McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Cytat: Historia o prawym człowieku, który uświadamia sobie, że cały świat obrócił się przeciwko niemu. Nagle, z nieznanych mu powodów, opuszcza go żona, a jej nowy kochanek przekonuje Larryâego, że powinien on wyprowadzić się z domu i zamieszkać w tanim, obskurnym motelu. Na domiar złego, kariera naukowa Larryâego staje pod wielkim znakiem zapytania.
Czyli Żyd i jego irytacja.
Bardzo trudno ocenić mi ten film. Z jednej strony, przez cały seans byłem zirytowany niczym główny bohater (może taki był zamysł twórców?), jednak po zakończeniu pomyślałem - wow. Może to kwestia właśnie samego zakończenia które nie posiada żadnego twistu ani cliffhangera ale wyczuć można pewien mistycyzm. Film zdecydowanie jest za długi - o co najmniej pół godziny, pewne wątki niepotrzebnie rozwleczone.
Jest wiele plusów.
+ humor
+ praktycznie nieznany odtwórca głównej roli (dobry!)
+ Somebody to love trzy razy podczas seansu..
+ I podczas znakomitej czołówki..
+ historia Sussmana!
+ interpretacja Somebody to love rabina..
Teraz sprawy których nie mogę ugryźć :
- prolog - jak rozumiem Coenowie pozazdrościli Tarantino początku filmu i zrobili coś podobnego.. Rzecz w tym że to zupełnie nie pasuje do klimatu filmu i od sceny Tarantino jest o wiele gorsze. Mimo wszystko ogląda się to z zainteresowaniem.
- sny głównego bohatera - niektóre zabawne, niektóre nie. Średnio mi pasują do filmu Coenów.
Trudno mi bardzo ten film ocenić. Proszę, niech ktoś przyjdzie i mi powie czy moja ocena powinna wynosić 3/10 czy może 7/10. Proszę
Generalnie obejrzeć warto, w końcu to Coenowie.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=tcUTv3LH3ss[/youtube]
Super zwiastun.
18-01-2010, 01:54
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Cytat:Somebody to love trzy razy podczas seansu..
Cytat:interpretacja Somebody to love rabina..
A poza rabinem jeszcze jakieś żydki śpiewają czy oryginał leci? A może Jim Carrey?
18-01-2010, 02:42
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Trzy razy oryginał plus wersja mówiona.
Lepiej film obejrzyj a nie posty nabijasz
18-01-2010, 02:51
Nowy
Liczba postów: 30
Liczba wątków: 5
znakomity ! na swiezo moge powiedziec...czuc i widac ( praca kamer ) Coenowski klimat groteskowosc sytuacji i to napiecie...oni poprostu nie potrafia zrobic....
...zlego filmu
polecam...
p.s.historia brata Artura jest super + jego...hmmmm.aby nie bylo spojlera --> "koncowka"
18-01-2010, 03:52
Stały bywalec
Liczba postów: 10,233
Liczba wątków: 5
Jak dla mnie rewelacja. Najzabawniejszy film Coenów evah, ewentualnie od "Big Lebowskiego", jeden wielki banan na twarzy, a przy tym "w tle" całkiem poważne kwestie.
Nie potrafię znaleźć w tym filmie wad. Od dzisiaj chcę być Żydem  A Michael Stuhlbarg jako całokształt to mistrzostwo świata. W ogóle ten film ma genialną, prześmieszną obsadę, która w całości składa się z zupełnie nieznanych, bądź mało znanych aktorów.
I nie rozumiem co masz do prologu. Jest zabawny, stylowy i przede wszystkim jest jedną z kluczowych scen jeśli chodzi o sens tego filmu.
18-01-2010, 03:58
Stały bywalec
Liczba postów: 756
Liczba wątków: 9
Film bardzo dobry, oglądałem cały czas z wielkim zainteresowaniem, świetnie zrealizowany.
A i ta muzyka niszczy system:
18-01-2010, 21:50
Nowy
Liczba postów: 364
Liczba wątków: 0
Albertino napisał(a):Jak dla mnie rewelacja. Najzabawniejszy film Coenów evah, ewentualnie od "Big Lebowskiego", jeden wielki banan na twarzy, a przy tym "w tle" całkiem poważne kwestie.
Normalnie oczom nie wierze. Najzabawniejszy? Trzeba być baaardzo wesołym człowiekiem, żeby sie usmiac na tym filmie  mile:
Racja, jest znakomicie zrobiony, świetnie zagrany, ale u Coenów to raczej norma. O humorze moge powiedziec tyle, ze jest. Dosyć specyficzny - ciężkawy i taki nieokreślony. Na pewno nie można powiedzieć, że jest to czarna komedia, tylko prędzej tragikomedia z naciskiem na TRAGI. Ebert określił ten rodzaj humoru jako "wince-wince" i w sumie cos takiego czułem podczas ogladania.
Losy Larry'ego i tej całej ferajny potwornie mnie wymęczyły, a metafizyczne pytania (stawiane oczywiście z przymrużeniem oka) niespecjalnie zaciekawiły. Kilka pomysłów było rzeczywiście intrygujących, ale jak dla mnie to za mało.
6/10
I nie wiem jak można stawiać "A Serious Man" przy "Big Lebowskim". I to jeszcze ty Albertino..
24-01-2010, 02:35
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Brawo. 'Wymęczony' to doskonałe określenie na ten film.
24-01-2010, 11:21
Stały bywalec
Liczba postów: 10,233
Liczba wątków: 5
Najbliżej filmowi do tragikomedii - nie piszę przecież, że jest inaczej, napisałem: poważne kwestie 'w tle' (specjalnie cudzysłów bo są ważne, ale nieco przyćmione naporem inteligentnego humoru). Film jest bardzo, ale to bardzo zabawny - od samego wstępu - i to w ewidentnie 'czarny', bardzo ironiczny i przewrotny sposób. Ja się natomiast nie dziwię, że niektórych to może nie bawić. Są przecież osoby, które twierdzą, że np. w "Fargo" też nie ma nic zabawnego. Na forum filmwebu chociażby też można przeczytać żale niektórych, że nawet i w "Big Lebowskim" nie ma nic zabawnego. Przecież to nie jest moja wina, serio
Filmy braci Coen są ogólnie zabawne - nawet ich poważniejsze przedsięwzięcia zawierają śladowe ilości humoru. Tutaj natomiast zabawnych sytuacji/dialogów etc. jest multum. A, że sytuacje w filmie, kwestie przezeń podejmowane są ważne czy też niezbyt zabawne w życiu codziennym, a ja jako widz się z nich śmieję, to właśnie oznacza, że mam do czynienia z czarną komedią. Ciekaw jestem zatem jakie warunki powinien spełniać ten podgatunek komedii, bo chyba ktoś tutaj myli pojęcia i tym kimś nie jestem ja. Znalazłem taką definicję na wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Czarna_komedia
W plot keywords z imdb na pierwszym miejscu widnieje 'black comedy': http://www.imdb.com/title/tt1019452/keywords
Mogę tak wymieniać, tylko po co. Prawo do odmiennego zdania masz, tylko się nie dziw, że ja mam inne i nie jestem też w tym specjalnie osamotniony, jak pokazuje powyższy przykład.
24-01-2010, 18:24
Nowy
Liczba postów: 364
Liczba wątków: 0
No ok, po prostu zdziwiło mnie Twoje porównanie do Big Lebowskiego, który pełen jest świetnych i naprawde zabawnych dialogów, a pamieta sie je jeszcze dlugo po obejrzeniu filmu. Ja wiem, że filmy Coenów trudno podczepić pod konkretny gatunek, ale porównując czarny humor Lebowskiego ("pogrzeb" Donny'ego) czy nawet Bartona Finka to Serious Man wypada na ich tle blado.
Dla mnie ten film to taka antologia humoru żydowskiego, którego nie trawie :razz: Możesz mi tylko napisać, która scene uważasz za najzabawniejszą? Bo ja, szczerze mowiac, niepotrafiłbym sobie nic przypomniec.
24-01-2010, 20:43
Nowy
Liczba postów: 37
Liczba wątków: 0
Jeśli to kogoś nie śmieszy, to nie mamy o czym mówić
24-01-2010, 20:48
Nowy
Liczba postów: 364
Liczba wątków: 0
No spoko, drgnęła mi górna warga, ale zeby taka beke z tego kręcić? :wink:
24-01-2010, 20:55
Nowy
Liczba postów: 37
Liczba wątków: 0
Ja ogólnie raczej nie ryczę na filmach ze śmiechu, nie wiem jak Ty
Natomiast mogę się zgodzić, że porównanie z Lebowskim nie jest końca trafne, bo to faktycznie jest jeden z najzabawniejszych filmów świata, podczas gdy A serious man to film, który celuje w trochę inne rejony, ale szczerze mówiąc ciężko mi sobie wyobrazić fana filmów braci Coen, który tego filmu nie lubi.
24-01-2010, 20:59
Stały bywalec
Liczba postów: 10,233
Liczba wątków: 5
Sancho napisał(a):Dla mnie ten film to taka antologia humoru żydowskiego, którego nie trawie
Wszystko jasne.
Kto tu porównuje film do Lebowskiego? Ja nie  Wspomniałem tylko, że 'najzabawniejszy evah, lub ewentualnie od Lebowskiego'. Pewnie przesada (chociaż tak naprawdę dopiero czas pokaże), co mi się zdarza często po obejrzeniu jakiegoś filmu i podjaraniu się nim  "Big Lebowskiego" już Coenowie nie przebiją raczej, jak pokazuje mój avatar to też jestem sporym fanem tego filmu  W każdym razie od czasu tamtego dziełka jednak chyba najzabawniejszy, także podtrzymuję to drugie stwierdzenie. Jak dla mnie film jest naprawdę świetny, pierwsza szóstka najlepszych dokonań braci obok tak zacnych tytułów jak "To nie jest kraj dla starych ludzi", "Fargo", "Blood Simple", "Barton Fink" i "Big Lebowski" właśnie. Tym bardziej jestem zaskoczony in plus, bo film jakiejś sensacji nie wzbudza, nagród też nie zbiera, zobaczymy czy go do Oscarów nominują - za scenariusz oryginalny to się raczej ewidentnie należy.
24-01-2010, 23:33
Nowy
Liczba postów: 364
Liczba wątków: 0
Albertino napisał(a):Sancho napisał(a):Dla mnie ten film to taka antologia humoru żydowskiego, którego nie trawie
Wszystko jasne.
Hej hej, wlasnie chyba nie do konca. Nie chodzi mi o to, ze jestem uprzedzony. Chodzi o specyfikę humoru żydowskiego - takiej groteskowej samokrytyki, ale opartej raczej na anegdotkach. Nie zawsze zabawnych:
Pewnego dnia przychodzi biedak do rabina. Musi jednak czekać dwie bite godziny w przedpokoju, gdyż w komnacie cadyka przebywał właśnie znany bogacz. Wreszcie rabin przyjął biedaka i nie wdając się w dłuższą pogawędkę wręczył mu zasiłek pieniężny i pożegnał.
- Rabbi - odzywa się bieda - z bogaczem rozmawiałeś przez dwie godziny, a biedaka odprawiacie po minucie.
Rabin z uśmiechem:
- Zamieniłem z tobą parę słów i od razu wiem, że jesteś biedakiem. A z tamtym musiałem rozmawiać pełne dwie godziny, aby w końcu przekonać się o tym samym!
:roll:
25-01-2010, 00:01
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Mnie rozwaliły trzy momenty - 'Rabbi is busy', historia dentysty no i rabin recytujący słowa 'Somebody to love'.
25-01-2010, 00:06
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
ciężko ogląda mi się Coenów, jeśli nie kręcą akurat czegoś w rodzaju NCFOM. tutaj podobnie - a serious man to ciekawy film, przez pierwsza połowę nawet wciągnęła mnie atmosfera dojmującej rutyny i stopniowo narastającej irytacji u głównego bohatera, spowodowanej... no właśnie - nie wiadomo do końca czym. bo niby coś się dzieje, coś wisi w powietrzu, a tak naprawdę nie dzieje się nic. nawet ta "stopniowo narastająca irytacja" nie narasta jakoś wcale stopniowo. tak czy owak, podziwiam ludzi pokroju Larry'ego Gopnika (fajna rola Stuhlbarga) - ze stoickim (dosłownie!) spokojem znosić te wszystkie... drobne... nieprzychylne... ujawniające się w najmniej spodziewanych momentach...
czy ktoś mi wyjaśni, o czym był ten film?
ok, powiedzmy, że mi się podobało.
27-01-2010, 01:25
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Generalnie przez cały film czekałem na przełam w stylu 'American Beauty' czy chociażby jakiś wkurw głównego bohatera. Wyobraźcie sobie jaki to byłby wspaniały film gdybyśmy przez pierwsze 1,5 h musieli znosić z bohaterem irytacje a przez ostatnie 20 minut obserwowali jak chodzi z shotgunem i odpłaca się każdemu kto go irytował. Oczywiście musiałby uważać Stuhlbarg żeby nie zapędzić się w autoparodię.. A zresztą, rozmarzyłem się.
27-01-2010, 01:31
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Mental napisał(a):spokojem znosić te wszystkie... drobne... nieprzychylne... ujawniające się w najmniej spodziewanych momentach...
Dla mnie film był o tym że drobne, nieprzychylne przeszkadzajki stają się właśnie przeszkadzajkami w obliczu prawdziwych problemów, śmiertelnej choroby czy klęski żywiołowej ... chociaż sam nie wiem, Coenowie są chyba trochę za mądrzy na takie przekazy. ; )
Cytat:ciężko ogląda mi się Coenów, jeśli nie kręcą akurat czegoś w rodzaju NCFOM.
Mam bardzo podobnie, filmy Coenów, które posiadają jakiekolwiek elementy sensacyjniaka/thrillera/strzelania chłonę, całej reszty przełknąć nie mogę.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
27-01-2010, 01:39
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,187
Liczba wątków: 67
Film dla Żydów. Nie jestem Żydem, toteż zupełnie nie zrozumiałem co chcieli powiedzieć Coenowie swoim najnowszym "dziełem". Ba! Jestem wręcz przekonany, że nie mieli pomysłu, jak to zakończyć, wobec czego zakończenie po prostu jest, a nawet jakby go nie było, to nic by się nie stało. Owszem, film śmieszy, ale raczej podskórnie, bo sytuacje są tragikomiczne i na dystans - właściwie ani razu nie zaśmiałem się głośno, jedynie parę razy usta złozyły się w banana. Realizacyjnie to film bardzo dobry, świetnie zagrany i ze świetnym, narastającym klimatem. Ale... no właśnie - całość nie posiada żadnego wentyla. W tym filmie NIC się nie dzieje, NIC do niczego nie prowadzi, nie ma żadnej puenty, żadnego morału, w ogóle niewiele ten film sobą reprezentuje, choć może właśnie Żydzi dostrzegą w nim coś więcej. Nie ma tego co porównywać z Lebowskim, a już z NCFOM w ogóle.
6/10
27-01-2010, 01:44
|