The Rover
#1
[Obrazek: 7622688.3.jpg]

Jeden z lepszych filmów tego roku, który nawet nie był w polskich kinach i przeszedł właściwie bez echa. Rover to post apokalipsa bez apokalipsy. Nie było wojny atomowej, stu letniej zimy czy czegoś w tym stylu. Po prostu w pewnym momencie nastąpił kryzys, upadł rząd, cała administracja wraz ze wszystkimi służbami, a gospodarka Australii kompletnie upadała. Ludzie zostali pozostawieni sami sobie, bez pracy, pieniędzy i perspektyw. I właśnie w takim świecie egzystuje główny bohater.

Podobało mi się jak niewiele informacji widzowie otrzymują o tym co się stało oraz różne elementy świata filmu. Wielu rzeczy można dowiedzieć się poprzez kilka zdań bohatera, wygląd otoczenia czy też jakie postacie spotyka bohater, a także sugestie odnośnie Chin. To buduje świetny klimat filmu i jest jego najmocniejszą stroną.

Sama fabuła jest bardzo prosta. Głównemu bohaterowi kradną samochód, a ten rusza w pościg. Dialogów jest mało, ale są bardzo dobre. Akcji też jest niewiele za to tempo i sama opowieść jest na tyle wciągająca, że czas seansu szybko zlatuje. Do tego bardzo dobra obsada, Guy Pearce w głównej roli jest bardzo dobry co zresztą nie jest wielkim zaskoczeniem. Większym zaskoczeniem będzie rola Pattinsona, który gra bardzo różną od poprzednich wcieleń postać, a jednak wychodzi mu to bardzo dobrze. Dla Pattinsona to na pewno jak dotąd najlepsza rola w karierze.

Ogólnie polecam ten film, bo jest wciągający, ma świetny klimat i ciekawie skonstruowany świat. Na pewno jeden z najlepszych film post apokaliptycznych w ostatnich latach. 8/10
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#2
Zignorowałem w sklepiku chyba głównie przez Pattisona, ale zachęciłeś mnie, dorzucam zwiastun, wygląda nieźle i widzę, że gość od niezłego Animal Kingdom to zrobił.



Odpowiedz
#3
W sumie zgadzam się z opinią Azgarotha. Solidne kino, cokolwiek minimalistyczne i surowe, oparte głównie na charyzmie Pearce'a i zaskakująco dobrym Pattisonie w roli tępawego rednecka (zupełnie przyzwoity akcent południowca), wędrujących przez powoli konający świat, któy zdecydowanie "poszedł naprzód". Atmosfera upadku wykreowana jest pierwszorzędnie, a od scenerii wali autentycznym syfem. Poza tym film ma kilka zajebistych momentów, na czele z opowieścią Pearce'a w bazie wojskowej. Serio, jak dla mnie warto obejrzeć film choćby dla tej jednej sceny. Świetnie napisane, równie dobrze zagrane, w kilku zdaniach uchwycona zostaje sama esencja bohatera i jego świata.
8/10 wydaje się uczciwe.
PS. Uprzedziłeś mnie, bo właśnie miałem sam założyć temat o tym filmie.

Odpowiedz
#4
Jest akap, będzie epa

Odpowiedz
#5
Ewidentnie w Australii lokalna Partia Libertariańska doszła do władzy :)

Odpowiedz
#6
Mocny film z kilkoma bardzo dobrymi elementami, przede wszystkim rola Pattinsona (ktorej kibicowalem do konca filmu) za ktora nalezy sie jakas nominacja czy tez nagroda, bo myslalem, ze bedzie gral drewno, a tutaj niespodzianka. Klimat Australii, muzyka (bardzo surowa oddajaca wlasnie atmosfere jako takiej apokalipsy), brutalnosc. Jednak jest pare wad, film moglby byc krotszy jak dla mnie i nie stracilby na wartosci, a koncowka przede wszystkim nie spelnila moich oczekiwan. Tak czy siak film zalicza sie do must see w 2014 r. Ocena 8,5/10.

Odpowiedz
#7
Aż tak wysoko jak MOLQ go nie ocenię, ale film jest naprawdę dobry (choć o oczko niżej od "Królestwa zwierząt"). Świetny duet Pearce-Pattinson. Chemia jest, kilka niezłych onelinerów Pearce'a i naprawdę dobra rola Pattinsona, jeśli zostanie na tej drodze, którą zaczął od Cosmopolis to moze naprawdę jeszcze będzie z niego aktor a nie idol nastolatek. A w tym filmie gdzie gra wrażliwego nerda widac, ze chce z tym wizeerunkiem zerwać. 7/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#8
No to jak ktoś się jeszcze waha i nie wie czy warto, to i ja się dołączę do grona piewców. Ostatnimi laty starałem się raczej omijać filmowe snuje, bo brak mi do nich cierpliwości i często odpadam w połowie. The Rover na szczęście od pierwszej do ostatniej minuty ogląda się znakomicie. Klimat australijskiej głuszy, niezła muzyka, prosty, ale nie prostacki scenariusz plus świetny Pearce i jeszcze lepszy Pattinson robią swoje.
8/10 i jak na razie czołówka roku.

(10-10-2014, 22:03)Pitero napisał(a): A w tym filmie gdzie gra wrażliwego nerda widac, ze chce z tym wizeerunkiem zerwać.

Wrażliwego nerda? Serio? :)

Odpowiedz
#9
Aktorstwo bardzo dobre, ale zachowanie bohaterów w tym filmie... mało wiarygodne.

Jak można dawać anonimowemu klientowi załadowanego gnata i dopiero potem wykłócać się z nim o cenę i jeszcze na dokładkę mówić mu, żeby spierdalał? I to w dodatku na zadupiu, gdzie dookoła pełno ćpunów, gwałcicieli, pedofilów i bandziorów? Karzełek wyraźnie nie miał głowy do biznesu :) Dalej: jak można zabić żołnierza i nie wziąć karabinu maszynowego i amunicji do niego? Zwłaszcza że celem misji jest odjebanie 4 kolesi zamelinowanych w jakimś domu?

Przez takie pierdoły źle mi się oglądało "Rovera". Dużo rzeczy trzeba też sobie dośpiewać - gdyby nie plansza z tekstem o "upadku systemu", miałbym kłopoty z rozpoznaniem, czy to już post-apo, czy może ciągle australijska wiocha :)

takie tam 7/10

Odpowiedz
#10
Przeklejam z krótkiej piłki:

Film w świecie postapo ze świetnym Guy Piercem i - uwaga uwaga - Robertem Pattinsonem grającym tu opóźnionego w rozwoju.

Większość filmu mija bardzo nieśpiesznie, na długich ujęciach, podróży w milczeniu albo rozmowach. Mimo to chłonąłem klimat przedstawionego świata. Stepy, pustynia, zniszczona cywilizacja i niewielkie siedliska ludzi odległe od siebie o dziesiątki kilometrów, pogrążone w nędzy.

Fabuła niby obraca się wokół fanatycznego i trudnego do zrozumienia pościgu protagonisty za skradzionym samochodem.
Ale tak naprawdę osią filmu są zachowania ludzi w tej zniszczoną wojną nuklearną rzeczywistości. W każdym było coś dziwnego i obserwowanie ich reakcji było intrygujące.

Oprócz tego znalazło się miejsce dla jednego pościgu i paru skromnych strzelanin.

Muzyka buduje atmosferę niepokoju, zwiększaną przez nieobliczalność głównego bohatera i zagadkę jego przeszłości.

Jednych film znudzi, innych może zachwycić - szczególnie fanów świata postapo. Ja należę do tych ostatnich.

9+/10

Ps. też mnie zastanowiło czemu główny bohater nie zabrał walizki z pistoletami i później karabinów od wojskowych. Uznałem że może było mu już wszystko jedno. Nie zależało mu na przeżyciu po prostu i nie miał żadnego konkretnego celu.

Odpowiedz
#11
Cytat:Większość filmu mija bardzo nieśpiesznie, na długich ujęciach, podróży w milczeniu albo rozmowach. Mimo to chłonąłem klimat przedstawionego świata. Stepy, pustynia, zniszczona cywilizacja i niewielkie siedliska ludzi odległe od siebie o dziesiątki kilometrów, pogrążone w nędzy.

Prawie jak "Ida" :)

Cytat:Uznałem że może było mu już wszystko jedno. (...) nie miał żadnego konkretnego celu.

Że jak? Przecież celem było odzyskanie auta i zawartości bagażnika.

Odpowiedz
#12
Z Krótkiej piłki:

Słaby film obejrzałem. Film totalnie o niczym. Postapo Australia: totalny psychopata i niedorozwinięty totalny psychopata jadą odzyskać samochód ukradziony totalnemu psychopacie. Problem 1: świat przedstawiony jest ledwie zarysowany i nie ma najmniejszego sensu. Problem 2: praktycznie nic z tego nie wynika, a ujawniona na końcu motywacja bohatera jest tak tania,, a zarazem tak bardzo stara się mówić coś o świecie, że mogłem jedynie wywrócić oczami. Przy okazji: kiedy już znamy motywację, 99,9% wydarzeń w tym filmie jest bez sensu, bo problem dało się rozwiązać BARDZO ŁATWO w trzy sekundy.

To takie studenckie filmidło nakręcone przez ambitnych młodych ludzi. Jest tu tylko jedna dobra rzecz: monolog Guya Pearce'a o tym, dlaczego stał się taki, jaki się stał. Ta scenka trwa jakies 15 sekund i jest naprawde spoko. Reszta to napuszone duperszmity, ale Mentalowi pewnie się spodoba, bo są guny i brudne, zarośnięte ryje. A, no i Robert Patison zaskakująco wporzo. 3/10

P.S.
Mental, jesteś przewidywalny.:) Tobie to by można pocisnąć nawet jakiś film o dwóch panach patrzących na kamień w reżyserii von Triera, jeśli ci panowie mieliby zarost i guny w kaburach.

Odpowiedz
#13
Może nie zaliczam tego filmu do tak zwanej shame list, bo to jednak nie ten kaliber, co niektóre klasyki nadal czekające na obejrzenie, ale naprawdę zbierałem się od daaaaaawna. No i w końcu się zebrałem i rozczarowanie.

Nie dlatego, że film jest zły, wręcz przeciwnie. Bardzo mi się podobał i oglądało się go dobrze pomimo raczej niespiesznego tempa. Po prostu przez te lata sporo dobrego nasłuchałem się o "The Rover" i chyba moje oczekiwania zatrzymały się gdzieś na Mount Everest.

Co mi się podobało?

+ Guy Pearce - jego opowieść dlaczego jest kim jest super. Jego sposób działania? Jeszcze lepszy. Nie gada, nie zadaje pytań - po prostu działa i strzela, bez zbędnych ceregieli. W ogóle jest aparycja w tym filmie to mistrzostwo w połączeniu z tą małomównością. Spokojnie mógłby być niemową i byłoby genialnie
+ Robert Pattinson - nie ma o czym mówić, świetny aktor i tyle, a jego rola fajnie mi kontrastowała z "Good Time", gdzie w sumie zagrał kogoś całkowicie po drugiej stronie
+ Klimat i zdjęcia, do tego to niespieszne tempo
+ Oszczędna aczkolwiek całkiem wyrazista muzyka, która nadawała wszystkiemu odpowiedniej surowości
+ Sam koncept post-apo - w kraju zjebało się dlatego bo była zapaść gospodarcza - nie wirus, nie zombie, nie łamanie konstytucji w Polsce

Co mi się nie podobało?
- Motywacja głównego bohatera - zgadzam się z militarym, że można było to rozwiązać bardzo prosto, ale wtedy oczywiście nie ma filmu
- Takie małe sceny, które trochę psują to wszystko, jak np brak dozbrojenia przed planowanym szturmem czy przyjazd krasnoludków do lekarki w celach zemsty, zbędne, nic nie wniosło
- Po finałowej scenie czułem rozczarowanie, spodziewałem się czegoś więcej, ale od razu powiem, że wolę takie rozwiązanie, ponieważ przez moment głupia myśl przeszła przez głowę, że
W sumie taki +/- związany z dwoma scenami, które niby były potrzebne, ale mam wrażenie, że spokojnie obeszłoby się bez nich, a film byłby z 15 minut krótszy. Chodzi mi o scenę w motelu z żołnierzem, a następnie odbicie Pearce'a przez Pattinsona. Takie jakieś na doczepkę. No, ale może się czepiam.

Tak czy srak dobry film i nie żałuję, że nadrobiłem - 7/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości