Bronson
#1
[Obrazek: Bronson-001.jpg]


-I gave you fucking magic in there!
-Magic? You just pissed on a gypsy in the middle of fucking nowhere.



w zasadzie taki dialog może podsumować życie Michaela Petersona, znanego bardziej jako Charles "Charlie" Bronson - najdroższego i najbardziej znanego więźnia Wielkiej Brytanii, och zapomniałem dodać że też najbrutalniejszego.

cóż by tu powiedzieć, film opowiada historię (prawdziwą) pewnego psychola który za wszelką cenę próbuje zdobyć "więzienną" sławę poprzez przeróżne akty przemocy. w dosyć surrealistyczny sposób zatapiamy się w popapranym świecie Michaela, który pobyt w więzieniu traktuje jak "wypoczynek w 6-cio gwiazdkowym hotelu". Michael podczas pobytu w izolatce (mniej więcej 30 lat z małymi przerwami !!!) wytwarza swoje alter ego - Charlesa Bronsona.

i tu dochodzimy do sedna: Tom Hardy. w zasadzie film opiera się wyłącznie na nim, miał na prawdę ciężki orzech do zgryzienia, powiem tyle: ten koleś zwalił mnie z nóg, jego rola jest po prostu majstersztykiem, sceny "teatralne" powalają. wczuł się w rolę perfekcyjnie. ciekawe co by się stało gdyby do roli dorwał się Statham który był prawie pewniakiem, film by na pewno dużo stracił, na szczęście plany się zmieniły. na brawa zasługuje również praca kamery oraz świetne kadrowanie poszczególnych ujęć wewnątrz więzienia/eń. polecam bardzo gorąco.

8.5/10

ps. premiera filmu miała miejsce dwa dni po przesłuchaniu Bronsona o zwolnienie warunkowe Uśmiech

[Obrazek: 16ptb135f80.png]

[Obrazek: l_c4f57a7dc6ef4082b050b4208eba2cf3.jpg]

Odpowiedz
#2
Tutaj możecie sobie poczytać historię prawdziwego Bronsona.

Cytat:Za obrabowanie kiosku Charles Bronson dostał siedem lat. Od tamtej pory ciągle siedzi. Już 34 lata, podczas których zaliczył 122 placówki, wziął 11 zakładników i okaleczył 20 klawiszy. Organizował bunty, okupacje i akcje protestacyjne na dachach. W ramach okupu żądał między innymi: dmuchanej lalki, helikoptera, filiżanki herbaty, samolotu na Kubę, dwóch karabinów UZI, siekiery, kanapki z serem i ogórkiem oraz dwóch cheeseburgerów z keczupem. Uważa się za „działacza więziennego” – walczy z systemem, który złodziei traktuje tak samo lub gorzej od pedofilów i morderców. Szanuje większość „uczciwych i pracowitych” strażników, ale wojuje z klawiszami, którzy wykorzystują władzę do fizycznego i psychicznego terroryzowania więźniów.

Szczęśliwy

Jeśli dodać do tego, że uważa się on za działacza na rzecz praw uwięzionych, to film jakby zupełnie nie o nim i jako biografia sprawdza się raczej średnio. Całkiem nieźle zaś sprawdza się jako kino surrealistyczne. Może na rzecz filmu świadczy fakt, że oglądałem go z zainteresowaniem i nawet chciało mi się w te wszystkie surrealistyczne zajawki myśl angażować. Właściwie nie wiem, co napisać, bo zarówno co do tego filmu, jak i twórczości Refna żywię mieszane uczucia. Refn widać od początku kombinuje i szuka własnego stylu, ale co z tego tak naprawdę wychodzi i czy jakiś określony styl - mam co do tego wątpliwości. Najpierw trzy "Pushery", hiperrealistyczne 'kino gangsterskie' zrealizowane niemal w duchu Dogmy, dobre, choć nie rewelacyjne w pierwszej odsłonie, w dwóch następnych już mniej. W międzyczasie spotkanie z ZAJEBISTYM operatorem i pierwszy dziwny i wizualnie rozpasany film "Fear X". Ale wracając do "Bronsona". Wymiata nie tylko Tom Hardy, ale też Larry Smith w roli operatora. Obraz po prostu "pływa" i choćby z tego względu warto się z tym tytułem zapoznać. Gdyby nie ci dwaj panowie, nie wiem czy "Bronson" byłby filmem udanym. Znaczy dla mnie osobiście scenariusz również ma jako taki sens, jeśli w kategoriach sensu można w ogóle mówić o kinie surrealistycznym. Chyba tylko w sensie odbioru stricte osobistego.

Reasumując: jest mocno surrealistycznie i komicznie też. Taka opowiastka o kolesiu, który posiadał wielką, ale bliżej nieukierunkowaną ambicję (a może ukierunkowaną przeciwlegle do tego, co się uważa za "społecznie akceptowane normy").

W kontekście powyższego, scena w której Bronson porwał więziennego bibliotekarza i w trakcie negocjacji z władzami więzienia nastąpiła sytuacja patowa dosłownie mnie rozwaliła i pokulałem się ze śmiechu:


- To koniec. - Co zrobisz?
- Co zrobię?
- Nasmaruję się farbą.



Również polecam.

Odpowiedz
#3
No proszę, nie spodziewałem się, że Peterson ma w ogóle jakieś życie. Filmowy Bronson wygląda jako koleś napędzany wyłącznie przez czyste id. Koleś, który faktycznie, nie bardzo umiał znaleźć sobie miejsce w codziennym kieracie, więc zaczął wszystkich napierdalać, a jak już poszedł do więźnia to... dalej wszystkich napierdalał. Coś nieprawdopodobnego. Oglądanie tego filmu przypomniało mi znane powiedzonko Nietzschego o otchłani, która zaczyna się wgapiać w ciebie. Znaczy, we mnie.

Moje odczucia przy oglądaniu były mniej więcej takie: "hahaha, WTF? hahaha, WTF? hahaha itd". Kompletnie rozwaliła mnie scenka w klinice psychiatrycznej - jest oto dyskoteka dla pensjonariuszy, gra Pet Shop Boys, wszyscy mało rytmicznie podrygują do muzy. Za to Bronson, słaniając się wpływem uspakajaczy zbliża się do wyjścia. Pilnujący sanitariusz ruchem ręki nakazuje mu wrócić do tańczących szaleńców. Ten jednak siada, zaczyna szlochać, i wreszcie wyć. Cholernie celne, bo co może zrobić gośc, który nie chce tańczyć z resztą pensjonariuszy, a nie należy do pilnujących tego majdanu?

Do dziś nie wiem, co sądzić o bohaterze, może był pojebem, które swoje pojebanie mistrzowsko wycyzelował i zrobił zasadą życia? Refn pięknie to obmyślił, L. Smith cudownie pokazał a Hardy tak zagrał, że mała bania. dawno już nie widziałem tak zaangażowanego w rolę aktora. co do samego bohatera, w sumie właściwe wydaje się też:

Cytat:opowiastka o kolesiu, który posiadał wielką, ale bliżej nieukierunkowaną ambicję (a może ukierunkowaną przeciwlegle do tego, co się uważa za "społecznie akceptowane normy").


A jak się wam podobały wstawki z Bronsonem opowiadającym swoje dzieje zgromadzonej w teatrze publice? Teatr ten istnieje w jego głowie, czy też w naszej?

[ Dodano: Pią Sie 07, 2009 00:58 ]
yyyy... gupie pytanie. Za karę jutro interpretacja "antysystemowa" i "z punktu widzenia moralnej większości"Uśmiech
Na razie nie mam podpisu, ale na pewno wymyślę coś błyskotliwego...

Odpowiedz
#4
Karaluch napisał(a):Filmowy Bronson wygląda jako koleś napędzany wyłącznie przez czyste id.

Bingo. Teraz żałuję, że sam nie odwołałem się do tego terminu. :|

Karaluch napisał(a):yyyy... gupie pytanie. Za karę jutro interpretacja "antysystemowa" i "z punktu widzenia moralnej większości"Uśmiech

Nie prowokuj dyskusji, bo jak się te dwie opcje zetrą będzie dym. Oczko

Karaluch napisał(a):właściwe wydaje się też

Jedno drugiego nie wyklucza, bo czy może ambicja wprost z id wynikać, no może czy nie?

Odpowiedz
#5
Film o facecie, który ponad 30 lat siedział w pierdlu, z czego większość w izolatce. Film pokazuje kilka epizodów z jego niecodziennego życia. Nie ma tutaj może błyskotliwych dialogów, czy mega scen zapadających w pamięć, fabuła poszatkowana i niezbyt spójna, mimo to udało się Refnowi przekazać to co najważniejsze o Bronsonie: motywacje, charakter, talenty i zwichrowaną psychę. Portret gościa, który nie do końca potrafi się przystosować. Który nie może usiedzieć krótkiej chwili na dupie, bo cały czas go nosi.

Oczywiście, ogromna w tym zasługa geniusza, jakim jest Tom Hardy. Myślałem, że będzie tak samo bezbarwny, jak w "Incepcji", a tu niespodzianka: facet gra, nie stosując hamulców, ma znakomitą mimikę i charyzmę. Potrafił nadać postaci Bronsona nieco ludzkich cech, z drugiej strony idealnie ukazując jego szaleństwo. Mocarna rola.

7/10

Odpowiedz
#6
Postać Bronsona to jest jakaś masakra. Koleś idzie do paki, napierdala wszystkich, przenoszą go, znowu napierdala, zamykają u czubków, szprycują, on znowu napierdala, a na końcu zwalniają na mocy królewskiego edyktu. Otwierają się drzwi i ZAWSZE WALKA się rozpoczyna - to mnie dobiło Uśmiech Fantastyczna rola Hardy'ego, teatr jednego aktora, karnawał jednego klowna. Film w klimatach jakiegoś niskonakładowego eksperymentu, ale kit z tym - tym razem mi się podobało. Nurtuje mnie jedno pytanie: kim był Bronson, którego zobaczyłem? Uwięzionym w ciele gladiatora dzieckiem a może rozumnym, kierującym się logiką gościem, który znalazł odmienny sposób na życie, zupełnie na przekór wszelakiemu rozumowaniu?


Odpowiedz
#7
Specyficzne kino, z gatunku tych które albo się kupuje, albo nie. Ja kupiłem, chociaż mam wątpliwości, czy taka akurat forma (coś na kształt mieszanki klimatów Lyncha i Mechanicznej pomarańczy) była odpowiednią do pokazania Bronsona, zwłaszcza, że z filmu wcale nie wynika, dlaczego jest najsłynniejszym więźniem w Wielkiej Brytanii. Nie żeby był potulnym barankiem, ale napieprzanie się ze strażnikami, jakkolwiek częste, to trochę mało. Z drugiej jednak strony nie wyobrażam sobie, by tradycyjna narracja była wystarczającą do ogarnięcia kogoś takiego, więc pójście w stronę groteski wydaje się więcej niż rozsądne.

Hardy oczywiście kapitalny i to na nim trzyma się film. Nie mam wątpliwości że będzie świetny jako Bane u Nolana, ale bardziej przekonał mnie do tego, że byłby fantastycznym Jokerem.

Odpowiedz
#8
Mega film z genialną, wyśmienitą rolą Hardy'ego. To co robi ten koleś w tym filmie przechodzi najśmielsze oczekiwania kinomana. Mimika, gesty, mowa ciała, cały jego wygląd z kapitalnym wąsikiem to czysty geniusz.
Oczywiście najlepsze sceny to te w szpitalu psychiatrycznym, niezwykłe, schizowane z idealnie dobraną muzyką.
Zresztą muzyka w tym filmie zasługuje na osobną pochwałę. Mistrzostwo,zwłaszcza piosenka z napisów końcowych.
Od wczoraj Hardy to dla mnie jeden z najlepszych aktorów i na pewno pierwsza piątka aktorów mojego osobistego rankingu.
Na uwagę oczywiście zasługują też sceny w teatrze i to w jaki sposób Bronson "zabawia" tam publiczność. Zresztą cały pomysł i wykonanie tego jest niesamowicie intrygujące, hipnotyzujące.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
#9
Rzeczywiście mocno specyficzny film. Ale podobał mi się. Powtórzę za poprzednikami - Hardy jest po prostu GENIALNY. Szczególnie w scenach przedstawienia, gdy gada do kamery; autentycznie nie mogłem oderwać wzroku od ekranu. Rozmowa z "pielęgniarką" to perełka. To dopiero drugi, po Drive, obejrzany przeze mnie film Refna, ale podoba mi się to jak inne są jego filmy. Będę musiał obejrzeć ich więcej.

Odpowiedz
#10
Film moim zdaniem nie wykorzystał potencjału. Tom Hardy osiągnął tu chyba swoje aktorskie apogeum, bo sam udźwignął film na swoich barkach. Dobra muzyka i zdjęcia. Spodziewałem się, że bardziej poruszą wątek więzienny, jak np. wzniecanie buntów przez Bronsona. Od około 30. minuty zacząłem się nudzić i już tylko zerkałem na godzinę kiedy się skończy. 5.5/10.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości