Drive-Away Dolls (2023) - reż. Ethan Coen
#1
Nie tylko Joel próbuje solo w reżyserii. W necie pojawił się trailer samodzielnego debiutu Ethana Coena za kamerą.


Bohaterkami mają być dwie dziewczyny, które w ramach ułożenia sobie spraw życiowych udają się we wspólną podróż autem. Sprawy wymykają się spod kontroli, gdy natrafiają na grupkę kryminalistów. Role główne grają Margaret Qualley (pamiętna Pussycat z filmu Tarantino) i Geraldine Viswanathan, a na drugim planie Beanie Feldstein, Colman Domingo, Pedro Pascal, Bill Camp oraz Matt Damon. Scenariusz młodszy Coen napisał ze swoją żoną Tricią Cooke.

Prezentuje się to całkiem spoko i widzę, że Ethan mimo braku Joela u boku to coś próbuje zachować ten uwielbiany przeze mnie coenowski styl. Mam nadzieję, że polski dystrybutor nie zleje tego tytułu zimnym moczem.

Odpowiedz
#2
Nowy zwiastun...

Odpowiedz
#3
(24-06-2023, 14:09)Kryst_007 napisał(a): Prezentuje się to całkiem spoko i widzę, że Ethan mimo braku Joela u boku to coś próbuje zachować ten uwielbiany przeze mnie coenowski styl.

No właśnie kluczem wydaje mi się słówko "próbuje", bo to zupełnie nie wygląda jak film Coenów. Mam wrażenie, że tak by pewnie wyglądało Blood simple, gdyby nakręcono je dziś, czyli siódma woda po kisielu. Ale może to tylko taki zwiastun, a film będzie petardą (aha Oczko )
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#4
Ostatnie wspólne filmy Coenów zbliżały się czasem niebezpiecznie do poziomu dna, natomiast to rozpad wspaniałego niegdyś duetu "przyniósł" prawdziwą katastrofę. Najpiew Joel machnął od niechcenia nikomu niepotrzebną adaptację Szekspira, a niedawno Ethan wydalił z siebie najbardziej żałosny twór "sygnowany" nazwiskiem wybitnych braci. Drive-Away Dolls to ekstrakt z najgorszych komedii Coenów oparty (w zgodzie z obecnymi trendami) na motywie elgjebete. Dachuje więc już na starcie, bo między panienkami nie ma chemii; są nudne i boleśnie "archetypiczne" (czerpiąca z życia garściami imprezowiczka i przepisowa szara myszka), a Qualley na dodatek irytuje nieudolnie udawanym teksańskim akcentem. Sceny w zamierzeniu humorystyczne żenują miast bawić, a wyjęty jakby z innego skryptu wątek kryminalny z dwoma debilami (ich porównanie do Showaltera i Grimsruda z Fargo nieźle w sumie ukazuje degrengoladę twórczą braciszków) pasuje... no coż, jak pięść do nosa. Ethan najwyraźniej chciał dodać mięcha do tej nużącej przejażdzki autem, by rozciągnąć metraż z kilkunastu do prawie 90 minut (wlekących się w nieskończoność).

Zagadka dla szacownych forumowiczów: aby wydobyć komedię z nędznego materiału o nieśmiesznych babach, Ethan Coen próbował ratować się pewnymi rekwizytami. O czym mowa? Odpowiedź (ukryta w spoilerze) stanowi najlepsze podsumowanie Laleczek.

Właśnie to ma bawić w filmie o lesbijkach, nie dziwota. Szkoda jeno, że tego typu rozpaczliwe rozwiązania stosuje (obecnie były, oby już niedługo) członek (hihihihihihi) genialnego tandemu. Drive-Away Dolls powstał chyba tylko dlatego, by Ethan mógł zaspokoić swoje perwersyjne żądze i napatrzeć się na kilka nagich lasek. Nie potrafię wymyślić lepszego powodu, serio.

Plusiki? Epizod Billa Campa i otwarcie z Oberynem, niezapowiadające absolutnej kompromitacji. 2/10.

PS. Margaret Qualley z roku na rok przemienia się z ładnej dziewuchy w steraną życiem heroinistkę na ciągłym głodzie, dającą dupy za przydrożnym barem.

Odpowiedz
#5
Widziałem jakiś czas temu. Mogę się podpisać, chociaż nie byłem tak surowy w ocenie, może przez to że miałem dobry humor, a film był krótki. Ujdzie jako komedyjka na wieczór, jako coś co wyszło spod ręki jednego z najlepszych amerykańskich reżyserów - fatalne.

Odpowiedz
#6
Dlaczego piszę o Honey Don't! w tym temacie? Z dwóch powodów: to najwyraźniej środkowa (po Drive-Away Dolls) część lesbijskiej trylogii wizjonerskiego duetu Cooke & Coen, a poza tym nie chcę profanować Krótkiej Piłki.

Ta gnojowica nie zasługuje na wiele więcej ponad garść ogólników, a więc:

— To chyba jeszcze większa kupa niż dramatycznie słabe Laleczki.
— Margaret Qualley nie potrafi grać i coraz bardziej przestaje wyglądać.
— Fabułka nie ma większego sensu, wątek kościelny do niczego nie prowadzi, bohaterka krąży po kilku miejscówkach, gada z kilkoma ludźmi i przez przypadek trafia do finału filmu.
— Rzeczony finał „dokonuje" rzeczy zdawałoby się niebywałej: ściąga (już i tak nędzny) poziom do Rowu Mariańskiego. Jest tak bezczelnie durny, wymuszony i nędznie zagrany, że aż parsknąłem. Był to jedyny przejraw rozbawienia podczas seansu.
— „Humor" podsumuję opisem jednej sceny: wredny wsiur podbija oko siostrzenicy głównej bohaterki; ta wpada do niego, spuszcza mu łomot (synek jęczy jak pipka), demoluje aktywa trwałe, po czym zasłania naklejkę MAGA (ozdabiającą zderzak autka męskiego boksera) swoją własną... z napisem „MAM WAGINĘ I GŁOSUJĘ". Kurtyna.
— Audrey Plaza pokazuje swoje zderzaki w scenie segzu z Qualley. Najpewniej głównie dlatego powstał ten twór filmopodobny (przy okazji można było dowalić kościołowi, hehe katoliki hipokryty).

W dobrym tonie jest niewchodzenie ludziom do łóżka i olanie ich prywatnego życia w kontekście twórczości, dlatego poniższy fakt przedstawiam wyłącznie w celu informacyjnym: Ethan Coen pozostaje w („otwartym") związku małżeńskim z lesbijką Tricią Cooke. Owocami ich czynów pozostaje (na razie niedokończona) lesbijska trylogia. Trochę prywaty również z mojej strony: Coenowie to mój ulubiony „reżyser" (wolę ich nawet bardziej od Kubricka) i załamuję ręce nad upadkiem (na każdej płaszczyźnie) młodszego z braci Hautamäki. TL;DR: zboczony Żyd ślini się na widok nagich bab.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Ballad of Buster Scruggs (2018) reż. Ethan & Joel Coen Kuba 29 7,816 26-02-2024, 03:26
Ostatni post: Gieferg
  Hail, Caesar! (2016) reż. Joel Coen & Ethan Coen Lawrence 9 3,587 26-07-2022, 10:38
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości