Pan Drzewo
Liczba postów: 1,758
Liczba wątków: 14
February lub The Blackcoat's Daughter, a dla widzów w Polsce Zło we mnie.
Ograniczając informacje fabularne do minimum - w internacie dla dziewcząt nadchodzi okres ferii i dwie uczennice oczekują na przyjazd rodziców. Zaczyna się robić dziwnie. Zachęciłem, co nie?
Ale serio, im mniej wiecie, tym lepiej, chociaż stawiając sprawę jasno - warstwa fabularna jest najsłabszym elementem filmu. Nie w sensie jakościowym, bo historia się broni, bardziej na poziomie nowatorstwa - nie proponuje niczego świeżego, miast tego stanowi kolaż kilku znanych horrorów, nawiązując najmocniej do jednego z najważniejszych przedstawicieli gatunku. Na szczęście choć intryga nie zaskakuje (dość szybko można się domyślić co i jak), to podana jest w iście mistrzowski (aczkolwiek mam drobne zastrzeżenia do zasadności rozdzielenia jej na wątki) sposób - subtelnie, bez waleniem obuchem po głowie, bez rozwiązania podanego na tacy, bez nachalnej symboliki no i w zasadzie bez dżampskerów. Czuć tu Lyncha, realizacyjnie dość blisko do The Witch, generalnie tempo wybitnie "snujowate", ujęcie długie, montaż wprowadzający pewien zamęt (zaznaczam, że wydarzenia nie są prezentowane w sposób linearny), a estetykę domykają ambientowe/psychodeliczne motywy dzwiękowe. Niby banał (bo przecież widzieliście już pewnie ze 100 horrorów w podobnym sosie), ale facio za kamerą (debiutant!) ogarnął wszystko lekką ręką i stworzył mechanizm, który chodzi, buczy i działa na wysokich obrotach. Niby nie dzieje się nic, a jest się ciągle zaangażowanym - tak świetnie się to ogląda.
Aktorsko jest bardzo przyzwocie z jednym wyjątkiem - Kiernan Shipka. Już w Mad Men dawała czadu i powodowała, że lubiło się jej postać (a dla mnie ewenementem jest polubienie bohatera dziecięcego w filmie/serialu skupionym na dorosłych, więc raz jeszcze - owacje), natomiast tutaj kradnie szoł. Założyłem sobie na wstępie wyeliminowanie spoilerów, więc sprawę mogę przedstawić tylko w ten sposób - lepszego aktorstwa w horrorze nie widziałem od dawna. Minimum charakteryzacji, minimum środków - dziewczę niszczy samym wyrazem twarzy. Jeśli dobrze poprowadzi swoją karierę, to wieszczę jej rychłe zawitanie w panteonie gwiazd.
Polecam - top 3 (obok The Witch i Babadooka) hororrów ostatnich lat. Jeśli zirytuje was mało odkrywcza i niezbyt zaskakująca historia, to przynajmniej zobaczycie w akcji Kiernan Shipkę. Warto obejrzeć choćby i tylko dla niej.
(Trailer oczywiście zdradza za dużo).
15-03-2017, 14:16
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Jestem zawiedziony. Owszem, film ma niepokojący, trochę lynchowski klimat i jest bardzo ładnie nakręcony - formalnie może robić wrażenie. Ascetyczne kadry i nieprzyjemne dźwięki budują napięcie. Ale to pretensjonalna wydmuszka. Historia jest tak banalna, że czułem się po prostu oszukany, widząc w końcu, że pod tą całą zabawą chronologią nie kryje się nic więcej. A kwestia, która miała być chyba twistem, jest oczywista od samego początku. Na filmwebie wyczytałem analizę, według której symbolika w finale (brak ognia w piecu i udany egzorcyzm) sugeruje pytanie - czy dziewczyna zabiła ponownie, bo była opętana czy po prostu chora? Matko, ale nie lubię takich akademickich rozkmin, które w sumie nijak nie mają się do historii. I nie lubię gdy film odpowiada na pytania, które w ogóle mnie nie interesują. Bo po pierwsze, reżyser przez cały seans nie przekonał mnie do tej dwuznaczności - szatan czy choroba psychiczna - dopiero w końcówce wrzucając trochę z tyłka scenę z księdzem odprawiającym rytuał. Ja myślałem, że jest po prostu chora. A po drugie, o dziewczynie wiemy tak mało (a to co wiemy jest jeszcze mącone przez niechronologiczny montaż), że rozmyślania na temat jej charakteru czy motywacji są pozbawione sensu. Bohaterka zachowuje się dziwnie i to wyczerpuje całą głębię jej osobowości, więc te wszystkie myki w finale, które mają skłonić mnie do zastanowienia nad jej psychiką, wyglądają na zbyt późną próbę nadania jej jakiegokolwiek charakteru. I dlatego czuję się oszukany.
Muszę pochwalić aktorstwo, zwłaszcza Kiernan Shipka potwierdza olbrzymi talent.
Ps. Film jest strasznie nużący, jedynie niewiarygodną siłą woli zmusiłem się do obejrzenia całości.
4/10
25-03-2017, 08:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-03-2017, 08:21 przez patyczak.)
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Oglądałem jakiś czas temu, więc mogę coś mieszać, ale zakończenie jest bezsensowne.
Emma Roberts ma dziurę po kuli w ramieniu, więc interwencja policjanta zakończyła się sukcesem. Podczas egzorcyzmów jest przypięta pasami do łóżka, więc zamknęli ją w psychiatryku. Skoro aresztowali ją i zamknęli w kaftanie to musiało dojść do procesu sądowego. Skoro był proces to jakim cudem James Remar i Lauren Holly nie poznają morderczyni własnej córki po 9 latach. Czy ta twarz nie powinna powracać w koszmarach, wywoływać na przemian poczucia agresji i bezsilności? Zwłaszcza, że Roberts i Shipka są w tym filmie praktycznie IDENTYCZNE i mniej uważny widz mógłby nawet uznać, że ma do czynienia z jedną aktorką. Dlaczego rodziców ofiary nie rozpoznaje też Roberts i dopiero na zdjęcie Lucy Boynton reaguje histerycznym śmiechem, wtedy jeszcze niby w zamierzeniu reżysera nieodgadnionym dla widza.
Weźcie zdjęcia swoich koleżanek z liceum w wieku 16 i 25 lat. Nie możecie ich rozpoznać? Weźcie zdjęcia jamesa Remara z pierwszych sezonów Dextera i Emmy Roberts np. z Krzyku 4. Nie rozpoznajecie ich? Co za absurd i bezczelnie wymuszony twist. Tak, moim zdaniem to miał być powalający twist, wskazuje na to sposób przedstawienia finału, niechronologiczny montaż i wspomniana scena ze śmiechem.
4/10 z litości. Film jest niewyobrażalnie, kosmicznie wręcz nudny, przy zupełnie nieuzasadnionej powolności tego dzieła filmy Allena i Jarmuscha mogliby puszczać na brytyjskiej, transowej dyskotece w latach 90-tych.
25-03-2017, 10:15
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
To też. Cały czas się zastanawiałem czemu rodzice zamordowanej nie rozpoznali morderczyni córki. Poza tym ona uciekła z psychiatryka i niby jest zasugerowane, że ja ścigają, bo policjant zagaduje ojca. Ale też nic z tego nie wynika.
25-03-2017, 10:33
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,758
Liczba wątków: 14
Szaman
No jak to? Córkę ubiła im dziewczyna o wyglądzie Kiernan Shipki, a do samochodu wzięli Emmę Roberts. Gdzie tu widzisz problem?
Ok, biorąc sprawę na serio - twój zarzut jest słuszny. Tłumaczę to tak - po rodzicach wciąż było widać traumę; znajdowali się mentalnie gdzieś na granicy świata realnego i ułudy, stąd pewnie ojcowskie zapędy Remara.
Co do rozpoznawania koleżanek - zależy od okazu. Niektórych nie rozpoznałbym siedząc naprzeciw w pociągu (raz się tak nawet zdarzyło, musiałem kombinować, żeby nie wyjść na buca/ślepca ;)) Dekada (wiem, w filmie była różnica 9 lat) między 15 a 25 rokiem życia owocuje większymi zmianami w wyglądzie przeciętnego podlotka niż dziesięć lat po trzydziestce. Rodzice mogli widzieć Shipkę tylko kilka razy, mogli nie widzieć w ogóle (zależy od stopnia nagłośnienia sprawy i ich ewentualnej obecności na procesie/konfrontacji z morderczynią [z filmu wynika, że takowej nie było]). Także jakkolwiek uważam, że da się obronić film przed tym zarzutem, to równocześnie widzę, że tłumaczenie jest naciągane i potrzeba tu zawieszenia niewiary (dobrze użyłem tego terminu? :)). patyczak
Powołujesz się na filmweb, ale zakładam, że końcówkę interpretujesz inaczej, co nie? Ja wiem, sztukę można interpretować dowolnie, ale przypadku February motywacja Emmy wydaje się jasna. Szaman i patyczak
Mam problem z jednym jedynym zarzutem - wytykacie filmowi przewidywalność, piszecie o twiście, który szybko odgadliście. Jak już pisałem - dość szybko można znaleźć powiązanie między wątkami. Ale czy to jest problem? Nie ma tu żadnego wielkiego revealu przy akompaniamencie niepokojących dzwięków i z setką flashbacków wykładających wszystko jak prostemu chłopu. Nie widziałem tutaj wykrzyknienia "mam was, zostaliście wkręceni" od reżysera, który ze śliną na twarzy cieszy się ze zrobienia widzów w konia. Co spowodowało, jak widzę po forach anglojęzycznych, że nie wszyscy zrozumieli, że Kat = Joan. No, ale to już nie mój problem.
Generalnie jednak akceptuję wasze zastrzeżenia. Fabuła February jest prosta i niezbyt odkrywcza, stanowiąc najsłabszy punkt filmu (co starałem się zasygnalizować w poście otwierającym). Wszystko rozbija się o to, czy lubi się snujowaty sposób prowadzenia historii. Mi taki pacing (szczególnie w horrorach) bardzo odpowiada, więc przymknąłem oko na przeciętną fabułę. No i Kiernan Shipka. Post w tym temacie bez piania peanów na cześć Kiernan to post stracony.
25-03-2017, 17:57
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Na pewno łatwiej byłoby mi "zawiesić niewiarę" w przypadku filmu który mnie nie torturuje :)
25-03-2017, 18:15
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Ja tam końcówki specjalnie nie interpretowałem. Chciałbym znaleźć w niej coś więcej, ale widzę tylko babkę, która uciekła z psychiatryka i zabiła rodziców swojej poprzedniej ofiary. Czy była opętana czy chora? Dlaczego to zrobiła? Wisi mi to, bo nic ciekawego z odpowiedzi by nie wynikło. Gdybym poznał ją wcześniej, przejął się jej losem, zrozumiał jej zachowanie i okoliczności, mógłbym chcieć wiedzieć czemu znowu zabiła. Ale niestety tak nie było.
A co do twistu, to może moje myślenie jest zbyt ograniczone filmowymi schematami, ale gdy widzę, że reżyser bawi się tak chronologią, dawkuje informacje, mąci i miesza, to zapewne chce coś ukryć, by potem nas tym zaszokować. I w tym przypadku mam wrażenie, że chodziło o tożsamość uciekinierki z psychiatryka. I wydaje mi się również, że przez długi czas mieliśmy myśleć, że obie historie dzieją się w tym samym czasie, że to rodzice jednej z dziewczyn jadą do szkoły, a widz dostanie odpowiedź na pytanie: czemu nie dotarli?
Swoją drogą, dopuszczam też myśl, że czegoś nie zrozumiałem. Może z filmu dowiadujemy się czemu nie ma rodziców Katherine? Na początku dostajemy jakieś wizje ze spalonym samochodem, a ona później mówi chyba, że nie żyją. O co tu biega? Zabiła ich?
25-03-2017, 18:56
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,758
Liczba wątków: 14
Taaaaaka jest moja koncepcja, tak ja to wiiiiidzę:
Joan/Kat zabija rodziców Rose, bo pragnie bliskości Czarnego. W kotłowni, w której dekadę wstecz waliła czołem o podłogę nie ma już jednak ognia - piec jest wygaszony, co interpretuję jako nieobecność Czarnego. Dziewczę zdaje sobie sprawę, że będzie "samotna" i zaczyna wariować, aż tu nagle zauważa coś po drugiej stronie kamery i oczywiście następuje cięcie.
Tego jestem w zasadzie pewien, podobnie jak tego, że była opętana, inaczej nie przemawiałaby demonicznym głosem do tej babci (swoją drogą czorty opętujące małe kobietki lubią używać słowa "cunt") ani nie odstawiałaby czegoś w rodzaju pajączka à la Regan z The Exorcist.
Problem mam natomiast z rodzicami Kat. Wydaje mi się, że zginęli w wypadku w drodze do szkoły, co też widzi w swoim śnie Shipka. Podejrzewam, że demon ma z tym coś wspólnego.
Wątpię, czy to zmieni twoją opinię o filmie, bo teoria zapodana wyżej wyklucza jakąkolwiek dwuznaczność postaci. Ja takie rozwiązanie kupuję, poza tym zadowala mnie rys charakterologiczny Kat (lakoniczny, ale wystarczający).
26-03-2017, 14:24
Stały bywalec
Liczba postów: 953
Liczba wątków: 4
Lubię takie snuje, nic na to nie poradzę. Powolne tempo, niepokojący klimat, złowrogi ambient (choć imo fajniejsze są drony) to jest to, dlatego "February" też mi podobał, mimo wymienionych tutaj zarzutów.
Cytat:nie proponuje niczego świeżego, miast tego stanowi kolaż kilku znanych horrorów, nawiązując najmocniej do jednego z najważniejszych przedstawicieli gatunku.
Jednak proponuje - nowością jest to, że osoba opętana tęskni za demonem i chce go przywołać z powrotem. A przynajmniej wydaje mi się, że tego jeszcze nie grali.
(26-03-2017, 14:24)Norton napisał(a):
Problem mam natomiast z rodzicami Kat. Wydaje mi się, że zginęli w wypadku w drodze do szkoły, co też widzi w swoim śnie Shipka. Podejrzewam, że demon ma z tym coś wspólnego.
Na bank zginęli w wypadku, potwierdza to ten sen, telefony od dyobła, a także to, że kiedy opiekunki dostają telefon od dyrektora, robią się spięte i zaganiają Rose do odśnieżenia podjazdu - pewnie chciały przygotować Kat na straszną wiadomość (i pewnie to wtedy totalnie jej już odwaliło i zaczęła rzeź). I jeszcze kiedy ten dyrektor przyjechał, byli z nim policjanci, pewnie żeby ją zabrać do jakiegoś ośrodka pomocy czy coś. No i mieli małą niespodziankę ;).
Jeszcze co do motywu - panna czuła potrzebę, żeby ktoś się nią zaopiekował. Szkolny ksiądz wyjechał przed jej występem, koleżanka wolała iść na randkę, rodzice nie przyjeżdżali - został tylko diobył. A jak człowiek jest sam jak palec, to dobry i diobył. Tak przynajmniej ona to czuła.
Przy okazji jest to też dość ciekawe spojrzenie na problem samotności, wyobcowania itd. Chociaż zgadzam się, że ten twist Kat = Joan był raczej słabawy :)
03-02-2019, 23:06
Netrunner Junkie
Liczba postów: 2,998
Liczba wątków: 1
Jeden z przyjemniejszych horrorów, na które trafiłem. Wrzucono go na półkę z Babadokiem i w sumie się nie dziwię, bo też miałem skojarzenia z tym tytułem przez oniryczne mozolne tempo.
Co do reszty:
- rodzice - raczej bez większych niuansów pokazano, że oboje na swój sposób odlecieli po stracie córki. Nie kupuję jednak, że nie zapamiętaliby twarzy morderczyni córki, przynajmniej na tyle, by mieć uraz do bladolicych ciemnookich małomównych blondynek.
Chociaż z trzeciej strony...każdy z nas pewnie zna przypadek fajnej licealnej dziewczyny, która po studiach zamieniła się w nierozpoznawalnego kaszalota, więc... ;)
- myk z chronologią - nie sądzę, by usilnie chciano ukryć dwie linie czasowe, a jedynie trochę na początku, do momentu aż młodsza wersja zacznie bardziej odpierdalać; podobał mi się motyw z przebitkami z przyszłych/przeszłych wydarzeń;
- puenta - imo prosta aż do bólu - starsza bohaterka ucieka z czubkowa, gdzie pewnie w spazmach tęskni za diabołem, potem kosmicznym zbiegiem okoliczności napotyka rodziców swojej ofiary, więc traktuje to jako znak, by złożyć ofiarę Mrocznemu Panu - seems legit, też bym pewnie tak rozumował ;] końcówka to już oczywiście interpretacja własna, bo samo cięcie jak i muzyka może i sugerują powrót Koźlaka, z drugiej - równie dobrze mogła zobaczyć gliniarza ze strzelbą przed oddaniem strzału :) Sama historia - słabo, nie ma tu za wiele nowości, ale braki tutaj z nawiązką rekompensuje forma, atmosfera, muzyka i aktorstwo dziewczyn. Rekomenduję, ale to raczej jednorazowy strzał (chyba jak większość gatunku).
03-02-2019, 23:32
|