Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Głupi Glut, jak zwykle miast oczyścić umysł przed seansem, wyrobił sobie o filmie opinię jeszcze przed ściągnięciem. Byłem przekonany że oto czeka mnie seans Southern Comfort w wersji light, praktycznie kino przygodowego z bandą głupich rednecków ganiających paru uciekających na łódkach cwaniaków z miasta. Jak się okazało, opinię musiałem zmienić o jakieś 180 stopni.
Czym jest 'Uwolnienie'? No więc przede wszystkim to stworzony z wielką pieczołowitością portret czterech kolesi, którzy wybierają się dwoma kanu w dół rzeki. Wybierają akurat tą rzekę, bo niedługo zostanie postawiona tam tama a dziewicze tereny zmienią się w wielkie jezioro. Jednakże, tubylcy nie są zbyt przychylni grupie czterech mieszczuchów ... resztą każdy mniej lub bardziej domyślny kinoman dopowie sobie sam. Nie da się mówić o Deliverance bez wzięcia na muszkę postaci, a tych nie da się wziąć na wspomnianą muszkę bez zdradzania zawiłości fabularnych. Tak że odpowiednio (lub nie) zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z arcydziełem (tak, arcydziełem!) Boormana, a tych, którzy seans mają już za sobą zapraszam do nieskrępowanego spojlerowania:
SPOJLERY
Najbardziej rozwala mnie zwięzłość intrygi. Trzy trupy w przeciągu 10 godzin i bardzo konkretny problem: co robić? Żadnego uciekania itd. w najbardziej intensywnych momentach bohaterowie się w ogóle nie poruszają, siedzą albo leżą.
Z przekonania o 'lajtowości' historii otrząsnąłem się dopiero w scenie gwałtu, niesamowita rzecz, ściskająca gardło. Ale ujawnia też pierwszą (z dwóch) wad filmu, postacie rednecków są cholernie przerysowanie. Bezzębni, brudni z parszywymi powykręcanymi mordami i dotkniętymi chorobami psychicznymi dziećmi. Z drugiej strony, nie można im zarzucić nieciekawości, na fotosy dodane do tematu nadają się świetnie, lepiej niż bohaterowie. :)
No i śmietanka, mieszczuchy. Charakterystyczni, ale nie groteskowi. Bardzo życiowi a jednocześnie nie nudni. I co najlepsze, reżyser przedstawia ich charaktery nie poprzez linijki dialogu, a poprzez działania. Do tego te postacie są zupełnie niebanalne. Taki motyw: największy twardziel, człowiek lasu z cygarem w gębie, kiedy zaczyna robić się gorąco zwyczajnie łamie sobie nogę i przez połowę filmu leży majacząc. Me like it.
Konflikt człowieka z przyrodą to bardzo wdzięczny temat, niektóre ujęcia (np. Ed wołający Drew) wyglądają jak wyciągnięte z Herzoga.
Film obfituje w scenky-perełki. Jak na przykład kopanie gołymi rękami grobu, wspomniany gwałt, Ed celujący do jelenia czy też pojedynek na Banjo. W sumie wszystko mi się w tym filmie podoba, poza jedną długachną sceną-motywem. Mianowicie Voight wspinający się na skałę i zabijający rednecka. Sama wspinaczka jest imo kompletnie zarżnięta przez dziwny efekt, który jak mniemam miał udawać noc i samą scenę zabójstwa. Za pierwszym razem musiałem ją obejrzeć jeszcze raz żeby w ogóle skumać o co chodzi, rozumiem że w tamtych stronach mieszkają twardzi ludzie ale przejść 10 metrów ze strzałą w szyi i tego nie zauważyć? No shit. :)
Ocen ostatnio nie stawiam, bo uznałem że są głupie :) ale tutaj jakbym miał coś dać to bez wątpienia byłaby to dyszka. Potęga kina lat siedemdziesiątych.
I jeszcze ciekawostka: wstępnie scenarzysta zgadał się z Peckinpahem i ten miał reżyserować (nawet nie chcę myśleć jak ciężkie kino by wtedy wyszło :)) ale ludki w Warner Brosa się nie zgodziły.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
13-03-2009, 15:50
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Tu znajdował się długi i treściwy post mojego autorstwa, ale forum, zgodnie z ostatnią modą, padło w chwili naciśnięcia przeze mnie przycisku "Wyślij". Dlatego napiszę krótko: Deliverance to średniak, który kiedyś szokował, ale dziś ledwie chce mi się na niego machnąć ręką.
13-03-2009, 20:35
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,402
Liczba wątków: 67
nie było przypadkiem kiedyś już tematu o tym? mnie tam się film podoba - SC jakby lepszy, ale tu jest świetna scena z łukiem i fajnie wygląda Reynolds :) no i scena z banjo jest super :) ale tak to faktycznie średnio z naciskiem na dobrze
13-03-2009, 21:20
Nowy
Liczba postów: 968
Liczba wątków: 13
Scena z banjo faktycznie zapada w pamięć. Film nie ma aż tak mocnego wydźwięku jak kiedyś, jednak nadal jest to godny polecenia film. No i można zobaczyć Voighta i Reynoldsa w sile wieku.
14-03-2009, 05:32
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
military napisał(a):Deliverance to średniak, który kiedyś szokował, ale dziś ledwie chce mi się na niego machnąć ręką.
W sensie, co się zmieniło od czasu powstania filmu do teraz że już nie szokuje? Bo chyba ani efekty, których zwyczajnie brak, ani aktorstwo ani świeżość historii ani nic innego. Pytam się bo zwyczajnie chcę pojąć, czemu kiedyś szokował?
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
14-03-2009, 10:55
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Dzis gwalcenie wycieczkowiczow nie robi juz na nikim wrazenia. :)
14-03-2009, 11:31
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Na mnie robi. :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
14-03-2009, 12:43
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Glut napisał(a):wstępnie scenarzysta zgadał się z Peckinpahem i ten miał reżyserować (nawet nie chcę myśleć jak ciężkie kino by wtedy wyszło :)) ale ludki w Warner Brosa się nie zgodziły.
peckinpah rok wcześniej, bo w 1971 nakręcił survival nędzne psy (straw dogs). widziałem go całkiem niedawno i zrobił na mnie - po raz nie wiem który - piorunujące wrażenie. deliverance niestety nie pamiętam zbyt dobrze. z najnowszych filmów opiewających walkę o życie powrotem do korzeni gatunku będzie oczywiście eden lake. była jeszcze kiedyś dzika rzeka z baconem (też spływ kajakowopodobny), ale jakaś taka softowa mi się wydała. chyba będę musiał sobie ja odświeżyć.
14-03-2009, 13:14
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Glut napisał(a):W sensie, co się zmieniło od czasu powstania filmu do teraz że już nie szokuje? Bo chyba ani efekty, których zwyczajnie brak, ani aktorstwo ani świeżość historii ani nic innego. Pytam się bo zwyczajnie chcę pojąć, czemu kiedyś szokował?
Ma mnie szokować fakt, że gdzieś na zadupiu gnoje chcą zgwałcić i zabić wycieczkowiczów? To musiałbym być zszokowany codziennie przy oglądaniu wiadomości.
14-03-2009, 13:18
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Mental napisał(a):nędzne psy (straw dogs). widziałem go całkiem niedawno i zrobił na mnie - po raz nie wiem który - piorunujące wrażenie.
Jasne, Deliverance ze Straw Dogsami nie ma co w szranki stawać. W sumie mało, który film może, ale w gatunku survialowym 'Uwolnienie' to jak dla mnie ścisłe top 5.
Cytat:deliverance niestety nie pamiętam zbyt dobrze.
Polecam sobie przypomnieć.
Miliatry, co to za argument? Film nie szokuje ze względu na wybraną tematykę, a sam sposób jej przedstawienia. To co cię rusza w kinie? Morderstwa nie, gwałty nie, mordujące się dzieci nie, ojciec gwałcący córkę nie, przecież takie rzeczy dzieją się co chwilę i co chwilę o nich w wiadomościach słyszymy.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
14-03-2009, 13:19
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
military napisał(a):Ma mnie szokować fakt, że gdzieś na zadupiu gnoje chcą zgwałcić i zabić wycieczkowiczów? To musiałbym być zszokowany codziennie przy oglądaniu wiadomości.
z takim podejściem to rzeczywiście niewiele rzeczy może szokować:)
14-03-2009, 13:21
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Glut napisał(a):Miliatry, co to za argument? Film nie szokuje ze względu na wybraną tematykę, a sam sposób jej przedstawienia. To co cię rusza w kinie? Morderstwa nie, gwałty nie (...)
Zjadanie kału.
14-03-2009, 13:28
Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
Genialny film, thriller pełną gębą. W tamtych czasach sporo szokował, w naszych już może trochę mniej, ale mimo wszystko świetnie się to ogląda. Napięcie i wrażenie osaczenia buzuje jak tylko jeden z niedzielnych odkrywców w tajemniczych okolicznościach wyskakuje z czółna do rwącej rzeki. Ta scena zaraz po akcji z gwałtem jest moją ulubioną. Ciekawi mnie tylko jeden fakt na wszystkich starszych posterach widać wynurzająca się rękę gościa z dwururką, a w samym filmie uraczymy tylko goluśną rękę.Dałbym sobie głowę uciąć że na niektórych starych zajawkach TCM była właśnie pokazana ta scena, jednak w samym filmie i materiałach dodatkowych nie ma o niej żadnej wzmianki. Bez owej sceny daję mu mocną 9/10
14-03-2009, 13:29
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
military napisał(a):Zjadanie kału.
jest taki film uznany za klasykę kina artystycznego (wiadomo) salo 120 dni sodomy. tam jedzą kupy i chyba nawet ruchają się w gównie. poza tym polecam wielkie żarcie (też europejski i tez artystyczny).
14-03-2009, 13:36
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Predator, faktycznie, plakacik bardzo mi się spodobał ale sceny w filmie zupełnie nie ma. Tylko że w sumie to była dość rwąca rzeka, trudno się do niej władować po szyję i nie zostać porwanym.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
14-03-2009, 13:40
Twoja stara
Liczba postów: 1,108
Liczba wątków: 0
Pewne jest jedno - książka była lepsza.
Poszedłem sobie kiedyś do Taniej Książki, żeby za nędzny grosz studencki nabyć jakieś czytadło. Mój wzrok padł na książkę Wybawienie Jamesa Dickeya. Była to mała książeczka ok. 250 stron. Oczywiście z opisu na okładce nic nie wynikało, ale to co mnie zainteresowało, to był tytuł. Nie wiedziałem, czy jest to kryminał, horror, czy historia ucieczki kobiety z kraju arabskiego. W nagrodę przeczytałem chyba najlepszą w historii opowieść o przetrwaniu. O przetrwaniu w prawdziwej dżungli, a nie tej betonowej, w której żyjemy, w której człowiek zatracił podstawowe umiejętności przetrwania w warunkach śmiertelnego, bezpośredniego zagrożenia.
W książce, w przeciwieństwie do filmu, jest odpowiedź na pytanie, o co biega z tym Wybawieniem/Uwolnieniem. Główny bohater grany przez Voighta jest rozsądnym, inteligentnym. ale i przeciętnym przedstawicielem klasy średniej. Prowadzi szczęścliwe, spokojne życie u boku równie przeciętnej kochającej żony. Czegoś mu jednak brakuje, oczywiście sam nie wie czego. Brakowało mu po prostu poczucia że żyje. Dopiero jak poczuł oddech śmierci na twarzy, ból w ranie nastapiło jego Wybawienie.
Film jest świetny. Jest brutalny, mroczny, realistyczny. Brakuje mu jednak tej duszy, wskazania widzowi, o co chodzi z tą bieganiną poza zwykłą wolą przetrwania zagrożenia. Może gdyby film reżyserował Peckinpah...
14-03-2009, 18:44
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
Ano dobre kino. Z tego filmu zostało zainspirowanych kilku innych reżyserów i nakręcono później takie niezłe kawałki jak 'Rituals' czy 'Just Before Dawn'. Ładny krajobraz dzikiej głuszy, męska obsada tylko występuje więc nie ma jakichś buraczanych, seksualnych wątków, wciągająca historia. Nic tylko oglądać.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
03-05-2010, 10:11
Agent Putina
Liczba postów: 4,395
Liczba wątków: 21
Joe Chip napisał(a):nie ma jakichś buraczanych, seksualnych wątków
A to nowina! Ja tam widzę bardzo znaczący wątek seksualny, do tego z udziałem buraków.
03-05-2010, 14:47
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
A to co innego. Nie ma tu kobiet i to mi się w filmie podoba.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
03-05-2010, 14:53
Stały bywalec
Liczba postów: 12,558
Liczba wątków: 29
Uuu... sek... A nie, Joe nie odpowie, bo ostatni post był w 2013 roku, a ten ma... kurde prawie równe 14 :o...
Skoro tu piszę, to znaczy że wreszcie zdecydowałem ujrzeć ów film. Wiedziałem tylko tyle, że czwórka miastowych natrafia na amerykańskich Podlasian i Ned Beatty musiał kwiczeć jak świnia.
Co w amerykańskim kinie lat 70. lubię, to ta niepodrabialna surowość. Po chłopaczku z banjo widać, że jest z chowu wsobnego (lub takie wrażenie sprawia) i co chwila widać ten syf i dosłowną wsteczność wieśniaków (do kilku epizodów Boorman ewidentnie wziął osoby upośledzone). Czy chociażby ponura i jednak nieprzyjemna śmierć jednego z antagonistów. Nie mówiąc o paskudnie złamanej nodze Burta Reynoldsa. Zresztą jego bohater łowi jedną żywą rybę na łuk. Mulak też pewnie byłby zastrzelony na żywca, gdyby nie scenariusz.
Też jest nieco subtelnego przesłania ekologicznego. Słowami Reynoldsa jest tu pochwała naturalności i puszczańskich terenów przed rozwojem. I jego bohater mógłby spokojnie mówić wajrakowe "niech puszcza się zapuszcza". Jednocześnie czuć grozę otaczającej przyrody, w czym duża zasługa zdjęć. Mimo zakazanych gęb lokalsów początkowo nic wskazuje horroru - Ronny Cox przyjacielsko brzdąka na gitarze z jakimś młodzikiem (i chce mu dać piątaka), inne dwa wsioki mają polewkę z mieszczucha, który zgubił drogę. A potem wszystko się rypie. Bohaterowie dostają bolesną lekcję pokory za początkowe wywyższanie się. Jak nie ludzie, to przyroda.
Gwałt w dzisiejszych standardach aż tak nie szokuje jak oryginalnie, ale chwali się że reżyser robi to z wyczuciem i nie jest to wulgarne ukazywanie dla samego szokowania. Jak dla mnie bardziej intensywny był powrót do miasteczka i wiszące konsekwencje. W ogóle film też nie przesadza z przedstawieniem zacofanych hillbillies i to nie tak, że wszyscy w Appalachach to dzikusy - dzisiaj to byłby niemal rasistowski obrazek. Swoją drogą to nawet zabawne, że dzisiaj spotkanie z upośledzonymi białymi wsiurami jest bezpieczniejsze od analogicznego spotkania w afroamerykańskiej dzielnicy:
Chwali się aktorstwo czterech głównych postaci - każda z nich pamiętna i ma swoją drogę. Jon Voight okazuje być rozsądniejszym i ma rację, by nie drażnić lokalsów. I ze wszystkich przechodzi największą zmianę - chce być kozakiem, ale trzęsie się gdy ma upolować zwierzę. I pod koniec nabiera jaj. Szczególnie, że dla Cox i Beatty'ego był to debiut filmowy (dla jednego dość odważny, bo kluczowa scena to rozdziewiczenie analne). Ten pierwszy udowadnia swój kunszt, prezentując się tu jako wrażliwy muzyk, gdy potem na stare lata u Verhoevena grać odpychających korpo-skurwieli.
Swoją drogą film miał niezłego pecha z nagrodami, zdobywając nominacje we wszystkich najważniejszych galach filmowych i wychodząc z pustymi rękami. Przynajmniej w National Film Registry się zagrzał.
8/10
14-04-2024, 21:20
|