Her (reż. Spike Jonze)
#1
[Obrazek: her.jpg]
Phoenix zakochuje się w głosie Scarlett. Wkrótce w kinach. Lubię Jonze'a, uwielbiam Phoenixa, kocham Scarlett - doradźcie, czy czekać na kino.

Odpowiedz
#2
Może jakiś wstępniak?

Odpowiedz
#3
Chodzi o to, żeby nie wrzucać opinii do krótkiej piłki, bo o filmie na pewno pojawi się sporo opinii.

Odpowiedz
#4
Ja jestem zachwycony. Po pierwsze - to nie komedia, to nie romans. To dramat SF. Owszem jest kilka gagów i jest o facecie, który zakochuje się w swoim komputerze. Tak naprawdę jest to jednak film o słabym psychicznie facecie w czasie rozwodu, oraz o nieograniczonej SI, która rozwija się szybko z systemu operacyjnego i interfejsu głosowego, który dopasowuje się do użytkownika w coś znacznie więcej.

Jak dla mnie kapitalny SF z pod znaku "co by było gdyby..." miejscami zaskakująco dobrze przewidujący pewne społeczne efekty czy rozwój i tempo działania takie SI.

Chociaż spędzamy z Joaquimem cały film słuchając głosu Scarlett, to nie rozpędzałbym się z zachwytami o oskarowych kreacjach. Natomiast scenariusz zdecydowanie zasługuje na liczne nagrody. Świetny, niegłupi, prowokujący.

9/10 i duże wow.

Odpowiedz
#5
OK, to też coś napiszę.

Film jest dokładnie taki, jak oczekiwałem, a nie oczekiwałem arcydzieła. To rzeczywiscie fajne sci-fi, minimalistyczne, ale nie nudne. Wszelkie romantyczne chwile miedzy głównym bohaterem a jego OS są ładnie oddane - wiarygodnie ujmują jednocześnie elementy prawdziwych relacji damsko-męskich oraz elementy fantastyczne.

Joaquin mnie zaskoczył, bo nie myślałem, że będę w stanie w jakimś filmie go polubić, a jednak się udało. Nawet było mi przykro jak jedna lasia nazywa go "creepy" (choć rzeczywiście troche jest, bo to Joaquin Phoenix :P). Scarlett znakomicie gra głosem, ale te oburzenie, że do Oscara nie może być nominowana kompletnie mnie nie przekonuje. To dobra rola, ale nie wybitna.

Obejrzałem to z przyjemnością, bez zgrzytów czy krzywienia sie, ale zostawił mnie bez wielkiego zachwytu. Podoba mi się, że pyta, co jest sednem miłości w nietypowy sposób i do tego jest ciekawą metaforą związku na odleglosć. Ale to tyle. To dobry dabel ficzer z pierwszym odcinkiem drugiej serii BLACK MIRROR. Wbrew temu, co można bylo oczekiwac po zwiastunie - bardzo dobrze się dopełniają decydując się powiedzieć trochę co innego.

7+/10

Odpowiedz
#6
(14-01-2014, 20:06)Crov napisał(a): Joaquin mnie zaskoczył, bo nie myślałem, że będę w stanie w jakimś filmie go polubić, a jednak się udało.
Mi ciężko było go polubić, ale sama historia/proces ciekawy.


(14-01-2014, 20:06)Crov napisał(a): ale te oburzenie, że do Oscara nie może być nominowana kompletnie mnie nie przekonuje. To dobra rola, ale nie wybitna.
ale nie może czy nie będzie. Bo jeśli są jakieś obiekcje, że gra tylko głosem to idiotyzm, bo jej aktorstwo jest podstawą tego filmu. Ale nie jest to kreacja oskarowa.


Odpowiedz
#8
No mi się nie podoba ta wizja, Craven. Serio. I się mega dziwię, że technologiczni są ślepo wpatrzeni w możliwości komputerów bez zwracania uwagi na etyczne czy moralne konsekwencje tego rodzaju trendów. Ale co ja tu piszę, pisarze i reżyserzy s-f przewidzieli to wszystko dawno temu.

Ja też widziałem film i też mi się podobał, ale nie jestem nim zachwycony i będzie niedługo kontr-recka do recki Kuby na stronie. Mam wrażenie, że to taki film, w którym łatwo się zakochać i łatwo go chwalić, ale po bliższym przyjrzeniu się objawiają się w nim znaczne braki. I to scenariuszowe zwłaszcza.

(14-01-2014, 19:50)Craven napisał(a): Ja jestem zachwycony. Po pierwsze - to nie komedia, to nie romans. To dramat SF.
No i właśnie to jest dla mnie największy problem. Bo, moim zdaniem, to próbuje być i romansem i dramatem SF i do końca to nie wychodzi ani w jedną ani w drugą stronę. "Her" tkwi dla mnie w takim niezręcznym rozkroku niestety. Nie przedstawia odpowiednio głęboko wątku romansowego, ale też nie wgłębia się wystarczająco w poważniejsze klimaty s-f. Trochę lipa.

(14-01-2014, 19:50)Craven napisał(a): Tak naprawdę jest to jednak film o słabym psychicznie facecie w czasie rozwodu, oraz o nieograniczonej SI, która rozwija się szybko z systemu operacyjnego i interfejsu głosowego, który dopasowuje się do użytkownika w coś znacznie więcej.
Gdyby ten film był tak dobry jak ten opis to faktycznie bym mu dał 9/10 :)

(14-01-2014, 19:50)Craven napisał(a): Jak dla mnie kapitalny SF z pod znaku "co by było gdyby..." miejscami zaskakująco dobrze przewidujący pewne społeczne efekty czy rozwój i tempo działania takie SI.
A moim zdaniem istnienie takiej głosowej Scarlett dla każdego to baja, która jeszcze długo się nie spełni. Ale to oczywiście nie jest zarzut bo równie dobrze można zarzucać "Blade Runnerowi", że mówi, że w 2019 r. androidy będą nie gorsze od ludzi albo "2001", że w 2001 r. będziemy sobie mogli latać daleko w kosmos.

(14-01-2014, 19:50)Craven napisał(a): Chociaż spędzamy z Joaquimem cały film słuchając głosu Scarlett, to nie rozpędzałbym się z zachwytami o oskarowych kreacjach.
Ja powiem więcej - mi się Scarlett w tej roli zwyczajnie nie podobała. Ale sam nie wiem czy to wina jej czy scenariusza.

(14-01-2014, 20:06)Crov napisał(a): wiarygodnie ujmują jednocześnie elementy prawdziwych relacji damsko-męskich
No dla mnie właśnie w ogóle nie ujmują.

(14-01-2014, 20:06)Crov napisał(a): Joaquin mnie zaskoczył, bo nie myślałem, że będę w stanie w jakimś filmie go polubić, a jednak się udało.
A akurat jego zawsze lubię :)

Odpowiedz
#9
Cytat:Nareszcie coś nowego.
Podobny motyw z AI był w Black Mirror.

Cytat:Oscar za scenariusz to dla mnie formalność.
Oscar dla Scarlett byłby dla mnie formalnością (chociaż to niemożliwe do spełnienia). Zagrała samym głosem, ale wypadła tutaj najlepiej ze wszystkich filmów w jakich wystąpiła. Może i przesadzam, ale po prostu cudownie się jej słuchało, jako Samantha OS jest po prostu wspaniała.

Odpowiedz
#10
Średni film. Trochę zawód. Ale nie oszukujmy się od plakatu, przez trailer, do opisu fabuły - wszystko wskazywało na to, że dostaniemy obraz bardzo minimalistyczny, powolny, oparty na teatrze dwóch aktorów. Tu nie ma niespodzianki. Z kolei scenariusz...

Po filmie, który zgarnął Globa i od dłuższego czasu lansowany był jako najlepszy scenariusz oryginalny minionego roku, spodziewałem się trochę więcej. Dostajemy skromne sci-fi, niespecjalnie unikatowe w swojej historii. Chyba każdy z nas posiada gdzieś z tyłu głowy podobne wizje przyszłości i już z tego powodu nie można ich uznać za jakoś szczególnie niepowtarzalne. Równie dobrze można by nominować do jakiejś statuetki właściwie każdy odcinek "Black Mirror", bo te również uderzają w podobne tony. To taka niespecjalnie błyskotliwa refleksja na temat dzisiejszego świata, pogłębiona i spotęgowana przez obsadzenie wydarzeń w przyszłości, okraszona dobrymi dialogami.

Mam wrażenie, że ten film jest po prostu za długi. Totalnie wywaliłbym scenę z dziewczyną, która przylazła do Phoeniksa niby jako prostytutka, niby jako miłosierny samarytanin od robienia lasek. Jej postawa w mojej opinii zakwestionowała cały ten filmowy obraz miłości. Jak ktoś z dupy wzięty może rozryczeć się i rzucać frazesami pokroju "Nigdy nie przestanę was kochać!". Jakaś psychiczna kobieta. Albo ta akcja z filozofem... Po co to komu? Nie można było zrobić motywu, że Phoenix spotyka kogoś, kto opisuje swojego komórkowego przyjaciela w taki sposób, żeby facet załapał, że inne osoby również gadają z dokładnie kimś takim jak Samatha i najprawdopodobniej nie jest jej jedynym rozmówcą? No i najważniejszy zarzut - przewidywalność. Naprawdę zdziwiłbym się, gdyby film skończył się inaczej.

A jeśli chodzi o aktorstwo. Joaquin i Scarlett wypadli dobrze. Ale nie przesadzajmy. Nominacja dla Scarlett za grę głosem (czyli w praktyce naprzemienne wzdychanie oraz radosne i pochmurne odczytywanie kwestii) to za mało. Najbardziej przypadła mi do gustu Amy Adams z tą swoją niespecjalnie wyrazistą rolą szarej myszki o niezwykle racjonalnym podejściu do życia. Wolałbym ją niż seksownie chrypiącą, świetnie do mnie dopasowaną pod względem mentalności Scarlett z telefonu.

6/10
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
#11
Cytat:Mam wrażenie, że ten film jest po prostu za długi. Totalnie wywaliłbym scenę z dziewczyną, która przylazła do Phoeniksa niby jako prostytutka, niby jako miłosierny samarytanin od robienia lasek. Jej postawa w mojej opinii zakwestionowała cały ten filmowy obraz miłości. Jak ktoś z dupy wzięty może rozryczeć się i rzucać frazesami pokroju "Nigdy nie przestanę was kochać!". Jakaś psychiczna kobieta.

No bo kobieta musiała być chyba trochę psychiczna, żeby szukać uczuć w ten sposób? Nie wiem w czym to ujmuje coś scenariuszowi. Według mnie to jedna z najlepszych scen tego filmu - bardzo ciekawie pokazuje możliwy rozwój takiej sytuacji, ludzi zakochujących się w AI. I pogłębia relacje głównych bohaterów.

To jedna ze scen, która pozytywnie wyróżnia ten film:)

Cytat:No i najważniejszy zarzut - przewidywalność. Naprawdę zdziwiłbym się, gdyby film skończył się inaczej.

No ja szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś innego i cieszę się bardzo z tej końcówki. Obawiałem się, że miłość do AI zostanie zdeprecjonowana. Że okaże się, że producent specjalnie zastosował jakieś algorytmy, które miały tylko udawać uczucie. I takie tam.

Odpowiedz
#12
Nie "trochę psychiczna". Po prostu psychiczna. Kobieta wysłuchała opowieści o wielkiej miłości, a potem postanowiła być łącznikiem między tworem AI i człowiekiem, dając się pieprzyć obcemu kolesiowi, a potem wpadając w irracjonalny szał, słysząc, że ten nie chce tego robić z obcą dziewczyną. "Chciałam wam pomóc!", "Ja was kocham!", "Nigdy nie przestanę was kochać!". Ta postać jest zwyczajnie tak przerysowana na tle tych wszystkich właściwie bardzo subtelnie rozpisanych bohaterów, że moim zdaniem scenariuszowi ujmuje. Ale rozumiem, że mogła być to dla kogoś najlepsza scena w filmie, wszak wyróżnia się na tle całego obrazu i temu przeczyć nie zamierzam. Zależy tylko, jak kto będzie wartościował tę wyrazistość.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
#13
(25-01-2014, 23:18)Persona non grata napisał(a): Totalnie wywaliłbym scenę z dziewczyną, która przylazła do Phoeniksa (...)

Jak dla mnie jest to motyw podobny do tego jak Phoenix nadział się na wariatkę w sex-chatroomie, której zachciało się akcji z kotem. Ot element tego na jakich czubków można trafić, ew. jakich czubków hoduje taki świat.


Odpowiedz
#14
Z punktu widzenia współczesnego człowieka, znającego komputery, które nie posiadają świadomości, zakochanie się w programie jest dość psychiczne. Ale film nie pokazuje tego jako czegoś nienormalnego. Próg normalności zostaje podwyższony i mogę rzec, że nawet bardzo ładnie mi się komponują z tą filmową rzeczywistością takie akcje jak ta z kotem albo z surogatką.

Film jest spokojny, ale pod tym spokojem pulsują subtelnie jakieś szaleństwa i nerwice.

Odpowiedz
#15
No nie wiem, Joaquin też był lekko zszokowany całą tą propozycją i nie wydawało mu się to normalne. Od strony Samathy z kolei cała ta akcja, kojarzy mi się z hipotetyczną sytuacją, w której żona dzwoni do koleżanki, żeby poszła zaspokoić jej męża będącego w długiej delegacji i prosi, żeby włączyli kamerkę, to i ona będzie miała z tego uciechę - trochę odrealnione, zakładając że Samatha miała prawdziwie ludzką mentalność.

Ale okej, to science fiction - skoro jestem w stanie zaakceptować pomysł, że wymyślono tak zaawansowaną sztuczną inteligencję, to jestem też w stanie zaakceptować, że wszystkim taki układ pasował, a surogatka była normalna, jak na swoje czasy. To jednak nie zmieni faktu, że scena mi po prostu nie przypadła do gustu. Tak po prostu.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
#16
[Obrazek: 467734_1.1.jpg]

Obejrzałem przedwczoraj i zostałem oczarowany tym co stworzył Spike Jones. Her to piękny i smutny film o człowieku w trakcie rozwodu, z którym nie może się pogodzić i o miłości niemożliwej do utrzymania. To film o samotności, o miłości, o związkach i uczuciach. Niezwykłe przeżycie emocjonalne i powalająca rola Phoenixa sprawiły, że spokojnie wystawiłem 8/10 z serduszkiem na filmwebie i uważam go za jeden z najlepszych filmów ubiegłego roku.

Odpowiedz
#17
Niech ktos pierwszy rzuci kamien, ze niezakochalby sie gdyby mial Scarlett w uchu :D

Ogolnie film jak najbardziej na plus za swoja "innosc" jednak drugi raz do niego nie wroce, na minus jak dla mnie zakonczenie, takie jakies nagle, chociaz moze to jakies odwolanie to sytuacji jakim jest zwiazek, ze wszystko zmienia sie jak w kalejdoskopie. Tak czy siak film na jeden seans, ale czas dobrze spozytkowany :) 7/10

EDIT: Ogolnie caly wyglad Phoenixa bardziej pasuje mi tutaj na role jakiegos zboka/pedofila.

Odpowiedz
#18
Kupuję całą fabułę, łącznie z "surogatką" chociaż emocjonalnie nie zaangażowałem się w 100%. Na plus też zdjęcia, scenografia, aktorstwo, w tym fantastyczny Phoenix. Znowu zupełnie inny. W dodatku ta rola, w przeciwieństwie choćby do tej z Mastera, wydaje się być trochę wbrew osobowości aktora. Moim zdaniem, najbardziej niedoceniona kreacja w 2013, zasłużył na nominację bardziej niż większość nominowanych.


Odpowiedz
#19
(05-02-2014, 17:05)MOLQ napisał(a): EDIT: Ogolnie caly wyglad Phoenixa bardziej pasuje mi tutaj na role jakiegos zboka/pedofila.

Ew na komiksowo przerysowaną ciapę życiową.

Odpowiedz
#20
No bo w sumie jest ciapą życiową. Trochę przerysowaną, fakt, ale taki już urok stylu Jonze'a. Zresztą wszyscy są ciapowato przerysowani.


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Da 5 Bloods / Pięciu braci (Spike Lee, 2020) Pelivaron 19 3,090 21-06-2020, 22:30
Ostatni post: Kuba
  Inside Man (2006) reż. Spike Lee Mental 29 8,328 28-11-2019, 19:51
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości