Gry
Cytat:No i to granie złego jest trochę przereklamowane, bo i tak nie ma jakiejś psychologicznej głębi tylko wybory "rozciachaj lub daj uciec"

Z jednej strony to prawda, jest trochę typowo RPG-owych opcji do wyboru. Z drugiej, nie zgodzę się z ich brakiem psychologicznej głębi. Większość "dobrych" wyborów to raczej pragmatyczne opcje, nie ma tutaj typowego "Nie zabijaj, bo to złe". Gdy możesz kogoś oszczędzić, jest to logicznie uzasadnione sytuacją, podejściem konkretnej frakcji i kogoś na pewno tym zdenerwujesz. Większość złych opcji też służy czemuś i wynika z pozycji jaką posiadamy, a nie byciu złym dla samego bycia złym (poza wyborami evil fun - te ewidentnie są tylko po to :)). Dodatkowo w walkach jesteśmy postawieni po stronie najeźdźcy - tak naprawdę zabijamy głównie dobre postacie.

Nie jestem pewien, czy zamknięcie się w czysto złych ścieżkach wyboru nie byłoby gorszym wyjściem. Ograniczasz wtedy znacząco swobodę wyborów, a pewnie też ograniczasz liczbę osób zainteresowanych grą.
I want to belive.

Odpowiedz
(20-11-2016, 21:21)Gladius napisał(a): Dodatkowo w walkach jesteśmy postawieni po stronie najeźdźcy - tak naprawdę zabijamy głównie dobre postacie.

No właśnie nie. Większość naszych przeciwników to zmory i ludzie wrogich frakcji (Chór/Wzgardzeni). Wybory też raczej ograniczają się do podbijania przychylność/wrogości u danych organizacji. Zabrakło mi wyborów "bez dobrych opcji", takich po których żałowalibyśmy konsekwencji. Po prostu szarości.

Grając drugi raz też jestem trochę rozczarowany, bo muszę przechodzić przez te same, często męczące, lokacje. Na początku leciałem z Chórem to zabijałem Wzgardzonych, teraz lecę z rebeliantami i jakiejś wielkiej różnicy nie ma, drugi akt wygląda niemal identycznie, tylko więcej mięsa do przemielenia.

Świat Tyranny jest ciekawy, ale jako gra PoE było znacznie lepiej dopracowane.

Odpowiedz
Dead Space 2 w końcu mam zamiar ograć do końca. Jakoś nigdy się nie złożyło - głównie dlatego, że głośny jak piła łańcuchowa Xbox działał mi na nerwy. Konsola wymieniona, gra wrzucona... i jest klimatycznie. Sequel w stylu Aliens w stosunku do Aliena, jakim był Dead Space - ale czy to źle? Jest nieco mniej klaustrofobicznie, dzięki czemu nie jest to prosta powtórka z rozrywki. Niestety jest też mniej residentevilowo, czyli mniej szukania rzeczy na własną rękę - gra praktycznie prowadzi korytarzem, rzadko są miejsca, w których można sobie połazić w różnych kierunkach (ale kiedy już są, klimat jest najlepszy).

No cóż. Na pewno wrażenie robi grafika i animacja, które nawet dziś wyglądają rewelacyjnie - w pełni wiarygodne środowisko. DS2 ma też - bez kitu - najlepiej wykorzystany motyw amnezji, jaki widziałem w grach. Jest świetny, bo nie odkrywamy WSZYSTKIEGO. Bohatera i tło już znamy z jedynki, tu jest tajemncą, co zaszło między zakończeniem a dwójką - choć można się domyślać. Dlatego to po prostu działa, zwłaszcza że amnezja nie jest wywołana walnięciem się w łeb, tylko jest świetnie wplątana w fabułę.

Dobrze się bawię. The Thing w kosmosie - jak można tego nie lubić? Gra straszy dość tanio - wyskakującymi nagle potworami - ale klimat jest sugestywny, a poza tym nikt nie udaje, że styl będzie inny. Przecież już pierwsza scena kończy się tak:

[Obrazek: maxresdefault.jpg]

Czasem człowiek ma ochotę na fajny, obleśny jump scare.:)

Odpowiedz
No i przeszedłem Dead Space 2 - gra na jakieś 10,5 godziny, przy czym w okolicach szóstej robi się męcząca. Kończy się horror, a zaczyna strzelanka z niedorzecznymi ilosciami głupio rozmieszczonych wrogów. Zalatwisz jednego - wyjdzie następny. Po nim następny. Po nim nastepny. "Dajcie mi już przejść dalej" - myślałem wkurzony, przedzierając sie przez drugą połowę gry już bardziej z przymusu, bo szkoda tyle czasu w to włożyć i zrezygnować.

Do samiuśkiego końca przy tym twórcy próbują straszyć nagle wyskakującymi przeciwnikami, ale oni NIE SĄ STRASZNI, jeśli nie stanowią żadnego zagrożenia. A nie stanowią na normalnym poziomie trudności. Na hardzie jest trudniej - i tak też gralem - ale walka z wytrzymalszymi przeciwnikami zrobiła się po prostu męcząca i pozbawiona emocji. Co więcej, w 1/3 gry widzieliśmy już wszystkich przeciwnikó, nowych nie będzie. Ok, jeden będzie, na końcu - wprowadzający wreszcie element napięcia (bo koleś jest niezniszczalny), ale za późno, drodzy państwo, i w złych proporcjach.

Fabuła z generalnie ciekawej robi się irytująca przez postać twardej babki, na której najmniejszego wrażenia nie robi nawet wydłubanie oka śrubokrętem. Heheszki się jej trzymają do samego końca, w pewnym momencie przypomina to bardziej Uncharted niż horror. Dżizas. Jak mam traktować poważnie "horror", skoro glówni bohaterowie żartują z sytuacji?

Nieumiejętnie napisana, niesatysfakcjonująca strzelanka z dobrym (choć rozwalanym przez dialogi) klimatem i zjawiskową grafiką. Mimo wszystko fajnie było zwiedzać stacje kosmiczną wykonaną tak dobrze. Coś koło 6-7/10. Jedynka to u mnie dyszka: perfekcyjna reżyseria i super klimat.

Odpowiedz
Ja od początku nie miałem wrażenia, że gram w horror, tylko w strzelankę i wydaje mi się, że ma to związek z mniejszą topornością sterowania niż w poprzednim Dead Space. W jedynce moja postać poruszała się dość powolnie, a responsywność celownika pozostawiała sporo do życzenia, co skutkowało tym, że czułem się dość niekomfortowo, a każda potyczka miała w sobie coś z zaskoczenia i zasadzki, przerywającej leniwą eksplorację statku. Bardzo klimatycznej i strasznej eksploracji. W sequelu sterowanie zostało poprawione i strzelanie nie sprawiało już żadnego problemu, mój bohater reagował błyskawicznie i horror ustąpił miejsca grze akcji.

Odpowiedz
Balans to duży problem tej gry, bo tak usprawnili strzelanie, ze musieli zwiększyć wytrzymałość potworów, żeby było jakieś wyzwanie - więc teraz trudność sprawia nie odstrzelenie nogi, tylko fakt, że trzeba w nią strzelić pięć razy, żeby odpadła. Bronie nie mają powera nawet po full dopakowaniu, przez co samo strzelanie jest niesatysfakcjonujące - a jest go masa.

Do tego naprawdę męczące są te chmary wrogów, i to nie takich jak dzieci występujące w grupach, tylko standardowi przeciwnicy, którzy spawnują się jeden po drugim. Przez nich gra się dłuży.

Odpowiedz
Cytat:Ja od początku nie miałem wrażenia, że gram w horror, tylko w strzelankę i wydaje mi się, że ma to związek z mniejszą topornością sterowania niż w poprzednim Dead Space. W jedynce moja postać poruszała się dość powolnie, a responsywność celownika pozostawiała sporo do życzenia, co skutkowało tym, że czułem się dość niekomfortowo, a każda potyczka miała w sobie coś z zaskoczenia i zasadzki, przerywającej leniwą eksplorację statku. Bardzo klimatycznej i strasznej eksploracji. W sequelu sterowanie zostało poprawione i strzelanie nie sprawiało już żadnego problemu, mój bohater reagował błyskawicznie i horror ustąpił miejsca grze akcji.

Ale to akurat zmiana na lepsze. Pierwszy "Dead Space" straszył na początku, kiedy człowiek jeszcze nie wiedział dokładnie czego się spodziewać. Ale późniejsze etapy stały się mocno przewidywalne i jedyne z czym się walczyło, to właśnie z topornym sterowaniem. Sequel może poświęcił "straszenie" na rzecz komfortu rozgrywki, ale dzięki temu, gra nie stawała się tak mozolna jak poprzednik.

Ale w zasadzie obie cierpią na to samo- dobry początek, nawet angażująca końcówka, ale środek się strasznie dłuży, a pretekstowa fabułka w tym nie pomaga. Od lat mam trzecią część w bibliotece Origin (było w jakimś bundlu za dolara), ale do dziś nie mogę się zmotywować do przejścia.

To powinny być kampanie na 5 godzin. Pewnie byłby płacz "że krótkie", ale przynajmniej byłaby ochota na powtórkę, a tak po jednym przejściu mam dosyć.

Odpowiedz
Dobra lista od GB Burforda.

http://thebests.kotaku.com/the-best-video-game-shotguns-1749589146
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
(21-11-2016, 13:05)Salto napisał(a): Są wybory i jak teraz gram drugi raz, to faktycznie pary rzeczy się zmienia zależnie od sojuszu, ale całość i tak jest zarżnięta nim się zaczyna. Końcówka po prostu ssie, bo w końcu zdobywamy trochę mocy, a rozgrywka kończy się po 15 minutach. Zakończenie jest otwarte więc pewnie walną jakieś DLC, ale trochę przegięli. Alpha Protocol było znacznie lepiej wyważone.

(...)

Większość naszych przeciwników to zmory i ludzie wrogich frakcji (Chór/Wzgardzeni). Wybory też raczej ograniczają się do podbijania przychylność/wrogości u danych organizacji. Zabrakło mi wyborów "bez dobrych opcji", takich po których żałowalibyśmy konsekwencji. Po prostu szarości.

Grając drugi raz też jestem trochę rozczarowany, bo muszę przechodzić przez te same, często męczące, lokacje. Na początku leciałem z Chórem to zabijałem Wzgardzonych, teraz lecę z rebeliantami i jakiejś wielkiej różnicy nie ma, drugi akt wygląda niemal identycznie, tylko więcej mięsa do przemielenia.

Świat Tyranny jest ciekawy, ale jako gra PoE było znacznie lepiej dopracowane.

Rzeczywiście, w II akcie gra zbliża się do klasycznego RPG-a w wyborach - pojawia się znacznie więcej dobrych opcji dialogowych. Jednak w każdej lokacji znajdzie się quest odchodzący od schematu, a finały wątków głównych też dają spore pole do popisu. Patrząc całościowo (wg mnie) w Tyrany nie chodzi o to, żeby poczuć się źle po wyborach. To by miało sens w sytuacji, gdy gralibyśmy dobrą postacią i musielibyśmy dokonać decyzji niezgodnej z naszym kompasem moralnym. Podejmując decyzje "tym złym", ciężko oczekiwać po postaciach wyrzutów sumienia i zadumy nad swoim okrucieństwem. Gdzieś w tle zawsze przewijają się mieszkańcy podbitej krainy, którzy mają przewalone, a można im uprzykrzyć życie jeszcze bardziej.

Nieliniowość jest na pewno o wiele większa niż w innych RPG-ach. Ciężko powiedzieć po jednym przejściu, czy to poziom Alpha Protocol - ale na pewno dużo Tyranny nie brakuje. Dla mnie na przykład nie był dostępny jeden wielki obszar mapy, a i odblokowałem tylko 2/6 umiejętności finałowych. Czytałem też, że niektórzy nie byli w stanie zdobyć wszystkich budynków. Niektóre wybory kończące questy miałem zablokowane, przez co jedno zadanie mogłem zakończyć tylko na dwa zupełnie niesatysfakcjonujące mnie sposoby. Byłem zły, ale na siebie - bo była to konsekwencja ścieżki którą obrałem, a nie lenistwo twórców.

Gra jest krótka, (jak na RPG-a - jakieś 15h na całość z zadaniami pobocznymi), ale mi to pasuje mając 1-2h max dziennie na granie. Jeszcze kilka lat temu bym na to marudził :) Sama fabuła kończy się wtedy, kiedy powinna - dając pole do popisu w następnej części, ale zamykając najważniejsze wątki.

Cholernie podobało mi się wplecenie w dialogi mini-encyklopedii z informacjami o świecie i dodatkowych wyjaśnień bazujących na wiedzy/intuicji. Przez co znacznie zredukowano niepotrzebną ekspozycję - mała rzecz, a cieszy. Całościowo na pewno jest tu kilka rzeczy do usprawnienia, ale wciąż Tyranny to ogromny powiew świeżości w gatunku. Przydałoby się, żeby ktoś wreszcie sypnął chłopakom budżetem na produkcję AAA, bo widać że muszą się liczyć z pewnymi ograniczeniami finansowymi.
I want to belive.

Odpowiedz
Wczoraj wylądował drugi zwiastun Death Stranding - pierwszej gry Kojimy po odejściu z Konami (i jeżeli dobrze pamiętam, to pierwszym nie-MGSie od czasu Zone of the Enders). W pierwszym był mindfuck i Reedus, w tym jest G. Del Toro, Mads Mikkelsen jako antagonista (?) i znowu mindfuck, ale dużo mniejszy. Wygląda na to, że Hideo jednak pozostanie w militarnych klimatach, ale o co będzie dokładnie chodzić - nie wiadomo. Pierwsze skojarzenia, to Children of Men i Half-Life 2, ale raczej ciężko to opisać:



Odpowiedz
Marvel zapowiedział:

https://www.comicbookmovie.com/video_games/video-games-marvel-officially-announces-that-marvel-vs-capcom-a147259

Odpowiedz
Półgodzinny dokument o DOOMIE i powstawaniu nowej części. Jest tu kilka, chyba wcześniej nie publikowanych materiałów z poprzedniej wersji DOOMA 4, która nigdy nie ujrzała światła dziennego (poza concepta artami i cinematiciem)

Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Serious Sam: The Second Encounter - najlepsza część. Dodano nowe bronie, świetne sprawdza się miotacz ognia w ciasnych korytarzach, a snajperka jest idealna na dużych przestrzeniach. Dodano też różne power upy urozmaicające strzelanie. Scenerie nie są już tak monotonne jak w poprzedniej części, a do tego dodano też elementy platformowe i ciekawsze pułapki. Gra się bardzo dobrze i widać, że choć poprzedni Sam to był pokaz silnika graficznego tak Drugie Starcie to już faktycznie przemyślana gra.

Serious Sam 3 - najnowsza część, która jest jakąś pomyłką. Znowu wszystko dzieje się w Egipcie. Lokacje są nudne i monotonne, cięgle tylko piasek i kilka takich samych zabudowań. Model rozgrywki cofnął się do części pierwszej, idziemy do przodu i strzelamy. Bez żadnego urozmaicenia. Bronie są do dupy. Nie ma laserów, snajperski, ani miotacza ognia z poprzedniej odsłony. Bronie wyglądają bardziej realistycznie, jakbym grał w kolejnego COD, a nie Serious Sama. Na dodatek karabin maszynowy, który najczęściej się używa co chwile trzeba przeładowywać, co tylko irytuje. Co więcej jest mało amunicji jak na tyle przeciwników ile pojawia się na mapie i zamiast radosnej rzeźni trzeba się męczyć z podstawowymi broniami. Pomimo, że grafika jest najbardziej zaawansowana w całej serii to zniknął gdzieś klimat gier o Samie. Praktycznie nic nie podobało mi się w tej części i tak jak do Drugiego Starcia pewnie jeszcze nie raz wrócę tak o trzeciej części szybko zapomnę.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Zgadzam się do co trójki, ale w końcu kupiła mnie ostatnim poziomem. To istna masakra, chyba największa ze wszystkich części. Ogromny kanion z niekończącymi się hordami coraz to mocniejszych przeciwników, trwa to chyba z pół godziny i po każdej fali kończy się praktycznie na początku levelu. Serious Sam to jedna z tych gier, w których częściej biega się do tyłu. :)
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
Kanion mnie irytował, przesadzili z ilością przeciwników.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Cytat:Wygląda na to, że Hideo jednak pozostanie w militarnych klimatach

I bardzo dobrze. Gdzieś wyczytałem, że gra ma systemem rozgrywki przypominać Uncharted połączony z survivalem. Jaram się strasznie, bo Kojima nie stworzył jeszcze żadnej słabej gry.

Odpowiedz
To jest przyszłość multiplayera :)

https://www.reddit.com/r/videos/comments/5isqn1/streamer_is_virtually_violated_by_a_weird_guy_and/
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Mam taką wadę, że lubię Call of Duty. Po prostu lubię singlowe kampanie. Durne, głośne, reżyserowane - ale lubię. Są zabawne. Kupiłem więc Black Ops 2 i okazało się, że to pierwszy CoD, którego nie lubię.

Serio, ludzie, kampania to mega pierdolnik. Zacznijmy od fabuły, która... no jest. I jest bardzo skomplikowana. Skacze między wątkami, mamy retrospekcje, złożoną intrygę, ale i tak nie wiem, o co tu chodzi. Padaczkowaty montaż cutscenek, wymienianie w jednym zdaniu pięciu miejsc i postaci, skakanie z miejsca na miejsce i brak chronologii nie pomagają w zrozumieniu czegokolwiek. To po prostu odrzuca od gry. A i tak mam łatwiej, bo grałem w jedynkę i wiem, co to za ludzie i o czym mówią. Gdyby nie to, byłbym totalnie zagubiony.

Same levele też cieniutkie: krótkie, króciutkie, króciuteńkie. Nie przeszkadza mi, że nie mogę wybrać, w którą stronę pójść, ale przeszkadza mi, że level, który trwa 8 minut, w 60% składa się z czekania aż się bohaterowie nagadają i łaskawie otworzą drzwi. Ten CoD jest niby szybki, a zarazem cholernie ślamazarny. Do tego broni od zarąbania, a wszystkie takie same.

Plusy: grafika, muzyka, pomysły na "setpieces" - tylko że cienko zrealizowane. Nawet nie chce mi się tego przechodzić do końca.

Odpowiedz

Odpowiedz
Far Cry Classic - uuu, to jest na XBLA? Ściągnąłem, bo pamiętam, że koło premiery (ile ja wtedy miałem? 18, 19 lat?) gra wystrzeliła mnie ze skarpetek. Niestety, postarzała się paskudnie, choć wydany w podobnym okresie HL2 wciąż jest "współczesny". FC nie wygląda już dziś zbyt dobrze, a to była chyba jego jedyna zaleta. Strzelanie jest "takie se", przeciwnicy głupi jak kamienie, co ma równoważyć ich sokoli wzrok. Potrafią namierzyć cię w gęstej dżungli z odległości dwóch kilometrów i załatwić cię kałachem. Do tego kompletnie poroniony wątek s-f z potworami, które wyglądają żałośnie i takoż się zachowują... No cóż, nie jest dobrze.

Do tego osobny akapit dla NAJGŁUPSZYCH bohaterów w historii gier. Główny koleś przez całą grę nosi jaskrawoczerwoną hawajską koszulę. Jego pomagier przez telefon radzi: "znajdź kamizelkę kuloodporną, żeby zakryć koszulę, bo inaczej cię zobaczą". ZDEJMIJ JĄ KURWA, DEBILU. Ech. Nie wiem, czy to ma tłumaczyć, dlaczego wrogowie dostrzegają go z dzikich odległości, ale jeśli tak - to wciąż idiotyzm.

3/10

[Obrazek: far-cry-classic-pnet-3.jpg]

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości