Captain Skullet
Liczba postów: 20,255
Liczba wątków: 128
Trzy wersje tej samej historii, każda nakręcona w innej epoce. W rolach Fletchera Christiana i kapitana Bligha wystąpili kolejno:
Clark Gable i Charles Laughton
Marlon Brando i Trevor Howard
Mel Gibson i Anthony Hopkins
O pierwszej czarno-białej wersji się nie wypowiem bo albo jej wcale nie widziałem, albo zbyt dawno by w ogóle pamiętać. Wersją, znaną mi z dzieciństwa był film z Brando, którego seans na blu-ray właśnie zaliczyłem, wersję z Gibsonem widziałem nieco później, a ostatnio wróciłem do niej między świętami a nowym rokiem.
Film z 1962, nakręcony na 70mm taśmie w formacie takim jak choćby Ben-Hur prezentuje się imponująco od strony technicznej (szkoda że już jakość blu-ray za Ben Hurem zostaje sporo w tyle), piękne widoki, ładne zdjęcia, robiące wrażenia ujęcia morskie, w tym te z wykorzystaniem efektów specjalnych, jest na co popatrzeć; zresztą film z 1984 też nie budzi zastrzeżeń pod tym względem. Są jednak dośc istotne różnice między "Mutiny on the Bounty", a "The Bounty". Wydarzenia przedstawione w filmach opierają się na faktach, z tym że film z Gibsonem jednak jest tym faktom zdecydowanie bliższy. Obydwaj głowni bohaterowie przedstawieni są w odmienny sposób, a i relacje między nimi zachodzące w jednym i drugim filmie to zupełnie inna bajka.
Kapitan Bligh AD 1962 to typowy czarny charakter, od początku do końca przedstawiany jako okrutnik mający gdzieś wszystko i wszystkich poza własnymi celami, natomiast Bligh-Hopkins to po prostu człowiek, którego okoliczności stopniowo zmuszają do sięgnięcia po nieco bardziej radykalne metody postępowania, aż w końcu zachodzi trochę za daleko. Również Fletcher-Brando i Fletcher-Gibson to dwie różne postacie. Pierwszy jest wyższy rangą niż drugi, a i charakter ma nieco odmienny, z początku luzacki wręcz, żartujący, po buncie wpada w strasznego doła. Gibson jednak bardziej przekonująco wyraża emocje (scena konfrontacji z kapitanem podczas buntu jest nimi mocno naładowana), no ale w wersji z 1984 roku Bligh i Christian to niemal przyjaciele, którzy znali się już wcześniej, a których okoliczności stawiają przeciwko sobie, w poprzedniej wersji poznają się dopiero na pokładzie i od początku nie pałają ku sobie sympatią. Wątek romansowy wypada zdecydowanie na korzyść wersji z Gibsonem. Fletcher-Brando nie wydaje się w ogóle być specjalnie zakochany, kobietę zostawia bez problemu, a gdy ma okazję do niej wrócić siedzi w swojej kajucie mając wszystko w dupie, aż ona sama do niego przychodzi potem narzucając się by ją zabrał ze sobą. Gdy potem w końcu stwierdza że ją kocha, adekwatnym komentarzem wydaje się być: "serio?".
Obydwa filmy lubię, ale nowszą wersję jednak bardziej. Szczególnie ze względu na ciekawiej w niej zarysowane relacje między bohaterami, którzy nie są jednoznacznie źli/dobrzy.
09-03-2012, 13:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-03-2012, 13:59 przez Gieferg.)
.
Liczba postów: 27,488
Liczba wątków: 60
Widziałem dwie nowsze wersje i muszę przyznać, że ta z 1984 u mnie bez problemowo wygrywa. Wersję z Marlonem zapamiętałem jako dosyć chłodną i nieprzekonywującą emocjonalnie, nie widziałem tam tego wielkiego dramatu kapitana Blighta i Fletchera. O ile bardzo lubię Marlona Brando, tak ta rola jest jedną z jego najsłabszych, za to w wersji z 1984 Hopkins i Gibson pokazują niezwykły kunszt aktorski i udowadniają, że należą do światowej ekstraklasy.
Polecam z całego serca The Bounty, a Mutiny on the Bounty raczej tylko jako ciekawostka, chociaż zły film to nie jest.
09-03-2012, 14:23
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
Tylko wersja z Melem - pozostałe to zwykły teatr tv
10-03-2012, 02:16
Captain Skullet
Liczba postów: 20,255
Liczba wątków: 128
Będąc na świeżo po wersji 1962 rzuciłem wczoraj dla przypomnienia okiem na fragmenty wersji z Melem i fakt, faktem, jednak nie ma nawet co porównywać - rządzi i kropka, ale mógłbyś rozwinąć co rozumiesz przez teatr TV w odniesieniu do filmu z Brando? Bo w moim odczuciu jeśli nazywamy ten film w ten sposób, to na dobrą sprawę można by podsumować tak samo również całokształt kina historycznego tamtych czasów.
10-03-2012, 10:09
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-03-2012, 10:12 przez Gieferg.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
To znaczy bije w nich pewna sztuczność, która w połowie faktycznie wywodzi się z tego, co piszesz, czyli zupełnie inaczej taki film się ogląda dziś, jak kiedyś.
10-03-2012, 16:30
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
Na mnie największe wrażenie zrobiła jednak pierwsza wersja - z lat 30-tych. To jeden z najwybitniejszych filmów przedwojennych, zrobiony z rozmachem i pełen emocji, dzięki sprawnej reżyserii i wyrazistym kreacjom aktorskim Gable'a i Laughtona. Wprawdzie wszystkie te wersje oglądałem dawno temu, ale film Franka Lloyda lepiej mi zapadł w pamięć niż dwie późniejsze adaptacje.
14-03-2012, 15:39
Captain Skullet
Liczba postów: 20,255
Liczba wątków: 128
Strzeliłem sobie powtórkę filmu z Marlonem, tym razem z córą (III kl. podstawówki) - przebrnęła 3-godzinny film bez żadnych oznak znudzenia, stwierdziła, że fajny i jak się dowiedziała, że mam na półce jeszcze jedną wersję (tę z Melem, ma się rozumieć), to też chce zobaczyć :) Moja krew.
06-02-2021, 21:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-02-2021, 21:54 przez Gieferg.)
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 648
Liczba wątków: 2
(06-02-2021, 21:51)Gieferg napisał(a): Strzeliłem sobie powtórkę filmu z Marlonem, tym razem z córą (III kl. podstawówki) - przebrnęła 3-godzinny film bez żadnych oznak znudzenia, stwierdziła, że fajny i jak się dowiedziała, że mam na półce jeszcze jedną wersję (tę z Melem, ma się rozumieć), to też chce zobaczyć :) Moja krew.
Brawo!
08-02-2021, 14:26
Captain Skullet
Liczba postów: 20,255
Liczba wątków: 128
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Kusi mnie zrobić sobie maraton wszystkich trzech wersji, warto? Z jednej strony czytam że wersja 1 i 3 są zaledwie dobre, a druga to niezła kicha z przeciętnym Brando.
Z drugiej sama możliwość porównania kreacji
Clark Gable vs Brando vs Mel Gibson (swoją drogą jacy oni tam byli młodzi - Gable 34 lata w 1935, Brando 38 lat w 1962 i Gibson 28 lat w 1984)
I Laughton vs Trevor Howard vs Anthony Hopkins
I różnicy w stylu między tą samą adaptacją oddzieloną o ćwierć wieku. Zresztą najnowszą to bym obejrzał dla samej obsady... Na drugim planie obok Gibsona i Hopkinsa są Laurence Olivier, Daniel Day-Lewis, Liam Neeson, Bernard Hill (Theoden z Władcy Pierścieni) i Edward Fox (główny bohater w Dniu Szakala).
07-03-2021, 16:16
Captain Skullet
Liczba postów: 20,255
Liczba wątków: 128
Pierwsza dla mnie zbyt archaiczna żebym w ogóle próbował oglądać. Druga (podobnie jak pierwsza jest adaptacją powieści, a nie filmem opartym o źródła) ok, żadna kicha, o trzeciej napisałem wszystko pod linkiem wyżej.
07-03-2021, 17:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-03-2021, 02:41 przez Gieferg.)
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
Dla mnie Bounty z Hopkinsem i Gibsonem, to też muzyka Vangelisa. Świetna muzyka z napisów początkowych i końcowych. Nigdy porządnie nie wydana, gdyż w paru miejscach jest już trochę archaiczna, ale początek i koniec, to muzyczny geniusz:
07-03-2021, 18:09
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
Koniec i początek to jedyne rzeczy warte tam uwagi, zatem nie ma żadnej szkody, iż reszta nie doczekała się wydania :P
07-03-2021, 18:48
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 648
Liczba wątków: 2
Wersja z Melem obejrzana z córą. Wywiązała nam się potem dyskusja na temat władzy, z użyciem przykładów z tegoż i z "Pana i Władcy...", który Ula uwielbia i kilkukrotnie widziała. Swoją drogą zorientowałem się, że nie widziałem wcześniej "Bounty", choć zdawało mi się owszem tylko dawno temu. Starość... ;) Bardzo podobała mi się niejednoznaczność Bligha, spodziewałem się bardziej stereotypowego podejścia, ale jednak nie - Robert Bolt to wytrawny scenarzysta, a Hopkins wielki jest i basta. Może trochę żal, że to jednak nie David Lean stał za kamerą, ale i tak jest to bardzo dobry film.
06-04-2021, 14:14
Captain Skullet
Liczba postów: 20,255
Liczba wątków: 128
Stereotypowe podejście masz w filmie z Brando - Bligh jest tam as evil as it gets.
06-04-2021, 19:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-04-2021, 19:41 przez Gieferg.)
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,772
Liczba wątków: 4
Nick Hodges bywa bucowaty, ale robi naprawde niezle materialy, nawet jezeli czasem ze spora stronniczoscia. Tutaj akurat czysta milosc do filmu i to tej historii.
Smaka na potworke sobie zrobilem, ze Łojezu.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
20-10-2024, 21:26
Twoja stara
Liczba postów: 1,101
Liczba wątków: 0
Wczoraj skacząc po kanałach, film już leciał na Tvp Kultura. I tak już został. Ten film to absolute cinema, czy tam magia kina, genialne aktorstwo całej obsady, scenografia, no i przeszywający klimat błękitu, zieleni i wolności w połączeniu z napierającą tzw. cywilizacją.
Duet Gibson - Hopkins to jedna z najlepszych rzeczy jakie widziała światowa kinematografia, co Ci panowie wyprawiają w swoich rolach, to jest niepojęte, a przecież na drugim planie błyszczą Neeson, Day-Lewis, Hill, Sessions. Jak to się stało, że w swoim czasie ten film był stratny to czysty kryminał.
10-11-2025, 15:11
Stały bywalec
Liczba postów: 3,018
Liczba wątków: 28
Wersja z Melem obejrzana po raz drugi. W sumie z pierwszego seansu w tv przed ponad dwudziestu zapamiętałem mniej więcej, że były cycki więc powtórka była praktycznie pierwszym seansem.
Co tu dużo mówić, podzielam zdania poprzedników. Super widowisko, Hopkins i Gibson zajebiści. W trakcie seansu ich aktorstwo może nie zwraca aż takiej uwagi, ale to dlatego jak bardzo naturalnie wypadają w swoich rolach. Bleigh Hopkinsa walczy o swoją pozycję w nieprzychylnym świecie Royal Navy i czuć, że facet ma nóż na gardle. Rejs na Bounty to jego szansa by chociaż trochę zabłysnąć i być może zyskać dzięki temu awans. Jest surowy, ale też widać, że załoga okrętu nie należy do najlepszych od zapijaczonego doktora przez naburmuszonego pierwszego oficera (świetny Daniel Day-Lewis) po niesubordynowanych marynarzy. Praktycznie każdy poza Fletcherem i Bleighem zdają się traktować rejs jak dopust boży. Fakt Bleigh dopuszcza się błędów, ale paradoksalnie wyziera wtedy z niego ta ludzka strona. Fletcher Gibsona to z kolei dobry znajomy Bleigha by nie powiedzieć przyjaciel. Świetnie pokazano powolną erozję ich relacji, której finałem jest bunt. Fletcher gdy zdesperowany i ewidentnie przerażony rozwojem wypadków, które mogą zakończyć się rozlewem krwi i krzyczy "I am in Hell" to mocarna scena.
Poza tym wiadomo piękne widoki, kręcenie na lokacjach itp. - klasyka kina historycznego. 8 na 10.
25-12-2025, 21:58
|