpisuje się pod tym wszystkimi kończynami.

a teraz na serio (jakby wcześniej było na żarty): obecny tarantino to dla mnie reżyser pretensjonalny. już widzę, jak negrin i dmoon chwytają się za głowy w geście pobłażliwego politowania zmieszanego z niedowierzaniem. pretensjonalny reżyser, kręcący pretensjonalne filmy. reżyser, który tak uwierzył w swoją erudycyjność i otrzaskanie, że do najnowszego projektu zaprosił kolegę z podwórka eliego rotha (paris hilton horroru), bo i tak historyjka się sprzeda na pniu. choćby cała obsada zagrała na żenującym poziomie, choćby z głowy brada pitta wyleciało ufo, choćby naziści pozamieniali się w żywe trupy, film i tak będzie czczony pod niebiosa, a grażyna torbicka powie o nim w cannes: "nigdy nie sądziłam, że z kina klasy B można przyrządzić tak niesamowity kogel-mogel. ależ to pyszne, alez wykwitnie podane! paluszki lizać!" o sobolewskim nawet nie wspominam, bo ten pewnie z wrażenia wykorkuje jeszcze przed pokazem. za stronę plastyczna basterdów odpowiada maestro robert richardson, czytaj: kunszt operatorski faceta do spółki z montażową biegłością i kobiecą ręką sally meneke po raz kolejny przysłonią oczywisty fakt - że tarantino się wyczerpał. jak królik w reklamie duracella. na szczęście dialogów nie da się zamaskować montażem. a przypominam, że mierzwiak - naczelny piewca wspaniałości kill billa - przyznał niedawno, że pisane ciurkiem rozmówki w death proof to była istna męczarnia. czyż nie jest to znak, że coś nie gra w państwie duńskim? może quentin jest już za stary na takie błahe zabawy w kino? może pora wreszcie dorosnąć - wrócić do korzeni? zacząć gryźć i toczyć piane, a nie ujadać jak pudelek? bo to, że tarantino potrafi ujebać nogę w udzie, wiadomo od jego debiutu.
wujo444 o kill billu:
wujo444 napisał(a):pseudoartystyczne kino głupoty
podpisuje się pod tym wszystkimi kończynami.
16-04-2009, 14:53






