Ballers [HBO]
#1


Serialem jarałem się po obejrzeniu trailerów bo:

- Dwayne Johnson. Duh. Mało tego, Dwayne Johnson w garniaku, zajmujący się manegmentem i kasą innych, twardy ale bez silenia się na tough guy image.
- Zwiastuny miały fajną energię, a do tego ja uwielbiam opowieści z rodzaju insider stories, gdzie mamy wypełniony żargonem wgląd w jakieś specyficzne środowisko, w tym przypadku kulisy świata pierwszoligowego sportu i burdelu jakim jest ogarnianie życia i problemów zawodników.
- Nie oglądałem nigdy Entourage, wiec formuła nie zdążyła mi się ograć.



Wrażenia po pilocie raczej średnie. Przewidywalnie, Johnson to jak na razie jedyny wybijajacy się plus. Nie żeby mnie wynudziło, ale też brak tu jakichś błyskotliwych dialogów, fajnych sytuacji czy scen godnych HBO. Widać natomiast jakiś tam potencjał na więcej.

Pojawiło się sporo recek jadących po pilocie za to, że przedstawia raczej prostacki świat tępych debili z tępymi problemami (w dodatku wyświechtanymi, bo to samo widzieliśmy w setkach historii sportowych) i nic więcej. I z jednej strony zgadzam się, bo nawet jeżeli oczywistym było, że w takiej historii na bank będzie spora doza blichtru, to i tak odcinek ten trochę za bardzo jechał na formule: "koks, dziwki, kasa, nagie cycki, imprezy, mam za dużo forsy i zero oleju w głowie FUCK YEAH!" (przy czym Wilk z Wallstreet to to nie jest) i niewiele więcej. I jeżeli do tego miałby się ograniczać ten wgląd w kulisy świata sportu w BALLERS, to chyba też dałbym sobie spokój. Z drugiej strony, po pierwszym odcinku wygląda jakby nie miał to być serial o problemach debili, tylko serial o kolesiu, którego problemem jest ogarnięcie problemów życia różnych debili, wszystko w napiętym, high stakes środowisku dużej mamony, a to już ma jakiś tam potencjał. Zwłaszcza, że w pilocie postać Johnsona dopiero co wchodzi w ten świat menedżmentu, więc jeszcze chyba za wcześnie oceniać jak to będzie wyglądało. Jest duże ryzyko taniej szopki z cyckami, ale też bardzo podoba mi sie Dwayne w roli "dobrego wujka" dla bandy rozpuszczonych tępaków i mógłbym go takiego oglądać, nawet jeżeli jest to kolejny wyświechtany przykład archetypu "has been sportowca", który wspomina starą chwałę we flashbackach ujawniających z każdym odcinkiem coraz więcej na temat tego co sie stało, że jest gdzie jest, zamiast zdobywać złoto na stadionach.

Się zobaczy.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#2
Pilot taki sobie, ale liczę że pójdzie w dobra stronę jak Entourage, bo jak dla mnie życie byłych sportowców to w sumie temat z którego coś dobrego można wycisnąć. Dam temu szansę.
 


Odpowiedz
#3
Pilot pokazuje to, czego oczekiwałem po trailerach:

"Entourage" plus The Rock minus kino.

I niby szkoda tego kontekstu filmowego, bo chetnie oglądałem Hollywood za kulisami, ale... z drugiej strony prezentowany swiat Holly w "Entourage" był cholernie przerysowany, stereotypowy i pretekstowy, wiec ostatecznie nie będzie mi go brakowało szczególnie.

Za to The Rock to ogromny plus. W pierwszym odcinku jakos szczegolnie się nie wyróżnia, ale już sama jego obecność to +10 do charyzmy dla całej drużyny. Z przyjemnością na niego patrze na ekranie, a The Rock co tydzień? Brzmi jak bajka. Do tego jeszcze Rob Cordry! "Entourage" miało Ariego, ale The Rock i Rob Cordry razem to spokojnie dobre zastępstwo (zwłaszcza, że z Ariego zrobiła się taka karykatura, że nawet mi go nie brakuje).

Scenariuszowo rzeczywiscie mało błyskotliwie, ale licze, że się rozkręci. Mam tylko nadzieje, że The Rock będzie cały czas stałym członkiem ekipy, bo bez niego pewnie bym tego nawet nie włączył. Jest producentem, wiec chyba tylko sam moglby zdecydowac, ze nie chce grać. W odcinku jest go może 40%, więc chyba nie jest to dla niego jakoś dużo roboty, a pewnie jest świadom, że przyciągnie publiczność. No i jest to dla niego nieco inna rola, ciekawe czy pokaze w niej coś ciekawego aktorsko.

Odpowiedz
#4
Btw. czy Rob Cordry ma "sleazy lawyer" wypisane na twarzy? :)
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#5
Pilot spoko, obejrzę kilka następnych odcinków. Całość kończy się absolutnie ikonicznym ujęciem Miami:

[Obrazek: Untitled-1.jpg]

Odpowiedz
#6
Nie słyszałem o tym wcześniej, a dzisiaj rzuciłem okiem i całkiem spoko, oczywiście nie zapowiada się na jakiś szczególnie dobry serial, ale taki lekki, półgodzinny odcinek będzie wchodził co tydzień jak złoto.

Odpowiedz
#7
Drugi odcinek odrobinę lepszy. Jakby nieco więcej energii w dialogach. No i Rock jest naprawdę, naprawdę dobry w tej roli.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#8
Miami to musi być najbardziej luksusowe miejsce na Ziemi. Nawet jak fotografujesz slumsy czy jakieś ruiny to wyglądają one luksusowo :)

Odpowiedz
#9
Drugi odcinek był najlepszy, trzeci trochę gorszy. Na razie można to opisać jako połączenie Californication z Entourage, nie widać zalążków jakiejś konkretnej fabuły, całość będzie pewnie niczym innym jak dorabianiem się i rozwijaniem biznesu przez The Rocka - niby fajnie, ale jak nie pojawią się żadne ciekawsze motywy, to raczej skończę po pełnym sezonie.

Odpowiedz
#10
Przecież ja to oglądam tylko ze względu na Rocka. Poza tym wartość tej seryjki jest zerowa (nie licząc widoczków Miami, ale to sobie można zobaczyć też w innych miejscach).

Jak chcecie dogłębna analizę środowiska sportowców, to polecam najlepszy serial świata, czyli "Eastbound & Down" :)

Odpowiedz
#11
Prawda, jakby nie było Rocka, to w ogóle bym nie załączył nawet pilota.

Odpowiedz
#12
Oglądacie dalej? Ja tak, do poniedziałkowego obiadku sobie leci, chociaż jest coraz nudniej. Tak jak podejrzewałem - problemy zaczynają być wydumane, wygląda to jak 4. sezon, który zaczyna zjadać własny ogon, a przecież to początek, powinni mieć przygotowane coś ciekawszego. Tyle dobrze, że są cycki.

Odpowiedz
#13
simek napisał(a):Oglądacie dalej?

Nie.

"Problemy" ukazywane w tym serialu, nawet jeśli utrzymane w lekkim, komediowym tonie, są dla mnie tak odrealnione, że trudno w jakikolwiek sposób emocjonować się czymkolwiek, co robią bohaterowie. Jeden zaliczył "niewłaściwą" laskę na imprezie na jachcie pełnym panienek rozkładających nogi na komendę i teraz "świat mu się wali"; drugi kupił sportowe BMW i ma dylemat czy nie lepiej zamienić go na jeszcze bardziej luksusowego McLarena; trzeci próbuje się pogodzić z kolegą, bo pokłócili się o wysadzany diamentami naszyjnik z numerem; czwarty kręci nosem, bo agent wynegocjował mu skandalicznie niski kontrakt opiewający na $100 milionów, a miało być przecież 110; wreszcie piąty zdradził żonę z dupą, która praktycznie sama weszła mu do wyra i teraz ma "wyrzuty sumienia" i łazi po burdelach, klubach, obmacując cycki ekskluzywnych prostytuek etc.

Rozumiem ból tych ludzi, życie potrafi dać w kość :)

Odpowiedz
#14
Dan Bilzerian ogląda i się śmieje :)

Odpowiedz
#15
Gdyby była jeszcze eksponowana broń, to byłby idealnym targetem ;)

Odpowiedz
#16
Cytat:"Problemy" ukazywane w tym serialu, nawet jeśli utrzymane w lekkim, komediowym tonie, są dla mnie tak odrealnione, że trudno w jakikolwiek sposób emocjonować się czymkolwiek, co robią bohaterowie.
Identyczny problem (jeden z wielu) miało Californication - Hank zdradzał Karen z zajebistą laseczką, wychodziło to na jaw, on biedny miał wyrzuty sumienia i żeby sobie poprawić humor bzykał kolejne zajebiste laseczki i ćpał narzekając jakie życie jest marne :)

Odpowiedz
#17
M.in. dlatego obejrzałem jeden odcinek tego serialu i potem dałem sobie siana.

Odpowiedz
#18
No, ja tez chyba sobie odpuszcze. Leci to czasem jak jem obiad, ale poza Rockiem i Cordrym nie ma tutaj absolutnie niczego, co by mnie interesowalo.

(04-08-2015, 14:19)simek napisał(a): Identyczny problem (jeden z wielu) miało Californication - Hank zdradzał Karen z zajebistą laseczką, wychodziło to na jaw, on biedny miał wyrzuty sumienia i żeby sobie poprawić humor bzykał kolejne zajebiste laseczki i ćpał narzekając jakie życie jest marne :)
Y, Hank nigdy nie zdradzał Karen - zawsze był jej wierny. To bylo jednym z problemów serialu, ze Hank nigdy nie robił niczego złego. ;)

Odpowiedz
#19
Aha, i jak na komedię, ten serial jest kompletnie nieśmieszny.

Odpowiedz
#20
Dla mnie największym świadectwem ekranowej charyzmy Rocka jest to, że dla niego wciąż oglądam to gówno. Ten serial jest tak chujowo napisany, że głowa boli. Oprócz zarzutów wymienionych wyżej przez innych, najbardziej rozpierdalają mnie te zupełnie nieudolne próby romantyzowania futbolu, jako tej niby tragicznej gry, która daje tak wiele, ale potrafi odebrać wszytko jeżeli człowiek jest nieostrożny. "This the game that kills us", "I came, I saw, I conquered" and all that shit. Normalnie czekam aż któryś z tych tłuków wypowie do kamery: "the game is the game" :)

Widać, że oni tu oprócz imprezowego blichtru próbują pokazać duszę Rugby, jaką ma moc i to jaki niby druzgocący wpływ potrafi mieć na ludzi, ale za grosz w tym dramatyzmu czy autentyczności. Wszystko to jest ledwo liznięte, potraktowane po macoszemu i spływa jak woda po kaczce. I mówię tu o tych poważniejszych momentach, bo o rozterkach Rickiego Garreta, który kupił pannie pierścionek za czterysta patyków, po to żeby ją udobruchać po ich ostatniej kłótni, to nawet nie wspominam.  Nawet Corddry'ego marnują, bo oprócz jego szczurzego uśmiechu, to koleś od kilku odcinków nie ma tu nic do pokazania.

Aha i co to kurwa, nie potrafią wśród młodych, up-and-coming actorów z LA znaleźć żadnych przypakowanych murzynów? Śmiesznie to wygląda gdy Rock góruje głową i barami nad tymi wszystkimi niby profesjonalnymi footbolistami, którzy wyglądają przy nim jak dzieci.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości