<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe - Filmy zagraniczne]]></title>
		<link>https://forumkmf.pl/</link>
		<description><![CDATA[Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe - https://forumkmf.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 15:25:22 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Pressure (2026) reż. Anthony Maras]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Pressure-2026-re%C5%BC-Anthony-Maras--6728</link>
			<pubDate>Sun, 29 Mar 2026 13:01:15 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Pressure-2026-re%C5%BC-Anthony-Maras--6728</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><blockquote><cite>Cytat:</cite>72 godziny przed lądowaniem w Normandii, losy świata mają zależeć od... pogody. Wojna to nie tylko bitwy, to w szczególności strategie i decyzje, których skutki odczuć mogą miliony. Pracujący dla brytyjskiej armii meteorolog James Stagg (Andrew Scott) musi podjąć najważniejszą decyzję w swojej karierze – prognoza, którą przedstawi, może przesądzić o sukcesie lub klęsce największej operacji wojskowej w historii. Zamknięty w atmosferze nieufności i presji ze strony najwyższych dowódców, Stagg toczy psychologiczną walkę z czasem, wspierany jedynie przez kapitan Kay Summersby (Kerry Condon). Nad wszystkim czuwa generał Dwight D. Eisenhower (Brendan Fraser), który musi zdecydować czy ruszyć z inwazją, czy ją opóźnić – ryzykując, że Niemcy odkryją plany aliantów.</blockquote></div>
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/qv7JVxqqpbY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
premiera w USA 29 maja, w Polsce dopiero 11 września]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><blockquote><cite>Cytat:</cite>72 godziny przed lądowaniem w Normandii, losy świata mają zależeć od... pogody. Wojna to nie tylko bitwy, to w szczególności strategie i decyzje, których skutki odczuć mogą miliony. Pracujący dla brytyjskiej armii meteorolog James Stagg (Andrew Scott) musi podjąć najważniejszą decyzję w swojej karierze – prognoza, którą przedstawi, może przesądzić o sukcesie lub klęsce największej operacji wojskowej w historii. Zamknięty w atmosferze nieufności i presji ze strony najwyższych dowódców, Stagg toczy psychologiczną walkę z czasem, wspierany jedynie przez kapitan Kay Summersby (Kerry Condon). Nad wszystkim czuwa generał Dwight D. Eisenhower (Brendan Fraser), który musi zdecydować czy ruszyć z inwazją, czy ją opóźnić – ryzykując, że Niemcy odkryją plany aliantów.</blockquote></div>
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/qv7JVxqqpbY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
premiera w USA 29 maja, w Polsce dopiero 11 września]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nagi instynkt (1992) reż. Paul Verhoeven]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Nagi-instynkt-1992-re%C5%BC-Paul-Verhoeven--6727</link>
			<pubDate>Sat, 28 Mar 2026 21:29:27 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Nagi-instynkt-1992-re%C5%BC-Paul-Verhoeven--6727</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/f/f9/Basic_Instinct.png" border="0" alt="[Obrazek: Basic_Instinct.png]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kolejny klasyk przegapiany przeze mnie wielokrotnie w tv nadrobiony. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Fabułę zna pewnie tutaj każdy niemniej tak w skrócie:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">San Francisco początek l. 90-tych. W otwierającej film scenie blondynka przywiązuje starego gwiazdora rocka Johnny'ego Boza do łóżka jedwabnym szalem podczas seksu, a następnie dźga go na śmierć szpikulcem do lodu. Detektyw policji w San Francisco Nick Curran (Michael Douglas) i jego partner, Gus Moran (George Dzundza), prowadzą śledztwo w sprawie morderstwa. Główną podejrzaną jest dziewczyna Boza, autorka powieści kryminalnych Catherine Tramell (Sharon Stone), której najnowsza powieść odzwierciedla szczegóły zabójstwa.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ogólnie film można opisać jako udaną adaptację tropów z kina noir i filmów Hitchcocka uzupełnioną o dużą dawkę erotyzmu i seksu, która notabene dzisiaj specjalnie się nie wyróżnia na tle tego co zobaczyliśmy w kinie i tv od 1992 r. Ba, zaryzykuję twierdzenie, że dzisiaj film wygląda dość pruderyjnie. Niemniej jak na te blisko 35 lat temu musiał on nieźle szokować, zwłaszcza amerykańską publikę. Przy czym czasami mam wrażenie, że dialogi na siłę eksponują seks np. w scenie na plaży gdzie Catherine mówi Nickowi, że to, że miała orgazm nie sprawi, że będzie mu się zwierzać - kto tak mówi w realnym życiu? No, ale to drobnostka.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Film stoi (no pun intended) klimatem. San Francisco i Kalifornia wyglądają nieziemsko, Jan De Bont dał z siebie wszystko filmując ten obraz. Rezydencja Catherine nad Oceanem to prawdziwy cymesik. Styrani gliniarze robią klimat, który jest podsycany analogowym feelem czasów, w których toczy się akcja filmu. Komputery odgrywają prominentną rolę przyspieszając gromadzenie danych, przy czym są one gdzieś tam w tle. Nick musi prowadzić swoje śledztwo w tradycyjny sposób, jeździć, łazić jak typowy detektyw. Oczywiście jest przy tym sporo klisz - on sam ma traumę po tym jak przypadkowo zabił dwie osoby, jego żona popełniła samobójstwo a na dodatek dręczą go nałogi od alkoholu przez narkotyki po papierosy. Taki zbity piec, na dodatek z tendencją do przemocy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Sama historia jakkolwiek nieco przekombinowana (serio Catherine zasadzała się od tak dawna na Beth, czy może ze sobą współpracowały? Czemu wybrała Nicka na swoją ofiarę?) tak wciąga, gdy razem z głównym bohaterem odkrywamy kolejne karty. Douglas błyszczy na ekranie a w Stone jest coś zdecydowanie niepokojącego, co przykuwa uwagę. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Obraz uzupełnia pierwszorzędna muzyka Goldsmitha, który tutaj po prostu przysiadł i dał z siebie wszystko co najlepsze, temat przewodni jest po prostu znakomity i od razu wprowadza w klimat filmu:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/AeWfyXx2c34?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Moja ocena 9 na 10 i film ląduję w ulubionych. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">BTW czy Catherine faktycznie wszystko to przygotowała bez żadnej współpracy?</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/f/f9/Basic_Instinct.png" border="0" alt="[Obrazek: Basic_Instinct.png]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kolejny klasyk przegapiany przeze mnie wielokrotnie w tv nadrobiony. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Fabułę zna pewnie tutaj każdy niemniej tak w skrócie:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">San Francisco początek l. 90-tych. W otwierającej film scenie blondynka przywiązuje starego gwiazdora rocka Johnny'ego Boza do łóżka jedwabnym szalem podczas seksu, a następnie dźga go na śmierć szpikulcem do lodu. Detektyw policji w San Francisco Nick Curran (Michael Douglas) i jego partner, Gus Moran (George Dzundza), prowadzą śledztwo w sprawie morderstwa. Główną podejrzaną jest dziewczyna Boza, autorka powieści kryminalnych Catherine Tramell (Sharon Stone), której najnowsza powieść odzwierciedla szczegóły zabójstwa.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ogólnie film można opisać jako udaną adaptację tropów z kina noir i filmów Hitchcocka uzupełnioną o dużą dawkę erotyzmu i seksu, która notabene dzisiaj specjalnie się nie wyróżnia na tle tego co zobaczyliśmy w kinie i tv od 1992 r. Ba, zaryzykuję twierdzenie, że dzisiaj film wygląda dość pruderyjnie. Niemniej jak na te blisko 35 lat temu musiał on nieźle szokować, zwłaszcza amerykańską publikę. Przy czym czasami mam wrażenie, że dialogi na siłę eksponują seks np. w scenie na plaży gdzie Catherine mówi Nickowi, że to, że miała orgazm nie sprawi, że będzie mu się zwierzać - kto tak mówi w realnym życiu? No, ale to drobnostka.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Film stoi (no pun intended) klimatem. San Francisco i Kalifornia wyglądają nieziemsko, Jan De Bont dał z siebie wszystko filmując ten obraz. Rezydencja Catherine nad Oceanem to prawdziwy cymesik. Styrani gliniarze robią klimat, który jest podsycany analogowym feelem czasów, w których toczy się akcja filmu. Komputery odgrywają prominentną rolę przyspieszając gromadzenie danych, przy czym są one gdzieś tam w tle. Nick musi prowadzić swoje śledztwo w tradycyjny sposób, jeździć, łazić jak typowy detektyw. Oczywiście jest przy tym sporo klisz - on sam ma traumę po tym jak przypadkowo zabił dwie osoby, jego żona popełniła samobójstwo a na dodatek dręczą go nałogi od alkoholu przez narkotyki po papierosy. Taki zbity piec, na dodatek z tendencją do przemocy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Sama historia jakkolwiek nieco przekombinowana (serio Catherine zasadzała się od tak dawna na Beth, czy może ze sobą współpracowały? Czemu wybrała Nicka na swoją ofiarę?) tak wciąga, gdy razem z głównym bohaterem odkrywamy kolejne karty. Douglas błyszczy na ekranie a w Stone jest coś zdecydowanie niepokojącego, co przykuwa uwagę. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Obraz uzupełnia pierwszorzędna muzyka Goldsmitha, który tutaj po prostu przysiadł i dał z siebie wszystko co najlepsze, temat przewodni jest po prostu znakomity i od razu wprowadza w klimat filmu:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/AeWfyXx2c34?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Moja ocena 9 na 10 i film ląduję w ulubionych. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">BTW czy Catherine faktycznie wszystko to przygotowała bez żadnej współpracy?</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Code of Silence (1985) i inne filmy Chucka Norrisa]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Code-of-Silence-1985-i-inne-filmy-Chucka-Norrisa--6725</link>
			<pubDate>Sat, 21 Mar 2026 02:00:27 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Code-of-Silence-1985-i-inne-filmy-Chucka-Norrisa--6725</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Code of Silence (1985)</span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/zhGPjmCH/vlcsnap-2026-03-20-22h59m26s939.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-22h59m26s939.png]" /><br />
<br />
Na zdjęciu powyżej widać największą gwiazdę filmu. I Chucka Norrisa przebranego za śmieciarza. <br />
<br />
Jak wszyscy doskonale wiemy, jeden z najbardziej rozpoznawalnych kultowców kina akcji lat 80-tych i 90-tych przedwczoraj kopnął w kalendarz (jak chodzą słuchy - z półobrotu), udając się do krainy wiecznych łowów zrobić pewnie to samo co z takim powodzeniem czynił przez praktycznie całą swoją filmową karierę, mianowicie zapolować na złoli - jedno wiem na pewno, demon z "Hellbound" i jego koledzy ze szkolnej ławki mają z całą pewnością przejebane. Chuck Norris żadnym tytanem aktorstwa nigdy nie był - nie ma co do tego żadnych wątpliwości i z tym się chyba wszyscy zgodzą. Jednocześnie jego kariera potoczyła się w taki sposób, że przekroczył on status osoby znanej z grania w filmach i stał się postacią wręcz ikoniczną i kultową w popkulturze. <br />
<br />
W ostatnich latach znany bardziej z memów i różnych żarcików dotyczących jego nadludzkich umiejętności i wyczynów (do których sam podchodził z przymrużeniem oka) był jednak też kimś, kto w pewnym okresie sprawiał masę radochy mnie i osobom mojego pokroju w naszych latach młodości, kiedy mieliśmy okazję oglądać go na ekranach kin (rzadziej) czy dzięki ówczesnej najnowocześniejszej technologii pod postacią odtwarzacza i kaset VHS (zdecydowanie częściej) na nienajwiększych telewizorach kineskopowych. I zanim wszyscy zaczęli go traktować jako postać z żartów, wystąpił w wielu produkcjach bardzo różnej jakości, z których większość dziś moglibyśmy też podczepić do kategorii "beka" - były jednak takie, które heroicznie odpierały ataki upływającego czasu i ulatującej nostalgii - jednym z nich jest z pewnością omawiany przeze mnie obrazek.<br />
<br />
"Code of Silence" w reżyserii Andrew Davisa to film, którego największą gwiazdą, tak jak wspomniałem kilka akapitów wyżej, jest sama osoba jego twórcy. Ten znany z kilku późniejszych klasyków, w tym z bodaj najbardziej rozpoznawalnego i najlepszego "The Fugitive", urodzony w Chicago reżyser zasłynął w szczególności ze znakomitego i niezwykle plastycznego portretowania na celuloidowej taśmie swojego rodzinnego miasta - przyznam szczerze, że nigdy w życiu nie byłem nawet w jego okolicach a między innymi dzięki takim produkcjom czuję się jakbym tam od czasu do czasu zaglądał i znał te wszystkie mniej uczęszczane przez bogatych ludzi uliczki, zapyziałe alejki czy spowite papierosowym dymem bary. Zdecydowanie, Davis sprawia, że Chicago jest tak naprawdę głównym bohaterem a jednocześnie największym plusem tego filmu - widzimy miasto, które nie dość, że tętni życiem to ma też swój unikalny charakter.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/WNGXgb4G/vlcsnap-2026-03-20-23h00m26s931.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h00m26s931.png]" /><br />
<br />
Coś, co zwraca tutaj też od razu uwagę to z pewnością ten swego rodzaju brudny i chropowaty wygląd filmu, tak charakterystyczny choćby dla produkcji sensacyjnych poprzedzających go o dekadę - dużo tu tego samego klimatu znanego z wiadomych obrazów z Clintem Eastwoodem, który za pomocą pistoletu marki Magnum pokazywał różnym ulicznym rzezimieszkom gdzie raki zimują, oględnie i bardzo delikatnie rzecz ujmując. Tutaj atmosfera jest podobna co sprawia, że osadzona w niej fabuła wciąga i przykuwa do ekranu. Nie będę jej streszczał bo nie ma to najmniejszego sensu, najlepiej jeśli sami odświeżycie sobie "Code of Silence" i sprawdzicie, co też tam Davis dla was smacznego przygotował, dodam tylko, że ogólnie jest nadzwyczaj sensownie i przez większą część tego niewiele ponad 100 minutowego filmu również bardzo przyziemnie. Na zupełnym już marginesie jeszcze nadmienię, że jakąś kompletną ironią losu jest dla mnie fakt, że w pogoni za jak najbardziej dopracowaną i bezbłędną stroną techniczną współczesna kinematografia totalnie zatraciła gdzieś całą swoją wizualną fakturę sprawiając, że obecne filmy pod względem plastyczności nie mogą się równać nawet z takimi niezbyt dużymi produkcjami sprzed tych kilku ładnych dekad nakręconymi na niby gorszym i mniej zaawansowanym sprzęcie.<br />
<br />
Wracając jednak do tematu - jak w tym wszystkim odnajduje się ten, który swoim nazwiskiem sprzedawał film i patrzył na widzów z wysokości jego plakatu mając przy okazji bardzo zły dzień czyli sam Norris? Tak jak pisałem na początku, aktorem wybitnym, oględnie rzecz mówiąc, nigdy nie był ale miał jedną cechę sprawiającą, że wybijał się nawet pośród tych lepszych warsztatowo kolegów po fachu, mianowicie tę tak bardzo pożądaną i niedającą się wyuczyć - ekranową charyzmę i odpowiednią prezencję. Dodatkowo jako prawdziwy mistrz i gość biegły w sztukach walki (czego nie da się powiedzieć o wszystkich podobnych mu gwiazdach kina akcji) sprawiał, że wszelkiego rodzaju bitki z jego udziałem wyglądały dosyć przekonująco. Jasne, nie ma też co przesadzać i robić z niego jakiegoś wielkiego ekranowego herosa i boga obiektywu, bo kimś takim nie bez powodu też nigdy nie został, ale swoją rolę spełnił tutaj w mojej opinii całkiem przyzwoicie nadrabiając wszelkie braki tym, co umiał robić najlepiej - napierdalaniem bandytów tak za pomocą fachu w ręce, jak i w nodze, że zacytuję klasyka. <br />
<br />
Gdyby jednak komuś nie przypasował on w roli tego jedynego sprawiedliwego w nie do końca miłym i najprzyjemniejszym do życia mieście od razu dodam, że reszta obsady to już w sporej większości naprawdę znakomici aktorzy charakterystyczni z jak zawsze rewelacyjnym i odpowiednio demonicznym Henrym Silvą na czele. Zresztą spotkać tu można wiele znanych twarzy, które potem będą się przewijały w innych produkcjach Davisa a pewnie i jakaś połowa tej konkretnej obsady wystąpiła też w nakręconym przez niego trzy lata później "Above the Law" z Seagalem. Wracając jeszcze na chwilę do samej historii warto zwrócić uwagę, że nie jest to do końca tylko taka prosta i błaha opowiastka pozbawiona filmowego mięcha fabularnego, w której się tylko strzelają, ścigają samochodami i biją bowiem tytułowy "kod milczenia" odnosi się tutaj nie tylko do bandytów ale i próbujących ich złapać policjantów sprawiając, że często mamy nie do końca jasny i określony podział na tych złych i dobrych - dużo jest tutaj szarzyzny w ludzkich zachowaniach powodujących, że znajdziemy tu też pewne całkiem ciekawe dylematy moralne, przed którymi postawieni zostaną niektórzy bohaterowie, oczywiście wszystko w granicach rozsądku i gatunkowej przynależności.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/VcNN58QZ/vlcsnap-2026-03-20-23h00m59s645.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h00m59s645.png]" /><br />
<br />
I chciałbym w sumie tak do samego końca wszystko tutaj chwalić, nie mogę jednak nie zwrócić uwagi na dosyć sporą łyżkę dziegciu znajdującą się w tej całkiem smacznej chicagowskiej beczce miodu, mianowicie o nowince technologicznej na usługach policji imieniem "Prowler". Napiszę wprost - ten sam motyw znakomicie rozwinął dwa lata później pewien pochodzący z Holandii wariat i wizjoner kina w arcydziele totalnym zatytułowanym "RoboCop", wyczerpując jednocześnie temat wydawałoby się w całości - tutaj wszystko to zostało niestety tylko napoczęte i zupełnie niepotrzebnie liźnięte. Rozumiem sam zamysł i chęć pokazania zmieniającego się technologicznego krajobrazu i próbę powiedzenia kilku słów na będący wtedy na czasie temat "postęp versus analogowe dinozaury" ale wypadło to strasznie słabo i po łebkach sprawiając, że stylistycznie "Code of Silence" w pewnym momencie staje w dosyć dużym rozkroku pomiędzy duchem tego poważnego kina sensacyjnego z lat 70-tych a bardziej naiwnym i wybuchowym charakterystycznym dla tego z następnej dekady. <br />
<br />
Stąd choćby taki finał, który choć efektowny i przyjemny w oglądaniu, jest także największym "beneficjentem" tej stylistycznej dychotomii co nie do końca mi się podobało. Wcześniej mieliśmy mimo wszystko dość przyziemny kryminał policyjny przeobrażający się w pewnym momencie totalnie niepotrzebnie i nagle w efekciarskiego akcyjniaka, w którym (nie do końca) samotny heros rusza do opustoszałego (nie do końca) magazynu położonego gdzieś na obrzeżach miasta by zaprowadzić (do końca) sprawiedliwość. Fajne, cieszące oczy i całkiem przyjemne w odbiorze, ale osobiście nie pasujące mi zbytnio do obranej na początku konwencji, przez co nie mogę produkcji Davisa uznać za w pełni mnie satysfakcjonującą. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal kawał porządnego filmu ze świetnym klimatem, ciekawą kryminalną historią, znakomitą muzyką i w większości porządną obsadą a także zdecydowanie jedna z najlepszych produkcji w dorobku tak samego reżysera jak i Chucka Norrisa, ale naprawdę niewiele zbrakło bym mógł uznać "Code of Silence" za obraz świetny czy choćby bardzo dobry w swojej klasie.<br />
<br />
Ps. Tak, wiem, że jest na forum już temat poświęcony samemu Norrisowi ale chciałem też żeby był taki, w którym można pogadać tylko o jego filmach a nie wypowiedziach czy życiu prywatnym - sam dodam tylko krótko, że niezmiernie szanowałem go za porzucenie aktorstwa i poświęcenie się w pełni rodzinie i swojej chorej żonie bo to pokazuje najlepiej, że był bohaterem nie tylko na szklanym czy kinowym ekranie ale też i w tej najbardziej nieprzewidywalnej produkcji fabularnej czyli życiu a to jest warte więcej niż wszystkie ciosy z półobrotu zadane przez niego bandziorom razem wzięte.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/yBNvTVcW/vlcsnap-2026-03-20-23h01m13s222.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h01m13s222.png]" /><br />
<br />
7,5/10]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Code of Silence (1985)</span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/zhGPjmCH/vlcsnap-2026-03-20-22h59m26s939.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-22h59m26s939.png]" /><br />
<br />
Na zdjęciu powyżej widać największą gwiazdę filmu. I Chucka Norrisa przebranego za śmieciarza. <br />
<br />
Jak wszyscy doskonale wiemy, jeden z najbardziej rozpoznawalnych kultowców kina akcji lat 80-tych i 90-tych przedwczoraj kopnął w kalendarz (jak chodzą słuchy - z półobrotu), udając się do krainy wiecznych łowów zrobić pewnie to samo co z takim powodzeniem czynił przez praktycznie całą swoją filmową karierę, mianowicie zapolować na złoli - jedno wiem na pewno, demon z "Hellbound" i jego koledzy ze szkolnej ławki mają z całą pewnością przejebane. Chuck Norris żadnym tytanem aktorstwa nigdy nie był - nie ma co do tego żadnych wątpliwości i z tym się chyba wszyscy zgodzą. Jednocześnie jego kariera potoczyła się w taki sposób, że przekroczył on status osoby znanej z grania w filmach i stał się postacią wręcz ikoniczną i kultową w popkulturze. <br />
<br />
W ostatnich latach znany bardziej z memów i różnych żarcików dotyczących jego nadludzkich umiejętności i wyczynów (do których sam podchodził z przymrużeniem oka) był jednak też kimś, kto w pewnym okresie sprawiał masę radochy mnie i osobom mojego pokroju w naszych latach młodości, kiedy mieliśmy okazję oglądać go na ekranach kin (rzadziej) czy dzięki ówczesnej najnowocześniejszej technologii pod postacią odtwarzacza i kaset VHS (zdecydowanie częściej) na nienajwiększych telewizorach kineskopowych. I zanim wszyscy zaczęli go traktować jako postać z żartów, wystąpił w wielu produkcjach bardzo różnej jakości, z których większość dziś moglibyśmy też podczepić do kategorii "beka" - były jednak takie, które heroicznie odpierały ataki upływającego czasu i ulatującej nostalgii - jednym z nich jest z pewnością omawiany przeze mnie obrazek.<br />
<br />
"Code of Silence" w reżyserii Andrew Davisa to film, którego największą gwiazdą, tak jak wspomniałem kilka akapitów wyżej, jest sama osoba jego twórcy. Ten znany z kilku późniejszych klasyków, w tym z bodaj najbardziej rozpoznawalnego i najlepszego "The Fugitive", urodzony w Chicago reżyser zasłynął w szczególności ze znakomitego i niezwykle plastycznego portretowania na celuloidowej taśmie swojego rodzinnego miasta - przyznam szczerze, że nigdy w życiu nie byłem nawet w jego okolicach a między innymi dzięki takim produkcjom czuję się jakbym tam od czasu do czasu zaglądał i znał te wszystkie mniej uczęszczane przez bogatych ludzi uliczki, zapyziałe alejki czy spowite papierosowym dymem bary. Zdecydowanie, Davis sprawia, że Chicago jest tak naprawdę głównym bohaterem a jednocześnie największym plusem tego filmu - widzimy miasto, które nie dość, że tętni życiem to ma też swój unikalny charakter.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/WNGXgb4G/vlcsnap-2026-03-20-23h00m26s931.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h00m26s931.png]" /><br />
<br />
Coś, co zwraca tutaj też od razu uwagę to z pewnością ten swego rodzaju brudny i chropowaty wygląd filmu, tak charakterystyczny choćby dla produkcji sensacyjnych poprzedzających go o dekadę - dużo tu tego samego klimatu znanego z wiadomych obrazów z Clintem Eastwoodem, który za pomocą pistoletu marki Magnum pokazywał różnym ulicznym rzezimieszkom gdzie raki zimują, oględnie i bardzo delikatnie rzecz ujmując. Tutaj atmosfera jest podobna co sprawia, że osadzona w niej fabuła wciąga i przykuwa do ekranu. Nie będę jej streszczał bo nie ma to najmniejszego sensu, najlepiej jeśli sami odświeżycie sobie "Code of Silence" i sprawdzicie, co też tam Davis dla was smacznego przygotował, dodam tylko, że ogólnie jest nadzwyczaj sensownie i przez większą część tego niewiele ponad 100 minutowego filmu również bardzo przyziemnie. Na zupełnym już marginesie jeszcze nadmienię, że jakąś kompletną ironią losu jest dla mnie fakt, że w pogoni za jak najbardziej dopracowaną i bezbłędną stroną techniczną współczesna kinematografia totalnie zatraciła gdzieś całą swoją wizualną fakturę sprawiając, że obecne filmy pod względem plastyczności nie mogą się równać nawet z takimi niezbyt dużymi produkcjami sprzed tych kilku ładnych dekad nakręconymi na niby gorszym i mniej zaawansowanym sprzęcie.<br />
<br />
Wracając jednak do tematu - jak w tym wszystkim odnajduje się ten, który swoim nazwiskiem sprzedawał film i patrzył na widzów z wysokości jego plakatu mając przy okazji bardzo zły dzień czyli sam Norris? Tak jak pisałem na początku, aktorem wybitnym, oględnie rzecz mówiąc, nigdy nie był ale miał jedną cechę sprawiającą, że wybijał się nawet pośród tych lepszych warsztatowo kolegów po fachu, mianowicie tę tak bardzo pożądaną i niedającą się wyuczyć - ekranową charyzmę i odpowiednią prezencję. Dodatkowo jako prawdziwy mistrz i gość biegły w sztukach walki (czego nie da się powiedzieć o wszystkich podobnych mu gwiazdach kina akcji) sprawiał, że wszelkiego rodzaju bitki z jego udziałem wyglądały dosyć przekonująco. Jasne, nie ma też co przesadzać i robić z niego jakiegoś wielkiego ekranowego herosa i boga obiektywu, bo kimś takim nie bez powodu też nigdy nie został, ale swoją rolę spełnił tutaj w mojej opinii całkiem przyzwoicie nadrabiając wszelkie braki tym, co umiał robić najlepiej - napierdalaniem bandytów tak za pomocą fachu w ręce, jak i w nodze, że zacytuję klasyka. <br />
<br />
Gdyby jednak komuś nie przypasował on w roli tego jedynego sprawiedliwego w nie do końca miłym i najprzyjemniejszym do życia mieście od razu dodam, że reszta obsady to już w sporej większości naprawdę znakomici aktorzy charakterystyczni z jak zawsze rewelacyjnym i odpowiednio demonicznym Henrym Silvą na czele. Zresztą spotkać tu można wiele znanych twarzy, które potem będą się przewijały w innych produkcjach Davisa a pewnie i jakaś połowa tej konkretnej obsady wystąpiła też w nakręconym przez niego trzy lata później "Above the Law" z Seagalem. Wracając jeszcze na chwilę do samej historii warto zwrócić uwagę, że nie jest to do końca tylko taka prosta i błaha opowiastka pozbawiona filmowego mięcha fabularnego, w której się tylko strzelają, ścigają samochodami i biją bowiem tytułowy "kod milczenia" odnosi się tutaj nie tylko do bandytów ale i próbujących ich złapać policjantów sprawiając, że często mamy nie do końca jasny i określony podział na tych złych i dobrych - dużo jest tutaj szarzyzny w ludzkich zachowaniach powodujących, że znajdziemy tu też pewne całkiem ciekawe dylematy moralne, przed którymi postawieni zostaną niektórzy bohaterowie, oczywiście wszystko w granicach rozsądku i gatunkowej przynależności.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/VcNN58QZ/vlcsnap-2026-03-20-23h00m59s645.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h00m59s645.png]" /><br />
<br />
I chciałbym w sumie tak do samego końca wszystko tutaj chwalić, nie mogę jednak nie zwrócić uwagi na dosyć sporą łyżkę dziegciu znajdującą się w tej całkiem smacznej chicagowskiej beczce miodu, mianowicie o nowince technologicznej na usługach policji imieniem "Prowler". Napiszę wprost - ten sam motyw znakomicie rozwinął dwa lata później pewien pochodzący z Holandii wariat i wizjoner kina w arcydziele totalnym zatytułowanym "RoboCop", wyczerpując jednocześnie temat wydawałoby się w całości - tutaj wszystko to zostało niestety tylko napoczęte i zupełnie niepotrzebnie liźnięte. Rozumiem sam zamysł i chęć pokazania zmieniającego się technologicznego krajobrazu i próbę powiedzenia kilku słów na będący wtedy na czasie temat "postęp versus analogowe dinozaury" ale wypadło to strasznie słabo i po łebkach sprawiając, że stylistycznie "Code of Silence" w pewnym momencie staje w dosyć dużym rozkroku pomiędzy duchem tego poważnego kina sensacyjnego z lat 70-tych a bardziej naiwnym i wybuchowym charakterystycznym dla tego z następnej dekady. <br />
<br />
Stąd choćby taki finał, który choć efektowny i przyjemny w oglądaniu, jest także największym "beneficjentem" tej stylistycznej dychotomii co nie do końca mi się podobało. Wcześniej mieliśmy mimo wszystko dość przyziemny kryminał policyjny przeobrażający się w pewnym momencie totalnie niepotrzebnie i nagle w efekciarskiego akcyjniaka, w którym (nie do końca) samotny heros rusza do opustoszałego (nie do końca) magazynu położonego gdzieś na obrzeżach miasta by zaprowadzić (do końca) sprawiedliwość. Fajne, cieszące oczy i całkiem przyjemne w odbiorze, ale osobiście nie pasujące mi zbytnio do obranej na początku konwencji, przez co nie mogę produkcji Davisa uznać za w pełni mnie satysfakcjonującą. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal kawał porządnego filmu ze świetnym klimatem, ciekawą kryminalną historią, znakomitą muzyką i w większości porządną obsadą a także zdecydowanie jedna z najlepszych produkcji w dorobku tak samego reżysera jak i Chucka Norrisa, ale naprawdę niewiele zbrakło bym mógł uznać "Code of Silence" za obraz świetny czy choćby bardzo dobry w swojej klasie.<br />
<br />
Ps. Tak, wiem, że jest na forum już temat poświęcony samemu Norrisowi ale chciałem też żeby był taki, w którym można pogadać tylko o jego filmach a nie wypowiedziach czy życiu prywatnym - sam dodam tylko krótko, że niezmiernie szanowałem go za porzucenie aktorstwa i poświęcenie się w pełni rodzinie i swojej chorej żonie bo to pokazuje najlepiej, że był bohaterem nie tylko na szklanym czy kinowym ekranie ale też i w tej najbardziej nieprzewidywalnej produkcji fabularnej czyli życiu a to jest warte więcej niż wszystkie ciosy z półobrotu zadane przez niego bandziorom razem wzięte.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/yBNvTVcW/vlcsnap-2026-03-20-23h01m13s222.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h01m13s222.png]" /><br />
<br />
7,5/10]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Hard Rain (1998) i inne mniej znane filmy katastroficzne lat 90-tych i wcześniejszych]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Hard-Rain-1998-i-inne-mniej-znane-filmy-katastroficzne-lat-90-tych-i-wcze%C5%9Bniejszych--6724</link>
			<pubDate>Mon, 16 Mar 2026 01:48:44 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Hard-Rain-1998-i-inne-mniej-znane-filmy-katastroficzne-lat-90-tych-i-wcze%C5%9Bniejszych--6724</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Hard Rain (1998)</span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/WWzZ9195/vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png]" /><br />
<br />
Jako że dziś oscarowa gala a te ostatnio można określić jednym słowem - katastrofa - postanowiłem obejrzeć sobie jakiś zapomniany film katastroficzny. Czemu zapomniany? Bo o tym dzisiejszym rozdaniu pewnie za kilka dni też mało kto będzie pamiętał i jakoś siadło mi to tematycznie - padło na "Hard Rain" w reżyserii Mikaela Salomona z Christianem Slaterem i Morganem Freemanem w rolach głównych. <br />
<br />
Jak wiadomo, lata 90-te to okres, w którym dzięki rozwijającej się technologii gatunek ten zaliczył dosyć spory renesans - jednym z takich przełomowych obrazów był z pewnością "Twister", w którym wciąż udoskonalane efekty wizualne pozwoliły pokazać na ekranach kin rzeczy, których jeszcze kilka lat temu nie można było w tak realistyczny i efektowny sposób przedstawić. A później już poszło z (lodowej) górki, w szczególności po ogromnym sukcesie finansowym "Titanica" Jamesa Camerona - Ziemię zaczęły nawiedzać różnego rodzaju naturalne kataklizmy w liczbach wręcz hurtowych - jak nie wulkany to asteroidy czy inne zagrożenia kosmiczne lub przerośnięte zwierzaki niewiadomego pochodzenia. Nagrodzony 11 Oscarami obrazek samozwańczego króla świata sprawił jednak, że nagle niektórym znów zachciało się pluskać w wodzie i co gorsze, kręcić w niej filmy, co do tej pory uznawane było za nazbyt czasochłonne i nieprzewidywalne. Po co ten przydługi wstęp?<br />
<br />
Sam nie wiem, dlatego przechodząc do mertium wspomnę jeszcze, że "Hard Rain" dostał spory budżet 70 milionów dolarów i niestety dla producentów a także wytwórni liczącej na powtórzenie choćby części sukcesu finansowego wspomnianego wodnego obrazka historycznego, okazał się być potężną klapą, która, nomen omen, wtopiła sporą część tych pieniędzy zarabiając w kinach niecałe 20 milionów zielonych. Zasłużenie czy nie pojęcia nie mam i nie mnie to oceniać, w każdym razie film powtórzony po niemal 30 latach okazuje się być całkiem sensownym kawałkiem rozrywkowego kina akcji nie roszczącym sobie prawa do bycia czymś więcej.<br />
<br />
Fabuła typowa - woda się leje, jadą z kasą, woda się leje, samochód staje, woda się leje, ktoś chce kasę ukraść, woda się leje, inny ktoś nie chce na to pozwolić, woda się leje. I to tyle - schemat, sztampa, banał - śmiało można scenariusz "Hard Rain" tymi słowami określić co nie znaczy, że jest jakiś wyjątkowo zły, jest po prostu ograny do bólu i będący konglomeratem historyjek znanych dobrze z innych filmów, z podobnym zestawem bohaterów - młody i uczciwy chłopak będący na robocie od chwili ale i tak robiący wszystko, żeby wykonać ją najlepiej jak potrafi przy okazji ratując dopiero co poznaną piękną kobietę walcząc ze złolami; ci z kolei wiadomo - szef stoik, mający wszystko zaplanowane, przydupas znajomego psujący te jego wszystkie plany itp. - nawet przypałętał się tutaj znany choćby z filmów Tarantino murzyn cytujący Biblię (nie ściemniam).<br />
<br />
Nie wiem kto sobie wymyślił, żeby z Christiana Slatera zrobić kolejną wielką gwiazdę kina ale szanuję za upór i wyobraźnię, bo gość jest totalnie żaden - być może i jest przystojny, za to wyzuty z jakiejkolwiek ekranowej charyzmy i strasznie ograniczony aktorsko, co w moich oczach raczej dyskwalifikuje go jako przekonującego "leading mana". Na szczęście o wiele lepszy jest drugi, trzeci i dalszy plan, na którym występują aktorzy uznani i cenieni, tacy jak choćby Morgan Freeman, Randy Quaid, Mark Rolston czy znana z kultowej rólki w "Lake Placid" Betty White, która tutaj niestety nie miała okazji dokarmiać żadnego krokodyla, co osobiście uznaję za dosyć poważny minus i ogromną niewykorzystaną szansę. Nie ma tu rzecz jasna żadnych wybitnych występów ale oprócz Slatera tragedii nie ma i jest przynajmniej przyzwoicie. <br />
<br />
Pod względem realizacji jest nawet lepiej, bo reżyser tego obrazka Duńczyk Mikael Salomon był wcześniej uznanym zdjęciowcem pracującym choćby przy "The Abyss", "Arachnophobii" czy "Backdraft" a ci w Holly radzą sobie nieźle również jako odpowiadający za całą produkcję - vide Jan de Bont. Dlatego film wygląda bardzo dobrze - już na samym początku możemy zobaczyć zmontowany i zrealizowany przy użyciu wszelkich dostępnych wtedy sztuczek długi i całkiem efektowny "lot kamery" pokazujący nasilającą się powódź - a później nie jest wcale gorzej. Świetne są wszelkie scenografie i co oczywiste, zdjęcia. Stopniowo zalewane miasto wygląda niezwykle przekonująco i sprawdza się jako nieoczywiste miejsce akcji, która również jest zaaranżowana w miarę interesująco i z należytym pomyślunkiem, wykorzystując i ogrywając jak trzeba te wszystkie zmyślnie wykonane miejscówki. I tak dostajemy dużo scen ściganych przy użyciu różnych pojazdów wodnych typu skutery czy łodzie, kilka niezłych sekwencji rozwałki - co ważne, większość tego co widzimy to wybudowane, zalane wodą i niszczone późnej prawdziwe scenografie a także miniatury, cyfrowe sztuczki wspomagające ograniczone są na szczęście do niezbędnego minimum przez co "Hard Rain" nie zestarzał się jakoś mocno, co jest zmorą sporej części podobnych mu produkcji z tego okresu stawiających mocniej na komputerowe efekty. <br />
<br />
Cóż więcej można tutaj napisać - film nie zdobył ani jednego Oscara, bo nikt nie odważył się go w żadnej kategorii nominować ale jak pisałem wcześniej, to katastroficzny akcyjniak nie roszczący sobie prawa do bycia jakimś objawieniem a sprawny przedstawiciel kina gatunkowego i z tej roli wywiązuje się całkiem nieźle. Fabuła choć oklepana i momentami naciągana czy niezbyt mądra to sprawdza się tutaj należycie, bo dostarcza to czego po takim filmie oczekujemy, czyli emocji. Mamy kilka raczej oczywistych twistów ale nie jest to również nic obrażającego inteligencję widza - do tego dostajemy szczyptę niezłego humoru, akcja jest wartka, całość nieźle trzyma w napięciu i jest bardzo porządnie zrealizowana. Nic tu nikogo raczej nie zachwyci ale można miło spędzić czas i to jest chyba w tym przypadku najważniejsze. Punkcik w górę za to jak rozegrano finałową scenę, która szczególnie w dzisiejszych czasach jest niczym powiew świeżego powietrza czy chlust orzeźwiającej wody prosto w twarz.<br />
<br />
Naciągane 7/10]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Hard Rain (1998)</span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/WWzZ9195/vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png]" /><br />
<br />
Jako że dziś oscarowa gala a te ostatnio można określić jednym słowem - katastrofa - postanowiłem obejrzeć sobie jakiś zapomniany film katastroficzny. Czemu zapomniany? Bo o tym dzisiejszym rozdaniu pewnie za kilka dni też mało kto będzie pamiętał i jakoś siadło mi to tematycznie - padło na "Hard Rain" w reżyserii Mikaela Salomona z Christianem Slaterem i Morganem Freemanem w rolach głównych. <br />
<br />
Jak wiadomo, lata 90-te to okres, w którym dzięki rozwijającej się technologii gatunek ten zaliczył dosyć spory renesans - jednym z takich przełomowych obrazów był z pewnością "Twister", w którym wciąż udoskonalane efekty wizualne pozwoliły pokazać na ekranach kin rzeczy, których jeszcze kilka lat temu nie można było w tak realistyczny i efektowny sposób przedstawić. A później już poszło z (lodowej) górki, w szczególności po ogromnym sukcesie finansowym "Titanica" Jamesa Camerona - Ziemię zaczęły nawiedzać różnego rodzaju naturalne kataklizmy w liczbach wręcz hurtowych - jak nie wulkany to asteroidy czy inne zagrożenia kosmiczne lub przerośnięte zwierzaki niewiadomego pochodzenia. Nagrodzony 11 Oscarami obrazek samozwańczego króla świata sprawił jednak, że nagle niektórym znów zachciało się pluskać w wodzie i co gorsze, kręcić w niej filmy, co do tej pory uznawane było za nazbyt czasochłonne i nieprzewidywalne. Po co ten przydługi wstęp?<br />
<br />
Sam nie wiem, dlatego przechodząc do mertium wspomnę jeszcze, że "Hard Rain" dostał spory budżet 70 milionów dolarów i niestety dla producentów a także wytwórni liczącej na powtórzenie choćby części sukcesu finansowego wspomnianego wodnego obrazka historycznego, okazał się być potężną klapą, która, nomen omen, wtopiła sporą część tych pieniędzy zarabiając w kinach niecałe 20 milionów zielonych. Zasłużenie czy nie pojęcia nie mam i nie mnie to oceniać, w każdym razie film powtórzony po niemal 30 latach okazuje się być całkiem sensownym kawałkiem rozrywkowego kina akcji nie roszczącym sobie prawa do bycia czymś więcej.<br />
<br />
Fabuła typowa - woda się leje, jadą z kasą, woda się leje, samochód staje, woda się leje, ktoś chce kasę ukraść, woda się leje, inny ktoś nie chce na to pozwolić, woda się leje. I to tyle - schemat, sztampa, banał - śmiało można scenariusz "Hard Rain" tymi słowami określić co nie znaczy, że jest jakiś wyjątkowo zły, jest po prostu ograny do bólu i będący konglomeratem historyjek znanych dobrze z innych filmów, z podobnym zestawem bohaterów - młody i uczciwy chłopak będący na robocie od chwili ale i tak robiący wszystko, żeby wykonać ją najlepiej jak potrafi przy okazji ratując dopiero co poznaną piękną kobietę walcząc ze złolami; ci z kolei wiadomo - szef stoik, mający wszystko zaplanowane, przydupas znajomego psujący te jego wszystkie plany itp. - nawet przypałętał się tutaj znany choćby z filmów Tarantino murzyn cytujący Biblię (nie ściemniam).<br />
<br />
Nie wiem kto sobie wymyślił, żeby z Christiana Slatera zrobić kolejną wielką gwiazdę kina ale szanuję za upór i wyobraźnię, bo gość jest totalnie żaden - być może i jest przystojny, za to wyzuty z jakiejkolwiek ekranowej charyzmy i strasznie ograniczony aktorsko, co w moich oczach raczej dyskwalifikuje go jako przekonującego "leading mana". Na szczęście o wiele lepszy jest drugi, trzeci i dalszy plan, na którym występują aktorzy uznani i cenieni, tacy jak choćby Morgan Freeman, Randy Quaid, Mark Rolston czy znana z kultowej rólki w "Lake Placid" Betty White, która tutaj niestety nie miała okazji dokarmiać żadnego krokodyla, co osobiście uznaję za dosyć poważny minus i ogromną niewykorzystaną szansę. Nie ma tu rzecz jasna żadnych wybitnych występów ale oprócz Slatera tragedii nie ma i jest przynajmniej przyzwoicie. <br />
<br />
Pod względem realizacji jest nawet lepiej, bo reżyser tego obrazka Duńczyk Mikael Salomon był wcześniej uznanym zdjęciowcem pracującym choćby przy "The Abyss", "Arachnophobii" czy "Backdraft" a ci w Holly radzą sobie nieźle również jako odpowiadający za całą produkcję - vide Jan de Bont. Dlatego film wygląda bardzo dobrze - już na samym początku możemy zobaczyć zmontowany i zrealizowany przy użyciu wszelkich dostępnych wtedy sztuczek długi i całkiem efektowny "lot kamery" pokazujący nasilającą się powódź - a później nie jest wcale gorzej. Świetne są wszelkie scenografie i co oczywiste, zdjęcia. Stopniowo zalewane miasto wygląda niezwykle przekonująco i sprawdza się jako nieoczywiste miejsce akcji, która również jest zaaranżowana w miarę interesująco i z należytym pomyślunkiem, wykorzystując i ogrywając jak trzeba te wszystkie zmyślnie wykonane miejscówki. I tak dostajemy dużo scen ściganych przy użyciu różnych pojazdów wodnych typu skutery czy łodzie, kilka niezłych sekwencji rozwałki - co ważne, większość tego co widzimy to wybudowane, zalane wodą i niszczone późnej prawdziwe scenografie a także miniatury, cyfrowe sztuczki wspomagające ograniczone są na szczęście do niezbędnego minimum przez co "Hard Rain" nie zestarzał się jakoś mocno, co jest zmorą sporej części podobnych mu produkcji z tego okresu stawiających mocniej na komputerowe efekty. <br />
<br />
Cóż więcej można tutaj napisać - film nie zdobył ani jednego Oscara, bo nikt nie odważył się go w żadnej kategorii nominować ale jak pisałem wcześniej, to katastroficzny akcyjniak nie roszczący sobie prawa do bycia jakimś objawieniem a sprawny przedstawiciel kina gatunkowego i z tej roli wywiązuje się całkiem nieźle. Fabuła choć oklepana i momentami naciągana czy niezbyt mądra to sprawdza się tutaj należycie, bo dostarcza to czego po takim filmie oczekujemy, czyli emocji. Mamy kilka raczej oczywistych twistów ale nie jest to również nic obrażającego inteligencję widza - do tego dostajemy szczyptę niezłego humoru, akcja jest wartka, całość nieźle trzyma w napięciu i jest bardzo porządnie zrealizowana. Nic tu nikogo raczej nie zachwyci ale można miło spędzić czas i to jest chyba w tym przypadku najważniejsze. Punkcik w górę za to jak rozegrano finałową scenę, która szczególnie w dzisiejszych czasach jest niczym powiew świeżego powietrza czy chlust orzeźwiającej wody prosto w twarz.<br />
<br />
Naciągane 7/10]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Redux Redux (2025)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Redux-Redux-2025--6723</link>
			<pubDate>Thu, 12 Mar 2026 03:49:25 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Redux-Redux-2025--6723</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/Xf071nx0/vlcsnap-2026-03-12-02h32m34s503.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-12-02h32m34s503.png]" /><br />
<br />
Wow. <br />
<br />
Bardzo rzadko zdarza mi się w ostatnich latach obejrzeć film, który zrobiłby na mnie jakiekolwiek wrażenie - przeważnie są to bowiem patrzydła co najwyżej niezłe, mające jakieś wyróżniające się pojedyncze elementy ale nieczęsto trafia się na produkcję, po obejrzeniu której człowiek byłby w stanie wydusić z siebie tylko te trzy napisane przeze mnie na wstępie litery. "Redux Redux" jest właśnie jednym z takim obrazów a moje zdziwienie jest tym większe, że wcześniej zupełnie nic o tym filmie nie słyszałem i trafiłem na niego przez totalny przypadek. O czym to jest?<br />
<br />
Fabuły nie ma sensu za bardzo w szczegółach wykładać, wydaje mi się też, że zwiastun zdradza odrobinę zbyt dużo, dlatego radzę oglądać go raczej na własną odpowiedzialność. W każdym razie jest to można by rzec swego rodzaju mieszanka gatunkowa - mamy tutaj połączenie dosyć brutalnego kina zemsty z elementami sci-fi a także, w pewnym sensie, filmem drogi - otóż strasznie wkurwiona kobieta imieniem Irene podróżuje po różnych równoległych światach w celu ciągłego ubijania seryjnego mordercy odpowiedzialnego za porwanie i zabicie jej córki. I tyle tak naprawdę wystarczy wiedzieć. Sam pomysł jest szalenie ciekawy i dający spore pole do popisu dla rozgarniętych filmowo twórców, całe szczęście bracia Kevin i Matthew McManus odpowiedzialni za scenariusz i reżyserię "Redux Redux" do takich właśnie zdają się zaliczać.<br />
<br />
Kompletnie nie znałem wcześniej ich twórczości, która, że tak to ujmę, do zbyt obfitej nie należy, dodatkowo z tego co zdołałem się zorientować, film kosztował w okolicach miliona dolarów co czyni go produkcją totalnie niskobudżetową, tym bardziej gdy weźmiemy pod uwagę koncept multiwersum, na który bracia postanowili wydawałoby się porwać niczym z motyką na słońce. Nic bardziej mylnego, bo scenariusz jest naprawdę dopracowany a cała historia niezwykle wciągająca i pomyślana w ten sposób, że nie potrzeba było wcale nie wiadomo jakich cudów na kiju jeśli chodzi o efekty specjalne czy wizualne. Ba, w trakcie seansu zupełnie nie zwracałem uwagi na wynikające z tego niedociągnięcia bo jeśli nawet jakieś rzeczywiście były to sama fabuła sprawiła, że przeleciały one jakoś obok mnie całkowicie niezauważone. <br />
<br />
Mimo wszystko od razu uspokajam - realizacja według mnie jest tutaj świetna i zupełnie nie widać, że film kosztował tylko milion dolarów. Zdjęcia, których autorem jest gość o swojsko brzmiącym nazwisku, niejaki Alan Gwizdowski, są rewelacyjne - całość wygląda jak jakiś zapomniany klasyk wyjęty żywcem z lat 80-tych w stylu "Autostopowicza", w czym niebagatelną rolę odgrywają pięknie sfotografowane amerykańskie bezdroża ale także klimatyczna, lekko sytnhowa muza Paula Kocha z naprawdę niezłym i wbijającym się w głowę motywem przewodnim. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/lOlwjWOoYro?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Do tego równie dobry jest montaż, na który często zwykle nie zwraca się należytej uwagi lecz jest tutaj kilka naprawdę znakomitych scen, w których pomaga on w wizualnym opowiadaniu historii i podbijaniu napięcia. Całość zrealizowana jest na naprawdę bardzo wysokim poziomie - widać po prostu, że była tutaj jakaś konkretna wizja a odpowiedzialni za jej przełożenie na ekran ludzie spisali się na medal. <br />
<br />
Jednak chyba najmocniejszym punktem "Redux Redux" jest występująca w głównej roli siostra bracia McManus Michaela, wcielająca się bezbłędnie we wkurwioną i zatraconą w cyklu ciągłego zabijania matkę - na moje to jest spokojnie występ wart docenienia przy okazji jakichś gal z nagrodami ale nie mam złudzeń by się to wydarzyło bo film jest raczej "mały", co nie pomoże mu w zdobyciu jakiejś większej rozpoznawalności a jej w zebraniu zasłużonych za ten występ braw i oklasków. W ogóle dziwna sprawa, bo pierwszy raz zobaczyłem ją na ekranie w trakcie niedawnego seansu drugiego sezonu telewizyjnego "Teda", w którym występowała w jednym z odcinków wyglądając w nim jak milion dolarów - tutaj ma rolę dużo bardziej wymagającą, nie opierającą się tak jak w tamtym przypadku w większości na ładnym uśmiechu i zgrabnej figurze a jednak również radzi sobie z nią naprawdę fenomenalnie, wskakując z miejsca do topki aktorek, których kolejnych produkcji będę z niecierpliwością wyczekiwał. <br />
<br />
Czy są tutaj jakieś skuchy? Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu jak napisana i zagrana jest pewna pojawiająca się w trakcie trwania filmu postać, choć według mnie ona po prostu taka właśnie miała być i jest to wszystko sensownie wyjaśnione i umocowane w kontekście samej historii - mimo wszystko nie zdziwię się, jeśli niektórych będzie irytowała swoim zachowaniem i wzbudzała pewną niechęć. Ja ją kupiłem i podobała mi się ostatecznie też droga, którą przeszła, pięknie spuentowana w trzymającym w napięciu finale. Odnośnie finału i ogólnie całego filmu - bardzo podobało mi się też podejście twórców do pokazywania na ekranie przemocy - kiedy trzeba jest on dość graficzny i brutalny, nikt się tutaj z nikim nie cacka ale nie ma żadnego bezsensownego epatowania krwią czy innymi tego typu rzeczami. Jest to wszystko bardzo przyziemne, nie ma w tym aspekcie przesadyzmu czy niepotrzebnego szczucia widzów wymyślnie zaaranżowanymi scenami śmierci, wręcz przeciwnie, to co widzimy na ekranie jest wystarczające w opowiedzeniu tej konkretnej historii. <br />
<br />
A ta, pomimo użytego motywu wieloświatów, jest bardzo kameralna i osobista przez co można się z nią bardzo łatwo utożsamić, gdyż to w gruncie rzeczy prosta i uniwersalna opowieść o stracie, traumie z niej wynikającej a także próbie radzenia sobie z niedającymi się tak łatwo stłumić emocjami. Dlatego pomimo wplecionego w to wszystko fantastycznego konceptu całość świetnie działa i trafia we wszystkie właściwe nuty będąc dodatkowo znakomicie wykonanym kawałkiem kina gatunkowego, bezbłędnie łączącego różne wydawać by się mogło niezbyt pasujące do siebie elementy. "Redux Redux" to w końcu też dzieło udowadniające, że zamiast oglądać tylko wielomilionowe hollywoodzkie superprodukcje, przegrzebując się nieraz przez sterty śmieci i zwyczajnego przeciętniactwa przy okazji narzekając ciągle na stan współczesnej kinematografii, warto skierować swój wzrok również w kierunku niskobudżetowego kina niezależnego by czasami trafić właśnie na tego typu nieoczywistą filmową perełkę.  <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/FeccBZFKP_U?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
9/10]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/Xf071nx0/vlcsnap-2026-03-12-02h32m34s503.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-12-02h32m34s503.png]" /><br />
<br />
Wow. <br />
<br />
Bardzo rzadko zdarza mi się w ostatnich latach obejrzeć film, który zrobiłby na mnie jakiekolwiek wrażenie - przeważnie są to bowiem patrzydła co najwyżej niezłe, mające jakieś wyróżniające się pojedyncze elementy ale nieczęsto trafia się na produkcję, po obejrzeniu której człowiek byłby w stanie wydusić z siebie tylko te trzy napisane przeze mnie na wstępie litery. "Redux Redux" jest właśnie jednym z takim obrazów a moje zdziwienie jest tym większe, że wcześniej zupełnie nic o tym filmie nie słyszałem i trafiłem na niego przez totalny przypadek. O czym to jest?<br />
<br />
Fabuły nie ma sensu za bardzo w szczegółach wykładać, wydaje mi się też, że zwiastun zdradza odrobinę zbyt dużo, dlatego radzę oglądać go raczej na własną odpowiedzialność. W każdym razie jest to można by rzec swego rodzaju mieszanka gatunkowa - mamy tutaj połączenie dosyć brutalnego kina zemsty z elementami sci-fi a także, w pewnym sensie, filmem drogi - otóż strasznie wkurwiona kobieta imieniem Irene podróżuje po różnych równoległych światach w celu ciągłego ubijania seryjnego mordercy odpowiedzialnego za porwanie i zabicie jej córki. I tyle tak naprawdę wystarczy wiedzieć. Sam pomysł jest szalenie ciekawy i dający spore pole do popisu dla rozgarniętych filmowo twórców, całe szczęście bracia Kevin i Matthew McManus odpowiedzialni za scenariusz i reżyserię "Redux Redux" do takich właśnie zdają się zaliczać.<br />
<br />
Kompletnie nie znałem wcześniej ich twórczości, która, że tak to ujmę, do zbyt obfitej nie należy, dodatkowo z tego co zdołałem się zorientować, film kosztował w okolicach miliona dolarów co czyni go produkcją totalnie niskobudżetową, tym bardziej gdy weźmiemy pod uwagę koncept multiwersum, na który bracia postanowili wydawałoby się porwać niczym z motyką na słońce. Nic bardziej mylnego, bo scenariusz jest naprawdę dopracowany a cała historia niezwykle wciągająca i pomyślana w ten sposób, że nie potrzeba było wcale nie wiadomo jakich cudów na kiju jeśli chodzi o efekty specjalne czy wizualne. Ba, w trakcie seansu zupełnie nie zwracałem uwagi na wynikające z tego niedociągnięcia bo jeśli nawet jakieś rzeczywiście były to sama fabuła sprawiła, że przeleciały one jakoś obok mnie całkowicie niezauważone. <br />
<br />
Mimo wszystko od razu uspokajam - realizacja według mnie jest tutaj świetna i zupełnie nie widać, że film kosztował tylko milion dolarów. Zdjęcia, których autorem jest gość o swojsko brzmiącym nazwisku, niejaki Alan Gwizdowski, są rewelacyjne - całość wygląda jak jakiś zapomniany klasyk wyjęty żywcem z lat 80-tych w stylu "Autostopowicza", w czym niebagatelną rolę odgrywają pięknie sfotografowane amerykańskie bezdroża ale także klimatyczna, lekko sytnhowa muza Paula Kocha z naprawdę niezłym i wbijającym się w głowę motywem przewodnim. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/lOlwjWOoYro?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Do tego równie dobry jest montaż, na który często zwykle nie zwraca się należytej uwagi lecz jest tutaj kilka naprawdę znakomitych scen, w których pomaga on w wizualnym opowiadaniu historii i podbijaniu napięcia. Całość zrealizowana jest na naprawdę bardzo wysokim poziomie - widać po prostu, że była tutaj jakaś konkretna wizja a odpowiedzialni za jej przełożenie na ekran ludzie spisali się na medal. <br />
<br />
Jednak chyba najmocniejszym punktem "Redux Redux" jest występująca w głównej roli siostra bracia McManus Michaela, wcielająca się bezbłędnie we wkurwioną i zatraconą w cyklu ciągłego zabijania matkę - na moje to jest spokojnie występ wart docenienia przy okazji jakichś gal z nagrodami ale nie mam złudzeń by się to wydarzyło bo film jest raczej "mały", co nie pomoże mu w zdobyciu jakiejś większej rozpoznawalności a jej w zebraniu zasłużonych za ten występ braw i oklasków. W ogóle dziwna sprawa, bo pierwszy raz zobaczyłem ją na ekranie w trakcie niedawnego seansu drugiego sezonu telewizyjnego "Teda", w którym występowała w jednym z odcinków wyglądając w nim jak milion dolarów - tutaj ma rolę dużo bardziej wymagającą, nie opierającą się tak jak w tamtym przypadku w większości na ładnym uśmiechu i zgrabnej figurze a jednak również radzi sobie z nią naprawdę fenomenalnie, wskakując z miejsca do topki aktorek, których kolejnych produkcji będę z niecierpliwością wyczekiwał. <br />
<br />
Czy są tutaj jakieś skuchy? Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu jak napisana i zagrana jest pewna pojawiająca się w trakcie trwania filmu postać, choć według mnie ona po prostu taka właśnie miała być i jest to wszystko sensownie wyjaśnione i umocowane w kontekście samej historii - mimo wszystko nie zdziwię się, jeśli niektórych będzie irytowała swoim zachowaniem i wzbudzała pewną niechęć. Ja ją kupiłem i podobała mi się ostatecznie też droga, którą przeszła, pięknie spuentowana w trzymającym w napięciu finale. Odnośnie finału i ogólnie całego filmu - bardzo podobało mi się też podejście twórców do pokazywania na ekranie przemocy - kiedy trzeba jest on dość graficzny i brutalny, nikt się tutaj z nikim nie cacka ale nie ma żadnego bezsensownego epatowania krwią czy innymi tego typu rzeczami. Jest to wszystko bardzo przyziemne, nie ma w tym aspekcie przesadyzmu czy niepotrzebnego szczucia widzów wymyślnie zaaranżowanymi scenami śmierci, wręcz przeciwnie, to co widzimy na ekranie jest wystarczające w opowiedzeniu tej konkretnej historii. <br />
<br />
A ta, pomimo użytego motywu wieloświatów, jest bardzo kameralna i osobista przez co można się z nią bardzo łatwo utożsamić, gdyż to w gruncie rzeczy prosta i uniwersalna opowieść o stracie, traumie z niej wynikającej a także próbie radzenia sobie z niedającymi się tak łatwo stłumić emocjami. Dlatego pomimo wplecionego w to wszystko fantastycznego konceptu całość świetnie działa i trafia we wszystkie właściwe nuty będąc dodatkowo znakomicie wykonanym kawałkiem kina gatunkowego, bezbłędnie łączącego różne wydawać by się mogło niezbyt pasujące do siebie elementy. "Redux Redux" to w końcu też dzieło udowadniające, że zamiast oglądać tylko wielomilionowe hollywoodzkie superprodukcje, przegrzebując się nieraz przez sterty śmieci i zwyczajnego przeciętniactwa przy okazji narzekając ciągle na stan współczesnej kinematografii, warto skierować swój wzrok również w kierunku niskobudżetowego kina niezależnego by czasami trafić właśnie na tego typu nieoczywistą filmową perełkę.  <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/FeccBZFKP_U?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
9/10]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[DIGGER (2026) reż. Alejandro G. Iñárritu]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-DIGGER-2026-re%C5%BC-Alejandro-G-I%C3%B1%C3%A1rritu--6719</link>
			<pubDate>Sun, 22 Feb 2026 13:09:09 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-DIGGER-2026-re%C5%BC-Alejandro-G-I%C3%B1%C3%A1rritu--6719</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Rd21PhsDHww?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
fabuła póki co jest tajemnicą<br />
<br />
w głównej roli Tom Cruise, reszta obsady to Sandra Hüller, John Goodman, Michael Stuhlbarg, Jesse Plemons, Sophie Wilde<br />
<br />
premiera 2 października 2026]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Rd21PhsDHww?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
fabuła póki co jest tajemnicą<br />
<br />
w głównej roli Tom Cruise, reszta obsady to Sandra Hüller, John Goodman, Michael Stuhlbarg, Jesse Plemons, Sophie Wilde<br />
<br />
premiera 2 października 2026]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wielki Marty / Marty Supreme (2025, reż. Josh Safdie)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Wielki-Marty-Marty-Supreme-2025-re%C5%BC-Josh-Safdie--6714</link>
			<pubDate>Thu, 15 Jan 2026 20:54:54 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Wielki-Marty-Marty-Supreme-2025-re%C5%BC-Josh-Safdie--6714</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Marty Supreme</span> - w zeszłorocznym pojedynku na filmy braci Safdie Joshua wygrywa i to przez nokaut w drugiej rundzie, Benjamin niech się skupi na aktorstwie. <br />
Jeśli lubiliście Nieoszlifowane diamenty i Good Times, to Wielki Marty jest ich następcą, tylko na bogato, w kostiumie z lat 50. Znowu mamy kakafonię dźwięków, szalone tempo i w 100% amerykańskiego bohatera, który nie rozumie słowa nie i przez 150 minut filmu jest coraz większym chujkiem przez co wpada w coraz większe kłopoty. Ja bardzo lubię ten styl opowieści, chociaż miał on swoje ograniczenia w poprzednich filmach braci, ma i teraz, mimo to, póki co dla mnie film roku, kapitalnie się bawiłem w kinie. <br />
Piękne są zdjęcia Khondjiego (wciąż zapominam że chłop jeszcze nie jest na emeryturze), genialne dekoracje Jacka Fiska (najlepszy scenograf w historii kina?), ogólnie film jest stylowy, piękny, sugestywny, wcale niemały: dowód na to, że wciąż da się w Hollywood zatrudnić dwie gwiazdy i nakręcić taki film za 60-70 baniek, a niekoniecznie za 160 ;)<br />
Obsada: rola Chalameta bardzo dobra, ale nie jakaś wybitna. Oczywiście najlepsza w jego karierze, bo wszystkie poprzednie były w porywach niezłe, a tutaj nareszcie nie widać Chalameta, tylko Marty'ego - nie mam problemu z tym, żeby dostał tego Oscara. Gwyneth Paltrow na drugim planie (dosyć dalekim) też bardzo dobra, gorsze rolę zdobywały statuetki. <br />
Przyznam że nie rozumiem czemu tylko Chalamet jest doceniany, a reżyseria, zdjęcia, kostiumy, scenografia, montaż, muzyka i Paltrow nie. Naprawdę z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że na początku sezonu oscarowego zbiera się jakaś rada i decyduje co nam się w tym roku podobało, a co nie. Gdybyśmy żyli w lepszym świecie, to cały splendor jaki zbiera Sinners powinien być przelany na Marty'ego. <br />
Ode mnie <span style="font-weight: bold;">8+/10</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Marty Supreme</span> - w zeszłorocznym pojedynku na filmy braci Safdie Joshua wygrywa i to przez nokaut w drugiej rundzie, Benjamin niech się skupi na aktorstwie. <br />
Jeśli lubiliście Nieoszlifowane diamenty i Good Times, to Wielki Marty jest ich następcą, tylko na bogato, w kostiumie z lat 50. Znowu mamy kakafonię dźwięków, szalone tempo i w 100% amerykańskiego bohatera, który nie rozumie słowa nie i przez 150 minut filmu jest coraz większym chujkiem przez co wpada w coraz większe kłopoty. Ja bardzo lubię ten styl opowieści, chociaż miał on swoje ograniczenia w poprzednich filmach braci, ma i teraz, mimo to, póki co dla mnie film roku, kapitalnie się bawiłem w kinie. <br />
Piękne są zdjęcia Khondjiego (wciąż zapominam że chłop jeszcze nie jest na emeryturze), genialne dekoracje Jacka Fiska (najlepszy scenograf w historii kina?), ogólnie film jest stylowy, piękny, sugestywny, wcale niemały: dowód na to, że wciąż da się w Hollywood zatrudnić dwie gwiazdy i nakręcić taki film za 60-70 baniek, a niekoniecznie za 160 ;)<br />
Obsada: rola Chalameta bardzo dobra, ale nie jakaś wybitna. Oczywiście najlepsza w jego karierze, bo wszystkie poprzednie były w porywach niezłe, a tutaj nareszcie nie widać Chalameta, tylko Marty'ego - nie mam problemu z tym, żeby dostał tego Oscara. Gwyneth Paltrow na drugim planie (dosyć dalekim) też bardzo dobra, gorsze rolę zdobywały statuetki. <br />
Przyznam że nie rozumiem czemu tylko Chalamet jest doceniany, a reżyseria, zdjęcia, kostiumy, scenografia, montaż, muzyka i Paltrow nie. Naprawdę z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że na początku sezonu oscarowego zbiera się jakaś rada i decyduje co nam się w tym roku podobało, a co nie. Gdybyśmy żyli w lepszym świecie, to cały splendor jaki zbiera Sinners powinien być przelany na Marty'ego. <br />
Ode mnie <span style="font-weight: bold;">8+/10</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wartość sentymentalna (2025) reż. Joachim Trier)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Warto%C5%9B%C4%87-sentymentalna-2025-re%C5%BC-Joachim-Trier--6722</link>
			<pubDate>Wed, 07 Jan 2026 08:59:36 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Warto%C5%9B%C4%87-sentymentalna-2025-re%C5%BC-Joachim-Trier--6722</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Sentimental Value</span> - spore rozczarowanie. Już po trailerze miałem wątpliwości. Trudne relacje ojca reżysera z córką? Jakieś niewyjaśnione pretensje i urazy? No dobra, Trier umie w emocje a wszystko co od niego widziałem było przynajmniej bardzo dobre. Tutaj niestety ani nie przejąłem się problemami bohaterów, ani nie poczułem ich emocji. Czyli film polegał tam, gdzie miała być jego siła i tam, gdzie Trier wcześniej dawał radę. Może to też kwestia tego, że łatwiej mi się identyfikować z bohaterami poprzednich jego filmów, nawet The Worst Person... <br />
<br />
Co z tego, że zagrane jest to nieźle i nakręcone porządnie. Skarskard miewał role na podobnym poziome a panie wcale tak nie zachwycają, jak się pisze. <br />
<br />
Poza tym, wątek Fanning wydaje się całkowicie zbędny. Dialogi raczej banalne, często stanowią wypowiedzenie przez bohaterów emocji. Żadna scena jakoś szczególnie nie utkwiła mi w pamięci. Najlepsza chyba pierwsza, stanowiąca jakby prolog nakreślający stan emocjonalny bohaterki. <br />
<br />
Krok wstecz w stosunku do The Worst Person... a jak dla mnie tym bardziej w stosunku do Oslo... i Reprise. Myślałem, że w ciemno będę im kibicował przynajmniej w w kategorii filmu nieanglojęzycznego, trochę za poprzednie filmy, ale teraz już bez większego zaangażowania. 6/10 chociaż może trochę naciągane nawet.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Sentimental Value</span> - spore rozczarowanie. Już po trailerze miałem wątpliwości. Trudne relacje ojca reżysera z córką? Jakieś niewyjaśnione pretensje i urazy? No dobra, Trier umie w emocje a wszystko co od niego widziałem było przynajmniej bardzo dobre. Tutaj niestety ani nie przejąłem się problemami bohaterów, ani nie poczułem ich emocji. Czyli film polegał tam, gdzie miała być jego siła i tam, gdzie Trier wcześniej dawał radę. Może to też kwestia tego, że łatwiej mi się identyfikować z bohaterami poprzednich jego filmów, nawet The Worst Person... <br />
<br />
Co z tego, że zagrane jest to nieźle i nakręcone porządnie. Skarskard miewał role na podobnym poziome a panie wcale tak nie zachwycają, jak się pisze. <br />
<br />
Poza tym, wątek Fanning wydaje się całkowicie zbędny. Dialogi raczej banalne, często stanowią wypowiedzenie przez bohaterów emocji. Żadna scena jakoś szczególnie nie utkwiła mi w pamięci. Najlepsza chyba pierwsza, stanowiąca jakby prolog nakreślający stan emocjonalny bohaterki. <br />
<br />
Krok wstecz w stosunku do The Worst Person... a jak dla mnie tym bardziej w stosunku do Oslo... i Reprise. Myślałem, że w ciemno będę im kibicował przynajmniej w w kategorii filmu nieanglojęzycznego, trochę za poprzednie filmy, ale teraz już bez większego zaangażowania. 6/10 chociaż może trochę naciągane nawet.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Bugonia (2025) reż. Yórgos Lánthimos]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Bugonia-2025-re%C5%BC-Y%C3%B3rgos-L%C3%A1nthimos--6708</link>
			<pubDate>Wed, 17 Dec 2025 20:28:37 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Bugonia-2025-re%C5%BC-Y%C3%B3rgos-L%C3%A1nthimos--6708</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/bd_5HcTujfc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">historia o dwóch kuzynach z obsesją teorii spiskowych, którzy porywają CEO firmy biotechnologicznej, wierząc, że jest kosmitką zagrażającą Ziemi, Teddy i Don zamykają Michelle w piwnicy, by ją przesłuchać i powstrzymać inwazję</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Michelle Fuller to potężna CEO farmaceutycznego giganta, uchodzi za najważniejszą kobietę w kraju, symbol sukcesu, władzy i korporacyjnej elity, otoczoną nagrodami</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Teddy to klasyczny amerykański zwyczajny, szary człowiek, który niczym się nie wyróżnia, jest pszczelarzem amatorem i jednocześnie foliarzem, głęboko przekonanym o prawdziwości rozmaitych teorii spiskowych</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">mamy tutaj aktorskie popisy Emmy Stone i Jesse Plemonsa, dodałbym jeszcze Delbis jako Dona</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">przesłanie filmu chyba proste, ludzie to gatunek skazany na zagładę, prędzej czy później, film celowo unika jednoznacznych odpowiedzi, pozostawiając widza z pytaniami i poczuciem poznawczego niedosytu</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">mi się podobało, muszę zobaczyć oryginał koreański "Save the Green Planet!"</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/bd_5HcTujfc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">historia o dwóch kuzynach z obsesją teorii spiskowych, którzy porywają CEO firmy biotechnologicznej, wierząc, że jest kosmitką zagrażającą Ziemi, Teddy i Don zamykają Michelle w piwnicy, by ją przesłuchać i powstrzymać inwazję</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Michelle Fuller to potężna CEO farmaceutycznego giganta, uchodzi za najważniejszą kobietę w kraju, symbol sukcesu, władzy i korporacyjnej elity, otoczoną nagrodami</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Teddy to klasyczny amerykański zwyczajny, szary człowiek, który niczym się nie wyróżnia, jest pszczelarzem amatorem i jednocześnie foliarzem, głęboko przekonanym o prawdziwości rozmaitych teorii spiskowych</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">mamy tutaj aktorskie popisy Emmy Stone i Jesse Plemonsa, dodałbym jeszcze Delbis jako Dona</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">przesłanie filmu chyba proste, ludzie to gatunek skazany na zagładę, prędzej czy później, film celowo unika jednoznacznych odpowiedzi, pozostawiając widza z pytaniami i poczuciem poznawczego niedosytu</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">mi się podobało, muszę zobaczyć oryginał koreański "Save the Green Planet!"</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nuremberg (2025) reż. James Vanderbilt]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Nuremberg-2025-re%C5%BC-James-Vanderbilt--6704</link>
			<pubDate>Sun, 16 Nov 2025 12:25:01 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Nuremberg-2025-re%C5%BC-James-Vanderbilt--6704</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/WvAy9C-bipY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>Scenariusz filmu oparty jest na książce Jacka El-Haia z 2013 roku The Nazi and the Psychiatrist, opartej na autentycznych wspomnieniach i dokumentach z norymberskiego procesu. Autor opisał prawdziwe relacje między Douglasem Kelleyem a Hermannem Göringiem – pełne napięcia, wzajemnego podziwu i odrazy. Vanderbilt przenosi ten dramat na ekran, łącząc dokumentalny realizm z emocjonalną głębią.</blockquote>
<br />
w USA już po premierze, w Polsce od 28 listopada]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/WvAy9C-bipY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>Scenariusz filmu oparty jest na książce Jacka El-Haia z 2013 roku The Nazi and the Psychiatrist, opartej na autentycznych wspomnieniach i dokumentach z norymberskiego procesu. Autor opisał prawdziwe relacje między Douglasem Kelleyem a Hermannem Göringiem – pełne napięcia, wzajemnego podziwu i odrazy. Vanderbilt przenosi ten dramat na ekran, łącząc dokumentalny realizm z emocjonalną głębią.</blockquote>
<br />
w USA już po premierze, w Polsce od 28 listopada]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[When Trumpets Fade (1998) reż. John Irvin (HBO)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-When-Trumpets-Fade-1998-re%C5%BC-John-Irvin-HBO--6702</link>
			<pubDate>Mon, 10 Nov 2025 19:31:33 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-When-Trumpets-Fade-1998-re%C5%BC-John-Irvin-HBO--6702</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;"><img src="https://images.kinorium.com/movie/shot/118331/w1500_35375.jpg" border="0" alt="[Obrazek: w1500_35375.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">jako, że Warfare zbytnio mnie nie zachwycił to zainteresował mnie post Paszczaka i tam wymienił ten film, po researchu również ekspert simek wskazał, że to jego ulubiony film telewizyjny od HBO</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">no i obejrzane, naprawdę dobre, surowe, wojenne kino bez zbędnego patosu, chłopcy wrzuceni w piekło frontu, może z 15 minut za krótkie</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">to nie film o bohaterstwie, lecz o jego braku, o bezsensowności rozkazów, o strachu i o tym, jak wojna potrafi złamać nawet najtwardszych</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;"><img src="https://images.kinorium.com/movie/shot/118331/w1500_35375.jpg" border="0" alt="[Obrazek: w1500_35375.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">jako, że Warfare zbytnio mnie nie zachwycił to zainteresował mnie post Paszczaka i tam wymienił ten film, po researchu również ekspert simek wskazał, że to jego ulubiony film telewizyjny od HBO</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">no i obejrzane, naprawdę dobre, surowe, wojenne kino bez zbędnego patosu, chłopcy wrzuceni w piekło frontu, może z 15 minut za krótkie</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">to nie film o bohaterstwie, lecz o jego braku, o bezsensowności rozkazów, o strachu i o tym, jak wojna potrafi złamać nawet najtwardszych</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[A House of Dynamite (2025) reż. Kathryn Bigelow]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-A-House-of-Dynamite-2025-re%C5%BC-Kathryn-Bigelow--6697</link>
			<pubDate>Sat, 25 Oct 2025 12:21:35 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-A-House-of-Dynamite-2025-re%C5%BC-Kathryn-Bigelow--6697</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">A House of Dynamite</span> (2025)<br />
<br />
<br />
Opinie o <span style="font-weight: bold;">Domu pełnym dynamitu</span> są w większości pozytywne, a mnie powrót Kathryn Bigelow  rozczarował. Są momenty trzymające w napięciu, ale z czasem napięcie znika przez co też zakończenie sprawia wrażenie niedogotowanego. Choć spotkałem się też z opiniami, że zakończenie jest za bardzo otwarte na dwie interpretacje, że dla części widzów to jest zakończenie pozytywne, a dla innych widzów, że negatywne, a ja uważam, że ostatnie sceny są dość jednoznaczne, co się dokładnie wydarzyło. Może to jest wina konstrukcji scenariusza, tak zbudowania narracji, że napięcie w filmie siada często, też w finale, a twórcy zdecydowali się pokazać wydarzenia z trzech różnych perspektyw, czyli coś takiego  co dostaliśmy niedawno w Weapons i co lubi robić np Damon Lindelof. <br />
<br />
Aktorsko nie mogę się do nikogo przyczepić, ale nie powiedziałbym, że to są najlepsze role w karierze Rebecci Ferguson, Idrisa Elby (znowu gra prezydenta, ale to nie jest odpowiednik ani Trumpa ani Bidena), Jareda Harrisa, czy Jasona Clarke'a. Wszyscy grają solidnie. Ale nie wierzę w to, że z filmu nie wyleciały jakieś sceny, bo jest też Kaitlyn Dever, która pojawia się na minutę. Może to nie jest gwiazda filmowa, ale na tyle znana aktorka, że nie mam pojęcia dlaczego akurat ją obsadzono w tej roli. Oczywiście jej postać jest ważna dla jednego z bohaterów, ale jest jej tak mało, że można ją łatwo przegapić<br />
<br />
Greengrass, który też wrócił do kina po wielu latach, tak jak Bigelow, dużo lepiej poradził sobie z reżyserią produkcji, która ma trzymać w napięciu. Mam takie wrażenie, że gdyby jemu dano tą produkcję Netflixa, którą można nazwać Doktorem Strangelove na poważnie to wyszłoby lepsze kino, a tak dostałem porządną produkcję, ale nic specjalnie zachwycającego. Ocena:<span style="font-weight: bold;"> 6/10</span>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">A House of Dynamite</span> (2025)<br />
<br />
<br />
Opinie o <span style="font-weight: bold;">Domu pełnym dynamitu</span> są w większości pozytywne, a mnie powrót Kathryn Bigelow  rozczarował. Są momenty trzymające w napięciu, ale z czasem napięcie znika przez co też zakończenie sprawia wrażenie niedogotowanego. Choć spotkałem się też z opiniami, że zakończenie jest za bardzo otwarte na dwie interpretacje, że dla części widzów to jest zakończenie pozytywne, a dla innych widzów, że negatywne, a ja uważam, że ostatnie sceny są dość jednoznaczne, co się dokładnie wydarzyło. Może to jest wina konstrukcji scenariusza, tak zbudowania narracji, że napięcie w filmie siada często, też w finale, a twórcy zdecydowali się pokazać wydarzenia z trzech różnych perspektyw, czyli coś takiego  co dostaliśmy niedawno w Weapons i co lubi robić np Damon Lindelof. <br />
<br />
Aktorsko nie mogę się do nikogo przyczepić, ale nie powiedziałbym, że to są najlepsze role w karierze Rebecci Ferguson, Idrisa Elby (znowu gra prezydenta, ale to nie jest odpowiednik ani Trumpa ani Bidena), Jareda Harrisa, czy Jasona Clarke'a. Wszyscy grają solidnie. Ale nie wierzę w to, że z filmu nie wyleciały jakieś sceny, bo jest też Kaitlyn Dever, która pojawia się na minutę. Może to nie jest gwiazda filmowa, ale na tyle znana aktorka, że nie mam pojęcia dlaczego akurat ją obsadzono w tej roli. Oczywiście jej postać jest ważna dla jednego z bohaterów, ale jest jej tak mało, że można ją łatwo przegapić<br />
<br />
Greengrass, który też wrócił do kina po wielu latach, tak jak Bigelow, dużo lepiej poradził sobie z reżyserią produkcji, która ma trzymać w napięciu. Mam takie wrażenie, że gdyby jemu dano tą produkcję Netflixa, którą można nazwać Doktorem Strangelove na poważnie to wyszłoby lepsze kino, a tak dostałem porządną produkcję, ale nic specjalnie zachwycającego. Ocena:<span style="font-weight: bold;"> 6/10</span>.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Anemone (2025) reż. Ronan Day-Lewis]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Anemone-2025-re%C5%BC-Ronan-Day-Lewis--6690</link>
			<pubDate>Fri, 15 Aug 2025 19:14:32 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Anemone-2025-re%C5%BC-Ronan-Day-Lewis--6690</guid>
			<description><![CDATA[Daniel Day-Lewis po 8 latach przerwał aktorską emeryturę, by wystąpić w filmie swojego syna<br />
<br />
pierwsze oficjalne zdjęcie, premiera 3 października podczas Festiwalu Filmowego w Nowym Jorku<br />
<br />
<img src="https://www.hollywoodreporter.com/wp-content/uploads/2025/08/Daniel-Day-Lewis.jpeg?crop=0px%2C2px%2C1024px%2C573px&amp;resize=681%2C383" border="0" alt="[Obrazek: Daniel-Day-Lewis.jpeg?crop=0px%2C2px%2C1...=681%2C383]" /><br />
<br />
Daniel Day-Lewis jest też współautorem scenariusza, w obsadzie również Sean Bean<br />
<br />
szczegóły fabuły trzymane są w tajemnicy, wiadomo jedynie, że ma on zgłębiać relacje między braćmi, ojcami i synami]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Daniel Day-Lewis po 8 latach przerwał aktorską emeryturę, by wystąpić w filmie swojego syna<br />
<br />
pierwsze oficjalne zdjęcie, premiera 3 października podczas Festiwalu Filmowego w Nowym Jorku<br />
<br />
<img src="https://www.hollywoodreporter.com/wp-content/uploads/2025/08/Daniel-Day-Lewis.jpeg?crop=0px%2C2px%2C1024px%2C573px&amp;resize=681%2C383" border="0" alt="[Obrazek: Daniel-Day-Lewis.jpeg?crop=0px%2C2px%2C1...=681%2C383]" /><br />
<br />
Daniel Day-Lewis jest też współautorem scenariusza, w obsadzie również Sean Bean<br />
<br />
szczegóły fabuły trzymane są w tajemnicy, wiadomo jedynie, że ma on zgłębiać relacje między braćmi, ojcami i synami]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Oni żyją (1988) reż. John Carpenter]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Oni-%C5%BCyj%C4%85-1988-re%C5%BC-John-Carpenter--6689</link>
			<pubDate>Wed, 13 Aug 2025 14:35:39 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Oni-%C5%BCyj%C4%85-1988-re%C5%BC-John-Carpenter--6689</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><img src="https://wykop.pl/cdn/c3201142/95881482709398ffc043fb7d2ca1d529b9806d665fad3c1d53b46fc541bd1a20.jpg?author=Sheckley2&amp;auth=a38d84df54cd9dcbd521ea5f0d0e83c7" border="0" alt="[Obrazek: 95881482709398ffc043fb7d2ca1d529b9806d66...5f0d0e83c7]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Co tu dużo gadać, film kultowy i cały czas aktualny. John Carpenter z 3 miliony dolców, zasadniczo budżet telewizyjny, dał nam prawdziwą filmową perełkę - film akcji, science fiction, satyrę i komentarz społeczny w jednym. Rzadko takie coś się udaje, a jednak...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Fabuła filmu jest luźno oparta na opowiadaniu Raya Nelsona pt. "<span style="font-weight: bold;">Eight O'Clock in the Morning</span>, które zostało pierwotnie opublikowane w listopadowym numerze "<span style="font-weight: bold;">The Magazine of Fantasy &amp; Science Fiction</span>" z 1963 r. i stanowi wariację na temat "<span style="font-weight: bold;">Inwazji porywaczy ciał</span>".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nada (wrestler Roddy Piper), bezdomny mężczyzna, przybywa do Los Angeles w Kalifornii w poszukiwaniu pracy. Spotyka tam kaznodzieję ostrzegającego, że „oni” zwerbowali bogatych i wpływowych, by kontrolować ludzkość. Znajduje zatrudnienie na placu budowy i zaprzyjaźnia się ze swoim współpracownikiem Frankiem (Keith David), który zaprasza go do zamieszkania w slumsach niedaleko kościoła. Tam poznaje przywódcę lokalnej społeczności, Gilberta (Peter Jason).</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tymczasem pewien haker przejmuje kontrolę nad transmisjami telewizyjnymi, ostrzegając, że ludzkość to „ich bydło” i jedynym sposobem na ujawnienie prawdy jest wyłączenie sygnału u źródła. Osoby oglądające transmisję skarżą się na bóle głowy. Tymczasem Nada podąża za Gilbertem i kaznodzieją do kościoła, gdzie odkrywa pudełka z niezwykłymi przyciemnianymi okularami... Tymczasem slumsy i kościół zostają zniszczone podczas policyjnego nalotu, a haker i kaznodzieja zostają brutalnie potraktowani przez funkcjonariuszy organów ścigania. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nada ucieka i w pewnym momencie zakłada tajemnicze okulary:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/aiMLJAZajxg?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W tej chwili zaczyna się jego prywatna krucjata przeciwko tajemniczym obcym, którzy opanowali świat...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Film po latach dobrze się trzyma, Carpenter maksymalnie wykorzystał dosyć niski budżet a ryzykowna decyzja o angażu Pipera wyszła filmowi na dobre. Nada to niemal wyjęty żywcem z westernu tajemniczy samotny jeździec. chcący trochę sprawiedliwości w złym świecie. Piper mówi mało i zasadniczo gra swoją fizys podobnie jak Schwarzenegger w "<span style="font-weight: bold;">Conanie Barbarzyńcy</span>" u Johna Miliusa. Keith David wypada świetnie jako początkowo niechętny, ale lojalny partner Nady w jego walce z obcymi. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W zaledwie dziewięćdziesięciu minutach reżyser daje nam interesującą historie, a sam film został określony przez Slovoja Zizka w jego "<span style="font-weight: bold;">Perwersyjnym przewodniku po ideologiach</span>" jako " jedno z zapomnianych arcydzieł hollywoodzkiej lewicy. … Okulary przeciwsłoneczne pełnią funkcję krytyki ideologii. Pozwalają dostrzec prawdziwy przekaz pod całą propagandą, blichtrem, plakatami i tak dalej. … Kiedy zakładasz okulary przeciwsłoneczne, widzisz dyktaturę w demokracji, niewidzialny porządek, który podtrzymuje twoją pozorną wolność".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Co ciekawe sam Carpenter dystansuje się od zbyt poważnej analizy jego dzieła twierdząc w jednym z wywiadów, że  "I've made a lot of money in the film business the way it is run today, and I am a complete capitalist. I'm just advocating a little humanity in the world. In order to do that, you have to go strong in the other direction, be a little outrageous. It’s fun to attack the status quo".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie może zabraknąć tutaj tej kultowej sceny:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Wp_K8prLfso?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><img src="https://wykop.pl/cdn/c3201142/95881482709398ffc043fb7d2ca1d529b9806d665fad3c1d53b46fc541bd1a20.jpg?author=Sheckley2&amp;auth=a38d84df54cd9dcbd521ea5f0d0e83c7" border="0" alt="[Obrazek: 95881482709398ffc043fb7d2ca1d529b9806d66...5f0d0e83c7]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Co tu dużo gadać, film kultowy i cały czas aktualny. John Carpenter z 3 miliony dolców, zasadniczo budżet telewizyjny, dał nam prawdziwą filmową perełkę - film akcji, science fiction, satyrę i komentarz społeczny w jednym. Rzadko takie coś się udaje, a jednak...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Fabuła filmu jest luźno oparta na opowiadaniu Raya Nelsona pt. "<span style="font-weight: bold;">Eight O'Clock in the Morning</span>, które zostało pierwotnie opublikowane w listopadowym numerze "<span style="font-weight: bold;">The Magazine of Fantasy &amp; Science Fiction</span>" z 1963 r. i stanowi wariację na temat "<span style="font-weight: bold;">Inwazji porywaczy ciał</span>".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nada (wrestler Roddy Piper), bezdomny mężczyzna, przybywa do Los Angeles w Kalifornii w poszukiwaniu pracy. Spotyka tam kaznodzieję ostrzegającego, że „oni” zwerbowali bogatych i wpływowych, by kontrolować ludzkość. Znajduje zatrudnienie na placu budowy i zaprzyjaźnia się ze swoim współpracownikiem Frankiem (Keith David), który zaprasza go do zamieszkania w slumsach niedaleko kościoła. Tam poznaje przywódcę lokalnej społeczności, Gilberta (Peter Jason).</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tymczasem pewien haker przejmuje kontrolę nad transmisjami telewizyjnymi, ostrzegając, że ludzkość to „ich bydło” i jedynym sposobem na ujawnienie prawdy jest wyłączenie sygnału u źródła. Osoby oglądające transmisję skarżą się na bóle głowy. Tymczasem Nada podąża za Gilbertem i kaznodzieją do kościoła, gdzie odkrywa pudełka z niezwykłymi przyciemnianymi okularami... Tymczasem slumsy i kościół zostają zniszczone podczas policyjnego nalotu, a haker i kaznodzieja zostają brutalnie potraktowani przez funkcjonariuszy organów ścigania. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nada ucieka i w pewnym momencie zakłada tajemnicze okulary:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/aiMLJAZajxg?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W tej chwili zaczyna się jego prywatna krucjata przeciwko tajemniczym obcym, którzy opanowali świat...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Film po latach dobrze się trzyma, Carpenter maksymalnie wykorzystał dosyć niski budżet a ryzykowna decyzja o angażu Pipera wyszła filmowi na dobre. Nada to niemal wyjęty żywcem z westernu tajemniczy samotny jeździec. chcący trochę sprawiedliwości w złym świecie. Piper mówi mało i zasadniczo gra swoją fizys podobnie jak Schwarzenegger w "<span style="font-weight: bold;">Conanie Barbarzyńcy</span>" u Johna Miliusa. Keith David wypada świetnie jako początkowo niechętny, ale lojalny partner Nady w jego walce z obcymi. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W zaledwie dziewięćdziesięciu minutach reżyser daje nam interesującą historie, a sam film został określony przez Slovoja Zizka w jego "<span style="font-weight: bold;">Perwersyjnym przewodniku po ideologiach</span>" jako " jedno z zapomnianych arcydzieł hollywoodzkiej lewicy. … Okulary przeciwsłoneczne pełnią funkcję krytyki ideologii. Pozwalają dostrzec prawdziwy przekaz pod całą propagandą, blichtrem, plakatami i tak dalej. … Kiedy zakładasz okulary przeciwsłoneczne, widzisz dyktaturę w demokracji, niewidzialny porządek, który podtrzymuje twoją pozorną wolność".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Co ciekawe sam Carpenter dystansuje się od zbyt poważnej analizy jego dzieła twierdząc w jednym z wywiadów, że  "I've made a lot of money in the film business the way it is run today, and I am a complete capitalist. I'm just advocating a little humanity in the world. In order to do that, you have to go strong in the other direction, be a little outrageous. It’s fun to attack the status quo".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie może zabraknąć tutaj tej kultowej sceny:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Wp_K8prLfso?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Primitive War (2025) reż. Luke Sparks]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Primitive-War-2025-re%C5%BC-Luke-Sparks--6688</link>
			<pubDate>Sun, 27 Jul 2025 17:32:48 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Primitive-War-2025-re%C5%BC-Luke-Sparks--6688</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Zakładam temat, bo filmów o dinozaurach poza serią JP jakoś nie ma specjalnie dużo, a sam trailer zapowiada zdecydowanie lepsze kino od ostatniego filmu Edwardsa.<br />
<br />
Trailer:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/v_unm5L1sj4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe> <br />
<br />
Film to ekranizacja powieżci o tym samym tytule z 2017 r. autorstwa Ethana Pettusa z Kentucky. <br />
 <br />
Fabuła jest prosta: podczas wojny w Wietnamie w 1968 roku oddział rozpoznawczy znany jako Vulture Squad zostaje wysłany do odizolowanej doliny w dżungli, aby uratować zaginiony pluton Zielonych Beretów. Wkrótce odkrywają, że dżunglę zamieszkują dinozaury...<br />
<br />
Ze znanych nazwisk w obsadzie pojawia się Tricia Helfer z BSG (btw super się trzyma jak na 51 lat), reszta to jakieś australijskie nołnejmy. Niemniej, kurczę wygląda to cholernie interesująco, jakkolwiek CGI czasami kuleje w kilku scenach z trailera, tak widać, że autorzy cholernie mocno postarali się oddać wygląd dinozaurów zgodny ze współczesnymi rekonstrukcjami ich wyglądu. W ogóle sam film wygląda jak jakaś szalona produkcja z l. osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Jest elitarny oddział, jest dżungla, są mordercze dinozaury i pterozaury, ba nawet pojawiają się ruscy.<br />
<br />
Czekam z niecierpliwością, tagline filmu jest zajebisty: "this ain't no walk in the park”.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">PS. Reżyser tego filmu powinien brać się za Predatora. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Zakładam temat, bo filmów o dinozaurach poza serią JP jakoś nie ma specjalnie dużo, a sam trailer zapowiada zdecydowanie lepsze kino od ostatniego filmu Edwardsa.<br />
<br />
Trailer:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/v_unm5L1sj4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe> <br />
<br />
Film to ekranizacja powieżci o tym samym tytule z 2017 r. autorstwa Ethana Pettusa z Kentucky. <br />
 <br />
Fabuła jest prosta: podczas wojny w Wietnamie w 1968 roku oddział rozpoznawczy znany jako Vulture Squad zostaje wysłany do odizolowanej doliny w dżungli, aby uratować zaginiony pluton Zielonych Beretów. Wkrótce odkrywają, że dżunglę zamieszkują dinozaury...<br />
<br />
Ze znanych nazwisk w obsadzie pojawia się Tricia Helfer z BSG (btw super się trzyma jak na 51 lat), reszta to jakieś australijskie nołnejmy. Niemniej, kurczę wygląda to cholernie interesująco, jakkolwiek CGI czasami kuleje w kilku scenach z trailera, tak widać, że autorzy cholernie mocno postarali się oddać wygląd dinozaurów zgodny ze współczesnymi rekonstrukcjami ich wyglądu. W ogóle sam film wygląda jak jakaś szalona produkcja z l. osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Jest elitarny oddział, jest dżungla, są mordercze dinozaury i pterozaury, ba nawet pojawiają się ruscy.<br />
<br />
Czekam z niecierpliwością, tagline filmu jest zajebisty: "this ain't no walk in the park”.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">PS. Reżyser tego filmu powinien brać się za Predatora. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mulholand Drive (2001) reż. David Lynch]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Mulholand-Drive-2001-re%C5%BC-David-Lynch--6683</link>
			<pubDate>Wed, 11 Jun 2025 16:43:24 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Mulholand-Drive-2001-re%C5%BC-David-Lynch--6683</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/ohIPGrbnwYc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W kinach ponownie leci jeden z klasyków od Lyncha i wczoraj miałem przyjemność obejrzeć go na wielkim ekranie. Gwoli ścisłości to nigdy nie widziałem go gdy leciał w tv, za to coś mignęła mi jedna scenka z lumpem za restauracją na yt, więc w sumie nie wiedziałem czego się spodziewać. A dostałem dużo, oj bardzo dużo... Wsiąkłem w film od pierwszej sceny, wspaniałe użycie dźwięku oraz muzyka Badalamentiego sprawiły, że po prostu odpłynąłem w głąb filmowego doświadczenia. Serio, jak do tej pory to mój najlepszy seans w tym roku. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Fabuła jaka jest każdy pewnie wiem skupia się ona na historii młodej kobiety (Laura Harring), która traci pamięć po wypadku samochodowym na Mulholland Drive w Los Angeles. Z pomocą nowo poznanej przyjaciółki (Naomi Watts), próbuje odkryć swoją tożsamość, co prowadzi do serii zagadek, tajemniczych postaci i nieoczekiwanych zwrotów akcji. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Oczywiście to film Davida Lyncha, więc opis akcji filmu nie oddaje nawet w jednym procencie tego co można uświadczyć w trakcie seansu. To była chyba pierwsza większa rola Naomi Watts i od razu jedna z najlepszych w jej karierze. Nie można oderwać od niej oczu i kradnie każdą scenę. Jej partnerka na ekranie Laura Harring wypada już znacznie gorzej, niemniej też odgrywana przez nią postać chyba została tak napisana. Nie będę tutaj zbytnio  zagłębiał się w możliwe interpretację filmu (ta z wiki jest bardzo przekonująca, chociaż nieco zbyt uziemiającą niezwykłość tego filmu).</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Klimat dosłownie wylewa się z ekranu, czy to poprzez muzykę czy też takie dziwne niepokojące sceny jak ta:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/UozhOo0Dt4o?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">No i jeszcze ta muzyka:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/TGGoVD2bZPA?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zakończenie idealnie smutne na swój sposób, a jednak dające satysfakcję.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">BTW zdziwiło, ze w obsadzie była tak sporo ówczesnych nołnejmów jak np. Justin Theroux, ale gdy przeczytałem, że film powstał z pilota niepodjętego przez stację ABC serialu, ta telewizyjność już mnie nie dziwi. Tym większe brawa dla Watts, za to przedstawiła na ekranie.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Solidne 9 na 10. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/ohIPGrbnwYc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W kinach ponownie leci jeden z klasyków od Lyncha i wczoraj miałem przyjemność obejrzeć go na wielkim ekranie. Gwoli ścisłości to nigdy nie widziałem go gdy leciał w tv, za to coś mignęła mi jedna scenka z lumpem za restauracją na yt, więc w sumie nie wiedziałem czego się spodziewać. A dostałem dużo, oj bardzo dużo... Wsiąkłem w film od pierwszej sceny, wspaniałe użycie dźwięku oraz muzyka Badalamentiego sprawiły, że po prostu odpłynąłem w głąb filmowego doświadczenia. Serio, jak do tej pory to mój najlepszy seans w tym roku. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Fabuła jaka jest każdy pewnie wiem skupia się ona na historii młodej kobiety (Laura Harring), która traci pamięć po wypadku samochodowym na Mulholland Drive w Los Angeles. Z pomocą nowo poznanej przyjaciółki (Naomi Watts), próbuje odkryć swoją tożsamość, co prowadzi do serii zagadek, tajemniczych postaci i nieoczekiwanych zwrotów akcji. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Oczywiście to film Davida Lyncha, więc opis akcji filmu nie oddaje nawet w jednym procencie tego co można uświadczyć w trakcie seansu. To była chyba pierwsza większa rola Naomi Watts i od razu jedna z najlepszych w jej karierze. Nie można oderwać od niej oczu i kradnie każdą scenę. Jej partnerka na ekranie Laura Harring wypada już znacznie gorzej, niemniej też odgrywana przez nią postać chyba została tak napisana. Nie będę tutaj zbytnio  zagłębiał się w możliwe interpretację filmu (ta z wiki jest bardzo przekonująca, chociaż nieco zbyt uziemiającą niezwykłość tego filmu).</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Klimat dosłownie wylewa się z ekranu, czy to poprzez muzykę czy też takie dziwne niepokojące sceny jak ta:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/UozhOo0Dt4o?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">No i jeszcze ta muzyka:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/TGGoVD2bZPA?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zakończenie idealnie smutne na swój sposób, a jednak dające satysfakcję.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">BTW zdziwiło, ze w obsadzie była tak sporo ówczesnych nołnejmów jak np. Justin Theroux, ale gdy przeczytałem, że film powstał z pilota niepodjętego przez stację ABC serialu, ta telewizyjność już mnie nie dziwi. Tym większe brawa dla Watts, za to przedstawiła na ekranie.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Solidne 9 na 10. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Fenicki układ (2025) reż. Wes Anderson]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Fenicki-uk%C5%82ad-2025-re%C5%BC-Wes-Anderson--6682</link>
			<pubDate>Sat, 07 Jun 2025 13:15:27 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Fenicki-uk%C5%82ad-2025-re%C5%BC-Wes-Anderson--6682</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/GEuMnPl2WI4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;">Jest 1950 rok. Anatole "Zsa-zsa" Korda (Benicio del Toro), enigmatyczny przemysłowiec i jeden z najbogatszych ludzi w Europie, po raz kolejny uchodzi z życiem z katastrofy lotniczej (to już jego szósty wypadek). Jego szeroko zakrojone, niezwykle skomplikowane i bezwzględne działania biznesowe uczyniły go wrogiem nie tylko konkurencyjnych korporacji, ale także rządów o każdej możliwej ideologii – i celem dla niezliczonych zamachowców.</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;">Obecnie Korda stoi u progu finalizacji projektu życia: monumentalnego planu rozwoju infrastruktury morskiej i lądowej w Fenicji, zwanego Korda Land and Sea Phoenician Infrastructure Scheme. To przedsięwzięcie, choć potencjalnie niezwykle dochodowe, niesie za sobą ogromne ryzyko finansowe.</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;">W tym kluczowym momencie Korda postanawia wyznaczyć następczynię – swoją dwudziestoletnią, dawno niewidzianą córkę Liesl, która… obecnie jest zakonnicą. Wraz z osobistym nauczycielem Bjornem (Michael Cera), Zsa-zsa i Liesl przemierzają nowoczesną, niezależną Fenicję, odwiedzając partnerów biznesowych i próbując załatać rosnącą lukę finansową.</span></div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;">Po drodze Liesl rozpoczyna własne śledztwo w sprawie niewyjaśnionego morderstwa swojej matki – pierwszej żony Zsa-zsy – które miało miejsce dziesięć lat wcześniej.</span></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Byłem wczoraj w kinie i wyszedłem całkiem zadiowolony. Nie jest to może najlepszy film Andersona, a reżyser chyba po prostu odcina kupony za swoje wcześniejsze filmy, ale czuć w tym obrazie takie jakieś przyjemne ciepełko. Cały film minął mi jak z bicza strzelił, aktorstwo na bdb poziomie i aktorzy nieźle odnajdują się w konwencji. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Mia Threapleton  roli córki-zakonnicy, nie ustępuje weteranowi del Toro i razem stanowią niezłą parę. Michael Cera tez wypadł bardzo dobrze jako Bjorn, ba był jednym z najjaśniejszych punktów filmu. Co mnie zdziwiło w jednym momencie to niemal dosłowne wizualne nawiązanie do walki kapitana Kirka ze Spockem w odcinku Amok Time z oryginalnego Star Treka. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ogólnie bardzo przyjemny film, jednak chyba bardziej dla fanów Andersona i jego estetyki opowieści.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/GEuMnPl2WI4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;">Jest 1950 rok. Anatole "Zsa-zsa" Korda (Benicio del Toro), enigmatyczny przemysłowiec i jeden z najbogatszych ludzi w Europie, po raz kolejny uchodzi z życiem z katastrofy lotniczej (to już jego szósty wypadek). Jego szeroko zakrojone, niezwykle skomplikowane i bezwzględne działania biznesowe uczyniły go wrogiem nie tylko konkurencyjnych korporacji, ale także rządów o każdej możliwej ideologii – i celem dla niezliczonych zamachowców.</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;">Obecnie Korda stoi u progu finalizacji projektu życia: monumentalnego planu rozwoju infrastruktury morskiej i lądowej w Fenicji, zwanego Korda Land and Sea Phoenician Infrastructure Scheme. To przedsięwzięcie, choć potencjalnie niezwykle dochodowe, niesie za sobą ogromne ryzyko finansowe.</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;">W tym kluczowym momencie Korda postanawia wyznaczyć następczynię – swoją dwudziestoletnią, dawno niewidzianą córkę Liesl, która… obecnie jest zakonnicą. Wraz z osobistym nauczycielem Bjornem (Michael Cera), Zsa-zsa i Liesl przemierzają nowoczesną, niezależną Fenicję, odwiedzając partnerów biznesowych i próbując załatać rosnącą lukę finansową.</span></div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;">Po drodze Liesl rozpoczyna własne śledztwo w sprawie niewyjaśnionego morderstwa swojej matki – pierwszej żony Zsa-zsy – które miało miejsce dziesięć lat wcześniej.</span></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Byłem wczoraj w kinie i wyszedłem całkiem zadiowolony. Nie jest to może najlepszy film Andersona, a reżyser chyba po prostu odcina kupony za swoje wcześniejsze filmy, ale czuć w tym obrazie takie jakieś przyjemne ciepełko. Cały film minął mi jak z bicza strzelił, aktorstwo na bdb poziomie i aktorzy nieźle odnajdują się w konwencji. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Mia Threapleton  roli córki-zakonnicy, nie ustępuje weteranowi del Toro i razem stanowią niezłą parę. Michael Cera tez wypadł bardzo dobrze jako Bjorn, ba był jednym z najjaśniejszych punktów filmu. Co mnie zdziwiło w jednym momencie to niemal dosłowne wizualne nawiązanie do walki kapitana Kirka ze Spockem w odcinku Amok Time z oryginalnego Star Treka. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ogólnie bardzo przyjemny film, jednak chyba bardziej dla fanów Andersona i jego estetyki opowieści.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Madden (2026) reż. David O. Russell]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Madden-2026-re%C5%BC-David-O-Russell--6681</link>
			<pubDate>Wed, 14 May 2025 12:48:23 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Madden-2026-re%C5%BC-David-O-Russell--6681</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://www.hollywoodreporter.com/wp-content/uploads/2025/05/Photo-Credit-Chuck-Zlotnick-1.jpg?w=1296" border="0" alt="[Obrazek: Photo-Credit-Chuck-Zlotnick-1.jpg?w=1296]" /><br />
<br />
Nicolas Cage i Christian Bale na pierwszym zdjęciu z filmu Madden<br />
<br />
film skupi się na postaci Johna Maddena, który był legendarnym trenerem NFL oraz komentatorem sportowym, tytułową rolę odegra Nicolas Cage<br />
<br />
w 1976 roku prowadzona przez niego drużyna Raiders zwyciężyła podczas Super Bowl, w późniejszym czasie rozpoczął współpracę ze studiem gier EA Sports, pomagając w projektowaniu ruchów cyfrowych graczy (seria gier Madden NFL)<br />
<br />
reżyserem jest David O. Russell<br />
<br />
data premiery nie jest znana]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://www.hollywoodreporter.com/wp-content/uploads/2025/05/Photo-Credit-Chuck-Zlotnick-1.jpg?w=1296" border="0" alt="[Obrazek: Photo-Credit-Chuck-Zlotnick-1.jpg?w=1296]" /><br />
<br />
Nicolas Cage i Christian Bale na pierwszym zdjęciu z filmu Madden<br />
<br />
film skupi się na postaci Johna Maddena, który był legendarnym trenerem NFL oraz komentatorem sportowym, tytułową rolę odegra Nicolas Cage<br />
<br />
w 1976 roku prowadzona przez niego drużyna Raiders zwyciężyła podczas Super Bowl, w późniejszym czasie rozpoczął współpracę ze studiem gier EA Sports, pomagając w projektowaniu ruchów cyfrowych graczy (seria gier Madden NFL)<br />
<br />
reżyserem jest David O. Russell<br />
<br />
data premiery nie jest znana]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Sinners (2025) reż. Ryan Coogler]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Sinners-2025-re%C5%BC-Ryan-Coogler--6691</link>
			<pubDate>Wed, 16 Apr 2025 21:06:44 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Sinners-2025-re%C5%BC-Ryan-Coogler--6691</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Sinners</span> <br />
<br />
Film Ryana Cooglera, który - UWAGA ODKRYWAM HAMERYKĘ - jest skierowany przede wszystkim dla czarnej publiczności, ale... to nie jest tak, że jest on rasistowski w stosunku do białego człowieka (pewnie gdyby kręcił to Spike Lee to pewnie byłoby to nieoglądalnym syfem). Generalnie mamy tutaj do czynienia dosłownie z białym diabłem, którego pod podstacią warmpira portretuje Jack O'Connell i robi to w zajebisty sposób, ale to nie jest tak, że czarni bracia są krystalicznie czyści. Jest czarny ojciec katujący swoje dzieciaki, są czarni złodzieje, główni bohaterowie to kolesie, którzy pracowali dla Ala Capone, więc można wnioskować, że nie przynosili mu kawy i nie wyprowadzali w Chicago psów na spacer - plus kazdy z nich ma dosyć indywidualnie sporo grzeszków za uszami. Nie będę zdradzał. Biały reżyser pewnie nie miałby możliwości tego wyreżyserować, ale Coogler już tak i fajnie. <br />
<br />
Ten film ma jednak taki problem, że pierwsza godzina to jebana nuda, ciągnie się jak flaki olejem, a my patrzymy jak bliźniacy grani przez Jordana (generalnie raczej mehowa podwójna rola, dopiero pod koniec coś zaczyna się lepszego dziać) szykują się do otwarcia klubu nocnego. Jeżdża tu i tam, łatwią pracowników, kucharke, no kurde nuuuuuuda. Po godzinie film jednak łapie już lepsze tempo i w zasadzie działa na każdej płaszczyźnie niemalże do samego końca. Kiedy ten nudny dramat zmienia się w kino wampiryczne, to tak naprawdę zaczyna się cała zabawa. Nie jest to nic odkrywczego, ale daje jakiś tam fun. To co jest jednak mega zajebiste w tym filmie to... sekwencje muzyczne. Totalnie się tego nie spodziewałem - muzyka jest genialna, a pierwsza scena w klubie bliźniaków jak ich kuzyn zaczyna grać jest PETARDA. Później są jeszcze dwie dobre sekwencje śpiewane - na kinowym nagłośnieniu ten bluesowy basik buczał jak należy. W każdej z tych scen tuptałem nogą, do rytmu tak mi to siedział. Swój moment ma ten Jack O'Connell i też jest zajefajne! <br />
<br />
Nie wiem jeszcze co sądzić o finale tego filmu, który był według mnie niepotrzebny, no ale jak widać KKK musiał się pojawić :)<br />
<br />
Generalnie nie tego się spodziewałem, ale z kina wyszedłem względnie zadowolony. Dam naciągane 6/10 głównie za sekwencje muzyczne, fajnego O'Connella, mimo wszystko coś świeżego w kinie wampiryczno-rozrywkowym.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Sinners</span> <br />
<br />
Film Ryana Cooglera, który - UWAGA ODKRYWAM HAMERYKĘ - jest skierowany przede wszystkim dla czarnej publiczności, ale... to nie jest tak, że jest on rasistowski w stosunku do białego człowieka (pewnie gdyby kręcił to Spike Lee to pewnie byłoby to nieoglądalnym syfem). Generalnie mamy tutaj do czynienia dosłownie z białym diabłem, którego pod podstacią warmpira portretuje Jack O'Connell i robi to w zajebisty sposób, ale to nie jest tak, że czarni bracia są krystalicznie czyści. Jest czarny ojciec katujący swoje dzieciaki, są czarni złodzieje, główni bohaterowie to kolesie, którzy pracowali dla Ala Capone, więc można wnioskować, że nie przynosili mu kawy i nie wyprowadzali w Chicago psów na spacer - plus kazdy z nich ma dosyć indywidualnie sporo grzeszków za uszami. Nie będę zdradzał. Biały reżyser pewnie nie miałby możliwości tego wyreżyserować, ale Coogler już tak i fajnie. <br />
<br />
Ten film ma jednak taki problem, że pierwsza godzina to jebana nuda, ciągnie się jak flaki olejem, a my patrzymy jak bliźniacy grani przez Jordana (generalnie raczej mehowa podwójna rola, dopiero pod koniec coś zaczyna się lepszego dziać) szykują się do otwarcia klubu nocnego. Jeżdża tu i tam, łatwią pracowników, kucharke, no kurde nuuuuuuda. Po godzinie film jednak łapie już lepsze tempo i w zasadzie działa na każdej płaszczyźnie niemalże do samego końca. Kiedy ten nudny dramat zmienia się w kino wampiryczne, to tak naprawdę zaczyna się cała zabawa. Nie jest to nic odkrywczego, ale daje jakiś tam fun. To co jest jednak mega zajebiste w tym filmie to... sekwencje muzyczne. Totalnie się tego nie spodziewałem - muzyka jest genialna, a pierwsza scena w klubie bliźniaków jak ich kuzyn zaczyna grać jest PETARDA. Później są jeszcze dwie dobre sekwencje śpiewane - na kinowym nagłośnieniu ten bluesowy basik buczał jak należy. W każdej z tych scen tuptałem nogą, do rytmu tak mi to siedział. Swój moment ma ten Jack O'Connell i też jest zajefajne! <br />
<br />
Nie wiem jeszcze co sądzić o finale tego filmu, który był według mnie niepotrzebny, no ale jak widać KKK musiał się pojawić :)<br />
<br />
Generalnie nie tego się spodziewałem, ale z kina wyszedłem względnie zadowolony. Dam naciągane 6/10 głównie za sekwencje muzyczne, fajnego O'Connella, mimo wszystko coś świeżego w kinie wampiryczno-rozrywkowym.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Warfare (2025)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Warfare-2025--6673</link>
			<pubDate>Thu, 10 Apr 2025 14:49:06 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Warfare-2025--6673</guid>
			<description><![CDATA[Szykuje się prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów 2025 roku. A na pewno jeden z najlepszych wojennych akcyjniaków od czasów Black Hawk Down.<br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/hg5Icjo.jpeg" width="450" height="666" border="0" alt="[Obrazek: hg5Icjo.jpeg]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Fabuła:</span> Oddział Navy SEALs wyrusza na niebezpieczną misję w irackim Ramadi. W wyniku osaczenia ich pozycji przez lokalne bojówki są zmuszeni do obrony i ucieczki. <br />
<br />
Film ukazuje 95-minutowy zapis tej potyczki, jaka miała miejsce w 2006 roku. Bez cięć, skoków w różne linie czasowe, bez szerokiego tła. Czysta, wojenna nawalanka. Reżyseruje Ray Mendoza, były żołnierz, pracował pracował jako techniczny konsultant przy Lone Survivor, Terminal List czy Civil War. Z tego ostatniego wyciągnął do współpracy Alexa Garlanda i tak o to powstał Warfare.<br />
<br />
Amerykanie zawsze byli dobrzy w laurki dla swoich żołnierzy. I nie mam tego im za złe, bo takie produkcje nakręcają ducha walki i patriotyzmu :)<br />
<br />
Krytycy zwracają uwagę, że chyba żaden film wojenny nie miał do tej pory tak kapitalnego udźwiękowienia. Warto posłuchać odgłosów spadających łusek w tym klipie:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/qOuNQygbqY0?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Premiera w USA jutro. W Cebulandii premiery na tę chwilę BRAK.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Szykuje się prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów 2025 roku. A na pewno jeden z najlepszych wojennych akcyjniaków od czasów Black Hawk Down.<br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/hg5Icjo.jpeg" width="450" height="666" border="0" alt="[Obrazek: hg5Icjo.jpeg]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">Fabuła:</span> Oddział Navy SEALs wyrusza na niebezpieczną misję w irackim Ramadi. W wyniku osaczenia ich pozycji przez lokalne bojówki są zmuszeni do obrony i ucieczki. <br />
<br />
Film ukazuje 95-minutowy zapis tej potyczki, jaka miała miejsce w 2006 roku. Bez cięć, skoków w różne linie czasowe, bez szerokiego tła. Czysta, wojenna nawalanka. Reżyseruje Ray Mendoza, były żołnierz, pracował pracował jako techniczny konsultant przy Lone Survivor, Terminal List czy Civil War. Z tego ostatniego wyciągnął do współpracy Alexa Garlanda i tak o to powstał Warfare.<br />
<br />
Amerykanie zawsze byli dobrzy w laurki dla swoich żołnierzy. I nie mam tego im za złe, bo takie produkcje nakręcają ducha walki i patriotyzmu :)<br />
<br />
Krytycy zwracają uwagę, że chyba żaden film wojenny nie miał do tej pory tak kapitalnego udźwiękowienia. Warto posłuchać odgłosów spadających łusek w tym klipie:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/qOuNQygbqY0?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Premiera w USA jutro. W Cebulandii premiery na tę chwilę BRAK.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>