A to ja w sumie spodziewałem się, że będzie gorzej. Ale ja mam ogólnie pewną sympatię do takich filmideł, nawet tych ze średniej i niższej półki, typu "Król Skorpion", "Kull Zdobywca", czy choćby stara "Czerwona Sonja", z tym irytującym azjatyckim dzieciakiem. Lubię nawet "Conana" z Momoą, którego oprócz mnie lubi jeszcze chyba tylko Gieferg i już nikt więcej na całym świecie.
Było jasne, że nowa Sonja to nie będzie film na "kinowym poziomie" (jeżeli w ogóle istnieje coś takiego), tylko "film na wieczór w TV Puls". I jest to dokładnie coś takiego, ale, jak dla mnie, oglądalne. Sonja (która jest tutaj Obrończynią Przyrody) nawet wzbudziła moją sympatię - nie jest girlbossem ani Mary Sue, nikim w tym rodzaju.
Ale fakt, że to taki film, który wylatuje z głowy od razu po obejrzeniu. No i jakkolwiek nieźle oglądało mi się sceny dialogowe oraz te, w których Sonja snuje się po lesie przy akompaniamencie rzewnej, zawodzącej muzyki, to już sceny akcji wyraźnie niedomagają - a to przecież tutaj chyba powinno się położyć głównie nacisk, kręcąc film o wojowniczce. A tutaj, no cóż, brakuje jakiegoś pazura w tych walkach. Nie ma nawet w finale właściwie starcia Sonji z głównym złolem (tym wymoczkowatym, który wygląda jak Adam Małysz, jak to ktoś tu kiedyś zauważył) i jego laską.
W ogóle znamienne, że w filmie, którego pierwsza połowa jest zbudowana wokół niewolników zmuszanych do walki na arenie... nie ma ani jednej solidnej sceny walki na arenie. W pewnym momencie twórcy chcieli ten element podkręcić, wpuszczając na arenę cyklopa - ale co to za cyklop! Efekty są totalnie słabe, ruchy cyklopa toporne, a ich zakres taki, że człowiek się zastanawia, jakim cudem on tam w ogóle stwarza jakieś zagrożenie. Potwory Raya Harryhausena wiele dekad temu ruszały się znacznie żwawiej i ogólnie robiły bez porównania lepsze wrażenie.
Było jasne, że nowa Sonja to nie będzie film na "kinowym poziomie" (jeżeli w ogóle istnieje coś takiego), tylko "film na wieczór w TV Puls". I jest to dokładnie coś takiego, ale, jak dla mnie, oglądalne. Sonja (która jest tutaj Obrończynią Przyrody) nawet wzbudziła moją sympatię - nie jest girlbossem ani Mary Sue, nikim w tym rodzaju.
Ale fakt, że to taki film, który wylatuje z głowy od razu po obejrzeniu. No i jakkolwiek nieźle oglądało mi się sceny dialogowe oraz te, w których Sonja snuje się po lesie przy akompaniamencie rzewnej, zawodzącej muzyki, to już sceny akcji wyraźnie niedomagają - a to przecież tutaj chyba powinno się położyć głównie nacisk, kręcąc film o wojowniczce. A tutaj, no cóż, brakuje jakiegoś pazura w tych walkach. Nie ma nawet w finale właściwie starcia Sonji z głównym złolem (tym wymoczkowatym, który wygląda jak Adam Małysz, jak to ktoś tu kiedyś zauważył) i jego laską.
W ogóle znamienne, że w filmie, którego pierwsza połowa jest zbudowana wokół niewolników zmuszanych do walki na arenie... nie ma ani jednej solidnej sceny walki na arenie. W pewnym momencie twórcy chcieli ten element podkręcić, wpuszczając na arenę cyklopa - ale co to za cyklop! Efekty są totalnie słabe, ruchy cyklopa toporne, a ich zakres taki, że człowiek się zastanawia, jakim cudem on tam w ogóle stwarza jakieś zagrożenie. Potwory Raya Harryhausena wiele dekad temu ruszały się znacznie żwawiej i ogólnie robiły bez porównania lepsze wrażenie.
23-06-2026, 17:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-06-2026, 19:33 przez al_jarid.)





