<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe - Filmy zagraniczne]]></title>
		<link>https://forumkmf.pl/</link>
		<description><![CDATA[Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe - https://forumkmf.pl]]></description>
		<pubDate>Sun, 21 Jun 2026 01:02:52 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Dinosaurs of the Wild West - reż. Luke Sparke]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Dinosaurs-of-the-Wild-West-re%C5%BC-Luke-Sparke--6750</link>
			<pubDate>Tue, 16 Jun 2026 19:17:04 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Dinosaurs-of-the-Wild-West-re%C5%BC-Luke-Sparke--6750</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/0ytfJpKd/The-Wild-West-Was-Built-On-Dinosaurs-Poster-Final-Small.webp" border="0" alt="[Obrazek: The-Wild-West-Was-Built-On-Dinosaurs-Pos...Small.webp]" /><br />
<br />
Australijski twórca niezwykle ciepło przyjętego przez widzów i całkiem niezłego (w szczególności biorąc pod uwagę mikroskopijny jak na taką skalę filmu budżet) <a href="https://forumkmf.pl/Thread-Primitive-War-2025-reż-Luke-Sparks--6688" target="_blank">"Primitive War"</a> Luke Sparke wraz ze swoją ekipą produkcyjną pod szyldem Sparke Films przygotowują western z dinozaurami, którego oficjalna zapowiedź właśnie trafiła do sieci i wygląda naprawdę obiecująco:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/-booyKdAS9s?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Zaskoczyli mnie tym totalnie bo choć wiedziałem, że coś tam szykują a i sam Sparke za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych zapowiadał niedawno jakąś niespodziankę to absolutnie nie spodziewałem się czegoś takiego. Za 20 dni ma pojawić się pełny zwiastun i tego samego dnia ma ruszyć też kampania na Kickstarterze, gdyż pewnie cały czas zbierane są fundusze na tę produkcję. A jeśli wierzyć jej twórcom, ma to być niesamowicie ambitna nowa opowieść łącząca w sobie westernową estetykę i dinozaury, które w tym świecie współistnieją z ludźmi od wieków. Całość zainspirowana została pracami Shauna Keenana z serii "Dinosaurs of the Wild West", które kilka lat temu miały zostać wydane w formie książkowej ale z tego co mi wiadomo nic z tego ostatecznie nie wyszło. Kilka z nich poniżej:<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/8nHtMXKP/shaun-keenan-girl-story-10.jpg" border="0" alt="[Obrazek: shaun-keenan-girl-story-10.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/LdbKQnF5/shaun-keenan-centro-hunt-wide.jpg" border="0" alt="[Obrazek: shaun-keenan-centro-hunt-wide.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/QFCPL5Ks/shaun-keenan-raptor-invasion-wide.jpg" border="0" alt="[Obrazek: shaun-keenan-raptor-invasion-wide.jpg]" /><br />
<br />
Więcej grafik jego autorstwa pod <a href="https://shaunmichaelkeenan.artstation.com/projects/gJPG1Q" target="_blank">tym</a> adresem. Nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że na zajawkach się nie skończy i doczekamy się finalnej, filmowej wersji tego niezwykle ciekawie zapowiadającego się projektu. Jako wielki fan "The Valley of Gwangi" (1969) w reżyserii Jima O'Connolly'ego z poklatkowymi efektami Raya Harryhausena czekałem na jakiś podobny współczesny projekt, który nie wyglądałby jak nakręcony za drobne i być może wkrótce to moje oczekiwanie się skończy. Trzymam kciuki za powodzenie samej kampanii jak i tego całego przedsięwzięcia bo im więcej różnych obrazów z dinozaurami tym lepiej, tym bardziej tak niecodziennych, ambitnych i mimo wszystko oryginalnych.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/0ytfJpKd/The-Wild-West-Was-Built-On-Dinosaurs-Poster-Final-Small.webp" border="0" alt="[Obrazek: The-Wild-West-Was-Built-On-Dinosaurs-Pos...Small.webp]" /><br />
<br />
Australijski twórca niezwykle ciepło przyjętego przez widzów i całkiem niezłego (w szczególności biorąc pod uwagę mikroskopijny jak na taką skalę filmu budżet) <a href="https://forumkmf.pl/Thread-Primitive-War-2025-reż-Luke-Sparks--6688" target="_blank">"Primitive War"</a> Luke Sparke wraz ze swoją ekipą produkcyjną pod szyldem Sparke Films przygotowują western z dinozaurami, którego oficjalna zapowiedź właśnie trafiła do sieci i wygląda naprawdę obiecująco:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/-booyKdAS9s?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Zaskoczyli mnie tym totalnie bo choć wiedziałem, że coś tam szykują a i sam Sparke za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych zapowiadał niedawno jakąś niespodziankę to absolutnie nie spodziewałem się czegoś takiego. Za 20 dni ma pojawić się pełny zwiastun i tego samego dnia ma ruszyć też kampania na Kickstarterze, gdyż pewnie cały czas zbierane są fundusze na tę produkcję. A jeśli wierzyć jej twórcom, ma to być niesamowicie ambitna nowa opowieść łącząca w sobie westernową estetykę i dinozaury, które w tym świecie współistnieją z ludźmi od wieków. Całość zainspirowana została pracami Shauna Keenana z serii "Dinosaurs of the Wild West", które kilka lat temu miały zostać wydane w formie książkowej ale z tego co mi wiadomo nic z tego ostatecznie nie wyszło. Kilka z nich poniżej:<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/8nHtMXKP/shaun-keenan-girl-story-10.jpg" border="0" alt="[Obrazek: shaun-keenan-girl-story-10.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/LdbKQnF5/shaun-keenan-centro-hunt-wide.jpg" border="0" alt="[Obrazek: shaun-keenan-centro-hunt-wide.jpg]" /><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/QFCPL5Ks/shaun-keenan-raptor-invasion-wide.jpg" border="0" alt="[Obrazek: shaun-keenan-raptor-invasion-wide.jpg]" /><br />
<br />
Więcej grafik jego autorstwa pod <a href="https://shaunmichaelkeenan.artstation.com/projects/gJPG1Q" target="_blank">tym</a> adresem. Nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że na zajawkach się nie skończy i doczekamy się finalnej, filmowej wersji tego niezwykle ciekawie zapowiadającego się projektu. Jako wielki fan "The Valley of Gwangi" (1969) w reżyserii Jima O'Connolly'ego z poklatkowymi efektami Raya Harryhausena czekałem na jakiś podobny współczesny projekt, który nie wyglądałby jak nakręcony za drobne i być może wkrótce to moje oczekiwanie się skończy. Trzymam kciuki za powodzenie samej kampanii jak i tego całego przedsięwzięcia bo im więcej różnych obrazów z dinozaurami tym lepiej, tym bardziej tak niecodziennych, ambitnych i mimo wszystko oryginalnych.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Whalefall (2026) - Pinokio live action]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Whalefall-2026-Pinokio-live-action--6747</link>
			<pubDate>Tue, 09 Jun 2026 19:26:35 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Whalefall-2026-Pinokio-live-action--6747</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/mVmVLk5C/1.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 1.jpg]" /><br />
<br />
Są pewne pomysły na filmy, które na pierwszy rzut oka wydają się kuriozalne lub najzwyczajniej w świecie idiotyczne, jednak po głębszym zastanowieniu dochodzimy do wniosku, że niekoniecznie - na pewno z takim konceptem mamy do czynienia w przypadku "Whalefall", czyli opartym na powieści Daniela Krausa (który był również współtwórcą scenariusza) z 2023 roku animal attack/survivalu w reżyserii Briana Duffielda, znanego przede wszystkim z "No One Will Save You".<br />
<br />
Główny patent w tym filmie jest bardzo prosty a jednocześnie w tej swojej prostocie genialny. Otóż płetwonurek zostaje przypadkowo połknięty przez ogromnego kaszalota i we wnętrzu tego potężnego wieloryba musi przeżyć i spróbować się z tej śmiertelnej pułapki wydostać. Brzmi super jeśli mówimy o animacji typu "Pinokio" czy totalnie fantastycznym i mangowym "One Piece", w którym z tego typu motywem mieliśmy do czynienia w 2 sezonie jego netflixowej live-action adaptacji. Tutaj jednak chodzi o jak najbardziej poważny thriller, dlatego do niedawna nie byłem jakoś przesadnie podekscytowany wizją tego typu filmu. I to nawet pomimo tego, że sama powieść Krausa została świetnie przyjęta a choćby przez krytyków z New York Times wymieniana była na liście najlepszych thrillerów 2023 roku i porównywana do książkowego a także filmowego wcielenia innego survivalowego obrazka, mianowicie opartego na prawdziwej historii Arona Ralstona "127 Hours".<br />
<br />
Mimo wszystko czekałem na pierwsze zapowiedzi tego filmu z niecierpliwością, a że w Holly tego typu książki są momentalnie ekranizowane, prawa do "Whalefall" zostały od razu zakupione przez Imagine Entertainment, dystrybutorem zostało 20th Century Fox i na pierwsze konkrety nie musieliśmy zbyt długo czekać. W obsadzie znajdziemy kilka naprawdę głośnych i znanych nazwisk, takich jak choćby Josh Brolin, Elizabeth Shue czy John Ortiz. Z kolei w nurka walczącego o życie w bebechach gigantycznego walenia wcieli się znany z "Weapons" Austin Abrams. Dosłownie przed chwilę udostępniono pierwszy zwiastun tej niesamowicie ciekawie zapowiadającej się produkcji, który robi naprawdę duże wrażenie - szczerze przyznam, że już dawno nie widziałem tak znakomitej zajawki do jakiegokolwiek filmu. Premiera "Whalefall" zapowiedziana została na 16 października tego roku w Stanach Zjednoczonych i mam ogromną nadzieję, że film Duffielda trafi tez do polskich kin bo zapowiada się niezwykle interesująco. Zresztą, sami rzućcie okiem:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/67ho3OxCmmM?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/mVmVLk5C/1.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 1.jpg]" /><br />
<br />
Są pewne pomysły na filmy, które na pierwszy rzut oka wydają się kuriozalne lub najzwyczajniej w świecie idiotyczne, jednak po głębszym zastanowieniu dochodzimy do wniosku, że niekoniecznie - na pewno z takim konceptem mamy do czynienia w przypadku "Whalefall", czyli opartym na powieści Daniela Krausa (który był również współtwórcą scenariusza) z 2023 roku animal attack/survivalu w reżyserii Briana Duffielda, znanego przede wszystkim z "No One Will Save You".<br />
<br />
Główny patent w tym filmie jest bardzo prosty a jednocześnie w tej swojej prostocie genialny. Otóż płetwonurek zostaje przypadkowo połknięty przez ogromnego kaszalota i we wnętrzu tego potężnego wieloryba musi przeżyć i spróbować się z tej śmiertelnej pułapki wydostać. Brzmi super jeśli mówimy o animacji typu "Pinokio" czy totalnie fantastycznym i mangowym "One Piece", w którym z tego typu motywem mieliśmy do czynienia w 2 sezonie jego netflixowej live-action adaptacji. Tutaj jednak chodzi o jak najbardziej poważny thriller, dlatego do niedawna nie byłem jakoś przesadnie podekscytowany wizją tego typu filmu. I to nawet pomimo tego, że sama powieść Krausa została świetnie przyjęta a choćby przez krytyków z New York Times wymieniana była na liście najlepszych thrillerów 2023 roku i porównywana do książkowego a także filmowego wcielenia innego survivalowego obrazka, mianowicie opartego na prawdziwej historii Arona Ralstona "127 Hours".<br />
<br />
Mimo wszystko czekałem na pierwsze zapowiedzi tego filmu z niecierpliwością, a że w Holly tego typu książki są momentalnie ekranizowane, prawa do "Whalefall" zostały od razu zakupione przez Imagine Entertainment, dystrybutorem zostało 20th Century Fox i na pierwsze konkrety nie musieliśmy zbyt długo czekać. W obsadzie znajdziemy kilka naprawdę głośnych i znanych nazwisk, takich jak choćby Josh Brolin, Elizabeth Shue czy John Ortiz. Z kolei w nurka walczącego o życie w bebechach gigantycznego walenia wcieli się znany z "Weapons" Austin Abrams. Dosłownie przed chwilę udostępniono pierwszy zwiastun tej niesamowicie ciekawie zapowiadającej się produkcji, który robi naprawdę duże wrażenie - szczerze przyznam, że już dawno nie widziałem tak znakomitej zajawki do jakiegokolwiek filmu. Premiera "Whalefall" zapowiedziana została na 16 października tego roku w Stanach Zjednoczonych i mam ogromną nadzieję, że film Duffielda trafi tez do polskich kin bo zapowiada się niezwykle interesująco. Zresztą, sami rzućcie okiem:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/67ho3OxCmmM?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ucieczka z Alcatraz (1979) reż. Don Siegel]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Ucieczka-z-Alcatraz-1979-re%C5%BC-Don-Siegel--6746</link>
			<pubDate>Sat, 06 Jun 2026 12:17:54 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Ucieczka-z-Alcatraz-1979-re%C5%BC-Don-Siegel--6746</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/KSS0fH9zzFY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">historia oparta na faktach, do Alcatraz przeniesiony zostaje Frank Morris, który wielokrotnie uciekał z przeróżnych więzień więc i tym razem postanawia uciec z najpilniej strzeżonego więzienia (na tamte czasy - 1962 r.)</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">za dzieciaka kojarzyłem niektóre sceny ale wczoraj udało się pierwszy raz obejrzeć w całości</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">fabuła jest minimalistyczna, klimat surowy, o głównym bohaterze wiemy tylko tyle co wyżej oraz, że ma ponadprzeciętną inteligencję, chociaż dla mnie jakaś abstrakcja, że oni tymi papierowymi głowami, własnymi włosami które wzięli od fryzjera postanowili zmylić strażników</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Skazani na Shawshank korzystali trochę z tego filmu np. mamy więźnia który karmi zwierzaka, wynoszenie skutego gruzu, mamy surowych strażników i chujka naczelnika więc trudno nie przypuszczać, że właśnie takie jest więzienne życie i nic nowego w takim klimacie się nie wymyśli (chociaż zawsze można zaprojektować więzienie i pierdolnąć sobie tatuażu dla realizacji planu ucieczki)</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">reżyser oczywiście kieruje sympatię widza w stronę głównych bohaterów, podczas gdy strażnicy i naczelnik zakładu zostają ukazani głównie w negatywnym świetle ale nie robi tego przesadnie, powolne tempo narracji pozwala stopniowo odczuć narastające napięcie, podczas gdy każdy kadr od początku filmu oddaje klaustrofobiczną atmosferę więzienia</div>
<br />
Clint jak to Clint, bez zarzutów, mimika, tajemniczy wyraz twarzy, okazywanie emocji<br />
<br />
ogólnie dobrze zrealizowanym i trzymającym w napięciu film<br />
<br />
od mnie 6 na 10 chryzantem]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/KSS0fH9zzFY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">historia oparta na faktach, do Alcatraz przeniesiony zostaje Frank Morris, który wielokrotnie uciekał z przeróżnych więzień więc i tym razem postanawia uciec z najpilniej strzeżonego więzienia (na tamte czasy - 1962 r.)</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">za dzieciaka kojarzyłem niektóre sceny ale wczoraj udało się pierwszy raz obejrzeć w całości</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">fabuła jest minimalistyczna, klimat surowy, o głównym bohaterze wiemy tylko tyle co wyżej oraz, że ma ponadprzeciętną inteligencję, chociaż dla mnie jakaś abstrakcja, że oni tymi papierowymi głowami, własnymi włosami które wzięli od fryzjera postanowili zmylić strażników</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Skazani na Shawshank korzystali trochę z tego filmu np. mamy więźnia który karmi zwierzaka, wynoszenie skutego gruzu, mamy surowych strażników i chujka naczelnika więc trudno nie przypuszczać, że właśnie takie jest więzienne życie i nic nowego w takim klimacie się nie wymyśli (chociaż zawsze można zaprojektować więzienie i pierdolnąć sobie tatuażu dla realizacji planu ucieczki)</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">reżyser oczywiście kieruje sympatię widza w stronę głównych bohaterów, podczas gdy strażnicy i naczelnik zakładu zostają ukazani głównie w negatywnym świetle ale nie robi tego przesadnie, powolne tempo narracji pozwala stopniowo odczuć narastające napięcie, podczas gdy każdy kadr od początku filmu oddaje klaustrofobiczną atmosferę więzienia</div>
<br />
Clint jak to Clint, bez zarzutów, mimika, tajemniczy wyraz twarzy, okazywanie emocji<br />
<br />
ogólnie dobrze zrealizowanym i trzymającym w napięciu film<br />
<br />
od mnie 6 na 10 chryzantem]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[The End of Oak Street (2026), reż.  David Robert Mitchell]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-The-End-of-Oak-Street-2026-re%C5%BC-David-Robert-Mitchell--6745</link>
			<pubDate>Sat, 30 May 2026 13:50:53 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-The-End-of-Oak-Street-2026-re%C5%BC-David-Robert-Mitchell--6745</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/PjMnSe7-20I?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Pierwszy, powyższy zwiastun dość tajemniczy, ale robotę niewątpliwie robi wyczuwalny w nim klimat 80'tisowego Kina Nowej Przygody i tych wszystkich obrazków rozgrywających się gdzieś na amerykańskich przedmieściach, które to za małolata chłonęło się z VHS-ów na tony i nigdy nie miało się ich dość. Co wiadomo na pewno to fakt, że producentem jest J.J. Abrams, co obecnie jest raczej powodem do niepokoju niż jakąkolwiek wartością dodaną, z kolei nadzieję na coś co najmniej przyzwoitego daje osoba scenarzysty i reżysera, mianowicie Davida Roberta Mitchella, który na szersze wody wypłynął świetnym "It Follows" i późniejszym "Under the Silver Lake". <br />
<br />
Teraz, po ośmiu latach przerwy wraca właśnie z "The End of Oak Street" i jak sam mówi, inspiracją do napisania scenariusza była dla niego przechadzka po przedmieściach Michigan i zamknięta na łańcuch brama garażowa z walającymi się dookoła pojemnikami na śmieci - widok z jakąś niesamowitością nie mający absolutnie nic wspólnego jednak gość ponoć pomyślał sobie, że fajnie byłoby dodać do tego codziennego krajobrazu dinozaura i zastanowić się nad tym, co mogłoby się wtedy wydarzyć. Jak postanowił tak zrobił i już niedługo dostaniemy końcowy efekt tych jego rozważań pod postacią tego niewątpliwie bardzo ciekawie zapowiadającego się i kosztującego prawdopodobnie około 85 milionów dolarów obrazka z prehistorycznymi stworzeniami, który nie nazywa się "Jurassic Park" ani "Jurassic World", co już samo w sobie jest pewnego rodzaju powiewem świeżości i czymś, na co masa ludzi czekała a co do niedawna nie wiedzieć czemu nie było w żaden sposób przez twórców z Holly realizowane. <br />
<br />
Obsada gwiazdorska, bo na "Końcu ulicy Dębowej" zamieszkali choćby Anne Hathaway i Evan McGregor, a jak mówi sam reżyser, główną filmową inspiracją wcale nie był dla niego kultowy obraz Stevena Spielberga z 1993 roku a bardziej produkcje takie jak "The Twilight Zone", "Poltergeist", "Signs" Shyamalana i co mnie zainteresowało najbardziej, jeden z moich najukochańszych filmów o dinozaurach, mianowicie klasyczny "The Valley of Gwangi" Jima O'Connolly'ego z 1969 roku ze znakomitymi efektami poklatkowymi mistrza Raya Harryhausena. Niesamowicie jestem ciekawy co z tej mieszanki wyjdzie i nie mogę się doczekać 14 sierpnia, kiedy to film zadebiutuje nie tylko w amerykańskich ale i naszych rodzimych kinach. <br />
<br />
W poniedziałek podobno kolejny zwiastun a zainteresowanych po więcej szczegółów odsyłam do opublikowanego wczoraj na <a href="https://ew.com/the-end-of-oak-street-david-robert-mitchell-exclusive-11985146" target="_blank">Entertainment Weekly</a> artykułu i zawartego w nim wywiadu z reżyserem filmu, w którym ten mówi choćby o swojej miłości do filmów Brana De Palmy i stosowanych przez niego ujęć z podwójną głębią ostrości, tzw. split diopter shot, które mają być również wykorzystane przez niego przy okazji omawianego obrazka. Na zachętę i osłodę do czasu drugiego zwiastuna nowa fota z dinkiem, najprawdopodobniej allozaurem, który goni rudego:<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/Y4Wn02v2/The-End-of-Oak-Street467-05272026-ad34d8079102489fa63c7c6d4174eb99.webp" border="0" alt="[Obrazek: The-End-of-Oak-Street467-05272026-ad34d8...4eb99.webp]" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/PjMnSe7-20I?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Pierwszy, powyższy zwiastun dość tajemniczy, ale robotę niewątpliwie robi wyczuwalny w nim klimat 80'tisowego Kina Nowej Przygody i tych wszystkich obrazków rozgrywających się gdzieś na amerykańskich przedmieściach, które to za małolata chłonęło się z VHS-ów na tony i nigdy nie miało się ich dość. Co wiadomo na pewno to fakt, że producentem jest J.J. Abrams, co obecnie jest raczej powodem do niepokoju niż jakąkolwiek wartością dodaną, z kolei nadzieję na coś co najmniej przyzwoitego daje osoba scenarzysty i reżysera, mianowicie Davida Roberta Mitchella, który na szersze wody wypłynął świetnym "It Follows" i późniejszym "Under the Silver Lake". <br />
<br />
Teraz, po ośmiu latach przerwy wraca właśnie z "The End of Oak Street" i jak sam mówi, inspiracją do napisania scenariusza była dla niego przechadzka po przedmieściach Michigan i zamknięta na łańcuch brama garażowa z walającymi się dookoła pojemnikami na śmieci - widok z jakąś niesamowitością nie mający absolutnie nic wspólnego jednak gość ponoć pomyślał sobie, że fajnie byłoby dodać do tego codziennego krajobrazu dinozaura i zastanowić się nad tym, co mogłoby się wtedy wydarzyć. Jak postanowił tak zrobił i już niedługo dostaniemy końcowy efekt tych jego rozważań pod postacią tego niewątpliwie bardzo ciekawie zapowiadającego się i kosztującego prawdopodobnie około 85 milionów dolarów obrazka z prehistorycznymi stworzeniami, który nie nazywa się "Jurassic Park" ani "Jurassic World", co już samo w sobie jest pewnego rodzaju powiewem świeżości i czymś, na co masa ludzi czekała a co do niedawna nie wiedzieć czemu nie było w żaden sposób przez twórców z Holly realizowane. <br />
<br />
Obsada gwiazdorska, bo na "Końcu ulicy Dębowej" zamieszkali choćby Anne Hathaway i Evan McGregor, a jak mówi sam reżyser, główną filmową inspiracją wcale nie był dla niego kultowy obraz Stevena Spielberga z 1993 roku a bardziej produkcje takie jak "The Twilight Zone", "Poltergeist", "Signs" Shyamalana i co mnie zainteresowało najbardziej, jeden z moich najukochańszych filmów o dinozaurach, mianowicie klasyczny "The Valley of Gwangi" Jima O'Connolly'ego z 1969 roku ze znakomitymi efektami poklatkowymi mistrza Raya Harryhausena. Niesamowicie jestem ciekawy co z tej mieszanki wyjdzie i nie mogę się doczekać 14 sierpnia, kiedy to film zadebiutuje nie tylko w amerykańskich ale i naszych rodzimych kinach. <br />
<br />
W poniedziałek podobno kolejny zwiastun a zainteresowanych po więcej szczegółów odsyłam do opublikowanego wczoraj na <a href="https://ew.com/the-end-of-oak-street-david-robert-mitchell-exclusive-11985146" target="_blank">Entertainment Weekly</a> artykułu i zawartego w nim wywiadu z reżyserem filmu, w którym ten mówi choćby o swojej miłości do filmów Brana De Palmy i stosowanych przez niego ujęć z podwójną głębią ostrości, tzw. split diopter shot, które mają być również wykorzystane przez niego przy okazji omawianego obrazka. Na zachętę i osłodę do czasu drugiego zwiastuna nowa fota z dinkiem, najprawdopodobniej allozaurem, który goni rudego:<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/Y4Wn02v2/The-End-of-Oak-Street467-05272026-ad34d8079102489fa63c7c6d4174eb99.webp" border="0" alt="[Obrazek: The-End-of-Oak-Street467-05272026-ad34d8...4eb99.webp]" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Motor City (reż. Potsy Ponciroli)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Motor-City-re%C5%BC-Potsy-Ponciroli--6742</link>
			<pubDate>Tue, 19 May 2026 14:17:55 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Motor-City-re%C5%BC-Potsy-Ponciroli--6742</guid>
			<description><![CDATA[W tym filmie padają podobno 4 zdania dialogu. Fabuła jest taka, że chłop wychodzi z pierdla i poprzysięga zemstę na wszystkich, którzy mu w życiu nabruździli. <br />
<br />
Akcja dzieje się w latach 70. w Detroit i ogólnie całość sprawia wrażenie mocnej stylizacji na epokę.<br />
<br />
Zobaczymy. Ja już i tak nie oglądam prawie nic współczesnego. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/JHMPxTWI4sQ?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[W tym filmie padają podobno 4 zdania dialogu. Fabuła jest taka, że chłop wychodzi z pierdla i poprzysięga zemstę na wszystkich, którzy mu w życiu nabruździli. <br />
<br />
Akcja dzieje się w latach 70. w Detroit i ogólnie całość sprawia wrażenie mocnej stylizacji na epokę.<br />
<br />
Zobaczymy. Ja już i tak nie oglądam prawie nic współczesnego. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/JHMPxTWI4sQ?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Hope (2026) reż. Na Hong-jin]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Hope-2026-re%C5%BC-Na-Hong-jin--6740</link>
			<pubDate>Tue, 12 May 2026 13:57:45 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Hope-2026-re%C5%BC-Na-Hong-jin--6740</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/KxY4DXYr/hope-quad.jpg" border="0" alt="[Obrazek: hope-quad.jpg]" /><br />
<br />
Na Hong-jin (<a href="https://forumkmf.pl/Thread-The-Chaser-reż-Hong-jin-Na-SPOJLERY--1109" target="_blank">"The Chaser"</a>, <a href="https://forumkmf.pl/Thread-The-Yellow-Sea-reż-Na-Hong-jin--3069" target="_blank">"The Yellow Sea"</a>, <a href="https://forumkmf.pl/Thread-Gok-seong-aka-The-Wailing-2016-reż-Hong-jin-Na--4278" target="_blank">"The Wailing"</a>) wraca po 10 latach z nowym filmem i z tego co można wyczytać będzie to thriller sci-fi z elementami horroru i będą w nim kosmici. Ile w tym prawdy pojęcia nie mam bo na razie dali tylko ten jeden krótki klip i kilka obrazków:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/WtwRz5bfJgA?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite><img src="https://i.ibb.co/SHTtTWq/2y971tusl8yg1.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 2y971tusl8yg1.jpg]" /><br />
<br />
Set in the 1970s and 1980s, 'HOPE' is described as a sci-fi film with a fresh and unconventional take on the genre. Na has hinted at a mix of intricate, brutal narratives intertwined with elements of Korea’s socio-political atmosphere during that era, particularly the anti-communist sentiments in rural areas.</blockquote>
<br />
Fabuła opowiadać ma o mieszkańcach pewnej odizolowanej wioski portowej, którzy rzekomo atakowani są przez tygrysa. Jak się jednak okaże, prawda jest dużo bardziej niespodziewana i niesamowita. W filmie występują Hwang Jung-min ("The Wailing"), Zo In-sung ("Moving"), Hoyeon ("Squid Game"), Michael Fassbender ("The Killer"), Alicia Vikander ("Ex Machina"), Taylor Russell ("Bones and All") i Cameron Britton ("Mindhunter"). "Hope" ma mieć swoją światową premierę 17 maja na otwierającym się właśnie 79 Festiwalu w Cannes, gdzie powalczy o Złotą Palmę. Z tego co wyczytałem, planowane jest zrobienie trylogii a budżet pierwszego filmu oscyluje w okolicach 25 milionów dolarów. Jeden z najciekawszych reżyserów ostatnich lat, niezła obsada - można, nomen omen, mieć nadzieję, że wyjdzie z tego coś naprawdę interesującego.<br />
<br />
Btw - dla zainteresowanych dorzucam napisany i wyreżyserowany przez Na Hong-jina w 2023 roku krótkometrażowy "Faith", który został nakręcony w całości na Samsungu Galaxy S23 Ultra:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/jivaMB7Czs0?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Making of:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/cxDm_5eqyLk?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/KxY4DXYr/hope-quad.jpg" border="0" alt="[Obrazek: hope-quad.jpg]" /><br />
<br />
Na Hong-jin (<a href="https://forumkmf.pl/Thread-The-Chaser-reż-Hong-jin-Na-SPOJLERY--1109" target="_blank">"The Chaser"</a>, <a href="https://forumkmf.pl/Thread-The-Yellow-Sea-reż-Na-Hong-jin--3069" target="_blank">"The Yellow Sea"</a>, <a href="https://forumkmf.pl/Thread-Gok-seong-aka-The-Wailing-2016-reż-Hong-jin-Na--4278" target="_blank">"The Wailing"</a>) wraca po 10 latach z nowym filmem i z tego co można wyczytać będzie to thriller sci-fi z elementami horroru i będą w nim kosmici. Ile w tym prawdy pojęcia nie mam bo na razie dali tylko ten jeden krótki klip i kilka obrazków:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/WtwRz5bfJgA?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite><img src="https://i.ibb.co/SHTtTWq/2y971tusl8yg1.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 2y971tusl8yg1.jpg]" /><br />
<br />
Set in the 1970s and 1980s, 'HOPE' is described as a sci-fi film with a fresh and unconventional take on the genre. Na has hinted at a mix of intricate, brutal narratives intertwined with elements of Korea’s socio-political atmosphere during that era, particularly the anti-communist sentiments in rural areas.</blockquote>
<br />
Fabuła opowiadać ma o mieszkańcach pewnej odizolowanej wioski portowej, którzy rzekomo atakowani są przez tygrysa. Jak się jednak okaże, prawda jest dużo bardziej niespodziewana i niesamowita. W filmie występują Hwang Jung-min ("The Wailing"), Zo In-sung ("Moving"), Hoyeon ("Squid Game"), Michael Fassbender ("The Killer"), Alicia Vikander ("Ex Machina"), Taylor Russell ("Bones and All") i Cameron Britton ("Mindhunter"). "Hope" ma mieć swoją światową premierę 17 maja na otwierającym się właśnie 79 Festiwalu w Cannes, gdzie powalczy o Złotą Palmę. Z tego co wyczytałem, planowane jest zrobienie trylogii a budżet pierwszego filmu oscyluje w okolicach 25 milionów dolarów. Jeden z najciekawszych reżyserów ostatnich lat, niezła obsada - można, nomen omen, mieć nadzieję, że wyjdzie z tego coś naprawdę interesującego.<br />
<br />
Btw - dla zainteresowanych dorzucam napisany i wyreżyserowany przez Na Hong-jina w 2023 roku krótkometrażowy "Faith", który został nakręcony w całości na Samsungu Galaxy S23 Ultra:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/jivaMB7Czs0?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Making of:<br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/cxDm_5eqyLk?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[The Passion of the Christ (2004) & The Resurrection of the Christ (2027)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-The-Passion-of-the-Christ-2004-The-Resurrection-of-the-Christ-2027--6736</link>
			<pubDate>Fri, 01 May 2026 19:26:16 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-The-Passion-of-the-Christ-2004-The-Resurrection-of-the-Christ-2027--6736</guid>
			<description><![CDATA[Nie może być tak, że jakieś pierdołowate filmy Mela mają swoje tematy, a trzy Pasje nie mają i gadamy o nich w temacie Mela. W wolnej chwili mogę poprzenosić kilka postów, ale może być o to dosyć trudno, bo cholera wie od kiedy zacząć.<br />
<br />
W każdym razie niedawno zakończono długaśne zdjęcia (134 dni!): <iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/tXgwsN3L1E4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>‘Resurrection’ was shot as two separate films, with each part reportedly budgeted at about &#36;100–&#36;125M per instalment. That means the combined production budget for both parts is around &#36;250 million+ — making it by far the most expensive film (or films) Gibson has ever directed.<br />
<br />
There will be a significant amount of VFX used in the film, which Gibson has described as “super ambitious” and “an acid trip,” featuring angelic and demonic battles and Christ’s descent into hell — a semi-accessible thrill ride designed to justify the massive budget.<br />
More curiously, to avoid “alienating” audiences — and unlike the original — the dialogue will reportedly be in English rather than Aramaic or Hebrew.<br />
As previously reported, original leads Jim Caviezel and Monica Bellucci will not be returning. In their place, relatively lesser-known talents take the reins: Finnish actor Jaakko Ohtonen plays Jesus, Cuban actress Mariela Garriga is Mary Magdalene, Polish-born Kasia Smutniak portrays Mary, Italy’s Pier Luigi Pasino is Peter, and Riccardo Scamarcio takes on Pontius Pilate. Rupert Everett remains a mysterious addition.<br />
Lionsgate has dated “The Resurrection of the Christ” as a two-part release. Part One is set to open on March 26, 2027 (Good Friday), with Part Two following exactly 40 days later on Thursday, May 6, 2027 (Ascension Day).</blockquote>
Wielką zagadką jest dla mnie ten dwuczęściowy projekt. Jakoś mi umknęło, że budżet naprawdę jest taki wielki - skąd tak dyskredytowany przez środowisko Mel zdołał zebrać ćwierć miliarda dolców??? I tak biznesowo mi się to kiepsko spina: z jednej strony dzikie miliony na kwasowe efekty specjalne, przejście na angielski, żeby rzekomo przyciągnąć większą publikę, a z drugiej kompletnie anonimowi aktorzy - w jedynce przynajmniej była Bellucci, a Caviezel w porównaniu do... sprawdzam notatki: Jaakko Othonena, to był gwiazdą.<br />
Przez lata byłem przekonany, że jeśli Melowi się uda to przepchnąć, to będzie taki bieda sequel zrobiony za 25 baniek, a nie jeden z najdroższych filmów roku, w dodatku taki w którym aktorzy zapewne zagrali za czapkę gruszek, no czyli większość wydano po prostu na produkcję. Trzecia Diuna kosztowała koło 200 mln, a tam grają Chalamet, Zendaya, Barden, Pattison, Taylor-Joy, Ferguson, Momoa, Pugh - pewnie każde z nich dostało większą wypłatę niż całą obsada drugiej Pasji.<br />
Jeszcze większą zagadką jest oczywiście co do cholery można pokazywać w zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa przez ~4-5 godzin??]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie może być tak, że jakieś pierdołowate filmy Mela mają swoje tematy, a trzy Pasje nie mają i gadamy o nich w temacie Mela. W wolnej chwili mogę poprzenosić kilka postów, ale może być o to dosyć trudno, bo cholera wie od kiedy zacząć.<br />
<br />
W każdym razie niedawno zakończono długaśne zdjęcia (134 dni!): <iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/tXgwsN3L1E4?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>‘Resurrection’ was shot as two separate films, with each part reportedly budgeted at about &#36;100–&#36;125M per instalment. That means the combined production budget for both parts is around &#36;250 million+ — making it by far the most expensive film (or films) Gibson has ever directed.<br />
<br />
There will be a significant amount of VFX used in the film, which Gibson has described as “super ambitious” and “an acid trip,” featuring angelic and demonic battles and Christ’s descent into hell — a semi-accessible thrill ride designed to justify the massive budget.<br />
More curiously, to avoid “alienating” audiences — and unlike the original — the dialogue will reportedly be in English rather than Aramaic or Hebrew.<br />
As previously reported, original leads Jim Caviezel and Monica Bellucci will not be returning. In their place, relatively lesser-known talents take the reins: Finnish actor Jaakko Ohtonen plays Jesus, Cuban actress Mariela Garriga is Mary Magdalene, Polish-born Kasia Smutniak portrays Mary, Italy’s Pier Luigi Pasino is Peter, and Riccardo Scamarcio takes on Pontius Pilate. Rupert Everett remains a mysterious addition.<br />
Lionsgate has dated “The Resurrection of the Christ” as a two-part release. Part One is set to open on March 26, 2027 (Good Friday), with Part Two following exactly 40 days later on Thursday, May 6, 2027 (Ascension Day).</blockquote>
Wielką zagadką jest dla mnie ten dwuczęściowy projekt. Jakoś mi umknęło, że budżet naprawdę jest taki wielki - skąd tak dyskredytowany przez środowisko Mel zdołał zebrać ćwierć miliarda dolców??? I tak biznesowo mi się to kiepsko spina: z jednej strony dzikie miliony na kwasowe efekty specjalne, przejście na angielski, żeby rzekomo przyciągnąć większą publikę, a z drugiej kompletnie anonimowi aktorzy - w jedynce przynajmniej była Bellucci, a Caviezel w porównaniu do... sprawdzam notatki: Jaakko Othonena, to był gwiazdą.<br />
Przez lata byłem przekonany, że jeśli Melowi się uda to przepchnąć, to będzie taki bieda sequel zrobiony za 25 baniek, a nie jeden z najdroższych filmów roku, w dodatku taki w którym aktorzy zapewne zagrali za czapkę gruszek, no czyli większość wydano po prostu na produkcję. Trzecia Diuna kosztowała koło 200 mln, a tam grają Chalamet, Zendaya, Barden, Pattison, Taylor-Joy, Ferguson, Momoa, Pugh - pewnie każde z nich dostało większą wypłatę niż całą obsada drugiej Pasji.<br />
Jeszcze większą zagadką jest oczywiście co do cholery można pokazywać w zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa przez ~4-5 godzin??]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Apex (2026) i szeroko pojęte kino survivalowe]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Apex-2026-i-szeroko-poj%C4%99te-kino-survivalowe--6735</link>
			<pubDate>Sat, 25 Apr 2026 02:23:27 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Apex-2026-i-szeroko-poj%C4%99te-kino-survivalowe--6735</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Apex (Alfa), 2026. </span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/RmWJLqQ/vlcsnap-2026-04-25-02h27m47s913.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-04-25-02h27m47s913.png]" /><br />
<br />
Od razu przyznam się bez bicia - lubię filmowe survivale. Jasne, często jest to kino mocno schematyczne i korzystające z dosyć prostych sztuczek sprawiających, że z jednej strony wiem, że oglądam coś oklepanego i przeżutego przez kinematografię na setki czy nawet tysiące sposobów, z drugiej jeśli ten szablon jest pomyślany i zrobiony porządnie potrafi to być kino niesamowicie wciągające i trzymające w napięciu, przez co też szalenie rozrywkowe. Lubię odpalić sobie tego typu film i z pozycji leżącej oglądać zmagania różnych ludzi z przeróżnymi przeciwnościami losu, których wspólnym mianownikiem jest to co dla człowieka i każdej istoty żyjącej najważniejsze a także najbardziej pierwotne - przetrwanie. <br />
<br />
"Apex" (czy jak kto woli po naszemu "Alfa") to taki najbardziej typowy przedstawiciel tego typu kina - ktoś trafia na zadupie, w którym jak się później okazuje nie jest sam i po chwili zaczyna się ucieczka i walka o przeżycie. To, co najnowszy obrazek Netflixa ciut wyróżnia na tle wielu podobnych mu produkcji to swego rodzaju sznyt wspinaczkowy, który jest tutaj dość ważny fabularnie - w ostatnich latach aktywności coraz bardziej popularnej wśród ludzi szukających mocniejszych wrażeń i lubiących adrenalinę. I podobnie jest z bohaterką tego filmu, w którą wciela się przeważnie świetna Charlize Theron, która mimo wszystko w produkcjach giganta streamingowego nie miała według mnie ostatnio najlepszej passy. Na szczęście w tym przypadku wypada tak jak nas do tego przyzwyczaiła i w przekonujący sposób wchodzi w buty Sashy, miłośniczki sportów ekstremalnych, która po tragicznej śmierci ukochanego w trakcie wspólnej wspinaczki postanawia wybrać się do Australii i poczuć kop dopaminowy podczas samotnego spływu kajakowego jedną z płynących gdzieś na tamtejszym zadupiu rzek. Pech chce, że trafia na niezbyt normalnego gościa imieniem Ben, który postanawia sobie na nią zapolować. <br />
<br />
Fabuła można by rzec typowa i naprawdę prosta, co jednak w przypadku tego typu kina przeważnie nie jest wadą, bo chodzi w nim w sumie o to samo, o co głównym bohaterom tych opowieści - oglądamy takie filmiki żeby poczuć napięcie i jakiś lekki skok adrenaliny, lecz w przeciwieństwie od nich z bezpiecznej perspektywy naszej kanapy czy kinowego fotela. I nie ma w tym absolutnie nic złego, a jeśli dodatkowo jest to wszystko sprawnie nakręcone może sprawić masę radochy podczas seansu. I tego szczerze mówiąc trochę się obawiałem w przypadku "Alfy" - zwiastun zrobił na mnie w miarę pozytywne wrażenie ale zawsze gdzieś z tyłu głowy jest ta obawa, że to w końcu Netflix, w którym rządzą algorytmy a nie chęć zrobienia kawałka dobrego filmu. Nawet nie uspokoiła mnie niezła obsada czy osoba reżysera, którym jest Baltasar Kormakur, islandzki filmowiec, który od czasu do czasu lubi sobie w Holly nakręcić jakieś survivalowe kino - ba, w 2015 roku zrobił on nawet opowiadający właśnie o wspinaczach "Everest". Z kolei ostatnim jego filmem jaki miałem okazję oglądać w kinie był "Beast" z Idrisem Elbą w roli głównej, w którym ten pośród afrykańskiego buszu musiał zmierzyć się z polującym na niego i jego córki lwem ludojadem (każdemu kto nie widział polecam, bo to naprawdę zaskakująco dobry film spod znaku animal attack). <br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/KpLPqCfY/vlcsnap-2026-04-25-02h27m09s496.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-04-25-02h27m09s496.png]" /><br />
<br />
W każdym razie zasiadając do seansu trochę z duszą na ramieniu (ostatnio obejrzany przeze mnie netflixowy "Thrash" delikatnie mówiąc nie poprawił mojego postrzegania ichniejszych produkcji) nie spodziewałem raczej niczego poza ładnymi widoczkami australijskiej przyrody bo z tego co zdążyłem się zorientować, film kręcono właśnie w kraju kangurów pośród prawdziwych gór i rzek. Uwielbiam tamtejsze krajobrazy i zawsze czerpię przyjemność z ich oglądania nawet gdy sam obrazek nie dostarcza - mimo wszystko Australia znana jest także ze znakomitego kina survivalowego, i tego z zacięciem horrorowym (ostatnio choćby kinowa i serialowa seria "Wolf Creek") ale i bardziej dramatycznym czy nastawionym na akcję - klasyczny "Turkey Shoot", dosyć popularny u nas w kraju w erze VHS "Fortress" Archa Nicholsona czy będący odpryskiem popularnego niegdyś nurtu rape &amp; revenge "Fair Game" z 1986 roku, że wymienię tylko kilka z nich. I nie przedłużając i zamulając już więcej spieszę donieść, że bardzo pozytywnie mnie najnowsze dzieło Kormakura zaskoczyło bo okazało się być naprawdę niezły filmem przetrwania i to nie z gatunku tych dla widza. <br />
<br />
Fabularnie cudów nie ma bo i być nie może, choć po początkowej dość schematycznej pierwszej godzinie trzeci akt nie wpada w pułapkę banału i sztampy i dla mnie osobiście był dość zaskakujący a jednocześnie pasujący do tego co było pokazane wcześniej, spinając całość całkiem pomysłową i przemyślaną klamrą. Oczywiście, nie jest to nic wybitnego ale biorąc pod uwagę setki obejrzanych przeze mnie podobnych produkcji zawsze jest człowiekowi miło, gdy ten oglądany właśnie film potrafi w jakiś tam sposób nie być aż takim jadącym od linijki bezdusznym obrazkiem. Dodatkowo realizacja jest na naprawdę dobrym poziomie i widać, że te ponad 50 milionów dolarów budżetu nie zostało wyrzucone w australijskie błoto - efekty wizualne są w większości naprawdę niezłe, tym bardziej że często gęsto w podobnych produkcjach nie jest to takie oczywiste szczególnie w scenach, w których mamy sporo green screenów. Tutaj jest może dosłownie kilka momentów, kiedy nie wygląda to zbyt naturalnie ale przez większość czasu prezentuje się nad wyraz przyzwoicie. <br />
<br />
Aktorzy też dają radę - gdzieś wyczytałem, że występujący w głównych rolach Charlize Theron i Taron Egerton przeszli nawet specjalny trening wspinaczkowy by wiarygodnie wypaść na ekranie. Oczywiście na ile jest to wszystko realistyczne nie mam zielonego pojęcia, bo mój kontakt z tym ekstremalnym sportem sprowadza się tylko i wyłącznie do subskrybowania i oglądania YouTubowego kanału Marcina Banota (w szczególności mogę polecić jego nastawiony właśnie na szeroko pojętą wspinaczkę kanał BNT) i trzeba by było zapytać się podobnych jemu wariatów ile ma to co widzimy wspólnego z rzeczywistością - aczkolwiek dla mnie jako kompletnego laika w tym temacie jest to pokazane wszystko tak, że spokojnie jestem w stanie w większości to kupić i nie musieć jakoś mocno zawieszać tutaj niewiary. <br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/8n4PxvVk/vlcsnap-2026-04-25-02h28m16s321.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-04-25-02h28m16s321.png]" /><br />
<br />
Szczególnie ten drugi w roli psychopatycznego mordercy zjada scenerię i pozytywnie zaskakuje - jasne, ostatnio już grał podobne postaci niezbyt zrównoważonych typów (choćby serial "Smoke" z Apple TV+), ale tutaj potrafił dodać jeszcze coś nowego i zaskakującego. W małych rólkach mamy jeszcze Erica Banę i Aarona Pedersena (polecam film "Goldstone" i "Mystery Road" a także serial pod tym samym tytułem, w których wciela się on w postać rdzennego australijskiego detektywa Jaya Swana), którzy nigdy nie schodzą poniżej przyzwoitego poziomu i nie inaczej jest też w tym przypadku, choć ich występ ogranicza się do dosłownie kilku ekranowych minut. Pierwsze skrzypce gra wcześniej wymieniona dwójka i niosą oni ten obrazek na swoich barkach naprawdę bezproblemowo. <br />
<br />
Jeśli miałbym się tutaj do czegoś przyczepić to byłaby to chwilami zbyt duża efekciarskość niektórych scen i pójście w fajne długie ujęcia stworzone z użyciem cyfrowych dublerów i takiej też kamery - po prostu widać chwilami sztuczność tych "stuntów" ale Kormakur chyba lubi tego typu rzeczy bo podobnie było choćby w "Beast", choć tam grało mi to mimo wszystko ciut lepiej i było trochę bardziej przemyślane i dopracowane. Nie jest to też w żadnej minucie coś, czego wcześniej gdzieś byśmy nie widzieli i jeśli komuś przeszkadza schematyczność tego typu kina no to nie dozna nagle żadnego fabularnego olśnienia. Mimo wszystko było tutaj sporo miejsca na wyrżnięcie się przez twórców na ryj ale w większości udało im się bardzo sprawnie tego uniknąć. <br />
<br />
Podsumowując - "Apex" nie odkrywa Ameryki i nie wymyśla koła na nowo ale korzystając ze schematów typowych dla survivali daje nam kawałek bardzo porządnego kina przetrwania, które tam gdzie trzeba ekscytuje i trzyma w napięciu. Dla wielbicieli takich obrazków będzie to raczej przyjemny seans, bo jest to wszystko zrealizowane na naprawdę dobrym poziomie, świetnie zagrane i momentami dosyć pomysłowe. Nie ma tutaj rzecz jasna nie wiadomo jakiej głębi ale mnie osobiście całość ani przez chwilę nie nudziła (Wirkola, patrz i ucz się) i dosyć pozytywnie zaskoczyła, bo spodziewałem się raczej ładnego, ale kasztana. "Alfa" to po prostu kawał przyzwoitej rozrywki na dobrym poziomie. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Cl8FSQPRtGw?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
7/10]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Apex (Alfa), 2026. </span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/RmWJLqQ/vlcsnap-2026-04-25-02h27m47s913.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-04-25-02h27m47s913.png]" /><br />
<br />
Od razu przyznam się bez bicia - lubię filmowe survivale. Jasne, często jest to kino mocno schematyczne i korzystające z dosyć prostych sztuczek sprawiających, że z jednej strony wiem, że oglądam coś oklepanego i przeżutego przez kinematografię na setki czy nawet tysiące sposobów, z drugiej jeśli ten szablon jest pomyślany i zrobiony porządnie potrafi to być kino niesamowicie wciągające i trzymające w napięciu, przez co też szalenie rozrywkowe. Lubię odpalić sobie tego typu film i z pozycji leżącej oglądać zmagania różnych ludzi z przeróżnymi przeciwnościami losu, których wspólnym mianownikiem jest to co dla człowieka i każdej istoty żyjącej najważniejsze a także najbardziej pierwotne - przetrwanie. <br />
<br />
"Apex" (czy jak kto woli po naszemu "Alfa") to taki najbardziej typowy przedstawiciel tego typu kina - ktoś trafia na zadupie, w którym jak się później okazuje nie jest sam i po chwili zaczyna się ucieczka i walka o przeżycie. To, co najnowszy obrazek Netflixa ciut wyróżnia na tle wielu podobnych mu produkcji to swego rodzaju sznyt wspinaczkowy, który jest tutaj dość ważny fabularnie - w ostatnich latach aktywności coraz bardziej popularnej wśród ludzi szukających mocniejszych wrażeń i lubiących adrenalinę. I podobnie jest z bohaterką tego filmu, w którą wciela się przeważnie świetna Charlize Theron, która mimo wszystko w produkcjach giganta streamingowego nie miała według mnie ostatnio najlepszej passy. Na szczęście w tym przypadku wypada tak jak nas do tego przyzwyczaiła i w przekonujący sposób wchodzi w buty Sashy, miłośniczki sportów ekstremalnych, która po tragicznej śmierci ukochanego w trakcie wspólnej wspinaczki postanawia wybrać się do Australii i poczuć kop dopaminowy podczas samotnego spływu kajakowego jedną z płynących gdzieś na tamtejszym zadupiu rzek. Pech chce, że trafia na niezbyt normalnego gościa imieniem Ben, który postanawia sobie na nią zapolować. <br />
<br />
Fabuła można by rzec typowa i naprawdę prosta, co jednak w przypadku tego typu kina przeważnie nie jest wadą, bo chodzi w nim w sumie o to samo, o co głównym bohaterom tych opowieści - oglądamy takie filmiki żeby poczuć napięcie i jakiś lekki skok adrenaliny, lecz w przeciwieństwie od nich z bezpiecznej perspektywy naszej kanapy czy kinowego fotela. I nie ma w tym absolutnie nic złego, a jeśli dodatkowo jest to wszystko sprawnie nakręcone może sprawić masę radochy podczas seansu. I tego szczerze mówiąc trochę się obawiałem w przypadku "Alfy" - zwiastun zrobił na mnie w miarę pozytywne wrażenie ale zawsze gdzieś z tyłu głowy jest ta obawa, że to w końcu Netflix, w którym rządzą algorytmy a nie chęć zrobienia kawałka dobrego filmu. Nawet nie uspokoiła mnie niezła obsada czy osoba reżysera, którym jest Baltasar Kormakur, islandzki filmowiec, który od czasu do czasu lubi sobie w Holly nakręcić jakieś survivalowe kino - ba, w 2015 roku zrobił on nawet opowiadający właśnie o wspinaczach "Everest". Z kolei ostatnim jego filmem jaki miałem okazję oglądać w kinie był "Beast" z Idrisem Elbą w roli głównej, w którym ten pośród afrykańskiego buszu musiał zmierzyć się z polującym na niego i jego córki lwem ludojadem (każdemu kto nie widział polecam, bo to naprawdę zaskakująco dobry film spod znaku animal attack). <br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/KpLPqCfY/vlcsnap-2026-04-25-02h27m09s496.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-04-25-02h27m09s496.png]" /><br />
<br />
W każdym razie zasiadając do seansu trochę z duszą na ramieniu (ostatnio obejrzany przeze mnie netflixowy "Thrash" delikatnie mówiąc nie poprawił mojego postrzegania ichniejszych produkcji) nie spodziewałem raczej niczego poza ładnymi widoczkami australijskiej przyrody bo z tego co zdążyłem się zorientować, film kręcono właśnie w kraju kangurów pośród prawdziwych gór i rzek. Uwielbiam tamtejsze krajobrazy i zawsze czerpię przyjemność z ich oglądania nawet gdy sam obrazek nie dostarcza - mimo wszystko Australia znana jest także ze znakomitego kina survivalowego, i tego z zacięciem horrorowym (ostatnio choćby kinowa i serialowa seria "Wolf Creek") ale i bardziej dramatycznym czy nastawionym na akcję - klasyczny "Turkey Shoot", dosyć popularny u nas w kraju w erze VHS "Fortress" Archa Nicholsona czy będący odpryskiem popularnego niegdyś nurtu rape &amp; revenge "Fair Game" z 1986 roku, że wymienię tylko kilka z nich. I nie przedłużając i zamulając już więcej spieszę donieść, że bardzo pozytywnie mnie najnowsze dzieło Kormakura zaskoczyło bo okazało się być naprawdę niezły filmem przetrwania i to nie z gatunku tych dla widza. <br />
<br />
Fabularnie cudów nie ma bo i być nie może, choć po początkowej dość schematycznej pierwszej godzinie trzeci akt nie wpada w pułapkę banału i sztampy i dla mnie osobiście był dość zaskakujący a jednocześnie pasujący do tego co było pokazane wcześniej, spinając całość całkiem pomysłową i przemyślaną klamrą. Oczywiście, nie jest to nic wybitnego ale biorąc pod uwagę setki obejrzanych przeze mnie podobnych produkcji zawsze jest człowiekowi miło, gdy ten oglądany właśnie film potrafi w jakiś tam sposób nie być aż takim jadącym od linijki bezdusznym obrazkiem. Dodatkowo realizacja jest na naprawdę dobrym poziomie i widać, że te ponad 50 milionów dolarów budżetu nie zostało wyrzucone w australijskie błoto - efekty wizualne są w większości naprawdę niezłe, tym bardziej że często gęsto w podobnych produkcjach nie jest to takie oczywiste szczególnie w scenach, w których mamy sporo green screenów. Tutaj jest może dosłownie kilka momentów, kiedy nie wygląda to zbyt naturalnie ale przez większość czasu prezentuje się nad wyraz przyzwoicie. <br />
<br />
Aktorzy też dają radę - gdzieś wyczytałem, że występujący w głównych rolach Charlize Theron i Taron Egerton przeszli nawet specjalny trening wspinaczkowy by wiarygodnie wypaść na ekranie. Oczywiście na ile jest to wszystko realistyczne nie mam zielonego pojęcia, bo mój kontakt z tym ekstremalnym sportem sprowadza się tylko i wyłącznie do subskrybowania i oglądania YouTubowego kanału Marcina Banota (w szczególności mogę polecić jego nastawiony właśnie na szeroko pojętą wspinaczkę kanał BNT) i trzeba by było zapytać się podobnych jemu wariatów ile ma to co widzimy wspólnego z rzeczywistością - aczkolwiek dla mnie jako kompletnego laika w tym temacie jest to pokazane wszystko tak, że spokojnie jestem w stanie w większości to kupić i nie musieć jakoś mocno zawieszać tutaj niewiary. <br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/8n4PxvVk/vlcsnap-2026-04-25-02h28m16s321.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-04-25-02h28m16s321.png]" /><br />
<br />
Szczególnie ten drugi w roli psychopatycznego mordercy zjada scenerię i pozytywnie zaskakuje - jasne, ostatnio już grał podobne postaci niezbyt zrównoważonych typów (choćby serial "Smoke" z Apple TV+), ale tutaj potrafił dodać jeszcze coś nowego i zaskakującego. W małych rólkach mamy jeszcze Erica Banę i Aarona Pedersena (polecam film "Goldstone" i "Mystery Road" a także serial pod tym samym tytułem, w których wciela się on w postać rdzennego australijskiego detektywa Jaya Swana), którzy nigdy nie schodzą poniżej przyzwoitego poziomu i nie inaczej jest też w tym przypadku, choć ich występ ogranicza się do dosłownie kilku ekranowych minut. Pierwsze skrzypce gra wcześniej wymieniona dwójka i niosą oni ten obrazek na swoich barkach naprawdę bezproblemowo. <br />
<br />
Jeśli miałbym się tutaj do czegoś przyczepić to byłaby to chwilami zbyt duża efekciarskość niektórych scen i pójście w fajne długie ujęcia stworzone z użyciem cyfrowych dublerów i takiej też kamery - po prostu widać chwilami sztuczność tych "stuntów" ale Kormakur chyba lubi tego typu rzeczy bo podobnie było choćby w "Beast", choć tam grało mi to mimo wszystko ciut lepiej i było trochę bardziej przemyślane i dopracowane. Nie jest to też w żadnej minucie coś, czego wcześniej gdzieś byśmy nie widzieli i jeśli komuś przeszkadza schematyczność tego typu kina no to nie dozna nagle żadnego fabularnego olśnienia. Mimo wszystko było tutaj sporo miejsca na wyrżnięcie się przez twórców na ryj ale w większości udało im się bardzo sprawnie tego uniknąć. <br />
<br />
Podsumowując - "Apex" nie odkrywa Ameryki i nie wymyśla koła na nowo ale korzystając ze schematów typowych dla survivali daje nam kawałek bardzo porządnego kina przetrwania, które tam gdzie trzeba ekscytuje i trzyma w napięciu. Dla wielbicieli takich obrazków będzie to raczej przyjemny seans, bo jest to wszystko zrealizowane na naprawdę dobrym poziomie, świetnie zagrane i momentami dosyć pomysłowe. Nie ma tutaj rzecz jasna nie wiadomo jakiej głębi ale mnie osobiście całość ani przez chwilę nie nudziła (Wirkola, patrz i ucz się) i dosyć pozytywnie zaskoczyła, bo spodziewałem się raczej ładnego, ale kasztana. "Alfa" to po prostu kawał przyzwoitej rozrywki na dobrym poziomie. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Cl8FSQPRtGw?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
7/10]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pressure (2026) reż. Anthony Maras]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Pressure-2026-re%C5%BC-Anthony-Maras--6728</link>
			<pubDate>Sun, 29 Mar 2026 13:01:15 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Pressure-2026-re%C5%BC-Anthony-Maras--6728</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><blockquote><cite>Cytat:</cite>72 godziny przed lądowaniem w Normandii, losy świata mają zależeć od... pogody. Wojna to nie tylko bitwy, to w szczególności strategie i decyzje, których skutki odczuć mogą miliony. Pracujący dla brytyjskiej armii meteorolog James Stagg (Andrew Scott) musi podjąć najważniejszą decyzję w swojej karierze – prognoza, którą przedstawi, może przesądzić o sukcesie lub klęsce największej operacji wojskowej w historii. Zamknięty w atmosferze nieufności i presji ze strony najwyższych dowódców, Stagg toczy psychologiczną walkę z czasem, wspierany jedynie przez kapitan Kay Summersby (Kerry Condon). Nad wszystkim czuwa generał Dwight D. Eisenhower (Brendan Fraser), który musi zdecydować czy ruszyć z inwazją, czy ją opóźnić – ryzykując, że Niemcy odkryją plany aliantów.</blockquote></div>
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/qv7JVxqqpbY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
premiera w USA 29 maja, w Polsce dopiero 11 września]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><blockquote><cite>Cytat:</cite>72 godziny przed lądowaniem w Normandii, losy świata mają zależeć od... pogody. Wojna to nie tylko bitwy, to w szczególności strategie i decyzje, których skutki odczuć mogą miliony. Pracujący dla brytyjskiej armii meteorolog James Stagg (Andrew Scott) musi podjąć najważniejszą decyzję w swojej karierze – prognoza, którą przedstawi, może przesądzić o sukcesie lub klęsce największej operacji wojskowej w historii. Zamknięty w atmosferze nieufności i presji ze strony najwyższych dowódców, Stagg toczy psychologiczną walkę z czasem, wspierany jedynie przez kapitan Kay Summersby (Kerry Condon). Nad wszystkim czuwa generał Dwight D. Eisenhower (Brendan Fraser), który musi zdecydować czy ruszyć z inwazją, czy ją opóźnić – ryzykując, że Niemcy odkryją plany aliantów.</blockquote></div>
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/qv7JVxqqpbY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
premiera w USA 29 maja, w Polsce dopiero 11 września]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nagi instynkt (1992) reż. Paul Verhoeven]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Nagi-instynkt-1992-re%C5%BC-Paul-Verhoeven--6727</link>
			<pubDate>Sat, 28 Mar 2026 21:29:27 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Nagi-instynkt-1992-re%C5%BC-Paul-Verhoeven--6727</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/f/f9/Basic_Instinct.png" border="0" alt="[Obrazek: Basic_Instinct.png]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kolejny klasyk przegapiany przeze mnie wielokrotnie w tv nadrobiony. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Fabułę zna pewnie tutaj każdy niemniej tak w skrócie:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">San Francisco początek l. 90-tych. W otwierającej film scenie blondynka przywiązuje starego gwiazdora rocka Johnny'ego Boza do łóżka jedwabnym szalem podczas seksu, a następnie dźga go na śmierć szpikulcem do lodu. Detektyw policji w San Francisco Nick Curran (Michael Douglas) i jego partner, Gus Moran (George Dzundza), prowadzą śledztwo w sprawie morderstwa. Główną podejrzaną jest dziewczyna Boza, autorka powieści kryminalnych Catherine Tramell (Sharon Stone), której najnowsza powieść odzwierciedla szczegóły zabójstwa.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ogólnie film można opisać jako udaną adaptację tropów z kina noir i filmów Hitchcocka uzupełnioną o dużą dawkę erotyzmu i seksu, która notabene dzisiaj specjalnie się nie wyróżnia na tle tego co zobaczyliśmy w kinie i tv od 1992 r. Ba, zaryzykuję twierdzenie, że dzisiaj film wygląda dość pruderyjnie. Niemniej jak na te blisko 35 lat temu musiał on nieźle szokować, zwłaszcza amerykańską publikę. Przy czym czasami mam wrażenie, że dialogi na siłę eksponują seks np. w scenie na plaży gdzie Catherine mówi Nickowi, że to, że miała orgazm nie sprawi, że będzie mu się zwierzać - kto tak mówi w realnym życiu? No, ale to drobnostka.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Film stoi (no pun intended) klimatem. San Francisco i Kalifornia wyglądają nieziemsko, Jan De Bont dał z siebie wszystko filmując ten obraz. Rezydencja Catherine nad Oceanem to prawdziwy cymesik. Styrani gliniarze robią klimat, który jest podsycany analogowym feelem czasów, w których toczy się akcja filmu. Komputery odgrywają prominentną rolę przyspieszając gromadzenie danych, przy czym są one gdzieś tam w tle. Nick musi prowadzić swoje śledztwo w tradycyjny sposób, jeździć, łazić jak typowy detektyw. Oczywiście jest przy tym sporo klisz - on sam ma traumę po tym jak przypadkowo zabił dwie osoby, jego żona popełniła samobójstwo a na dodatek dręczą go nałogi od alkoholu przez narkotyki po papierosy. Taki zbity piec, na dodatek z tendencją do przemocy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Sama historia jakkolwiek nieco przekombinowana (serio Catherine zasadzała się od tak dawna na Beth, czy może ze sobą współpracowały? Czemu wybrała Nicka na swoją ofiarę?) tak wciąga, gdy razem z głównym bohaterem odkrywamy kolejne karty. Douglas błyszczy na ekranie a w Stone jest coś zdecydowanie niepokojącego, co przykuwa uwagę. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Obraz uzupełnia pierwszorzędna muzyka Goldsmitha, który tutaj po prostu przysiadł i dał z siebie wszystko co najlepsze, temat przewodni jest po prostu znakomity i od razu wprowadza w klimat filmu:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/AeWfyXx2c34?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Moja ocena 9 na 10 i film ląduję w ulubionych. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">BTW czy Catherine faktycznie wszystko to przygotowała bez żadnej współpracy?</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/f/f9/Basic_Instinct.png" border="0" alt="[Obrazek: Basic_Instinct.png]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kolejny klasyk przegapiany przeze mnie wielokrotnie w tv nadrobiony. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Fabułę zna pewnie tutaj każdy niemniej tak w skrócie:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">San Francisco początek l. 90-tych. W otwierającej film scenie blondynka przywiązuje starego gwiazdora rocka Johnny'ego Boza do łóżka jedwabnym szalem podczas seksu, a następnie dźga go na śmierć szpikulcem do lodu. Detektyw policji w San Francisco Nick Curran (Michael Douglas) i jego partner, Gus Moran (George Dzundza), prowadzą śledztwo w sprawie morderstwa. Główną podejrzaną jest dziewczyna Boza, autorka powieści kryminalnych Catherine Tramell (Sharon Stone), której najnowsza powieść odzwierciedla szczegóły zabójstwa.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ogólnie film można opisać jako udaną adaptację tropów z kina noir i filmów Hitchcocka uzupełnioną o dużą dawkę erotyzmu i seksu, która notabene dzisiaj specjalnie się nie wyróżnia na tle tego co zobaczyliśmy w kinie i tv od 1992 r. Ba, zaryzykuję twierdzenie, że dzisiaj film wygląda dość pruderyjnie. Niemniej jak na te blisko 35 lat temu musiał on nieźle szokować, zwłaszcza amerykańską publikę. Przy czym czasami mam wrażenie, że dialogi na siłę eksponują seks np. w scenie na plaży gdzie Catherine mówi Nickowi, że to, że miała orgazm nie sprawi, że będzie mu się zwierzać - kto tak mówi w realnym życiu? No, ale to drobnostka.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Film stoi (no pun intended) klimatem. San Francisco i Kalifornia wyglądają nieziemsko, Jan De Bont dał z siebie wszystko filmując ten obraz. Rezydencja Catherine nad Oceanem to prawdziwy cymesik. Styrani gliniarze robią klimat, który jest podsycany analogowym feelem czasów, w których toczy się akcja filmu. Komputery odgrywają prominentną rolę przyspieszając gromadzenie danych, przy czym są one gdzieś tam w tle. Nick musi prowadzić swoje śledztwo w tradycyjny sposób, jeździć, łazić jak typowy detektyw. Oczywiście jest przy tym sporo klisz - on sam ma traumę po tym jak przypadkowo zabił dwie osoby, jego żona popełniła samobójstwo a na dodatek dręczą go nałogi od alkoholu przez narkotyki po papierosy. Taki zbity piec, na dodatek z tendencją do przemocy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Sama historia jakkolwiek nieco przekombinowana (serio Catherine zasadzała się od tak dawna na Beth, czy może ze sobą współpracowały? Czemu wybrała Nicka na swoją ofiarę?) tak wciąga, gdy razem z głównym bohaterem odkrywamy kolejne karty. Douglas błyszczy na ekranie a w Stone jest coś zdecydowanie niepokojącego, co przykuwa uwagę. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Obraz uzupełnia pierwszorzędna muzyka Goldsmitha, który tutaj po prostu przysiadł i dał z siebie wszystko co najlepsze, temat przewodni jest po prostu znakomity i od razu wprowadza w klimat filmu:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/AeWfyXx2c34?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Moja ocena 9 na 10 i film ląduję w ulubionych. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">BTW czy Catherine faktycznie wszystko to przygotowała bez żadnej współpracy?</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Code of Silence (1985) i inne filmy Chucka Norrisa]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Code-of-Silence-1985-i-inne-filmy-Chucka-Norrisa--6725</link>
			<pubDate>Sat, 21 Mar 2026 02:00:27 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Code-of-Silence-1985-i-inne-filmy-Chucka-Norrisa--6725</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Code of Silence (1985)</span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/zhGPjmCH/vlcsnap-2026-03-20-22h59m26s939.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-22h59m26s939.png]" /><br />
<br />
Na zdjęciu powyżej widać największą gwiazdę filmu. I Chucka Norrisa przebranego za śmieciarza. <br />
<br />
Jak wszyscy doskonale wiemy, jeden z najbardziej rozpoznawalnych kultowców kina akcji lat 80-tych i 90-tych przedwczoraj kopnął w kalendarz (jak chodzą słuchy - z półobrotu), udając się do krainy wiecznych łowów zrobić pewnie to samo co z takim powodzeniem czynił przez praktycznie całą swoją filmową karierę, mianowicie zapolować na złoli - jedno wiem na pewno, demon z "Hellbound" i jego koledzy ze szkolnej ławki mają z całą pewnością przejebane. Chuck Norris żadnym tytanem aktorstwa nigdy nie był - nie ma co do tego żadnych wątpliwości i z tym się chyba wszyscy zgodzą. Jednocześnie jego kariera potoczyła się w taki sposób, że przekroczył on status osoby znanej z grania w filmach i stał się postacią wręcz ikoniczną i kultową w popkulturze. <br />
<br />
W ostatnich latach znany bardziej z memów i różnych żarcików dotyczących jego nadludzkich umiejętności i wyczynów (do których sam podchodził z przymrużeniem oka) był jednak też kimś, kto w pewnym okresie sprawiał masę radochy mnie i osobom mojego pokroju w naszych latach młodości, kiedy mieliśmy okazję oglądać go na ekranach kin (rzadziej) czy dzięki ówczesnej najnowocześniejszej technologii pod postacią odtwarzacza i kaset VHS (zdecydowanie częściej) na nienajwiększych telewizorach kineskopowych. I zanim wszyscy zaczęli go traktować jako postać z żartów, wystąpił w wielu produkcjach bardzo różnej jakości, z których większość dziś moglibyśmy też podczepić do kategorii "beka" - były jednak takie, które heroicznie odpierały ataki upływającego czasu i ulatującej nostalgii - jednym z nich jest z pewnością omawiany przeze mnie obrazek.<br />
<br />
"Code of Silence" w reżyserii Andrew Davisa to film, którego największą gwiazdą, tak jak wspomniałem kilka akapitów wyżej, jest sama osoba jego twórcy. Ten znany z kilku późniejszych klasyków, w tym z bodaj najbardziej rozpoznawalnego i najlepszego "The Fugitive", urodzony w Chicago reżyser zasłynął w szczególności ze znakomitego i niezwykle plastycznego portretowania na celuloidowej taśmie swojego rodzinnego miasta - przyznam szczerze, że nigdy w życiu nie byłem nawet w jego okolicach a między innymi dzięki takim produkcjom czuję się jakbym tam od czasu do czasu zaglądał i znał te wszystkie mniej uczęszczane przez bogatych ludzi uliczki, zapyziałe alejki czy spowite papierosowym dymem bary. Zdecydowanie, Davis sprawia, że Chicago jest tak naprawdę głównym bohaterem a jednocześnie największym plusem tego filmu - widzimy miasto, które nie dość, że tętni życiem to ma też swój unikalny charakter.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/WNGXgb4G/vlcsnap-2026-03-20-23h00m26s931.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h00m26s931.png]" /><br />
<br />
Coś, co zwraca tutaj też od razu uwagę to z pewnością ten swego rodzaju brudny i chropowaty wygląd filmu, tak charakterystyczny choćby dla produkcji sensacyjnych poprzedzających go o dekadę - dużo tu tego samego klimatu znanego z wiadomych obrazów z Clintem Eastwoodem, który za pomocą pistoletu marki Magnum pokazywał różnym ulicznym rzezimieszkom gdzie raki zimują, oględnie i bardzo delikatnie rzecz ujmując. Tutaj atmosfera jest podobna co sprawia, że osadzona w niej fabuła wciąga i przykuwa do ekranu. Nie będę jej streszczał bo nie ma to najmniejszego sensu, najlepiej jeśli sami odświeżycie sobie "Code of Silence" i sprawdzicie, co też tam Davis dla was smacznego przygotował, dodam tylko, że ogólnie jest nadzwyczaj sensownie i przez większą część tego niewiele ponad 100 minutowego filmu również bardzo przyziemnie. Na zupełnym już marginesie jeszcze nadmienię, że jakąś kompletną ironią losu jest dla mnie fakt, że w pogoni za jak najbardziej dopracowaną i bezbłędną stroną techniczną współczesna kinematografia totalnie zatraciła gdzieś całą swoją wizualną fakturę sprawiając, że obecne filmy pod względem plastyczności nie mogą się równać nawet z takimi niezbyt dużymi produkcjami sprzed tych kilku ładnych dekad nakręconymi na niby gorszym i mniej zaawansowanym sprzęcie.<br />
<br />
Wracając jednak do tematu - jak w tym wszystkim odnajduje się ten, który swoim nazwiskiem sprzedawał film i patrzył na widzów z wysokości jego plakatu mając przy okazji bardzo zły dzień czyli sam Norris? Tak jak pisałem na początku, aktorem wybitnym, oględnie rzecz mówiąc, nigdy nie był ale miał jedną cechę sprawiającą, że wybijał się nawet pośród tych lepszych warsztatowo kolegów po fachu, mianowicie tę tak bardzo pożądaną i niedającą się wyuczyć - ekranową charyzmę i odpowiednią prezencję. Dodatkowo jako prawdziwy mistrz i gość biegły w sztukach walki (czego nie da się powiedzieć o wszystkich podobnych mu gwiazdach kina akcji) sprawiał, że wszelkiego rodzaju bitki z jego udziałem wyglądały dosyć przekonująco. Jasne, nie ma też co przesadzać i robić z niego jakiegoś wielkiego ekranowego herosa i boga obiektywu, bo kimś takim nie bez powodu też nigdy nie został, ale swoją rolę spełnił tutaj w mojej opinii całkiem przyzwoicie nadrabiając wszelkie braki tym, co umiał robić najlepiej - napierdalaniem bandytów tak za pomocą fachu w ręce, jak i w nodze, że zacytuję klasyka. <br />
<br />
Gdyby jednak komuś nie przypasował on w roli tego jedynego sprawiedliwego w nie do końca miłym i najprzyjemniejszym do życia mieście od razu dodam, że reszta obsady to już w sporej większości naprawdę znakomici aktorzy charakterystyczni z jak zawsze rewelacyjnym i odpowiednio demonicznym Henrym Silvą na czele. Zresztą spotkać tu można wiele znanych twarzy, które potem będą się przewijały w innych produkcjach Davisa a pewnie i jakaś połowa tej konkretnej obsady wystąpiła też w nakręconym przez niego trzy lata później "Above the Law" z Seagalem. Wracając jeszcze na chwilę do samej historii warto zwrócić uwagę, że nie jest to do końca tylko taka prosta i błaha opowiastka pozbawiona filmowego mięcha fabularnego, w której się tylko strzelają, ścigają samochodami i biją bowiem tytułowy "kod milczenia" odnosi się tutaj nie tylko do bandytów ale i próbujących ich złapać policjantów sprawiając, że często mamy nie do końca jasny i określony podział na tych złych i dobrych - dużo jest tutaj szarzyzny w ludzkich zachowaniach powodujących, że znajdziemy tu też pewne całkiem ciekawe dylematy moralne, przed którymi postawieni zostaną niektórzy bohaterowie, oczywiście wszystko w granicach rozsądku i gatunkowej przynależności.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/VcNN58QZ/vlcsnap-2026-03-20-23h00m59s645.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h00m59s645.png]" /><br />
<br />
I chciałbym w sumie tak do samego końca wszystko tutaj chwalić, nie mogę jednak nie zwrócić uwagi na dosyć sporą łyżkę dziegciu znajdującą się w tej całkiem smacznej chicagowskiej beczce miodu, mianowicie o nowince technologicznej na usługach policji imieniem "Prowler". Napiszę wprost - ten sam motyw znakomicie rozwinął dwa lata później pewien pochodzący z Holandii wariat i wizjoner kina w arcydziele totalnym zatytułowanym "RoboCop", wyczerpując jednocześnie temat wydawałoby się w całości - tutaj wszystko to zostało niestety tylko napoczęte i zupełnie niepotrzebnie liźnięte. Rozumiem sam zamysł i chęć pokazania zmieniającego się technologicznego krajobrazu i próbę powiedzenia kilku słów na będący wtedy na czasie temat "postęp versus analogowe dinozaury" ale wypadło to strasznie słabo i po łebkach sprawiając, że stylistycznie "Code of Silence" w pewnym momencie staje w dosyć dużym rozkroku pomiędzy duchem tego poważnego kina sensacyjnego z lat 70-tych a bardziej naiwnym i wybuchowym charakterystycznym dla tego z następnej dekady. <br />
<br />
Stąd choćby taki finał, który choć efektowny i przyjemny w oglądaniu, jest także największym "beneficjentem" tej stylistycznej dychotomii co nie do końca mi się podobało. Wcześniej mieliśmy mimo wszystko dość przyziemny kryminał policyjny przeobrażający się w pewnym momencie totalnie niepotrzebnie i nagle w efekciarskiego akcyjniaka, w którym (nie do końca) samotny heros rusza do opustoszałego (nie do końca) magazynu położonego gdzieś na obrzeżach miasta by zaprowadzić (do końca) sprawiedliwość. Fajne, cieszące oczy i całkiem przyjemne w odbiorze, ale osobiście nie pasujące mi zbytnio do obranej na początku konwencji, przez co nie mogę produkcji Davisa uznać za w pełni mnie satysfakcjonującą. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal kawał porządnego filmu ze świetnym klimatem, ciekawą kryminalną historią, znakomitą muzyką i w większości porządną obsadą a także zdecydowanie jedna z najlepszych produkcji w dorobku tak samego reżysera jak i Chucka Norrisa, ale naprawdę niewiele zbrakło bym mógł uznać "Code of Silence" za obraz świetny czy choćby bardzo dobry w swojej klasie.<br />
<br />
Ps. Tak, wiem, że jest na forum już temat poświęcony samemu Norrisowi ale chciałem też żeby był taki, w którym można pogadać tylko o jego filmach a nie wypowiedziach czy życiu prywatnym - sam dodam tylko krótko, że niezmiernie szanowałem go za porzucenie aktorstwa i poświęcenie się w pełni rodzinie i swojej chorej żonie bo to pokazuje najlepiej, że był bohaterem nie tylko na szklanym czy kinowym ekranie ale też i w tej najbardziej nieprzewidywalnej produkcji fabularnej czyli życiu a to jest warte więcej niż wszystkie ciosy z półobrotu zadane przez niego bandziorom razem wzięte.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/yBNvTVcW/vlcsnap-2026-03-20-23h01m13s222.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h01m13s222.png]" /><br />
<br />
7,5/10]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Code of Silence (1985)</span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/zhGPjmCH/vlcsnap-2026-03-20-22h59m26s939.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-22h59m26s939.png]" /><br />
<br />
Na zdjęciu powyżej widać największą gwiazdę filmu. I Chucka Norrisa przebranego za śmieciarza. <br />
<br />
Jak wszyscy doskonale wiemy, jeden z najbardziej rozpoznawalnych kultowców kina akcji lat 80-tych i 90-tych przedwczoraj kopnął w kalendarz (jak chodzą słuchy - z półobrotu), udając się do krainy wiecznych łowów zrobić pewnie to samo co z takim powodzeniem czynił przez praktycznie całą swoją filmową karierę, mianowicie zapolować na złoli - jedno wiem na pewno, demon z "Hellbound" i jego koledzy ze szkolnej ławki mają z całą pewnością przejebane. Chuck Norris żadnym tytanem aktorstwa nigdy nie był - nie ma co do tego żadnych wątpliwości i z tym się chyba wszyscy zgodzą. Jednocześnie jego kariera potoczyła się w taki sposób, że przekroczył on status osoby znanej z grania w filmach i stał się postacią wręcz ikoniczną i kultową w popkulturze. <br />
<br />
W ostatnich latach znany bardziej z memów i różnych żarcików dotyczących jego nadludzkich umiejętności i wyczynów (do których sam podchodził z przymrużeniem oka) był jednak też kimś, kto w pewnym okresie sprawiał masę radochy mnie i osobom mojego pokroju w naszych latach młodości, kiedy mieliśmy okazję oglądać go na ekranach kin (rzadziej) czy dzięki ówczesnej najnowocześniejszej technologii pod postacią odtwarzacza i kaset VHS (zdecydowanie częściej) na nienajwiększych telewizorach kineskopowych. I zanim wszyscy zaczęli go traktować jako postać z żartów, wystąpił w wielu produkcjach bardzo różnej jakości, z których większość dziś moglibyśmy też podczepić do kategorii "beka" - były jednak takie, które heroicznie odpierały ataki upływającego czasu i ulatującej nostalgii - jednym z nich jest z pewnością omawiany przeze mnie obrazek.<br />
<br />
"Code of Silence" w reżyserii Andrew Davisa to film, którego największą gwiazdą, tak jak wspomniałem kilka akapitów wyżej, jest sama osoba jego twórcy. Ten znany z kilku późniejszych klasyków, w tym z bodaj najbardziej rozpoznawalnego i najlepszego "The Fugitive", urodzony w Chicago reżyser zasłynął w szczególności ze znakomitego i niezwykle plastycznego portretowania na celuloidowej taśmie swojego rodzinnego miasta - przyznam szczerze, że nigdy w życiu nie byłem nawet w jego okolicach a między innymi dzięki takim produkcjom czuję się jakbym tam od czasu do czasu zaglądał i znał te wszystkie mniej uczęszczane przez bogatych ludzi uliczki, zapyziałe alejki czy spowite papierosowym dymem bary. Zdecydowanie, Davis sprawia, że Chicago jest tak naprawdę głównym bohaterem a jednocześnie największym plusem tego filmu - widzimy miasto, które nie dość, że tętni życiem to ma też swój unikalny charakter.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/WNGXgb4G/vlcsnap-2026-03-20-23h00m26s931.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h00m26s931.png]" /><br />
<br />
Coś, co zwraca tutaj też od razu uwagę to z pewnością ten swego rodzaju brudny i chropowaty wygląd filmu, tak charakterystyczny choćby dla produkcji sensacyjnych poprzedzających go o dekadę - dużo tu tego samego klimatu znanego z wiadomych obrazów z Clintem Eastwoodem, który za pomocą pistoletu marki Magnum pokazywał różnym ulicznym rzezimieszkom gdzie raki zimują, oględnie i bardzo delikatnie rzecz ujmując. Tutaj atmosfera jest podobna co sprawia, że osadzona w niej fabuła wciąga i przykuwa do ekranu. Nie będę jej streszczał bo nie ma to najmniejszego sensu, najlepiej jeśli sami odświeżycie sobie "Code of Silence" i sprawdzicie, co też tam Davis dla was smacznego przygotował, dodam tylko, że ogólnie jest nadzwyczaj sensownie i przez większą część tego niewiele ponad 100 minutowego filmu również bardzo przyziemnie. Na zupełnym już marginesie jeszcze nadmienię, że jakąś kompletną ironią losu jest dla mnie fakt, że w pogoni za jak najbardziej dopracowaną i bezbłędną stroną techniczną współczesna kinematografia totalnie zatraciła gdzieś całą swoją wizualną fakturę sprawiając, że obecne filmy pod względem plastyczności nie mogą się równać nawet z takimi niezbyt dużymi produkcjami sprzed tych kilku ładnych dekad nakręconymi na niby gorszym i mniej zaawansowanym sprzęcie.<br />
<br />
Wracając jednak do tematu - jak w tym wszystkim odnajduje się ten, który swoim nazwiskiem sprzedawał film i patrzył na widzów z wysokości jego plakatu mając przy okazji bardzo zły dzień czyli sam Norris? Tak jak pisałem na początku, aktorem wybitnym, oględnie rzecz mówiąc, nigdy nie był ale miał jedną cechę sprawiającą, że wybijał się nawet pośród tych lepszych warsztatowo kolegów po fachu, mianowicie tę tak bardzo pożądaną i niedającą się wyuczyć - ekranową charyzmę i odpowiednią prezencję. Dodatkowo jako prawdziwy mistrz i gość biegły w sztukach walki (czego nie da się powiedzieć o wszystkich podobnych mu gwiazdach kina akcji) sprawiał, że wszelkiego rodzaju bitki z jego udziałem wyglądały dosyć przekonująco. Jasne, nie ma też co przesadzać i robić z niego jakiegoś wielkiego ekranowego herosa i boga obiektywu, bo kimś takim nie bez powodu też nigdy nie został, ale swoją rolę spełnił tutaj w mojej opinii całkiem przyzwoicie nadrabiając wszelkie braki tym, co umiał robić najlepiej - napierdalaniem bandytów tak za pomocą fachu w ręce, jak i w nodze, że zacytuję klasyka. <br />
<br />
Gdyby jednak komuś nie przypasował on w roli tego jedynego sprawiedliwego w nie do końca miłym i najprzyjemniejszym do życia mieście od razu dodam, że reszta obsady to już w sporej większości naprawdę znakomici aktorzy charakterystyczni z jak zawsze rewelacyjnym i odpowiednio demonicznym Henrym Silvą na czele. Zresztą spotkać tu można wiele znanych twarzy, które potem będą się przewijały w innych produkcjach Davisa a pewnie i jakaś połowa tej konkretnej obsady wystąpiła też w nakręconym przez niego trzy lata później "Above the Law" z Seagalem. Wracając jeszcze na chwilę do samej historii warto zwrócić uwagę, że nie jest to do końca tylko taka prosta i błaha opowiastka pozbawiona filmowego mięcha fabularnego, w której się tylko strzelają, ścigają samochodami i biją bowiem tytułowy "kod milczenia" odnosi się tutaj nie tylko do bandytów ale i próbujących ich złapać policjantów sprawiając, że często mamy nie do końca jasny i określony podział na tych złych i dobrych - dużo jest tutaj szarzyzny w ludzkich zachowaniach powodujących, że znajdziemy tu też pewne całkiem ciekawe dylematy moralne, przed którymi postawieni zostaną niektórzy bohaterowie, oczywiście wszystko w granicach rozsądku i gatunkowej przynależności.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/VcNN58QZ/vlcsnap-2026-03-20-23h00m59s645.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h00m59s645.png]" /><br />
<br />
I chciałbym w sumie tak do samego końca wszystko tutaj chwalić, nie mogę jednak nie zwrócić uwagi na dosyć sporą łyżkę dziegciu znajdującą się w tej całkiem smacznej chicagowskiej beczce miodu, mianowicie o nowince technologicznej na usługach policji imieniem "Prowler". Napiszę wprost - ten sam motyw znakomicie rozwinął dwa lata później pewien pochodzący z Holandii wariat i wizjoner kina w arcydziele totalnym zatytułowanym "RoboCop", wyczerpując jednocześnie temat wydawałoby się w całości - tutaj wszystko to zostało niestety tylko napoczęte i zupełnie niepotrzebnie liźnięte. Rozumiem sam zamysł i chęć pokazania zmieniającego się technologicznego krajobrazu i próbę powiedzenia kilku słów na będący wtedy na czasie temat "postęp versus analogowe dinozaury" ale wypadło to strasznie słabo i po łebkach sprawiając, że stylistycznie "Code of Silence" w pewnym momencie staje w dosyć dużym rozkroku pomiędzy duchem tego poważnego kina sensacyjnego z lat 70-tych a bardziej naiwnym i wybuchowym charakterystycznym dla tego z następnej dekady. <br />
<br />
Stąd choćby taki finał, który choć efektowny i przyjemny w oglądaniu, jest także największym "beneficjentem" tej stylistycznej dychotomii co nie do końca mi się podobało. Wcześniej mieliśmy mimo wszystko dość przyziemny kryminał policyjny przeobrażający się w pewnym momencie totalnie niepotrzebnie i nagle w efekciarskiego akcyjniaka, w którym (nie do końca) samotny heros rusza do opustoszałego (nie do końca) magazynu położonego gdzieś na obrzeżach miasta by zaprowadzić (do końca) sprawiedliwość. Fajne, cieszące oczy i całkiem przyjemne w odbiorze, ale osobiście nie pasujące mi zbytnio do obranej na początku konwencji, przez co nie mogę produkcji Davisa uznać za w pełni mnie satysfakcjonującą. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal kawał porządnego filmu ze świetnym klimatem, ciekawą kryminalną historią, znakomitą muzyką i w większości porządną obsadą a także zdecydowanie jedna z najlepszych produkcji w dorobku tak samego reżysera jak i Chucka Norrisa, ale naprawdę niewiele zbrakło bym mógł uznać "Code of Silence" za obraz świetny czy choćby bardzo dobry w swojej klasie.<br />
<br />
Ps. Tak, wiem, że jest na forum już temat poświęcony samemu Norrisowi ale chciałem też żeby był taki, w którym można pogadać tylko o jego filmach a nie wypowiedziach czy życiu prywatnym - sam dodam tylko krótko, że niezmiernie szanowałem go za porzucenie aktorstwa i poświęcenie się w pełni rodzinie i swojej chorej żonie bo to pokazuje najlepiej, że był bohaterem nie tylko na szklanym czy kinowym ekranie ale też i w tej najbardziej nieprzewidywalnej produkcji fabularnej czyli życiu a to jest warte więcej niż wszystkie ciosy z półobrotu zadane przez niego bandziorom razem wzięte.<br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/yBNvTVcW/vlcsnap-2026-03-20-23h01m13s222.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-20-23h01m13s222.png]" /><br />
<br />
7,5/10]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Hard Rain (1998) i inne mniej znane filmy katastroficzne lat 90-tych i wcześniejszych]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Hard-Rain-1998-i-inne-mniej-znane-filmy-katastroficzne-lat-90-tych-i-wcze%C5%9Bniejszych--6724</link>
			<pubDate>Mon, 16 Mar 2026 01:48:44 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Hard-Rain-1998-i-inne-mniej-znane-filmy-katastroficzne-lat-90-tych-i-wcze%C5%9Bniejszych--6724</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Hard Rain (1998)</span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/WWzZ9195/vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png]" /><br />
<br />
Jako że dziś oscarowa gala a te ostatnio można określić jednym słowem - katastrofa - postanowiłem obejrzeć sobie jakiś zapomniany film katastroficzny. Czemu zapomniany? Bo o tym dzisiejszym rozdaniu pewnie za kilka dni też mało kto będzie pamiętał i jakoś siadło mi to tematycznie - padło na "Hard Rain" w reżyserii Mikaela Salomona z Christianem Slaterem i Morganem Freemanem w rolach głównych. <br />
<br />
Jak wiadomo, lata 90-te to okres, w którym dzięki rozwijającej się technologii gatunek ten zaliczył dosyć spory renesans - jednym z takich przełomowych obrazów był z pewnością "Twister", w którym wciąż udoskonalane efekty wizualne pozwoliły pokazać na ekranach kin rzeczy, których jeszcze kilka lat temu nie można było w tak realistyczny i efektowny sposób przedstawić. A później już poszło z (lodowej) górki, w szczególności po ogromnym sukcesie finansowym "Titanica" Jamesa Camerona - Ziemię zaczęły nawiedzać różnego rodzaju naturalne kataklizmy w liczbach wręcz hurtowych - jak nie wulkany to asteroidy czy inne zagrożenia kosmiczne lub przerośnięte zwierzaki niewiadomego pochodzenia. Nagrodzony 11 Oscarami obrazek samozwańczego króla świata sprawił jednak, że nagle niektórym znów zachciało się pluskać w wodzie i co gorsze, kręcić w niej filmy, co do tej pory uznawane było za nazbyt czasochłonne i nieprzewidywalne. Po co ten przydługi wstęp?<br />
<br />
Sam nie wiem, dlatego przechodząc do mertium wspomnę jeszcze, że "Hard Rain" dostał spory budżet 70 milionów dolarów i niestety dla producentów a także wytwórni liczącej na powtórzenie choćby części sukcesu finansowego wspomnianego wodnego obrazka historycznego, okazał się być potężną klapą, która, nomen omen, wtopiła sporą część tych pieniędzy zarabiając w kinach niecałe 20 milionów zielonych. Zasłużenie czy nie pojęcia nie mam i nie mnie to oceniać, w każdym razie film powtórzony po niemal 30 latach okazuje się być całkiem sensownym kawałkiem rozrywkowego kina akcji nie roszczącym sobie prawa do bycia czymś więcej.<br />
<br />
Fabuła typowa - woda się leje, jadą z kasą, woda się leje, samochód staje, woda się leje, ktoś chce kasę ukraść, woda się leje, inny ktoś nie chce na to pozwolić, woda się leje. I to tyle - schemat, sztampa, banał - śmiało można scenariusz "Hard Rain" tymi słowami określić co nie znaczy, że jest jakiś wyjątkowo zły, jest po prostu ograny do bólu i będący konglomeratem historyjek znanych dobrze z innych filmów, z podobnym zestawem bohaterów - młody i uczciwy chłopak będący na robocie od chwili ale i tak robiący wszystko, żeby wykonać ją najlepiej jak potrafi przy okazji ratując dopiero co poznaną piękną kobietę walcząc ze złolami; ci z kolei wiadomo - szef stoik, mający wszystko zaplanowane, przydupas znajomego psujący te jego wszystkie plany itp. - nawet przypałętał się tutaj znany choćby z filmów Tarantino murzyn cytujący Biblię (nie ściemniam).<br />
<br />
Nie wiem kto sobie wymyślił, żeby z Christiana Slatera zrobić kolejną wielką gwiazdę kina ale szanuję za upór i wyobraźnię, bo gość jest totalnie żaden - być może i jest przystojny, za to wyzuty z jakiejkolwiek ekranowej charyzmy i strasznie ograniczony aktorsko, co w moich oczach raczej dyskwalifikuje go jako przekonującego "leading mana". Na szczęście o wiele lepszy jest drugi, trzeci i dalszy plan, na którym występują aktorzy uznani i cenieni, tacy jak choćby Morgan Freeman, Randy Quaid, Mark Rolston czy znana z kultowej rólki w "Lake Placid" Betty White, która tutaj niestety nie miała okazji dokarmiać żadnego krokodyla, co osobiście uznaję za dosyć poważny minus i ogromną niewykorzystaną szansę. Nie ma tu rzecz jasna żadnych wybitnych występów ale oprócz Slatera tragedii nie ma i jest przynajmniej przyzwoicie. <br />
<br />
Pod względem realizacji jest nawet lepiej, bo reżyser tego obrazka Duńczyk Mikael Salomon był wcześniej uznanym zdjęciowcem pracującym choćby przy "The Abyss", "Arachnophobii" czy "Backdraft" a ci w Holly radzą sobie nieźle również jako odpowiadający za całą produkcję - vide Jan de Bont. Dlatego film wygląda bardzo dobrze - już na samym początku możemy zobaczyć zmontowany i zrealizowany przy użyciu wszelkich dostępnych wtedy sztuczek długi i całkiem efektowny "lot kamery" pokazujący nasilającą się powódź - a później nie jest wcale gorzej. Świetne są wszelkie scenografie i co oczywiste, zdjęcia. Stopniowo zalewane miasto wygląda niezwykle przekonująco i sprawdza się jako nieoczywiste miejsce akcji, która również jest zaaranżowana w miarę interesująco i z należytym pomyślunkiem, wykorzystując i ogrywając jak trzeba te wszystkie zmyślnie wykonane miejscówki. I tak dostajemy dużo scen ściganych przy użyciu różnych pojazdów wodnych typu skutery czy łodzie, kilka niezłych sekwencji rozwałki - co ważne, większość tego co widzimy to wybudowane, zalane wodą i niszczone późnej prawdziwe scenografie a także miniatury, cyfrowe sztuczki wspomagające ograniczone są na szczęście do niezbędnego minimum przez co "Hard Rain" nie zestarzał się jakoś mocno, co jest zmorą sporej części podobnych mu produkcji z tego okresu stawiających mocniej na komputerowe efekty. <br />
<br />
Cóż więcej można tutaj napisać - film nie zdobył ani jednego Oscara, bo nikt nie odważył się go w żadnej kategorii nominować ale jak pisałem wcześniej, to katastroficzny akcyjniak nie roszczący sobie prawa do bycia jakimś objawieniem a sprawny przedstawiciel kina gatunkowego i z tej roli wywiązuje się całkiem nieźle. Fabuła choć oklepana i momentami naciągana czy niezbyt mądra to sprawdza się tutaj należycie, bo dostarcza to czego po takim filmie oczekujemy, czyli emocji. Mamy kilka raczej oczywistych twistów ale nie jest to również nic obrażającego inteligencję widza - do tego dostajemy szczyptę niezłego humoru, akcja jest wartka, całość nieźle trzyma w napięciu i jest bardzo porządnie zrealizowana. Nic tu nikogo raczej nie zachwyci ale można miło spędzić czas i to jest chyba w tym przypadku najważniejsze. Punkcik w górę za to jak rozegrano finałową scenę, która szczególnie w dzisiejszych czasach jest niczym powiew świeżego powietrza czy chlust orzeźwiającej wody prosto w twarz.<br />
<br />
Naciągane 7/10]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Hard Rain (1998)</span><br />
<br />
<img src="https://i.ibb.co/WWzZ9195/vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-15-23h59m00s498.png]" /><br />
<br />
Jako że dziś oscarowa gala a te ostatnio można określić jednym słowem - katastrofa - postanowiłem obejrzeć sobie jakiś zapomniany film katastroficzny. Czemu zapomniany? Bo o tym dzisiejszym rozdaniu pewnie za kilka dni też mało kto będzie pamiętał i jakoś siadło mi to tematycznie - padło na "Hard Rain" w reżyserii Mikaela Salomona z Christianem Slaterem i Morganem Freemanem w rolach głównych. <br />
<br />
Jak wiadomo, lata 90-te to okres, w którym dzięki rozwijającej się technologii gatunek ten zaliczył dosyć spory renesans - jednym z takich przełomowych obrazów był z pewnością "Twister", w którym wciąż udoskonalane efekty wizualne pozwoliły pokazać na ekranach kin rzeczy, których jeszcze kilka lat temu nie można było w tak realistyczny i efektowny sposób przedstawić. A później już poszło z (lodowej) górki, w szczególności po ogromnym sukcesie finansowym "Titanica" Jamesa Camerona - Ziemię zaczęły nawiedzać różnego rodzaju naturalne kataklizmy w liczbach wręcz hurtowych - jak nie wulkany to asteroidy czy inne zagrożenia kosmiczne lub przerośnięte zwierzaki niewiadomego pochodzenia. Nagrodzony 11 Oscarami obrazek samozwańczego króla świata sprawił jednak, że nagle niektórym znów zachciało się pluskać w wodzie i co gorsze, kręcić w niej filmy, co do tej pory uznawane było za nazbyt czasochłonne i nieprzewidywalne. Po co ten przydługi wstęp?<br />
<br />
Sam nie wiem, dlatego przechodząc do mertium wspomnę jeszcze, że "Hard Rain" dostał spory budżet 70 milionów dolarów i niestety dla producentów a także wytwórni liczącej na powtórzenie choćby części sukcesu finansowego wspomnianego wodnego obrazka historycznego, okazał się być potężną klapą, która, nomen omen, wtopiła sporą część tych pieniędzy zarabiając w kinach niecałe 20 milionów zielonych. Zasłużenie czy nie pojęcia nie mam i nie mnie to oceniać, w każdym razie film powtórzony po niemal 30 latach okazuje się być całkiem sensownym kawałkiem rozrywkowego kina akcji nie roszczącym sobie prawa do bycia czymś więcej.<br />
<br />
Fabuła typowa - woda się leje, jadą z kasą, woda się leje, samochód staje, woda się leje, ktoś chce kasę ukraść, woda się leje, inny ktoś nie chce na to pozwolić, woda się leje. I to tyle - schemat, sztampa, banał - śmiało można scenariusz "Hard Rain" tymi słowami określić co nie znaczy, że jest jakiś wyjątkowo zły, jest po prostu ograny do bólu i będący konglomeratem historyjek znanych dobrze z innych filmów, z podobnym zestawem bohaterów - młody i uczciwy chłopak będący na robocie od chwili ale i tak robiący wszystko, żeby wykonać ją najlepiej jak potrafi przy okazji ratując dopiero co poznaną piękną kobietę walcząc ze złolami; ci z kolei wiadomo - szef stoik, mający wszystko zaplanowane, przydupas znajomego psujący te jego wszystkie plany itp. - nawet przypałętał się tutaj znany choćby z filmów Tarantino murzyn cytujący Biblię (nie ściemniam).<br />
<br />
Nie wiem kto sobie wymyślił, żeby z Christiana Slatera zrobić kolejną wielką gwiazdę kina ale szanuję za upór i wyobraźnię, bo gość jest totalnie żaden - być może i jest przystojny, za to wyzuty z jakiejkolwiek ekranowej charyzmy i strasznie ograniczony aktorsko, co w moich oczach raczej dyskwalifikuje go jako przekonującego "leading mana". Na szczęście o wiele lepszy jest drugi, trzeci i dalszy plan, na którym występują aktorzy uznani i cenieni, tacy jak choćby Morgan Freeman, Randy Quaid, Mark Rolston czy znana z kultowej rólki w "Lake Placid" Betty White, która tutaj niestety nie miała okazji dokarmiać żadnego krokodyla, co osobiście uznaję za dosyć poważny minus i ogromną niewykorzystaną szansę. Nie ma tu rzecz jasna żadnych wybitnych występów ale oprócz Slatera tragedii nie ma i jest przynajmniej przyzwoicie. <br />
<br />
Pod względem realizacji jest nawet lepiej, bo reżyser tego obrazka Duńczyk Mikael Salomon był wcześniej uznanym zdjęciowcem pracującym choćby przy "The Abyss", "Arachnophobii" czy "Backdraft" a ci w Holly radzą sobie nieźle również jako odpowiadający za całą produkcję - vide Jan de Bont. Dlatego film wygląda bardzo dobrze - już na samym początku możemy zobaczyć zmontowany i zrealizowany przy użyciu wszelkich dostępnych wtedy sztuczek długi i całkiem efektowny "lot kamery" pokazujący nasilającą się powódź - a później nie jest wcale gorzej. Świetne są wszelkie scenografie i co oczywiste, zdjęcia. Stopniowo zalewane miasto wygląda niezwykle przekonująco i sprawdza się jako nieoczywiste miejsce akcji, która również jest zaaranżowana w miarę interesująco i z należytym pomyślunkiem, wykorzystując i ogrywając jak trzeba te wszystkie zmyślnie wykonane miejscówki. I tak dostajemy dużo scen ściganych przy użyciu różnych pojazdów wodnych typu skutery czy łodzie, kilka niezłych sekwencji rozwałki - co ważne, większość tego co widzimy to wybudowane, zalane wodą i niszczone późnej prawdziwe scenografie a także miniatury, cyfrowe sztuczki wspomagające ograniczone są na szczęście do niezbędnego minimum przez co "Hard Rain" nie zestarzał się jakoś mocno, co jest zmorą sporej części podobnych mu produkcji z tego okresu stawiających mocniej na komputerowe efekty. <br />
<br />
Cóż więcej można tutaj napisać - film nie zdobył ani jednego Oscara, bo nikt nie odważył się go w żadnej kategorii nominować ale jak pisałem wcześniej, to katastroficzny akcyjniak nie roszczący sobie prawa do bycia jakimś objawieniem a sprawny przedstawiciel kina gatunkowego i z tej roli wywiązuje się całkiem nieźle. Fabuła choć oklepana i momentami naciągana czy niezbyt mądra to sprawdza się tutaj należycie, bo dostarcza to czego po takim filmie oczekujemy, czyli emocji. Mamy kilka raczej oczywistych twistów ale nie jest to również nic obrażającego inteligencję widza - do tego dostajemy szczyptę niezłego humoru, akcja jest wartka, całość nieźle trzyma w napięciu i jest bardzo porządnie zrealizowana. Nic tu nikogo raczej nie zachwyci ale można miło spędzić czas i to jest chyba w tym przypadku najważniejsze. Punkcik w górę za to jak rozegrano finałową scenę, która szczególnie w dzisiejszych czasach jest niczym powiew świeżego powietrza czy chlust orzeźwiającej wody prosto w twarz.<br />
<br />
Naciągane 7/10]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Redux Redux (2025)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Redux-Redux-2025--6723</link>
			<pubDate>Thu, 12 Mar 2026 03:49:25 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Redux-Redux-2025--6723</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/Xf071nx0/vlcsnap-2026-03-12-02h32m34s503.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-12-02h32m34s503.png]" /><br />
<br />
Wow. <br />
<br />
Bardzo rzadko zdarza mi się w ostatnich latach obejrzeć film, który zrobiłby na mnie jakiekolwiek wrażenie - przeważnie są to bowiem patrzydła co najwyżej niezłe, mające jakieś wyróżniające się pojedyncze elementy ale nieczęsto trafia się na produkcję, po obejrzeniu której człowiek byłby w stanie wydusić z siebie tylko te trzy napisane przeze mnie na wstępie litery. "Redux Redux" jest właśnie jednym z takim obrazów a moje zdziwienie jest tym większe, że wcześniej zupełnie nic o tym filmie nie słyszałem i trafiłem na niego przez totalny przypadek. O czym to jest?<br />
<br />
Fabuły nie ma sensu za bardzo w szczegółach wykładać, wydaje mi się też, że zwiastun zdradza odrobinę zbyt dużo, dlatego radzę oglądać go raczej na własną odpowiedzialność. W każdym razie jest to można by rzec swego rodzaju mieszanka gatunkowa - mamy tutaj połączenie dosyć brutalnego kina zemsty z elementami sci-fi a także, w pewnym sensie, filmem drogi - otóż strasznie wkurwiona kobieta imieniem Irene podróżuje po różnych równoległych światach w celu ciągłego ubijania seryjnego mordercy odpowiedzialnego za porwanie i zabicie jej córki. I tyle tak naprawdę wystarczy wiedzieć. Sam pomysł jest szalenie ciekawy i dający spore pole do popisu dla rozgarniętych filmowo twórców, całe szczęście bracia Kevin i Matthew McManus odpowiedzialni za scenariusz i reżyserię "Redux Redux" do takich właśnie zdają się zaliczać.<br />
<br />
Kompletnie nie znałem wcześniej ich twórczości, która, że tak to ujmę, do zbyt obfitej nie należy, dodatkowo z tego co zdołałem się zorientować, film kosztował w okolicach miliona dolarów co czyni go produkcją totalnie niskobudżetową, tym bardziej gdy weźmiemy pod uwagę koncept multiwersum, na który bracia postanowili wydawałoby się porwać niczym z motyką na słońce. Nic bardziej mylnego, bo scenariusz jest naprawdę dopracowany a cała historia niezwykle wciągająca i pomyślana w ten sposób, że nie potrzeba było wcale nie wiadomo jakich cudów na kiju jeśli chodzi o efekty specjalne czy wizualne. Ba, w trakcie seansu zupełnie nie zwracałem uwagi na wynikające z tego niedociągnięcia bo jeśli nawet jakieś rzeczywiście były to sama fabuła sprawiła, że przeleciały one jakoś obok mnie całkowicie niezauważone. <br />
<br />
Mimo wszystko od razu uspokajam - realizacja według mnie jest tutaj świetna i zupełnie nie widać, że film kosztował tylko milion dolarów. Zdjęcia, których autorem jest gość o swojsko brzmiącym nazwisku, niejaki Alan Gwizdowski, są rewelacyjne - całość wygląda jak jakiś zapomniany klasyk wyjęty żywcem z lat 80-tych w stylu "Autostopowicza", w czym niebagatelną rolę odgrywają pięknie sfotografowane amerykańskie bezdroża ale także klimatyczna, lekko sytnhowa muza Paula Kocha z naprawdę niezłym i wbijającym się w głowę motywem przewodnim. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/lOlwjWOoYro?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Do tego równie dobry jest montaż, na który często zwykle nie zwraca się należytej uwagi lecz jest tutaj kilka naprawdę znakomitych scen, w których pomaga on w wizualnym opowiadaniu historii i podbijaniu napięcia. Całość zrealizowana jest na naprawdę bardzo wysokim poziomie - widać po prostu, że była tutaj jakaś konkretna wizja a odpowiedzialni za jej przełożenie na ekran ludzie spisali się na medal. <br />
<br />
Jednak chyba najmocniejszym punktem "Redux Redux" jest występująca w głównej roli siostra bracia McManus Michaela, wcielająca się bezbłędnie we wkurwioną i zatraconą w cyklu ciągłego zabijania matkę - na moje to jest spokojnie występ wart docenienia przy okazji jakichś gal z nagrodami ale nie mam złudzeń by się to wydarzyło bo film jest raczej "mały", co nie pomoże mu w zdobyciu jakiejś większej rozpoznawalności a jej w zebraniu zasłużonych za ten występ braw i oklasków. W ogóle dziwna sprawa, bo pierwszy raz zobaczyłem ją na ekranie w trakcie niedawnego seansu drugiego sezonu telewizyjnego "Teda", w którym występowała w jednym z odcinków wyglądając w nim jak milion dolarów - tutaj ma rolę dużo bardziej wymagającą, nie opierającą się tak jak w tamtym przypadku w większości na ładnym uśmiechu i zgrabnej figurze a jednak również radzi sobie z nią naprawdę fenomenalnie, wskakując z miejsca do topki aktorek, których kolejnych produkcji będę z niecierpliwością wyczekiwał. <br />
<br />
Czy są tutaj jakieś skuchy? Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu jak napisana i zagrana jest pewna pojawiająca się w trakcie trwania filmu postać, choć według mnie ona po prostu taka właśnie miała być i jest to wszystko sensownie wyjaśnione i umocowane w kontekście samej historii - mimo wszystko nie zdziwię się, jeśli niektórych będzie irytowała swoim zachowaniem i wzbudzała pewną niechęć. Ja ją kupiłem i podobała mi się ostatecznie też droga, którą przeszła, pięknie spuentowana w trzymającym w napięciu finale. Odnośnie finału i ogólnie całego filmu - bardzo podobało mi się też podejście twórców do pokazywania na ekranie przemocy - kiedy trzeba jest on dość graficzny i brutalny, nikt się tutaj z nikim nie cacka ale nie ma żadnego bezsensownego epatowania krwią czy innymi tego typu rzeczami. Jest to wszystko bardzo przyziemne, nie ma w tym aspekcie przesadyzmu czy niepotrzebnego szczucia widzów wymyślnie zaaranżowanymi scenami śmierci, wręcz przeciwnie, to co widzimy na ekranie jest wystarczające w opowiedzeniu tej konkretnej historii. <br />
<br />
A ta, pomimo użytego motywu wieloświatów, jest bardzo kameralna i osobista przez co można się z nią bardzo łatwo utożsamić, gdyż to w gruncie rzeczy prosta i uniwersalna opowieść o stracie, traumie z niej wynikającej a także próbie radzenia sobie z niedającymi się tak łatwo stłumić emocjami. Dlatego pomimo wplecionego w to wszystko fantastycznego konceptu całość świetnie działa i trafia we wszystkie właściwe nuty będąc dodatkowo znakomicie wykonanym kawałkiem kina gatunkowego, bezbłędnie łączącego różne wydawać by się mogło niezbyt pasujące do siebie elementy. "Redux Redux" to w końcu też dzieło udowadniające, że zamiast oglądać tylko wielomilionowe hollywoodzkie superprodukcje, przegrzebując się nieraz przez sterty śmieci i zwyczajnego przeciętniactwa przy okazji narzekając ciągle na stan współczesnej kinematografii, warto skierować swój wzrok również w kierunku niskobudżetowego kina niezależnego by czasami trafić właśnie na tego typu nieoczywistą filmową perełkę.  <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/FeccBZFKP_U?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
9/10]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://i.ibb.co/Xf071nx0/vlcsnap-2026-03-12-02h32m34s503.png" border="0" alt="[Obrazek: vlcsnap-2026-03-12-02h32m34s503.png]" /><br />
<br />
Wow. <br />
<br />
Bardzo rzadko zdarza mi się w ostatnich latach obejrzeć film, który zrobiłby na mnie jakiekolwiek wrażenie - przeważnie są to bowiem patrzydła co najwyżej niezłe, mające jakieś wyróżniające się pojedyncze elementy ale nieczęsto trafia się na produkcję, po obejrzeniu której człowiek byłby w stanie wydusić z siebie tylko te trzy napisane przeze mnie na wstępie litery. "Redux Redux" jest właśnie jednym z takim obrazów a moje zdziwienie jest tym większe, że wcześniej zupełnie nic o tym filmie nie słyszałem i trafiłem na niego przez totalny przypadek. O czym to jest?<br />
<br />
Fabuły nie ma sensu za bardzo w szczegółach wykładać, wydaje mi się też, że zwiastun zdradza odrobinę zbyt dużo, dlatego radzę oglądać go raczej na własną odpowiedzialność. W każdym razie jest to można by rzec swego rodzaju mieszanka gatunkowa - mamy tutaj połączenie dosyć brutalnego kina zemsty z elementami sci-fi a także, w pewnym sensie, filmem drogi - otóż strasznie wkurwiona kobieta imieniem Irene podróżuje po różnych równoległych światach w celu ciągłego ubijania seryjnego mordercy odpowiedzialnego za porwanie i zabicie jej córki. I tyle tak naprawdę wystarczy wiedzieć. Sam pomysł jest szalenie ciekawy i dający spore pole do popisu dla rozgarniętych filmowo twórców, całe szczęście bracia Kevin i Matthew McManus odpowiedzialni za scenariusz i reżyserię "Redux Redux" do takich właśnie zdają się zaliczać.<br />
<br />
Kompletnie nie znałem wcześniej ich twórczości, która, że tak to ujmę, do zbyt obfitej nie należy, dodatkowo z tego co zdołałem się zorientować, film kosztował w okolicach miliona dolarów co czyni go produkcją totalnie niskobudżetową, tym bardziej gdy weźmiemy pod uwagę koncept multiwersum, na który bracia postanowili wydawałoby się porwać niczym z motyką na słońce. Nic bardziej mylnego, bo scenariusz jest naprawdę dopracowany a cała historia niezwykle wciągająca i pomyślana w ten sposób, że nie potrzeba było wcale nie wiadomo jakich cudów na kiju jeśli chodzi o efekty specjalne czy wizualne. Ba, w trakcie seansu zupełnie nie zwracałem uwagi na wynikające z tego niedociągnięcia bo jeśli nawet jakieś rzeczywiście były to sama fabuła sprawiła, że przeleciały one jakoś obok mnie całkowicie niezauważone. <br />
<br />
Mimo wszystko od razu uspokajam - realizacja według mnie jest tutaj świetna i zupełnie nie widać, że film kosztował tylko milion dolarów. Zdjęcia, których autorem jest gość o swojsko brzmiącym nazwisku, niejaki Alan Gwizdowski, są rewelacyjne - całość wygląda jak jakiś zapomniany klasyk wyjęty żywcem z lat 80-tych w stylu "Autostopowicza", w czym niebagatelną rolę odgrywają pięknie sfotografowane amerykańskie bezdroża ale także klimatyczna, lekko sytnhowa muza Paula Kocha z naprawdę niezłym i wbijającym się w głowę motywem przewodnim. <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/lOlwjWOoYro?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
Do tego równie dobry jest montaż, na który często zwykle nie zwraca się należytej uwagi lecz jest tutaj kilka naprawdę znakomitych scen, w których pomaga on w wizualnym opowiadaniu historii i podbijaniu napięcia. Całość zrealizowana jest na naprawdę bardzo wysokim poziomie - widać po prostu, że była tutaj jakaś konkretna wizja a odpowiedzialni za jej przełożenie na ekran ludzie spisali się na medal. <br />
<br />
Jednak chyba najmocniejszym punktem "Redux Redux" jest występująca w głównej roli siostra bracia McManus Michaela, wcielająca się bezbłędnie we wkurwioną i zatraconą w cyklu ciągłego zabijania matkę - na moje to jest spokojnie występ wart docenienia przy okazji jakichś gal z nagrodami ale nie mam złudzeń by się to wydarzyło bo film jest raczej "mały", co nie pomoże mu w zdobyciu jakiejś większej rozpoznawalności a jej w zebraniu zasłużonych za ten występ braw i oklasków. W ogóle dziwna sprawa, bo pierwszy raz zobaczyłem ją na ekranie w trakcie niedawnego seansu drugiego sezonu telewizyjnego "Teda", w którym występowała w jednym z odcinków wyglądając w nim jak milion dolarów - tutaj ma rolę dużo bardziej wymagającą, nie opierającą się tak jak w tamtym przypadku w większości na ładnym uśmiechu i zgrabnej figurze a jednak również radzi sobie z nią naprawdę fenomenalnie, wskakując z miejsca do topki aktorek, których kolejnych produkcji będę z niecierpliwością wyczekiwał. <br />
<br />
Czy są tutaj jakieś skuchy? Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu jak napisana i zagrana jest pewna pojawiająca się w trakcie trwania filmu postać, choć według mnie ona po prostu taka właśnie miała być i jest to wszystko sensownie wyjaśnione i umocowane w kontekście samej historii - mimo wszystko nie zdziwię się, jeśli niektórych będzie irytowała swoim zachowaniem i wzbudzała pewną niechęć. Ja ją kupiłem i podobała mi się ostatecznie też droga, którą przeszła, pięknie spuentowana w trzymającym w napięciu finale. Odnośnie finału i ogólnie całego filmu - bardzo podobało mi się też podejście twórców do pokazywania na ekranie przemocy - kiedy trzeba jest on dość graficzny i brutalny, nikt się tutaj z nikim nie cacka ale nie ma żadnego bezsensownego epatowania krwią czy innymi tego typu rzeczami. Jest to wszystko bardzo przyziemne, nie ma w tym aspekcie przesadyzmu czy niepotrzebnego szczucia widzów wymyślnie zaaranżowanymi scenami śmierci, wręcz przeciwnie, to co widzimy na ekranie jest wystarczające w opowiedzeniu tej konkretnej historii. <br />
<br />
A ta, pomimo użytego motywu wieloświatów, jest bardzo kameralna i osobista przez co można się z nią bardzo łatwo utożsamić, gdyż to w gruncie rzeczy prosta i uniwersalna opowieść o stracie, traumie z niej wynikającej a także próbie radzenia sobie z niedającymi się tak łatwo stłumić emocjami. Dlatego pomimo wplecionego w to wszystko fantastycznego konceptu całość świetnie działa i trafia we wszystkie właściwe nuty będąc dodatkowo znakomicie wykonanym kawałkiem kina gatunkowego, bezbłędnie łączącego różne wydawać by się mogło niezbyt pasujące do siebie elementy. "Redux Redux" to w końcu też dzieło udowadniające, że zamiast oglądać tylko wielomilionowe hollywoodzkie superprodukcje, przegrzebując się nieraz przez sterty śmieci i zwyczajnego przeciętniactwa przy okazji narzekając ciągle na stan współczesnej kinematografii, warto skierować swój wzrok również w kierunku niskobudżetowego kina niezależnego by czasami trafić właśnie na tego typu nieoczywistą filmową perełkę.  <br />
<br />
<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/FeccBZFKP_U?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
9/10]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[DIGGER (2026) reż. Alejandro G. Iñárritu]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-DIGGER-2026-re%C5%BC-Alejandro-G-I%C3%B1%C3%A1rritu--6719</link>
			<pubDate>Sun, 22 Feb 2026 13:09:09 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-DIGGER-2026-re%C5%BC-Alejandro-G-I%C3%B1%C3%A1rritu--6719</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Rd21PhsDHww?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
fabuła póki co jest tajemnicą<br />
<br />
w głównej roli Tom Cruise, reszta obsady to Sandra Hüller, John Goodman, Michael Stuhlbarg, Jesse Plemons, Sophie Wilde<br />
<br />
premiera 2 października 2026]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/Rd21PhsDHww?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
fabuła póki co jest tajemnicą<br />
<br />
w głównej roli Tom Cruise, reszta obsady to Sandra Hüller, John Goodman, Michael Stuhlbarg, Jesse Plemons, Sophie Wilde<br />
<br />
premiera 2 października 2026]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wielki Marty / Marty Supreme (2025, reż. Josh Safdie)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Wielki-Marty-Marty-Supreme-2025-re%C5%BC-Josh-Safdie--6714</link>
			<pubDate>Thu, 15 Jan 2026 20:54:54 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Wielki-Marty-Marty-Supreme-2025-re%C5%BC-Josh-Safdie--6714</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Marty Supreme</span> - w zeszłorocznym pojedynku na filmy braci Safdie Joshua wygrywa i to przez nokaut w drugiej rundzie, Benjamin niech się skupi na aktorstwie. <br />
Jeśli lubiliście Nieoszlifowane diamenty i Good Times, to Wielki Marty jest ich następcą, tylko na bogato, w kostiumie z lat 50. Znowu mamy kakafonię dźwięków, szalone tempo i w 100% amerykańskiego bohatera, który nie rozumie słowa nie i przez 150 minut filmu jest coraz większym chujkiem przez co wpada w coraz większe kłopoty. Ja bardzo lubię ten styl opowieści, chociaż miał on swoje ograniczenia w poprzednich filmach braci, ma i teraz, mimo to, póki co dla mnie film roku, kapitalnie się bawiłem w kinie. <br />
Piękne są zdjęcia Khondjiego (wciąż zapominam że chłop jeszcze nie jest na emeryturze), genialne dekoracje Jacka Fiska (najlepszy scenograf w historii kina?), ogólnie film jest stylowy, piękny, sugestywny, wcale niemały: dowód na to, że wciąż da się w Hollywood zatrudnić dwie gwiazdy i nakręcić taki film za 60-70 baniek, a niekoniecznie za 160 ;)<br />
Obsada: rola Chalameta bardzo dobra, ale nie jakaś wybitna. Oczywiście najlepsza w jego karierze, bo wszystkie poprzednie były w porywach niezłe, a tutaj nareszcie nie widać Chalameta, tylko Marty'ego - nie mam problemu z tym, żeby dostał tego Oscara. Gwyneth Paltrow na drugim planie (dosyć dalekim) też bardzo dobra, gorsze rolę zdobywały statuetki. <br />
Przyznam że nie rozumiem czemu tylko Chalamet jest doceniany, a reżyseria, zdjęcia, kostiumy, scenografia, montaż, muzyka i Paltrow nie. Naprawdę z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że na początku sezonu oscarowego zbiera się jakaś rada i decyduje co nam się w tym roku podobało, a co nie. Gdybyśmy żyli w lepszym świecie, to cały splendor jaki zbiera Sinners powinien być przelany na Marty'ego. <br />
Ode mnie <span style="font-weight: bold;">8+/10</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Marty Supreme</span> - w zeszłorocznym pojedynku na filmy braci Safdie Joshua wygrywa i to przez nokaut w drugiej rundzie, Benjamin niech się skupi na aktorstwie. <br />
Jeśli lubiliście Nieoszlifowane diamenty i Good Times, to Wielki Marty jest ich następcą, tylko na bogato, w kostiumie z lat 50. Znowu mamy kakafonię dźwięków, szalone tempo i w 100% amerykańskiego bohatera, który nie rozumie słowa nie i przez 150 minut filmu jest coraz większym chujkiem przez co wpada w coraz większe kłopoty. Ja bardzo lubię ten styl opowieści, chociaż miał on swoje ograniczenia w poprzednich filmach braci, ma i teraz, mimo to, póki co dla mnie film roku, kapitalnie się bawiłem w kinie. <br />
Piękne są zdjęcia Khondjiego (wciąż zapominam że chłop jeszcze nie jest na emeryturze), genialne dekoracje Jacka Fiska (najlepszy scenograf w historii kina?), ogólnie film jest stylowy, piękny, sugestywny, wcale niemały: dowód na to, że wciąż da się w Hollywood zatrudnić dwie gwiazdy i nakręcić taki film za 60-70 baniek, a niekoniecznie za 160 ;)<br />
Obsada: rola Chalameta bardzo dobra, ale nie jakaś wybitna. Oczywiście najlepsza w jego karierze, bo wszystkie poprzednie były w porywach niezłe, a tutaj nareszcie nie widać Chalameta, tylko Marty'ego - nie mam problemu z tym, żeby dostał tego Oscara. Gwyneth Paltrow na drugim planie (dosyć dalekim) też bardzo dobra, gorsze rolę zdobywały statuetki. <br />
Przyznam że nie rozumiem czemu tylko Chalamet jest doceniany, a reżyseria, zdjęcia, kostiumy, scenografia, montaż, muzyka i Paltrow nie. Naprawdę z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że na początku sezonu oscarowego zbiera się jakaś rada i decyduje co nam się w tym roku podobało, a co nie. Gdybyśmy żyli w lepszym świecie, to cały splendor jaki zbiera Sinners powinien być przelany na Marty'ego. <br />
Ode mnie <span style="font-weight: bold;">8+/10</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wartość sentymentalna (2025) reż. Joachim Trier)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Warto%C5%9B%C4%87-sentymentalna-2025-re%C5%BC-Joachim-Trier--6722</link>
			<pubDate>Wed, 07 Jan 2026 08:59:36 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Warto%C5%9B%C4%87-sentymentalna-2025-re%C5%BC-Joachim-Trier--6722</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Sentimental Value</span> - spore rozczarowanie. Już po trailerze miałem wątpliwości. Trudne relacje ojca reżysera z córką? Jakieś niewyjaśnione pretensje i urazy? No dobra, Trier umie w emocje a wszystko co od niego widziałem było przynajmniej bardzo dobre. Tutaj niestety ani nie przejąłem się problemami bohaterów, ani nie poczułem ich emocji. Czyli film polegał tam, gdzie miała być jego siła i tam, gdzie Trier wcześniej dawał radę. Może to też kwestia tego, że łatwiej mi się identyfikować z bohaterami poprzednich jego filmów, nawet The Worst Person... <br />
<br />
Co z tego, że zagrane jest to nieźle i nakręcone porządnie. Skarskard miewał role na podobnym poziome a panie wcale tak nie zachwycają, jak się pisze. <br />
<br />
Poza tym, wątek Fanning wydaje się całkowicie zbędny. Dialogi raczej banalne, często stanowią wypowiedzenie przez bohaterów emocji. Żadna scena jakoś szczególnie nie utkwiła mi w pamięci. Najlepsza chyba pierwsza, stanowiąca jakby prolog nakreślający stan emocjonalny bohaterki. <br />
<br />
Krok wstecz w stosunku do The Worst Person... a jak dla mnie tym bardziej w stosunku do Oslo... i Reprise. Myślałem, że w ciemno będę im kibicował przynajmniej w w kategorii filmu nieanglojęzycznego, trochę za poprzednie filmy, ale teraz już bez większego zaangażowania. 6/10 chociaż może trochę naciągane nawet.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Sentimental Value</span> - spore rozczarowanie. Już po trailerze miałem wątpliwości. Trudne relacje ojca reżysera z córką? Jakieś niewyjaśnione pretensje i urazy? No dobra, Trier umie w emocje a wszystko co od niego widziałem było przynajmniej bardzo dobre. Tutaj niestety ani nie przejąłem się problemami bohaterów, ani nie poczułem ich emocji. Czyli film polegał tam, gdzie miała być jego siła i tam, gdzie Trier wcześniej dawał radę. Może to też kwestia tego, że łatwiej mi się identyfikować z bohaterami poprzednich jego filmów, nawet The Worst Person... <br />
<br />
Co z tego, że zagrane jest to nieźle i nakręcone porządnie. Skarskard miewał role na podobnym poziome a panie wcale tak nie zachwycają, jak się pisze. <br />
<br />
Poza tym, wątek Fanning wydaje się całkowicie zbędny. Dialogi raczej banalne, często stanowią wypowiedzenie przez bohaterów emocji. Żadna scena jakoś szczególnie nie utkwiła mi w pamięci. Najlepsza chyba pierwsza, stanowiąca jakby prolog nakreślający stan emocjonalny bohaterki. <br />
<br />
Krok wstecz w stosunku do The Worst Person... a jak dla mnie tym bardziej w stosunku do Oslo... i Reprise. Myślałem, że w ciemno będę im kibicował przynajmniej w w kategorii filmu nieanglojęzycznego, trochę za poprzednie filmy, ale teraz już bez większego zaangażowania. 6/10 chociaż może trochę naciągane nawet.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Bugonia (2025) reż. Yórgos Lánthimos]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Bugonia-2025-re%C5%BC-Y%C3%B3rgos-L%C3%A1nthimos--6708</link>
			<pubDate>Wed, 17 Dec 2025 20:28:37 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Bugonia-2025-re%C5%BC-Y%C3%B3rgos-L%C3%A1nthimos--6708</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/bd_5HcTujfc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">historia o dwóch kuzynach z obsesją teorii spiskowych, którzy porywają CEO firmy biotechnologicznej, wierząc, że jest kosmitką zagrażającą Ziemi, Teddy i Don zamykają Michelle w piwnicy, by ją przesłuchać i powstrzymać inwazję</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Michelle Fuller to potężna CEO farmaceutycznego giganta, uchodzi za najważniejszą kobietę w kraju, symbol sukcesu, władzy i korporacyjnej elity, otoczoną nagrodami</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Teddy to klasyczny amerykański zwyczajny, szary człowiek, który niczym się nie wyróżnia, jest pszczelarzem amatorem i jednocześnie foliarzem, głęboko przekonanym o prawdziwości rozmaitych teorii spiskowych</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">mamy tutaj aktorskie popisy Emmy Stone i Jesse Plemonsa, dodałbym jeszcze Delbis jako Dona</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">przesłanie filmu chyba proste, ludzie to gatunek skazany na zagładę, prędzej czy później, film celowo unika jednoznacznych odpowiedzi, pozostawiając widza z pytaniami i poczuciem poznawczego niedosytu</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">mi się podobało, muszę zobaczyć oryginał koreański "Save the Green Planet!"</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/bd_5HcTujfc?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">historia o dwóch kuzynach z obsesją teorii spiskowych, którzy porywają CEO firmy biotechnologicznej, wierząc, że jest kosmitką zagrażającą Ziemi, Teddy i Don zamykają Michelle w piwnicy, by ją przesłuchać i powstrzymać inwazję</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Michelle Fuller to potężna CEO farmaceutycznego giganta, uchodzi za najważniejszą kobietę w kraju, symbol sukcesu, władzy i korporacyjnej elity, otoczoną nagrodami</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Teddy to klasyczny amerykański zwyczajny, szary człowiek, który niczym się nie wyróżnia, jest pszczelarzem amatorem i jednocześnie foliarzem, głęboko przekonanym o prawdziwości rozmaitych teorii spiskowych</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">mamy tutaj aktorskie popisy Emmy Stone i Jesse Plemonsa, dodałbym jeszcze Delbis jako Dona</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">przesłanie filmu chyba proste, ludzie to gatunek skazany na zagładę, prędzej czy później, film celowo unika jednoznacznych odpowiedzi, pozostawiając widza z pytaniami i poczuciem poznawczego niedosytu</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">mi się podobało, muszę zobaczyć oryginał koreański "Save the Green Planet!"</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nuremberg (2025) reż. James Vanderbilt]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Nuremberg-2025-re%C5%BC-James-Vanderbilt--6704</link>
			<pubDate>Sun, 16 Nov 2025 12:25:01 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Nuremberg-2025-re%C5%BC-James-Vanderbilt--6704</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/WvAy9C-bipY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>Scenariusz filmu oparty jest na książce Jacka El-Haia z 2013 roku The Nazi and the Psychiatrist, opartej na autentycznych wspomnieniach i dokumentach z norymberskiego procesu. Autor opisał prawdziwe relacje między Douglasem Kelleyem a Hermannem Göringiem – pełne napięcia, wzajemnego podziwu i odrazy. Vanderbilt przenosi ten dramat na ekran, łącząc dokumentalny realizm z emocjonalną głębią.</blockquote>
<br />
w USA już po premierze, w Polsce od 28 listopada]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/WvAy9C-bipY?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>Scenariusz filmu oparty jest na książce Jacka El-Haia z 2013 roku The Nazi and the Psychiatrist, opartej na autentycznych wspomnieniach i dokumentach z norymberskiego procesu. Autor opisał prawdziwe relacje między Douglasem Kelleyem a Hermannem Göringiem – pełne napięcia, wzajemnego podziwu i odrazy. Vanderbilt przenosi ten dramat na ekran, łącząc dokumentalny realizm z emocjonalną głębią.</blockquote>
<br />
w USA już po premierze, w Polsce od 28 listopada]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[When Trumpets Fade (1998) reż. John Irvin (HBO)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-When-Trumpets-Fade-1998-re%C5%BC-John-Irvin-HBO--6702</link>
			<pubDate>Mon, 10 Nov 2025 19:31:33 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-When-Trumpets-Fade-1998-re%C5%BC-John-Irvin-HBO--6702</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;"><img src="https://images.kinorium.com/movie/shot/118331/w1500_35375.jpg" border="0" alt="[Obrazek: w1500_35375.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">jako, że Warfare zbytnio mnie nie zachwycił to zainteresował mnie post Paszczaka i tam wymienił ten film, po researchu również ekspert simek wskazał, że to jego ulubiony film telewizyjny od HBO</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">no i obejrzane, naprawdę dobre, surowe, wojenne kino bez zbędnego patosu, chłopcy wrzuceni w piekło frontu, może z 15 minut za krótkie</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">to nie film o bohaterstwie, lecz o jego braku, o bezsensowności rozkazów, o strachu i o tym, jak wojna potrafi złamać nawet najtwardszych</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;"><img src="https://images.kinorium.com/movie/shot/118331/w1500_35375.jpg" border="0" alt="[Obrazek: w1500_35375.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">jako, że Warfare zbytnio mnie nie zachwycił to zainteresował mnie post Paszczaka i tam wymienił ten film, po researchu również ekspert simek wskazał, że to jego ulubiony film telewizyjny od HBO</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">no i obejrzane, naprawdę dobre, surowe, wojenne kino bez zbędnego patosu, chłopcy wrzuceni w piekło frontu, może z 15 minut za krótkie</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">to nie film o bohaterstwie, lecz o jego braku, o bezsensowności rozkazów, o strachu i o tym, jak wojna potrafi złamać nawet najtwardszych</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[A House of Dynamite (2025) reż. Kathryn Bigelow]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-A-House-of-Dynamite-2025-re%C5%BC-Kathryn-Bigelow--6697</link>
			<pubDate>Sat, 25 Oct 2025 12:21:35 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-A-House-of-Dynamite-2025-re%C5%BC-Kathryn-Bigelow--6697</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">A House of Dynamite</span> (2025)<br />
<br />
<br />
Opinie o <span style="font-weight: bold;">Domu pełnym dynamitu</span> są w większości pozytywne, a mnie powrót Kathryn Bigelow  rozczarował. Są momenty trzymające w napięciu, ale z czasem napięcie znika przez co też zakończenie sprawia wrażenie niedogotowanego. Choć spotkałem się też z opiniami, że zakończenie jest za bardzo otwarte na dwie interpretacje, że dla części widzów to jest zakończenie pozytywne, a dla innych widzów, że negatywne, a ja uważam, że ostatnie sceny są dość jednoznaczne, co się dokładnie wydarzyło. Może to jest wina konstrukcji scenariusza, tak zbudowania narracji, że napięcie w filmie siada często, też w finale, a twórcy zdecydowali się pokazać wydarzenia z trzech różnych perspektyw, czyli coś takiego  co dostaliśmy niedawno w Weapons i co lubi robić np Damon Lindelof. <br />
<br />
Aktorsko nie mogę się do nikogo przyczepić, ale nie powiedziałbym, że to są najlepsze role w karierze Rebecci Ferguson, Idrisa Elby (znowu gra prezydenta, ale to nie jest odpowiednik ani Trumpa ani Bidena), Jareda Harrisa, czy Jasona Clarke'a. Wszyscy grają solidnie. Ale nie wierzę w to, że z filmu nie wyleciały jakieś sceny, bo jest też Kaitlyn Dever, która pojawia się na minutę. Może to nie jest gwiazda filmowa, ale na tyle znana aktorka, że nie mam pojęcia dlaczego akurat ją obsadzono w tej roli. Oczywiście jej postać jest ważna dla jednego z bohaterów, ale jest jej tak mało, że można ją łatwo przegapić<br />
<br />
Greengrass, który też wrócił do kina po wielu latach, tak jak Bigelow, dużo lepiej poradził sobie z reżyserią produkcji, która ma trzymać w napięciu. Mam takie wrażenie, że gdyby jemu dano tą produkcję Netflixa, którą można nazwać Doktorem Strangelove na poważnie to wyszłoby lepsze kino, a tak dostałem porządną produkcję, ale nic specjalnie zachwycającego. Ocena:<span style="font-weight: bold;"> 6/10</span>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">A House of Dynamite</span> (2025)<br />
<br />
<br />
Opinie o <span style="font-weight: bold;">Domu pełnym dynamitu</span> są w większości pozytywne, a mnie powrót Kathryn Bigelow  rozczarował. Są momenty trzymające w napięciu, ale z czasem napięcie znika przez co też zakończenie sprawia wrażenie niedogotowanego. Choć spotkałem się też z opiniami, że zakończenie jest za bardzo otwarte na dwie interpretacje, że dla części widzów to jest zakończenie pozytywne, a dla innych widzów, że negatywne, a ja uważam, że ostatnie sceny są dość jednoznaczne, co się dokładnie wydarzyło. Może to jest wina konstrukcji scenariusza, tak zbudowania narracji, że napięcie w filmie siada często, też w finale, a twórcy zdecydowali się pokazać wydarzenia z trzech różnych perspektyw, czyli coś takiego  co dostaliśmy niedawno w Weapons i co lubi robić np Damon Lindelof. <br />
<br />
Aktorsko nie mogę się do nikogo przyczepić, ale nie powiedziałbym, że to są najlepsze role w karierze Rebecci Ferguson, Idrisa Elby (znowu gra prezydenta, ale to nie jest odpowiednik ani Trumpa ani Bidena), Jareda Harrisa, czy Jasona Clarke'a. Wszyscy grają solidnie. Ale nie wierzę w to, że z filmu nie wyleciały jakieś sceny, bo jest też Kaitlyn Dever, która pojawia się na minutę. Może to nie jest gwiazda filmowa, ale na tyle znana aktorka, że nie mam pojęcia dlaczego akurat ją obsadzono w tej roli. Oczywiście jej postać jest ważna dla jednego z bohaterów, ale jest jej tak mało, że można ją łatwo przegapić<br />
<br />
Greengrass, który też wrócił do kina po wielu latach, tak jak Bigelow, dużo lepiej poradził sobie z reżyserią produkcji, która ma trzymać w napięciu. Mam takie wrażenie, że gdyby jemu dano tą produkcję Netflixa, którą można nazwać Doktorem Strangelove na poważnie to wyszłoby lepsze kino, a tak dostałem porządną produkcję, ale nic specjalnie zachwycającego. Ocena:<span style="font-weight: bold;"> 6/10</span>.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>