^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Bikiniarze to subkultura, która jako jedna z niewielu nie była importem z zachodu. Ta kolorowa subkultura miała stać w opozycji do szarej rzeczywistości komunizmu. Rosyjski musical w reżyserii Todorowskiego przedstawia losy moskiewskich Bikiniarzy. Fabuła wielce odkrywcza nie jest. Głównym bohaterem jest Mels, dawniej prześladował bikiniarzy, ale po spotkaniu Polzy zakochuje się w niej i postanawia sam dołączyć do bikiniarzy. Film jest jak sama subkultura, głośny, kolorowy i wypełniony po brzegi muzyką. Można by wręcz dojść do wniosku, że komunizm to była sama radość. Piosenki są bardzo dobre i przyjemnie się ich słucha. Wszystkie szczegóły stylu bycia bikiniarzy zostały pieczołowicie odwzorowane, tak więc można sporo dowiedzieć się o samej subkulturze. Całość wykonana na bardzo wysokim poziomie. Seans jest bardzo przyjemny i mogę szczerze polecić ten film.
Ps. Żeby nie było, że jestem taki fajny i znajduje fajne filmy Bikiniarzy polecił mi jarod :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
24-10-2010, 14:12
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Bardzo, bardzo dobry musical który na głowę bije produkcje amerykańskie pokroju Nine czy (tfu!) Mamma Mia. Rzecz jest faktycznie dość radosna i kolorowa, przepełniona w pewnym stopniu optymizmem i właśnie taką radością życia. Reżyser jednak ciągle w pojedynczych scenach pokazuje, że w ZSRR nawet dla bikiniarzy nie było tak fajnie - bieda i różnice klasowe (warto zwrócić uwagę, że prowadyrem moskiewskich bikiniarzy jest rozpuszczony synek dyplomaty, urządzający imprezy u siebie na chacie i dzwoniący do ojca w razie kłopotów z władzami), konieczność ciągłego pilnowania się (do ciupy można trafić choćby za uśmiech w rocznicę śmierci Stalina, już nie mówiąc o np. kontaktach z czarnym rynkiem), absurdalne przepisy, ciągła inwigilacja itp. Zresztą sama subkultura bikiniarzy jest tu przedstawiona z pewną nostalgią, jako bastion walki młodości z Systemem (reprezentowanym tu przez komsomołowców obcinającym "buntownikom" włosy). Reżyser jednak naiwny nie jest i nie próbuje ubarwiać rzeczywistości - w drugiej połowie filmu bohaterowie muszą nagle dorosnąć, podjąć pewne trudne decyzje, i dowiadują się przy okazji, że ich kolorowe fatałaszki i bujanie się w rytm swojskich podróbek jazzu nie ma jednak z wymarzoną Ameryką wiele wspólnego.
Realizacyjnie jest to poziom światowy - rewelacyjne montaż i zdjęcia, świetne piosenki, mnóstwo pomysłowych myków inscenizacyjnych. fabuła niby prosta, ale oferuje jednak kilka zaskoczeń, a pomimo ogólnie luzackiego tonu reżyser wstawił kilka naprawdę świetnych scen typowo dramatycznych - obcinanie włosów choćby. Końcówka również świetnie pomyślana, bardzo metaforyczna ale bez pretensjonalności. U mnie film ma ocenę 9/10 i znak jakości "jarod poleca".
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=0Mt0--JSe88&feature=player_embedded[/youtube]
Why are you firing wallnuts at me?
24-10-2010, 15:26
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
Rosyjski musical w epoce głębokiego stalinizmu? Oh yeah 8) To przede wszystkim znakomicie zrealizowany film - dopracowane kadry, ruch kamery, montaż, choreografia, kostiumy. I te piosenki - dobre, naprawdę dobre rosyjskie kawałki, niebanalnie zaśpiewane i świetnie zaaranżowane (nie jako śpiew sam dla siebie, a rodzaj dialogu, komentarza, prezentacji bohaterów). Kawał dobrego, oryginalnego musicalu w nastroju sentymentalnym nieukrywającym brudu, ale nie skupiającym się zanadto na nim. Przyjemny seans, choć szkoda, że nastrój siada tak w 3/4.
7
03-11-2010, 11:32
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Nie znam się na musicalach i rzekłbym, że nawet za nimi nie przepadam, ale jako zadeklarowany fan rosyjskojęzycznego rocka i okolic, a zachęcony, może trochę na wyrost, kojarzącym mi się z "The Wall" kawałkiem zapodanym przez jaroda (dużą rolę odegrała też jej śliczna wykonawczyni, którą wolałbym widzieć raczej w tej pozytywnej roli, bo dużo ładniejsza od Polly), postanowiłem sięgnąć po "Bikiniarzy". I... cóż mogę dodać?
Wspaniała, kolorowa, roztańczona i rozśpiewana, i - pokuszę się o stwierdzenie - jakby swojska podróż do świata, którego chyba nikt z nas poznać nie miał okazji, a tu przedstawionego z dużą finezją i polotem. Bikiniarze, jak świetnie pokazuje końcówka, to nie tylko obrazek z minionej epoki, ale swoista alegoria i dowód, że świat kołem się toczy. Bikiniarze, punkowcy, subkultura hip-hopowa..., czyż wszystko to nie gra na podobnych uczuciach, podobnej nucie, takim samej potrzebie buntu przeciwko szarej rzeczywistości?
Cóż, film ma i swoje minusy, do których zaliczam motyw z dzieckiem (nieco przegiety). No i nie wiem, czy wynika to z rosyjskiej natury bohaterów, ale czasami ich negatywne reakcje wydawały mi się przeszarżowane (zwłaszcza, kiedy Mel drze japę na Polly w klubie).
Tak, czy owak - świetne kino, które szczerze wszystkim polecam!
P.S. jarod "zapodał" piosenkę z filmu, więc i ja sobie pozwolę przypomnieć (bo prezentowałem ją już w temacie "...czego słuchamy...") genialny utwór zespołu Brigada S (tak, tak... to nie Fred śpiewał :) ) zatytułowany Playboy:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=GR4_EtbnhEo[/youtube]
06-11-2010, 21:41
|