Ankieta: Jak oceniasz "Godzilla: King of the Monsters"?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Godzilla
Ja poczekam na sequel do Shin Godzilli, z tego co się orientuje to właśnie przez Monsterverse nie mogli ruszyć z sequelem od razu.

Odpowiedz
Sequela do "Shin Gojira" nie będzie. Będą robić kolejny reboot który ma być początkiem nowego uniwersum.

"Shin Ultraman" i "Shin Kamen Raider" będą za to tworzyć tematyczną serię.

Odpowiedz
Głupie jak but, ale efekty naprawdę są niczego sobie, oczywiście nie zawsze, bo jest też masa słabych, niepotrzebnie CGI ujęć.
Masę gównianych fabuł człowiek w życiu widział, ale muszę przyznać że mam problem ze znalezieniem w pamięci bardziej bezsensownego wątku niż "przygody" Eleven, grubego nastolatka i grubego murzyna. Niby na końcu mają na coś wpływ, ale wszystkie inne ich sceny wywołują pytanie "po co?"
Dla tego typu filmów mam ocenę 4/10. Jak wypada w porównaniu z innymi filmami serii? To bez znaczenia, bo wszystkie to pozycje z cyklu obejrzeć i zapomnieć.

Odpowiedz
Paczul z Weszło recenzuje ten film od 1:22 podczas quizu ;)

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Skupienie Pieli w trakcie słuchania, co Paczul pierdoli jest zacne :D

Odpowiedz
Najbardziej męczące dwie minuty, jakich doswiadczylem w tym tygodniu. Jak sluchanie najebanego typa, którego skądś tam znasz i przysiadł się w pubie, bo zobaczył wolny stołek.

Odpowiedz
No, cały Paczul :D Myśli, że jest śmieszny, ale wali żenadą, a kumple się śmieją z jego sucharów, żeby nie było mu głupio i smutno.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz



:)

Odpowiedz
Wciąz się zastanawiam kto to gówno ogląda...

Odpowiedz
To juz oficjalne. Legendary prowadzi rozmowy z Wingardem by ten wyrezyserowal kolejny film z monsterverse.
I bardzo fajnie.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Oho:

Odpowiedz
Dzisiejszy pokaz w warszawskim IMAX rozpoczął się z prawie 40-minutowym opóźnieniem, bo nie było wizji :D Ale jak już wizja wróciła, to całość wjechała dość gładko. Nie podobało mi się to aż tak, jak poprzednia część, ale kurde, człowiek starym dziadem już jest, a wciąż serce bije mocniej, gdy wku*wiony Godzilla pojawia się na ekranie.

Odpowiedz
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(31-03-2021, 22:17)OGPUEE napisał(a): - Kong jak wstaje na początku filmu w swym Truman Show, to powinna lecieć piosenka ze Shreka.
No i ktoś spełnił me prośby :)

Odpowiedz
Grzecznie poczekałem, aż będzie w kinie, no i oto jestem po seansie.
Film rzeczywiście bardziej w stylu "Pacific Rim" i to obu części - do pierwszej części bliżej wizualnie (Hong Kong), do drugiej fabularnie (
).
Co mogę powiedzieć - nie ma szału, ale bawiłem się nawet spoko. W sumie przypadło mi do gustu najbardziej z Monsterverse - głupie to, ale rozrywkowe, w przeciwieństwie do dwóch nadętych części "Godzilli", w których na próżno szukać rozrywki ("Wyspa Czaszki" to co innego - była głupia i rozrywkowa, ale nie umiem jej oglądać bez porównywania z "King Kongiem" Jacksona i wtedy ten nowszy film wypada bardzo blado).

Walki wreszcie są czytelne. Jak ktoś idzie na naparzające się potwory, to dostaje naparzające się potwory. Nie ukrywa się tu ich za kłębami dymu, strugami deszczu, śnieżycą i czym tam jeszcze, jak to się działo w poprzednich "Godzillach". Same starcia gigantów mogą się podobać. I podobały mi się, choć nie mogę powiedzieć, żeby mnie wgniotły w fotel. To znaczy na pewno wypadły najlepiej spośród filmów z Monsterverse, ale jak już porównać do "Pacific Rim", to słabiej (a przyznam się nieśmiało, że nawet starcia w "Pacific Rim 2" podobały mi się bardziej niż w "Godzilla vs Kong" - ale to pewnie tylko ja tak mam).

Aha, wreszcie ludzkie postacie budziły moją sympatię. Nie są tak bezpłciowe, jak to dotąd bywało - na szczęście nie ma powtórki z "Godzilli" Edwardsa, gdzie po prostu nie dało się przejmować losami pozbawionego osobowości żołnierza i jego pozbawionej osobowości żony-pielęgniarki. Przy "Godzilla vs Kong" akurat nie rozumiem trochę narzekania na postacie, bo wypadły lepiej niż w trzech poprzednich filmach. Myślałem, że gruby dzieciak i gruby Murzyn będą mnie wkurzać, ale w sumie to nie - dzieciak mnie nie irytował, Murzyn może trochę bardziej, ale i tak był do przełknięcia.

Co mi się nie podobało, to nierówny czas ekranowy tytułowych bestii. Jak się robi taki crossover, to warto to jakoś bardziej wyważyć, zapewnić obu przeciwnikom mniej więcej równą uwagę. Tutaj tego nie ma - film opowiada o Kongu, a Godzilla pojawia się od czasu do czasu jedynie na potrzeby walk z małpiszonem. Trochę bieda. Zwłaszcza, że tytuł to "Godzilla vs Kong", a nie "Kong vs Godzilla". W sumie powinno się nazywać "Kong 2", to by najlepiej obrazowało, z czym mamy do czynienia.

Jakby to ode mnie zależało, dodałbym też do filmu jakieś 15 minut, bo miałem wrażenie, że prześlizguje się on po wszystkim zbyt pobieżnie. Nie uwierzycie, że to piszę, bo chyba przy żadnym monster movie w historii nikt nie zgłosił takiego postulatu, ale chciałbym więcej czasu ekranowego dla ludzkich postaci - ot, żeby jakoś pogłębić ich relacje. Co poradzę, fajnie mi się ich oglądało (bardziej w wątku Konga) i zabrakło mi jakiegoś większego zagłębienia się w tych bohaterów i ich interakcje. Wszystko jest takie... no właśnie, pobieżne. Jak to, że, kurde, prawie każdy ma tu jakiś wątek, że ktoś mu zginął (brat, żona, rodzice) - i jest to tak po prostu rzucane jako informacja, z której w sumie niewiele wynika, bo te wątki nie są eksplorowane dalej.

Oprócz tego wydłużyłbym nieco same starcia tytanów. Brakuje mi tu jakiejś podbudowy, jakiegoś napięcia. No właśnie, film totalnie nie ma klimatu. Potwory się spotykają, tłuką się, i wszystkie walki kończą się dość szybko w sposób jakiś taki, no, bezceremonialny. Tak jak "Godzilla" Edwardsa dobrze budował napięcie, tylko nic z tego nie wynikało, bo samych starć nie dane nam było zbytnio zobaczyć, tak tutaj mamy na odwrót - od razu przechodzi się do bitki, bez żadnego budowania napięcia. Jak w tej, znanej ze zwiastunów, scenie, gdy Kong ryczy na kryjącego się pod wodą Godzillę, a ten od razu wyłania się z wody z rykiem. Brakuje tu wszędzie jakiegoś, bo ja wiem, wyczekania, zbudowania klimatu - żebym miał poczucie, że te sceny akcji mają jakąś wagę. Nie ma tu tego - potwory się naparzają, ale walki nie mogą odpowiednio wybrzmieć - nie czuć ani grozy, ani fascynacji, ani ich majestatyczności (to akurat poprzednie filmy dużo lepiej oddawały). Chociaż ta finałowa walka mogła być inaczej zrobiona, ale nie - też rozgrywa się szybko i kończy tak sobie.

Dobrze za to, że nie pozostawiono niedomkniętych wątków i nawet nie zaserwowano żadnej sceny po napisach, dzięki czemu film może robić za pełnoprawny finał serii.

Odpowiedz
(17-06-2021, 13:28)al_jarid napisał(a): Nie uwierzycie, że to piszę, bo chyba przy żadnym monster movie w historii nikt nie zgłosił takiego postulatu, ale chciałbym więcej czasu ekranowego dla ludzkich postaci - ot, żeby jakoś pogłębić ich relacje. 

Ja tam wierzę. Jak są dobre postacie, to czemu nie? Aliens się kłania.

Przykładowo, kręcąc się w godzillowych klimatach, w Ebirze - potworze z głębin był całkiem fajny wątek ludzki. Podobnie w King Kong kontra Godzilla i Mothrze (1961) były pamiętne postacie. Zresztą w Synu Godzilli bardziej mi się podobały sceny z ludźmi niż z potworami :).

Odpowiedz
To dzisiaj obejrzałem to najnowsze anime z Godzillą na Netflixie - Jet Jaguar vs. Rodan: Singular Point. Tak na świeżo:

- Fabuła nie taka głupia. Przynajmniej starają się wyjaśnić działania kaiju i Singular Pointów naukowym bełkotem, którego jest sporo i czuć, że zależało scenarzystom na wiarygodne przedstawienie świata.
- Podobnie jest z niektórymi kaiju - Rodany dość fajne i podoba mi się, że zmniejszają skalę na bardziej wiarygodną.  
- Można kręcić nosem na dość późne pojawienie się Godzilli i oszukańcze teasowanie jak
- Jednak jest za długie. Max 8 odcinków by starczyło.
- Animacja jest ładna.
- Bohaterowie ujdą. Lepiej niż w MonsterVerse.

W sumie takie anime z potworami jest OK. Mam wrażenie, że dali Godzillę i spółkę, bo się lepiej sprzeda. Tu jakoś odczuwam korporacyjny brak odwagi Toho - Salunga jest ewidentnie inspirowany Gabarą z Rewanżu Godzilli, ale ktoś uznał że "nie, nie bedziemy brać potwora z najgorszego filmu z Godzillą". Ale Jet Jaguar z równie chujowego Godzilli kontra Megalona pojawia się, bo u fanów ma powodzenie (i całkiem fajnie go zrobili przerabiając go z kuzyna Ultramana ze wsi na prymitywnego mechę). Zresztą od dawna mam wrażenie, że Toho w gruncie rzeczy nie chce poważniejszych zmian odnośnie swej najpopularniejszej franczyzy (a te rzekome są bardziej na pokaz).

Odpowiedz
Zawsze byli dziwaczni. Teraz wszyscy czekają na ogłoszenie jakiejś większej gry, a jedyne co otrzymujemy to takie na telefon. I tak od paru lat.
Ta ich czwarta seria to pewien paradoks bo z jednej strony jest dość eksperymentalna pod względem formy (głównie designu) ale z taką treścią nie mogą tego ciągnąć w nieskończoność. Godzilla jest chyba najsłabszym ogniwem i Toho samo jest sobie winne bo zdecydowali że będzie tylko i wyłącznie "siłą natury" bez emocji i osobowości. Czyli absolutnym przeciwieństwem do potwora z dwóch pierwszych serii i Final Wars, gdzie nie tylko miał osobowość ale rozwijał się jako postać. Już w latach 60. Tanaka zorientował się, że jeśli chcą wprowadzić więcej potworów do stałej obsady i robić więcej filmów, muszą być pełnoprawnymi postaciami. Wg Wingarda Toho chciało wymusić zmiany na Godzillę w filmach Legendary, ale na szczęście zostali olani. Tzn. gdy mają jakieś obiekcje znajdują sposób by je obejść. A Goji w wersji Legendary jest jednym z najpopularniejszych także wśród Japończyków dlatego, że jest nieco bardziej skomplikowany. Dali mu inteligencje, ma własny team (głównie swoją królową, ale może będzie miał więcej interakcji z innymi w przyszłości), ma nieco inne relacje z ludźmi, przeszłość, pozycję, obowiązki. Niewiele potrzeba, by zrobić coś odrobinę ciekawszego niż stanie w miejscu przez 90% czasu.

Odpowiedz
Podobne problemy Toho robili przy serii komiksowej od IDW. Reżyser Wielkiej bitwy potworów Shusuke Kaneko w jednym wywiadzie wspominał, że więcej miał wolności w Daiei przy produkcji Gamery niż w Toho.

Co chciałbym zobaczyć? Gdzie Godzilla musi się zajmować swym dzieckiem (Juniorem z serii Heisei, a nie tą purchawą Minyą :). I z designem zbliżonym do Godzilla vs. Mechagodzilla 2, a nie tym z Kosmogodzilli) i bawi się w Teda Kramera ze Sprawy Kramerów i faktycznie to dobry rodzic, a nie jak w wcześniejszych produkcjach kandydat do wizyty opieki społecznej. W serii Heisei olali ten wątek, którego resztki faktycznie nadawały postaci głębi (odtwórca Godzilli żalił się, że wycięli sceny, gdzie potwór miał grać emocje). I niech film wprost powie, że to rodzone dziecko Godzilli i że gdzieś istnieje pani Godzilla.

Zresztą już za Heisei z tym wątkiem Toho spanikowało, bo Goji to "wielka siła natury" i zrobiło, że w wspomnianym Godzilla vs. Mechagodzilla 2 Junior to adoptowany syn itp. (to samo po latach spotkało Minyę), a z Rodana zrobili "przyrodniego brata" (gdy w filmie to zachowuje się rodzic, gdyż w pierwszym scenariuszu Rodanów miało być dwoje, w tym samica która miała być Fire Rodanem). Gdy w filmie ewidentnie to rodzone dziecko Godzilli, bo po cholerę za nim się uganiał. No, ale Goji to musi być wielka siła natury bez emocji.

Odpowiedz
W Heisei jeszcze jakoś bo w filmie z '84 Godzilla jest zdecydowanie beznamiętny, a nawet przygłupi. Przez resztę serii nie ma po tym śladu. W Godzilla vs. Biollante i do końca serii potwór będzie wyrzutkiem pełnym gniewu i jakby świadomy odmienności i co ludzi mu zrobili. I tu właśnie widać jego osobowość. Bo dla niego to osobiste porachunki. Gdy spotyka swojego genetycznego klona, nie wie jak zareagować więc zaczynają walczyć. Wycięto scenę w której po pokonaniu pierwszej formy Biollante, Godzilla wycofuje się i zdaje się płakać. Ogólnie zawsze jak wycinano takie sceny wymówką było tempo filmu. W Mechagodzilla II Junior to właśnie świetny dodatek bo dał Godzilli kogoś komu na nim zależy. Taką jedną jedyną bratnią duszę, pierwsze uczucie głębsze od samej złości. Uwielbiam animatronikę w scenie ich pierwszego spotkania, gdy po raz pierwszy przybiera łagodny wyraz twarzy. W pewien sposób Junior uratował go w tych ostatnich kilku latach życia.
Problemem są kolejne filmy, chociaż w większości je lubię ale gdzieś po drodze zniknął patos. Może dlatego nie udało im się utrzymać serii na długo. I teraz brną w te same błędy. Legendary trochę przywróciło trochę tej klasycznej empatii. Świat przedstawiony jest lepszy niż same filmy. I z pewnością ta wersja byłaby świetnym ojcem. Jeśli Junior powróci (albo nawet Godzilla dostanie tym razem córkę) pewnie nie skończy się happy endem (znowu). Drugi raz nie pozbawią go jego drogiej ćmy, bo ile można umierać i wracać.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości