Rok 1914. Na oddaloną od cywilizacji, znajdującą się nieopodal Antarktydy wyspę przybywa młody meteorolog, który ma za zadanie zmienić swojego poprzednika. Okazuje się jednak, że ten zmarł na tyfus, a jedynym jegomościem zamieszkującym skrawek lądu jest zdziwaczały, zaniedbany i samotny Gruner, który jest latarnikiem. Wyspa kryje jeszcze jeden przykry fakt dla głównego bohatera - każdej nocy jest ona nawiedzana przez tajemnicze morskie istoty. To w konsekwencji wymusza na nim nawiązanie współpracy z Grunerem i walkę o przeżycie, która zdominuje jego życie przez kolejne miesiące.
Film bazuje na podobno świetnej książce Alberta Sancheza Pinola o tym samym tytule i gdyby nie to, uwierzyłbym że Xavier Gens przez ostatnie lata szlifował swój reżyserski talent aby wreszcie dostarczyć fajne kino. Tutaj miał jednak świetną bazę pod dobry film i takowy udało mu się zrobić.
Ciężko to zaklasyfikować jako horror bo straszenia jakotakiego tutaj nie ma (2 przewidywalne jumpscare'y to za mało). Określiłbym to raczej jako mix fantastyki, przygody, dramatu okraszony fenomenalnymi zdjęciami i lovercraftowskim klimatem oraz survivalem. Moim zdaniem mix całościowo udany, ale w sumie nie zdziwię się jak zdania będą tutaj podzielone. To z jednej strony rzadko spotykany temat w kinie, a z drugiej jednak nie jest to The Thing. No i morskie istoty, ich design, nie każdego zadowolą. Ja je kupiłem od razu.
![[Obrazek: cold-2.png]](https://i.ibb.co/cC8z8F7/cold-2.png)
![[Obrazek: cold-1.png]](https://i.ibb.co/ccBZXq9/cold-1.png)
Cholernie spodobały mi się 3 rzeczy:
- to, że reżyser nie bawi się w podchody i praktycznie w 20 minutach przedstawia o co w tym wszystkim chodzi i jak będzie to wyglądać.
- o wiele lepsze przedstawienie relacji z "innym gatunkiem" niż w Shape of Water del Toro.
- czochrający głowę motyw latarni, która zdaje się być jedyną budowlą na przeżartej chłodem wyspie.
W rolach głównych Ray Stevenson (jak zawsze stanął na wysokości zadania) oraz David Oakes (dla mnie noname, ale wybrnął wyśmienicie)
Czasami pojawia się trochę łopaty (cytowanie Nietschego i Dante), końcówka jest nieco szablonowa, ale z drugiej strony kocham takie klimaty i jestem skory wybaczyć Gansowi kilka błędów. Takich filmów powinno powstawać 10x więcej.
7/10
Film bazuje na podobno świetnej książce Alberta Sancheza Pinola o tym samym tytule i gdyby nie to, uwierzyłbym że Xavier Gens przez ostatnie lata szlifował swój reżyserski talent aby wreszcie dostarczyć fajne kino. Tutaj miał jednak świetną bazę pod dobry film i takowy udało mu się zrobić.
Ciężko to zaklasyfikować jako horror bo straszenia jakotakiego tutaj nie ma (2 przewidywalne jumpscare'y to za mało). Określiłbym to raczej jako mix fantastyki, przygody, dramatu okraszony fenomenalnymi zdjęciami i lovercraftowskim klimatem oraz survivalem. Moim zdaniem mix całościowo udany, ale w sumie nie zdziwię się jak zdania będą tutaj podzielone. To z jednej strony rzadko spotykany temat w kinie, a z drugiej jednak nie jest to The Thing. No i morskie istoty, ich design, nie każdego zadowolą. Ja je kupiłem od razu.
![[Obrazek: cold-2.png]](https://i.ibb.co/cC8z8F7/cold-2.png)
![[Obrazek: cold-1.png]](https://i.ibb.co/ccBZXq9/cold-1.png)
Cholernie spodobały mi się 3 rzeczy:
- to, że reżyser nie bawi się w podchody i praktycznie w 20 minutach przedstawia o co w tym wszystkim chodzi i jak będzie to wyglądać.
- o wiele lepsze przedstawienie relacji z "innym gatunkiem" niż w Shape of Water del Toro.
- czochrający głowę motyw latarni, która zdaje się być jedyną budowlą na przeżartej chłodem wyspie.
W rolach głównych Ray Stevenson (jak zawsze stanął na wysokości zadania) oraz David Oakes (dla mnie noname, ale wybrnął wyśmienicie)
Czasami pojawia się trochę łopaty (cytowanie Nietschego i Dante), końcówka jest nieco szablonowa, ale z drugiej strony kocham takie klimaty i jestem skory wybaczyć Gansowi kilka błędów. Takich filmów powinno powstawać 10x więcej.
7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
09-12-2018, 13:56





