![[Obrazek: incendies-poster-au.jpeg]](http://www.thereelbits.com/wp-content/uploads/2011/04/incendies-poster-au.jpeg)
To mój trzeci po "Prisoners" i "Enemy" film Denisa Villeneuve. Najlepszy z tej trójki. W 2011 roku dostał nominację do Oscara w kategorii obcojęzycznej i przegrał ze znacznie słabszym "In a better world".
Dwójce bliźniaków umiera matka. W testamencie oświadcza, że pozwoli się pochować tylko jeśli uda im się dostarczyć dwa zapieczętowane listy - jeden do ich ojca, a drugi do brata. Obu nie znają i nigdy nie widzieli. Powracają w tym celu do miejsca swoich narodzin - na Bliski Wschód. Podczas podróży odtwarzają straszną historię, piekło przez jakie przeszła ich matka podczas bardzo krwawego konfliktu muzułman z chrześcijanami. Mamy tu więc cholernie mocne kino wojenne, intrygę niczym z kryminału, dramat społeczny (a właściwie tragedię)...
Villeneuve to jednak solidny i konkretny reżyser. Dwie historie bardzo spójnie łączą się w jedną, żaden wątek nie okazuje się zbędny a zakończenie wgniata w fotel. Dobrze wie, jak zrobić wrażenie na widzu, nawet gdy nie pokazuje niektórych scen wprost a pozostawia je jego wyobraźni. W paru momentach zastanawiałem się, czy to nie jest najmocniejszy (również ze względu na scenę, która w Hollywood nigdy by nie przeszła) i najsmutniejszy film jaki widziałem.
Wszystko jest okraszone pięknymi zdjęciami i piosenkami Radiohead, uderzającymi już od pierwszej sceny. Narracja jest nieśpieszna i o ile mi to nie przeszkadzało, bo pozwoliło dokładnie i autentycznie opowiedzieć całą historię, to tych bardziej niecierpliwych może miejscami znużyć. Natomiast końcówka podnosi całość o poprzeczkę w górę.
Ode mnie 10/10, muszę go obejrzeć drugi raz. A Villeneuve niech kręci kolejny film!
13-05-2014, 18:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2018, 23:45 przez Capt. Nascimento.)






