Już wiem, dlaczego Hitman: Contracts nie jest sprzedawany na Steam. Okazuje się, że wszystko z powodu jednej piosenki "Rendezvous in Rotterdam", do której prawa wygasły. Żenada, jak dla mnie. Owszem, można kupić wersję pudełkową... ale kiedy płacę za coś, co się nazywa Collection, to chce dostać kolekcję a nie "selekcję".
Zastosuję się też raczej do Twojej ostatniej rady, Crov i zacznę od Kontraktów - gierkę, co prawda już zamówiłem, ale i tak będzie musiała poczekać na swoją kolej a to może trochę potrwać. Chyba, że mi się coś z czasem odmieni :)
GTA: San Andreas ukończone. To znaczy dojechałem do creditsów i zaliczyłem na ok. 60%. Mam trochę gier zaległych i przyznam, że chciałem ukończyć, jak najszybciej SA, żeby przejść do kolejnych tytułów, chociaż gra zupełnie nie zasługuje na takie traktowanie, bo jest po prostu kurde-faken-jebista :) Nie będę tu odkrywał Ameryki, podzielę się jednak takim spostrzeżeniem, że trochę żal, że niektórych z pomysłów nie "skonwertowano" do Red Dead Redemption. Mam tu na myśli głównie motyw przejmowania terenów i kompletowania gangu. Można było to śmiało wykorzystać, np. aplikując w RDR przejmowanie jakichś ziem, farm, itd. A zbieranie gangu to się rozumie samo przez się - fajnie by było porobić jakieś skoki na bank, na pociągi i tak dalej, ale nie powiązane z główną osią fabularną...
No, nieważne. San Andreas super sprawa. Fabuła może nie aż tak porywająca, ale generalnie wczucie się w postać i obcowanie z innymi charakterami daje dużo radochy. Dużo dobrego humoru przy tym. Z drugiej strony niektóre akcje srogo przegięte, jak latanie myśliwcami, ataki na bazy wojskowe, plecak rakietowy :)
Najbardzej frustrująca misja: szkoła latania wg Toreno, co ja się nakląłem przy tej misji! W ogóle wszystkie związane z lataniem, a w każdym bądź razie większość z nich, cholernie irytująca. Twórcy doskonale chyba o tym wiedzieli, bo przed skokiem na Kasyno Kaligula jest fajna rozmowa, w której wszyscy wzbraniaja się przed poprowadzeniem śmigłowca, i w końcu CJ z rezygnacją w głosie mówi: Okej, ja polecę. :)
Na rozrywki poboczne dużo czasu nie poświęciłem, więc się nie wypowiadam. No, może fajnie było czasem pograć w bilard, natomiast gry hazardowe nie dostarczały ani grama tych emocji, jak partia gry w Kości Kłamców czy Pokera w RDR.
Odpaliłem GTA IV. Powiedzcie mi, co jest z tą grą? Wszystkie nowe gry chodzą mi jeśli nie na najwyższych ustawieniach, to gdzieś tak pomiędzy medium i high. Ta natomiast tnie niemiłosiernie na najniższych ustawieniach przy rozdzielczości 800x600. Co do k....?! Nie miałem dotąd problemu ani z Battlefield 3, ani z Deus Ex: Human Revolution, a tu kuźwa kicha niemiłosierna. Nie da się normalnie grać. No, może grać się da, ale to pierwsze misje, nie wyobrażam sobie jakichś zaawansowanych pościgów itd. w późniejszych etapach.
Chujnia z grafiką to raz. Druga sprawa. Mam grę na Steam, ok moja wina :) Jednak poza tym musiałem zarejestrować się na jakimś Social Club Rocstara, a potem jeszcze na Windows Live! i to wszystko chodzi gdzieś tam w tle. Nie mogłem nawet robić "sejwów" bez tego drugiego. Pieprzę te wszystke achivementy, do szczęścia mi to potrzebne nie jest ani takim kozakiem nie jestem, żeby jakieś szczególne osiągnąć. Po ki czort mi to wszystko. Czemu nie można normalnie, na dysku, jak Pan Bóg przykazał?
Acha, zainstalowałem najnowsze sterowniki do karty. Cuś tam lepiej niby jest, ale tylko na najniżyszych ustawieniach. Naprawdę, powiedzcie mi, że jest jakiś fix, patch, czy coś tam, bo nie wyrobię. Btw, myślę, że gry na Steam są zaktualizowane do najnowszych wersji, ale nie wiem, gdzie to w przypadku GTA sprawdzić.
Bezcelowy, GTA zapisuje stany gry na dysku i nie trzeba łączyć się z Windows Live, fakt to gówno musi być zainstalowane, ale można utworzyć konto offline i po sprawie.
Patcha nowszego niż 1.0.7.0. nie ma i uruchamianie gry bez niego mija się z celem :)
Tu znaczy, że go jednak mam. Może trochę przesadziłem z tą niemożnością grania, ale faktem jest, że mogę to robić tylko na najniższych ustawieniach. Gra nie chodzi "wolno", ale mam wrażenie takiego jakby rwania, braku płynności. Spadkiem klatek bym się tak nie przejmował, ale te "skoki" i "szarpanie", choć trwające ułamki sekund są wybitne denerwujące. Nie wiem, chyba sobie w tym przypadku odpuszczę i kupię na X360, bo klimacik mi się podoba bardziej niż w SA.
Na konsoli oczywiście śmiga jak ta lala, kup koniecznie, obowiązkowo razem z Episodes From Liberty City, bo to niby DLC, a tak naprawdę to pełnoprawne, zazębiające się z fabułą IV tytuły, do tego każdy z własnym klimatem i stylem.
Ponownie przechodzę swoją pierwszą grę na PS3, czyli Uncharted: Drake's Fortune i wiecie co ? Gra wymiata !
Graficznie widać, że produkcja się postarzała, ale mimo wszystko wygląda bardzo dobrze.
Jeżeli chodzi o mechanikę rozgrywki to brakuje systemu walk z U3, gdzie można połączyć wszystko szybko i sprawnie w kilka niezłych kombosów. Tutaj niby też jest to możliwe, ale nie sprawia takiej frajdy.
Bardzo przeszkadza wybór granatu poprzez opcję uzbrojenia. W poprzednich częściach wciskasz L1 i R2 i koniec. Oczywiście da się przyzwyczaić, ale na początku doskwiera to niesamowicie.
Fabularnie jest świetnie, a i czarny charakter daje radę. Przyjemnie ogląda się jak rodzi się fascynacja i uczucie między Eleną i Natem.
CO do trudności. Gram na poziomie Hard i jest dużo łatwiej niż w U3, a może po prostu 40h spędzone na zdobywaniu platyny w Oszustwie Drake'a i godziny gier sieciowych pozwoliły mi się wyrobić :)
Ogólnie fajnie wrócić do początków naszego bohatera.
Szkoda tylko, że w pozycji Kolekcje Trofeów coś mi się zacięło i mam ciągle 0% mimo, że zdobyłem sporo skarbów, itp.
Kocham moment kiedy scena z tego arta pojawia się w grze :)
Instaluję właśnie L.A. Noir. Szerszą relację z tego wiekopomnego ;) wydarzenia zdam później, ale póki co, znowu przed instalacją trzeba było zainstalować kolejne social Rockstar gówno, które mi potrzebne do wuja wafla nie jest. Czy w dzisiejszych czasach nie można po prostu zainstalować gry bez zbędnych pierdół dla dzieciaków, które lubują się w chwaleniu na fejsbukach, tłiterach i naszoklasach tym, co takiego szczególnego udało im się dokonać joypadem? Programiści lepiej by poświęcili więcej czasu optymalizację, zamiast na tworzenie tych śmiesznych stron, portali i dashboardów.
Nie wiem, jakie jest Wasze zdanie na ten temat, ale ja chyba naprawdę odkurzę X360, do którego nie mam nawet karty WiFi i tym samym nie bedę musiał się pieprzyć z instalowaniem wszelkiej maści zamulających system gówien. Albo rzeczywiście wrócę do grania w starsze gierki, które mnie przez czas mojej growej absencji ominęły, z czasów, w których developerzy jakoś potrafili się obyć bez tej szpiegowsko - inwazyjnej manii internetu socjalnego.
No, toż właśnie mówię. Co konsola, to konsola (pod pewnymi, ww. względami :)Mimo moich wcześniejszych obaw - które pojawiły się dzisiejszego poranka ;) po odpaleniu GTAIV - okazało się, że L.A. Noir chodzi jak złoto! Gra jest śliczna, "mordki" postaci robią naprawdę piorunujące wrażenie, gameplay nie intensywny (przynajmniej na razie) a na to liczyłem. Po przejściu tutorialu wbiłem się już w garniak, i jak do tej pory mogę powiedzieć, że dostałem to, czego oczekiwałem po tej grze. Normalnie, pewna rzewność mnie ogarnęła, bo i klimacik który lubię (fabularnie) i gra przypomina mi czas, kiedy grało się w i . Takiej gry mi brakowało - trochę akcji, dużo tropienia, policyjna robota. Wiem, wiem, słyszałem narzekania, że gierka trochę prowadzi za rączkę i jest dość liniowa, ale takie też były przygodowki kiedyś (no, może z pominięciem prowadzenia za rączke). Na razie jestem zachwycony :)
Kilka godzin gry w L.A. Noir za mną i muszę przyznać, że w pewnych aspektach gry nie jest tak różowo, jak mi się na początku wydawało. Odczuwam pewien niedosyt, pewne zmarnowanie potencjału. Gra się, owszem przyjemnie, ale pewne, że tak to ujmę, stałe elementy gry powtarzające się każdym niemal śledztwie stają się po pewnym czasie irytujące.
Mam na myśli głównie szukanie tak zwanych śladów, czy raczej trafniej ujmując istotę rzeczy, wskazówek. Nie chodzi mi tu o to, że każde miejsce zbrodni, mieszkania świadków czy podejrzanych trzeba centymetr po centymetrze przeszukać, bo to wynika ostatecznie z tego, że tak właśnie powinno się czynić w postępowaniu śledczym. Drażni mnie jednak to, że łączenia dowodów i wskazówek nie pozostawia się graczowi - po prostu jeśli jakiś dowód jest ważny dla śledztwa, to dowiadujemy się o tym od razu po jego znalezieniu i oględzinach. I chociaż jakiś dowód wygląda nieraz na podejrzany i związany z danym przypadkiem (np. nóż sprężynowy znaleziony w krzakach, nieopodal zwłok zaszlachtowanej kobiety) to i tak nasz dzielny detektyw z miejsca oznajmia, że "to nie ma nic wspólnego ze sprawą". Przy okazji wspomnię o tym, że raz zdarzyło mi się znaleźć narzędzie zbrodni przed tym, nim wspomniał o nie w późniejszej rozmowie koroner, ale mi tego dowodu nie "uznało" za znaczący w momencie, w którym go odkryłem. W tym wypadku, mam nadzieję, że był to jakiś jednostkowy bug, bo jeśli jeszcze kolejność odnajdywania wskazówek określona jest przez skrypt to byłoby dużo bardziej niefajnie...
A'propos skryptu - zamknąłem właśnie szóstą (nie licząc misji treningowych z "Patrolu") sprawę - "The Red Lipstick Murder" i zastanawia mnie jedno: czy w tej grze można nie rozwiązać zagadki. Do tej pory okazuje się, że znaleźć sprawcę można dość szybko, gorzej z udowodnieniem winy. Po pierwsze, trzeba posiadać odpowiednie informacje, po drugie odpowiednie dowody. Przyznam się, że ostatnie śledztwo zamknąłem z raczej marnym wynikiem, bo postawiłem tylko jedną właściwą kwestię na 7 możliwych. No i mimo, że morderca poszedł za kratki, to jeden niewinny człowiek został przeze mnie "na dołku". W innej sprawie przeszukałem miejscówkę podejrzanego, znalazłem silne dowody, żeby go w przesłuchaniu złamać, ale przez nieopatrzność wyszedłem nie tymi drzwiami, co trzeba. A tam już czekała zgraja oprychów z innego wątku tej sprawy, zaczęła się wymiana ognia i... już nie moglem wrócić do przesłuchania łotra - a sprawę i tak ukończyłem (oczywiście, z wynikiem takim sobie).
Zastanawiam się, czy przy drugim podejściu, przez pewne zagrania mógłbym pociągnąć niektóre wątki inaczej - no, ale chyba liczę na trochę wiele, chociaż nie wykluczam, że pewne momenty śledztwa mogą się od siebie różnić.
Elementy zręcznościowe - tu mechanika jest podobna, jak w przypadku Red Dead Redemption. W strzelaninach system osłon działa podobnie, wymiana ognia jest przyjemna, ani za trudna, ani za łatwa. Chociaż przyznam, że tzw. city crimes, które pojawiają się losowo w trakcie jazdy policyjną gablotą brakuje pewnej finezji i pomysłowości. Ot, pościg za przestępcą (samochodowy i pieszy), udaremnienie napadu na bank. Owszem, bywają też ciekawsze, ale ogólnie dość schematyczne i łatwe do odfajkowania (jest ich 40, i zauważyłem, że z każdą kolejną stopień trudności i komplikacji jest trochę wyższy, więc może z czasem nie będzie tak lekko). Strzelaniny, pościgi i temu podobne wchodzą również w skład spraw głównych, i tam są nieco bardziej urozmaicone i trochę trudniejsze.
Pojazdów w grze jes podobno 95. Dla mnie, póki co wszystkie wyglądają podobnie, ale to już taka epoka, a ja się na samochodach nie znam. I tak przeważnie jeżdżę policyjnym, więc dla mnie mogłoby być i 400 pojazdów i nie zrobiłoby mi to w tej grze różnicy. :) Jeśli chodzi o "swobodne jeżdżenie" to o ile nie mam ochoty "złapać" jakiegoś "miejskiego przestępstwa" to sobie to odpuszczam. Miasto wygląda ładnie, ale jakoś mnie zwiedzanie nie pociąga szczególnie. Oddaję kierownicę partnerowi i od razu jestem przenoszony do miejsca docelowego (to tak odnośnie wcześniejszego narzekania na konieczność powtarzania żmudnych tras w GTA). Novum w jeżdżeniu jest to, że jako stróż prawa musimy zwracać szczególną uwagę na to, by nie przejeżdżać i zabijać obywateli, tudzież nie niszczyć mienia miejskiego i samochodu służbowego. Wszystkie nasze "wykroczenia" wpływają niekorzystnie na raport końcowy a szkody zostaną nam policzone w dolarach :)
No i na koniec, o przesłuchaniach. Moja największa bolączka, jak do tej pory. Problem w tym, że ze słuchu, to ja angielski trochę gorzej rozumiem, niż z czytania, więc włączyłem sobie napisy. I kłopot w tym, że nieraz nie nadążam za tym, co mówi przesłuchiwany (z czytaniem znaczy się), bo obserwuję jego twarz, co jest w tej grze cholernie ważne i często też kluczowe. No, ale to już mój problem...
Tak więc, podsumowując - póki co, gra mi się podoba, chociaż pewne rzeczy, gdybym mógł, rozwiązałbym inaczej. Przede wszystkim więcej pozostawiłbym kreatywności i inwencji gracza. Byłoby trudniej, ale na pewno bardziej, khm, realistycznie.
L.A. Noire ma znacznie lepszą drugą część fabuły kiedy wkraczamy do Wydziału Zabójstw a następnie do Wydziału ds. Narkotyków. Kiedy partnerem zostaje Roy zaczyna się jazda na całego.
To co mnie uwiera w tej grze to liczba pościgów na piechotę...masakra. Ale gra fajna, mimika twarzy wymiata ;)
I kłopot w tym, że nieraz nie nadążam za tym, co mówi przesłuchiwany (z czytaniem znaczy się), bo obserwuję jego twarz, co jest w tej grze cholernie ważne i często też kluczowe. No, ale to już mój problem...
Wyjdź do menu i wybierz LOG - masz zapis całej rozmowy. Jak dla mnie przesłuchania są dość łatwe bo jak klient coś ukrywa to rozgląda się po suficie.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
08-01-2012, 11:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2012, 11:43 przez Snappik.)
Albatros, w tej grze nie ma znaczenia z jakim wynikiem skończysz misję. Możesz zamknąć niewinnego męża za zabójstwo żony, tym samym posyłając ich córkę do sierocińca, a i tak popchniesz fabułę do przodu. Nie da się zawalić sprawy. Oczywiście podchodząc do śledztwa po raz kolejny możesz przeprowadzić je nieco inaczej, doprowadzając tym samym do innego rozwiązania i lepszej końcowej noty. Ja osobiście totalnie olałem śrubowanie statystyk i parłem przed siebie, aż do finału.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
08-01-2012, 11:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2012, 11:45 przez Wawrzyniec.)
The X-Files: The Game - 12 lat przechodziłem tę grę. Najpierw próbowałem w wersji konsolowej, ale ostatni dysk był zbyt porysowany i zaciąłem się w końcówce. Potem w wersji PC - wykrzaczała się na amen w połowie. Potem na kolejnym systemie - znów się zacinała. Potem na emulatorach PSX - nie działały zbyt poprawnie. Wreszcie udało mi się przejść ją w całości na Windows 7.
Gdyby to był odcinek serialu, byłby całkiem fajny, bo historia jest ogólnie niezła i klimatyczna. Jako gra spisuje się średnio. W pierwszej połowie jest bardzo fajna - śledztwo jest ciekawe i niespieszne, ale w drugiej połowie wydaje się, że twórcom skończył się czas albo pieniądze, bo gra skacze z miejsca na miejsce, byle tylko jak najszybciej pozamykać wątki. Aż mi się przypomniał Fahrenheit - miał ten sam problem.
Wizualnie jest odpowiednio X-filesowato, dźwiękowo niestety gorzej. Główni aktorzy (bo nie gra się Mulderem ani Scully) wypadają raczej biednie. Końcówka jest tragiczna: próba zrobienia gry akcji z przygodówki point and click nie może skończyć się dobrze. Szkoda też, że z bardzo obszernego ekwipunku agenta korzysta się góra dwa razy. Wydaje się, że gra miała być o wiele bardziej rozbudowana, ale coś popsuło twórcom plany.
Ogólnie - wklimaciłem się i bawiłem całkiem nieźle, ale żadne dzieło to to nie jest. Fajny dodatek do X-files, ale jako gra - gorzej niż przeciętny. 5/10. Choć niektóre sekwencje - jak przeszukiwanie pustego statku - to mega-klimatyczne przebłyski geniuszu.
Snappik napisał(a):Jak dla mnie przesłuchania są dość łatwe bo jak klient coś ukrywa to rozgląda się po suficie.
Wiesz, mimika twarzy naprawdę wiele zdradza i - owszem - łatwo jest wyczytać z gęby przesłuchiwanego, że coś mataczy. Oczywiście, nie chodzi tylko o ten "oklepany" trik domorosłych psychologów, czyli "oczy w górę i lewą stronę" - występuje w tej grze przecież wiele różnych objawów szczerości, nieszczerości, obawy, strachu, skrywanej radości, złości, gniewu, itd. Postaci znacząco wykrzywiają usta w konkretnych, czasem trudnych do wychwycenia momentach, zagryzają wargi, a nawet zauważyłem, że czasem oczy zachodzą mgiełką, tudzież łzawią... Nie trzeba mieć fakultetu z psychologii - zwykłe obycie z ludźmi wystarczy, aby przekaz był czytelny i ten właśnie element w L.A. Noir jest, powiedziałbym, perfekcyjny.
Problem stwarza jednak powiązanie konkretnego zachowania z właściwą poszlaką. Co z tego, że nie uwierzymy postaci i że wiemy, że łże jak z nut, kiedy nie dysponujemy odpowiednim argumentem, by to udowodnić? Najjaskrawszy - jak dotąd - tego przykład był z przejęzyczeniem pewnego świadka - pytałem go o inną postać zamieszaną w śledztwo, wymieniając tylko jej nazwisko, a przesłuchiwana postać stwierdziła, że nie zna kogoś takiego, jak... i podała imię i nazwisko. My na to, że skąd wie, jak ma na imię podejrzany, a ona złapana na kłamstwie wali wprost, że "może gdzieś słyszała", a my musimy udowodnić, że nie, bo... i tu zaglądamy do kapownika, żeby walnąć ją namacalnym dowodem na to, że się znają i wg pewnego papierka dzielą nawet ten sam adres. O.K. w tym przypadku miałem dowód / wiedziałem którego dowodu użyć. Jednak czasem naprawdę ciężko uzasadnić motyw kłamstwa, bez wcześniejszego, wnikliwego researchu.
Śledztwo wbrew pozorom nie polega tylko na łażeniu i szukaniu dowodów. Czasami Phelps nie dzieli się głośno z tym, co zobaczył a czego my nie dostrzegliśmy. Zauważyłem to, na przykład w sprawie, zatytułowanej "A Slip of the Tongue" i dotyczy tego, co napisałem powyżej. Aby udowodnić kłamstwo ww. osobie, trzeba było wnikliwie zapoznać się z pewnymi dokumentami, na których widniał wzmiankowany wyżej "wspólny" adres. Czyli, czytanie dokumentów i zwracanie uwagi na detale też procentuje i to mi się, powiem szczerze, bardzo podoba :)
Fajny jest też dreszczyk emocji przed każdą kolejną sprawą - najpierw widzimy jej "tytuł", potem wprowadzenie w czarno - białej tonacji, w stylu zajawki przed serialowym epizodem. A potem do akcji wkraczamy my :)
Ogólnie, tak jak wspomniałem, dużo klimatu starych policyjnych przygodówek wkradło się do tej trochę takiej "nierockstarowej" gry. Domyślam się, że wiele osób błędnie oceniło tą grę, jako kolejny klon GTA i stąd jej umiarkowanie pozytywne oceny. Ja pokusiłbym się o postawienie tezy, że ze wszystkich znanych mi gier Rockstara ta jest najmniej w ich stylu, a z GTA ma wspólnego tyle, że jeździ się samochodami po mieście, no i pojawiają się "subtelne" nawiązania do tamtej serii, np. w dialogach typu "you are arrested for grand theft auto".
Bezcelowy gra w L.A. Noir, odcinek 128 - zamknięcie sprawy Czarnej Dalii ;)
Nie powiem, że jestem rozczarowany tym, kto okazał się mordercą Czarnej Dalii, albowiem spodziewałem się, że będzie to jedna ze poznanych wcześniej postaci. Myślałem jednak, że będzie to ktoś o wiele bardziej znaczący, a tymczasem otrzymałem klasyczne rozwiązanie typu: "mordercą okazał się kamerdyner / ogrodnik"... Przydałoby się nieco więcej wyjaśnień odnośnie tego "fabrykowania" dowodów, bo koleś w tym względzie musiał być niezłym mastermindem, a tymczasem tak głupio wpadł... no, ale chciał wpaść, jak się okazało. Typowe ;)
Natomiast ostatnie śledztwo w tej - wieloetapowej, można powiedzieć - sprawie, mimo, że żywcem ściągnięte z "Aniołów i demonów", to mi się podobało. Wreszcie wiem, dlaczego warto było pojeździć po L.A. i "poodkrywać" landmarki. Muszę się pochwalić, że wszystkie strofy (poza jedną) wiersza rozgryzłem sam - a podpowiedź do tej, której nie odgadłem otrzymałem wbrew własnej woli. To właśnie było bez sensu trochę, bo jeździłem autem i szukałem miejscówki, do której mógłby nawiązywać fragment wiersza Shelleya a tu Cole nagle doznał olśnienia i już na mapie miałem oznaczoną flagę, dokąd jechać.
Cóż, gra podoba mi się nadal, zaczynam nawet bawić się trochę w takie pierdółki, jak poszukiwanie "luksusowych", tudzież "wyjątkowych", ukrytych pojazdów... no i przeszedłem do Vice z nowym partnerem. Może być ciekawie...
Przy okazji - robi się niezależne spolszczenie i wygląda to naprawdę dobrze, profesjonalnie. Przyznam, że jak dotąd nie odczuwałem potrzeby grania po polsku, tak w L.A. Noir uważam, że by się to przydało. Zwłaszcza dla osób, którym ze słuchu angielski "wchodzi" gorzej. Pominąwszy już fakt, że "amerykański" angielski z lat 50 różni się poniekąd od współczesnego.
L.A Noire kupuję w lutym, może dorzucę do tego jeszcze Mafia 2, chociaż oceny ma raczej takie sobie.
Ale do rzeczy:
Uncharted: Drake's Fortune - zaliczone! Niestety nie wiem na ile przeszedłem całą grę bo nie aktualizują mi się do niej trofea (:/ będę musiał chyba skasować save i grać od nowa), ale obcowanie z pierwszą częścią przygód Natana to sama przyjemność.
Fabuła, postacie, kreacje, lokacje, akcja - wszystko na najwyższym poziomie. Grafika, która do tej pory robi niesamowite wrażenie.
Wszystko to sprawia, że te 8h i 25 min zleciało jak z bicza strzelił.
Dzisiaj odpalam U2 bo już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z naszą ekipą ;)