military napisał(a):Mówimy o KB, który od początku do końca jest konsekwentny w byciu tym, czym jest - czyli pastiszem
military, wiesz w ogóle, czym jest pastisz? nie, to nie jest "płynna dekonstrukcja" by dmoon, cokolwiek to znaczy
od razu ci mówie, że kill bill nie jest pastiszem. pastisz to kręcenie nienakręconych filmów - korzystanie ze stylu wypracowanego kiedyś tam (może to być styl konkretnego reżysera albo konkretnego gatunku, albo nawet konkretnej epoki/kultury) i na tej podstawie tworzenie nowej jakości. podkreślam: nowej jakości - nowego filmu. pastisz bywa śmieszny, ale komizm czy prześmiewczość nie są jego wyznacznikami. pastisz =/= parodia. wyobraź sobie malarza, który tak się napatrzył na obrazy van gogha, że chce malować tak jak on. ma do wyboru dwie drogi: albo proceder kryminalny, czyli robienie falsyfikatów, albo wykorzystanie poetyki van gogha do stworzenia NOWEGO obrazu. reservoir dogs, pulp fiction, jackie brown stanowią zatem modelowe przykłady pastiszowania danego stylu. w tym sensie kill bill nie jest pastiszem - nie oddaje "ducha" pastiszowanego stylu; oddaje "ducha" współczesnej epoki - bełkotliwego postmodernizmu. kill bill składa się ze scen-klocków, poukładanych dowolnie i wedle reżyserskiego widzimisię (bo tak mu pasowało, żeby wymęczyć kolejne 10 minut). pomiędzy kolejnymi scenami masz szwy z nici, której używa się do cerowania nieboszczyków w prosektoriach. do tego dochodzą bezsensowne i asytuacyjne dialogi oraz niedorzeczne monologi - oto styl tarantino w kill billu. nie mogę go skrytykować, bo jest "fajniuchny, miluchny i zgrabniuchny, aż paluszki lizać", pomimo że wali od niego fuszerką na kilometr. kill billowi tak daleko do pastiszu jak heat do komedii. żeby było weselej, kill bill nie jest również parodią, bo parodia zawsze wyszydza wzorzec wysoki (poważne, cenione filmy). parodia szmiry z gatunkowego (i zdroworozsądkowego) punktu widzenia nie ma większego sensu, choć oczywiście znajdziesz od groma parodii, żerujących na popularnych filmach (takich jak rambo, przy czym rambo to nie szmira - to klasyka kina akcji). po tej krótkiej lekcji poetyki odpowiedz mi na pytanie: czym jest kill bill? wydzieranką z gazety? postmodernistycznym kolażem? czy możę po prostu chałturą, nakręconą przez reżysera, który za punkt honoru postawił sobie popisanie się erudycją i kultowością?
i zrób mi wreszcie tę przyjemność i skrytykuj kill billa za "niespójność przedstawionego świata". nie jednym zdaniem, ale dajmy na to - w 8 zdaniach. to mega poważny zarzut, świadczący o tym, że tarantino nie tyle się zestarzał, co po prostu nie wiedział, jak nakręcić swój film. ale zaraz, moment, "niespójność" jest ok, bo tak miało być.
17-04-2009, 10:01






