Bond - temat ogólny
(13-10-2021, 00:54)Lashly napisał(a): Ta seria istnieje do dziś nie tyle ze względu na sukces pierwszego filmu co sukcesu całej dekady. Lata 60. to była dekada Bonda. Niemal same arcydzieła gatunku. Do dziś niedoścignione. Seria goni za tym sukcesem do dziś odnosząc połowiczne sukcesy. 

Nie do końca się zgodzę - to zbyt duże uproszczenie. Bond dobrze się odnajdywał w każdej dekadzie. W latach siedemdziesiątych filmy wkraczały na tereny blaxploitation, zahaczały o filmy kung-fu i podpinały się pod starwarsy . Dekadę później, 007 dobrze wkroczył w erę MTV i high tech. Przetrwał nawet upadek Żelaznej Kurtyny (co fajnie skomentowano w Goldeneye). W latach dziewięćdziesiątych z kolei mieliśmy dobrze ujęty problem fake-newsów i to wyprzedzając rzeczywistość ("Tomorrow Never Dies)". A gdy zaczął łapać zadyszkę („Die Another Day”), postanowiono go odświeżyć z wielkim sukcesem. Więc pod względem tematyki i feelingu seria dobrze sobie radziła z upływającym czasem. 

Co dalej? Producenci mogą sobie mówić, czego to oni nie zrobią, ale koniec końców i tak liczy się zysk. Jeśli skręcą Bonda w stronę, która sprawi że wpływy znacznie zmaleją, a znane marki przestaną płacić grube miliony za product placement, to prędzej czy później powrócą do bezpiecznej wersji. W końcu, jasne, czasy się zmieniają, ale w CR pokazali, że potrafią znaleźć na to jakiś złoty środek. Poza tym, w obecnych porypanych czasach, gdzie obrazić może absolutnie wszystko, jestem dość ciekawy, jak to będzie dalej wyglądać. Ale na pewno da się wykreować postać, która nadal będzie „tym” Bondem, jednocześnie dodając jej jakieś nowe cechy. Znów, CR robił to dobrze. „Spectre” koszmarnie źle.

Inna sprawa, że od końca lat dziewięćdziesiątych scenariusze piszą ci sami goście – Wade i Purvis (zazwyczaj wspomagani przez innych). I spod ich pióra wyszły zarówno bękarty serii („Die Another Day”, „Spectre”), jak i świetny CR. Więc scenariusz może tam chyba napisać każdy, a i tak decyduje (o absolutnie wszystkim) Barbara Brocolli.

Corn napisał(a):Ech... producenci zapomnieli, że Bond to męska fantazja - odpowiednik miliona produkcji dla kobiet typu Dynastia - gdzie facet jest wspaniały we wszystkim, ma zajebiste auto, buja się po luksusowych miejscówkach i jeszcze zalicza fajną pannę. Wszelkie próby zmiany tych 4 cech sprawiają, że Bond traci to co wyróżnia go na tle innych serii. Casino Royale zachowało ten core, ale zmieniło rzeczy, które się zestarzały (gadżety, żarciki, przerysowani antagoniści) i dlatego jest takie dobre i powszechnie uwielbiane. Kolejne filmy po QoS co raz bardziej odchodziły od podstawowych wartości a przywracały te niepotrzebne rzeczy (gadżety, kreskówkowi wrogowie itd).
Zgadzam się. Nic dodać, nic ująć.

OGUPEE napisał(a):A i Mayday też koksiła (dobra, ona była w obozie tych złych).
Ale pod koniec przeszła na stronę dobra. I nawet się poświęciła for greater good!

OGUPEE napisał(a):I tak wezmą jakiegoś POC albo babę.
No niby BB stwierdziła, że Bond nie będzie nigdy kobietą.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
(13-10-2021, 11:47)Corn napisał(a): Ech... producenci zapomnieli, że Bond to męska fantazja - odpowiednik miliona produkcji dla kobiet typu Dynastia - gdzie facet jest wspaniały we wszystkim, ma zajebiste auto, buja się po luksusowych miejscówkach i jeszcze zalicza fajną pannę. Wszelkie próby zmiany tych 4 cech sprawiają, że Bond traci to co wyróżnia go na tle innych serii. Casino Royale zachowało ten core, ale zmieniło rzeczy, które się zestarzały (gadżety, głupie żarciki, przerysowani antagoniści) i dlatego jest takie dobre i powszechnie uwielbiane. Kolejne filmy po QoS co raz bardziej odchodziły od podstawowych wartości a przywracały te niepotrzebne rzeczy (gadżety, kreskówkowi wrogowie itd).

Mam wrażenie, że weszliśmy w taki dziwny okres w popkulturze, gdzie wszystko co dawniej stricte męskie próbuje się przestawiać na produkcje dla kobiet. Niedługo nowy Predator z silną kobietą w roli głównej. Już zacieram ręce. Mam nadzieję, że w 3 akcie Predator zrozumie nierówną pozycję kobiet w indiańskim społeczeństwie i złoży się w ofierze postępu

Dokładnie! Zwłaszcza kwestia ze spoilera. Można to uwspółcześnić i zachować te cechy bo to jest oczywiste, że jako społeczeństwo zmieniliśmy się i Bond zawsze był dzieckiem swoich czasów, ale już wybielanie i uciekanie od tych kluczowych cech jest bzdurne bo po pierwsze, jak kobiety mogą mieć adresowane do nich kino oparte na identycznym (tylko o przeciwnym wektorze) schemacie typu 365 dni czy inne Greye, to dlaczego my sobie nie możemy obejrzeć Bonda? A po drugie i ważniejsze - jakoś nie zauważyłem, żeby poza deklaracjami na pokaz ten schemat się zdezaktualizował i dalej taki archetyp jest dla kobiet atrakcyjny. Ale to jest temat znacznie szerszy - wielkie kłamstwo współczesnej popkultury, która wmawia mężczyznom, czego niby chcą i potrzebują kobiety, a co jak się potem zawsze okazuje jest czymś kompletnie przeciwnym do tego, czego one naprawdę chcą.

A z predatora prychłem kawką w klawiaturę.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
W tym Predatorze to w ogóle ma być indianska nastolatka. I coś mi się widzi, że nie będzie to postać na miarę Sarah Connor, Ellen Ripley, Lei, czy tam nawet Padme.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Cytat:Ale to jest temat znacznie szerszy - wielkie kłamstwo współczesnej popkultury, która wmawia mężczyznom, czego niby chcą i potrzebują kobiety, a co jak się potem zawsze okazuje jest czymś kompletnie przeciwnym do tego, czego one naprawdę chcą.
Dlatego uważam, że paradoksalnie ratunkiem dla Bonda będzie obsadzenie w tej roli czarnoskórego, bo o ile białego faceta można publicznie ustawiać o tyle czarnoskórego już trudniej. No albo Toma Hardy'ego bo on też się nie da ustawić ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz

Jest taki fajny filmik. Nie polecam gościa, bo to jeden z tych fanów Bonda, który wstydzi się być fanem Bonda. To znaczy lubi ale co jakiś czas tłumaczy się i przeprasza za "problematyczne" momenty. Śmiesznie się ogląda tych fanów, którzy starają się pogodzić własne poglądy z faktem, że ta świetna seria filmowa, którą lubią za akcje, muzykę itd. jest tak ordynarnie niepoprawna, że ma korzenie antykomunistyczne i opowiada o imperialistycznym agencie, którego najlepszym przyjacielem jest agent CIA (czyli czyste zło).

jednakże zgadzam się, że po tej złotej erze lat 60. Bond trochę zmienił się z wytaczania trendów na goniącego za trendami. Co nie zmienia faktu, że przestałem być fanem albo lubię inne dekady jakoś mniej. Nie dam złego słowa powiedzieć na Moore'a, uwielbiam osobliwe czarne charaktery tej dawnej ery, oba Daltony są świetne, GoldenEye jest jednym z najlepszych w serii. Niewielu może powiedzieć to samo. To, że w niemal każdej dekadzie znajdują się potencjalni kandydaci na najlepszy film w serii. Uważam że filmy Brosnana i Craiga to taki hit or miss (chociaż nawet najsłabsze Bondy mają coś do zaoferowania pewnie nawet QoS).
Mam proste wymagania. Niech znajdą sobie odpowiedniego gościa takiego i do bitki i wieczoru w kasynie, dadzą mu dziewczynę (słowo "Bond girl" jest już zakazane na planie) która nie będzie miłością jego życia, mocnego, charakterystycznego bad guya, niech spojrzą na katalog egzotycznych miejsc by wysłać Bonda tam, gdzie nigdy nie był i wymyślą najbardziej niedorzeczny popis kaskaderski jak skok z lodowca na nartach.Coś co być może zabije kaskadera, ale ujęcie będzie piękne.

Obejrzałem wszystkie dokumenty o powstawaniu filmów (każdy ma jakieś 45 minut) i co mi się bardzo podobało w podejściu Cubby'ego było, jak szukał różnych fajnych i unikatowych rzeczy by je umieścić w filmie. Na przykład spodobał mu się miniaturowy się miniaturowy odrzutowiec Acrostar lub przeczytał pewnym brytyjskim wynalazcy, który zbudował jednoosobowy batyskaf ze szczypcami Mantis i dał mu rolę w filmie jako jego pilot. Taki chłopak spełniający marzenia i bawiący się figurkami. Coś wygląda super i dajemy to do filmu. Barbara i jej brat tacy nie są, ale i tak martwię się o przyszłość, bo nie wiem czy ma ich kto zastąpić. Być może nikt i seria przejdzie pod opiekę zarządu Amazona.

Odpowiedz
Pamiętamy wywiad Damona z okazji premiery któregoś Bourna, w którym wprost mówił że Bond to misogin palący kawały i mający liczne kochanki.
(13-10-2021, 03:47)shamar napisał(a): Bond powinien być teraz Azjatą. To byłby nieoczywisty wybór.
Z czystko marketingowego punktu widzenia powinien być: murzynką arabskiego pochodzenia, która będzie lesbijką mówiąca po hiszpańsku pochodząca z Azji. Tak ktoś kiedyś opisał idealnego kierowcę F1 pod względem rynków zbytu i marketingu.

Enviado desde mi Redmi Note 8 Pro mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Corn napisał(a):Nie po to oglądam Bonda, żeby

A mi to nie przeszkadza, Bonda pre-CR i tak nie lubiłem (nie samej postaci, tylko filmów, w których występował), choć podejście do kobiet było spoko - w sensie, zabawne w jakiś sposób :>

Natomiast podoba mi się, że dostaliśmy zamkniętą historię z początkiem i końcem (chociaż środek jest dośc marny), która nie ciągnie się w nieskończoność i którą można spokojnie oglądać w oderwaniu od ciągnącego się od 60 lat tasiemca.

Bond-Craig to odpowiednik Batmana-Bale'a, taki elseworld, cech wspólnych można znaleźć cały szereg (Vesper-Rachel, Selina-Madeleine itd,), a jedną jest to, że jeden i drugi w pewnym momencie przestaje być TYM bohaterem, którym był zazwyczaj. Gorzej, że odpowiednikiem TDKR tutaj są aż trzy filmy.

Oglądałem ostatnio "jednym okiem" "Świat to za mało" (bo tak naprawdę to oglądał ktoś przy sąsiednim biurku i rzucalem okiem) no i niestety nie jest to coś na czym miałbym ochotę skupić uwagę przez dwie godziny.

Odpowiedz
Cytat:Natomiast podoba mi się, że dostaliśmy zamkniętą historię z początkiem i końcem (chociaż środek jest dośc marny), która nie ciągnie się w nieskończoność i którą można spokojnie oglądać w oderwaniu od ciągnącego się od 60 lat tasiemca.
Ale zdajesz sobie sprawę, że ta seria to nie jest monolit i każdy film stanowił kiedyś zamkniętą historię? Ciężko to oceniać jako jedną całość. No i nigdy nie zrozumiem co takiego drażni w tej serii co nie drażni w innych podobnych filmach akcji, które pewnie lubisz oglądać

Cytat:Bond-Craig to odpowiednik Batmana-Bale'a, taki elseworld,
I to jest dla mnie problem, bo do tej pory nie trzeba było elseworldować, żeby nadawać tej serii świeżość. Na dobrą sprawę CR nie musiało być pierwszą misją Bonda, mogło spokojnie kontynuować dawną serię i po prostu być filmem o misji w kasynie. Zmienić parę dialogów i scen i jedziemy dalej
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
(13-10-2021, 12:55)Gieferg napisał(a): Natomiast podoba mi się, że dostaliśmy zamkniętą historię z początkiem i końcem (chociaż środek jest dośc marny), która nie ciągnie się w nieskończoność i którą można spokojnie oglądać w oderwaniu od ciągnącego się od 60 lat tasiemca.
Z nielicznymi małymi wyjątkami (OHMSS połączone z prologiem do "Diamonds ara forever", a i tu nie jest to jakoś bardzo zaznaczone) każdy z precraigowych Bondów mogłeś oglądać w oderwaniu od reszty...
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Tak, ale filmy które lubię i do których wracam, chcę mieć na półce w postaci fizycznego wydania, a zwykle nie lubię kupować serii na wyrywki (choć się zdarza i są takie, które w pewnym momencie kupować przestaję - jak Terminator).

Tak czy inaczej seria licząca 20 filmów, z której mało co mi podchodzi to średni kandydat to kupowania.

Cytat:co takiego drażni w tej serii co nie drażni w innych podobnych filmach akcji

np których?

Odpowiedz
Mission Impossible, John Wick, Marvele, Szybcy i Wściekli
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Myślę, że komuś kto nie ma gigantycznego sentymentu do postaci/serii ciężko jest oglądać "tak jak zwykły film" pozycje, które powstały te kilkadziesiąt lat temu. Co by nie mówić, Bondy to poza nielicznymi wyjątkami (FRWL) filmy akcji, a filmy akcji to nie są uniwersalne dramaty, tylko nasze oczekiwania jako współczesnego widza są zupełnie inne. Sposób kręcenia też mocno się zmienił i sceny akcji w starych Bondach cóż, są po prostu nudne i tego się nie da zmienić. Jak do tego dołożymy typową dla wielu filmów serii bombastyczną przesadę to ktoś może tego nie kupować.

Ja na stare Bondy patrzę obecnie w większości pod kątem wartości historycznej, jaką dla mnie wnoszą - oglądając jedną serię widzę, jak zmieniały się stroje, architektura, zwyczaje, kino. Lubię to.


(13-10-2021, 12:55)Gieferg napisał(a):
Corn napisał(a):Nie po to oglądam Bonda, żeby

A mi to nie przeszkadza, Bonda pre-CR i tak nie lubiłem (nie samej postaci, tylko filmów, w których występował), choć podejście do kobiet było spoko - w sensie, zabawne w jakiś sposób :>

Natomiast podoba mi się, że dostaliśmy zamkniętą historię z początkiem i końcem (chociaż środek jest dośc marny), która nie ciągnie się w nieskończoność i którą można spokojnie oglądać w oderwaniu od ciągnącego się od 60 lat tasiemca.

Bond-Craig to odpowiednik Batmana-Bale'a, taki elseworld, cech wspólnych można znaleźć cały szereg (Vesper-Rachel, Selina-Madeleine itd,), a jedną jest to, że jeden i drugi w pewnym momencie przestaje być TYM bohaterem, którym był zazwyczaj. Gorzej, że odpowiednikiem TDKR tutaj są aż trzy filmy.

Oglądałem ostatnio "jednym okiem" "Świat to za mało" (bo tak naprawdę to oglądał ktoś przy sąsiednim biurku i rzucalem okiem) no i niestety nie jest to coś na czym miałbym ochotę skupić uwagę przez dwie godziny.

To już chyba jakaś poza, bo nie ma w tym filmie nic odbiegającego od standardów kina z tamtych lat, powiedziałbym że przeciwnie. Chyba, że żadnego akcyjniaka z przełomu wieków nie lubisz to ok. Btw. jest sporo lepszych Bondów, ale do tego mam duży sentyment bo to pierwszy, jakiego widziałem w kinie no i ma świetnie obsadzoną jedną Bond Girl.

(13-10-2021, 13:00)Corn napisał(a): I to jest dla mnie problem, bo do tej pory nie trzeba było elseworldować, żeby nadawać tej serii świeżość. Na dobrą sprawę CR nie musiało być pierwszą misją Bonda, mogło spokojnie kontynuować dawną serię i po prostu być filmem o misji w kasynie. Zmienić parę dialogów i scen i jedziemy dalej

Dla mnie łączenie filmów w ścisłą serię jest ok, kiedy jest to dobrze zrobione (błyskotliwe kryterium, wiem) - jeżeli jest to tak połączone jak CR - QoS to jest ok, bo to jest fajne i zgrabne, a jednocześnie film jest generalnie odrębną historią. Jeżeli jest tak toporne i niepotrzebne jak w Spectre czy NTTD, to mi to przeszkadza bo jest zbędne.

W ogóle Mendes wyrządził serii mnóstwo złego poprzez te swoje blubry w Skyfall i Spectre i ciągnięcie w nieskończoność niektórych wątków oraz wrzucenie błyskawicznie motywu "too old for that shit". I tu jest podobieństwo do Nolana, u którego Batmana też nie oglądamy w ogóle w pełni formy, tylko ledwo zaczyna a już jest za stary i nie na miejscu. Tutaj mamy pierwszą misję, potem film będący bezpośrednią kontynuacją, zaczynający się 5 minut po pierwszej misji, a potem Bond jest już za stary, niepotrzebny i nie na miejscu. Podobnie przeciągnięte bez litości są motywy działania na własną rękę i odchodzenia z MI6 - no kurwa, ile można? Jak do tego dołożymy totalny brak talentu do scen akcji to mamy dwa filmy, które dla mnie położyły Bondy z Craigiem i jeszcze zostawiły następcę z gównianym zakończeniem Spectre, z którego urodziło się to co się urodziło.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
Ciekawe jak się te filmy zestarzeją. Dla większości fanów przynajmniej Casino Royale i czasami Skyfall (tutaj może nie ale ogólnie) stoją wysoko na liście. Casino Royale często w czołówce zaraz za pewnymi wybranymi klasykami. Sam Craig jest notowany już trochę gorzej, ale dla wielu to on jest tym pierwszym. Zauważyłem też wzrost nostalgii za Brosnanem a nawet bardziej przychylne opinie o Die Another Day.
Hmmm jubileuszowy film starej serii, kiedyś pogardzany za bycie tak zwariowanym a dziś mający swoich fanów? Brzmi znajomo. Oczywiście chodzi o tylko pewne aspekty a nie cały film. Ale byłem już świadkiem drastycznej zmiany opinii. OHMSS zmieniło się z niepopularnego, w niedoceniany a wreszcie stał się jednym z najpopularniejszych w serii (i słusznie). W Polsce też nastąpiła zmiana. Nawet niecałe dwie dekady temu nie było zbyt wielu fanów, bo Bondy były zakazane w PRL i dla starszego pokolenia to wielka abstrakcja ("Bond? To taki MacGyver?") a książek nie było NIGDZIE. Teraz Bond osiadł na stałe w Polsce. Trochę dzięki Craigowi i trochę przez te ciągłe maratony w TVP. Pierwszy jaki pamiętam był na przełomie 2004-05 i jak pamiętam nie był chronologiczny tylko wymyślili inny chory system.

Odpowiedz
Ja akurat DAD zawsze lubiłem z prostego powodu - dostarcza rozrywki. Lubię sekwencję początkową, sceny na Kubie, świetną walkę w klubie szermierskim, Halle Bikini Berry, złola i pościg dwóch supersamochodów, na którym nie ziewam (hello, Spectre!), lubię twisty. Najbardziej nie lubię nędznego CGI i słynnego surfingu, ale ten film mnie nie nudzi, a tego Skyfall czy zwłaszcza Spectre nie mogę wybaczyć, ale o tym w osobnych reckach.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
(13-10-2021, 15:00)Lashly napisał(a): W Polsce też nastąpiła zmiana. Nawet niecałe dwie dekady temu nie było zbyt wielu fanów, bo Bondy były zakazane w PRL i dla starszego pokolenia to wielka abstrakcja ("Bond? To taki MacGyver?") a książek nie było NIGDZIE. Teraz Bond osiadł na stałe w Polsce. Trochę dzięki Craigowi i trochę przez te ciągłe maratony w TVP. Pierwszy jaki pamiętam był na przełomie 2004-05 i jak pamiętam nie był chronologiczny tylko wymyślili inny chory system.

Well yes, but actually no Uśmiech

Maratony Bonda były w telewizji już w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, puszczali je chronologicznie, od pierwszego. Poza tym, wszystkie ówczesne filmy były dostępne bez problemu w wypożyczalniach kaset Video, a i można je było kupić na VHSach. Wiem, bo sam dostałem (w lato '96 albo '97) pakiet dziewięciu filmów, nazywanych wtedy "Złotą dziewiątką", który zawierał wszystkie filmy Moore'a i Daltona (na początku była reklama, w której lektor mówił "Złota dziewiątka, to dziewięć najlepszych filmów Bonda" Duży uśmiech). Później dołączyli do tego też filmy Connery'ego i ten jeden z Lazenbym (te nosiły nazwę "Złota kolekcja").

Również książki były dostępne w PL. Sam je kupowałem będąc w podstawówce (druga połowa lat dziewięćdziesiątych). Na pewno czytałem wtedy "Goldfingera" i "Pozdrowienia z Moskwy" (pod takim tytułem się ukazała). A później dokupiłem jeszcze "Sam chciałeś te karty" (czyli "Casino Royale"), 
"Dr No", "Żyj i pozwól umrzeć" oraz dwa krótsze opowiadania, nie pamiętam tytułów.

Generalnie po upadku komuny dało się znaleźć Bondy i były one dość popularne Uśmiech 
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
(13-10-2021, 15:00)Lashly napisał(a): Teraz Bond osiadł na stałe w Polsce. Trochę dzięki Craigowi i trochę przez te ciągłe maratony w TVP. Pierwszy jaki pamiętam był na przełomie 2004-05 i jak pamiętam nie był chronologiczny tylko wymyślili inny chory system.
Pierwszy raz obejrzałem całą ówczesną serię własnie jako maraton (to się zwało wakacje z Bondem) na TVP, nie wiem który to był rok, raczej wcześniej niż 2004, bo wiem, że na pewno leciało w lecie i na pewno chronologicznie. Poza tym raczej późno wieczorem, więc niektóre odcinki nagrywałem na VHSa i oglądaliśmy z bratem i ojcem dopiero kolejnego dnia.
Wtedy było po prostu ok, a potem na początku studiów zaliczyłem z kumplami prawdziwy maraton (całość w jakieś dwa tygodnie), w uczciwych wersjach, czyli oryginalne proporcje obrazu i z napisami - wtedy dopiero pokochałem 007 i wyrobiłem sobie hierarchię które części najbardziej lubię.

Odpowiedz
Ja wybaczę wszystko. Wszystko.
A co do książek to mi doradzano tylko antykwariaty. Być może po prostu wstrzeliłem się w kiepski okres (przerwa pomiędzy DAD i Casino Royale). W każdym razie z biegiem czasu wszystko stało się łatwiej dostępne.

Odpowiedz
Też pamiętam wakacje z Bondem, podejrzewam że mógł to być początek wieku, ale i w latach 90 leciały.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
No ja oglądałem z moim ojcem namiętnie "wszystkie" Bondy odkąd skończyłem 3 lata i coś kumałem, w cudzysłowie "wszystkie" bo dopiero w okolicy 1998 odkryłem, że przed Moorem był jeszcze Connery a potem wielkim szokiem był dla mnie Lazenby. Pamiętam do dziś podjarkę wynikającą z premiery Goldeneye i dokumenty o powstawaniu puszczane na Polonii 1. Z pieniędzy komunijnych kupiłem nintendo 64 i cartidge z Goldneyem, do dziś czasem sobie włączę i popykam - przydałby się solidny remake na nową generację PSów z możliwością rozgrywki online

(13-10-2021, 15:10)deymos napisał(a): Ja akurat DAD zawsze lubiłem z prostego powodu - dostarcza rozrywki. Lubię sekwencję początkową, sceny na Kubie, świetną walkę w klubie szermierskim, Halle Bikini Berry, złola i pościg dwóch supersamochodów, na którym nie ziewam (hello, Spectre!), lubię twisty. Najbardziej nie lubię nędznego CGI i słynnego surfingu, ale ten film mnie nie nudzi, a tego Skyfall czy zwłaszcza Spectre nie mogę wybaczyć, ale o tym w osobnych reckach.
Ja może fanem nie jestem, ale bawię się przednio. Nie jest to najlepszy film z serii, raczej ogony, ale i tak o niebo lepszy od Diamentów czy Ośmiorniczki, które obok ostatniego wysrywu zdecydowanie stanowią trzon najgorszych produkcji w serii
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Nie licząc DAD na HBO ze mną było tak. Po raz pierwszy wszystko obejrzałem w ciągu tego samego maratonu na TVP. Najpierw po kolei pierwszy film każdego aktora, potem wg głosów widowni pozostałe części (wygrał Brosnan czyli po GoldenEye dokończyli erę Brosnana a potem kolejno Moore, Connery i Dalton). Pamiętam prawie każdy seans, gdzie byłem (nawet przeprowadzka mnie nie odciągnęła od seansu) albo jak przerwali You Only Live Twice by pogadać sobie o jakiejś rakiecie, która wylądowała na Tytanie. Fajne czasy były. Dorwałem się do internetu i postanowiłem poszukać stron o seriach filmowych o których nie miałem pojęcia, a wydawały mi się tajemnicze i rzadkie i zostałem fanem zanim je obejrzałem.
No ale ja znałem tylko pewien wycinek historii więc ta pierwsza fala bondomanii w latach 90. mnie ominęła.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Quantum of Solace (Bond 22) Q 498 81,358 16-12-2025, 00:15
Ostatni post: samuuel



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości