He-man (1983, 1990, 2002, 2021)
He/Him jest w filmie ;)

Odpowiedz
Acha! :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Masters of the Universe (2026)

[Obrazek: HJ-KRYl-Xc-AAW3s8.jpg]

Przepiękny, ręcznie wykonany fan-art autorstwa Ruiza Burgosa.

Mam lekki problem z oceną tego filmu. Z jednej strony jest to w jakichś 90 procentach to, co chciałem zobaczyć gdy mając te 5 czy 6 lat zasiadałem do telewizyjnej premiery filmu Goddarda pod koniec lat 80-tych, z drugiej jest tutaj trochę takich współczesnych naleciałości, które nie do końca mi odpowiadają gdy mam już te ponad 40 lat na karku i ciut bardziej ukształtowany gust filmowy. "Masters of the Universe" A.D. 2026 to produkcja, która paradoksalnie jest spełnieniem marzeń dla każdego wielbiciela tej marki i osoby, która kiedykolwiek za szczyla bawiła się tymi zabawkami a także oglądała na okrągło animację od Filmation ale jednocześnie dla jakiegoś He-Manowego purysty może być nie do przełknięcia ze względu na pewne elementy, o których za chwilę.

Czy jest to obraz udany? W mojej opinii jak najbardziej. Może nie są to żadne kinematograficzne Himalaje jeśli chodzi o sam ogólny poziom tej produkcji i jeśli ktoś będzie film Travisa Knighta oceniał chłodnym i pozbawionym nostalgicznego zaczepienia okiem to pewnie powie, że nie jest to nic wybitnego czy nawet przesadnie dobrego. I w porządku, zrozumiem takie podejście bo to jest po prostu porządnie zrobiony, kolorowy popkorniak, który spełnia się jako ta dwugodzinna, eskapistyczna rozrywka i tyle, nic więcej tutaj nie ma a i nie wszystko gra w nim tak jak powinno. Dla mnie jednak to w końcu spełnienie tych dziecięcych marzeń jeśli chodzi o live-action adaptację przygód najbardziej prawego i najsilniejszego gościa we wszechświecie.

Może od razu napiszę tutaj, co mi nie pasuje, bo mimo wszystko nie jest tego jakoś specjalnie dużo. Po pierwsze, mały problem mam z samą strukturą tego obrazka i tym, że znowu spędzamy jakąś jego część na Ziemi. Nie jest to samo w sobie złe, bo wątek ten tym razem jest o wiele krótszy niż w filmie z 1987 roku i bardzo szybko trafiamy z powrotem na Eternię, jednak nie wiem, czy był on w ogóle potrzebny. Jasne, rozumie co Knight chciał nim pokazać i osiągnąć, bardziej zakotwiczamy się dzięki temu w tym późniejszym fantastycznym świecie a przez Adama i jego gikowską wręcz fascynację swoimi rodzinnymi stronami uwalniają się i w nas te pokłady nostalgii i sami z rozrzewnieniem może przypomnieć sobie te dużo prostsze i po prostu fajniejsze czasy, kiedy za bardzo nie interesowało nas to, co dzieje się za oknem no chyba, że koledzy wołali do zabawy, nie przejmowaliśmy się polityką i innymi tego typu zbędnymi pierdołami a uciekaliśmy z He-Manem i jego ziomkami do tego kolorowego świata i chłonęliśmy te proste historie z morałem jak gąbka. Mimo wszystko wydaje mi się, że można by było do tego podejść trochę inaczej, chociaż kurczę z drugiej strony stracilibyśmy przez to kilka naprawdę niezłych i wartościowych scen, także nie jest to taki do końca olbrzymi problem dla mnie, bardziej ciągle gryzę się z myślami w tej kwestii. Sporo więcej zastrzeżeń mam odnośnie tego głośno i często podnoszonego tematu "śmieszności" samego filmu i ilości humoru w nim zawartego. Tutaj rzeczywiście trochę przegięto pałę i momentami za bardzo poszło to wszystko w kierunku, który nie do końca mi odpowiada.

Sporo jest humoru, który jest wpleciony naturalnie, wynikającego wprost z charakteru postaci i tego, w jakiej sytuacji się znalazły ale też cała masa "marvelozy", żarcików dla samych żarcików, psujących niektóre poważniejsze i bardziej epickie momenty, jak choćby jeden kompletnie wyjęty z czerech liter moment, w którym zaczyna przygrywać znany z "Nieśmiertelnego" kultowy "Princess of the Universe" Queen, mamy tę niezwykle bombastyczną i podniosłą atmosferę, aż chce się tym bohaterom w tym momencie towarzyszyć by iść z nimi ramię w ramię do walki i nagle wszystko trafia szlag bo postanowiono obrócić całą tę chwilę w żart, który zupełnie niczemu nie służy tym bardziej, że za chwilę wszystko wraca do poprzedniego status quo i akcja toczy się dalej tak, jakby tego chwilowego "dośmiesznienia" wcale nie było. I jest tego niestety o wiele za dużo, czasami ma się wrażenie, że choć twórcy kochają ten świat, bohaterów i cały ten campowy klimat to też trochę boją się, że współczesny widz tego nie zaakceptuje i jeśli będzie to wszystko zbyt poważne, to tego świata po prostu nie kupi. Dla mnie osobiście nie jest to podejście jakiego bym sobie życzył, bo albo idziemy w tę całą fantastyczną otoczkę na całość i cieszymy się z przebywania w tym przerysowanym do granic, totalnie kiczowatym świecie albo nie, takie półśrodki według mnie średnio się sprawdzają i nie inaczej jest w tym przypadku.

A szkoda, bo cała reszta jest naprawdę znakomita w szczególności, gdy akcja z Ziemi przenosi się na Eternię - momentami towarzyszyło mi dokładnie to samo uczucie niczym niepohamowanej radości i przygody, które czułem za dzieciaka oglądając "Władców wszechświata" na swoim małym kineskopowym telewizorku. Bałem się o efekty wizualne, bo zwiastuny raczej słabo sprzedawały ten świat, wyglądało to na nich wszystko bardzo sztucznie, momentami jak jakiś slop AI, jednak w gotowym filmie zupełnie tego tak nie odebrałem. Pod względem wizualnym bardziej niż do produkcji Marvela porównałbym obraz Knighta do ubiegłorocznego "Deathstalkera" od Stevena Kostanskiego, tylko że z o wiele większym budżetem. Ale tak samo jak i tam mamy tutaj całą masę praktycznych efektów, wybudowanych prawdziwych scenografii a całość zamieszkują różnorakie maszkarony powołane do życia za pomocą pędzli, barwników, gumy i godzin pracy ludzkich rąk. Dawno nie widziałem w wyskobudżetowej hollywoodzkiej produkcji tego kalibru tak pieczołowicie wykreowanego świata, który nie wali cały czas kompem a jest jak najbardziej prawdziwy, do tego w takim najlepszym kiczowatym i campowym wydaniu. Do tego Knight zna się na reżyserii, przez co sceny akcji są w większości świetne i bardzo czytelne, czuć w tym ten niezobowiązujący klimat absolutnej przygody znany choćby z "Flasha Gordona" - pomaga w tym też paleta barw Eterni, która mieni się we wszystkich kolorach tęczy unikając kiedy tylko może szarości i wizualnej nudy. Jeśli jesteśmy w lesie, to jest to las magiczny, w którym dominują róże, filolety, pomarańcze i ich odcienie a z kolei nie uświadczymy tam koloru zielonego, do tego barwy te są bardzo żywe i momentami wręcz wylewają się na nas z ekranu. W porównaniu z potężną większością obecnie serowowanej nam w kinach szaroburej bylejakości jest to naprawdę odświeżające i cieszące oczy.



Aktorzy na planie też zdają się rozumieć, w jakim kinie przyszło im występować i odgrywają swoje postacie znakomicie - widać w tym wszystkim radość i pewnego rodzaju szczerość. Weźmy choćby takiego Jareda Leto w roli Szkieletora, który w mojej opinii jest absolutnie rewelacyjny i piszę to z pełnym przekonaniem - sam początkowo po jego zatrudnieniu pukałem się w czoło będąc wielkim przeciwnikiem tego castingu ale cieszę się niesamowicie, że absolutnie nie miałem racji a gość zamknął mi mordę w najlepszy możliwy sposób, tworząc na ekranie postać z, nomen omen, krwi i kości (badum tss). Wziął to co najlepsze z kreskówkowego pierwowzoru, wymieszał ze szczyptą tego kapitalnego szekspirowskiego zadęcia i powagi znanej z kapitalnej roli Franka Langelli z 1987 roku i stworzył coś zupełnie nowego i swojego ale oddającego w cudowny sposób hołd oryginałowi. Dodatkowo chłop cały czas kręcił wszystkie swoje sceny w pełnym kostiumie i charakteryzacji będąc jak najbardziej fizycznie na planie, a żeby wyglądać groźnie smarował sobie twarz raz po raz sztuczną krwią. Podejście być może cokolwiek ekscentryczne ale sprawdziło się świetnie. I takich pokrytych różnymi warstwami charakteryzacji postaci jest w tym świecie więcej, że wymienię choćby rewelacyjnego Trap Jawa, Goat Mana (w którego wcielił się znany z roli Góry w "Grze o tron" najsilniejszy człowiek świata Hafþór Björnsson) czy nawet znanych z filmu Goddarda Karga a przede wszystkim Pig Boya, który tym razem dostał ciut większą rólkę. I mógłbym tak wymieniać i wymieniać ale naprawdę zrobiło to na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

To samo tyczy się bardziej ludzkich bohaterów tej opowieści, którzy dobrani zostali perfekcyjnie. Cały casting jest naprawdę świetny i biję się w pierś, bo początkowo nie byłem co do większości tych angaży kompletnie przekonany. Jednak każdy bez wyjątku został obsadzony bez pudła, z Nicholasem Galitzinem w roli Adama a w końcu też He-Mana na czele. Gość ma naprawdę duży talent komediowy a do tego tony uroku i charyzmy sprawiającej, że równie dobrze odnajduje się jako bardziej ludzki i ciapowaty książę Eterni jak i najpotężniejszy heros całego wszechświata He-Man. Do tego ma naturalną chemię z wcielającą się w Teelę Camilą Mendez - iskrzy na ekranie między nimi niesamowicie, jednak na szczęście twórcy oparli się pokusie wciskania na siłę jakiegoś niepotrzebnego akurat w tej konkretnej historii wątku miłosnego. Idris Elba jako Man-At-Arms - świetny, Alison Brie, Morena Baccarin to samo. Jasne, nie są to role oscarowe (może oprócz Leto, a co tam) ale każde z nich bezproblemowo i nad wyraz przekonująco wciela się w te nie do końca poważne postaci z wielkim wdziękiem i swadą.

Nie mogę nie wspomnieć też kolejny raz o wybitnym w moim mniemaniu soundtracku Daniela Pembertona, który w tym roku ma póki co niesamowitą passę, bo wcześniej słyszeć mogliśmy jego muzykę w "Project Hail Mary", która choć tam w zupełnie innym klimacie i kompletnie odmienna to była równie dobra. Tutaj z kolei, z pomocą gitarzysty Queen Briana Maya nagrał ścieżkę dźwiękową, którą mogę nazwać tylko jednym określeniem - czysta rock 'n' rollowa rewelacja. Jeśli jesteście fanami kultowej muzy Queen do "Flasha Gordona" to momentalnie poczujecie się tutaj jak w domu - całość ma ten przepiękny posmak i podniosłość rock oper z lat 70-tych i początku 80-tych, dodatkowo zmieszaną ze szczyptą sonicznej potęgi i epickości ścieżki Basila Poledourisa do "Conana barbarzyńcy", czyli absolutnie najwybitniejszego soundtracku wszech czasów. Słucha się tego równie dobrze poza samym filmem ale w nim sprawdza się jeszcze lepiej, wynosząc obraz Travisa Knighta na zupełnie inny, o wiele szlachetniejszy poziom.

Pisałem na początku, że ciężko mi te nowe "Masters of the Universe" ocenić, bo nie jest to zwyczajny blockbuster jakich wiele i pomimo paru skuch i kilku niedoskonałości widać, że jest to projekt, w który ktoś włożył całą masę serca i pasji. Jeśli miałbym go porównać do czegoś z ostatnich lat od razu wskazałbym na świetny "Dungeons & Dragons: Honor Among Thieves" z 2023 roku - tamten obraz całościowo być może jest bardziej spójny i odrobinę lepszy, ale są to bardzo zbliżone produkcje pod względem podejścia ich twórców do materiału źródłowego i przeniesienia go na język filmu a także do samego procesu tworzenia, w którym widać ogromne pokłady miłości i szacunku do tych światów i postaci. Oba obrazy w końcu też w podobny sposób wyrażają się na poziomie wizualnym, wielki nacisk kładąc na prawdziwe scenografie i charakteryzację wymieszane w bardzo racjonalnych ilościach z efektami komputerowymi ale tylko tam, gdzie było to absolutnie niezbędne. I niestety jeden i drugi film nie znalazły w kinach swojej widowni ponosząc klęskę jeśli chodzi o zarobki. Cóż, jak widać w dzisiejszych czasach nie można mieć wszystkiego.

"Masters of the Universe" Knighta to nie jest pełny triumf jak chcieliby uważać niektórzy fani marki, ale też żaden pozbawiony własnej tożsamości i charakteru szeregowy blockbuster jak mówią przeciwnicy filmu - dla mnie to mimo wszystkich swoich wad dzieło, w którym widzę pasję i zaangażowanie jego twórców a także masę serca włożonego w całość, dodatkowo bijącego po tej odpowiedniej stronie. Gdyby nie pewne wybory stylistyczne i raczej nie do końca udany pierwszy akt filmu byłym skłonny wystawić obrazowi Chillly'ego Tee nawet ciut wyższą ocenę, jednak za to, że poczułem w trakcie seansu jakbym nadal miał te kilka czy kilkanaście lat i ze względu na masę nostalgii, jaką darzę ten świat daję i tak lekko naciąganą ósemeczkę mocy. Pomimo pewnych wkurzających mnie niedociągnięć i nie do końca satysfakcjonującego tonu bawiłem się przez większość seansu świetnie a to na koniec dnia jest w przypadku takiego nostalgicznego, kolorowego (w końcu!), rozrywkowego blockbustera według mnie mimo wszystko jednak najważniejsze.

8/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
OK, 2 pytania, bo nie śledzę:
- czy w filmie jest Orko?
- czy poszli full retard i zrobili ekranizację mema ze Szkieletorem?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Orko

Odpowiedz
Orko


Którego mema ze Szkieletorem? Bo jest ich od groma :) Mnie jeśli chodzi o Szkieletora to zabrakło tylko kultowego "Until we meet again!", poza tym jest tak samo przerażający, złowieszczy a jednocześnie żałosny i śmieszny jak w kreskówce, do tego mówi wszystkie te swoje bzdety z tą szekspirowską wyniosłością jak Langella w filmie Goddarda. Nawet "Boob" się pojawia, dla mnie znakomita rola Leto i świetnie oddany duch oryginalnej, animowanej postaci.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(10-06-2026, 14:38)Mefisto napisał(a): Swoją drogą widzę niewykorzystany potencjał w tytule. W obecnych czasach to powinien być He/Him-Man

Po co? Takie rzeczy robi się prawicowym rzeczom, a He-Man to od zawsze była lewacka bajka u podstaw.

Odpowiedz
(10-06-2026, 18:00)slepy51 napisał(a): Którego mema ze Szkieletorem?

Tego jak coś mówi, a potem ucieka :)

(10-06-2026, 18:01)OGPUEE napisał(a): Po co? Takie rzeczy robi się prawicowym rzeczom

Que?

Cytat:He-Man to od zawsze była lewacka bajka u podstaw.

To mówisz, że gość z krzyżem na klacie jest lewacką bajką? Mmmkay.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mefisto napisał(a):Tego jak coś mówi, a potem ucieka :)

Czyli "Until we meet again!" :) No tego akurat niestety nie ma a wielka szkoda, bo ten Szkieletor idealnie by się do tego nadawał. Wszystkie jego sceny z Evil-Lyn są choćby żywcem wyjęte z kreskówki, gnoi i obraża tych swoich podwładnych cały czas, w szczególności szkoda mi było Pig Boya w jednym momencie ;)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Napiszcie w spoilerze jakie cameo ma Lundgren.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(10-06-2026, 19:27)Mefisto napisał(a):
Cytat:He-Man to od zawsze była lewacka bajka u podstaw.

To mówisz, że gość z krzyżem na klacie jest lewacką bajką? Mmmkay.
Popatrzmy. Robiona przez studio Filmation, które sławiło się The Hardy Boys, pierwszym serialem animowanym z czarnoskórą postacią na pierwszym planie (przed Josie i kociakami), Grubym Albertem wypełnionym mało subtelnym komentarzem społecznym, a przy samym He-Manie pracowali tęczowi i te wszelkie homoerotyczne podteksty było świadome. I głównym bohaterem innego wyrobu he-manopodobnego Bravestarr jest Indianin, bo szef Filmation, Lou Scheimer uważał że należy im porządna reprezentacja. A co do samego Scheimera... warto wejść w jego stronkę na Wikipedii i przeczytać sekcję "Early life" :).

Odpowiedz
(10-06-2026, 19:33)slepy51 napisał(a): Czyli "Until we meet again!" :)

Możliwe, było pierdyliard przeróbek tego, więc nie wiem, które było pierwsze :)

(10-06-2026, 21:13)OGPUEE napisał(a): warto wejść w jego stronkę na Wikipedii i przeczytać sekcję "Early life" :).

Nawet nie zamierzam, pewnie jest tak jak piszesz, tylko... no nie pykło im, biorąc pod uwagę, jak mocno neutralne to wszystko jest z perspektywy dzieciaka (czyli jakikolwiek przekaz czy podtekst jest właściwie niewidoczny). Podejrzewam nawet, że ten obecny film jest bardziej lewacki niż oryginalna baja :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
MeFISTO napisał(a):Możliwe, było pierdyliard przeróbek tego, więc nie wiem, które było pierwsze :)



I sorry jeśli chodzi o pisownię twojej ksywki w cytacie ale musiałem ;)

MeFISTO napisał(a):Podejrzewam nawet, że ten obecny film jest bardziej lewacki niż oryginalna baja :)

Czy ja wiem? Lewacka to jest ta animowana abominacja od Kevina Smitha z 2021 roku, w której główną bohaterką jest Teela z bardzo współczesną i wiadomo do uczesania jakich pań nawiązującą fryzurą, z kolei głównym złolem okazuje się być Evil-Lyn, która w pewnym momencie ma łapę większą chyba nawet od samego He-Mana. W porównaniu z tą spierdoliną to ten nowy film jest w tym aspekcie bardzo neutralny :)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz


100% racji. Tłumaczy też, czemu film tak bardzo odwołujący się do oryginalnej kreskówki niestety nie ma w dzisiejszych czasach racji bytu i okazał się być totalnym flopem finansowym w box office. Może byłoby ciut inaczej i gdyby wszedł do kin jakieś 10 lat temu, gdzieś w okolicach szczytu popularności komiksówek od Marvela i potężnej nostalgii na 80-tisy zapoczątkowanej między innymi przez "Stranger Things" to zarobiłby więcej, a tak niestety po raz kolejny jest to podobnie jak obrazek z 1987 roku ekranizacja spóźniona, która #nikogo.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Zachęcony dobrymi opiniami jednak się skusiłem i poszedłem do kina.

Początek nawet obiecujący, choć sztampowy. A potem przychodzi cudowanie i umieszczenie na Ziemi i Adam jest tym kolejnym idiotą, który naiwnie wierzy, że jak opowie o niesamowitych fantasy-bzdurach jako prawdę objawioną, to ktoś mu uwierzy. I prosiło się, żeby Adam pracował w firmie zabawkarskiej, bo mógłby jakoś znaleźć ujście z Eternii przelewając wspomnienia na papier. Pasowałoby to również do obecnego cały czas metakomentarza (czasami wypada znośnie, czasem krindżowo). Że Adam to przez długi czas pierdoła to się spodziewałem. Ale zaskoczyło mnie, że i Duncan przeistoczył się w komediowego przegrywa. Gdyby grał go biały, to na pewno by były komentarze, że Bezos chce zniszczyć heteroseksulanych mężczyzn :). I jak jestem przy orientacji... czemu Adam na początku umawia się z laską? Przecież każdy wie, że Adam to gej :P.  BTW, czy ten monolog Duncana o ratowaniu zadków można zaliczyć do obligatoryjnych homoerotycznych podtekstów :)? Jak i siłowanie się z figurą Conana (też niezły smaczek dla tych co znają kulisy historii He-Mana).  

W ogóle przypomina mi to Żółwie Ninja od Baya. Też widać było miłość do oryginalnej kreskówki i jakieś tam zrozumienie, ale wielokrotnie wstrzymywali, by zrobić pełnoprawny remake. Jak cameo Orka, dość późne wprowadzanie Płoszka. Taki Szkieletor wypadł dobrze i zaskakująco uchwycił animowany odpowiednik. Fajnie było to, że Szkieletor jest... po prostu dla samego bycia złym. Ale to akurat kwestia polskiego dubbingu (cóż, późniejsze seanse są dopiero o jakiejś 18.00, a mam w planach dziś Straszny Film 6), ale mogli mu bardziej oślizgły i piskliwy głos, jak to zrobili Tondera (wersja z lat 80.) czy Paszkowski (wersja z lat 00.). Z kolei Evil-lyn to bardziej struchlała nastolatka (w polskim dubbingu też tak brzmi) niż zimna wiedźma, która 3 razy knuje. 

Też ciągnie w dół te marvelowe naleciałości jak taki se wygląd (gdy animka emanowała wszystkimi kolorami flagi LGBT i ogranicza się do jesiennych lasów) czy niedopasowany humorek (jak wejście przy Queen). I okazuje się że miecz mocy był z tego samego szrotu co pierścień z Kosmicznych jaj.

 Za to muza zajebista i chyba to najlepszy element. Spokojnie mogłaby dawniej stać się kultowcem. I nawet pojawia się ten epicki theme. 

W sumie dało się obejrzeć i sprawdza się jako eskapistyczna rozrywka. 

5-6/10

Odpowiedz
Nie wiem na ile to wiarygodne źródło ale ponoć pomimo srogiego flopach w kinach i tak możemy dostać sequel:

https://www.forbes.com/sites/carolinereid/2026/06/19/masters-of-the-universe-set-for-sequel-despite-dismal-box-office/
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Przepalają hajs na tych Pierścieniach Władzy, bo "Łysy tak chce", więc w sumie nic dziwnego i zaskakującego

Wysłane przy użyciu Tapatalka
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.




Odpowiedz
Masters of the Universe (1987)

Jako że wygospodarowałem czas i w przyszłym tygodniu wreszcie uda mi się przejść na ten nowy film, to pomyślałem, że może najpierw obejrzę w końcu ten stary. Nigdy nie widziałem go w całości. Za dzieciaka widziałem częściowo, bo rodzice akurat oglądali, to się przyłączyłem, ale nie dotrwałem do końca. To było spore rozczarowanie - ogląda człowiek aktorskiego He-Mana, a tam zamiast tego, co w kreskówce, mamy nasz zwykły, normalny świat i jakichś ziemskich nastolatków. No dajcie spokój, każde dziecko wie, że prawdziwy świat jest nudny.

Ale dobra, pomyślałem, że po trzech dekadach może jakoś lepiej zniosę ten film. No ale nie. Przez pierwsze 2/3 filmu nudziłem się jak cholera. Potem już trochę lepiej, ale całościowo film jest daremny.

Z dzieciństwa pamiętałem, że to nuda. Czego za to nie pamiętałem, to że jest tu tak mało He-Mana. Film w zasadzie nie jest o nim. Głównym bohaterem jest jakiś ziemski nastolatek, sporo czasu ekranowego dostaje też jego dziewczyna i jakiś łysy policjant (którego gra dyrektor Strickland z "Powrotu do przyszłości"). Ba, nawet rudy karzeł ma tu więcej czasu ekranowego niż He-Man.

Zresztą nie wiem, czy gdyby było tu więcej He-Mana, to film byłby lepszy, bo on jest jak wycięty z kartonu. Trudno nazwać go pełnoprawną postacią. Nie ma żadnej osobowości. I nawet nie ma wprowadzenia - jeśli czegoś nie przespałem, to film nawet ani słowem nie wyjaśnia, kim właściwie jest He-Man. Twórcy założyli, że każdy oglądał kreskówkę i jest zaznajomiony z He-Manem. Tylko że jak ktoś oglądał kreskówkę, to po co miałby sięgać po ten film, w którym akcja dzieje się na Ziemi i jest mało He-Mana?

W ogóle to przeniesienie akcji na Ziemię nic nie daje tej historii. Oczywiście na pewno pozwoliło ograniczyć budżet, ale pod względem scenariusza, to niewiele z tego wynika. Nawet nie ma tu za bardzo zderzenia kultur Ziemi i Eternii - przybysze z innej planety dość łatwo odnajdują się w innym świecie, nie ma tego motywu "fish out of water".

Mogłyby chociaż sceny akcji być dobre, He-Man mógłby więcej pomachać tym mieczem, skoro już go ma. Ale nie - zdecydowana większość starć sił dobra i zła polega na tym, że stoją naprzeciwko siebie i szczelajom z pistoletów, jak w pierwszym lepszym sensacyjniaku, tylko że laserami. No i praktycznie nie widać tutaj, żeby He-Man miał nadludzką siłę - w ogóle to nie jest wykorzystane.

Śmieszne jest też, jak główny bohater - nastolatek z Ziemi - rozpracowuje jak uruchomić międzywymiarowy klucz. Udaje mu się to, bo pamięta melodię. I mówi - jakby to była jakaś jego specjalna zdolność - że on już tak ma, że jak usłyszy kilka razy jakąś melodię, to ją zapamiętuje. Czyli, no wiecie, tak jak właściwie każdy normalny człowiek.

Trudno mi o tym filmie powiedzieć cokolwiek dobrego. Szkieletor jest... poprawny. Evil-Lyn za to całkiem niezła. No i tyle.

Zobaczę za kilka dni, jak wypada ten nowy film - ale nie wiem, co twórcy musieliby odwalić, żeby było gorzej niż tutaj.

Odpowiedz
He-Man z Dolphem zdecydowanie nie był tym, czym być powinien (w sumie to bardziej przypomina "Kosmitę z przedmieścia" z Hulkiem Hoganem niż He-Mana), oglądałem to parę razy i niby trochę nawet lubię, ale w zbliżonych klimatach o niebo lepszy jest Flash Gordon.

Nowy film zdecydowanie lepszy.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Pinocchio (reż. Guillermo del Toro, 2021) Pelivaron 48 9,289 03-01-2024, 16:47
Ostatni post: marsgrey21
  Luca (2021) - animacja Pixara Pelivaron 2 1,953 08-07-2021, 15:13
Ostatni post: yacajackowski
  Hotel Transylvania (2012-2021) Persona non grata 4 2,971 17-05-2021, 17:11
Ostatni post: Trailery Srailery



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości