Gry
Wypowiem się trochę na temat gier, które niekoniecznie są pierwszej świerzości:

Ghost Recon Advanced Warfighter - jest to coś pomiędzy klasycznym, taktycznym Rainbow Six (Black Thorn, Raven Shield etc. nie jak Vegas), a tradycyjnym shooterem. W porównaniu do wersji XBOX poprawiono grafikę, usnięto widok TPP, a rozgrywka nie jest już typowo zręcznościowa, jak to ma miejsce w wiekszości tytułów konsolowych.
Jeśli chodzi o grafikę, to dziś już nie robi takiego wrażenia jak w dniu premiery, ale też nie kłuje w oczy szpetotą. Miasto jest ogromne, pełne szczegółów (auta, parasole kawiarniane, pomniki, stragany etc.). Jedyną wadą są tekstury w trochę niskiej rozdzielczości. Świetnie wykonane są ruchy postaci: przeciwnicy trafieni w biegu upadają w efektowny, filmowy sposób (widać dobre połączenie motion-capture z techniką rag-doll).
Gra jest momentami łatwa, a chwilami ekstremalnie trudna (przeciwnicy napierają z każdej strony, pojawia się czołg albo inne cholerstwo i jest rzeźnia), ale ogólnie zabawa jest całkiem przyjemna, szczególnie gdy już opanuje się system wydawania poleceń. W tym miejscu należy wspomnieć o sztucznej inteligencji. Widać, że napracowano się przy niej. Przeciwnicy oraz członkowie oddziału Ghost chowają się za filarami i innymi przeszkodami, pod ostrzałem sprintują, po czym efektownie rzucają się na glebę (wślizg za osłonę). Podkomendni całkiem nieźle reagują na rozkay, chociaż zdaża się, że wpakują się prosto pod ogień jakiegoś działka dużego kalibru albo lufę czołgu.
Jeśli chodzi o wady, to muszę ze smutkiem stwierdzić, że po raz kolejny zgwałcono serię spod znaku Toma Clancy'ego beznadziejnym, polskim dubbingiem. Nie wiem skąd wzięto aktorów (ci sami, którzy "użyczyli" głosów w Raven Shield), ale mam wrażenie jakby podczas nagrania po raz pierwszy czytali swoje kwestie i składali dopiero litery. Brzmi to tragicznie. W anglieskojęzycznej wersji słychać emocje i przede wszystkim profesjonalizm osób przygotowujących materiał audio. Polski dubbing nie przeszedł chyba przez żaden filtr, który miałby zasymulować warunki w jakich znajduje się osoba mówiąca. Wszystko jest sterylnie czyste i wyraźne, że aż drażniące. Aż mnie korciło, żeby ściągnąć pirata, tylko po to, by nie słuchać tego dramatu.
Muszę powiedzieć, że ten Ghost Recon wzbudził we mnie pozytywne odczucia. Bałem się, że twórcy wersji PCtowej zbyt uproszczą rozgrywkę (a raczej pozostawią to tak, jak wyglądało na konsoli), przez co gra straci taktyczny smaczek znany z serii o Rainbow. Jednakże ludzie odpowiedzialni za ten tytuł wyraźnie "czuli Bluesa" i wykonali kawał dobrej roboty.

Brothers in Arms: Hell's Highway - pierwsze wrażenie: "WOW". Graficznie gra miażdży- jeśli dom zrobiony jest z kamieni, to każdy kamień jest wystający (posłużono się tu technologią parallel mapping oferowaną przez nowy Direct-X, dzięki czemu w oparciu o zestaw tekstur modelowany jest obiekt 3D, albo raczej jego wypukłości; coś jakby rozwinięcie bump-mapingu). Tekstury w ultra-wysokiej rozdzielczości, świetny motion-capture, fizyka i ogólnie wszystko co tyczy się grafiki jest co najmniej bardzo dobre. Jedynie mimika jest trochę upośledzona (twarze są jakies sztywne i daleko im do tego, co można zobaczyć w np. Mass Effect).
Na najwyższym poziomie stoi muzyka i efekty dźwiękowe. Broń, wybuchy, krzyki żołnierzy brzmią perfekcyjnie. Muzyka jakby rodem wyjęta z Band Of Brothers albo Ryana (stylem przypomina suity z BoB albo Hymn To The Fallen, chociaż to nie ten sam rozmach, jaki zaprezentował Kamen i Williams).
Jeśli chodzi o gameplay, to na początku jest świetnie, ale z czasem wychodzi na wierzch, że każda potyczka polega na przyciśnięciu wroga ogniem, przemieszczeniu oddziału do przodu i wystrzelaniu przeciwnika albo zaaplikowaniu granatu pod nogi. Poza tym trochę trudno jest zginąć - bohater przyjmuje serię z CKMu na klatę, obraz robi się na chwilę czerwony, ale wystarczy odsapnąć i od nowa można walczyć. Może sytuacja jest inna na najwyższym poziomie trudności (dostępnym dopiero po ukończeniu gry), ale wątpię żeby chciało mi się przchodzić ten tytuł ponownie.
Na uwagę zasługuje gore. Tak dobrze wykonanego urywania rąk, nóg, rozwywania na pół, czy utrat głowy nie było od czasu Soldier of Fortune 1. Miejsca urwania kończyn są poszarpane, zakrwawione, a z ran wystają kości. Co prawda nie widać dziur po kulach na ciałach, ale tak czy inaczej jest krwawo, a wszelkie flaczyska nie wyglądają groteskowo (jak to np. miało miejsce w SoF2, gdzie krew miała kolor ketchupu).
Jeśli chodzi o fabułę, to przedstawione sytuacje są nieco sztampowe i przesłodzone. IMHO to taka wersja light BoB. Twórcy bardzo mocno wzorowali się na serialu, ale nie mieli takiego wyczucia i czasami wydarzenia są nieco zbyt naiwne.
Trudno jednoznacznie ocenić tę grę. Odzorowanie miast i jakość grafiki oraz dźwięku są oszałamiające, gameplay też dobry, choć opiera się o jeden schemat, przez co zabawa nudzi się po pewnym czasie. To, czy gra się spodoba, zależy od indywidualnego poziomu tolerancji i oczekiwań danej osoby.

Far Cry2 - ta gra to po prostu killer jeśli chodzi o oprawę graficzną. Tutaj wszystko jest niesamowicie oświetlone, klimatyczne i dopracowane. Dobrze prezentuje się mimika i gesty postaci w połaczeniu ze świetnymi dialogami (umiejętnie wykorzstano wulgaryzmy, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że wciśnięte są na siłę). Wracjąc do wyglądu aplikacji, poraża wykorzystanie shaderów - cienie są wszędzie i na wszystkim. Fizyka obejmuje każdy przedmiot, wybuchy są oszałamiające (nie tylko płomienie i dym, ale i liscie fruwające po eksplozji), a płomienie efektownie rozprzestrzeniają się po otaczających przedmiotach.
Gameplay jest wciagający. Momentami może wydać się nużący (poboczne zlecenia od dostawców broni zawsze polegają na zniszczeniu jakiegoś konwoju, co chwilę musimy zmielić jakichś oprychów napadających na nas w drodze do właściewego celu etc.), ale ogólnie sama walka i fajerwerki graficzne, które jej dowarzyszą, są na tyle dobrze wykonane, że można przymknąć na to oko. Poza tym nie oszukujmy się - ta gra zawsze miała być tylko efektowną rozwałką w szybkim tempie i jeśli ktoś szuka tu rozważań nad sensem życia, to ewidentnie źle trafił.
Miodu rozgrywce dodaje zróżnicowany i szeroki arsenał dostępnych broni. Trzeba indywidualnie dobrać taki zestaw (można nosić tylko 3 egzemplarze), aby dało się nim opanować każdą sytuację. Fajnym motywem jest posługiwanie się maczetą a'la John Rambo. Można podkraść się po cichu do wroga i błyskawczinie zadać cios w plecy, po czym, jak na prawdziwego rzeźnika przystało, wykończyć powalonego wroga, wbijając maczetę w brzuch (wiem, trochę to barbarzyńskie). Ogólnie skradanie nie jest najważniejszym elementem gry, bo przeważnie spotkanie z grupą wrogów kończy się na wielkiej rozwałce z użyciem jak największego kalibru. Warto też wspomnieć, że wrogowie czasami po serii w klatę padają, gubią sprzęt i kiedy już myślimy, że to koniec, wstają trzymając się za brzuch jedną ręką, a w drugiej dzierżąc jakiś pistolet, kuśtykają gdzieś w bezpieczne miejsce. Podobne akcje, to chyba tylko w GTA IV zrobiono (nie grałem, wnioskuję na podstawie trailerów).
Jeśli spojrzeć na tę grę jako na shooter, który ma dostarczać jedynie efektownej rozwałki, to wywiązuje się z tego zadania w 100%. Nie grałem w Far Cry2 po sieci, ale sądzę, że rozgrywka multiplayer musi być jeszcze bardziej emocjonująca, dzięki bogactwu wirtulanego sprzętu oddanego w ręce graczy (oprócz broni mam na myśli też pojazdy) oraz zróżnicowanej topografii terenu.

A teraz coś odnośnie mojej ulubionej serii, czyli ostatnia odsłona losów smutnego pana o łysej głowie z kodem paskowym na potylicy.
Hitman Blood Money miał być podobno najlepszą częścią serii (przynajmniej takie opienie słyszałem). W moim odczuciu jest dobry, ale nie najlepszy. Dlaczego?
Zacznę od tego co najmniej istotne czyli od oprawy audiowizualnej. Graficznie jest ładnie (wykorzystanie shaderów, dynamicznego oświetlenia etc.), postacie są szczegółowe, a lokacje bogate w detale. Nie mam do czego się przyczepić. Dźwięk też dobry, nic mnie nie raziło, ani zbytnio nie zwróciło mojej uwagi. Superklimatyczne jest jak zwykle wprowadzenie, głównie dzięki muzyce (Ellens dritter Gesang czyli Ave Maria). Pozostałe kawałki, kótre możemy usłyszeć rónież stoją na wysokim poziomie(ponownie popisał się Jasper Kyd).
Teraz to, co najważniejsze, czyli gameplay. Jest fajnie, można dziurawić z mnóstwa broni, ale najciekawiej jest nie brać ze sobą na misje żadnych pukawek i strać się upozorować wypadki. W Hitmanie też wkradają się schematy, ale ogólnie nie przeszkadza to w zabawie. Miłym dodatkiem są wszelkie bezpośrednie interakcje: spychanie ze schodów, wypychanie przez barierki, używanie ludzi jako żywych tarcz, zabieranie broni mierzącemu w nas wrogowi, łapanie za włosy i ciągniecie z kolanka itd. Samych pchnięć nożem jest co najmniej trzy rodzaje (wbicie w nery, wbicie w szyję i klasyczne podcięcie gardła).
Można powiedzieć, że dostaliśmy to, co czego można oczekiwać od hitmana. Jednakże pod względem klimatu Blood Money przegrywa z Contracts i to znacznie. Contracts tworzyło bardzo gęstą atmosferę dzięki misjom rozgrywającym się w nocy i ciągle padającemu deszczowi. Czuć było atmosferę duchoty i brudu. Oczywiście to, że misje wyglądały tak a nie inaczej związane było z faktem, że były to wspomnienia-majaki 47 będącego po operacji ukazanej w intrze. Klimat był tak gęsty, że można było powiesić siekierę. W Blood Money, mamy klasyczne misje przypominające najlepsze momenty z pierwszej części (zadanie w operze wygląda jak akcja z hotelu), jednak brakuje im atmosfery z pogranicza noir, co w moim odczuciu jest największym atutem pierwszej i trzeciej części serii.
Podsumowując, mogę napisać, że Blood Money nie zawodzi. Jest to nadal kawał soczystej rozgrywki, która spodoba się każdemu miłośnikowi losów Hitmana.

Odpowiedz
Battlefield: Bad Company - widać, że twórcy oglądali Złoto pustyni. :) W wyniku inspiracji tym całkiem niezłym filmem powstała rewelacyjna gra. Po prostu idealny shooter wojeny dla singleplayerowca. Są wielkie bitwy i małe starcia, GIGANTYCZNE mapy, pojazdy - w tym latające, obsługiwanie dział artyleryjskich, a to wszystko w bardzo smacznym, zabawnym fabularnym sosie. Ze świetnym "aktorstwem głosowym" i znakomitą grafiką. A system "apteczek" jest najlepszym, jaki dotąd widziałem - nie ma ani rozrzuconych uzdrawiajek, ani nie trzeba czekać 5 minut za rogiem. Leczy się samemu, z tym że "injectora" można użyć ponownie dopiero po jakimś czasie, więc trzeba pracować na utrzymanie się przy życiu. BC to gra niemal idealna, a szwankuje trochę dziwny system checkpointów. Warta każdych pieniędzy. 10\10 i obrazek:

[Obrazek: battlefield_bad_company_01.jpg]

Odpowiedz
Czyżby wreszcie miał wyjść dobry gra-western? Oby. Oby był lepiej zoptymalizowany niż GTA IV.

http://gamecorner.pl/gamecorner/1,86013,6243218,Red_Dead_Redemption___GTA_IV_na_Dzikim_Zachodzie_.html

Odpowiedz
Crov napisał(a):Czyżby wreszcie miał wyjść dobry gra-western? Oby. Oby był lepiej zoptymalizowany niż GTA IV.

Czyli tobie też nie podobał się Call of Juarez?

Odpowiedz
GTA na Dzikim Zachodzie? Bedzie mozna podejsc do jezdzca, zrzucic go i zabrac mu konia? ;)

Odpowiedz
Ej no przecież GUN był całkiem fajny :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
CoJ i Gun nie były złe, ale mnie grało się w nie z z takimmehuczuciem. Bez większych emocji. W sumie może nie tyle chodzi o to, że były złe, ale nie takie jakbym chciał. Tj. GUN pozornie spełniał moje zachcianki (otwarty świat), ale koniec końców okazał się jednak nie taki jakbym chciał (liniowość, mały świat, mocno zręcznościowy).

Odpowiedz
Mirror's Edge
Parę dni temu skończyłem, więc wypadałoby powiedzieć parę słów. Gra dała mi sporo radości, nawet jeśli nie okazała się objawieniem, jakiego można się było spodziewać. Ci, którzy mówili, że to "Prince of Persia" w wersji FPP, w gruncie rzeczy mieli rację. W zasadzie u podstaw ME leży dość klasyczna przygodowa platformówka i w widoku z pierwszej osoby sprawdza się całkiem nieźle (bardzo fajne, intuicyjne sterowanie). Czytałem komentarze, że jest trudna, że dużo się ginie, że z powodu widoku FPP nie można dobrze wymierzyć odległości i ciągle spada się w przepaść... To w sumie prawie wszystko prawda (prawie, bo widok z oczu bohaterki wcale nie przeszkadza w wymierzeniu odległości). Ale kiedy po wielokroć spadałem x pięter po nieudanym skoku, dochodzilem do wniosku, że przecież w klasycznych platformówkach też ginelo się wielokrotnie, aż wreszcie człowiek uczył się plansz na pamięć. W dawnych czasach bezlitosne gry były cool, a to niby wada. Chyba jednak nie, szczególnie że dobry system checkpointów sprawia, że nigdy nie musimy powtarzać zbyt długiego odcinka. Dodatkowym plusem ME jest różnorodność miejscówek. Ilekroć nudziły mi się już dachy wierzowców, gra wkrótce rzucała mnie do wnętrz. Ilekroć nudziły mi się ciasne korytarze, wkrótce znów trafiałem na dach. Fabuła w porządku, choć generalnie raczej pretekstowa i niezbyt oryginalna. Za to widoki piękne. Grze daję, powiedzmy, 4/6. Było ok.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
Na PSStore pojawiło się demo Resistance: Retribution na PSP. Wrażenia:

To właściwie Syphon Filter: Logan's Shadow w otoczce s-f. Gra wygląda bardzo podobnie (czyli kopie jajca), sterowanie jest niemal identyczne (aczkolwiek trochę łatwiejsze), natomiast radość z grania jest moim zdaniem większa - ale tylko dlatego, że wolę s-f nad szpiegowskie pierdoły. A, i zaimplementowano trochę mechaniki z Gears of War. Zapowiada się killer. Demo ma u mnie 9\10. Obrazek:

[Obrazek: resistance-retribution-screenshot-big.jpg]

Killzone: Liberation (też PSP) - pierwszoligowy wymiatacz. Gears of War + Metal Gear Solid + Commandos + Commando z C64 - a wszystko w rzucie izometrycznym. Można nawet wydawać rozkazy towarzyszom - włacza się wtedy bullet time i pokazują opcje, gdzie można ich wysłać. Mechanika gry jest świetnie opracowana. Klimat - nie do opisania. Grafika - niesamowita jak na przenośną konsolę. Grywalność - nieskończona. Doskonała, wspaniała, idealna, potężna gra, którą na dodatek można dorwać za 30 zł. Jest tu nawet polski dubbing i napisy (na szczęście opcjonalne, choć - o dziwo - dubbing jest całkiem fajny!). 10+\10 i obrazek:

[Obrazek: killzone-liberation-20061016062622564-000.jpg]

Tak w ogóle to uważam, że nie 360, nie PS3 ani Wii, tylko PSP jest najlepszą konsolą na rynku. Nie ma zbyt wielu gier, ale wiele z tych, które są na nią dostępne, to takie wymiatacze, że aż kolana miękną.

Odpowiedz
military napisał(a):Tak w ogóle to uważam, że nie 360, nie PS3 ani Wii, tylko PSP jest najlepszą konsolą na rynku.
W tej liście zapomniałeś o najlepszej konsoli na rynku ;P
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
Że niby DS? Ta zabawka dla czterolatków śmie się nazywać konsolą? :)

Odpowiedz
Trochę żartowałem, ale ze wszystkich moich platform growych (PC, DS, Wii, 360), największą sympatią darzę DS-a, choć najwięcej gram na PC i 360. To jest naprawdę rewelacyjne urządzenie z eogromną biblioteką świetnych tytułów. To co nie wyszło Nintendo z Wii, wyszło wcześniej (i wciąż wychodzi) z DS.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
Jako że zamierzam się w Killzone'a zaopatrzyć, to chciałem się wywiedzieć jednej rzeczy. Powiedz, Millitary, czy giera jest tak bardzo trudna, jak mawiają? I czy w ten sposób autorzy sztucznie wydłużają czas grania, który starcza na ok. 8 godzin?
A co do PSP - pod tym względem w Polsce jest o tyle dobrze, że więcej ludzi zaopatruje się właśnie w tego handhelda, olewając DS (na przekór reszcie świata). Szkoda tylko, że jak na razie do naszego kraju podobno sprowadzono połowę tytułów dostępnych na PSP. Serce mi się kraje, gdy pomyślę, że cały czas gierzę w okrojoną wersję MHF 2. Rozszerzona pojawi się za pół roku.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
Killzone jest dobrze wyważony pod względem trudności. Gram na hardzie, bo słyszałem że gra jest krótka. Jeszcze nie jestem w połowie, a mam za sobą ok. 3-4 godziny, licząc kolejne podejścia do leveli... a są jeszcze wyzwania, które warto kończyć, bo odblokowują różne upgrade'y - ogólnie jest co robić. Na hardzie gra się bardzo fajnie - nie przechodzisz przez całość jak przez masło, musisz grać uważnie, nie spieszyć się i nie popełniać błędów. Zdarza się ginąć, ale nie tak często, by to frustrowało. Killzone to wyzwanie. Nic tu nie jest sztucznie wydłużone.

Negrin: ok, rozumiem. Mimo wszystko nie porównuję DS do PSP, bo to trochę jakby porównywać zabawkowy samochodzik do gokarta.

Odpowiedz
military napisał(a):Negrin: ok, rozumiem. Mimo wszystko nie porównuję DS do PSP, bo to trochę jakby porównywać zabawkowy samochodzik do gokarta.
Wiesz, nie miałem w ręku PSP, więc sam nie mogę się wypowiadać, a jedynie powtarzać opinie krażące w świecie graczy :) (czyli jeśli będzie pachniało fanbojem, to nie ja ;) ). A są takie, że Sony zamiast prawdziwego handhelda zrobiło przenośne PS2 (i do tego, w nowej wersji, podłączalne do TV). Zresztą to znajduje potwierdzenie w grach, które opisujesz. Tego typu tytuły nadają się na kanapę i duży telewizor. Nintendo, tworząc DS, wykazało się dużo lepszym zrozumieniem idei "handheld". W przeciwieństwie do Wii, które miało być czymś więcej, czym się (z racji polityki producenta) okazało, DS nie ma w sobie nic z zabawki. Trochę (trochę, mind you!) dziecięcych tytułów, ale poza tym kupę perełek. Ciągnąc wątek subiektywny, DS jest jedyną konsolą, której za nic bym się nie pozbył. Wii mimo wszystko zbiera kurz. Xboksa mógłbym zostawić dla PC albo PC (z trudem) dla Xboksa, a względnie, gdybym się bardzo upił, dla PS3, ale DS-a nic nie zastąpi. A PSP jest jedyną konsolą na rynku, która nigdy mnie w najmniejszym stopniu nie interesowała... bo miałem PC, potem 360. (Tak, to znaczy, że nawet o PS3 kiedyś myslałem -- ze względu na BD).
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
A widzisz, akurat tytuły które opisałem są typowo handheldowe. Nie wyobrażam sobie grania na 42'' tv w Killzone: Liberation, które ma widok z lotu ptaka. To było ustępstwo mające przystosować grę do małego ekranu - w innym razie po prostu byłby widok FPP. Ale na handheldzie takie rozwiązanie sprawdza się świetnie. Tak samo jak np. Castlevania: Dracula X Chronicles - jedna z najlepszych platformówek w ogóle, exclusive dla PSP. Rozgrywka 2D w pięknej grafice 3D. Na wielkiej konsoli taka gra byłaby porażką, tutaj wymiata. Podobnie Patapon i LocoRoco, dla których warto kupić konsolkę.

Fakt, na PSP jest dużo portów - ale jest też wiele oryginalnych, świetnych gier. Wspomniane wyżej oraz np. God of War: Chains of Olympus, nowe Syphon Filtery, LOTR Tactics czy Infected! - to gry których nie znajdziesz nigdzie indziej. Niepowtarzalne, stworzone z myślą o handheldzie, ale rozbudowane i duże. A taka kampania antyPSPowa jest prowadzona zwykle przez osoby, które może i mialy konsolę w ręku, ale pewnie są zaślepionymi fanami innej. Ja tam lubię wszystkie konsole. :) Ale PSP najbardziej, a akurat DSa najmniej.

Odpowiedz
military napisał(a):A taka kampania antyPSPowa jest prowadzona zwykle przez osoby, które może i mialy konsolę w ręku, ale pewnie są zaślepionymi fanami innej.
Wiem, że swego czasu było tak, że gracze (nie u nas, oczywiście) gremialnie sprzedawali swoje PSP, bo nie było w co grać. Przy czym jak tak kątem oka patrzę, to widać, że ostatnio rynek się poprawił.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
Za granicą pewnie wygląda to całkiem różowo, u nas troszkę mniej, ale i tak jest dobrze. Ważne, że PSP cieszy się takim powodzeniem w Polsce. To zachęci do sprowadzania większej ilości tytułów niż dotychczas.
Tak sobie przypomniałem, że podobno z zapowiedziami nowych gier na Portable jest cienko. Za to DS może liczyć w przyszłości na dużo świetnych (i pewnie także dużo beznadziejnych) tytułów. I pomyśleć, że ten ostatni miał być tylko eksperymentem.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
Przez ostatnie parę miesięcy było bardzo cienko, ale teraz zaczyna być dobrze. LocoRoco2 i Prinny niedawno wyszły, Star Ocean 2 i Resistance wyjdą za chwilę, a potem jeszcze więcej potencjalnych hitów.

A swoją drogą to nie rozumiem, jak można sprzedać konsolę, jeśli przez miesiąc nie wychodzi nic nowego. To znaczy że przeszli już te 2000 czy ileśtam gier, które na nią wyszły? Koniecznie co tydzień muszą kupować (czy raczej ŚCIĄGAĆ) nowość?

Odpowiedz
military napisał(a):A swoją drogą to nie rozumiem, jak można sprzedać konsolę, jeśli przez miesiąc nie wychodzi nic nowego. To znaczy że przeszli już te 2000 czy ileśtam gier, które na nią wyszły? Koniecznie co tydzień muszą kupować (czy raczej ŚCIĄGAĆ) nowość?
Akurat taka opinia pokutowała nie przez miesiąc, tylko przez długie miesiące (lata?), no i zawsze, kiedy mówi się, że "nie ma w co grać", chodzi o gry warte grania, a nie wszystkie, które wychodzą :) I ponieważ dotyczyło to, powiedzmy, głównego nurtu graczy w Stanach, nie chodziło o kupowanie.

Anyway, koniec sporów konsolowych, jak co kogo cieszy, to ważne, że go cieszy :) Ja tylko jeszcze na poparcie moich słów odeślę do fajnego obrazka z PAX 07. Trudno o inną imprezę, która w równym stopniu "reprezentuje graczy" (echhhh, pojechałoby się, swoja drogą...). Na zwykłych koncertach ludzie zapalają zapalniczki. Na koncertach PAX-owych... zapalają DS-y. PSP ani jednego. Just sayin'. [/fanboy mode]

;)

A teraz zmieniam temat (i platformę :) ). Czy komuś kojarzy się gra możliwie bliska Call of Duty 4? Jakoś tak tęskno mi za współczesną wojenną strzelanką. Nie jestem szczególnie wielkim fanem tzw. tactical shooters, stąd niekoniecznie myślę o Rainbow Six czy Ghost Recon, choć w razie czego chyba po coś takiego też sięgnę ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości