<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe - Filmy Luca Bessona]]></title>
		<link>https://forumkmf.pl/</link>
		<description><![CDATA[Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe - https://forumkmf.pl]]></description>
		<pubDate>Sun, 21 Jun 2026 19:04:16 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[DogMan (reż. Luc Besson)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-DogMan-re%C5%BC-Luc-Besson--6517</link>
			<pubDate>Tue, 21 Feb 2023 20:20:10 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-DogMan-re%C5%BC-Luc-Besson--6517</guid>
			<description><![CDATA[<img src="https://filmmusicreporter.com/wp-content/uploads/2023/02/va-60.png" border="0" alt="[Obrazek: va-60.png]" /><br />
<br />
Najnowszy film Bessona, prawie 4 lata po akcyjniakowym "Anna". W głównej roli występuje Caleb Landry Jones. Fabuła prezentuje się zaś następująco:<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>Landry Jones, a Texas-born musician and actor best-known for Cannes prizewinning role in “Nitram,” appears to be delivering another towering performance as Douglas, a man who was abused as a child by his violent father and viciously thrown to dogs. Instead of attacking him, the dogs came to protect him and became his allies. On a journey to heal from childhood trauma and physical injury, Douglas seeks to find his own path, even if it means bending societal rules, gender and going overboard with his love of dogs.</blockquote>
<br />
Variety donosi, że możemy mieć w końcu do czynienia z powrotem do formy u Bessona, bliższym "character study" o outsiderze jak w Leonie czy Nikicie, niż jego ostatnim produkcjom. DogMan podobno zachwycił kupców z berlińskiego European Film Market, niektórzy opiewali go nawet arcydziełem. Warto wspomnieć, że doszło też do paru zmian w ekipie, z którą Luc dotychczas pracował. Przede wszystkim dochodzi Luc Besson Production, które współprodukuje film razem z EuropaCorp. Poprzedniego DoP Thierry'ego Arbogasta zastępuje Colin Wandersman. Za muzykę całe szczęście standardowo odpowiada Eric Serra. Pierwsze pokazy festiwalowe planowane są na jesień. W Polsce dystrybucją zajmie się Monolith Films.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="https://filmmusicreporter.com/wp-content/uploads/2023/02/va-60.png" border="0" alt="[Obrazek: va-60.png]" /><br />
<br />
Najnowszy film Bessona, prawie 4 lata po akcyjniakowym "Anna". W głównej roli występuje Caleb Landry Jones. Fabuła prezentuje się zaś następująco:<br />
<br />
<blockquote><cite>Cytat:</cite>Landry Jones, a Texas-born musician and actor best-known for Cannes prizewinning role in “Nitram,” appears to be delivering another towering performance as Douglas, a man who was abused as a child by his violent father and viciously thrown to dogs. Instead of attacking him, the dogs came to protect him and became his allies. On a journey to heal from childhood trauma and physical injury, Douglas seeks to find his own path, even if it means bending societal rules, gender and going overboard with his love of dogs.</blockquote>
<br />
Variety donosi, że możemy mieć w końcu do czynienia z powrotem do formy u Bessona, bliższym "character study" o outsiderze jak w Leonie czy Nikicie, niż jego ostatnim produkcjom. DogMan podobno zachwycił kupców z berlińskiego European Film Market, niektórzy opiewali go nawet arcydziełem. Warto wspomnieć, że doszło też do paru zmian w ekipie, z którą Luc dotychczas pracował. Przede wszystkim dochodzi Luc Besson Production, które współprodukuje film razem z EuropaCorp. Poprzedniego DoP Thierry'ego Arbogasta zastępuje Colin Wandersman. Za muzykę całe szczęście standardowo odpowiada Eric Serra. Pierwsze pokazy festiwalowe planowane są na jesień. W Polsce dystrybucją zajmie się Monolith Films.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lucy (2014) reż. Luc Besson]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Lucy-2014-re%C5%BC-Luc-Besson--3699</link>
			<pubDate>Sat, 16 Aug 2014 16:47:02 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Lucy-2014-re%C5%BC-Luc-Besson--3699</guid>
			<description><![CDATA[<img src="http://31.media.tumblr.com/f9f9e50d6ca0617b80edb2e47afc3c15/tumblr_na6h2cNTh21qa1fo8o1_1280.jpg" border="0" alt="[Obrazek: tumblr_na6h2cNTh21qa1fo8o1_1280.jpg]" /><br />
<br />
Temat wykorzystania naszego mózgu i rzekomy mit na temat zaledwie X% jakiego używamy powraca co jakiś czas, ostatnim filmem podejmującym ten temat jaki pamiętam było całkiem fajne Limitless.<br />
<br />
Napisałem 'rzekomy mit' z jednego powodu - chodzi o % obszaru mózgu z jakiego korzystamy, czy o % jego możliwości? Jeśli to pierwsze, to co powiedzieć o ludziach którzy w wypadkach tracą część głowy, a co za tym idzie mózgu, ale nijak wpływa to na ich inteligencję, pamięć i ogólną sprawność umysłową? Jeśli to drugie, to skąd naukowcy mogą to wiedzieć? Nie umiemy wyleczyć Alzheimera, ale wiemy wszystko o działaniu mózgu? Bzdury.<br />
<br />
Prawda czy mit, temat jest ciekawy i filmowy właśnie.<br />
<br />
Nie będzie spoilerem jeśli napiszę, że tytułowa Lucy (świetna ScarJo) dochodzi w pewnym momencie do 100% możliwości swojego mózgu, wszak napisali to na plakacie, tymczasem film potencjału tkwiącego w tym założeniu nie wykorzystuje.<br />
<br />
Co nie znaczy, że jest zły. Bo to dobry film; dziwny, specyficzny, chwilami przyjemnie absurdalny (choć wyobrażam sobie, że litery U, S i B będą dla niektórych ciężkie do przełknięcia), ale dobry, ma swój własny styl, jest sprawnie nakręcony i wciągający. Zarzuciłbym mu tylko tak naprawdę wątłą fabułkę, wszak nie ma tu niczego ponad to, co zapowiada trailer, a co za tym idzie ciekawsze, bardziej pomysłowe wykorzystanie motywu z takimi możliwościami bohaterki nie ma miejsca, chociaż przyznaję, że zakończenie jest satysfakcjonujące i jak najbardziej na miejscu.<br />
<br />
Na plus również to, że chociaż w pewnym momencie Lucy potrafi wręcz manipulować materią, oraz<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Spoiler</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">zajrzeć w przeszłość aż do początków wszechświata (znakomita sekwencja finałowa!)</div></div>, a i kilka scen akcji się tu znajdzie, to jednak nie jest to żadna powtórka z X-Menów czy też żałosnych popłuczyn po nich jak Push.<br />
<br />
Całkiem solidne 7/10 i w sumie jakieś tam przyjemne zaskoczenie, bo wiele się nie spodziewałem i poszedłem wyłącznie dla Scarletki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://31.media.tumblr.com/f9f9e50d6ca0617b80edb2e47afc3c15/tumblr_na6h2cNTh21qa1fo8o1_1280.jpg" border="0" alt="[Obrazek: tumblr_na6h2cNTh21qa1fo8o1_1280.jpg]" /><br />
<br />
Temat wykorzystania naszego mózgu i rzekomy mit na temat zaledwie X% jakiego używamy powraca co jakiś czas, ostatnim filmem podejmującym ten temat jaki pamiętam było całkiem fajne Limitless.<br />
<br />
Napisałem 'rzekomy mit' z jednego powodu - chodzi o % obszaru mózgu z jakiego korzystamy, czy o % jego możliwości? Jeśli to pierwsze, to co powiedzieć o ludziach którzy w wypadkach tracą część głowy, a co za tym idzie mózgu, ale nijak wpływa to na ich inteligencję, pamięć i ogólną sprawność umysłową? Jeśli to drugie, to skąd naukowcy mogą to wiedzieć? Nie umiemy wyleczyć Alzheimera, ale wiemy wszystko o działaniu mózgu? Bzdury.<br />
<br />
Prawda czy mit, temat jest ciekawy i filmowy właśnie.<br />
<br />
Nie będzie spoilerem jeśli napiszę, że tytułowa Lucy (świetna ScarJo) dochodzi w pewnym momencie do 100% możliwości swojego mózgu, wszak napisali to na plakacie, tymczasem film potencjału tkwiącego w tym założeniu nie wykorzystuje.<br />
<br />
Co nie znaczy, że jest zły. Bo to dobry film; dziwny, specyficzny, chwilami przyjemnie absurdalny (choć wyobrażam sobie, że litery U, S i B będą dla niektórych ciężkie do przełknięcia), ale dobry, ma swój własny styl, jest sprawnie nakręcony i wciągający. Zarzuciłbym mu tylko tak naprawdę wątłą fabułkę, wszak nie ma tu niczego ponad to, co zapowiada trailer, a co za tym idzie ciekawsze, bardziej pomysłowe wykorzystanie motywu z takimi możliwościami bohaterki nie ma miejsca, chociaż przyznaję, że zakończenie jest satysfakcjonujące i jak najbardziej na miejscu.<br />
<br />
Na plus również to, że chociaż w pewnym momencie Lucy potrafi wręcz manipulować materią, oraz<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Spoiler</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">zajrzeć w przeszłość aż do początków wszechświata (znakomita sekwencja finałowa!)</div></div>, a i kilka scen akcji się tu znajdzie, to jednak nie jest to żadna powtórka z X-Menów czy też żałosnych popłuczyn po nich jak Push.<br />
<br />
Całkiem solidne 7/10 i w sumie jakieś tam przyjemne zaskoczenie, bo wiele się nie spodziewałem i poszedłem wyłącznie dla Scarletki.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Joanna d'Arc (reż. Luc Besson)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Joanna-d-Arc-re%C5%BC-Luc-Besson--1306</link>
			<pubDate>Sun, 31 May 2009 22:29:38 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Joanna-d-Arc-re%C5%BC-Luc-Besson--1306</guid>
			<description><![CDATA[<img src="http://img189.imageshack.us/img189/2939/joannadarcxxxxxxx.jpg" border="0" alt="[Obrazek: joannadarcxxxxxxx.jpg]" /><br />
<br />
W czym Joanna d'Arc jest lepsza od Braveheart:<br />
1. W filmie jest scena gwałtu jakiej jeszcze nigdy nie widziałem. Angielscy żołnierze wpadają do chaty, dwóch zabiera się za przygotowany w kotle obiad, a trzeci za francuską dziewkę, przystawia ją do drzwi ale ta się wyrywa i biedak nie może sobie poradzić z jednoczesnym utrzymaniem jej i trafieniem do celu. Zirytowany tą sytuacją przebija niewiastę mieczem przytwierdzając ją do drzwi (prawie jak <span style="font-style: italic;">stick around</span> w Predatorze<img src="https://forumkmf.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" />. Gdy jego zdobycz jest już unieruchomiona, przechodzi do rzeczy. Po skończeniu odwraca się do oniemiałych kolegów i mówi: <span style="font-style: italic;">Teraz wasza kolej</span>. Całości przygląda się z ukrycia młoda Joanna. <br />
2. Anglicy rzucają fuckami<img src="https://forumkmf.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /><br />
<br />
Skąd akurat do Braveheart porównanie? Podobna tematyka, sceneria, bohater porywający tłumy do walki itp. Oczywiście nikt zrównoważony nie ma wątpliwości który film jest lepszy, ale Joanna d'Arc również zasługuje na wspomnienie bo to naprawdę dobry film i świetne widowisko historyczne. Nie ma tu co prawda tylu epickich scen batalistycznych co u Gibsona, ale gdy są, to naprawdę cieszą oko. Całość oczywiście obraca się wokół Joanny - Dziewicy Orleańskiej (specjalna komisja to sprawdziła) która uważa się za wybraną przez Boga by rozgrzać we francuzach ducha walki i poprowadzić ich do zwycięstwa nad podłymi anglikami. Joanna to zwykła wiejska dziewka, ale słyszy głosy mówiące jej co ma robić i ma niezwykły dar przekonywania który potrafi nakłonić wielkich drabów żeby podążali za nią do boju. <br />
<br />
Milla Jovovich wypada w tej roli znakomicie, z delikatnej i drobnej modelki przeobraziła się w prawdziwego wojownika. Na miejscu tych żabojadzich rzeźników również bym biegł za nią w środek masakry bo była jak dla mnie bardzo przekonująca. Poza malowniczymi scenami rzeźni gdzie latają ręce i nogi, na sporą uwagę zasługują malownicze plenery francuskiej wsi, zwłaszcza na początku filmu gdzie młoda Joanna wzmaga się ze swoimi kolejnymi wizjami. Joanna d'Arc to świetny i niepozbawiony realizmu dramat historyczny którym warto się zainteresować.<br />
<br />
<img src="http://img188.imageshack.us/img188/5783/bscap0003k.jpg" border="0" alt="[Obrazek: bscap0003k.jpg]" /><br />
<img src="http://img38.imageshack.us/img38/1135/bscap0000nwl.jpg" border="0" alt="[Obrazek: bscap0000nwl.jpg]" /><br />
<br />
Ciekawostka: właśnie wczoraj, gdy oglądałem film, była rocznica spalenia Joanny na stosie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://img189.imageshack.us/img189/2939/joannadarcxxxxxxx.jpg" border="0" alt="[Obrazek: joannadarcxxxxxxx.jpg]" /><br />
<br />
W czym Joanna d'Arc jest lepsza od Braveheart:<br />
1. W filmie jest scena gwałtu jakiej jeszcze nigdy nie widziałem. Angielscy żołnierze wpadają do chaty, dwóch zabiera się za przygotowany w kotle obiad, a trzeci za francuską dziewkę, przystawia ją do drzwi ale ta się wyrywa i biedak nie może sobie poradzić z jednoczesnym utrzymaniem jej i trafieniem do celu. Zirytowany tą sytuacją przebija niewiastę mieczem przytwierdzając ją do drzwi (prawie jak <span style="font-style: italic;">stick around</span> w Predatorze<img src="https://forumkmf.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" />. Gdy jego zdobycz jest już unieruchomiona, przechodzi do rzeczy. Po skończeniu odwraca się do oniemiałych kolegów i mówi: <span style="font-style: italic;">Teraz wasza kolej</span>. Całości przygląda się z ukrycia młoda Joanna. <br />
2. Anglicy rzucają fuckami<img src="https://forumkmf.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /><br />
<br />
Skąd akurat do Braveheart porównanie? Podobna tematyka, sceneria, bohater porywający tłumy do walki itp. Oczywiście nikt zrównoważony nie ma wątpliwości który film jest lepszy, ale Joanna d'Arc również zasługuje na wspomnienie bo to naprawdę dobry film i świetne widowisko historyczne. Nie ma tu co prawda tylu epickich scen batalistycznych co u Gibsona, ale gdy są, to naprawdę cieszą oko. Całość oczywiście obraca się wokół Joanny - Dziewicy Orleańskiej (specjalna komisja to sprawdziła) która uważa się za wybraną przez Boga by rozgrzać we francuzach ducha walki i poprowadzić ich do zwycięstwa nad podłymi anglikami. Joanna to zwykła wiejska dziewka, ale słyszy głosy mówiące jej co ma robić i ma niezwykły dar przekonywania który potrafi nakłonić wielkich drabów żeby podążali za nią do boju. <br />
<br />
Milla Jovovich wypada w tej roli znakomicie, z delikatnej i drobnej modelki przeobraziła się w prawdziwego wojownika. Na miejscu tych żabojadzich rzeźników również bym biegł za nią w środek masakry bo była jak dla mnie bardzo przekonująca. Poza malowniczymi scenami rzeźni gdzie latają ręce i nogi, na sporą uwagę zasługują malownicze plenery francuskiej wsi, zwłaszcza na początku filmu gdzie młoda Joanna wzmaga się ze swoimi kolejnymi wizjami. Joanna d'Arc to świetny i niepozbawiony realizmu dramat historyczny którym warto się zainteresować.<br />
<br />
<img src="http://img188.imageshack.us/img188/5783/bscap0003k.jpg" border="0" alt="[Obrazek: bscap0003k.jpg]" /><br />
<img src="http://img38.imageshack.us/img38/1135/bscap0000nwl.jpg" border="0" alt="[Obrazek: bscap0000nwl.jpg]" /><br />
<br />
Ciekawostka: właśnie wczoraj, gdy oglądałem film, była rocznica spalenia Joanny na stosie.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wielki Błękit (reż. Luc Besson)]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Wielki-B%C5%82%C4%99kit-re%C5%BC-Luc-Besson--1160</link>
			<pubDate>Mon, 30 Mar 2009 03:27:57 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Wielki-B%C5%82%C4%99kit-re%C5%BC-Luc-Besson--1160</guid>
			<description><![CDATA[<img src="http://img19.imageshack.us/img19/9835/91055094.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 91055094.jpg]" /><img src="http://img25.imageshack.us/img25/5986/78847952.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 78847952.jpg]" /><br />
<br />
Można by w skrócie powiedzieć że Wielki Błękit to film o nurkowaniu. Ale to mniej więcej tak jakby nazwać Znikający Punkt filmem o jeżdżeniu samochodem. Całość oczywiście kręci się wokół nurkowania, ale jak to w takich przypadkach bywa jest ono tylko tłem dla historii. A historia już na wstępie mówię, jest piękna. The Big Blue opowiada o dwóch nurkach którzy rywalizują ze sobą na kolejnych zawodach w wolnym nurkowaniu. Dla żadnego z nich nie jest to tylko sport, to jest ich życie. Dopiero pod wodą czują że naprawdę żyją, znacznie lepiej niż na powierzchni, wśród ludzi, czują się mając wokół siebie nieskończoną głębię. Zanurzając się wraz z nimi i oglądając to podwodne piękno, nie ma im się co dziwić że będąc tam na dole nie mają ochoty wracać na powierzchnię. Wszystko zostało tak wspaniale przedstawione przez Luca Bessona, że od razu dałem się porwać do tego magicznego świata. Jak ten genialny Francuz pokazuje wodę albo delfiny to patrzę na to z takim samym zachwytem i zaangażowaniem jak na najlepsze sceny akcji w Leonie Zawodowcu.<br />
<br />
Wielki Błękit to czysta magia i poezja, film tak wspaniały że brak mi słów żeby to wyrazić. Konkretnie przerył mi czachę, nie mogę przestać o nim myśleć od kiedy skończyłem go oglądać w piątek o 2 w nocy. Besson zrobił najlepszy film o miłości jaki w życiu widziałem. I nie chodzi mi tu bynajmniej o jakąś romantyczną historię, choć taka też się tu pojawia, ale o miłość, do oceanu, do natury, do życia. Porywająca historia która zabiera nas w niezwykłą podróż i zakotwicza się w świadomości bardzo głęboko. To film o przyjaźni, o marzeniach i o poszukiwaniu szczęścia i wolności. Enzo (Jean Reno) i Jacques (Jean-Marc Barr) tą wolność odnajdują właśnie w morskich głębinach, tam czują się naprawdę spełnieni i szczęśliwi. Nic nie może im zastąpić tego co odnajdują 100m pod powierzchnią wody. Piękne kobiety, pieniądze, wszystko to jest bezwartościowe w zetknięciu z życiem tętniącym w tej błękitnej otchłani. Dla Bessona to jest sentymentalna podróż do świata który sam kocha, zabiera nas tam ze sobą i nie pozostawia żadnych szans na oparcie się jego urokowi. Za młodu sam nurkował, ale w wyniku wypadku musiał odstawić płetwy na bok i złapać za kamerę którą czasami zamienia w różdżkę wyczarowując takie przepiękne dzieła jak to. <br />
<br />
Jean Reno jeszcze zanim stał się najpopularniejszym zabójcą kinowym, dał takiego czadu że nie można go już nigdy zapomnieć. Stworzył świetną postać wiecznie wyluzowanego optymisty i niegrzecznego awanturnika. Z Enzo bije niesamowita energia której nie można nie ulec. Drugi z nurków, Jacques, nie rzuca co prawda żartami tak często jak jego przyjaciel ale to również bardzo interesująca postać. Człowiek-delfin, tak o nim mówią, zdecydowanie bardziej woli spędzać czas z delfinami niż z ludźmi. W normalnym świecie nie potrafi się odnaleźć, jest ciągle zagubiony, ocean to jedyne miejsce w którym swobodnie się czuje i może odetchnąć pełną piersią<img src="https://forumkmf.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /> Ciekawostka: obydwaj bohaterowie byli wzorowani na autentycznych postaciach, w dodatku o tych samych nazwiskach. Trio zamyka urocza Rosanna Arquette, która w tym filmie jest naprawdę słodka.<br />
<br />
Niech nikt sobie nie pomyśli że to jakiś słodziutki do usrania film, w rzeczywistości to jest tragiczna historia. Kto bawi się zapałkami ten prędzej czy później się sparzy. <br />
Finał filmu pozostawia różne interpretacje, czemu? jak? po co? W <iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/AWmdA59DUvQ?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe> zakończenie zmieniono na łagodne i niekontrowersyjne, film dzięki temu jest przyjemniejszy i luźniejszy. Ale to właśnie europejskie zakończenie jest lepsze, poniewiera widzem i wyzwala większe emocje, głębsze refleksje, dzięki temu pozostaje w pamięci na wiele dłużej niż opcja łagodna.<br />
<br />
Le Grand Bleu to przepiękny film, jedno z najpiękniejszych dzieł jakie kiedykolwiek widziałem. Film daje takiego kopa emocjonalnego że szczęka opada do piwnicy. Jak Besson tylko chce to potrafi nakręcić coś magicznego i niezwykłego. Wielki Błękit to film naprawdę wielki i piękny. Niesamowicie wzruszające cudo. <br />
<br />
<img src="http://img9.imageshack.us/img9/6056/66401773.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 66401773.jpg]" /><br />
<img src="http://img256.imageshack.us/img256/382/72326113.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 72326113.jpg]" /><br />
<img src="http://img22.imageshack.us/img22/213/72360231.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 72360231.jpg]" /><br />
<img src="http://img8.imageshack.us/img8/8184/68171179.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 68171179.jpg]" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://img19.imageshack.us/img19/9835/91055094.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 91055094.jpg]" /><img src="http://img25.imageshack.us/img25/5986/78847952.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 78847952.jpg]" /><br />
<br />
Można by w skrócie powiedzieć że Wielki Błękit to film o nurkowaniu. Ale to mniej więcej tak jakby nazwać Znikający Punkt filmem o jeżdżeniu samochodem. Całość oczywiście kręci się wokół nurkowania, ale jak to w takich przypadkach bywa jest ono tylko tłem dla historii. A historia już na wstępie mówię, jest piękna. The Big Blue opowiada o dwóch nurkach którzy rywalizują ze sobą na kolejnych zawodach w wolnym nurkowaniu. Dla żadnego z nich nie jest to tylko sport, to jest ich życie. Dopiero pod wodą czują że naprawdę żyją, znacznie lepiej niż na powierzchni, wśród ludzi, czują się mając wokół siebie nieskończoną głębię. Zanurzając się wraz z nimi i oglądając to podwodne piękno, nie ma im się co dziwić że będąc tam na dole nie mają ochoty wracać na powierzchnię. Wszystko zostało tak wspaniale przedstawione przez Luca Bessona, że od razu dałem się porwać do tego magicznego świata. Jak ten genialny Francuz pokazuje wodę albo delfiny to patrzę na to z takim samym zachwytem i zaangażowaniem jak na najlepsze sceny akcji w Leonie Zawodowcu.<br />
<br />
Wielki Błękit to czysta magia i poezja, film tak wspaniały że brak mi słów żeby to wyrazić. Konkretnie przerył mi czachę, nie mogę przestać o nim myśleć od kiedy skończyłem go oglądać w piątek o 2 w nocy. Besson zrobił najlepszy film o miłości jaki w życiu widziałem. I nie chodzi mi tu bynajmniej o jakąś romantyczną historię, choć taka też się tu pojawia, ale o miłość, do oceanu, do natury, do życia. Porywająca historia która zabiera nas w niezwykłą podróż i zakotwicza się w świadomości bardzo głęboko. To film o przyjaźni, o marzeniach i o poszukiwaniu szczęścia i wolności. Enzo (Jean Reno) i Jacques (Jean-Marc Barr) tą wolność odnajdują właśnie w morskich głębinach, tam czują się naprawdę spełnieni i szczęśliwi. Nic nie może im zastąpić tego co odnajdują 100m pod powierzchnią wody. Piękne kobiety, pieniądze, wszystko to jest bezwartościowe w zetknięciu z życiem tętniącym w tej błękitnej otchłani. Dla Bessona to jest sentymentalna podróż do świata który sam kocha, zabiera nas tam ze sobą i nie pozostawia żadnych szans na oparcie się jego urokowi. Za młodu sam nurkował, ale w wyniku wypadku musiał odstawić płetwy na bok i złapać za kamerę którą czasami zamienia w różdżkę wyczarowując takie przepiękne dzieła jak to. <br />
<br />
Jean Reno jeszcze zanim stał się najpopularniejszym zabójcą kinowym, dał takiego czadu że nie można go już nigdy zapomnieć. Stworzył świetną postać wiecznie wyluzowanego optymisty i niegrzecznego awanturnika. Z Enzo bije niesamowita energia której nie można nie ulec. Drugi z nurków, Jacques, nie rzuca co prawda żartami tak często jak jego przyjaciel ale to również bardzo interesująca postać. Człowiek-delfin, tak o nim mówią, zdecydowanie bardziej woli spędzać czas z delfinami niż z ludźmi. W normalnym świecie nie potrafi się odnaleźć, jest ciągle zagubiony, ocean to jedyne miejsce w którym swobodnie się czuje i może odetchnąć pełną piersią<img src="https://forumkmf.pl/images/smilies/smile.gif" alt="Uśmiech" title="Uśmiech" class="smilie smilie_1" /> Ciekawostka: obydwaj bohaterowie byli wzorowani na autentycznych postaciach, w dodatku o tych samych nazwiskach. Trio zamyka urocza Rosanna Arquette, która w tym filmie jest naprawdę słodka.<br />
<br />
Niech nikt sobie nie pomyśli że to jakiś słodziutki do usrania film, w rzeczywistości to jest tragiczna historia. Kto bawi się zapałkami ten prędzej czy później się sparzy. <br />
Finał filmu pozostawia różne interpretacje, czemu? jak? po co? W <iframe width="640" height="385" src="//www.youtube.com/embed/AWmdA59DUvQ?fs=1&start=" frameborder="0" allowfullscreen></iframe> zakończenie zmieniono na łagodne i niekontrowersyjne, film dzięki temu jest przyjemniejszy i luźniejszy. Ale to właśnie europejskie zakończenie jest lepsze, poniewiera widzem i wyzwala większe emocje, głębsze refleksje, dzięki temu pozostaje w pamięci na wiele dłużej niż opcja łagodna.<br />
<br />
Le Grand Bleu to przepiękny film, jedno z najpiękniejszych dzieł jakie kiedykolwiek widziałem. Film daje takiego kopa emocjonalnego że szczęka opada do piwnicy. Jak Besson tylko chce to potrafi nakręcić coś magicznego i niezwykłego. Wielki Błękit to film naprawdę wielki i piękny. Niesamowicie wzruszające cudo. <br />
<br />
<img src="http://img9.imageshack.us/img9/6056/66401773.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 66401773.jpg]" /><br />
<img src="http://img256.imageshack.us/img256/382/72326113.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 72326113.jpg]" /><br />
<img src="http://img22.imageshack.us/img22/213/72360231.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 72360231.jpg]" /><br />
<img src="http://img8.imageshack.us/img8/8184/68171179.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 68171179.jpg]" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Fifth Element (1997) reż. Luc Besson]]></title>
			<link>https://forumkmf.pl/Thread-Fifth-Element-1997-re%C5%BC-Luc-Besson--654</link>
			<pubDate>Wed, 12 Sep 2007 07:25:14 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forumkmf.pl/Thread-Fifth-Element-1997-re%C5%BC-Luc-Besson--654</guid>
			<description><![CDATA[Ostatnio przypomniałem sobie produkcję Bessona, którą kiedyś bardzo lubiłem, i seans skończył się szokiem. 5th element to kiepszczak jakich mało! Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłem. Ale po kolei wyliczmy wady...<br />
<br />
1. fabuła. W ogólnym zarysie całkiem fajna, ale w szczegółach leży i kwiczy. Bohaterowie muszą się zahibernować żeby dolecieć na statek-operę, co sugeruje, że zajmuje im to nieco czasu. Badguy orientuje się, że sam też musi się tam wybrać, mniej więcej kiedy oni są w połowie drogi. I co? I na statek przybywają mniej więcej w tym samym czasie. Kompresja czasu? Dalej: jedyna siła zdolna powstrzymać zło to piąty element (a raczej żywioł), który musi wystrzelić laserem z ryja przez czubek piramidy. Mniejsza o to dlaczego broń przeciw Największemu Złu jest tak bezsensownie umiejscowiona i potrzebuje tylu manewrów żeby zadziałać, choć światowi grozi zagłada. Ważniejsze, że Zło jest po prostu głupie. Skoro promień może być wystrzelony z jednego miejsca na Ziemi, to wystarczyło podejść do planety pod odrobinę innym kątem - i superultrahiperbroń zostałaby przechytrzona. I tak dalej, i tak dalej. Żeby podsumować: nudno i z przestojami, a do tego głupio.<br />
<br />
2. akcja. A dokładniej sceny walk. W mało którym, nawet amatorskim filmie tak bardzo widać ich niedopracowanie. Kiedy bohaterka łoi przeciwników, przez 10 sekund zamierza się na jednego z piąchy, a drugi - stojący za nią! - zamiast zareagować, strzelić czy uderzyć, czeka aż sam dostanie po ryju. Takich wpadek choreograficznych jest tu pełno w każdej scenie akcji. <br />
<br />
3. muzyka. Cholernie niedopasowana do filmu, nudna, mdła, źle ilustrująca wydarzenia. Utwór grany na koncercie ujdzie, ale cała reszta to jakieś niewydarzone pitolenie z zupełnie innej bajki. Serra po prostu do tego filmu nie pasuje.<br />
<br />
4. dialogi. Po prostu słabizna, Chris Tucker często robi przestoje, tak jakby miał za mało do powiedzenia w stosunku do swojego czasu ekranowego. Jakby Besson nie przewidział, że powie swoje kwestie tak szybko. O poziomie gadek nie wspominając - nic wartego zapamiętania.<br />
<br />
5. bohaterowie. Willis znowu gra to samo, Tucker wkurza jak zawsze, tylko bardziej, Zorg jest pozbawiony wyrazu i tylko twarz Oldmana nadaje mu odrobiny demoniczności, zaś jedyną zaletą Leeloo jest wygląd. Prośte postaci. Rozumiem że pasują do takiego filmu, ale kiedy ani akcja, ani dialogi, ani nic innego nie jest w stanie go udźwignąć, wtedy nawet nieciekawi herosi stają się wadą.<br />
<br />
Wszystkie te wady rzuciły mi się w oczy dopiero po obejrzeniu wersji widescreen i bez lektora. Na szerokim ekranie dokładnie widać grzecznie czekających na manto przeciwników, dokładnie słychać przestoje w dialogach i niedopasowaną muzykę. <br />
<br />
Piąty element to nudny film, nieumiejętnie zrealizowany, i tylko efekty specjalne w nim są naprawdę dobre. Kiedyś bardzo go lubiłem, ale się zreflektowałem. Wystawiłbym ze 3, może 4\10 - będąc w naprawdę dobrym humorze.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Ostatnio przypomniałem sobie produkcję Bessona, którą kiedyś bardzo lubiłem, i seans skończył się szokiem. 5th element to kiepszczak jakich mało! Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłem. Ale po kolei wyliczmy wady...<br />
<br />
1. fabuła. W ogólnym zarysie całkiem fajna, ale w szczegółach leży i kwiczy. Bohaterowie muszą się zahibernować żeby dolecieć na statek-operę, co sugeruje, że zajmuje im to nieco czasu. Badguy orientuje się, że sam też musi się tam wybrać, mniej więcej kiedy oni są w połowie drogi. I co? I na statek przybywają mniej więcej w tym samym czasie. Kompresja czasu? Dalej: jedyna siła zdolna powstrzymać zło to piąty element (a raczej żywioł), który musi wystrzelić laserem z ryja przez czubek piramidy. Mniejsza o to dlaczego broń przeciw Największemu Złu jest tak bezsensownie umiejscowiona i potrzebuje tylu manewrów żeby zadziałać, choć światowi grozi zagłada. Ważniejsze, że Zło jest po prostu głupie. Skoro promień może być wystrzelony z jednego miejsca na Ziemi, to wystarczyło podejść do planety pod odrobinę innym kątem - i superultrahiperbroń zostałaby przechytrzona. I tak dalej, i tak dalej. Żeby podsumować: nudno i z przestojami, a do tego głupio.<br />
<br />
2. akcja. A dokładniej sceny walk. W mało którym, nawet amatorskim filmie tak bardzo widać ich niedopracowanie. Kiedy bohaterka łoi przeciwników, przez 10 sekund zamierza się na jednego z piąchy, a drugi - stojący za nią! - zamiast zareagować, strzelić czy uderzyć, czeka aż sam dostanie po ryju. Takich wpadek choreograficznych jest tu pełno w każdej scenie akcji. <br />
<br />
3. muzyka. Cholernie niedopasowana do filmu, nudna, mdła, źle ilustrująca wydarzenia. Utwór grany na koncercie ujdzie, ale cała reszta to jakieś niewydarzone pitolenie z zupełnie innej bajki. Serra po prostu do tego filmu nie pasuje.<br />
<br />
4. dialogi. Po prostu słabizna, Chris Tucker często robi przestoje, tak jakby miał za mało do powiedzenia w stosunku do swojego czasu ekranowego. Jakby Besson nie przewidział, że powie swoje kwestie tak szybko. O poziomie gadek nie wspominając - nic wartego zapamiętania.<br />
<br />
5. bohaterowie. Willis znowu gra to samo, Tucker wkurza jak zawsze, tylko bardziej, Zorg jest pozbawiony wyrazu i tylko twarz Oldmana nadaje mu odrobiny demoniczności, zaś jedyną zaletą Leeloo jest wygląd. Prośte postaci. Rozumiem że pasują do takiego filmu, ale kiedy ani akcja, ani dialogi, ani nic innego nie jest w stanie go udźwignąć, wtedy nawet nieciekawi herosi stają się wadą.<br />
<br />
Wszystkie te wady rzuciły mi się w oczy dopiero po obejrzeniu wersji widescreen i bez lektora. Na szerokim ekranie dokładnie widać grzecznie czekających na manto przeciwników, dokładnie słychać przestoje w dialogach i niedopasowaną muzykę. <br />
<br />
Piąty element to nudny film, nieumiejętnie zrealizowany, i tylko efekty specjalne w nim są naprawdę dobre. Kiedyś bardzo go lubiłem, ale się zreflektowałem. Wystawiłbym ze 3, może 4\10 - będąc w naprawdę dobrym humorze.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>