Fargo (FX, 2014-)
Cholera, byłby sam miód, gdyby nie wiadomo co... Pomijam już sam pomysł, po prostu wizualnie chujowo to wygląda i totalnie wytrąca z klimatu.

Odpowiedz
Dziewiąty odcinek również zacny, kawał dobrej roboty odwalili z drugim sezonem. Zgadzam się jednak, że Wilson jest strasznie drętwy i w ogóle niepotrzebny. Przekonałem się do duetu Peggy & Ed (szczególnie Dunst jest świetna), bo na początku mi nie leżeli, ale do policjanta nie potrafię.

No i ten końcowy motyw... nie wiem czy poza nieemocjonalnym "wtf" ma jakąś wartość.

Niedługo koniec, więc zobaczymy jak to wszystko zwiążą.

Odpowiedz
kokardką
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mindfuck z tym UFO :)

No ale musiało wrócić, bo coś go dawno nie było. Myślałam tylko, że zrobią to w ten sposób, że zobaczy je
Reakcja blondyny na "Kochanie, widzisz to?" rozpierdala, podobnie jak ona sama :D Btw w porównaniu z tymi glinami ona i Ed to tytani intelektu. A już Schmidt to palant do sześcianu.
Lou jest takiej samej sytuacji, w jakiej będzie Molly w pierwszym sezonie - tak samo jako jedyny zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa i tak samo nikt mu nie wierzy.
Ładnie to wszystko Indianin nakręcił - i już wiadomo, jak
Podniósł mi ciśnienie ten odcinek, nie mogę się doczekać finału.

Odpowiedz
Cytat:Mindfuck z tym UFO :)


Szkoda że showrunner nie miał jaj by wcześniej tego NIE ZAPOWIADAĆ. Byłby największy mindfuck w historii TV :D


Reakcja Dunst i tekst Mudżyna też mnie rozwaliły.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Jeszcze propo blondyny, to zastanawiam się, jak się fachowo w psychiatrii nazywa ten rodzaj odbitej palmy albo nie wiem, typu osobowości, jaką ona ma :) Na początku wydawało się, że to po prostu kobieta niezadowolona z życia, jakie przypadło jej w udziale, potem że lekko oderwana od rzeczywistości mitomanka, potem było tak, że rzeczywistość sobie, a Peggy sobie, ale z drugiej strony umie podejmować z zimną krwią szybkie, logiczne decyzje, i to w tym samym czasie, kiedy jej peron odjeżdża we wszystkie strony na raz. W poprzednim odcinku najbardziej powiało mi grozą, kiedy
Powiedzieć, że jest pełna sprzeczności to nie powiedzieć nic, nie ogarniam kobiety zupełnie :). I, co ciekawe, tworzą niesamowicie zgrany duet z mężem, choć z początku się wydawało, że kompletnie do siebie nie pasują i raczej można spodziewać się między nimi konfliktu. A teraz normalnie jak Bonnie i Clyde ;)

edyszyn: W sumie to ona mi przypomina postać z Krainy Czarów. Widziałabym ją spokojnie na zwariowanej herbatce między Kapelusznikiem a Marcowym Zającem. Ten tekst "to jak decyzja, którą podejmujesz we śnie", i potem ta wizja czy co to było. Laska, która kiedyś tam wpadła do króliczej nory i nie wyszła do tej pory :)
Nawet UFO

Odpowiedz
Finał dziwny i kompletnie idący wbrew oczekiwaniom, ale mi się podobał. Najciekawiej chyba wypadło rozwiązanie wątku Murzyna - gość od początku swoim pozerstwem mnie wkurwiał, ale świetnie Hawley wymyślił jak "dopiąć" tą postać. Dobry myk z cameos (w ogóle prolog 10/10), tylko mnie zastanawia czy to zakończenie wątku Indianina to jest to co myślę. Jeżeli tak to dodatkowe +50 do szacunku dla showrunnera że tym razem z camea zrezygnował i postawił na niejednoznaczność, bo jakby nie patrzeć stawia to fabułę perwszego sezonu w nieco innym świetle.


UFO nieco zmarnowane, rozumiem co poeta miał na myśli, ale Murphy w AHS: Asylm wybrnął z identycznego patentu znacznie, znacznie zgrabniej. To domknięcie wątku gabinetu starego szeryfa też strasznie na odpierdol.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Hanzee jest bossem mafii z pierwszego sezonu.

Odpowiedz
Kurde którym, bo nie pamiętma? Wrzuć fotosa czy coś.


Ja pomyslałem że chodzi o
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Aha. Też dobrze. Ale Malvo byłby fajniejszy :)
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Też tak myślę. Może trzeci sezon coś w tej kwestii zmieni.

Odpowiedz
Finał bardzo dobry, w zgrabny sposób domykający wątki wszystkich postaci i ogólnie świetnie podsumowujący ten znakomity sezon. Ogromny plus za użycie "War Pigs" Black Sabbath:

Odpowiedz
No cały prolog spoko, ale jak wjeżdża Black Sabbath robi się zajebiście. Ten jeden fragment idealnie pokazuje jak świetnie zrealizowana to rzecz. Gdyby nie ten nieszczęsny split-screen. A finał spoko, ale tak od połowy trochę siadł.

Cały sezon tak na 7/10, chociaż przekonałem się do niego dopiero w ostatnich odcinkach. Fabularnie mnie jakoś nie rozłożył, emocjonalnie też nie. Świetnie zrealizowany, kilka fajnych postaci, na plus na pewno lepsze skondensowanie historii niż w pierwszym i niezaśmiecanie pobocznymi wątkami. Ale tak na świeżo mam wrażenie, że główny wątek w jedynce mnie wciągnął bardziej a i postaci wydały mi się ciekawsze. Malvo >> Hanzee. Sorry forum KMF, ale samo kozaczenie z bronią i trigger discipline to dla mnie trochę za mało. W tej konwencji wolę jeszcze bardziej przerysowanego Malvo. Molly też fajniejsza niż ojciec i dziadek a i klimat mam wrażenie był lepszy w jedynce. Ogólnie chyba oba sezony stawiam mniej więcej na równi i czekam na trzeci.


Odpowiedz
Dosyć spokojny finał, ale do związania wątków ciężko się przyczepić. Najbardziej podobała mi się korpo gadka z Milliganem i jego zmarniona mina przy biurku :) Państwo Solverson pozostali nijacy.

Generalnie mam trochę podobne odczucia co PropJoe. Realizacyjnie drugi sezon to cudo - klimat, muzyka, praca kamery, dopieszczanie scenografii i każdego ruchu aktora. Historia przez tę formę musiała ucierpieć i mam wrażenie, że momentami za bardzo, bo pozbawili się emocjonalnego wydźwięku.

PS: Dunst dała czadu w ostatnich odcinkach.

Odpowiedz
(16-12-2015, 01:10)jarod napisał(a): Aha. Też dobrze. Ale Malvo byłby fajniejszy :)

Aż tak by mu się elokwencja nie rozwinęła :) No i inny głos zupełnie.
Po tekście
Koniec wątku Milligana jako żywo przypomina finał "The Shield".
Najlepsza scena -- "Na tym filmie było, że...", czyli Peggy odzyskuje na chwilę pełny kontakt z rzeczywistością. Drugi dobry moment -- "Może w Kalifornii...?", czyli wszystko wraca do normy ;) Brakuje mi dopowiedzenia losów tej postaci -- może w trzecim.

Sama końcówka bardzo podobna, co w pierwszym. Szału nie było, ale pasowała do tego sezonu -- pierdolnięcia były w poprzednich odcinkach.
To wrażenia na szybko, bo oczywiście jeszcze raz obejrzę :)

EDYCJA:
Ha! Że też od razu nie zwróciłam na to uwagi -- wiemy już, jakie były początki duetu Wrench & Numbers z pierwszego sezonu,
Mam też teorię o pokrewieństwie:

Odpowiedz
(15-12-2015, 23:22)jarod napisał(a): UFO nieco zmarnowane, rozumiem co poeta miał na myśli, ale Murphy w AHS: Asylm wybrnął z identycznego patentu znacznie, znacznie zgrabniej. To domknięcie wątku gabinetu starego szeryfa też strasznie na odpierdol.
A co poeta mial na mysli z tym UFO? Bo ja mam jakies tam rozkminy, ale nic wartosciowego.

W ogole caly ten sezon generalnie wydaje mi sie fajny, ale ogladalem go bez emocji. Nie dodam wiele wartościowego do tematu, chcialem tylko pokazac, ze też uczestnicze w ogladaniu serialu i wciaz zyje. ;) Calosc splynela po mnie kompletnie, a na zaden odcinek nie czekalem z podekscytowaniem.

Pierwszy sezon był dla mnie znacznie ciekawszy, znacznie bardziej zaskakujący. Obsadowo też był znacznie lepszy (tutaj najwiecej sympatii mam do Dansona i Offermana oczywiscie). Był przegięty, ale miał przy tym więcej charakteru. Do tego był bardzo ładnie nakrecony, co w tym zabija nieciekawa postprodukcja z dzielonym ekranem włacznie.

No i też jakoś tak mało "Fargo" w "Fargo". Filmowe Fargo to była opowieść o prostych ludziach z malego miasteczka, ktorzy napotykaja zło, którego do końca nie rozumieją. W pierwszym sezonie było dość podobnie, pociągnięte nawet bardziej w strone metafizyki. A w drugim sezonie? Ciężko powiedziec. Bardziej czuć tu elementy "No Country for Old Men" niż "Fargo". Co też byłoby fajne, ale ostatecznie ani to "NCFOM", ani "Fargo".

Zdecydowanie szybciej wroce do jedynki niz do dwojki.

Odpowiedz
Crov + 1, a jak pisałem to samo OD POCZĄTKU SEZONU to wszyscy mówili że marudzę :)


Co do UFO - ja to widzę, podobnie jak wątek Prezydenta, jako taki symbol mentalności epoki, tej całej newageowości itp, co ładnie się zgrywa z ciągłym dążeniem do samorealizacji postaci Dunst. W ogóle skonczyłbym to tak że w ostatniej scenie wchodzi nasza fryzjerkado UFO by w końcu swój potencjał w pełni odkryć. BTW wydaje mi się że ten wątek zmieniali na ostatnią chwilę, ten motyw z napisami w pokoju też wydawał się być z nim połączony po czym zmienili na szybko i dopisali do pokoju szeryfa wyjaśnienie na odpierdol...
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
SPOILERY!

a ja do 9 odcinka mogłem z czystym sumieniem powiedzieć, że jest w pytę. a potem nadleciało UFO.. już mi się finału odechciało (ale obejrzałem) niemniej na takie tanie rozwiązania nie byłem gotowy. ja rozumiem, że mam traktować ten serial lekko, ale chodzenie na łatwiznę - tego nie wybaczę. aha - nikt mi nie powie, że autor coś miał na myśli, było to kompletnie z czapy, parafrazując słynny dowcip - "jebnął UFO to jebnął, po chuj drążyć temat". gdzieś tam czytałem jakieś wytłumaczenia, bo może stwierdziłem, ze jestem głupi i czegoś nie rozumiem, ale tak naprawdę, to nikt tego nie rozumie i nikt nie chce spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć - spierdolili po całości cudowny sezon i zrobili coś niewybaczalnego. jakby w Breaking Bad jebnęli UFO na koniec to też bylibyście zadowoleni? ja rozumiem, inny środek ciężkości, inny wydźwięk serialu, ale noż kurna.. nigga, please.

więc ja mówię to pierwszy - fajny sezon, ale po chuj go oglądać, skoro na koniec wszystkich ratuje ufo.

chyba, że ktoś mi to wytłumaczy, wtedy cofnę swoje słowa, ale na dzień dzisiejszy nikomu z czystym sumieniem tego sezonu nie polecę, bo będę się wstydził, jak ktoś to obejrzy do końca.

i od razu mówię - symbolika to symbolika, ale kurwa statek ufo, który ingeruje bezpośrednio w życie bohaterów i decyduje o dalszym przebiegu akcji, to nie symbolika tylko przebieg akcji właśnie. symbolika to pomarańcze w Ojcu Chrzestnym, a nie nadlatujący statek UFO, dzięki któremu Wilson żyje.
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
TEŻ SPOJLERY!

(06-01-2016, 13:22)Mush Room napisał(a): SPOILERY!

a ja do 9 odcinka mogłem z czystym sumieniem powiedzieć, że jest w pytę. a potem nadleciało UFO.. już mi się finału odechciało (ale obejrzałem) niemniej na takie tanie rozwiązania nie byłem gotowy.

UFO było już w pierwszym odcinku przecież, a potem były aluzje, plakat "Nie jesteśmy sami" w sklepie, jeden z bliźniaków czyta w kiblu czasopismo z latającym talerzem na okładce, do Lou zagaduje gość na stacji benzynowej i nawija mu o UFO. Generalnie to było nawiązanie do "Człowieka, którego nie było", tylko trochę bardziej pociągnęli temat :)

(06-01-2016, 13:22)Mush Room napisał(a): więc ja mówię to pierwszy - fajny sezon, ale po kurcze pieczone go oglądać, skoro na koniec wszystkich ratuje ufo.

Ale jak wszystkich ratuje, przecież jak nadleciało, to już się wszyscy poodjebywali. Tylko Lou coś na tym zyskał, no i Blumquistowie, bo Hanzee się zagapił w niebo.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Gomorra (2014) joozeek 133 45,375 07-05-2026, 18:30
Ostatni post: Nemo
  Wataha (HBO, 2014-) Pelivaron 32 10,755 27-12-2025, 19:02
Ostatni post: Snappik
  Sons of Anarchy (FX, 2008-2014) dillinger 681 139,053 14-02-2023, 08:26
Ostatni post: Bucho



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości