Stały bywalec
Liczba postów: 13,337
Liczba wątków: 77
Wizualnie 2001 jest arcydziełem do potęgi. Wersja na Bluray wygląda olśniewająco. Sceneria, wnętrza, modele i efekty świetlne - wszystko absolutnie genialne. Kubrick nakręcił chyba najbardziej poetycki s-f w historii kina.
Z drugiej strony to fabularny maraton z ryjącym banię zakończeniem. Po seansie czułem się delikatnie zmęczony i trochę znudzony. Chyba najbardziej podobał mi się mimo wszystko środek filmu, gdzie odczuwalna jest groza ze strony HALa oraz konflikt homo sapiens vs AI. Świetnie rozegrana partia ustępuje jednak finalnemu lotowi w...nieznane. Niby wizualnie jest to rozkosz, ale te perfidne niedopowiedzenia każą mi sądzić, że Kubrick jest zwyczajnym draniem. Nie lubię takich motywów
Dziś już nikt tak nie kręci, tak więc wieczny szacun za kawał serca włożony realizację tak trudnego tematu.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
15-08-2012, 19:04
Nowy
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 0
Obejrzałem dzisiaj "2001: Odyseja..." (tak, dopiero dzisiaj... czuję to Wasze spojrzenie) i nie rozczarowałem się. Film intrygujący, tajemniczy, momentami niepokojący. Wizualnie przepiękny, wspaniale uzupełniany przez muzykę Straussów.
Trzeba mu jednak zarzucić: kilka scen jest zbyt "rozciągniętych" w czasie. Za mało narracji, za dużo głuchego obrazu (żeby chociaż udźwiękowiony był). No i nie jestem pewien, czy do końca go zrozumiałem. Ten surrealizm na końcu - czepiam się, ale nie jestem fanem rozdmuchanej symboliki, bo często tego po prostu nie rozumiem
(15-08-2012, 19:04)Snappik napisał(a): to fabularny maraton z ryjącym banię zakończeniem. Po seansie czułem się delikatnie zmęczony i trochę znudzony. Chyba najbardziej podobał mi się mimo wszystko środek filmu, gdzie odczuwalna jest groza ze strony HALa oraz konflikt homo sapiens vs AI. Świetnie rozegrana partia ustępuje jednak finalnemu lotowi w...nieznane. Niby wizualnie jest to rozkosz, ale te perfidne niedopowiedzenia każą mi sądzić, że Kubrick jest zwyczajnym draniem. Nie lubię takich motywów 
O, to, to! Ubrałeś idealnie w słowa moje odczucia
Ode mnie film ma mocne, solidne, okrągłe, brzuchate, soczyste 8/10.
- Are you an idiot?
- No, sir, I'm a dreamer.
10-10-2012, 23:39
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
A ja się rozczarowałem. Ten film wygląda imponująco - niektóre efekty są niesamowite nawet dziś, a sztuczki realizatorskie Kubrick wyniósł na nowy poziom. Ale poza tym niewiele w tym filmie jest.
To znaczy - teoretycznie jest wiele, bardzo, bardzo wiele; człowiek wkracza na nowy poziom świadomości, osiąga Zen, staje się Buddą, jest jednością z kosmosem - o takie hipisowskie głupoty chodziło, right? Tylko że gdyby każda scena, która mogła trwać 30 sekund, została pokazana w 30 sekund, a nie w 8 minut, to Odyseja skończyłaby się w mniej niż godzinę.
Ten film jest nie-ziem-sko rozwleczony. Lubię długie, snujące się filmy - Leone lubię na przykład. Ale tutaj praktycznie nie ma treści. Jest szpan modelami i efektami, który służy tylko i wyłącznie tworzeniu nastroju, ale ileż można? Najgorsze, że część "ludzka" w porównaniu do całej reszty została totalnie zaniedbana. Najbardziej emocjonalnym bohaterem jest tu HAL (swoją drogą - genialna postać, a do tego świetnie zagrana głosem, nawet jeśli jej obecność i wątek są tak naiwne, jak s-f z początków XX wieku).
Aktor grający Bowmana to albo totalny niewypał, albo osobista porażka reżyserska Kubricka, bo facet nie przejawia ŻADNEJ emocji przez cały film.
Komputer kierujący misją coś knuje?
Właśnie zginął twój towarzysz?
Komputer zdradza, że podsłuchał waszą rozmowę, choć teoretycznie nie mógł, i mówi wprost, że chce was pozabijać ze strachu, bo jest żywą istotą?
Powiedziałbym, że Odyseja to pseudoartystyczny bełkot, gdyby nie to, że trudno ją zaliczyć do bełkotu, bo to film o niczym. Hipisowski wizualny cukierek. 5/10, bo cukierek całkiem słodki i z potencjałem.
13-10-2012, 19:57
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
W takim razie sequel powinien Ci się bardziej spodobać. Jest anty-artystyczny, dosłowny i łopatologiczny.
14-10-2012, 00:18
Stały bywalec
Liczba postów: 6,795
Liczba wątków: 6
Z jednej strony jak najbardziej jestem w stanie przyjąć argumenty osób, które film znudził, zmęczył, zirytował. Jak ktoś mówi, że to gniot to nie musi nawet przytaczać argumentów. Rozumiem, że rozwleczona narracja może nie trafiać do każdego.
Nie chciałbym silić się na analizę treści, wiele na ten temat napisano, pewnie również w tym wątku. Nie przyjmuję jednak argumentu o pseudointelektualnym bełkocie. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę poruszane tematy, Kubrickowi udało się uniknąć bełkotu, nachalnej symboliki. Być może dlatego, że nigdy nie próbowałem na siłę zrozumieć filmu ale też szukać ukrytych znaczeń tam gdzie ich nie ma. Kubrick podejmuje ambitne tematy, ale ubiera je w formę owszem specyficzną, ale jednocześnie niewyobrażalnie atrakcyjną, wręcz rozrywkową. Mnie ten świat całkowicie wciąga, nie przeszkadzają mi wizualne popisy Kubricka, chociaż zgadzam się, że częstym uczuciem, które towarzyszy oglądaniu Odysei jest podziw dla reżysera, być może zbyt częstym. Moim zdaniem, nie warto podchodzić do 2001, jak do "zwykłego filmu". Dla mnie to raczej widowisko, seria niewiarygodnych iluzji, sekwencji, zabawa z widzem. Sam Kurbick powiedział chyba, że Odyseje powinno się przeżywać a nie oglądać. Rozumiem, jednak, że nie można się do tego zmusić ani przygotować, dla jednych to zadziała, dla innych nie. Żal mi tych, dla których nie zadziałało, ale w tym przypadku nie mam potrzeby przekonywania na siłę, że nie zrozumieli.
Co do aktorstwa to rzeczywiście jest dosyć drewniane. Mi to jednak nie przeszkadzało. Nie wyobrażam sobie, żeby było inne. Nie sądzę też, że możemy mówić o porażce reżysera w przypadku filmu nakręconego z obsesyjną wręcz dbałością o szczegóły. Tak miało być. Wydaje mi się, że bardziej ekspresyjne, wyluzowane, lepsze z perspektywy "zwykłych" filmów aktorstwo mogłoby sprawić, że czar by prysł. Ja to kupuję, szczególnie że Jupiter Mission to zajebisty thriller pełen emocji. Zresztą emocje budowane są w duże mierze poprzez scenografię, dźwięk!, muzykę. Mi się takie odczłowieczenie Bowmana podoba, pasuje do całości.
Dla mnie Odyseja to chyba jedyny film jaki widziałem, który bez wahania mogę nazwać arcydziełem. Geniusz Kubricka i rozmach produkcji wręcz przytłacza. Jednocześnie trudno mi porównywać 2001 z innymi filmami, jest bardzo niefilmowy. Nie pasuje mi do list ulubionych filmów. Stanowi odrębną kategorię.
14-10-2012, 13:47
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Cytat:Tak miało być.
Wytłumaczenie każdego grafomana. Sorry, ale nie kupuję tego. Uwe Boll też może powiedzieć: tak miało być. To jedno. Drugie: generalnie tematykę boga czy religii (bo można chyba powiedzieć, że to film o podtekstach religijnych), pociągniętą w taki sposób jak w 2001, uważam za... no, może nie bełkot, ale za chodzenie z głową w chmurach. To jest mówienie o niczym - dosłownie.
Ale ten film zawodzi przede wszystkim w warstwie narracyjnej. To jest bardzo, bardzo, bardzo prosta opowieść, która próbuje nadrabiać fabularną pustkę formą. Forma, jak pisałem, jest genialna, i choćby za nią samą nie nazwę filmu gniotem. Ale wydaje się, że Kubrick tak zachwycił się własną robotą, że do kin poleciał workprint - nie wycięto ani jednego ujęcia.
Jeśli miałbym porównywać z czymś 2001, to porównałbym ze Stalkerem. Ten sam przerost formy nad treścią. Również potencjalnie ciekawa tematyka zarżnięta nieznośnym rozwleczeniem filmu. Ale o tym wspomnę w temacie książkowym, bo tak się składa, że właśnie przeczytałem Piknik na skraju drogi.
14-10-2012, 16:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2012, 16:00 przez military.)
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
Dwa arcydzieła do ciebie nie trafiły bo inaczej sobie opowiadają niż ktoś jest przyzwyczajony. I pleciesz tera androny.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
14-10-2012, 16:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2012, 16:56 przez Joe Chip.)
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Ładny rym, ale nie rozumiem przesłania.
14-10-2012, 17:01
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
I nie zrozumiesz. Ponieważ długie ujęcia nie stanowią żadnej wady. Tylko jak to se możesz zakuć do tej czachy? Tu jest problem, nie tylko twój.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
14-10-2012, 17:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2012, 17:08 przez Joe Chip.)
Stały bywalec
Liczba postów: 6,795
Liczba wątków: 6
(14-10-2012, 16:00)military napisał(a): Cytat:Tak miało być.
Wytłumaczenie każdego grafomana. Sorry, ale nie kupuję tego. Uwe Boll też może powiedzieć: tak miało być. To jedno. Drugie: generalnie tematykę boga czy religii (bo można chyba powiedzieć, że to film o podtekstach religijnych), pociągniętą w taki sposób jak w 2001, uważam za... no, może nie bełkot, ale za chodzenie z głową w chmurach. To jest mówienie o niczym - dosłownie.
Żeby była jasność, moje "tak miało być" dotyczyło wyłącznie gry aktorskiej a nie do usprawiedliwienia takich czy innych rozwiązań fabularnych czy realizacyjnych. Jeśli dobrze zrozumiałem, zasugerowałeś, że drewniana gra aktorska może stanowić potknięcie reżysera. Moim zdaniem, jest to mało prawdopodobne biorąc pod uwagę perfekcjonizm Kubricka. Pisząc "tak miało być" miałem na myśli "Kubrick chciał, żeby tak było". Być może przemawia przez mnie fanatyzm, nie wiem.
Jeśli chodzi o podjętą tematykę i sposób w jaki się za nią zabrał to jasne, że Kubrick poszedł na całość. Mi to imponuje, bo uważam, że jak mało komu Kubrickowi udało się uniknąć banału i bełkotu. No ale znowu, kwestia indywidualnego odbioru. Dla ciebie to "chodzenie z głową w chmurach" i "mówienie o niczym". Spoko. Nie mam żadnych kontrargumentów. Może jedynie powtórzę to co dla mnie jest kluczem do czerpania przyjemności z tego filmu (ale broń boże nie do jego zrozumienia) - tematyka i sposób jej ugryzienia mi imponuje, ale ważne tematy są tylko pretekstem do stworzenia epickiego widowiska. Widzę monolit, nie zastanawiam się czy nie jest nieco tandetnie czy bełkotliwie jeżeli chodzi o treść, bo jaram się iluzją przestrzeni kosmicznej niby symboliczną, ale realną i przerażającą jak w żadnym innym filmie. Może jest to zbytnie uproszczenie i usprawiedliwienie bełkotu Kubricka pod wpływem genialnego obrazu (bo co do tego rozumiem, że się zgadzamy). Nie wiem. Może dałem się Kubrickowi oszukać.
military napisał(a):Ale ten film zawodzi przede wszystkim w warstwie narracyjnej. To jest bardzo, bardzo, bardzo prosta opowieść, która próbuje nadrabiać fabularną pustkę formą. Forma, jak pisałem, jest genialna, i choćby za nią samą nie nazwę filmu gniotem. Ale wydaje się, że Kubrick tak zachwycił się własną robotą, że do kin poleciał workprint - nie wycięto ani jednego ujęcia.
Hmmm... jeśli próbuje nadrabiać formą a forma jest genialna to może udaje się nadrobić niedostatki fabularne? Tak jak kino niezależne może nadrabiać niedostatki realizacyjne, ciekawym scenariuszem?
Z zarzutem o fabularną pustkę ciężko dyskutować nie wchodząc w szczegóły fabularne. Rozumiem jednak, że chodzi ci przede wszystkim o tempo. Tak jak pisałem, trudno polemizować. Jest to jak najbardziej zrozumiały zarzut. Przyznaję, że może skróciłbym sekwencje z małpami. Poza tym jeśli miałbym coś wyciąć to np. scenę rozmowy doktora Floyda z córką, która zawsze wydawała mi się wciśnięta na siłę, żeby pokazać videotelefon. Trochę irytujące jest tempo sceny z długopisem. Poza tym, nie wyciąłbym nic.
14-10-2012, 17:23
.
Liczba postów: 27,700
Liczba wątków: 62
Co do gry aktorskiej to nie trzeba domniemywać, że tak miało być, bo tak rzeczywiście miało być - Kubrick katował aktorów setkami dubli, bo jak sam twierdzi chciał osiągnąć efekt zmęczenia długą podróżą i robieniem tego samego przez kilka lat w małym statku. Prawdziwi kosmonauci w takiej sytuacji jak w filmie dostawaliby pierdolca od nudy i monotonności, więc Kubrick postanowił tak ich przedstawić, rozumiem, że Tobie się to nie podoba, jednak dla mnie super zabieg.
Porównanie ze Stalkerem może być trafne w takim sensie, że oba filmy mają sporą grupę osób, które się setnie wynudziły, jednak dla mnie dzieło Tarkowskiego jest jakieś 100000 razy nudniejsze a ponad to nie ma formy w której możnaby się zakochać.
Cytat:Sam Kurbick powiedział chyba, że Odyseje powinno się przeżywać a nie oglądać.
Mówił to o całej swojej twórczości, gdy ktoś prosił go o wytłumaczenie czegokolwiek. Twierdził, że wszystko co ma na obronę swojego filmu zawarł w filmie i niczego nie ma zamiaru analizować, to samo też polecał widzom - oglądaj, wniknij w jego wizję świata, jak się spodoba to super, jak nie pasuje to nie rozkminiaj czego nie zrozumiałeś i co było złe, tylko włącz inny film
14-10-2012, 17:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2012, 17:58 przez simek.)
Stały bywalec
Liczba postów: 6,795
Liczba wątków: 6
Wiem, że Kubrick generalnie nie lubił tłumaczyć swoich filmów, ale miałem na myśli konkretnie wypowiedzi dotyczące 2001. Na szybko znalazłem dwa fragmenty:
Cytat:I don’t like to talk about 2001 too much because it’s essentially a non-verbal experience. It attempts to communicate more to the subconscious and to the feelings than it does to the intellect. I think clearly there’s a problem with people who are not paying attention with their eyes. They’re listening. And they don’t get much from listening to this film. Those who won’t believe their eyes won’t be able to appreciate this film.
Cytat:2001, on the other hand, is basically a visual, nonverbal experience. It avoids intellectual verbalization and reaches the viewer's subconscious in a way that is essentially poetic and philosophic. The film thus becomes a subjective experience which hits the viewer at an inner level of consciousness, just as music does, or painting.
Na pocieszenie, dla wszystkich, którym się nie podobało za pierwszym razem:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=_eF5yrftCPE[/youtube]
14-10-2012, 18:18
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Cytat: jeśli próbuje nadrabiać formą a forma jest genialna to może udaje się nadrobić niedostatki fabularne?
Good point. Ok, zgodzę się, że niektóre filmy są do oglądania - w sensie patrzenia na nie. Tutaj Odyseja naprawdę rządzi. Zgodzę się, że księżycowe spotkanie z monolitem jest przerażające. Tak samo sekwencja z małpami - budzą się i nagle kosmiczny monolit patrzy na nich z góry. Wow. To było dobre. Problem w tym, że część kosmiczna wałkuje w kółko to samo. Masa tu naprawdę niemiłosiernie długich ujęć pokazujących lecący statek, albo kapsułę zbliżającą się do statku, albo okrążającą statek itp. To nic a nic nie wnosi do fabuły, a i na dłuższą metę nie jest też ciekawe do oglądania, bo o ile w sekwencji z małpami mamy fenomenalne, zróżnicowane, bogate plenery, a na Księżycu niesamowite krajobrazy (i monolit), to tu mamy model statku na czarnym tle, oglądany długimi minutami z każdego możliwego kąta. Uważam, że przemontowanie tego filmu mogłoby mu tylko pomóc.
Tak czy siak, uważam, że punktem wyjścia do stworzenia filmu powinna być opowieść. Dlatego nie trawię np. Koyaanisqatsi, któremu w sensie duchowym bardzo blisko do Odysei. I dlatego wolę słabe pod względem wykonania filmy z ciekawą fabułą od pięknie wykonanych, ale pustych obrazków.
14-10-2012, 18:23
.
Liczba postów: 27,700
Liczba wątków: 62
Nawet ja, uważający Kubricka za największego artystę wszech czasów zgodzę się z tym, że jakieś 5, góra 10 minut mniej to dla 2001 byłoby optimum. I to nawet nie chodzi o wycięcie konkretnych scen, czy ujęć, ale właśnie o skrócenie niektórych.
Co do pustki fabularnej, to owszem, w dosłownym znaczeniu jest w tym filmie mało opowieści jako takiej, trafiają się sceny, które nic nie wnoszą, ale ja zawsze po seansie mam głowę pełną nowych, poważnych przemyśleń na najpoważniejsze tematy na świecie  więc jestem przykładem na to, że Odyseja po prostu działa.
14-10-2012, 18:52
Stały bywalec
Liczba postów: 6,795
Liczba wątków: 6
military napisał(a):Tak czy siak, uważam, że punktem wyjścia do stworzenia filmu powinna być opowieść. Dlatego nie trawię np. Koyaanisqatsi, któremu w sensie duchowym bardzo blisko do Odysei. I dlatego wolę słabe pod względem wykonania filmy z ciekawą fabułą od pięknie wykonanych, ale pustych obrazków.
A to ciekawe bo uważam, że dbałość o solidną i oryginalną historię to jedne z największych atutów Kubricka. Dlatego zarzut o pustych obrazkach jest moim zdaniem niesprawiedliwy. Naprawdę uważasz 2001 wyłącznie za wizualny popis?
Owszem dzieje się może niewiele, ale za to waga wydarzeń nie tylko rekompensuje, ale również usprawiedliwia taką a nie inną formę. Zresztą pomijając wydźwięk i spójność fabularną całości, uważam wątek HALa za genialnie rozpisany i trzymający w napięciu thriller sci-fi. Tę część też uważasz za słabą fabularnie?
military napisał(a):Problem w tym, że część kosmiczna wałkuje w kółko to samo. Masa tu naprawdę niemiłosiernie długich ujęć pokazujących lecący statek, albo kapsułę zbliżającą się do statku, albo okrążającą statek itp. [...] model statku na czarnym tle, oglądany długimi minutami z każdego możliwego kąta. Uważam, że przemontowanie tego filmu mogłoby mu tylko pomóc.
Może by pomogło a może nie. Kubrick chciał, żeby było tak jak jest. Może był geniuszem a może zakochanym w sobie pseudointelektualistą. Dla mnie te dłużyzny mają swój cel. Hipnotyzują, budują klimat. Naprawdę nieliczne ujęcia sprawiały wrażenie nieco za długich. Generalnie, nie wyobrażam sobie, żeby mogło się tam dziać więcej i szybciej.
14-10-2012, 18:55
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Cytat:Naprawdę uważasz 2001 wyłącznie za wizualny popis?
Głównie, bo opowieść można byłoby skondensować do 30-minutowe krótkometrażówki, nie tracąc niemal żadnego szczegółu.
Cytat:waga wydarzeń nie tylko rekompensuje
No ale właśnie - jaka waga wydarzeń? Najważniejsza pod względem fabuły jako takiej jest część na statku. Owszem, wątek HAL-a jest świetny - już o tym pisałem. Choć czepiłbym się, że powierzanie opieki nad absolutnie wszystkim świadomemu komputerowi, nad którym nie można natychmiast przejąć całkowitej kontroli, to NIEZBYT DOBRY POMYSŁ.  Tak czy siak, wątek mi się podobał. Nie, inaczej - HAL mi się podobał. Ale miałem wrażenie, że Bowmana wszystko, co z nim związane mało obchodzi. Już pisałem, dlaczego - aktor jest totalnie drętwy i nie dysponuje mimiką. Galaktycznie ważne wydarzenia spotykają się z jego stoickim spokojem. Przez to tej wagi nie czuć. Znaczy - ja nie czułem. Jeśli wam się podoba, ok. Mnie się nie podoba.
14-10-2012, 19:31
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2012, 19:32 przez military.)
Nowy
Liczba postów: 475
Liczba wątków: 0
Biorę ten film takim, jakim jest.
Jak Requiem Mozarta.
Jak na '69 rok zeszłego wieku to absolutnie obraz genialny.
Można wypierdzieć setkę problemów, ale kogo one obchodzą?
14-10-2012, 23:28
Stały bywalec
Liczba postów: 6,795
Liczba wątków: 6
(14-10-2012, 19:31)military napisał(a): No ale właśnie - jaka waga wydarzeń?
Dla mnie doniosłość wydarzeń jest jak najbardziej wyczuwalna i dlatego nie wnikam czy dzieje się dużo czy nie. No ale tak jak napisałeś mi się podoba, Tobie nie. Żałuj.
15-10-2012, 11:59
.
Liczba postów: 27,700
Liczba wątków: 62
Cytat:Choć czepiłbym się, że powierzanie opieki nad absolutnie wszystkim świadomemu komputerowi, nad którym nie można natychmiast przejąć całkowitej kontroli, to NIEZBYT DOBRY POMYSŁ.
Ręki sobie za to uciąć nie dam, ale ja tak to wszystko zapamiętałem, że celem nadrzędnym HALa jest powodzenie misji i jeśli ludzie zagrażają jej powodzeniu to trzeba ich usunąć. HAL w tym filmie nie ześwirował, nie chciał zabić astronautów bo miał taki kaprys, tylko żeby chronić cel misji. Czy jest to dobry pomysł to kwestia podejścia do ludzi - czy są ważniejsi od misji. HALowi nie zaprogramowano zasad jak u Asimova bo ludzie zarządzający misją uznali, że tak będzie lepiej. Danie omylnemu człowiekowi możliwość przejęcia kontroli nad komputerem, który się nie pomyli i wiadomo na 100% że będzie robił wszystko tak jak się go zaprogramuje - to jest dopiero kiepski pomysł.
Wyeliminowanie ludzi przez sztuczną inteligencję dlatego, że są zbędni lub zagrożeniem dla nadrzędnych celów to motyw, który mnie chyba najbardziej w tym filmie interesuje i przeraża równocześnie.
Cytat:No ale właśnie - jaka waga wydarzeń?
Człowiek leci na spotkanie ze swoim stwórcą w towarzystwie nowej formy inteligencji, którą sam stworzył - jak to nie jest ważne, doniosłe wydarzenie to cóż nim kurde jest?
15-10-2012, 14:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-10-2012, 15:02 przez simek.)
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Źle pamiętasz.  Zaczęło się od tego, że HAL wykrył usterkę. Astronauci zbadali problem - usterki nie było. HAL się pomylił. Komputer tłumaczył, że wina musi tkwić po stronie człowieka. Astronauci skryli się przed jego czujnikami i zaczęli omawiać sposoby działania, jeśli do końca zeświruje - jedynym wyjściem było wyłączenie. HAL ich podsłuchał, przestraszył się i zabił wszystkich, usprawiedliwiając się działaniem dla dobra misji.
Tak czy inaczej, wiem, że to pewna metafora dotycząca zbytniego polegania na maszynach, niebezpieczeństwo komputeryzacji itp., ale wypadło to dość naiwnie. Taki SkyNet uzyskał świadomość bez wiedzy twórców, więc tutaj można przełknąć podpięcie do niego wszystkich systemów obronnych. W 2001 ludzie są świadomi, że skonstruowali inteligentny komputer, który jest w zasadzie żywą istotą, mającą uczucia - a mimo tego powierzają mu kontrolę nad wszystkim. Naukowcom z Kuli wystarczyło 10 minut, żeby pokapować się, jakie mogą być konsekwencje. Tym z 2001 nie wystarczyło na to 18 lat.
Odnośnie wagi wydarzeń: owszem, są doniosłe, ale Bowman reaguje na nie jak na ulotkę wrzuconą do skrzynki pocztowej. Dlatego tej wagi nie czuję.
15-10-2012, 15:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-10-2012, 15:05 przez military.)
|