<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe - Wszystkie działy]]></title>
		<link>https://forumkmf.pl/</link>
		<description><![CDATA[Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe - https://forumkmf.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 09 Sep 2026 03:22:22 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Monsters of God (2026) HBO]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Monsters-of-God-2026-HBO--6767</link>
			<pubDate>Sat, 05 Sep 2026 14:48:36 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Monsters-of-God-2026-HBO--6767</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/RTZWCFBg/acc1f2afa305333b9f177f00b023f83d796ebe995c05b8e34f6f6a93c531a193.jpg" border="0" alt="[Obrazek: acc1f2afa305333b9f177f00b023f83d796ebe99...31a193.jpg]" /><br />
<br />
Jako, że wczoraj mieliśmy 20-tą rocznicę śmierci Steve'a Irvina, słynnego łowcy krokodyli czyli gościa, dzięki któremu sporo dziadów w moim wieku zafascynowało się różnymi dzikimi gadami postanowiłem odpalić sobie najnowszy serial dokumentalny od HBO wyprodukowany przez studio A24 i Erica Goode'a, twórcę netflixowego "Króla tygrysów" czy niedawnego "Chimp Crazy" (również HBO), który jak najbardziej tematycznie tutaj pasuje, bo opowiada o tym jak wiele znanych lub nieznanych jaszczurów czy węży trafiało do Stanów i tamtejszych prywatnych hodowli czy ogrodów zoologicznych. Mowa o "Monsters of God", który składa się z 5-ciu blisko godzinnych odcinków a który obecnie można sobie łyknąć już w całości niczym jakiś boa dusiciel swoją ofiarę. Serial powstawał przez ponad 10 lat i jest oparty o książkę Bryana Christy'ego zatytułowaną "The Lizard King: The True Crimes and Passions of the World's Greatest Reptile Smugglers" i jak sam jej tytuł wskazuje, w dużej mierze jest to rzecz o często nie do końca legalnym przemycie różnych gadów do Stanów Zjednoczonych na przestrzeni dekad, portretująca przy okazji najważniejsze postaci tego procederu ale też i ludzi, którzy działali po drugiej stronie barykady i ich ścigali. <br />
<br />
Zdążyłem wczoraj obejrzeć 3 odcinki ale już teraz mogę z pełną świadomością napisać, że to naprawdę znakomita rzecz, godna polecenia absolutnie każdemu, nie tylko miłośnikom dzikich zwierząt, choć ci z pewnością będą mogli się bardziej utożsamiać z pewnymi zobrazowanymi tutaj zjawiskami i postawami. Sam pamiętam, jak mój świętej pamięci ojciec a także jego pracujący niegdyś w ogrodzie zoologicznym w Płocku brat fascynowali się różnego rodzaju wężami, jaszczurkami co w prostej linii przeszło na mnie. Skutkowało to tym, że mój i mojego brata pokój wyglądał jak miniaturowe ZOO, w którym mieliśmy kilkanaście gatunków różnego rodzaju gadów, płazów czy pająków, począwszy od tych najmniejszych a skończywszy na ponad 3-metrowym pytonie birmańskim, który kiedyś po balkonie przeszedł do sąsiedniego balkonu i nastraszył trochę opalającą się sąsiadkę. Było tego typu historii od groma, pamiętam też jeżdżenie na giełdy zoologiczne (rodzice później prowadzili w mieście tematyczny sklep "Python", piękne czasy) czy choćby sytuację, gdy pewna kobieta kupiła na rynku dwa wielkie, kilkulitrowe słoje mąki, w których jak się później okazało ktoś przemycił dwa węże.<br />
<br />
Żeby nie zanudzać tą przydługą prywatą wspomnę tylko, że węże trafiły do mojego wujasa, który z kolei przyniósł je ojcu, który wsadził je do terrarium i pojechał do wspomnianego sklepu do roboty. Jako, że nie wiedzieliśmy co to był za gatunek i czy były one jadowite czy nie (później okazało się, że nie bo były to strzelce stepowe) zabronił ich dotykania - jednak matka jak to matka, stwierdziła, że wyczyści rzeczone terrarium i jeden z gadów ją ugryzł. Później przesiedziała tak w kiblu cała zastrachana kilka godzin aż do powrotu mojego ojca (nie było wtedy jeszcze telefonów komórkowych) nie widząc, czy nic jej się poważniejszego nie stanie. Piszę o tym bo od najmłodszych lat miałem po części do czynienia z tym wesołym światem hodowców zwierząt egzotycznych a i prawo w Polsce było wówczas takie, że na rynku można było kupić sporo mniej lub bardziej legalnych gatunków, również przez pomyłkę chcąc zakupić choćby wspomnianą mąkę. Dlatego dokument Goode'a idealnie trafił w moje zainteresowania i jakieś wcześniejsze doświadczenia w tym temacie, stąd być może aż tak entuzjastyczny mój jego odbiór.<br />
<br />
Mimo wszystko wydaje mi się, że galeria tych przedstawianych po kolei na przestrzeni dekad (zaczynamy od lat 70-tych i wolnej amerykanki) różnych, często bardzo kolorowych i dość ekscentrycznych postaci jest na tyle fajnie ukazana a historie z ich udziałem ciekawe i niejednokrotnie mocno powiązane z biznesem narkotykowym (ale nie tylko), że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i obejrzy "Monsters of God" z rosnącym zainteresowaniem. Ja nie mogłem oderwać się od ekranu a kolejne przytaczane fakty powodowały u mnie reakcję typu "gdybym nie wiedział, że to się wydarzyło naprawdę to bym nie uwierzył". Ogląda się to naprawdę świetnie, dużo jest arcyciekawych rozmów z uczestnikami tamtych wydarzeń wzbogaconych i ilustrowanych często i gęsto materiałami archiwalnymi i prawdziwymi nagraniami z tamtych czasów. Do tego cała masa różnych nawiązań i nie do końca oczywistych powiązań tego biznesu z polityką ale także i branżą rozrywkową, tą filmową również. No i wisienka na torcie a może nawet i sam tort w postaci tych wszystkich koneksji choćby z kokainowymi kowbojami i innymi typami spod ciemnej gwiazdy i kwitnącym na przestrzeni dekad półświatkiem czy biznesem narkotykowym, którego przemyt gadów jak się okazuje był bardzo dużą częścią i które to przemysły były ze sobą nierozerwalnie związane. <br />
<br />
Za chwilę siadam i oglądam dwa pozostałe odcinki (czwarty opowiada o operacji "Kameleon", czyli bodaj największej i najbardziej znanej akcji infiltracyjnej wymierzonej w międzynarodowy przemyt gadów) a serial polecam absolutnie każdemu, bo to naprawdę świetna dokumentalna robota z bardzo filmowym zacięciem, którą ogląda się jak najlepsze kino z pogranicza kryminału i sensacji. Cieszę się niezmiernie, że tego typu produkcje powstają i szkoda tylko, że w odróżnieniu od sporej liczby różnych kasztanów jest o nich stosunkowo cicho. Stąd moja polecajka i znak jakości, że naprawdę warto sobie "Monsters of God" odpalić i na te blisko pięć godzin zanurzyć się w ten nie do końca oczywisty ale jednocześnie niezwykle interesujący świat przemytników dzikich gadów.<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/NSclAzJortA?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/RTZWCFBg/acc1f2afa305333b9f177f00b023f83d796ebe995c05b8e34f6f6a93c531a193.jpg" border="0" alt="[Obrazek: acc1f2afa305333b9f177f00b023f83d796ebe99...31a193.jpg]" /><br />
<br />
Jako, że wczoraj mieliśmy 20-tą rocznicę śmierci Steve'a Irvina, słynnego łowcy krokodyli czyli gościa, dzięki któremu sporo dziadów w moim wieku zafascynowało się różnymi dzikimi gadami postanowiłem odpalić sobie najnowszy serial dokumentalny od HBO wyprodukowany przez studio A24 i Erica Goode'a, twórcę netflixowego "Króla tygrysów" czy niedawnego "Chimp Crazy" (również HBO), który jak najbardziej tematycznie tutaj pasuje, bo opowiada o tym jak wiele znanych lub nieznanych jaszczurów czy węży trafiało do Stanów i tamtejszych prywatnych hodowli czy ogrodów zoologicznych. Mowa o "Monsters of God", który składa się z 5-ciu blisko godzinnych odcinków a który obecnie można sobie łyknąć już w całości niczym jakiś boa dusiciel swoją ofiarę. Serial powstawał przez ponad 10 lat i jest oparty o książkę Bryana Christy'ego zatytułowaną "The Lizard King: The True Crimes and Passions of the World's Greatest Reptile Smugglers" i jak sam jej tytuł wskazuje, w dużej mierze jest to rzecz o często nie do końca legalnym przemycie różnych gadów do Stanów Zjednoczonych na przestrzeni dekad, portretująca przy okazji najważniejsze postaci tego procederu ale też i ludzi, którzy działali po drugiej stronie barykady i ich ścigali. <br />
<br />
Zdążyłem wczoraj obejrzeć 3 odcinki ale już teraz mogę z pełną świadomością napisać, że to naprawdę znakomita rzecz, godna polecenia absolutnie każdemu, nie tylko miłośnikom dzikich zwierząt, choć ci z pewnością będą mogli się bardziej utożsamiać z pewnymi zobrazowanymi tutaj zjawiskami i postawami. Sam pamiętam, jak mój świętej pamięci ojciec a także jego pracujący niegdyś w ogrodzie zoologicznym w Płocku brat fascynowali się różnego rodzaju wężami, jaszczurkami co w prostej linii przeszło na mnie. Skutkowało to tym, że mój i mojego brata pokój wyglądał jak miniaturowe ZOO, w którym mieliśmy kilkanaście gatunków różnego rodzaju gadów, płazów czy pająków, począwszy od tych najmniejszych a skończywszy na ponad 3-metrowym pytonie birmańskim, który kiedyś po balkonie przeszedł do sąsiedniego balkonu i nastraszył trochę opalającą się sąsiadkę. Było tego typu historii od groma, pamiętam też jeżdżenie na giełdy zoologiczne (rodzice później prowadzili w mieście tematyczny sklep "Python", piękne czasy) czy choćby sytuację, gdy pewna kobieta kupiła na rynku dwa wielkie, kilkulitrowe słoje mąki, w których jak się później okazało ktoś przemycił dwa węże.<br />
<br />
Żeby nie zanudzać tą przydługą prywatą wspomnę tylko, że węże trafiły do mojego wujasa, który z kolei przyniósł je ojcu, który wsadził je do terrarium i pojechał do wspomnianego sklepu do roboty. Jako, że nie wiedzieliśmy co to był za gatunek i czy były one jadowite czy nie (później okazało się, że nie bo były to strzelce stepowe) zabronił ich dotykania - jednak matka jak to matka, stwierdziła, że wyczyści rzeczone terrarium i jeden z gadów ją ugryzł. Później przesiedziała tak w kiblu cała zastrachana kilka godzin aż do powrotu mojego ojca (nie było wtedy jeszcze telefonów komórkowych) nie widząc, czy nic jej się poważniejszego nie stanie. Piszę o tym bo od najmłodszych lat miałem po części do czynienia z tym wesołym światem hodowców zwierząt egzotycznych a i prawo w Polsce było wówczas takie, że na rynku można było kupić sporo mniej lub bardziej legalnych gatunków, również przez pomyłkę chcąc zakupić choćby wspomnianą mąkę. Dlatego dokument Goode'a idealnie trafił w moje zainteresowania i jakieś wcześniejsze doświadczenia w tym temacie, stąd być może aż tak entuzjastyczny mój jego odbiór.<br />
<br />
Mimo wszystko wydaje mi się, że galeria tych przedstawianych po kolei na przestrzeni dekad (zaczynamy od lat 70-tych i wolnej amerykanki) różnych, często bardzo kolorowych i dość ekscentrycznych postaci jest na tyle fajnie ukazana a historie z ich udziałem ciekawe i niejednokrotnie mocno powiązane z biznesem narkotykowym (ale nie tylko), że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i obejrzy "Monsters of God" z rosnącym zainteresowaniem. Ja nie mogłem oderwać się od ekranu a kolejne przytaczane fakty powodowały u mnie reakcję typu "gdybym nie wiedział, że to się wydarzyło naprawdę to bym nie uwierzył". Ogląda się to naprawdę świetnie, dużo jest arcyciekawych rozmów z uczestnikami tamtych wydarzeń wzbogaconych i ilustrowanych często i gęsto materiałami archiwalnymi i prawdziwymi nagraniami z tamtych czasów. Do tego cała masa różnych nawiązań i nie do końca oczywistych powiązań tego biznesu z polityką ale także i branżą rozrywkową, tą filmową również. No i wisienka na torcie a może nawet i sam tort w postaci tych wszystkich koneksji choćby z kokainowymi kowbojami i innymi typami spod ciemnej gwiazdy i kwitnącym na przestrzeni dekad półświatkiem czy biznesem narkotykowym, którego przemyt gadów jak się okazuje był bardzo dużą częścią i które to przemysły były ze sobą nierozerwalnie związane. <br />
<br />
Za chwilę siadam i oglądam dwa pozostałe odcinki (czwarty opowiada o operacji "Kameleon", czyli bodaj największej i najbardziej znanej akcji infiltracyjnej wymierzonej w międzynarodowy przemyt gadów) a serial polecam absolutnie każdemu, bo to naprawdę świetna dokumentalna robota z bardzo filmowym zacięciem, którą ogląda się jak najlepsze kino z pogranicza kryminału i sensacji. Cieszę się niezmiernie, że tego typu produkcje powstają i szkoda tylko, że w odróżnieniu od sporej liczby różnych kasztanów jest o nich stosunkowo cicho. Stąd moja polecajka i znak jakości, że naprawdę warto sobie "Monsters of God" odpalić i na te blisko pięć godzin zanurzyć się w ten nie do końca oczywisty ale jednocześnie niezwykle interesujący świat przemytników dzikich gadów.<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/NSclAzJortA?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Tires (Netflix) czyli Shane Gillis i spółka]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Tires-Netflix-czyli-Shane-Gillis-i-sp%C3%B3%C5%82ka--6766</link>
			<pubDate>Wed, 02 Sep 2026 14:21:32 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Tires-Netflix-czyli-Shane-Gillis-i-sp%C3%B3%C5%82ka--6766</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSQ1z1h7S2uxX1KsziFIXIyHkAgDtGIaXlXPCfBkrV7NdcvHAYCi_W-2-o&amp;s=10" border="0" alt="[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcSQ1z1h7S2uxX1KsziFIXI...W-2-o&amp;s=10]" /><br />
<br />
Po naszemu "Oponiarze". Jestem po 3 sezonach (serial już dostał zamówienie na kolejny) i jest to wg mnie jedna z najlepszych rzeczy od Netflixa w ostatnich latach.<br />
<br />
Fabuła prosta jak budowa opony: Will (Steve Gerben), neurotyczny i średnio nadający się do zarządzania spadkobierca rodzinnego biznesu, próbuje utrzymać jeden z warsztatów samochodowych na powierzchni i udowodnić ojcu, że jednak coś potrafi. Zadania nie ułatwia mu kuzyn Shane (Shane Gillis), który pracuje razem z nim i posiada wyjątkowy talent do zamieniania każdej, nawet najbardziej banalnej sytuacji w kompletny burdel. W głównych rolach poza Gillisem i Gerbenem występują Chris O'Connor, Kilah Fox i Stavros Halkias (gruby policjant z "Bugonii"), a z czasem przez serial zaczynają przewijać się również bardziej znane nazwiska, bo gościnnie pojawiają się Vince Vaughn i Jon Lovitz, a do głównej obsady dołącza też kapitalny Thomas Haden Church w roli ojca Shane'a.<br />
<br />
Tires to przede wszystkim serial o grupie ludzi, którzy przychodzą rano do roboty, przez osiem godzin pierdolą głupoty, obrażają siebie nawzajem, obrażają klientów, wpadają na fatalne pomysły i w jakiś sposób doczekują zamknięcia warsztatu. Następnego dnia wszystko zaczyna się od nowa. Całość wygląda momentami jak sitcom zrobiony przez grupę kumpli, którzy dostali kamerę, klucze do warsztatu i informację, że Netflix nie będzie im specjalnie patrzył na ręce. I właśnie w tym tkwi największy urok tego serialu. Humor jest chamski, prymitywny i momentami mocno niepoprawny. Jeżeli ktoś jest zaznajomiony z twórczością Gillisa ten wie czego mniej wiecej się spodziewać. Padają tutaj teksty, których większość współczesnych sitcomów nawet nie próbowałaby przepchnąć przez dział PR, ale co najważniejsze — bardzo rzadko czuć w tym wymuszoną „niepoprawność”. To nie jest serial, który co pięć minut puszcza oko do widza i krzyczy, jaki jest odważny.<br />
<br />
Gillis oczywiście kradnie sporą część scen. W zasadzie ciężko powiedzieć, gdzie kończy się Shane Gillis, a zaczyna Shane z serialu. Postać nieco w duchu Kenny'ego Powersa, trochę Ricky'ego z Chłopaków z Baraków, ale Gillis nadaje jej dużo wlasnej tożsamości i tworzy genialny komediowy duet z Gerbenem; ich wzajemne interakcje to jedno z głównych źródeł humoru w serialu. Najlepsze jest jednak to, że pod całą warstwą grubiańskich żartów serial zaskakująco dobrze łapie atmosferę gównianej pracy. Każdy, kto tyrał kiedyś w miejscu, gdzie zespół składał się z ludzi dobranych kompletnie przypadkowo, powinien coś tutaj rozpoznać. Te wszystkie rozmowy o absolutnie niczym, prywatne żarty, wzajemne docinki, konflikty z dupy i ta dziwna więź z ludźmi, których poza pracą prawdopodobnie nigdy by się nawet nie poznało. Po kilku miesiącach zaczynasz znać ich historie, kompleksy, przyzwyczajenia i najbardziej debilne poglądy.<br />
<br />
I co ważne, pod tym całym wzajemnym jebaniem po sobie jest też sporo zwykłego ciepła. Bohaterowie potrafią zachowywać się wobec siebie jak kompletni skurwiele, ale jednocześnie czuć, że naprawdę się lubią i że w razie potrzeby stanęliby za sobą murem. Serial ma przez to kilka bardzo spokojnych, wręcz zaskakująco sympatycznych momentów, kiedy na chwilę odkłada żart na bok i pozwala tym postaciom po prostu ze sobą pobyć. Bez wielkich monologów, bez ckliwości i bez nagłego wywracania tonu o sto osiemdziesiąt stopni. To właśnie te momenty robią robotę, bo dzięki nim całość nie sprowadza się wyłącznie do serii obelg i żartów o kutasach. Zaczyna się wierzyć, że ci ludzie faktycznie spędzili ze sobą setki godzin, znają się na wylot i pod całą tą toksyczną koleżeńską napierdalanką stworzyli coś na kształt bardzo krzywej, ale jednak rodziny. I pod tym względem Tires bywa bardziej prawdziwe niż niejeden dziesięć razy ambitniejszy serial o „zwykłych ludziach”.<br />
<br />
Pierwszy sezon jest jeszcze bardzo surowy. Kilka pomieszczeń, paru aktorów, niewielka skala i momentami wręcz internetowy charakter całości, humor też nie zawsze siedzi, a całość nie sprawia wrażenia, że zmierza w jakimś konkretnym kierunku i ma swój charakter. Trochę casus dużej części najlepszych seriali komediowych, jak amerykańskie The Office czy Seinfeld. W kolejnych dwóch sezonach jest już o niebo lepiej, zabawniej, bohaterowie często nabierają zaskakujacej głębi, dynamika między nimi często idzie w zaskakujace kierunki, a całosć jest po prostu nakręcona lepiej, napisana sprawniej, jest mega zabawna i zagrana znakomicie, casting jest w tym serialu naprawdę wyborny.<br />
<br />
<br />
Jakbym miał Tires podsumować w jednym akapicie, byłoby to udane połączenie The Office (gdyby Dunder Mifflin było warsztatem, a dział HR nigdy nie istniał), trochę Trailer Park Boys, tylko bohaterowie posiadają legalne zatrudnienie i od czasu do czasu faktycznie wykonują swoją pracę, a trochę The Bear, bo wątek utrzymania biznesu na powierzchni odgrywa tutaj bardzo ważną rolę. Żadna rewolucja w komedii, ale jako prosty, bezpretensjonalny workplace sitcom działa IMO znakomicie. Głupie, chamskie, bardzo sympatyczne i momentami zaskakująco ciepłe.<br />
<br />
Na koniec jedna z moich ulubionych scen, stanowiąca dobry przykład humoru jaki dominuje w serialu:<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/E6hLkdqEXZ0?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSQ1z1h7S2uxX1KsziFIXIyHkAgDtGIaXlXPCfBkrV7NdcvHAYCi_W-2-o&amp;s=10" border="0" alt="[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcSQ1z1h7S2uxX1KsziFIXI...W-2-o&amp;s=10]" /><br />
<br />
Po naszemu "Oponiarze". Jestem po 3 sezonach (serial już dostał zamówienie na kolejny) i jest to wg mnie jedna z najlepszych rzeczy od Netflixa w ostatnich latach.<br />
<br />
Fabuła prosta jak budowa opony: Will (Steve Gerben), neurotyczny i średnio nadający się do zarządzania spadkobierca rodzinnego biznesu, próbuje utrzymać jeden z warsztatów samochodowych na powierzchni i udowodnić ojcu, że jednak coś potrafi. Zadania nie ułatwia mu kuzyn Shane (Shane Gillis), który pracuje razem z nim i posiada wyjątkowy talent do zamieniania każdej, nawet najbardziej banalnej sytuacji w kompletny burdel. W głównych rolach poza Gillisem i Gerbenem występują Chris O'Connor, Kilah Fox i Stavros Halkias (gruby policjant z "Bugonii"), a z czasem przez serial zaczynają przewijać się również bardziej znane nazwiska, bo gościnnie pojawiają się Vince Vaughn i Jon Lovitz, a do głównej obsady dołącza też kapitalny Thomas Haden Church w roli ojca Shane'a.<br />
<br />
Tires to przede wszystkim serial o grupie ludzi, którzy przychodzą rano do roboty, przez osiem godzin pierdolą głupoty, obrażają siebie nawzajem, obrażają klientów, wpadają na fatalne pomysły i w jakiś sposób doczekują zamknięcia warsztatu. Następnego dnia wszystko zaczyna się od nowa. Całość wygląda momentami jak sitcom zrobiony przez grupę kumpli, którzy dostali kamerę, klucze do warsztatu i informację, że Netflix nie będzie im specjalnie patrzył na ręce. I właśnie w tym tkwi największy urok tego serialu. Humor jest chamski, prymitywny i momentami mocno niepoprawny. Jeżeli ktoś jest zaznajomiony z twórczością Gillisa ten wie czego mniej wiecej się spodziewać. Padają tutaj teksty, których większość współczesnych sitcomów nawet nie próbowałaby przepchnąć przez dział PR, ale co najważniejsze — bardzo rzadko czuć w tym wymuszoną „niepoprawność”. To nie jest serial, który co pięć minut puszcza oko do widza i krzyczy, jaki jest odważny.<br />
<br />
Gillis oczywiście kradnie sporą część scen. W zasadzie ciężko powiedzieć, gdzie kończy się Shane Gillis, a zaczyna Shane z serialu. Postać nieco w duchu Kenny'ego Powersa, trochę Ricky'ego z Chłopaków z Baraków, ale Gillis nadaje jej dużo wlasnej tożsamości i tworzy genialny komediowy duet z Gerbenem; ich wzajemne interakcje to jedno z głównych źródeł humoru w serialu. Najlepsze jest jednak to, że pod całą warstwą grubiańskich żartów serial zaskakująco dobrze łapie atmosferę gównianej pracy. Każdy, kto tyrał kiedyś w miejscu, gdzie zespół składał się z ludzi dobranych kompletnie przypadkowo, powinien coś tutaj rozpoznać. Te wszystkie rozmowy o absolutnie niczym, prywatne żarty, wzajemne docinki, konflikty z dupy i ta dziwna więź z ludźmi, których poza pracą prawdopodobnie nigdy by się nawet nie poznało. Po kilku miesiącach zaczynasz znać ich historie, kompleksy, przyzwyczajenia i najbardziej debilne poglądy.<br />
<br />
I co ważne, pod tym całym wzajemnym jebaniem po sobie jest też sporo zwykłego ciepła. Bohaterowie potrafią zachowywać się wobec siebie jak kompletni skurwiele, ale jednocześnie czuć, że naprawdę się lubią i że w razie potrzeby stanęliby za sobą murem. Serial ma przez to kilka bardzo spokojnych, wręcz zaskakująco sympatycznych momentów, kiedy na chwilę odkłada żart na bok i pozwala tym postaciom po prostu ze sobą pobyć. Bez wielkich monologów, bez ckliwości i bez nagłego wywracania tonu o sto osiemdziesiąt stopni. To właśnie te momenty robią robotę, bo dzięki nim całość nie sprowadza się wyłącznie do serii obelg i żartów o kutasach. Zaczyna się wierzyć, że ci ludzie faktycznie spędzili ze sobą setki godzin, znają się na wylot i pod całą tą toksyczną koleżeńską napierdalanką stworzyli coś na kształt bardzo krzywej, ale jednak rodziny. I pod tym względem Tires bywa bardziej prawdziwe niż niejeden dziesięć razy ambitniejszy serial o „zwykłych ludziach”.<br />
<br />
Pierwszy sezon jest jeszcze bardzo surowy. Kilka pomieszczeń, paru aktorów, niewielka skala i momentami wręcz internetowy charakter całości, humor też nie zawsze siedzi, a całość nie sprawia wrażenia, że zmierza w jakimś konkretnym kierunku i ma swój charakter. Trochę casus dużej części najlepszych seriali komediowych, jak amerykańskie The Office czy Seinfeld. W kolejnych dwóch sezonach jest już o niebo lepiej, zabawniej, bohaterowie często nabierają zaskakujacej głębi, dynamika między nimi często idzie w zaskakujace kierunki, a całosć jest po prostu nakręcona lepiej, napisana sprawniej, jest mega zabawna i zagrana znakomicie, casting jest w tym serialu naprawdę wyborny.<br />
<br />
<br />
Jakbym miał Tires podsumować w jednym akapicie, byłoby to udane połączenie The Office (gdyby Dunder Mifflin było warsztatem, a dział HR nigdy nie istniał), trochę Trailer Park Boys, tylko bohaterowie posiadają legalne zatrudnienie i od czasu do czasu faktycznie wykonują swoją pracę, a trochę The Bear, bo wątek utrzymania biznesu na powierzchni odgrywa tutaj bardzo ważną rolę. Żadna rewolucja w komedii, ale jako prosty, bezpretensjonalny workplace sitcom działa IMO znakomicie. Głupie, chamskie, bardzo sympatyczne i momentami zaskakująco ciepłe.<br />
<br />
Na koniec jedna z moich ulubionych scen, stanowiąca dobry przykład humoru jaki dominuje w serialu:<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/E6hLkdqEXZ0?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[The Rivals of Amziah King (2025) reż. Andrew Patterson]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-The-Rivals-of-Amziah-King-2025-re%C5%BC-Andrew-Patterson--6765</link>
			<pubDate>Sun, 23 Aug 2026 15:25:58 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-The-Rivals-of-Amziah-King-2025-re%C5%BC-Andrew-Patterson--6765</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/GwSvAyaMGMo?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
No i mam mój film roku. Jak tylko się skończył miałem ochotę obejrzeć go jeszcze raz od początku, tyle że Helios raczył dać jeden seans dziennie od dnia premiery. W końcu trzeba zwolnić sale dla sodomitów oglądających po raz trzeci Odyseję.<br />
Facet od The Vast of Night zaserwował tym razem kapitalną mieszankę westernu, thrillera, czarnej komedii i edukacyjnego filmu o pszczołach, doprawiając całość cudnym soundtrackiem w stylu bluegrass:<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/BjI2ih-dxzk?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
Rola tytułowego pszczelarza wydaje się wręcz stworzona dla McConaugheya, tym bardziej zadziwiła mnie informacja że wcześniej pod uwagę brany był niejaki Dzyndzel Waszyngton, znany wam zapewne z hitowego filmu Gladiator 2. Dzięki Bogu ostatecznie zagrał Mefju, co zaowocowało jedną z najlepszych ról w jego karierze (bodaj czy nie drugą po TD), w idealnych proporcjach łączącą ciepło, humor i patos. Drugim filarem i właściwie główną postacią filmu jest przybrana córka Kinga grana przez nowicjuszkę Angelinę LookingGlass, której szczerze życzę udanej kariery, dziewczę jest zdecydowanie bardziej ujmujące niż obecna Czołowa Indianka Hollywood Amber MIDthunder. Otaczająca tych dwoje zbieranina barwnych i sympatycznych indywiduów  składa się na odświeżający obraz wsiowej Ameryki (Oklahoma) nie jako siedliska białego śmiecia i producentów amfetaminy, ale jako zżytej i życzliwej społeczności.<br />
Dla niektórych problemem mogą być tonalne skoki filmu. Fakt że po pierwszym akcie, będącym czystym feel good movie, robi się zdecydowanie mroczniej a wspomniana powyżej bohaterka zaczyna kojarzyć się z tekstem Sweet but Psycho. Drapieżność jej kampanii przeciwko tytułowym rywalom owocuje kilkoma cokolwiek posranymi momentami i może odrzucić co wrażliwszych etycznie widzów.<br />
Mnie nie odrzuciło, 9/10, czysta magia kina.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/GwSvAyaMGMo?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
No i mam mój film roku. Jak tylko się skończył miałem ochotę obejrzeć go jeszcze raz od początku, tyle że Helios raczył dać jeden seans dziennie od dnia premiery. W końcu trzeba zwolnić sale dla sodomitów oglądających po raz trzeci Odyseję.<br />
Facet od The Vast of Night zaserwował tym razem kapitalną mieszankę westernu, thrillera, czarnej komedii i edukacyjnego filmu o pszczołach, doprawiając całość cudnym soundtrackiem w stylu bluegrass:<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/BjI2ih-dxzk?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
Rola tytułowego pszczelarza wydaje się wręcz stworzona dla McConaugheya, tym bardziej zadziwiła mnie informacja że wcześniej pod uwagę brany był niejaki Dzyndzel Waszyngton, znany wam zapewne z hitowego filmu Gladiator 2. Dzięki Bogu ostatecznie zagrał Mefju, co zaowocowało jedną z najlepszych ról w jego karierze (bodaj czy nie drugą po TD), w idealnych proporcjach łączącą ciepło, humor i patos. Drugim filarem i właściwie główną postacią filmu jest przybrana córka Kinga grana przez nowicjuszkę Angelinę LookingGlass, której szczerze życzę udanej kariery, dziewczę jest zdecydowanie bardziej ujmujące niż obecna Czołowa Indianka Hollywood Amber MIDthunder. Otaczająca tych dwoje zbieranina barwnych i sympatycznych indywiduów  składa się na odświeżający obraz wsiowej Ameryki (Oklahoma) nie jako siedliska białego śmiecia i producentów amfetaminy, ale jako zżytej i życzliwej społeczności.<br />
Dla niektórych problemem mogą być tonalne skoki filmu. Fakt że po pierwszym akcie, będącym czystym feel good movie, robi się zdecydowanie mroczniej a wspomniana powyżej bohaterka zaczyna kojarzyć się z tekstem Sweet but Psycho. Drapieżność jej kampanii przeciwko tytułowym rywalom owocuje kilkoma cokolwiek posranymi momentami i może odrzucić co wrażliwszych etycznie widzów.<br />
Mnie nie odrzuciło, 9/10, czysta magia kina.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Treasure Island (2028) reż. Ridley Scott]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Treasure-Island-2028-re%C5%BC-Ridley-Scott--6764</link>
			<pubDate>Fri, 21 Aug 2026 08:57:59 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Treasure-Island-2028-re%C5%BC-Ridley-Scott--6764</guid>
			<description><![CDATA[reżyseruje dziadek Ridley, scenarzystą jest Jack Thorne (autor serialu Dojrzewanie i cyklu Enola Holmes)<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">
<blockquote><cite>Cytat:</cite>Nowa "Wyspa skarbów" ma być świeżym spojrzeniem na jedną z najbardziej znanych historii przygodowych wszech czasów. Fabuła opowiada o młodym chłopcu Jimie Hawkinsie, który odkrywa mapę prowadzącą do legendarnego skarbu. Wyrusza następnie w niebezpieczną podróż morską, by zdobyć ukrytą fortunę, lecz szybko zostaje wciągnięty w śmiertelną rozgrywkę z charyzmatycznym i bezwzględnym piratem Długim Johnem Silverem.  <br />
<br />
Opublikowana po raz pierwszy w 1883 roku "Wyspa skarbów" sprzedała się w ponad 100 milionach egzemplarzy na całym świecie i została przetłumaczona na przeszło 50 języków. Do dziś pozostaje jedną z najczęściej adaptowanych powieści przygodowych w historii </blockquote></div>
<br />
<blockquote class="twitter-tweet" data-lang="en"><p lang="en" dir="ltr"><a href="https://twitter.com/SolaceCinema/status/2090494525638611447"></a></blockquote>
<script async src="//platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[reżyseruje dziadek Ridley, scenarzystą jest Jack Thorne (autor serialu Dojrzewanie i cyklu Enola Holmes)<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">
<blockquote><cite>Cytat:</cite>Nowa "Wyspa skarbów" ma być świeżym spojrzeniem na jedną z najbardziej znanych historii przygodowych wszech czasów. Fabuła opowiada o młodym chłopcu Jimie Hawkinsie, który odkrywa mapę prowadzącą do legendarnego skarbu. Wyrusza następnie w niebezpieczną podróż morską, by zdobyć ukrytą fortunę, lecz szybko zostaje wciągnięty w śmiertelną rozgrywkę z charyzmatycznym i bezwzględnym piratem Długim Johnem Silverem.  <br />
<br />
Opublikowana po raz pierwszy w 1883 roku "Wyspa skarbów" sprzedała się w ponad 100 milionach egzemplarzy na całym świecie i została przetłumaczona na przeszło 50 języków. Do dziś pozostaje jedną z najczęściej adaptowanych powieści przygodowych w historii </blockquote></div>
<br />
<blockquote class="twitter-tweet" data-lang="en"><p lang="en" dir="ltr"><a href="https://twitter.com/SolaceCinema/status/2090494525638611447"></a></blockquote>
<script async src="//platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[X-Men (2028) reż. Jake Schreier]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-X-Men-2028-re%C5%BC-Jake-Schreier--6763</link>
			<pubDate>Sat, 15 Aug 2026 12:07:04 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-X-Men-2028-re%C5%BC-Jake-Schreier--6763</guid>
			<description><![CDATA[<blockquote class="twitter-tweet" data-lang="en"><p lang="en" dir="ltr"><a href="https://twitter.com/RottenTomatoes/status/2088481491139342749"></a></blockquote>
<script async src="//platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script><br />
<br />
Wolverine ukrywany albo jeszcze nie wybrany]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="twitter-tweet" data-lang="en"><p lang="en" dir="ltr"><a href="https://twitter.com/RottenTomatoes/status/2088481491139342749"></a></blockquote>
<script async src="//platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script><br />
<br />
Wolverine ukrywany albo jeszcze nie wybrany]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mr Inbetween]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Mr-Inbetween--6762</link>
			<pubDate>Wed, 12 Aug 2026 23:26:19 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Mr-Inbetween--6762</guid>
			<description><![CDATA[Ray to kochający ojciec ośmioletniej Britt, troskliwy brat chorego na ALS Bruce'a i czarujący chłopak ratowniczki medycznej Ally. Ray to też bezwzględny zabójca na usługach gangstera Freddy'ego i gość który od czasu do czasu lubi wpierdolić jakiemuś dupkowi. A Sydney jest pełne dupków proszących się o lanie.<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/EooRG3QhQOY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
Mr Inbetween często wymieniany jest jako jeden z najbardziej niedocenianych seriali ostatniej dekady i arcydzieło telewizyjnej gangsterki. Wreszcie zabrałem się w poniedziałek za pierwszy odcinek i jestem właśnie w 2/3 drugiego sezonu. Całość łyka się lekko, bo epizody mają średnio po 25 minut i nie marnują ani jednej.<br />
Zaznaczę, że po pierwszych dwóch odcinkach było nieźle, ale bez szału. Szał zaczął się w odcinku trzecim; sekwencja napadu na dom Gary'ego (najlepszego kumpla Raya) to czarna komedia klasy Coenów z czasów gdy ten komplement coś znaczył, a wieńczący pierwszy sezon two-parter jest jeszcze lepszy.<br />
Serial idealnie łączy codzienną obyczajówkę, absurdalny humor i zaskakująco realistyczną akcję - scena w której Ray zasadza się na ludzi niejakiego Davrosa równie dobrze mogłaby znaleźć się w filmie Manna:<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/qKf0B2UQbi4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
Ze znanych ryjów: Freddy'ego gra Damon Herriman, pojawia się też Matt Nable jako kolega po fachu Raya. Tego ostatniego gra niejaki Scott Ryan, który całość napisał i wyprodukował. Brawa dla tego pana.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Ray to kochający ojciec ośmioletniej Britt, troskliwy brat chorego na ALS Bruce'a i czarujący chłopak ratowniczki medycznej Ally. Ray to też bezwzględny zabójca na usługach gangstera Freddy'ego i gość który od czasu do czasu lubi wpierdolić jakiemuś dupkowi. A Sydney jest pełne dupków proszących się o lanie.<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/EooRG3QhQOY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
Mr Inbetween często wymieniany jest jako jeden z najbardziej niedocenianych seriali ostatniej dekady i arcydzieło telewizyjnej gangsterki. Wreszcie zabrałem się w poniedziałek za pierwszy odcinek i jestem właśnie w 2/3 drugiego sezonu. Całość łyka się lekko, bo epizody mają średnio po 25 minut i nie marnują ani jednej.<br />
Zaznaczę, że po pierwszych dwóch odcinkach było nieźle, ale bez szału. Szał zaczął się w odcinku trzecim; sekwencja napadu na dom Gary'ego (najlepszego kumpla Raya) to czarna komedia klasy Coenów z czasów gdy ten komplement coś znaczył, a wieńczący pierwszy sezon two-parter jest jeszcze lepszy.<br />
Serial idealnie łączy codzienną obyczajówkę, absurdalny humor i zaskakująco realistyczną akcję - scena w której Ray zasadza się na ludzi niejakiego Davrosa równie dobrze mogłaby znaleźć się w filmie Manna:<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/qKf0B2UQbi4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
Ze znanych ryjów: Freddy'ego gra Damon Herriman, pojawia się też Matt Nable jako kolega po fachu Raya. Tego ostatniego gra niejaki Scott Ryan, który całość napisał i wyprodukował. Brawa dla tego pana.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Night of the Juggler (1980) reż. Robert Butler]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Night-of-the-Juggler-1980-re%C5%BC-Robert-Butler--6761</link>
			<pubDate>Fri, 07 Aug 2026 00:09:51 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Night-of-the-Juggler-1980-re%C5%BC-Robert-Butler--6761</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://a.ltrbxd.com/resized/film-poster/2/0/5/0/6/20506-night-of-the-juggler-0-2000-0-3000-crop.jpg?v=e1555c334c" border="0" alt="[Obrazek: 20506-night-of-the-juggler-0-2000-0-3000...e1555c334c]" /><br />
<br />
Fabuła prosta jak budowa cepa: w wyniku pomyłki obłąkany porywacz zamiast córki dewelopera (który w jego mniemaniu zniszczył mu życie) uprowadza córkę byłego policjanta. Ten z miejsca rusza za nim w pościg, mając przeciwko sobie całe nowojorskie bydło. W głównej roli James Brolin, a na drugim planie przewijają się też Dan Hedaya i Mandy Patinkin.<br />
<br />
Film niemal kompletnie zapomniany, a niesłusznie, bo to obrazek spokojnie stojący w jednym rzędzie z ówczesnymi dokonaniami Williama Friedkina czy Johna Cassavetesa. Niesamowicie kinetyczne kino, gdzie akcja w zasadzie nie zwalnia od piętnastej minuty aż do końca, serwując przy tym niezwykle obrazowy, pełen syfu i degrengolady portret ulic Nowego Jorku z końcówki lat 70; miasto jest tutaj antagonistą w równym stopniu co ścigany przez głównego bohatera psychopata - brudne ulice, gangi, zrujnowane osiedla, kanały, zatłoczone, pełne zgiełku ulice i chodniki, wszystko pokazane bez filtra. Jeśli ktoś lubi ten brudny, przedgentryfikacyjny klimat znany z "Francuskiego łącznika", "Życzenia śmierci" czy "Cruising", to powinien być wniebowzięty. Kamera łapie zwykłych przechodniów, obskurne dzielnice i totalny uliczny chaos, przez co momentami ma się wrażenie, jakby oglądało się dokument z epoki, a nie fabułę.<br />
<br />
Poza zobrazowaniem miasta, największym atutem jest tempo - całość przypomina przedzieranie się przez piekło, gdzie piekłem są nowojorskie ulice. Pościgi – piesze, samochodowe czy rozgrywające się w metrze – są zrealizowane w oszczędny, niemal surowy sposób i przez to w stu procentach wiarygodne. Czuć zmęczenie bohatera, czuć narastającą frustrację kiedy przebija się przez kolejne przeszkody, czuć desperację, a film nawet jeśli w kilku scenach traci intensywnosć, to zaraz wraca na właściwe tory; nie wątpię, że bracia Safdie są fanami tego filmu, z ich produkcji bije identyczna energia. <br />
<br />
Na filmwebie raptem 66 głosów, głównie dlatego zakładam temat, bo szkoda żeby taki banger walał się gdzieś w kinematograficznym limbo.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://a.ltrbxd.com/resized/film-poster/2/0/5/0/6/20506-night-of-the-juggler-0-2000-0-3000-crop.jpg?v=e1555c334c" border="0" alt="[Obrazek: 20506-night-of-the-juggler-0-2000-0-3000...e1555c334c]" /><br />
<br />
Fabuła prosta jak budowa cepa: w wyniku pomyłki obłąkany porywacz zamiast córki dewelopera (który w jego mniemaniu zniszczył mu życie) uprowadza córkę byłego policjanta. Ten z miejsca rusza za nim w pościg, mając przeciwko sobie całe nowojorskie bydło. W głównej roli James Brolin, a na drugim planie przewijają się też Dan Hedaya i Mandy Patinkin.<br />
<br />
Film niemal kompletnie zapomniany, a niesłusznie, bo to obrazek spokojnie stojący w jednym rzędzie z ówczesnymi dokonaniami Williama Friedkina czy Johna Cassavetesa. Niesamowicie kinetyczne kino, gdzie akcja w zasadzie nie zwalnia od piętnastej minuty aż do końca, serwując przy tym niezwykle obrazowy, pełen syfu i degrengolady portret ulic Nowego Jorku z końcówki lat 70; miasto jest tutaj antagonistą w równym stopniu co ścigany przez głównego bohatera psychopata - brudne ulice, gangi, zrujnowane osiedla, kanały, zatłoczone, pełne zgiełku ulice i chodniki, wszystko pokazane bez filtra. Jeśli ktoś lubi ten brudny, przedgentryfikacyjny klimat znany z "Francuskiego łącznika", "Życzenia śmierci" czy "Cruising", to powinien być wniebowzięty. Kamera łapie zwykłych przechodniów, obskurne dzielnice i totalny uliczny chaos, przez co momentami ma się wrażenie, jakby oglądało się dokument z epoki, a nie fabułę.<br />
<br />
Poza zobrazowaniem miasta, największym atutem jest tempo - całość przypomina przedzieranie się przez piekło, gdzie piekłem są nowojorskie ulice. Pościgi – piesze, samochodowe czy rozgrywające się w metrze – są zrealizowane w oszczędny, niemal surowy sposób i przez to w stu procentach wiarygodne. Czuć zmęczenie bohatera, czuć narastającą frustrację kiedy przebija się przez kolejne przeszkody, czuć desperację, a film nawet jeśli w kilku scenach traci intensywnosć, to zaraz wraca na właściwe tory; nie wątpię, że bracia Safdie są fanami tego filmu, z ich produkcji bije identyczna energia. <br />
<br />
Na filmwebie raptem 66 głosów, głównie dlatego zakładam temat, bo szkoda żeby taki banger walał się gdzieś w kinematograficznym limbo.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Minority Raport / Raport Mniejszości - 2002r]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Minority-Raport-Raport-Mniejszo%C5%9Bci-2002r--6760</link>
			<pubDate>Thu, 30 Jul 2026 14:08:05 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Minority-Raport-Raport-Mniejszo%C5%9Bci-2002r--6760</guid>
			<description><![CDATA[Nie znalazłem tematu...<br />
<br />
Film Stevena Spielberga na podstawie krótkiej nowelki P.K.Dicka o tym, jak w świecie przyszłości nie ma przestępstw, bo działa tzw. PreCrime czyli instytucja oparta na jasnowidzeniu. Tom Cruise w swoim prime, Steven także. Pamiętam, że podczas premiery na DVD jarałem się tym filmem i wówczas uznałem go za "zaj3bisty". Bleh, to jest szmira scenariuszowa i do tego brzydki w trzy dupy jest film, a jak sobie pomyślę że jest młodszy od Matrixa to aż mnie coś strzeliło.<br />
<br />
Ogólnie to naprawdę film jest brzydki - zdjęcia są przewalone filtrami z poświatą, kontrast i wylew granatowych i czarnych barw wygląda jak ciągła sekwencja z jakiegoś snu, zdjęcia i montaż słabują (aczkolwiek sekwencja przeszukania mieszkania jest okej).<br />
<br />
Nie o tym chciałem. Film eksploruje to, co Spielberg lubi w swoich produkcjach "jednostka przeciw systemowi". Podejmował temat w "Liście Schiendlera", w "Szeregowcu Ryanie", także w "Sztucznej Inteligencji" czy też "Amistad" albo "Złap mnie, jeśli potrafisz" lub też "Terminal". Czyli bierze na tapet scenariusz i próbuje przepchać jakieś swoje wizje. Ale scenariusz "Raportu..." jest idiotyczny z założenia i cała intryga wali się na pysk aż w trzech momentach, a wytłumaczone jest to "paradoksem" i tyle. Oglądając ten film zadałem sobie fundamentalne pytanie dotyczące systemu PreCrime i co? No i jajco, bo na samym końcu film dokładnie pokazuje idiotyzm całej instytucji już w posadach, nie mówiąc o zawiłościach prawnych. Pamiętam właśnie jak mnie Raport Mniejszości jarał za młodego, a teraz re-view był nie tyle mehowy, co po prostu - podobnie jak w kilku już przypadkach filmów Spielberga - ocena mocno siadła. Gdyby ten film był jakoś wyjątkowy realizacyjnie, jak "Szeregowiec..." albo "Amistad" lub "A.I" no ale nie, jest tak przefiltrowany do bólu, że wygląda jak teledysk ale w pełnym metrażu. Cruise też jakoś nie błyszczy ale można mu kibicować, wykazuje się jako-taką charyzmą, natomiast pozostały plan stanowi zagadkę, bo akurat Steven umie a angaże, tak tutaj nic nie działa.<br />
<br />
Kiedyś spokojnie moja filmowa TOPka i byłoby 9/10 ale wczorajszy re-watch znacząco obniża ocenę na ledwie <span style="font-weight: bold;">4/10</span> i raczej bez szans na kolejny seans :/]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie znalazłem tematu...<br />
<br />
Film Stevena Spielberga na podstawie krótkiej nowelki P.K.Dicka o tym, jak w świecie przyszłości nie ma przestępstw, bo działa tzw. PreCrime czyli instytucja oparta na jasnowidzeniu. Tom Cruise w swoim prime, Steven także. Pamiętam, że podczas premiery na DVD jarałem się tym filmem i wówczas uznałem go za "zaj3bisty". Bleh, to jest szmira scenariuszowa i do tego brzydki w trzy dupy jest film, a jak sobie pomyślę że jest młodszy od Matrixa to aż mnie coś strzeliło.<br />
<br />
Ogólnie to naprawdę film jest brzydki - zdjęcia są przewalone filtrami z poświatą, kontrast i wylew granatowych i czarnych barw wygląda jak ciągła sekwencja z jakiegoś snu, zdjęcia i montaż słabują (aczkolwiek sekwencja przeszukania mieszkania jest okej).<br />
<br />
Nie o tym chciałem. Film eksploruje to, co Spielberg lubi w swoich produkcjach "jednostka przeciw systemowi". Podejmował temat w "Liście Schiendlera", w "Szeregowcu Ryanie", także w "Sztucznej Inteligencji" czy też "Amistad" albo "Złap mnie, jeśli potrafisz" lub też "Terminal". Czyli bierze na tapet scenariusz i próbuje przepchać jakieś swoje wizje. Ale scenariusz "Raportu..." jest idiotyczny z założenia i cała intryga wali się na pysk aż w trzech momentach, a wytłumaczone jest to "paradoksem" i tyle. Oglądając ten film zadałem sobie fundamentalne pytanie dotyczące systemu PreCrime i co? No i jajco, bo na samym końcu film dokładnie pokazuje idiotyzm całej instytucji już w posadach, nie mówiąc o zawiłościach prawnych. Pamiętam właśnie jak mnie Raport Mniejszości jarał za młodego, a teraz re-view był nie tyle mehowy, co po prostu - podobnie jak w kilku już przypadkach filmów Spielberga - ocena mocno siadła. Gdyby ten film był jakoś wyjątkowy realizacyjnie, jak "Szeregowiec..." albo "Amistad" lub "A.I" no ale nie, jest tak przefiltrowany do bólu, że wygląda jak teledysk ale w pełnym metrażu. Cruise też jakoś nie błyszczy ale można mu kibicować, wykazuje się jako-taką charyzmą, natomiast pozostały plan stanowi zagadkę, bo akurat Steven umie a angaże, tak tutaj nic nie działa.<br />
<br />
Kiedyś spokojnie moja filmowa TOPka i byłoby 9/10 ale wczorajszy re-watch znacząco obniża ocenę na ledwie <span style="font-weight: bold;">4/10</span> i raczej bez szans na kolejny seans :/]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Her Private Hell (2026)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Her-Private-Hell-2026--6759</link>
			<pubDate>Mon, 27 Jul 2026 10:30:37 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Her-Private-Hell-2026--6759</guid>
			<description><![CDATA[Do kin - także polskich - wszedł nowy film Refna, człowieka który zapowiadał się na mesjasza kina wszelakiego, nadreżysera, kolesia, który dał światu niepodważalne, niezaprzeczalne i absolutnie zjawiskowe arcydzieło, czyli "Drive", artystę, który stworzył kult Ryana Goslinga.<br />
<br />
Niestety jego kolejne filmy nie były już wybitne, a najnowsze dziecko zatytułowane "JEJ PIEKŁO" to spektakularna klapa.<br />
<br />
<a href="https://www.worldofreel.com/blog/2026/7/26/nicolas-winding-refns-her-private-hell-bombs-at-the-box-office-with-just-785-per-theater-average" target="_blank">https://www.worldofreel.com/blog/2026/7/26/nicolas-winding-refns-her-private-hell-bombs-at-the-box-office-with-just-785-per-theater-average</a><br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>What a shame that Nicolas Winding Refn’s “Her Private Hell,” distributed by NEON, had a very weak domestic opening, earning an estimated &#36;530,000 from 675 theaters for a dismal per-theater average of just &#36;785.</blockquote>
<br />
Nie mniej, na film mam zamiar sie wybrać do kina. Ale niekoniecznie dla Refna, a dla Sophie Thatcher, która po Heretyku i Towarzyszu stała się aktorką, której nowe projekty śledzę.<br />
<br />
Film zapowiada się jak powtórka z rozrywki, ale chuj tam:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/C7E-0t1TfzM?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Do kin - także polskich - wszedł nowy film Refna, człowieka który zapowiadał się na mesjasza kina wszelakiego, nadreżysera, kolesia, który dał światu niepodważalne, niezaprzeczalne i absolutnie zjawiskowe arcydzieło, czyli "Drive", artystę, który stworzył kult Ryana Goslinga.<br />
<br />
Niestety jego kolejne filmy nie były już wybitne, a najnowsze dziecko zatytułowane "JEJ PIEKŁO" to spektakularna klapa.<br />
<br />
<a href="https://www.worldofreel.com/blog/2026/7/26/nicolas-winding-refns-her-private-hell-bombs-at-the-box-office-with-just-785-per-theater-average" target="_blank">https://www.worldofreel.com/blog/2026/7/26/nicolas-winding-refns-her-private-hell-bombs-at-the-box-office-with-just-785-per-theater-average</a><br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>What a shame that Nicolas Winding Refn’s “Her Private Hell,” distributed by NEON, had a very weak domestic opening, earning an estimated &#36;530,000 from 675 theaters for a dismal per-theater average of just &#36;785.</blockquote>
<br />
Nie mniej, na film mam zamiar sie wybrać do kina. Ale niekoniecznie dla Refna, a dla Sophie Thatcher, która po Heretyku i Towarzyszu stała się aktorką, której nowe projekty śledzę.<br />
<br />
Film zapowiada się jak powtórka z rozrywki, ale chuj tam:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/C7E-0t1TfzM?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Black Panther III (reż. Ryan Coogler, 2028)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Black-Panther-III-re%C5%BC-Ryan-Coogler-2028--6758</link>
			<pubDate>Sun, 26 Jul 2026 10:02:16 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Black-Panther-III-re%C5%BC-Ryan-Coogler-2028--6758</guid>
			<description><![CDATA[Nowy Czarny Pantera wybrany:<br />
<br />
<blockquote class="twitter-tweet" data-lang="en"><p lang="en" dir="ltr"><a href="https://twitter.com/MarvelStudios/status/2081223426232947101"></a></blockquote>
<script async src="//platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script><br />
<br />
<br />
Ryan Coogler znowu reżyserem.<br />
<br />
Premiera ustalona na 15 grudnia 2028 roku..]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nowy Czarny Pantera wybrany:<br />
<br />
<blockquote class="twitter-tweet" data-lang="en"><p lang="en" dir="ltr"><a href="https://twitter.com/MarvelStudios/status/2081223426232947101"></a></blockquote>
<script async src="//platform.twitter.com/widgets.js" charset="utf-8"></script><br />
<br />
<br />
Ryan Coogler znowu reżyserem.<br />
<br />
Premiera ustalona na 15 grudnia 2028 roku..]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[The Uprising (2026), reż. Paul Greengrass]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-The-Uprising-2026-re%C5%BC-Paul-Greengrass--6757</link>
			<pubDate>Thu, 16 Jul 2026 18:02:46 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-The-Uprising-2026-re%C5%BC-Paul-Greengrass--6757</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/yG976vP/MV5-BODQz-Yj-E5-Mz-Yt-Mj-Qw-NC00-MGMw-LWI5-OTUt-Yjcx-NGZk-Zm-M1-Yj-Rj-Xk-Ey-Xk-Fqc-Gc-V1.jpg" border="0" alt="[Obrazek: MV5-BODQz-Yj-E5-Mz-Yt-Mj-Qw-NC00-MGMw-LW...-Gc-V1.jpg]" /><br />
<br />
Najnowszy film Paula Greengrassa z bardzo ciekawą i utalentowaną obsadą (Andrew Garfield, Jamie Bell, Stephen Dillane, Tom Hollander, Cosmo Jarvis, Thomasin McKenzie, Jonny Lee Miller, Woody Norman, Katherine Waterston) rozgrywający się w średniowiecznej Anglii i opowiadający o mającym miejsce w 1381 roku powstaniu Wata Tylera znanym też jako Peasants' Revolt. Bezpośrednim powodem jego wybuchu było nałożenie podatku pogłównego, ponowne obarczenie chłopów pańszczyzną i ustalenie płacy wyrobników na niskim poziomie - stąd jeden chłop się wkurwił, zebrał resztę podzielających jego poglądy co oczywiście nie spodobało się będącemu wtedy u władzy królowi Ryszardowi II. Dziś dali zwiastun, który trzeba przyznać zaskakuje:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/ZVkrhHebz1Q?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Wzorem tych trochę bardziej cenionych kolegów po fachu Greengrass mógł bowiem postawić na różnorodność i inkluzywność, jednak jak widać postanowił inaczej i jest to swego rodzaju odświeżający powiem we współczesnym Holly. Oczywiście pewnie recenzje i odbiór krytyków już taki przychylny nie będzie a i o nagrody walczyć będzie zdecydowanie ciężej ale trzeba docenić bo pokazuje na przykładzie, że tak obecnie też można i trzeba tylko chcieć.<br />
<br />
A czy film sam w sobie będzie dobry? Ciężko po tej zajawce stwierdzić - znów niestety mamy do czynienia ze średniowieczem usyfionym w tym szaro-burym filtrze, który mogliby już sobie darować, nie wiem też, jak w takiej historycznej opowieści sprawdzi się ten charakterystyczny dla tego konkretnego reżysera reporterski, mocno dokumentalny styl i kręcenie z ręki. Jak zwykle w takich przypadkach poczekamy, zobaczymy - póki co mimo wszystko zapowiada się to co najmniej interesująco. Premiera w Stanach zaplanowana została na 11 września tego roku.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/yG976vP/MV5-BODQz-Yj-E5-Mz-Yt-Mj-Qw-NC00-MGMw-LWI5-OTUt-Yjcx-NGZk-Zm-M1-Yj-Rj-Xk-Ey-Xk-Fqc-Gc-V1.jpg" border="0" alt="[Obrazek: MV5-BODQz-Yj-E5-Mz-Yt-Mj-Qw-NC00-MGMw-LW...-Gc-V1.jpg]" /><br />
<br />
Najnowszy film Paula Greengrassa z bardzo ciekawą i utalentowaną obsadą (Andrew Garfield, Jamie Bell, Stephen Dillane, Tom Hollander, Cosmo Jarvis, Thomasin McKenzie, Jonny Lee Miller, Woody Norman, Katherine Waterston) rozgrywający się w średniowiecznej Anglii i opowiadający o mającym miejsce w 1381 roku powstaniu Wata Tylera znanym też jako Peasants' Revolt. Bezpośrednim powodem jego wybuchu było nałożenie podatku pogłównego, ponowne obarczenie chłopów pańszczyzną i ustalenie płacy wyrobników na niskim poziomie - stąd jeden chłop się wkurwił, zebrał resztę podzielających jego poglądy co oczywiście nie spodobało się będącemu wtedy u władzy królowi Ryszardowi II. Dziś dali zwiastun, który trzeba przyznać zaskakuje:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/ZVkrhHebz1Q?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Wzorem tych trochę bardziej cenionych kolegów po fachu Greengrass mógł bowiem postawić na różnorodność i inkluzywność, jednak jak widać postanowił inaczej i jest to swego rodzaju odświeżający powiem we współczesnym Holly. Oczywiście pewnie recenzje i odbiór krytyków już taki przychylny nie będzie a i o nagrody walczyć będzie zdecydowanie ciężej ale trzeba docenić bo pokazuje na przykładzie, że tak obecnie też można i trzeba tylko chcieć.<br />
<br />
A czy film sam w sobie będzie dobry? Ciężko po tej zajawce stwierdzić - znów niestety mamy do czynienia ze średniowieczem usyfionym w tym szaro-burym filtrze, który mogliby już sobie darować, nie wiem też, jak w takiej historycznej opowieści sprawdzi się ten charakterystyczny dla tego konkretnego reżysera reporterski, mocno dokumentalny styl i kręcenie z ręki. Jak zwykle w takich przypadkach poczekamy, zobaczymy - póki co mimo wszystko zapowiada się to co najmniej interesująco. Premiera w Stanach zaplanowana została na 11 września tego roku.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Gamera]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Gamera--6756</link>
			<pubDate>Tue, 07 Jul 2026 23:56:44 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Gamera--6756</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://thegeekiary.com/wp-content/uploads/2020/08/Gamera-fly.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Gamera-fly.jpg]" /><br />
<br />
Temat, w którym prawdopodobnie tylko ja i kilka osób będę się wypowiadał. Jednak uznałem, że Gamera w swojej karierze miał trochę występów i szkoda, żeby zginął w zalewie krótkich piłek. A Godzilla średnio będzie patrzył na konkurencję w swoim wątku.<br />
<br />
Drugi po Godzilli najbardziej znany filmowy gigantyczny potwór z Japonii. I oczywiście powstały na sukcesie tego pierwszego. Wpierw Gamera zaczynał jako knock-off Godzilli, potem znalazł się własną niszę w postaci bycia dobrym i walcząc z innymi potworami. Przy okazji seria stała się family friendly i niemal zawsze na pierwszym planie były irytujące gówniaki w przykrótkich szortach. Co by nie mówić o Godzilli, to nawet w najgorszych i infantylnych czasach rzadko na pierwszym planie był jakiś dzieciak.<br />
<br />
A, że robię poprawioną wersję prelekcji o amerykańskich przeróbkach kaiju, to w końcu nadeszła okazja, by wreszcie obczaić gamerowy tytuł. I na pierwszy ogień idzie... pierwszy film.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Gamera (1965)</span> - z Godzilli '54 film nie tylko zgapił czarno-białą taśmę. Główny potwór jest prehistorycznym gadem i olimpijskim pływakiem, którego zbudziły atomowe działania cudzoziemskiego państwa, i otrzymuje ksywkę od tutejszego straszydła z folkloru szlachetnych dzikusów gadem. Mamy wąsatego starszego magistra, któremu szkoda zabić potwora, bo przepadnie mu Nobel, plan usmażenia bestii elektrycznością spala się na panewce, jest atakowane Tokio prowaząc do wielu tragicznych śmierci, a potwór zostaje pokonany fantastyczno-naukową deus ex machiną. Jak Godzilla miał być krytyką ataków atomowych, tak Gamera zdaje być takową w przypadku zimnej wojny.  Trochę więcej światowości, bo więcej kiepsko dukających białych statystów udających Nowe Jorki i wszystkie światowe gazety rozpisują o Gameli, a ten lata po całym świecie.<br />
<br />
Dawno nie widziałem tak licho napisanych wątków ludzkich w filmie kaiju. Towarzyszący asystentka i reporter są bo są, bo typowe tropy w kinie kaiju. I aktorka gra tylko jedną miną. Wątek chłopca i rodziny w zasadzie do niczego nie prowadzi i nie eksploruje się faktu, że Gamera niekoniecznie musi być zły (i jest moment jak ten ratuje smarka przed śmiercią z wysokości). Tu też jest dzieciak, ale przynajmniej nie drze ryja, nie szczery głupio mordy i jednak mocno postacią drugoplanową. Zresztą młody ma pod górkę. Lekko pasjonuje się żółwiami, a jego własna rodzina zraża do pasji niby dla jego dobra i każe wyrzucić jego żółwia pod przekupstwem. Przecież to zaczątek tego, żeby dzieciak miał jakieś problemy psychiczne :P. Większość czasu wątku ludzkiego to bardziej wygląda jak nowofalowy film obyczajowy. Czasem kadry i ustawienia także przywodzą  jakiś uznany europejski film z lat 60. Tu przyznam, że zdjęcia są dobre. Z kolei efekty specjalne całkiem niezłe, ale widać czasem zaczepione sznurki i palnik wydobywający się z mordy Gamery.<br />
<br />
W sumie nie jest to jakiś tragiczny film i gorsze były niektóre były Toho z podobnego okresu (jak <span style="font-style: italic;">Varan</span> czy <span style="font-style: italic;">Dogora</span>). Ale trafia do kategorii zjadliwego przeciętniaczka. 6/10 ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://thegeekiary.com/wp-content/uploads/2020/08/Gamera-fly.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Gamera-fly.jpg]" /><br />
<br />
Temat, w którym prawdopodobnie tylko ja i kilka osób będę się wypowiadał. Jednak uznałem, że Gamera w swojej karierze miał trochę występów i szkoda, żeby zginął w zalewie krótkich piłek. A Godzilla średnio będzie patrzył na konkurencję w swoim wątku.<br />
<br />
Drugi po Godzilli najbardziej znany filmowy gigantyczny potwór z Japonii. I oczywiście powstały na sukcesie tego pierwszego. Wpierw Gamera zaczynał jako knock-off Godzilli, potem znalazł się własną niszę w postaci bycia dobrym i walcząc z innymi potworami. Przy okazji seria stała się family friendly i niemal zawsze na pierwszym planie były irytujące gówniaki w przykrótkich szortach. Co by nie mówić o Godzilli, to nawet w najgorszych i infantylnych czasach rzadko na pierwszym planie był jakiś dzieciak.<br />
<br />
A, że robię poprawioną wersję prelekcji o amerykańskich przeróbkach kaiju, to w końcu nadeszła okazja, by wreszcie obczaić gamerowy tytuł. I na pierwszy ogień idzie... pierwszy film.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Gamera (1965)</span> - z Godzilli '54 film nie tylko zgapił czarno-białą taśmę. Główny potwór jest prehistorycznym gadem i olimpijskim pływakiem, którego zbudziły atomowe działania cudzoziemskiego państwa, i otrzymuje ksywkę od tutejszego straszydła z folkloru szlachetnych dzikusów gadem. Mamy wąsatego starszego magistra, któremu szkoda zabić potwora, bo przepadnie mu Nobel, plan usmażenia bestii elektrycznością spala się na panewce, jest atakowane Tokio prowaząc do wielu tragicznych śmierci, a potwór zostaje pokonany fantastyczno-naukową deus ex machiną. Jak Godzilla miał być krytyką ataków atomowych, tak Gamera zdaje być takową w przypadku zimnej wojny.  Trochę więcej światowości, bo więcej kiepsko dukających białych statystów udających Nowe Jorki i wszystkie światowe gazety rozpisują o Gameli, a ten lata po całym świecie.<br />
<br />
Dawno nie widziałem tak licho napisanych wątków ludzkich w filmie kaiju. Towarzyszący asystentka i reporter są bo są, bo typowe tropy w kinie kaiju. I aktorka gra tylko jedną miną. Wątek chłopca i rodziny w zasadzie do niczego nie prowadzi i nie eksploruje się faktu, że Gamera niekoniecznie musi być zły (i jest moment jak ten ratuje smarka przed śmiercią z wysokości). Tu też jest dzieciak, ale przynajmniej nie drze ryja, nie szczery głupio mordy i jednak mocno postacią drugoplanową. Zresztą młody ma pod górkę. Lekko pasjonuje się żółwiami, a jego własna rodzina zraża do pasji niby dla jego dobra i każe wyrzucić jego żółwia pod przekupstwem. Przecież to zaczątek tego, żeby dzieciak miał jakieś problemy psychiczne :P. Większość czasu wątku ludzkiego to bardziej wygląda jak nowofalowy film obyczajowy. Czasem kadry i ustawienia także przywodzą  jakiś uznany europejski film z lat 60. Tu przyznam, że zdjęcia są dobre. Z kolei efekty specjalne całkiem niezłe, ale widać czasem zaczepione sznurki i palnik wydobywający się z mordy Gamery.<br />
<br />
W sumie nie jest to jakiś tragiczny film i gorsze były niektóre były Toho z podobnego okresu (jak <span style="font-style: italic;">Varan</span> czy <span style="font-style: italic;">Dogora</span>). Ale trafia do kategorii zjadliwego przeciętniaczka. 6/10 ]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA["Zdrada" (reż. Maciej Dutkiewicz) - czyli jak przerzucono 40k Żydów z ZSRR do Izraela]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Zdrada-re%C5%BC-Maciej-Dutkiewicz-czyli-jak-przerzucono-40k-%C5%BByd%C3%B3w-z-ZSRR-do-Izraela--6755</link>
			<pubDate>Thu, 02 Jul 2026 15:59:02 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Zdrada-re%C5%BC-Maciej-Dutkiewicz-czyli-jak-przerzucono-40k-%C5%BByd%C3%B3w-z-ZSRR-do-Izraela--6755</guid>
			<description><![CDATA[Otóż zakończyły się zdjęcia do polskiego filmu "Zdrada". Opowiada on o operacji Most, czyli przerzucie ponad 40 tys. Żydów z ZSRR i Rosji do Izraela w latach 1990–1992<br />
<br />
<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Most" target="_blank">https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Most</a><br />
<br />
Za scenariusz filmu odpowiadają Maciej Dutkiewicz oraz Wojciech Raduchowski-Brochwicz — pułkownik i były oficer służb, którego doświadczenie stało się jednym z fundamentów pracy nad filmem. Jego udział pomógł twórcom wiarygodnie oddać realia pracy kontrwywiadu.<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>„To thriller szpiegowski o ludziach honoru — o tych, którzy służą państwu w cieniu, często płacąc za to bardzo wysoką osobistą cenę. Dziś, kiedy tak wiele mówi się o bezpieczeństwie, odpowiedzialności i lojalności wobec kraju, ta historia wybrzmiewa szczególnie mocno. Chcieliśmy opowiedzieć o świecie służb w sposób wiarygodny i emocjonujący” — mówi Robert Kijak, producent filmu.</blockquote>
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/zBHspGcEqEg?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Obsada: Dawid Ogrodnik, Mirosław Baka, Alan Andresz, Mateusz Damięcki, Dmytro Malkov, May Kurtz, Marcin Czarnik</span><br />
<br />
OPIS FILMU udostępniony przez dystrybutora:<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>„Zdrada” to thriller szpiegowski inspirowany prawdziwymi wydarzeniami i realiami polskich służb specjalnych początku lat 90. W centrum historii znajduje się Krzysztof Radecki – oficer kontrwywiadu, który po jednej nieudanej operacji traci dobre imię i życie, które znał. Zdegradowany, czuje, że stał się kozłem ofiarnym cudzej zdrady, a sprawa zostawia w nim trwałą ranę.<br />
<br />
Dziesięć lat później Radecki wraca do wydarzeń, które złamały jego karierę i odebrały mu spokój. To, co przez lata miało pozostać ukryte, zaczyna wychodzić na powierzchnię: przemilczenia, fałszywe tropy, lojalności wystawione na próbę i pytania, na które nikt nie chce odpowiedzieć. Im bliżej jest prawdy, tym wyraźniej widzi, że w świecie tajnych operacji nie ma prostych odpowiedzi — są tylko decyzje, za które ktoś musi zapłacić.<br />
<br />
Realistyczne przedstawienie działań służb łączy się tu z osobistą historią człowieka, który nie szuka zemsty, lecz próbuje odzyskać dobre imię. Droga do prawdy prowadzi go jednak przez próbę, na którą nie można się przygotować, i do decyzji, po której nic już nie będzie takie samo.</blockquote>
<br />
FOTECZKI DALI<br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/GmnkM4Qz/Zdrada-May-Kurtz-fot-Grzegorz-Press-(2)-3.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-May-Kurtz-fot-Grzegorz-Press-(2)-3.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/vTDzdCgB/Zdrada-Dawid-Ogrodnik-Marcin-Czarnik-fot-Grzegorz-Press-2.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-Dawid-Ogrodnik-Marcin-Czarnik-fot...ress-2.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/vZwWP4zB/Zdrada-May-Kurtz-fot-Grzegorz-Press-3.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-May-Kurtz-fot-Grzegorz-Press-3.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/CxCb9wP7/Zdrada-Miroslaw-Baka-fot-Grzegorz-Press.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-Miroslaw-Baka-fot-Grzegorz-Press.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/BnfxhjgY/Zdrada-Urszula-Grabowska-fot-Grzegorz-Press-2.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-Urszula-Grabowska-fot-Grzegorz-Press-2.jpg]" /><br />
<br />
next film]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Otóż zakończyły się zdjęcia do polskiego filmu "Zdrada". Opowiada on o operacji Most, czyli przerzucie ponad 40 tys. Żydów z ZSRR i Rosji do Izraela w latach 1990–1992<br />
<br />
<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Most" target="_blank">https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Most</a><br />
<br />
Za scenariusz filmu odpowiadają Maciej Dutkiewicz oraz Wojciech Raduchowski-Brochwicz — pułkownik i były oficer służb, którego doświadczenie stało się jednym z fundamentów pracy nad filmem. Jego udział pomógł twórcom wiarygodnie oddać realia pracy kontrwywiadu.<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>„To thriller szpiegowski o ludziach honoru — o tych, którzy służą państwu w cieniu, często płacąc za to bardzo wysoką osobistą cenę. Dziś, kiedy tak wiele mówi się o bezpieczeństwie, odpowiedzialności i lojalności wobec kraju, ta historia wybrzmiewa szczególnie mocno. Chcieliśmy opowiedzieć o świecie służb w sposób wiarygodny i emocjonujący” — mówi Robert Kijak, producent filmu.</blockquote>
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/zBHspGcEqEg?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Obsada: Dawid Ogrodnik, Mirosław Baka, Alan Andresz, Mateusz Damięcki, Dmytro Malkov, May Kurtz, Marcin Czarnik</span><br />
<br />
OPIS FILMU udostępniony przez dystrybutora:<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>„Zdrada” to thriller szpiegowski inspirowany prawdziwymi wydarzeniami i realiami polskich służb specjalnych początku lat 90. W centrum historii znajduje się Krzysztof Radecki – oficer kontrwywiadu, który po jednej nieudanej operacji traci dobre imię i życie, które znał. Zdegradowany, czuje, że stał się kozłem ofiarnym cudzej zdrady, a sprawa zostawia w nim trwałą ranę.<br />
<br />
Dziesięć lat później Radecki wraca do wydarzeń, które złamały jego karierę i odebrały mu spokój. To, co przez lata miało pozostać ukryte, zaczyna wychodzić na powierzchnię: przemilczenia, fałszywe tropy, lojalności wystawione na próbę i pytania, na które nikt nie chce odpowiedzieć. Im bliżej jest prawdy, tym wyraźniej widzi, że w świecie tajnych operacji nie ma prostych odpowiedzi — są tylko decyzje, za które ktoś musi zapłacić.<br />
<br />
Realistyczne przedstawienie działań służb łączy się tu z osobistą historią człowieka, który nie szuka zemsty, lecz próbuje odzyskać dobre imię. Droga do prawdy prowadzi go jednak przez próbę, na którą nie można się przygotować, i do decyzji, po której nic już nie będzie takie samo.</blockquote>
<br />
FOTECZKI DALI<br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/GmnkM4Qz/Zdrada-May-Kurtz-fot-Grzegorz-Press-(2)-3.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-May-Kurtz-fot-Grzegorz-Press-(2)-3.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/vTDzdCgB/Zdrada-Dawid-Ogrodnik-Marcin-Czarnik-fot-Grzegorz-Press-2.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-Dawid-Ogrodnik-Marcin-Czarnik-fot...ress-2.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/vZwWP4zB/Zdrada-May-Kurtz-fot-Grzegorz-Press-3.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-May-Kurtz-fot-Grzegorz-Press-3.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/CxCb9wP7/Zdrada-Miroslaw-Baka-fot-Grzegorz-Press.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-Miroslaw-Baka-fot-Grzegorz-Press.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.postimg.cc/BnfxhjgY/Zdrada-Urszula-Grabowska-fot-Grzegorz-Press-2.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Zdrada-Urszula-Grabowska-fot-Grzegorz-Press-2.jpg]" /><br />
<br />
next film]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Congo (1995) - gadająca gorylica, diamenty i ciasto sezamowe]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Congo-1995-gadaj%C4%85ca-gorylica-diamenty-i-ciasto-sezamowe--6754</link>
			<pubDate>Wed, 01 Jul 2026 22:06:19 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Congo-1995-gadaj%C4%85ca-gorylica-diamenty-i-ciasto-sezamowe--6754</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/vvXkLB8D/congo-1995-8-DMBy-C.jpg" border="0" alt="[Obrazek: congo-1995-8-DMBy-C.jpg]" /><br />
<br />
Ładnie powalczyli dziś Kongijczycy z butnymi i przesadnie pewnymi siebie synami Albionu i choć ostatecznie niestety przegrali z nimi 1:2 to zainspirowała mnie ta ich heroiczna boiskowa postawa do napisania paru słów o pewnym filmie, który w wieku 11 lat obejrzałem po raz pierwszy w sierpeckim kinie i był to wtedy dla mnie najlepszy obraz w historii - mowa rzecz jasna o "Kongo" z 1995 roku w reżyserii Franka Marshalla na postawie bestsellerowej powieści Michaela Crichtona.<br />
<br />
Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, historia powstawania tego filmu jest równie jeśli nawet nie bardziej ciekawa niż on sam - otóż sam Crichton napisał jego scenariusz już pod koniec lat 70-tych (z kolei sama powieść wydana została w 1980 roku) z myślą o Seanie Connerym, który miał zagrać w nim główną rolę bohatera w stylu Allana Quatermaina, archetypicznej postaci wielkiego białego łowcy i podróżnika zrodzonej w umyśle H. Ridera Haggarda w 1885 w powieści zatytułowanej "King Solomon's Mines". Bohater ten przewijał się w kinematografii już od 1919 roku, kiedy to po raz pierwszy pojawił się na ekranach kin w zaginionym obecnie filmie niemym pod tytułem "Allan Quatermain", by później wracać do nich systematycznie co jakiś czas w innych produkcjach kręconych na podstawie książek opisujących jego przeróżne przygody. <br />
<br />
I choć 20th Century Fox dało Crichtonowi zielone światło na jego nakręcenie, on sam opuścił projekt rzekomo dowiedziawszy się, że nie będzie mógł kręcić filmu z żywymi gorylami. Scenariusz na przestrzeni lat oferowany był różnym reżyserom, w tym choćby Stevenowi Spielbergowi i Johnowi Carpenterowi, jednak produkcja zawsze natrafiała na jakieś przeciwności i nie doszła do skutku aż do roku 1994, kiedy to po sukcesie "Parku jurajskiego" szukano innych znanych powieści Crichtona do zekranizowania i trafiło akurat na "Congo", choć tym razem już bez udziału jej autora, który dopisany został jedynie w tizerze do filmu jako współscenarzysta razem z Johnem Patrickiem Shanleyem (choć już w jego głównym zwiastunie i gotowym obrazie ostał się w tej roli tylko Shanley). Sam Crichton w 1984 roku zaangażowany był w powstanie tekstowej gry przygodowej na podstawie tego scenariusza stworzonej przez Telarium zatytułowanej "Amazon" i ze względu na wcześniejszą sprzedaż praw do niego musiał zmienić miejsce akcji a goryla zamienił na... również gadającą papugę. Z kolei Sean Connery w Allana Quatermaina wcielił się dopiero wiele lat później bo w 2003 roku w steampunkowej "Lidze niezwykłych dżentelmenów" Stephena Norringtona. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/b2qZHj9PHPU?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Wracając jednak do omawianego filmu - choć już bez Crichtona na pokładzie, produkcja ruszyła w 1994 roku pełną parą a szefem projektu został stały producent i współpracownik Stevena Spielberga a prywatnie mąż Kathleen Kennedy Frank Marshall, który w roli reżysera zadebiutował w 1990 roku świetnym komediowym horrorem o pająkach "Arachnofobia", by 3 lata później nakręcić doceniony przez widzów i krytyków dramat "Alive" na podstawie prawdziwej historii urugwajskiej drużyny rugby, której samolot z nimi na pokładzie rozbił się w Andach na początku lat 70-tych. I to właśnie "Congo" miał być jego kolejnym hitowym filmem. Niestety, pomimo ciekawego pomysłu wyjściowego i w dużej mierze udziału ekipy odpowiedzialnej za sukces "Parku jurajskiego" obraz nie spotkał się z ciepłym przyjęciem, choć swoje w kinach zarobił - przy budżecie 50 milionów dolarów udało mu się zebrać ponad 152 miliony na całym świecie. <br />
<br />
I choć dziś nie określiłbym już "Congo" najlepszym filmem, jaki widziałem w życiu (jednak seans kinowy w tak młodym wieku zrobił swoje), ba, niekoniecznie nawet nazwałbym go produkcją obiektywnie udaną to mam z wiadomych względów do niego ogromny sentyment i często zdarza mi się do niego wracać. Jest to bowiem po prostu świetnie zrealizowany film przygodowy z akcją rozgrywającą się w bajecznych okolicznościach przyrody, z fenomenalną ścieżką dźwiękową autorstwa Jerry'ego Goldsmitha, który rok później skomponował równie dobrą muzykę do innego osadzonego w Afryce i uwielbianego przeze mnie obrazka, mianowicie "The Ghost and the Darkness" - dziś już tak wybitnych i zapadających w pamięć ilustracji muzycznych do filmów o podobnym profilu nie uświadczymy. Rewelacyjne są w nim też wszelkie efekty specjalne i wizualne autorstwa fachowców z ILM jak i studia Stana Winstona, które to za pomocą animatroniki, charakteryzacji i kostiumów powołało do życia wszelkie filmowe zwierzaki, ze stadem ogromnych hipopotamów i mówiącą za pomocą języka migowego i specjalnej rękawicy gorylicy Amy na czele. Warstwa wizualna filmu jest znakomita, przez co ogląda się go naprawdę dobrze i śmiało mogę określić "Congo" naprawdę przyjemnym w odbiorze filmem przygodowym i zwyczajnie dobrym, trzymającym w napięciu,  niezwykle fachowo zrealizowanym popkorniakiem. <br />
<br />
Sporo w nim też elementów horrorowych, gdyż pod pewnymi względami jest to także czystej krwi animal attack, bo oprócz wspomnianych wcześniej hipopotamów głęboko w kongijskiej dżungli czyhać będą też nie do końca normalne i niezwykle agresywne szare goryle, broniące dostępu do starożytnego i legendarnego miasta Zinj, do którego to trafiają w końcu nasi główni bohaterowie poszukujący ukrytych w nim złóż diamentów. I choć w okolicach premiery byłem być może jedynym na całym świecie człowiekiem, którego obraz Franka Marshalla naprawdę zachwycił, to po latach zdobył on swego rodzaju kultowy status i stał się może trochę wadliwą i nie do końca udaną produkcją, która jednak zyskała drugie życie. Zaistniała też w świadomości całej maści nowych odbiorców za sprawą kultowej sceny z ciastem sezamowym, która jako mem funkcjonuje do dziś.<br />
<br />
Na zdjęciu poniżej kilka fantów zebranych podczas mojej wieloletniej filmowej podróży do "Congo":<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/gbn4JpY6/736290101-27475234608828260-7626454415551472807-n.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 736290101-27475234608828260-7626454415551472807-n.jpg]" /><br />
<br />
<span style="font-style: italic;">- 4K UHD Blu-ray Limited Edition Deluxe Box (limit 10,000 sztuk) z Vinegar Syndrome ze Stanów,<br />
- Blu-ray zwyklak ze Stanów, <br />
- "The Making of Congo" oprawa miękka,<br />
- "The Winston Effect: The Art and History of Stan Winston Studio" oprawa twarda.</span><br />
<br />
Na koniec dorzucam bardzo fajny archiwalny making of "Congo" jakby ktoś chciał sobie obejrzeć:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/pbdmYt6t-Y0?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/vvXkLB8D/congo-1995-8-DMBy-C.jpg" border="0" alt="[Obrazek: congo-1995-8-DMBy-C.jpg]" /><br />
<br />
Ładnie powalczyli dziś Kongijczycy z butnymi i przesadnie pewnymi siebie synami Albionu i choć ostatecznie niestety przegrali z nimi 1:2 to zainspirowała mnie ta ich heroiczna boiskowa postawa do napisania paru słów o pewnym filmie, który w wieku 11 lat obejrzałem po raz pierwszy w sierpeckim kinie i był to wtedy dla mnie najlepszy obraz w historii - mowa rzecz jasna o "Kongo" z 1995 roku w reżyserii Franka Marshalla na postawie bestsellerowej powieści Michaela Crichtona.<br />
<br />
Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, historia powstawania tego filmu jest równie jeśli nawet nie bardziej ciekawa niż on sam - otóż sam Crichton napisał jego scenariusz już pod koniec lat 70-tych (z kolei sama powieść wydana została w 1980 roku) z myślą o Seanie Connerym, który miał zagrać w nim główną rolę bohatera w stylu Allana Quatermaina, archetypicznej postaci wielkiego białego łowcy i podróżnika zrodzonej w umyśle H. Ridera Haggarda w 1885 w powieści zatytułowanej "King Solomon's Mines". Bohater ten przewijał się w kinematografii już od 1919 roku, kiedy to po raz pierwszy pojawił się na ekranach kin w zaginionym obecnie filmie niemym pod tytułem "Allan Quatermain", by później wracać do nich systematycznie co jakiś czas w innych produkcjach kręconych na podstawie książek opisujących jego przeróżne przygody. <br />
<br />
I choć 20th Century Fox dało Crichtonowi zielone światło na jego nakręcenie, on sam opuścił projekt rzekomo dowiedziawszy się, że nie będzie mógł kręcić filmu z żywymi gorylami. Scenariusz na przestrzeni lat oferowany był różnym reżyserom, w tym choćby Stevenowi Spielbergowi i Johnowi Carpenterowi, jednak produkcja zawsze natrafiała na jakieś przeciwności i nie doszła do skutku aż do roku 1994, kiedy to po sukcesie "Parku jurajskiego" szukano innych znanych powieści Crichtona do zekranizowania i trafiło akurat na "Congo", choć tym razem już bez udziału jej autora, który dopisany został jedynie w tizerze do filmu jako współscenarzysta razem z Johnem Patrickiem Shanleyem (choć już w jego głównym zwiastunie i gotowym obrazie ostał się w tej roli tylko Shanley). Sam Crichton w 1984 roku zaangażowany był w powstanie tekstowej gry przygodowej na podstawie tego scenariusza stworzonej przez Telarium zatytułowanej "Amazon" i ze względu na wcześniejszą sprzedaż praw do niego musiał zmienić miejsce akcji a goryla zamienił na... również gadającą papugę. Z kolei Sean Connery w Allana Quatermaina wcielił się dopiero wiele lat później bo w 2003 roku w steampunkowej "Lidze niezwykłych dżentelmenów" Stephena Norringtona. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/b2qZHj9PHPU?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Wracając jednak do omawianego filmu - choć już bez Crichtona na pokładzie, produkcja ruszyła w 1994 roku pełną parą a szefem projektu został stały producent i współpracownik Stevena Spielberga a prywatnie mąż Kathleen Kennedy Frank Marshall, który w roli reżysera zadebiutował w 1990 roku świetnym komediowym horrorem o pająkach "Arachnofobia", by 3 lata później nakręcić doceniony przez widzów i krytyków dramat "Alive" na podstawie prawdziwej historii urugwajskiej drużyny rugby, której samolot z nimi na pokładzie rozbił się w Andach na początku lat 70-tych. I to właśnie "Congo" miał być jego kolejnym hitowym filmem. Niestety, pomimo ciekawego pomysłu wyjściowego i w dużej mierze udziału ekipy odpowiedzialnej za sukces "Parku jurajskiego" obraz nie spotkał się z ciepłym przyjęciem, choć swoje w kinach zarobił - przy budżecie 50 milionów dolarów udało mu się zebrać ponad 152 miliony na całym świecie. <br />
<br />
I choć dziś nie określiłbym już "Congo" najlepszym filmem, jaki widziałem w życiu (jednak seans kinowy w tak młodym wieku zrobił swoje), ba, niekoniecznie nawet nazwałbym go produkcją obiektywnie udaną to mam z wiadomych względów do niego ogromny sentyment i często zdarza mi się do niego wracać. Jest to bowiem po prostu świetnie zrealizowany film przygodowy z akcją rozgrywającą się w bajecznych okolicznościach przyrody, z fenomenalną ścieżką dźwiękową autorstwa Jerry'ego Goldsmitha, który rok później skomponował równie dobrą muzykę do innego osadzonego w Afryce i uwielbianego przeze mnie obrazka, mianowicie "The Ghost and the Darkness" - dziś już tak wybitnych i zapadających w pamięć ilustracji muzycznych do filmów o podobnym profilu nie uświadczymy. Rewelacyjne są w nim też wszelkie efekty specjalne i wizualne autorstwa fachowców z ILM jak i studia Stana Winstona, które to za pomocą animatroniki, charakteryzacji i kostiumów powołało do życia wszelkie filmowe zwierzaki, ze stadem ogromnych hipopotamów i mówiącą za pomocą języka migowego i specjalnej rękawicy gorylicy Amy na czele. Warstwa wizualna filmu jest znakomita, przez co ogląda się go naprawdę dobrze i śmiało mogę określić "Congo" naprawdę przyjemnym w odbiorze filmem przygodowym i zwyczajnie dobrym, trzymającym w napięciu,  niezwykle fachowo zrealizowanym popkorniakiem. <br />
<br />
Sporo w nim też elementów horrorowych, gdyż pod pewnymi względami jest to także czystej krwi animal attack, bo oprócz wspomnianych wcześniej hipopotamów głęboko w kongijskiej dżungli czyhać będą też nie do końca normalne i niezwykle agresywne szare goryle, broniące dostępu do starożytnego i legendarnego miasta Zinj, do którego to trafiają w końcu nasi główni bohaterowie poszukujący ukrytych w nim złóż diamentów. I choć w okolicach premiery byłem być może jedynym na całym świecie człowiekiem, którego obraz Franka Marshalla naprawdę zachwycił, to po latach zdobył on swego rodzaju kultowy status i stał się może trochę wadliwą i nie do końca udaną produkcją, która jednak zyskała drugie życie. Zaistniała też w świadomości całej maści nowych odbiorców za sprawą kultowej sceny z ciastem sezamowym, która jako mem funkcjonuje do dziś.<br />
<br />
Na zdjęciu poniżej kilka fantów zebranych podczas mojej wieloletniej filmowej podróży do "Congo":<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/gbn4JpY6/736290101-27475234608828260-7626454415551472807-n.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 736290101-27475234608828260-7626454415551472807-n.jpg]" /><br />
<br />
<span style="font-style: italic;">- 4K UHD Blu-ray Limited Edition Deluxe Box (limit 10,000 sztuk) z Vinegar Syndrome ze Stanów,<br />
- Blu-ray zwyklak ze Stanów, <br />
- "The Making of Congo" oprawa miękka,<br />
- "The Winston Effect: The Art and History of Stan Winston Studio" oprawa twarda.</span><br />
<br />
Na koniec dorzucam bardzo fajny archiwalny making of "Congo" jakby ktoś chciał sobie obejrzeć:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/pbdmYt6t-Y0?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[The Sheep Detectives (2026) - owce na tropie zbrodni]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-The-Sheep-Detectives-2026-owce-na-tropie-zbrodni--6753</link>
			<pubDate>Sat, 27 Jun 2026 04:01:20 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-The-Sheep-Detectives-2026-owce-na-tropie-zbrodni--6753</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/G4hfkCGh/2.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 2.jpg]" /><br />
<br />
Ależ potężna i zupełnie nieoczekiwana niespodzianka. Zwiastuny mnie zaciekawiły, kampania promocyjna z tego co kojarzę też była dość interesująca (plakaty parodiujące w bardzo zgrabny i zabawny sposób różne filmowe klasyki) ale jakoś nie miałem okazji tego filmu obejrzeć aż do teraz, bo trafił akurat na Prime. Tak, jest to następna tegoroczna premiera kinowa od Bezosa i kolejna, po "Project Hail Mary" i "Masters of the Universe", która okazuje się być naprawdę wartym uwagi filmem. I żałuję, że nie miałem okazji wybrać się na niego do kina bo to niezwykle udana i pełna serca produkcja potrafiąca pogodzić różne estetyki, które wydawać by się mogło nie miały absolutnie żadnego prawa ze sobą razem zadziałać a już z pewnością nie w tak błyskotliwy i znakomity sposób, jak ma to miejsce tutaj.<br />
<br />
"The Sheep Detectives" to bowiem film familijny dla młodszej widowni o gadających owcach połączony z opowieścią detektywistyczną i rozmyślaniem na tematy takie jak śmierć, żałoba czy też szeroko pojęta pamięć. I muszę przyznać, że jestem totalnie zaskoczony, jak reżyserowi Kyle'owi Baldzie udaje się to wszystko zgrabnie i sensownie ze sobą wymieszać by stworzyć naprawdę koherentną i niesamowicie ciepłą, wciągająca opowieść. Z tego co widzę, gość był wcześniej animatorem (pracował w tej roli choćby przy "Dawno temu w trawie", "Toy Story 2", "Uciekających kurczakach", "Potworach i spółce" ale też trzecim "Shreku" czy drugim "Madagaskarze") a jako reżyser ma na swoim koncie praktycznie same animacje o "Minionkach" - niesamowite, bo te wszystkie filmy od Illumination są takie żadne, że aż ciężko uwierzyć, że nakręcił je ten sam koleś. <br />
<br />
Film opowiada o farmerze imieniem George, który na obrzeżach małej wioski ma kawałek ziemi, kampera i stado owiec, którymi zajmuje się praktycznie od rana do wieczora. Czyta im też różne powieści kryminalne kompletnie nie wiedząc i nie zdając sobie sprawy z tego, że zwierzaki nie są bezmyślnymi uczestnikami tych posiadówek a chłoną wszystkie te jego detektywistyczne opowieści jak gąbki co nieoczekiwanie przydaje się później, gdy zostaje on zamordowany a sprawą ma zająć się okoliczny, niezbyt rozgarnięty policjant. Wtedy do akcji wkraczają owce, które biorą sprawy w swoje racice czy tam kopyta próbując rozwikłać zagadkę jego zgonu.<br />
<br />
I muszę to napisać od razu, bo chwilę po seansie miałem w głowie tylko jedną myśl - tak powinny wyglądać te wszystkie szumnie nazywanymi 'live action' przeróbki animacji od Disneya a najlepiej ich nowe, oryginalne produkcje. Jest tutaj bowiem wszystko, z czego niegdyś Mysza słynęła - wciągająca historia, świetnie napisani bohaterowie ludzcy i zwierzęcy czy w końcu cała masa świetnego humoru i ciepła. Tak właśnie powinno się robić kino dla całej rodziny bo coś dla siebie znajdą tutaj wszyscy, od najmłodszych po tych ciut starszych i trochę szkoda, że film przemknął przez kina raczej niezauważony (125 milionów dolarów wpływów z całego świata to nie jest bowiem wynik, który rzucałby kogokolwiek na kolana). I jasne, sam się do tego w pewnym sensie przyczyniłem ale biję się w pierś i piszę tego posta z głośnym postanowieniem poprawy i tego, by na tyle na ile mogę polecić ten obraz każdemu, kto go właśnie czyta - niech chociaż stanie się hitem na streamingu bo z pewnością na to zasługuje.<br />
<br />
Miałem w trakcie seansu sporo flashbacków z ciut podobnej tegorocznej produkcji innego streamingowego giganta na N zatytułowanego "Niezwykle szlachetne stworzenia", w którym również mieliśmy CGI zwierzaka gadającego do widza i warstwę obyczajową, która potraktowana została w niezwykle przystępny dla każdego sposób, choć przyznam się bez bicia, że tutaj udało się to wszystko ogarnąć w jeszcze ciekawszy i zwyczajnie lepszy sposób. Inne natychmiastowe skojarzenia to familijny "Real Steel" (po naszemu "Giganci ze stali"), w którym również występował Hugh Jackman. I choć tamten film był wariacją na temat kina sportowego z boksującymi się robotami to także zawierał w sobie całą masę serducha i takiego pozytywnego podejścia, którym charakteryzuje się "Sprawiedliwość owiec" - powtórzę się, ale wszystkie te przed chwilą wymienione przeze mnie filmy to pełne ciepła i optymizmu produkcje dla całej rodziny, które z czystym sercem mogę polecić absolutnie każdemu bez wyjątku. "The Sheep Detectives" robi to bodaj najlepiej z nich wszystkich, chociaż do "Real Steel" mam również ogromny sentyment i uważam, że jest raczej niesłusznie niedoceniany. <br />
<br />
A mówiąc o aktorach, oprócz wspomnianego Jackmana znajdziemy tutaj też całą masę znanych twarzy i nazwisk, bo sporo gwiazd podkłada swój głos pod owce, portretując te raczej niedoceniane przez wielu parzystokopytne w bardzo interesujący sposób, nadając większości z nich odrębne charaktery. Dlatego mocno polecam oglądać film w jego oryginalnej wersji językowej (jest tez dostępny polski dubbing), by móc usłyszeć choćby znakomitego Bryana Cranstona, Julię Louis-Dreyfus, Bretta Goldsteina czy Patricka Stewarta. A i postaci ludzkie ogrywane są przez różnych mniej lub bardziej rozpoznawalnych aktorów, z nowym He-Manem Nicholasem Galitzinem i świetnym innym Nicholasem bo Braunem na czele. <br />
<br />
Do tego wielkie brawa należą się z pewnością fachowcom z Framestore, którzy odpowiadają za wszelkie efekty wizualne i praktycznie wszystkie filmowe zwierzaki (psy w kilku scenach są prawdziwe, reszta to bardzo dobre CGI). Obecnie to chyba najlepsi specjaliści w branży od cyfrowych, wyglądających jak żywe zwierząt, co potwierdzają kolejnymi produkcjami, przy których pracują (ostatnio choćby animal attack "Beast" czy rewelacyjny trzeci sezon dokumentalnego "Prehistoric Planet" z podtytułem "Ice Age"). Nie inaczej jest tutaj i naprawdę warto im się ukłonić i pogratulować znakomitej roboty bo gdyby filmowe owce nie prezentowały się na ekranie w odpowiedni i realistyczny sposób to i cały film by nie działał.<br />
<br />
Fabularnie też jest to obraz bardzo wciągający choćby ze względu na kryminalną zagadkę, którą wraz z tymi naszymi wełnianymi bohaterami próbujemy rozwikłać, ale odpowiedzialny za scenariusz Craig Mazin ("Czarnobyl"), który tym napisanym na podstawie powieści "Three Bags Full" Leonie Swann skryptem w moich oczach choć trochę rehabilituje się za nieszczęsny "The Last of Us", nie ucieka też od różnych innych, głębszych tematów. Nigdy nie spodziewałbym się bowiem, że rozmowy cyfrowych owiec o śmierci czy też pamięci o różnych nie do końca dobrych a spotykających nas na przestrzeni naszego życia wydarzeniach będą aż tak emocjonalne i zwyczajnie niegłupie. Film kiedy trzeba uderza bowiem także w te bardziej wyciskające łzy tony i muszę przyznać, że robi to ze smakiem. Ogólnie napisane jest to naprawdę świetnie a końcowe rozwikłanie zagadki i ostateczny payoff są bardzo satysfakcjonujące.<br />
<br />
I taki też jest cały ten film - totalnie zaskakujący i niezwykle satysfakcjonujący, nie uciekający od humoru i śmiechów ale potrafiący też zagrać na tych bardziej emocjonalnych strunach będąc jednocześnie produkcją lekką w odbiorze a przy tym bardzo daleką od choćby grama infantylności. Polecam każdemu bez wyjątku bo to naprawdę bardzo dobry obraz dla całej rodziny, z którego każdy powinien wynieść coś dla siebie a wszyscy z pewnością miło spędzą dzięki niemu te dwie godziny przez ekranem swojego telewizora. Dla mnie to spokojnie jeden z najlepszych filmów jakie widziałem w tym roku i naprawdę olbrzymie, pozytywne zaskoczenie. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/pyZI5oM6hWk?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">9/10</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/G4hfkCGh/2.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 2.jpg]" /><br />
<br />
Ależ potężna i zupełnie nieoczekiwana niespodzianka. Zwiastuny mnie zaciekawiły, kampania promocyjna z tego co kojarzę też była dość interesująca (plakaty parodiujące w bardzo zgrabny i zabawny sposób różne filmowe klasyki) ale jakoś nie miałem okazji tego filmu obejrzeć aż do teraz, bo trafił akurat na Prime. Tak, jest to następna tegoroczna premiera kinowa od Bezosa i kolejna, po "Project Hail Mary" i "Masters of the Universe", która okazuje się być naprawdę wartym uwagi filmem. I żałuję, że nie miałem okazji wybrać się na niego do kina bo to niezwykle udana i pełna serca produkcja potrafiąca pogodzić różne estetyki, które wydawać by się mogło nie miały absolutnie żadnego prawa ze sobą razem zadziałać a już z pewnością nie w tak błyskotliwy i znakomity sposób, jak ma to miejsce tutaj.<br />
<br />
"The Sheep Detectives" to bowiem film familijny dla młodszej widowni o gadających owcach połączony z opowieścią detektywistyczną i rozmyślaniem na tematy takie jak śmierć, żałoba czy też szeroko pojęta pamięć. I muszę przyznać, że jestem totalnie zaskoczony, jak reżyserowi Kyle'owi Baldzie udaje się to wszystko zgrabnie i sensownie ze sobą wymieszać by stworzyć naprawdę koherentną i niesamowicie ciepłą, wciągająca opowieść. Z tego co widzę, gość był wcześniej animatorem (pracował w tej roli choćby przy "Dawno temu w trawie", "Toy Story 2", "Uciekających kurczakach", "Potworach i spółce" ale też trzecim "Shreku" czy drugim "Madagaskarze") a jako reżyser ma na swoim koncie praktycznie same animacje o "Minionkach" - niesamowite, bo te wszystkie filmy od Illumination są takie żadne, że aż ciężko uwierzyć, że nakręcił je ten sam koleś. <br />
<br />
Film opowiada o farmerze imieniem George, który na obrzeżach małej wioski ma kawałek ziemi, kampera i stado owiec, którymi zajmuje się praktycznie od rana do wieczora. Czyta im też różne powieści kryminalne kompletnie nie wiedząc i nie zdając sobie sprawy z tego, że zwierzaki nie są bezmyślnymi uczestnikami tych posiadówek a chłoną wszystkie te jego detektywistyczne opowieści jak gąbki co nieoczekiwanie przydaje się później, gdy zostaje on zamordowany a sprawą ma zająć się okoliczny, niezbyt rozgarnięty policjant. Wtedy do akcji wkraczają owce, które biorą sprawy w swoje racice czy tam kopyta próbując rozwikłać zagadkę jego zgonu.<br />
<br />
I muszę to napisać od razu, bo chwilę po seansie miałem w głowie tylko jedną myśl - tak powinny wyglądać te wszystkie szumnie nazywanymi 'live action' przeróbki animacji od Disneya a najlepiej ich nowe, oryginalne produkcje. Jest tutaj bowiem wszystko, z czego niegdyś Mysza słynęła - wciągająca historia, świetnie napisani bohaterowie ludzcy i zwierzęcy czy w końcu cała masa świetnego humoru i ciepła. Tak właśnie powinno się robić kino dla całej rodziny bo coś dla siebie znajdą tutaj wszyscy, od najmłodszych po tych ciut starszych i trochę szkoda, że film przemknął przez kina raczej niezauważony (125 milionów dolarów wpływów z całego świata to nie jest bowiem wynik, który rzucałby kogokolwiek na kolana). I jasne, sam się do tego w pewnym sensie przyczyniłem ale biję się w pierś i piszę tego posta z głośnym postanowieniem poprawy i tego, by na tyle na ile mogę polecić ten obraz każdemu, kto go właśnie czyta - niech chociaż stanie się hitem na streamingu bo z pewnością na to zasługuje.<br />
<br />
Miałem w trakcie seansu sporo flashbacków z ciut podobnej tegorocznej produkcji innego streamingowego giganta na N zatytułowanego "Niezwykle szlachetne stworzenia", w którym również mieliśmy CGI zwierzaka gadającego do widza i warstwę obyczajową, która potraktowana została w niezwykle przystępny dla każdego sposób, choć przyznam się bez bicia, że tutaj udało się to wszystko ogarnąć w jeszcze ciekawszy i zwyczajnie lepszy sposób. Inne natychmiastowe skojarzenia to familijny "Real Steel" (po naszemu "Giganci ze stali"), w którym również występował Hugh Jackman. I choć tamten film był wariacją na temat kina sportowego z boksującymi się robotami to także zawierał w sobie całą masę serducha i takiego pozytywnego podejścia, którym charakteryzuje się "Sprawiedliwość owiec" - powtórzę się, ale wszystkie te przed chwilą wymienione przeze mnie filmy to pełne ciepła i optymizmu produkcje dla całej rodziny, które z czystym sercem mogę polecić absolutnie każdemu bez wyjątku. "The Sheep Detectives" robi to bodaj najlepiej z nich wszystkich, chociaż do "Real Steel" mam również ogromny sentyment i uważam, że jest raczej niesłusznie niedoceniany. <br />
<br />
A mówiąc o aktorach, oprócz wspomnianego Jackmana znajdziemy tutaj też całą masę znanych twarzy i nazwisk, bo sporo gwiazd podkłada swój głos pod owce, portretując te raczej niedoceniane przez wielu parzystokopytne w bardzo interesujący sposób, nadając większości z nich odrębne charaktery. Dlatego mocno polecam oglądać film w jego oryginalnej wersji językowej (jest tez dostępny polski dubbing), by móc usłyszeć choćby znakomitego Bryana Cranstona, Julię Louis-Dreyfus, Bretta Goldsteina czy Patricka Stewarta. A i postaci ludzkie ogrywane są przez różnych mniej lub bardziej rozpoznawalnych aktorów, z nowym He-Manem Nicholasem Galitzinem i świetnym innym Nicholasem bo Braunem na czele. <br />
<br />
Do tego wielkie brawa należą się z pewnością fachowcom z Framestore, którzy odpowiadają za wszelkie efekty wizualne i praktycznie wszystkie filmowe zwierzaki (psy w kilku scenach są prawdziwe, reszta to bardzo dobre CGI). Obecnie to chyba najlepsi specjaliści w branży od cyfrowych, wyglądających jak żywe zwierząt, co potwierdzają kolejnymi produkcjami, przy których pracują (ostatnio choćby animal attack "Beast" czy rewelacyjny trzeci sezon dokumentalnego "Prehistoric Planet" z podtytułem "Ice Age"). Nie inaczej jest tutaj i naprawdę warto im się ukłonić i pogratulować znakomitej roboty bo gdyby filmowe owce nie prezentowały się na ekranie w odpowiedni i realistyczny sposób to i cały film by nie działał.<br />
<br />
Fabularnie też jest to obraz bardzo wciągający choćby ze względu na kryminalną zagadkę, którą wraz z tymi naszymi wełnianymi bohaterami próbujemy rozwikłać, ale odpowiedzialny za scenariusz Craig Mazin ("Czarnobyl"), który tym napisanym na podstawie powieści "Three Bags Full" Leonie Swann skryptem w moich oczach choć trochę rehabilituje się za nieszczęsny "The Last of Us", nie ucieka też od różnych innych, głębszych tematów. Nigdy nie spodziewałbym się bowiem, że rozmowy cyfrowych owiec o śmierci czy też pamięci o różnych nie do końca dobrych a spotykających nas na przestrzeni naszego życia wydarzeniach będą aż tak emocjonalne i zwyczajnie niegłupie. Film kiedy trzeba uderza bowiem także w te bardziej wyciskające łzy tony i muszę przyznać, że robi to ze smakiem. Ogólnie napisane jest to naprawdę świetnie a końcowe rozwikłanie zagadki i ostateczny payoff są bardzo satysfakcjonujące.<br />
<br />
I taki też jest cały ten film - totalnie zaskakujący i niezwykle satysfakcjonujący, nie uciekający od humoru i śmiechów ale potrafiący też zagrać na tych bardziej emocjonalnych strunach będąc jednocześnie produkcją lekką w odbiorze a przy tym bardzo daleką od choćby grama infantylności. Polecam każdemu bez wyjątku bo to naprawdę bardzo dobry obraz dla całej rodziny, z którego każdy powinien wynieść coś dla siebie a wszyscy z pewnością miło spędzą dzięki niemu te dwie godziny przez ekranem swojego telewizora. Dla mnie to spokojnie jeden z najlepszych filmów jakie widziałem w tym roku i naprawdę olbrzymie, pozytywne zaskoczenie. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/pyZI5oM6hWk?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">9/10</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Citizen Vigilante (2026) - Uwe Boll i Armie Hammer kontra imigranci]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Citizen-Vigilante-2026-Uwe-Boll-i-Armie-Hammer-kontra-imigranci--6752</link>
			<pubDate>Fri, 26 Jun 2026 19:43:07 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Citizen-Vigilante-2026-Uwe-Boll-i-Armie-Hammer-kontra-imigranci--6752</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/ccWHjT3M/11.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 11.jpg]" /><br />
<br />
Zrobiło się w ostatnim czasie o tym obrazku głośno to sobie go z czystej ciekawości wziąłem i obejrzałem - no nie jest to zbyt dobre kino, lekko mówiąc :) Oczywiście, nie jest też tak złe jak choćby nowy "Scary Movie" bo tutaj przynajmniej kilka razy się zaśmiałem choć nie wydaje mi się, że akurat o to temu naszemu niesławnemu acz doskonale znanemu przez wszystkich reżyserowi chodziło. Ale jest w sumie dokładnie tak jak można się było po nawet pobieżnym obejrzeniu zwiastuna spodziewać czyli czysta, niskobudżetowa eksploatacja od Uwe Bolla z przekazem - to czy jest to słuszny przekaz czy nie pominę bo już widziałem, że niektórzy za sam podjęty temat dają 10/10, inni z kolei 1/10 z tych samych powodów. Nie mam zamiaru się bawić w takie bzdetne wojenki, każdy kto rzucił okiem na zajawkę wie o czym jest ten film i jaki temat podnosi.<br />
<br />
A jak to jest nakręcone? No bieda niestety, z czysto filmowego punktu widzenia nie ma tutaj za bardzo czego się chwycić, bo wygląda to jak jakiś szeregowy film Vegi, tyle że bez polskich aktorów. Ogólnie akcja dzieje się w Chorwacji (całość nakręcili w Zagrzebiu), chociaż początkowa plansza z napisem "EUROPE" zdaje się dosyć wprost sugerować, że to taka bardziej uniwersalna opowiastka o tym, co się obecnie w naszej części świata dzieje i jakie mogą być tego konsekwencje jeśli ludzie nie wezmą spraw w swoje ręce. Armie Hammer gra tutaj takiego Batmana bez kostiumu - mega bogatego typa, który chodzi po ulicach i eliminuje różnych złych ludzi, chociaż nie ma też oporów żeby wybić cały oddział SWAT - muszę w tej scenie pochwalić efekty postrzałów, bo są zrobione oldskulowo, chociaż są też ewidentnie przerysowane, bo jednemu typowi (manekinowi) wysadza głowę praktycznie wprost do kamery. I gość sobie tak śmiga od drzwi do drzwi, pyta się różnych poszkodowanych czy chcieliby sprawiedliwości i jeśli ci są na tak, to ten ją wymierza w takim zakresie, jaki uznaje za słuszny, czytaj ubija wszystkich za owe złe uczynki odpowiedzialnych.<br />
<br />
Nie ma tutaj za bardzo jako takiej fabuły i typowej narracji - jasne, ściga go gość z Interpolu grany przez Costasa Mandylora, którego bodaj najbardziej kojarzę z różnych części przygód pana "Piły", ale to bardziej taki zlepek scenek rodzajowych niż jakaś typowa trójaktowa opowieść, która miałaby klarowny początek, rozwinięcie i koniec. Śledzimy tego samozwańczego strażnika moralności i tyle - napięcia nie ma w tym za grosz, nakręcone jest to wszystko co najwyżej poprawnie (jeśli ktoś jest tak jak ja łaskawy dla takich niskobudżetowych obrazków), zmontowane jest z kolei momentami tragicznie wręcz źle. Jeśli ktoś szuka tutaj jakiegokolwiek filmowego kunsztu no to zdecydowanie nie ten adres. Trzecim znanym "aktorem", którego można tutaj rozpoznać jest z kolei sam scenarzysta, pomysłodawca i reżyser obrazka czyli Uwe Boll, którego można wypatrzyć w jednej ze scen. Poza tym same anonimy, pewnie zebrani na miejscu w Chorwacji, którzy zgodzili się w tym zagrać i którzy jako tako znali angielski. No bo wiadomo, chociaż akcja dzieje się w "Europie" to wszyscy bez wyjątku mówią w tym właśnie języku.<br />
<br />
No i to w sumie tyle, kilka scen jest całkiem brutalnych, mamy parę dość obrazowych egzekucji różnych ludzi mniej lub bardziej odpowiedzialnych za popełnienie jakichś przestępstw i kolejny raz po Bollu widać, że nakręcił ten film bo jest mocno wkurwiony i zaangażowany w podnoszony tutaj temat (wcześniej podobny stosunek do całego otaczającego go świata widziałem w skrajnie nihilistycznym "Seed"). I nie wnikając, czy to jest potrzebny film czy szkodliwy, bo tutaj pewnie zdania będą podzielone, to jest to koniec końców po prostu dość kiepsko nakręcony obraz, który coś chce przekazać ale robi to w bardzo pokraczny i chyba też nie do końca przemyślany sposób. <br />
<br />
Oczywiście, jak najbardziej można to sobie obejrzeć ale tak jak ja, raczej z czystej ciekawości "o co halo" i bardziej na własną odpowiedzialność, bo filmowych wartości jako takich nie ma tu zbyt wiele a i sama historia to bardziej zlepek kiepsko nakręconych scenek rodzajowych z życia typa z mocno zwichrowaną psychiką bez jakiegokolwiek ciekawego się w nią zagłębiania niż jakaś koherentna czy wciągająca fabuła, w którą można by się było choć pobieżnie zaangażować. Wiadomo, z racji przedstawionego problemu będzie to film skrajny w odbiorze, ale jeśli chodzi o samą jakość wykonania wydaje mi się, że wszyscy raczej powinni być zgodni co do tego, że jest to po prostu kolejny kasztan od Uwe Bolla i jeśli ktoś szuka zwyczajnie dobrego kina zemsty podnoszącego przy okazji jakiś ważny społeczny temat to zdecydowanie nie ten adres. <br />
<br />
Na sam koniec warto dodać, że "Citizen Vigilante", początkowo kręcony pod tytułem "The Dark Knight" (zmienionym po groźbie od Warner Bros. odnośnie nieprawnego wykorzystania tegoż), w Niemczech nie został dopuszczony do jakiejkolwiek dystrybucji, gdyż tamtejsi cenzorzy nie byli w stanie wystawić mu żadnej kategorii wiekowej choć sam Boll stwierdził, że nie jest to obrazek mocniejszy od przykładowego "Johna Wicka" jeśli chodzi o pokazywanie ekranowej przemocy. Zdaniem reżysera był to jawny przykład cenzury politycznej ze względu na portretowany w jego obrazie niewygody temat. I czy się z takim stanowiskiem zgadzamy czy nie - ja w tym temacie akurat przyznaję rację Uwe - bardzo łatwo dojść do wniosku, że paradoksalnie tylko i wyłącznie przysłużyło się to jemu i jego filmowi gdyż ten dzięki temu (i małej pomocy Elona Muska, który na serwisie X go bezpłatnie udostępnił) momentalnie zyskał spory rozgłos zupełnie nieadekwatny do jego faktycznej jakości. No ale tak to bywa z każdą cenzurą, że często gęsto nie ma ona nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem a efekty jej działania są zupełnie odwrotne od zamierzonego. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/fVxmjwaPEFU?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">3/10</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/ccWHjT3M/11.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 11.jpg]" /><br />
<br />
Zrobiło się w ostatnim czasie o tym obrazku głośno to sobie go z czystej ciekawości wziąłem i obejrzałem - no nie jest to zbyt dobre kino, lekko mówiąc :) Oczywiście, nie jest też tak złe jak choćby nowy "Scary Movie" bo tutaj przynajmniej kilka razy się zaśmiałem choć nie wydaje mi się, że akurat o to temu naszemu niesławnemu acz doskonale znanemu przez wszystkich reżyserowi chodziło. Ale jest w sumie dokładnie tak jak można się było po nawet pobieżnym obejrzeniu zwiastuna spodziewać czyli czysta, niskobudżetowa eksploatacja od Uwe Bolla z przekazem - to czy jest to słuszny przekaz czy nie pominę bo już widziałem, że niektórzy za sam podjęty temat dają 10/10, inni z kolei 1/10 z tych samych powodów. Nie mam zamiaru się bawić w takie bzdetne wojenki, każdy kto rzucił okiem na zajawkę wie o czym jest ten film i jaki temat podnosi.<br />
<br />
A jak to jest nakręcone? No bieda niestety, z czysto filmowego punktu widzenia nie ma tutaj za bardzo czego się chwycić, bo wygląda to jak jakiś szeregowy film Vegi, tyle że bez polskich aktorów. Ogólnie akcja dzieje się w Chorwacji (całość nakręcili w Zagrzebiu), chociaż początkowa plansza z napisem "EUROPE" zdaje się dosyć wprost sugerować, że to taka bardziej uniwersalna opowiastka o tym, co się obecnie w naszej części świata dzieje i jakie mogą być tego konsekwencje jeśli ludzie nie wezmą spraw w swoje ręce. Armie Hammer gra tutaj takiego Batmana bez kostiumu - mega bogatego typa, który chodzi po ulicach i eliminuje różnych złych ludzi, chociaż nie ma też oporów żeby wybić cały oddział SWAT - muszę w tej scenie pochwalić efekty postrzałów, bo są zrobione oldskulowo, chociaż są też ewidentnie przerysowane, bo jednemu typowi (manekinowi) wysadza głowę praktycznie wprost do kamery. I gość sobie tak śmiga od drzwi do drzwi, pyta się różnych poszkodowanych czy chcieliby sprawiedliwości i jeśli ci są na tak, to ten ją wymierza w takim zakresie, jaki uznaje za słuszny, czytaj ubija wszystkich za owe złe uczynki odpowiedzialnych.<br />
<br />
Nie ma tutaj za bardzo jako takiej fabuły i typowej narracji - jasne, ściga go gość z Interpolu grany przez Costasa Mandylora, którego bodaj najbardziej kojarzę z różnych części przygód pana "Piły", ale to bardziej taki zlepek scenek rodzajowych niż jakaś typowa trójaktowa opowieść, która miałaby klarowny początek, rozwinięcie i koniec. Śledzimy tego samozwańczego strażnika moralności i tyle - napięcia nie ma w tym za grosz, nakręcone jest to wszystko co najwyżej poprawnie (jeśli ktoś jest tak jak ja łaskawy dla takich niskobudżetowych obrazków), zmontowane jest z kolei momentami tragicznie wręcz źle. Jeśli ktoś szuka tutaj jakiegokolwiek filmowego kunsztu no to zdecydowanie nie ten adres. Trzecim znanym "aktorem", którego można tutaj rozpoznać jest z kolei sam scenarzysta, pomysłodawca i reżyser obrazka czyli Uwe Boll, którego można wypatrzyć w jednej ze scen. Poza tym same anonimy, pewnie zebrani na miejscu w Chorwacji, którzy zgodzili się w tym zagrać i którzy jako tako znali angielski. No bo wiadomo, chociaż akcja dzieje się w "Europie" to wszyscy bez wyjątku mówią w tym właśnie języku.<br />
<br />
No i to w sumie tyle, kilka scen jest całkiem brutalnych, mamy parę dość obrazowych egzekucji różnych ludzi mniej lub bardziej odpowiedzialnych za popełnienie jakichś przestępstw i kolejny raz po Bollu widać, że nakręcił ten film bo jest mocno wkurwiony i zaangażowany w podnoszony tutaj temat (wcześniej podobny stosunek do całego otaczającego go świata widziałem w skrajnie nihilistycznym "Seed"). I nie wnikając, czy to jest potrzebny film czy szkodliwy, bo tutaj pewnie zdania będą podzielone, to jest to koniec końców po prostu dość kiepsko nakręcony obraz, który coś chce przekazać ale robi to w bardzo pokraczny i chyba też nie do końca przemyślany sposób. <br />
<br />
Oczywiście, jak najbardziej można to sobie obejrzeć ale tak jak ja, raczej z czystej ciekawości "o co halo" i bardziej na własną odpowiedzialność, bo filmowych wartości jako takich nie ma tu zbyt wiele a i sama historia to bardziej zlepek kiepsko nakręconych scenek rodzajowych z życia typa z mocno zwichrowaną psychiką bez jakiegokolwiek ciekawego się w nią zagłębiania niż jakaś koherentna czy wciągająca fabuła, w którą można by się było choć pobieżnie zaangażować. Wiadomo, z racji przedstawionego problemu będzie to film skrajny w odbiorze, ale jeśli chodzi o samą jakość wykonania wydaje mi się, że wszyscy raczej powinni być zgodni co do tego, że jest to po prostu kolejny kasztan od Uwe Bolla i jeśli ktoś szuka zwyczajnie dobrego kina zemsty podnoszącego przy okazji jakiś ważny społeczny temat to zdecydowanie nie ten adres. <br />
<br />
Na sam koniec warto dodać, że "Citizen Vigilante", początkowo kręcony pod tytułem "The Dark Knight" (zmienionym po groźbie od Warner Bros. odnośnie nieprawnego wykorzystania tegoż), w Niemczech nie został dopuszczony do jakiejkolwiek dystrybucji, gdyż tamtejsi cenzorzy nie byli w stanie wystawić mu żadnej kategorii wiekowej choć sam Boll stwierdził, że nie jest to obrazek mocniejszy od przykładowego "Johna Wicka" jeśli chodzi o pokazywanie ekranowej przemocy. Zdaniem reżysera był to jawny przykład cenzury politycznej ze względu na portretowany w jego obrazie niewygody temat. I czy się z takim stanowiskiem zgadzamy czy nie - ja w tym temacie akurat przyznaję rację Uwe - bardzo łatwo dojść do wniosku, że paradoksalnie tylko i wyłącznie przysłużyło się to jemu i jego filmowi gdyż ten dzięki temu (i małej pomocy Elona Muska, który na serwisie X go bezpłatnie udostępnił) momentalnie zyskał spory rozgłos zupełnie nieadekwatny do jego faktycznej jakości. No ale tak to bywa z każdą cenzurą, że często gęsto nie ma ona nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem a efekty jej działania są zupełnie odwrotne od zamierzonego. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/fVxmjwaPEFU?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">3/10</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ojczyzna / Fatherland (reż. Paweł Pawlikowski, 2026)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Ojczyzna-Fatherland-re%C5%BC-Pawe%C5%82-Pawlikowski-2026--6751</link>
			<pubDate>Thu, 25 Jun 2026 21:33:34 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Ojczyzna-Fatherland-re%C5%BC-Pawe%C5%82-Pawlikowski-2026--6751</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Ny7JujsNhNc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Zastanawiałem się czy założyć temat, ale skoro dwie poprzednie części nieformalnej trylogii Pawła Pawlikowskiego mają swoje miejsce, to jego najnowsze dzieło też mieć powinno. Tym bardziej, że film trzyma poziom chociaż zrozumiem ludzi, którzy uznają "Ojczyznę" za robienie ciągle tego samego filmu. Nasza polska wersja Wesa Andersona tylko oczywiśce smutna, depresyjna i czarno-biala :) <br />
<br />
"Ida" była przeciętna, "Zimna wojna" była bardzo dobra, a "Ojczyzna" jest gdzieś pośrodku. Nadal jest tu wszystko, za co ludzie go lubią, czyli przepiękne czarno-białe zdjęcia Łukasza Żala, dopracowane kadry, świetna praca dźwiękiem i tematyka krążąca wokół moralności, historii oraz tożsamości. Problem w tym, że "Ojczyzna" to krok wstecz względem "Zimnej wojny" pod względem przeżywania samej historii. Nowy film jest pod tym względem turbo sterylny, wręcz wyzbyty z emocji i nawet kiedy pojawiają się tematy, które mogłyby temu przeczyć, to Pawlikowski i tak wraca do robienia wszystkiego na chłodno. <br />
<br />
Sandra Huller jak to ona, po prostu kradnie każdą scenę i daje trochę życia jej bohaterce, a jeśli chodzi własnie o postacie to są one bardziej nośnikami idei niż żywymi ludźmi. I mam też wrażenie, że ten film będzie zdecydowanie bardziej rezonował z ludźmi, którzy znają twórczość Thomasa Manna i interesują się tematami powojennymi. <br />
<br />
Mnie sama historia nie do końca porwała, ale z racji że film trwa 80 minut, weszło mi to lekko. Aczkolwiek zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby Pawlikowski chciał opowiedzieć tę historię w 150 minutach. Pewnie bym nie wysiedział, ale z drugiej strony może weszłoby do tego filmu nieco więcej mięsa. <br />
<br />
Super zagrane, pięknie wyglądające, ale jednocześnie niesamowicie chłodne kino. Łukasz Żal myślę, że może sobie już szykować garnitur na sezon nagród, bo nie wyobrażam sobie braku nominacji. 7/10]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Ny7JujsNhNc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Zastanawiałem się czy założyć temat, ale skoro dwie poprzednie części nieformalnej trylogii Pawła Pawlikowskiego mają swoje miejsce, to jego najnowsze dzieło też mieć powinno. Tym bardziej, że film trzyma poziom chociaż zrozumiem ludzi, którzy uznają "Ojczyznę" za robienie ciągle tego samego filmu. Nasza polska wersja Wesa Andersona tylko oczywiśce smutna, depresyjna i czarno-biala :) <br />
<br />
"Ida" była przeciętna, "Zimna wojna" była bardzo dobra, a "Ojczyzna" jest gdzieś pośrodku. Nadal jest tu wszystko, za co ludzie go lubią, czyli przepiękne czarno-białe zdjęcia Łukasza Żala, dopracowane kadry, świetna praca dźwiękiem i tematyka krążąca wokół moralności, historii oraz tożsamości. Problem w tym, że "Ojczyzna" to krok wstecz względem "Zimnej wojny" pod względem przeżywania samej historii. Nowy film jest pod tym względem turbo sterylny, wręcz wyzbyty z emocji i nawet kiedy pojawiają się tematy, które mogłyby temu przeczyć, to Pawlikowski i tak wraca do robienia wszystkiego na chłodno. <br />
<br />
Sandra Huller jak to ona, po prostu kradnie każdą scenę i daje trochę życia jej bohaterce, a jeśli chodzi własnie o postacie to są one bardziej nośnikami idei niż żywymi ludźmi. I mam też wrażenie, że ten film będzie zdecydowanie bardziej rezonował z ludźmi, którzy znają twórczość Thomasa Manna i interesują się tematami powojennymi. <br />
<br />
Mnie sama historia nie do końca porwała, ale z racji że film trwa 80 minut, weszło mi to lekko. Aczkolwiek zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby Pawlikowski chciał opowiedzieć tę historię w 150 minutach. Pewnie bym nie wysiedział, ale z drugiej strony może weszłoby do tego filmu nieco więcej mięsa. <br />
<br />
Super zagrane, pięknie wyglądające, ale jednocześnie niesamowicie chłodne kino. Łukasz Żal myślę, że może sobie już szykować garnitur na sezon nagród, bo nie wyobrażam sobie braku nominacji. 7/10]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Scary Movie 1-6 (2000-2026)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Scary-Movie-1-6-2000-2026--6737</link>
			<pubDate>Thu, 18 Jun 2026 12:21:52 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Scary-Movie-1-6-2000-2026--6737</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.imgur.com/mm6DLll.png" border="0" alt="[Obrazek: mm6DLll.png]" /><br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Zszr3BTpqPE?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
6 filmów. 2 pierwsze zrobione przez Wayansów, 2 kolejne przez Zuckera. 5. przez "cholera wie kto to". Przy najnowszym wracają Wayansowie jako producenci i scenarzyści.<br />
Dodam, że te filmy stoją chyba najbardziej Anną Faris. Ona jest takim żeńskim Leslie Nielsen'em. To jak odgrywa te wszelkiej maści DEBLIZMY z pełną powagą: szacun. <br />
<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite><span style="font-weight: bold;">Straszny film (2000)</span> – Parodiuje głównie Krzyk, Koszmar minionego lata, Matrix oraz Blair Witch Project.<br />
<span style="font-weight: bold;">Straszny film 2 (2001)</span> –  Skupia się na parodii filmów o nawiedzonych domach, takich jak Nawiedzony, Egzorcysta czy Hannibal.<br />
<span style="font-weight: bold;">Straszny film 3 (2003)</span> –  Parodiuje The Ring, Znaki, 8 Milę oraz Matrix Reaktywacja.<br />
<span style="font-weight: bold;">Straszny film 4 (2006)</span> –  Wyśmiewa takie hity jak Wojna światów, Osada, Piła oraz The Grudge: Klątwa.<br />
<span style="font-weight: bold;">Straszny film 5 (2013)</span> –  Jedyna część bez Anny Faris i Reginy Hall. Parodiuje Paranormal Activity, Czarny łabędź, Mamę oraz Igrzyska śmierci.<br />
<span style="font-weight: bold;">Scary Movie (2026)</span> –  powrót braci Wayans oraz oryginalnego duetu aktorskiego (Anna Faris i Regina Hall). Film parodiuje m.in. M3GAN, Smile, Longlegs, Substancję, Scream VI, Scream VII, John Wick, Ballerinę, Sinners. </blockquote>
 <br />
<br />
------------------------------------------------<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">USUNIĘTE SCENY</span><br />
<br />
Wyjątkowa sytuacja, gdzie seria ma mnóstwo usuniętych i alternatywnych scen, które wpływają na odbiór całości.  <br />
Najwięcej zadziało się  przy 3 pierwszych częściach:<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Jedynka</span> ma tego z 25 minut i większość powinna zostać. <br />
Z <span style="font-weight: bold;">dwójki</span> ekstremalnie wyleciało ponad 40 minut, które ulepszyłby ten słaby film spokojnie o 1 oczko. <br />
<span style="font-weight: bold;">Trójka</span> cały finałowy akt filmu jest zmieniony. Oryginalny (bardzo słaby) skupiał się na parodiowaniu "Matrixa". Z ciekawostek: wraz z finałowym aktem z filmu wypadł całkiem William Forsythe. <br />
A w <span style="font-weight: bold;">szóstce</span>, widać już po zwiastunach, że jakaś część materiału też wypadła.<br />
<br />
Do wglądu:<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Spoiler</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/TPwm9mpcFnA?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/q5EtWWfGQoc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/74tuJrdUTr4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Yp3-Ylug5jw?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/LNZOKG5Dh-8?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe> <br />
<br />
</div></div>
<br />
<br />
Zostawiam swoją "recenzję" <span style="font-weight: bold;">piątki</span> z "Krótkiej piłki". Bo już zapomniałem jak bardzo wkurwił mnie ten twór.<br />
<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Spoiler</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<span style="font-weight: bold;">Piątka</span><br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite> A jednak zrobilem to. Obejrzalem całe, żeby ocenic szczerze. I zastanawiam sie nad jednym: jak sie robi NIEŚMIESZNE KOMEDIE? Nikogo nie bylo juz przy pisaniu scenariusza kto by powiedzial, że te żarty i "żarty" to chujnia? Nic tu praktycznie nie zasiada. Lekko usmiechnac sie mozna ze 3 razy. Szczytem pomyslowej impotencji jest scena (ze Snop Dogiem, ktory jest tu PO NIC), gdzie 2 typy idą do: domku w głębi lasu. Bo wiecie KURVA? Oni idą do "Domku w głębi lasu"! Taki żart. I jeden z typów zgaduje filmy, gdzie byl domek w głębi lasu a ten drugi mowi, że chodzi o "Domek w głębi lasu". I nie dochodzą do porozumienia. No JA PIERDOLE.<br />
<br />
To by można ogladac nawet jako niesmieszną, nudną, czesto żenującą ale niegrozną parodię. Ale NIE MA TAK DOBRZE bo dostajemy też ohydne żarty/sceny seksualne. Ale myslicie, ze to już? O nie, są też żarty FEKALNE. I dosłownie z gównem na ekranie.<br />
<br />
Film trwa 1h 10 minut a kolejne 10 to gagi (tez niesmieszne) z planu i jakies usuniete ujęcia.<br />
<br />
PS: film nie ma żadnego zwiazku z poprzednimi. Osobna historia. Nie wraca żaden bohater, choc niektore osoby pojawiają w innych rolach w epizodach.<br />
<br />
2/10</blockquote></div></div>
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Scary Movie aka Scary Movie 6 (2026)</span><br />
<br />
<br />
Po kiepskich recenzjach spodziewałem się totalnej sraki a to całkiem przyjemne. Choć zgadzam się z zarzutami: że zbyt META (Wayansowie mają GULA niesamowitego, że ich odsunięto) , za dużo sex-humoru i ganja-humoru. <br />
No i najważniejsze: ten film to rzeczywiście bardziej zlepek gagów/parodii wszelkiej maści filmów, bez twardego członu niż fabuła obudowana gagami. <br />
Na siłę można uznać, że motyw przewodni to "Scream 7". <br />
Jest trochę scen, gdzie można się zaśmiać (czy uśmiechnąć) i które przeważają nad tymi nietrafionymi. <br />
<br />
<br />
Scary Movie  - 7+/10<br />
Scary Movie 2 - 4+/10<br />
Scary Movie 3 - 7+/10<br />
Scary Movie 4 - 6/10<br />
Scary Movie 5 - 2/10<br />
Scary Movie 6 - 6/10<br />
<br />
<br />
PS: można dodać te  posty z "krótkiej" ;)]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.imgur.com/mm6DLll.png" border="0" alt="[Obrazek: mm6DLll.png]" /><br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Zszr3BTpqPE?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
6 filmów. 2 pierwsze zrobione przez Wayansów, 2 kolejne przez Zuckera. 5. przez "cholera wie kto to". Przy najnowszym wracają Wayansowie jako producenci i scenarzyści.<br />
Dodam, że te filmy stoją chyba najbardziej Anną Faris. Ona jest takim żeńskim Leslie Nielsen'em. To jak odgrywa te wszelkiej maści DEBLIZMY z pełną