Gry
Żeby się nie przejechali. "Pride comes before a fall" i te sprawy

Studio jednak tworzą ludzie. Gamedev ma to szczęście, że tam jest dużo więcej niż w innych branżach zapaleńców, którzy będą zapitalać za fistaszki bo kochają to co robią i chcą być częścią ekipy tworzącej "wielką grę", ale nawet tu są jakieś granice. Jak odejdą najbardziej utalentowani ludzie, a zostaną menedżerowie to zamiast Cyberpunka na miarę W3 dostaniemy ME Andromedę, albo innego asasyna od linijki.

Odpowiedz
Tak jak pisałem ostatnio. Nowa franczyza, nowe realia, zupełnie inna sprawa. Z Wiedzminem mieli w pewnym sensie ułatwienie i bonus w tej postaci, że unikalne realia tego świata i wynikający z tego wpływ na scenariusz i jego przedstawienie, sprawiały, że te gry zawsze miały pewien wybijający się, unikalny charakter, który podnosił ich poziom, niezależnie od technicznych czy gejmplejowych problemów. Tutaj już wchodzą na wodę, którą zachodnia popkultura wymąciła na dziesiątki różnych sposobów i może już nie być tak łatwo. A jeszcze z tą dodatkową ambicją do której ciągle rzucają aluzje, ale bez żadnych konkretów - mogą się wywalić. Na pstrym koniu łaska gracza jezdzi. Żebym im ta cała reputacja "gamer-friendly" firmy, z czasem nie wybuchła w twarz jak dalej będą wypuszczać takie oświadczenia.

Wiem, że może to być po prostu skrzywienie perspektywy wynikające z tego, że Redzi spektakularnie (za pomocą sławnego trailera) ogłosili tę grę mocno przed czasem, po to aby zaciągnąć inwestorów i zainteresowanie, zanim jeszcze na poważnie zaczeli ją tworzyć, ale jak na razie ciągły brak konkretów połączony z niezbyt zachęcającymi plotami (zakulisowe pogłoski o tym, że Cyberpunk nie ma odpowiedniej wizji i organizacji, czytałem już jakiś czas temu).

Może nie znam się na PR, ale czy nie lepiej byłoby w ogóle tego nie komentować? O słabych reckach CDPR na glassdoors wiedziałem, bo interesuje się wszystkim co związane jest z tą firmą, ale myślicie, że przeciętny gracz słyszał cokolwiek o słabych recenzjach, na jakiejś mocno insiderskiej, fachowej stronie? Zwłaszcza, że to przecież nie było tak, że słabe recki w glassdoors były jakimś newsem w przemyśle. Gamespot, IGN, PCgamer nie wypuszczały artykułów o tym, że nad Cyberpunkiem zbierają sie mroczne chmury, bo jakiś były/obecny pracownik wystawił firmie niepochlebną opinię. A tak sami tym oświadczeniem rzucili światło na plotki o swoich problemach, które potem zostały signal-boostowane przez cały przemysł. Gdyby jeszcze jakoś te obawy rozmyli w tym oświadczeniu czymś konkretnym, ale nie. Zamiast tego dostaliśmy typowy, PRowy bullshit-talk, który niektórych pewnie tylko umocnił w przekonaniu, że kryje się jakiś tam ogień za całym tym dymem.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Widzisz, zakulisowe plotki odnośnie zawirowań produkcyjnych (uwalenie całego konspektu z lat 2012-2015 po premierze dodatku Krew i Wino) to jedno, a bucowate zagrywki zarządu po sukcesie W3 to drugie. Jedno bez drugiego jest tylko niepokojące, dwa czynniki razem wzięte wywołują już alarm. Odpowiedź CDPR na dramę z recenzjami glassdooru moim skromny zdaniem świadczą tylko o jednym - jest na to angielskie określenie, które idealnie pasuje do sytuacji "damage control' i jakoś nie chce mi się wierzyć, że odpowiedź dwóch najważniejszych na tę chwilę mordek z CDPR (Iwiński i Badowski) jest tylko kolejnym marketingowym ukłonem w stronę fanów. Po prostu ludzie myślą i na podstawie negatywnych sygnałów ze strony ex pracowników wytworzyła się aura, w której zagrożona była dalsza rekrutacja na niezbędne stanowiska w procesie produkcyjnym gry. Natomiast dobór słów i ogólny ton wypowiedzi świadczy o tym, że zarząd Redu nie wykonał absolutnie żadnego kroku w kierunku autokrytyki, czy też jakiejkolwiek, nawet najmniejszej zmiany kursu w odmiennych okolicznościach ekonomicznych i jedzie dalej na couchingowych bzdetach-pierdoletach, które podsuwają im teksty o tym, że tworzenie arcydzieła jest ważniejsze niż opłacanie rachunków i nawet jeśli siedzisz na miliardach to nie musisz podnieść płac, bo kiedyś się robiło arcydzieła domowym sposobem, więc teraz też można. Dla mnie żenada i cebulactwo, ale dla innych Red będzie nadal mesjaszem bo darmowe DLC. Każdy osądzi jak mu pasuje, dla mnie sprawa jest na tyle klarowna, że wypuszczając oświadczenie decyzyjni z CDPR obrali kurs, z którego każdy teraz powinien ich rozliczyć. Bo skoro butnie odwołujesz się do zamierzchłych sukcesów to znaczy, że masz pewność co do swoich przyszłych przedsięwzięć. Będzie hit, będę sypał głowę popiołem, będzie flop wytknę Redowi pychę i arogancję, choć zmiana mentalności i podejścia do pracowników powinna odbywać się niezależnie od sukcesu finansowego produktów, które wypuszczasz na rynek.
Polski już nie ma.

Odpowiedz
Po Last of Us 2 - najlepszy zwiastun dzisiejszej konferencji Sony. Samurajskie klimaty - pewnie mocno zamerykanizowane, ale wygląda to cudownie. 

Jakby kto pytał, to ma to być action stealth open world game. ;)




Odpowiedz
Bardzo zachęcające, biorąc pod uwagę, że właśnie stałem się szczęśliwym posiadaczem PS4 Pro. :) Na pierwszy rzut - Doom i Alien: Isolation z promocji, Deus Ex: Mankind Divided za 3 dyszki zamówione. :) Jednak pytam się - gdzie jest godny odpowiednik Forzy Horizon 3? Driveclub 2 anyone?
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
Bardzo fajny voice acting.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Detroit też wygląda fantastycznie





Odpowiedz
Mam taki jeden niepokojący wniosek po obejrzeniu zwiastuna Detroit.
Wygląda to tak, że podejmujemy decyzje za androida i otrzymujemy rezultaty, po czym możemy tą decyzję zmienić. Android ma blokady i nie możemy zaatakować przeciwnika samodzielnie. Ostatecznie dziewczynka strzela do ojca i pojawia się cały schemat podejmowanych decyzji i jaki był ich rezultat. Takie podsumowanie po fakcie.
ALBO
To jest "podsumowanie" przed faktem, cała gra odbywa się w "umyśle" androida jako symulacja zdarzeń, a naszym celem jest zrobienie z dziecka mordercy, bo sami nie jesteśmy w stanie się bronić.

Creepy as fuck.

Odpowiedz
http://www.komputerswiat.pl/gamezilla/newsy/2017/44/rocksteady-robi-gre-z-supermanem-oficjalna-zapowiedz-podobno-juz-za-kilka-dni

Gra o Supermanie moim zdaniem byłaby zdecydowanie najtrudniejszą jeśi chodzi o adaptowanie w ten sposób członków Justice League...ale czekam na ewentualne potwierdzenie bo ma to wielki potencjał.

Odpowiedz

Odpowiedz
[Obrazek: doom-2016-1024x576.jpg]

DOOM

Dziwię się, że jeszcze nikt niczego nie skrobnął o ostatnim DOOMIE, zważywszy ile swego czasu było na forum entuzjastów staroszkolnych strzelanek.

Generalnie pod względem gejmpleju, ambicja twórców się udała. Strzelanie w tej grze w to świetna mieszanka starego i nowego. To nie realistyczny shooter z systemem osłony terenowej, limitem noszonej broni i małym paskiem HP. To ostra, over-the-top, tongue-in-cheek, napierdalanka w rytm ciężkich, gitarowych brzmień, która sprawia masę frajdy.

Wymiany ognia w tej grze posiadają pewien rytm, którego intensywność wzrasta z każdym levelem. W pózniejszych etapach gry, podczas walki z przeciwnikami, nie można ani na moment zatrzymać się w miejscu, tylko nieustannie biegać, skakać i "tańczyć" od wroga do wroga (którzy według systemu Glory Kills służą jednocześnie za przenośnie apteczki. Im więcej zabijasz, tym mocniejszy się stajesz). To odrobinę tak jakby ktoś połączył FPSa z platformerem i grą muzyczną z rodzaju "guitar hero". Strzelanie ma tutaj "flow", rytm, tempo, które im dalej w las, tym bardziej intensywne się staje (szczególnie na wyższych poziomach trudności). Po zakończeniu każdej wymiany ognia, z gracza spada powietrze, w zadowoleniu z wykonanej własnie, totalnej rzezi.

Mechanicznie więc wszystko jest na miejscu. To czego brakowało tej grze do bycia klasykiem gatunku?

W grach takich jak DOOM z ostrożnością używałbym określenia "lepsza fabuła", bo oczywiście nie oczekujemy tutaj żadnej skomplikowanej intrygi. Bo i nie jest ona tej grze potrzebna. Ot, piekło się wylało na marsie, my nie lubimy piekła, więc piekło trzeba wykopać z powrotem, za pomocą piły mechanicznej. Proste i przyjemne. Tyle, że nawet tak prosty koncept można pokazac w jakiś fajny, wciągający, jajcarski i "filmowy" sposób. 

Tutaj tego brakuje.

Problem z DOOM jest taki, że choć gejmplejowo same strzelanie w tej grze jest sporą frajdą, to cała fabularna kampania single-player wygląda bardziej jak zbiór anonimowych korytarzyków i kill roomów, które za cholere nie zapadają w pamieć, nie mają w sobie niczego, stylistycznie wybijającego się, a fabularnie są tak anemicznie powiazane, że człowieka nie obchodzi właściwie co się dzieje. Innymi słowy - zabijanie demonów to mega frajda, ale kontekst w jakims to zabijanie zostało wpisane, momentami wygląda trochę jak kampania sp do Quaka 3, czyli zbiór multiplayerowych meczy, niepowiązanych niczym konkretnym.

Fabuła spokojnie mogła być prosta jak konstrukcja cepa, jajcarsko prostacka wręcz, celowo odnosząca się do eksploatywnego gore, ale jednocześnie być dobrze wyreżyserowana, klimatyczna i z set piece'ami i momentami, które zapadają w pamięć.

Gdy zerknie się na ilustrację z okładki gry, którą wrzuciłem na początku posta, to widać to jajcarskie, "heavy metalowe" podejście do tematu, które w grze jak najbardziej jest wyczuwalne, bo twórcy uderzają w ten staroszkolny klimat rodem z okładek albumów płyt ciężkiej muzyki. Tylko, że moim zdaniem robią to za słabo, za mało intensywnie.

Dobrym tego przykładem tego o co mi kaman, jest piekło. W trzecim rozdziale gry, trafiamy do piekła, które jest jedną z najbardziej sztampowych wizji tej krainy. Ot szaro-bure kolorki, skały, porozsypywane szkielety na podłodze, krew i runy. Nuda. Podczas gdy tutaj potrzeba było czegoś totalnie over-the-top, totalnie przestylizowanego i z jajem. Powinnismy się napieradlać z hordami demonów, w hektolitrach krwi, podczas gdy chóry anielskie śpiewają pieśni dla naszych wyczynów ;)

Może to będzie nieco dziwne porównanie, ale tej grze brakowało nieco szaleństwa ala Fury Road. Ta gra powinna być jak Doof Warrior, napierdalający na gitarze z miotaczem ognia. Oczywiście jest tego tutaj trochę, bo twórcy wyraźnie dają do zrozumienia, że czają dowcip i fun polegający w graniu przerysowanym bohaterem, który jest tak wkurwiony, że Szatan się go boi, ale robią to za słabo, bez polotu.

Mechanikę strzelania mieli tip-top, więc wystarczyło zebrać level designerów, scenarzystów i grafików i powiedzieć im by popuścili fantazję, wymyślili jak najbardziej odjechane, przerysowane scenarujsze/lokacje, wpisali je w fabułę kampanii i to w nich umieścili kill roomy z akcją. Nieco więcej rubasznego/trupiarnego humoru, też dobrze by grze zrobiło.

Innym powiązanym problemem z nowym DOOMEM jest to, że on stylistycznie stoi w takim rozkroku pomiędzy old schoolowym fantasy/heavy metalową siekanką z DOOMA 1 i 2, gdzie demony to tradycyjne, post-chrześcijańskie obrazy bestii z rogami i kopytami, a tą bardziej "realistyczną" stylistyką DOOMA 3, gdzie całość była bardziej przytłaczającym horrorem, a design niektórych demonów bardziej przypominał wizje Wayne'a Barlowe'a czy HR Gigera. Obie stylistyki są świetne na własny sposób. DOOM3 był sredniawą grą, ale jego wizualny design bardzo mi się podobał. Przy czym do nowego DOOMA on średnio pasuje. Mogli sobie dać spokoj z tymi nieco bardziej nowoczesnymi elementami DOOMA3 i pójść w totalnie oldshcoolowy, ejtisowy klimat i docisnąć go na maksa. A tak zostaliśmy z grą, która momentami nie wie czy chce być szaro-bura, czy oczojebno kolorowa.

Ale mimo wszystko, fanom strzelanek polecam DOOMA obadać, szczegolnie na jakimś porządnym poziomie trudności.

Rdzeń gejmpleju jest tak dobry, że trochę dziwie się, że pomimo tego jak dużo czasu minęło od premiery, nie został jeszcze ogłoszony żaden fabularny dodatek.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Dla mnie nowy "Doom" (z zaznaczaniem że nie grałem w poprzedniki) to klimatycznie i gameplayowo tytuł na 10/10, spokojnie jedna z najlepszych gier ostatnich lat. Idealne połączenie staroszkolnego podejścia do gatunku, jednak bez uciekania od współczesnych udogodnień. Miło dla odmiany było zagrać w coś co traktuje siebie jako... no cóż... grę, a nie wirtualny film.

Mój jedyny, ale za to bardzo poważny problem, rozbija się o upośledzony system rozwoju postaci, który jest uzależniony od zbierania śmieciogówna na mapie i wykonywania upierdliwych wyzwań, które stoją wręcz w sprzeczności do założeń rozgrywki. Nagle z szybkiego, nieco bekowego FPSa, poniekąd pokazującego środkowy palec innym reprezentantom gatunku, "Doom" zamienia się w mozolnego, przygłupiego kuzyna "Assassin's Creed".

Nie wiem co za kretyn tak to opracował.

Odpowiedz
Małe sprostowanie odnośnie tego co miałem na myśli, pisząc o "filmowości". W żadnym wypadku nie chodzi mi scriptowo-cutscenkowe trzymanie gracza za rączkę i robienie z tego CODowego korytarzyka. To nawet nie jest nic stricte filmowego (Crov się pewnie przyczepi ;), chodzi mi po prostu o bardziej klimatyczną inscenizacje, z większym przytupem. Wrzucenie tych napierdalanek w lokacje i kontekst, który zapadałby w pamięć. Nie wiem, czy to o co mi kaman, jest czytelne.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Sure. Mi to akurat jakoś specjalnie nie przeszkadzało. Ale ja jestem z tych graczy, dla których jednak liczy się jednak głównie rozgrywka i klimat gry. Jak historia jest dobra, to jest dla mnie raczej bonus, a nie wymóg. Jeżeli fabuła jest jedynie pretekstem aby gracz przeszedł z punktu A do punktu B, to nie jest coś co będzie mi szczególnie przeszkadzało, o ile gra daje mi frajdę.

Odpowiedz
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Tak się składa, że właśnie zatłukłem Cyberdemona, więc się wypowiem. :) Doom robi jedną fantastyczną i dość oryginalną rzecz w kwestii głównego bohatera i tego, czemu jest takim twardym skurwielem. To nie przypadkowy ochroniarz lub naukowiec (vide Half-Life), któremu idzie dobrze dlatego że tego wymaga gra, nie jest to nawet jakiś dobrze wyszkolony komandos. Otóż Doom Guy to pieprzony legendarny postrach piekieł, który zabił tyle demonicznego pomiotu, że potwory postanowiły zamknąć go w sarkofagu z nadzieją, że nikt go nigdy czasem nie otworzy. How cool is that? Przechodzisz grę ze świadomością, że nie jesteś przypadkowym bubkiem, ale niezwykle piekącym hemoroidem na odbycie szatana. :)

Jeszcze co do piekła - projekt to nic szczególnego, ale podobało mi się przechodzenie przez szkielety rogatych olbrzymów wielkości wieżowców.

Jak się okazuje, na padzie da się nawet przyjemnie grać w FPS-y, ale od połowy gry musiałem zmniejszyć poziom trudności, żeby zachować zdrowe nerwy. :)
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
No, zajebisty motyw. Anger incarante.


Ja mam do Dooma jeden dosc smieszny, tyci, tyci zarzut. Soundtrack byl swietny, ale kawalki z trailerów bardziej podobaly mi sie niz to co bylo w grze.



"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
Heh, to mi przypomina klasyka :)

Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Fuck. Audiofile, powiedzcie mi. Czy to tylko dziecięca nostalgia, czy powyższy kawałek, jest autentycznie zajebisty?
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości