Problematyka utworu: Potwór Frankensteina napieprzający się z demonami.
Film miałem zlać i poczekać na jakiś mniej oficjalny seans w okolicach premiery BD, ale bardzo pozytywna recka KMFu wprawiła mnie nieco w osłupienie. Widział ktoś jeszcze? Bo ja dalej poniekąd sądzę że to taka zgrywa ze strony redakcji :)
Jutro miałem się wybrać na "Saving Mr. Banks", ale nie grają w pobliskim kinie, a na drugi koniec miasta zapieprzać mi się nie chce, więc rozróba z Frankensteinem mogła by wskoczyć na miejsce Disneya. Pytanie tylko czy warto poświęcać te niecałe 2 dychy?
(23-01-2014, 17:22)Grievous napisał(a): ale bardzo pozytywna recka KMFu wprawiła mnie nieco w osłupienie.
Przecież to Dux pisał :) Równie dobrze mógłbyś się zdziwić faktem, że Danus jara się kosmitami, a Mental bronią palną - c'mon! :) Osobiście podejrzewam, że film jest w porywach średni.
(23-01-2014, 17:25)Mefisto napisał(a): Przecież to Dux pisał :) Równie dobrze mógłbyś się zdziwić faktem, że Danus jara się kosmitami, a Mental bronią palną ...
A Lawrence Nolanem i Hathaway xD (Sorry I'm Attention Whore).
Przy czym niby Dux pisze w swojej recenzji, że trailery kłamią. Cóż dla mnie film wygląda z nich jak coś a la "Priest" , który dobrym filmem nie był.
Na nowym filmie o Frankensteinie najlepiej bawić się będą fani cyklu "Underworld" oraz osoby, które w wojnie między armią gargulców, a zastępami demonów widzą miejsce dla monstrum stworzonego przez Mary Shelley. Do mnie niespecjalnie to przemawia, choć przyznam, że miejscami jest to zabawa udana - scen akcji jest pełno i są bardzo dobrze wyreżyserowane, wygląd filmu ładnie koresponduje z fabułą (jest odpowiednio mrocznie i wręcz apokaliptycznie), a świetna oprawa muzyczna tylko to podkreśla.
Gorzej jest, gdy bohaterowie ze sobą nie walczą; potwór Frankensteina (Adam) chce czegoś więcej od życia niż... życia, ale niespecjalnie wiadomo czego. Duszy? Partnerki? Świętego spokoju? Trudno się rozeznać, dlaczego podejmuje walkę, ale oglądamy dalej, bo walczy wspaniale. Aaron Eckhart nie ma czego grać, choć i tak jest lepszy niż Bill Nighy, który kopiuje samego siebie z "Underworldów".
Film jest krótki i przewidywalny, ale dla tych którzy lubują się w fantastycznym łubu-du (wspomniany "Underworld", ale i "Legion") pozycja warta polecenia. Osobiście czuję, że pomimo absurdalności założenia jest to trochę film straconej szansy - z lepszą historią i ciekawszymi postaciami mógłby to być obiekt kultu, a tak, szybko może zostać zapomniany. No chyba, że będzie hitem i zapadnie decyzja o sequelu;)
5/10
Jest styczeń, a ja już wiem, że gorszej spierdoliny w tym roku nie będzie. Wyobraźcie sobie, że ktoś obejrzał "Van Helsinga", "Underworldy" i "Księdza 3D", po czym stwierdził, że z każdego z tych filmów weźmie to, co w nim najgorsze. Już? No to macie "I, Frankenstein".
1/10
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast
(24-01-2014, 02:35)Lawrence napisał(a): Właśnie sobie słucham. O ten kawałek jest rzeczywiście świetny!
Myślę że gdyby ktoś chciał sparodiować gromkopierdne hollywoodzkie melodie okraszone męskimi chórami nagrałby dokładnie coś takiego. Przecież to jakaś padaka jest :)
No i? To samo można powiedzieć o każdym dobrym filmie, a jakoś nie widzę, przykładowo, w temacie o Wilku z Wall Street refleksji że nie byłoby się czym zachwycać gdyby ten scenariusz zrealizował przeciętny reżyser, a obsadę zasilili jacyś słabi aktorzy.
Są scenariusze, które są zajebiste i wystarczy ich nie zepsuć, żeby wyszedł spoko film, a są też takie filmy w których scenariusz jest kiepskawy, ale wykonanie znakomite. Zakładnik to ten drugi typ :)
Z dobrego scenariusza da się zrobić zły film, ale ze złego nie da się zrobić dobrego filmu. To podstawowa zasada od której nie ma odstępstw, tak więc mylisz się tak bardzo jak tylko się da :)