Ankieta: Jak oceniasz film?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Fight Club (1999)
#41
"Śmieszne bo prawdziwe"-The Simpsons

Odpowiedz
#42
Wybacz, ale umiejscowienie Fight Clubu i Ataku Klonów w jednej linijce wywołuje we mnie odruchy wymiotne. I porównywanie nadmiaru efektów specjalnych u Lucasa z klawymi tekstami Finchera/Palanchuka też mi się wydaje... średnio trafione Oczko Taki sam zarzut można w sumie mieć do Pulp Fiction - tam też z każdego kadru przebija chęć Tarantino do przełamywania konwencji. Ale on nie robił tego, żeby się popisać, ale dlatego, że to jest po prostu jego styl i inaczej nie umie Uśmiech
Wydaje mi się, że w filmie nie pasuje Ci też jego chłód emocjonalny. Ale o to również można posądzać wielu twórców, z Kubrickiem na czele. Więc wiesz Uśmiech
A film pod względem "mądrości" był dla mnie tak... akurat. Poza tym było w nim wiele motywów, które bardzo lubię. Dawno go widziałem i chętnie bym do niego wrócił Uśmiech

Odpowiedz
#43
Słowem im gorzej ( z klawymi tekstami?) tym lepiej. Najbardziej klawo by było gdyby teksty były przewidywalne i nudne jak w telenoweli, a film "prawdziwie mądry" jak "plac zbawiciela"

Odpowiedz
#44
Stawiam ćwierćfunciaka z serem temu kto wie o co biega w "Odysei kosmicznej" i co oznacza półminutowe zaciemnienie w środku filmu Uśmiech To, że czegoś nie rozumiem nie powoduje że to coś jest "prawdziwie mądre".

Odpowiedz
#45
Zacznę nietypowo-pytaniem: Czemu tak zrównoważony użytkownik jak Tyler Durden obrał za patrona sami-wiecie-kogo? Oczko Taki pseudonim bardziej pasuje do Mentala Szczęśliwy

Co mi się nie podobało? CGI karesy Darli z Tajlerem.
Co mi się podobało? W zasadzie cała reszta. Ten film ma taką energię, taką siłę, takie oddziaływanie...aż chce się wziąć za Kropotkina. Choć na co dzień jestem raczej spokojny, to po seansie miałem mocno poryte myśli. :mrgreen:
Czy wielbię? Nie. Film ułożył mi się w głowie, i takiego huraganu jakiego się spodziewałem, wewnątrz łepetyny nie zrobiłUśmiech [A takie Pulp Fiction zrobiło :] Kochać nie kocham, ale lubić lubię, a i polecić znajomym nie omieszkam.
Drugiego takiego filmu nie było i nie będzie, wiec trzeba się cieszyć tym co jest.
Amen.
[Obrazek: 6a00d8341e75ed53ef01116846bee3970c-800wi]

Odpowiedz
#46
Uwielbiam czytać wrażenia z "Fight Club" młodszych ludzi, lub jakichś pretensjonalnych emo postmodernistów. Czemu? Bo podobnie zareagowałem na ten film w wieku 15 lat. Jednak parę lat później, przy ponownym seansie było wielkie what the fuck?

Ogólnie mój stosunek do FC idealnie oddaje ten oto skrócony scenariusz:

http://www.the-editing-room.com/fightclub.html

Uśmiech
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#47
Cytat:Taki pseudonim bardziej pasuje do Mentala :lol:

dlaczego tak uważasz?

ja z filmowym Durdenem ideowo nie mam nic wspólnego. obawiam sie zatem, że szufladkujesz mnie niesprawiedliwie i do tego odnosisz mylne wrażenie:)

Odpowiedz
#48
To ja może tylko wyjaśnię, że pierwszy raz z tego nicku skorzystałem w sieci w okresie wielkiej fascynacji filmem, czyli w wieku lat ...nastu i tak już zostało... :)

Odpowiedz
#49
Tyler- cute
Teraz trochę wazeliny :>
Mental- no cóż, jeszcze zanim się zarejestrowałem to przeczytałem to co ty pisałeś o "Katyniu" Wajdy. Przyznam zrobiło to na mnie nieziemskie wrażenie, bo recka nie dość że rewelacyjnie napisana, to mówiła to co myślałem w głębi duszy, ale bałem się powiedzieć publicznie. Tak, długo byłem Mental-fanboyem Zdezorientowanymile: I po jakimś czasie pomyślałem: "A może ten kolo jest ciemną stroną mojej psychiki, jak Tyler był narratora" A pomyślałem tak przez pewną koleżankę, która lubiła wygadywać zakończenia(great thanks, ****)*.
Teraz brylujesz w światopoglądowym, planujesz obalenie obecnego porządku i wprowadzeniu nowego. Różnica polega na tym, że z Tylera był anarchista, marnował energię na głupie zabawy w stylu rozwalanie kafejki, wysadzanie pustych wieżowców itd.

No i na zebraniach UPR nie dają sobie po mordach(chyba że o czymś nie wiem).


*coś dawno o niej nie słyszałem. Może powiedziała o jednej osobie za dużo, jak to było z Kayserem Soze...
Uśmiech

Odpowiedz
#50
Obejrzałem drugi raz, po raz pierwszy od sam-nie-wiem-ilu-lat.

Fight Club wygłasza sporo celnych, ale co tu dużo mówić trywialnych prawd na temat otaczającego nas świata. Ilość płynących z ust Durdena banałów może irytować, ale olałem je i delektowałem się tym, czym Fight Club jest - świetnie zagranym, fenomenalnie zmontowanym, sfotografowanym i wyreżyserowanym filmem, który wciąga i elektryzuje. Ale tylko do pewnego momentu - z chwilą gdy Tyler formuje swoją armię, film siada, jego energia gdzieś ulatuje, historia przestała mnie interesować. Może nie tyle gwoździem do trumny, co najsłabszym ogniwem scenariusza jest motyw rozdwojenia osobowości; lepiej byłoby uczynić Durdena autonomiczną postacią. Co prawda świetna ostatnia scena rekompensuje nieco mega czerstwy finał i wcześniejsze 30-40 minut, ale to i tak za mało, by uznać FC za film w pełni satysfakcjonujący. Niemniej to i tak bardzo mocna pozycja w filmografii Finchera i prawdziwy popis jego warsztatu.

Odpowiedz
#51
Obejrzałem kolejny raz po dłuuugim czasie. Mam mieszane uczucia.

Cały film kręci się wokół anarchistycznej rewolucji - tak głupiej, że mam wrażenie, że albo scenarzysta ma mnie za idiotę, albo sam jest idiotą. Bunt przeciwko konsumpcjonizmowi uskuteczniany tylko dzięki osiągnięciom konsumpcjonizmu; wykorzystywanie zdobyczy kapitalizmu (dom, produkty do wytwarzania dynamitu) możliwe dzięki zaszantażowaniu korporacji (czyli wykorzystywaniu uczciwie pracujących ludzi); buntownicy, którzy "walczą z systemem", ale kiedy jeden z nich potrzebuje pomocy medycznej, panikują i korzystają ze szpitala - który powstał właśnie dzięki temu systemowi.

Może to subtelna krytyka anarchizmu? Wszak wszyscy członkowie Fight Clubu to totalni debile - owce, które wyprano z osobowości na ich własne życzenie. Niestety w rozrachowaniu się z filmem przeszkadza mi brak motywacji i celu Tylera. Jego plan wysadzenia budynków banków jest zbywany JEDNYM ZDANIEM. Jedno zdanie w całym filmie jest poświęcane temu, czemu właściwie ma służyć cała misternie uknuta intryga! I to zdanie na dodatek jest koszmarnie durne.

Zamach ma "pozwolić ludziom zacząć jeszcze raz od równego poziomu"? Przecież większość długów i majątków magicznie nie zniknie, kiedy ktoś wymaże je z pięciu komputerów. A nawet jeśli plan się uda, to jego wprowadzenie w życie spowoduje totalny chaos i śmierć milionów, a nie lewacką sielankę. Padną choćby szpitale, od których - jak wiele razy udowadniano w filmie - ci wszyscy kretyni są kompletnie zależni. I bohater wydaje się tego całkowicie nieświadomy.

Jednym słowem: film fajny realizacyjnie, ale fabularnie... wątpliwy, i nie jestem pewny, czy takie było zamierzenie reżysera. Rzecz tak głupia, a zarazem tak pewna własnej błyskotliwości, że nieświadomie parodiuje samą siebie.

Albo dzieło geniusza. Ale raczej nie.

Odpowiedz
#52
Ten film jest do tego stopnia przesycony ironią, że raczej wolę wierzyć w błyskotliwość scenarzysty - generalnie, jak piszesz, ta opcja ma zwyczajnie więcej sensu.

Tylko, że właśnie - nie oglądałem tego filmu od niemal 10 lat. Dla mnie ten film zabija jednak inna rzecz - jest cool aż na siłę, w czym przypomina mi pochodzącego z tego samego roku "Matrixa" Wachowskich.


Swoją drogą chętnie sprawdziłbym jak to wszystko wygląda u Palachniuka. Czytał ktoś?

Odpowiedz
#53
Fajt Klab łykają nastolatki. Sam nim byłem w poprzedniej epoce, więc wiem, jak łatwo można się podjarać tym filmem. Wojtek z Gazowni ciągle się nim jara, to jedno z jego najulubieńszych dzieł Uśmiech Niemniej realizacyjnie to klasa, tu zgoda.

Odpowiedz
#54
(14-05-2013, 20:25)military napisał(a): Może to subtelna krytyka anarchizmu?
Subtelna? Toć Fajt Klab to tak oczywista krytyka dla taniego buntu, jak to możliwe. Tak, członkowie organizacji to totalni debile po praniu mózgu, które zrobił im Tyler. Tak, ich cel jest głupi. Z jednej gęby uciekają w inną gębę. Z jednych więzi w drugie. Wcale się nie wyzwalają, tylko zakładają inne kajdany. Zawsze wydawało mi się, że tego mega-oczywiste w filmie. Choć wiadomo, i dziś ludzie myślą, że to piękny film o wyrywaniu się z ciemiężącego nas konsumpcjonizmu (bo gadki Tylera są naprawdę cool i mają sens niekiedy).

Warto też pamiętać, że ich plan nie jest dziełem genialnego ekonomisty i socjologa, a szarej drony biurowej cierpiącej na bezsenność, która kolekcjonuje rzeczy z katalogu Ikei.

Odpowiedz
#55
Crov, ciebie też zniewoliła kanapa z Ikei?


Odpowiedz
#56
Tylko że w filmie nikt, nawet główny bohater (nieświadomy swoich jazd, mający odzwierciedlać emocje widza i wprowadzać go w ten świat) nie ma najmniejszych uwag wobec samego buntu. Wszyscy radośnie go akceptują - nawet postaci, którym mamy kibicować, z którymi mamy się zżyć. Absolutnie nic nie sugeruje, że to nie jest na serio - poza samą głupotą całej idei. Sorry, ale to za mało: Holly jest tak zrypane pod względem lewizny, że nie chce mi się wierzyć, że Fincher z ich ideologii robił sobie ordynarne jaja.

Odpowiedz
#57
(14-05-2013, 20:45)Mental napisał(a): Crov, ciebie też zniewoliła kanapa z Ikei?

Mnie zniewoliła pizza i dlatego mój brzuch je kolekcjonuje.

Odpowiedz
#58
Czyli prawie tak jak mnie McDonald.


Odpowiedz
#59
military, wolałbyś aby ktoś wprost z ekranu walił komunałami w stylu to jest dobre, a to jest be?

Na tym chyba to polega, aby obejrzeć i samemu wyciągnąć wnioski, chociaż współczesne Hollywood stara się abyśmy o tym zapomnieli. Jak już sam pisałeś, to jest zwyczajnie przegięte = ironia pisana capslockiem.

Sam Fincher wyszedł z popkultury (teledyski emtiwi!) i inne podejście z jego strony świadczyłoby o lekkiej schizofrenii.

Przez was muszę powtórzyć ten film, a wcale nie miałem tego w planach. Już wolałbym się zabrać za "Grę".

Odpowiedz
#60
(14-05-2013, 20:48)military napisał(a): Tylko że w filmie nikt, nawet główny bohater (nieświadomy swoich jazd, mający odzwierciedlać emocje widza i wprowadzać go w ten świat) nie ma najmniejszych uwag wobec samego buntu. Wszyscy radośnie go akceptują - nawet postaci, którym mamy kibicować, z którymi mamy się zżyć. Absolutnie nic nie sugeruje, że to nie jest na serio - poza samą głupotą całej idei. Sorry, ale to za mało: Holly jest tak zrypane pod względem lewizny, że nie chce mi się wierzyć, że Fincher z ich ideologii robił sobie ordynarne jaja.
Ale główny bohater ma problemy psychiczne i jest osią napędzającą wszystko, więc dlaczego miałby to szczególnie kwestionować? Cały film jest o tym, że coś jest z nim nie tak. Nie wiem na ile Fincher robił to wszystko umyślnie, ale dla mnie to jest jednoznaczna ironia i krytyka takiego bezmyślnego buntu.

Inna sprawa, że później bohater chce to powstrzymać. No i czy mantra "He's name is Robert Paulsen!" Cię nie rozbawiła? Narrator mówi o Bobie jako o człowieku, a jego koledzy z organizacji odbierają to jako lekcje czy coś w tym stylu. Jak dla mnie to czarny, przesączony ironią humor. Jakaś ludzka strona Tylera się odzywa i widzi martwego człowieka, ale jego pobratymcy już nie widzą człowieka, a cegiełkę na rzecz nowego porządku świata. Durden mówi o tym, że korporacje nas programują, samemu programując swoich ludzi.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości