Chuck Steel: Night of the Trampires
#1
Najpierw żeby wiedzieć o co chodzi warto rzucić okiem na ten krótki metraż:



A jak komuś odpowiada tego typu stylistyka to warto sięgnąć po pełnometrażowy film, który jest sporo lepszy. W przypadku tej miniaturki jednak ewidentnie widać, że była ona swego rodzaju wprawką nakręconą po to, żeby zachęcić producentów do wyłożenia kasy na coś większego.

"Chuck Steel: Night of the Trampires" to plastelinowy, poklatkowo animowany list miłosny do wszelkiej maści B-klasowych akcyjniaków z lat 80-tych a także horrorów z tamtego okresu kinematografii. Widać w nim przede wszystkim inspirację podgatunkiem buddy cop-movie i takim choćby "Lethal Weapon" i jego tańszymi odpryskami w stylu "I Come in Peace" czy "Split Second", dodatkowo polane jest to krwistym sosem gore i nie bierze jeńców w żadnym aspekcie. Jest bluźnierczo, niepoprawnie politycznie ale widać w tym wszystkim też masę serducha i pasji twórców, choć przyznam szczerze, że zaaplikowany tutaj humor nie każdemu przypadnie do gustu bo często gęsto jest on bardzo niskich lotów - no jest dosyć czerstwo i można się w tym aspekcie akurat od tego filmu odbić. 

Mimo wszystko rewelacyjne wykonanie i klimat wynagradzają to bardzo mocno, jak ktoś jest fanem klasyków ze Slajem, Arnim czy magistrem Lundgrenem powinien rzucić okiem, do tego przewijają się tutaj nawiązania do takich obrazków jak "Killer Klowns from Outer Space" a nawet hołd dla Raya Harryhausena. Myślę, że jak najbardziej warto poświęcić te 90 minut i sobie obejrzeć.

The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#2
Bardzo fajne patrzydło i całkiem solidny masaż przepony. Trudno się tu zresztą do czegoś mocniej przyczepić - może jedynie finał cierpi na tradycyjne już "wszystko wszędzie naraz"; nie wszystkie pomysły/żarty/sceny są też na tym samym poziomie. Ale całość nadrabia, jak już napisano, sercem i wykonaniem. Gdyby to powstało tak z dekadę wcześniej, to moglibyśmy mieć małego klasyka, który zyskałby większy rozgłos, a tak pozostaje jedynie przyjemną ciekawostką, która po 6 latach od nakręcenia (!!!) wciąż oscyluje poza ogólną świadomością.

7/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości