Interstellar (2014)
Lawrence napisał(a):A zarzuty o brak wyobraźni w filmach o kosmosie od osób, dla których szczytem wyobraźni są kosmici wyglądający jak ludzie pomalowani kredkami, to już nawet nie ma co komentować. Sorry, ale naprawdę przy takich zarzutach to już nawet ja tracę swoją empatię i mam ochotę być chamski.

O czym Ty do diabła mówisz? To ja nawiązuje do kosmosu w 2001: Odyseja Kosmiczna (książki, zaznaczam raz jeszcze) i do Solaris Lema, a Ty wyjeżdżasz mi z "kosmitami wyglądającymi jak ludzie pomalowani kredkami"?

Chyba że nie odnosiłeś się do mnie?

Snappik napisał(a):Piszesz "cokolwiek" to wskaż jakiś punkt wyjścia, co mogłoby sprostać twoim oczekiwaniom. Wszyscy kopiują te same absurdalne zarzuty, a nie podają żadnych pomysłów jako kontrargumentów.

SERIO nie ma nic bardziej pomysłowego od planety-wody, planety-pustyni i planety-śnieżne góry?

NAPRAWDĘ w odległym kosmosie, za czarną dziurą nie ma żadnych anomalii?

A poza tym to ja już napisałem parę przykładów. Takich z głowy ale zawsze. Uśmiech

ja napisał(a):niesamowita faeria barw, zjawisk fizycznych których nie ma się nawet w snach, substancji o których nikt nie słyszał na ziemi.
Erupcje wielobarwnego powietrza, przepływająca jaskrawa subtstancja...
Nie pamiętam już na tyle by zacytować.

To mogłoby być wizualnie oszałamiające i zwyczajnie interesujące.

No nawet nie wiem, niech piasek ma inną barwę i faluje jak ocean? Może jakieś wiry, albo jakaś substancja z niego wypływa?

Odpowiedz
(10-11-2014, 21:06)Snappik napisał(a): Piszesz "cokolwiek" to wskaż jakiś punkt wyjścia, co mogłoby sprostać twoim oczekiwaniom
Panoramy z lądowania na planecie w Prometeuszu. Geonosis z Ataku Klonów. Utapau z Zemsty Sithów. To nie są szczególnie wydumane światy, ale charakteryzuje je też coś jeszcze, co akurat u Nolana jest dość rzadkie: KOLOR. To, jak wygląda niebo, chmury, jak są oświetlone.

Plus Alien, Alien 3, Mroczny świat z drugiego Thora, HARDWARE etc.

Cytat:Nolan jest cholernie konsekwentny.
Z jednej strony maksymalnie nijakie planety, które poza mega falami i zamarzniętymi chmurami są wręcz anty sci-fi, a z drugiej zawartość czarnej dziury i wszystko co z tego wynika i jest z tym związane. To ma być konsekwencja? Przecież to klasyczny nolanowski rozkrok i niezdecydowanie między (pseudo)realizmem a właściwym gatunkiem, który przecież film reprezentuje.

Odpowiedz
Capt.Nascimento napisał(a):O czym Ty do diabła mówisz? To ja nawiązuje do kosmosu w 2001: Odyseja Kosmiczna (książki, zaznaczam raz jeszcze) i do Solaris Lema, a Ty wyjeżdżasz mi z "kosmitami wyglądającymi jak ludzie pomalowani kredkami"?

Chyba że nie odnosiłeś się do mnie?

Lolrens cały czas hejtuje powszechnie lubianych na forum Strażników Galaktyki.

Odpowiedz
Cóż, moim zdaniem to najlepszy film komiksowy i najlepszy blockbuster roku póki co (Interstellar zobaczę jutro prawopoobnie).

A ludzie malowani kredkami... pamiętam też szopa-cyborga, gadające drzewo, kaczkę Howarda...

Nie wiem też czy jest sens porównywać te dwa filmy, bo Strażnicy byli komedią i po części pastiszem, który opierał się na charakterach a nie eksploracji kosmosu.

Natomiast Interstellar jest w głównej mierze (o ile rozumiem) filmem o podróży kosmicznej.

Lawrence napisał(a):Tak samo zarzuty Nostalgia Ciritc są totalnie do niczego, z jednej strony chce fioletowe oceany i cuda dziwy rodem ze space oper i tego typu rzeczy, a z drugiej strony krytykuje emocjonujące dokowanie, gdyż jest nierealistyczne.

SPACE OPER... Naprawdę już nie chciałem odnosić się do tej książki (bo ile można) - ale muszę. 2001: Odyseja Kosmiczna, Solaris Lema.
Niezwyciężony Lema też właściwie.

Akurat ten zarzut o emocjonalne dokowanie to mi nawet umknął.

Danus napisał(a):Nie jest na zasadzie nie bo nie. Niech ci co zarzucaja podaja przyklady, postaram sie odeprzeć.

Cytując inne osoby. Moja opinia i ewentualne zarzuty (kto wie, może będę filmem zachwycony?) - mam nadzieję - jutro.

- Dialogi wyjęte z książki Coelho, a w nich ekspozycja, patos i zero naturalności w zachowaniu.

- Brak wyobraźni (3 planety, dyskusja powyżej).

- "kwantyfikacja miłości"

- córka McCounagheya dissuje go podczas spotkania, chociaż ten uratował całą ludzkość dzięki "kwantyfikującej miłości" do niej.

- typowy i zgrany do wymiotów paradoks omnipotentnych plot devices, tym razem w postaci pięciowymiarowych (sic!) istot z przeprzyszłości - potrafią budować czasoprzestrzenne tessarakty w czarnych dziurach, nie umieją wysłać maila.

- postać Anne Hathaway przez cały czas mówi że liczy się tylko misja, wszystko inne ma małe znaczenie, a potem nagle chce ryzykować całą misję by zobaczyć się z facetem

- przewidywalność - ponoć większość widzów wiedziała od razu że duch to McCounaghey i że Damon ich zaatakuje.

Odpowiedz
@Capt. Nascimento

Z tymi "Strażnikami" to musiałem po prostu wyjechać, gdyż naprawdę te profesjonalne zarzuty o których wspomina Crov, są takie, że naprawdę inaczej się nie da odpowiadać.
Tutaj nie chcę tematu zaśmiecać, a jak chcesz dokładniej zrozumieć o co mi chodzi to wejdź to tematu "Strażników" i przeczytaj moje i Mefisto zarzuty.

I tak trochę nie uwłaczając, Drogi Capt. Nascimento, ale produkujesz się w tym temacie mocno. Dobrze wszak po to jest forum, aby dyskutować. Ale produkujesz się mocno, rzucasz mnóstwem argumentów, ale najlepsze jest to, że DALEJ FILMU NIE WIDZIAŁEŚ!

A więc możesz sobie jechać po designie planet, jak i inni, ale cóż jakoś chyba mało kto zwrócił uwagę, że te planety przecież miały nie nadawać się do życia. Planeta pełna wody i zabójczych fal, zamarznięta lodowa planeta, niezbyt dobre miejsca na przyszłe kolonie. To miały być bezduszne, nieprzyjazne dla ludzi planety, a nie kolejna Pandora z "Avatara".


/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Lawrence napisał(a):I tak trochę nie uwłaczając, Drogi Capt. Nascimento, ale produkujesz się w tym temacie mocno. Dobrze wszak po to jest forum, aby dyskutować. Ale produkujesz się mocno, rzucasz mnóstwem argumentów, ale najlepsze jest to, że DALEJ FILMU NIE WIDZIAŁEŚ!

Rzucam cudze argumenty bo jestem ciekaw waszych odpowiedzi, bo seans tuż tuż.

O filmie nie wyrażam opinii, jedynie zdziwiło mnie jak banalne i mało interesujące są pomysły tych planet.

W wielu książkach s-f planety nie nadawały się do życia, ale były interesujące dzięki różnym anomaliom, obecności nieznanych substancji, nowych zjawisk fizycznych itd. Czuło się "obcość" miejsca ale też było to intrygujące. Po prostu NOWY świat. Poczucie odkrywania nieznanego.
Nawet gdy nie były one zamieszkane, sam opis potrafił robić wrażenie.
Chętnie bym coś takiego zobaczył na dużym ekranie.

Damn - tą podróż z Odyseji Kosmicznej zrobioną z obecnymi efektami to bym bardzo chętnie zobaczył.

Po zwiastunie najbardziej byłem ciekaw tego "co będzie za czarną dziurą" i to element podróży kosmicznej mnie intrygował, a nie opowieść o miłości.
Gdy słyszę że jest pustynia, ocean i śnieżne góry to jestem trochę zawiedziony.

Odpowiedz
Nescimento to co podałeś to sa zarzuty ale nie odnoszace sie do spojnosci czy nielogicznosci scenariusza, czekam dalej.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
IDEAŁ. 10/10 Arcydzieło, do którego będę wracał często. Film mnie porwał. Dziękuję, Nolan. Dziękuję.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
(10-11-2014, 23:03)Pitero napisał(a): IDEAŁ. 10/10 Arcydzieło, do którego będę wracał często. Film mnie porwał. Dziękuję, Nolan. Dziękuję.

Arcydzieło, w którym Cooper bez badań i szkolenia leci w czarną dziurę, której budowy nie zna i za pomocą długopisu tłumaczy mu to bezbarwny czarny mężczyzna. Dr Brand, która jest naukowcem mówi o miłości pokonującej wymiary. Jessica Chastain tłumaczy, że jej tatuś jest duchem, bo kto by się mógł domyślic.
WoW ale ambitny i głęboki film oglądałeśUśmiech
Zróbcie jakieś 50 prawd objawionych o Interstellar tylko uważac na fanbojów, bo pamiętam jak było przy Mrocznym Rycerzu.

Odpowiedz
Mierzwiak, gdyby planety Nolana choć w 10% wyglądały jak przykłady, które podałeś nazwałbyś to dziecinadą, kopiowaniem itd. No nie ma wyjścia, albo robimy film w duchu science i idziemy tą drogą, albo dajemy więcej fiction i kierujemy swój gust na Star Wars lub Thora i Avatara. Nolan poszedł w science. Czasem robi zbyt duży zamach i kopie się w czoło, ale generalnie jest to film napędzany przez naukę. Tak w ogóle to chciałbym zauważyć, że wszystkie planety są powodem dla którego Cooper chce ostatecznie wrócić na Ziemię - wytypowane miejsca okazują się niewłaściwe do zasiedlenia. Gdyby trafił na "fajną" lokację - myślę,że jego motywacja byłaby mniejsza, a to nie o to przecież w filmie chodzi.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(10-11-2014, 23:28)piczympoom napisał(a):
(10-11-2014, 23:03)Pitero napisał(a): IDEAŁ. 10/10 Arcydzieło, do którego będę wracał często. Film mnie porwał. Dziękuję, Nolan. Dziękuję.

Arcydzieło, w którym Cooper bez badań i szkolenia leci w czarną dziurę, której budowy nie zna i za pomocą długopisu tłumaczy mu to bezbarwny czarny mężczyzna. Dr Brand, która jest naukowcem mówi o miłości pokonującej wymiary. Jessica Chastain tłumaczy, że jej tatuś jest duchem, bo kto by się mógł domyślic.
Cooper polecial bez badan i szkolen, bo ich nie potrzebował- jakbys ogladal film uwaznie wiedzialbys, ze byl pilotem. Druga sprawa, aczkolwiek najmniej wazna przy postaci Coopera to zdeterminowanie i pośpiech ludzkosci.
O jacie naukowiec, kobieta rozczulila sie i mowi o milosci pokonujacej wymiary, jakie to glupie, nielogiczne i niespojne.
Bohaterka grana przez przez Chastain powiedziala na glos że jej tatus byl duchem i taki zabieg ppjawia sie tylko w filmach Nolana.

Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
(10-11-2014, 21:51)Capt. Nascimento napisał(a):
Danus napisał(a):Nie jest na zasadzie nie bo nie. Niech ci co zarzucaja podaja przyklady, postaram sie odeprzeć.

Cytując inne osoby. Moja opinia i ewentualne zarzuty (kto wie, może będę filmem zachwycony?) - mam nadzieję - jutro.

- Dialogi wyjęte z książki Coelho, a w nich ekspozycja, patos i zero naturalności w zachowaniu.

- Brak wyobraźni (3 planety, dyskusja powyżej).

- "kwantyfikacja miłości"

- córka McCounagheya dissuje go podczas spotkania, chociaż ten uratował całą ludzkość dzięki "kwantyfikującej miłości" do niej.

- typowy i zgrany do wymiotów paradoks omnipotentnych plot devices, tym razem w postaci pięciowymiarowych (sic!) istot z przeprzyszłości - potrafią budować czasoprzestrzenne tessarakty w czarnych dziurach, nie umieją wysłać maila.

- postać Anne Hathaway przez cały czas mówi że liczy się tylko misja, wszystko inne ma małe znaczenie, a potem nagle chce ryzykować całą misję by zobaczyć się z facetem

- przewidywalność - ponoć większość widzów wiedziała od razu że duch to McCounaghey i że Damon ich zaatakuje.
Dodaj do tego:

- Kompletnie bzdurna i niepotrzebną postać Toma, syna Coopera
- karykaturalnego psycho-astronaute
- wybiórcze traktowanie science w sci-fi (ludzie przelatujacy sobie przez czarne dziury spoko)
- jednowymiarowe postacie
- wysłanie jednej kobiety i trzech mężczyzn w misje, której planem B jest zaludnienie świata
- idiotyczny pomysł na apokalipse na ziemi, który nie trzyma się kupy ANI TROCHE
- i cały film: samobójcza misja, którą mogły przeprowadzić roboty
- ckliwe do bólu zakończenie

Ale Danus te zarzuty widzial, bo padaly juz w temacie, i ich nie widzi, wiec co tam. Film super.

(10-11-2014, 22:00)Lawrence napisał(a): @Capt. Nascimento

Z tymi "Strażnikami" to musiałem po prostu wyjechać, gdyż naprawdę te profesjonalne zarzuty o których wspomina Crov, są takie, że naprawdę inaczej się nie da odpowiadać.
Boże. Jakie znowu 'profesjonalne zarzuty'? Lolrens, poki co Twoj udział w dyskusji to argumentowanie swojego zdania "nie-e, super film, taki pomyslowy i piekny", wiec lol. Daj spokoj. Uśmiech

Info o wersji scenariusza, gdy pracowal przy niej Spielberg - miala nieco wiecej sensu (np. wysylano drony i satelity by zbadac planety, a nie dziesiatki samobojców): http://www.slashfilm.com/interstellar-script-differences/

Odpowiedz
(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): Boże. Jakie znowu 'profesjonalne zarzuty'? Lolrens, poki co Twoj udział w dyskusji to argumentowanie swojego zdania "nie-e, super film, taki pomyslowy i piekny", wiec lol. Daj spokoj. Uśmiech

Jeżeli tylko tyle wyczytałeś z moich postów to bardzo mi przykro. Ba, więcej nawet Wam odpowiedział na ten całkowicie niedorzeczny zarzut, dlaczego planety nie są kolorowe, powydziwiane itd.

(10-11-2014, 22:00)Lawrence napisał(a): A więc możesz sobie jechać po designie planet, jak i inni, ale cóż jakoś chyba mało kto zwrócił uwagę, że te planety przecież miały nie nadawać się do życia. Planeta pełna wody i zabójczych fal, zamarznięta lodowa planeta, niezbyt dobre miejsca na przyszłe kolonie. To miały być bezduszne, nieprzyjazne dla ludzi planety, a nie kolejna Pandora z "Avatara".

Zresztą Snappik nawet to powtórzył. A poza tym mamy litanię zarzutów, od osób, które nawet filmu nie widziały, a już w formie tabelarycznej wypisują wszystkie jego wady...

/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Ale przeciez ja sie planet nie czepiałem, wiec o co ci chodzi typiaro Uśmiech Ich wyglad to moj najmniejszy problem z tym filmem.

Odpowiedz
Wiesz w pewnym sensie podpisałeś się pod zarzutami Capt. Nasciemnto (co filmu nie widział), a więc uznałem, że i Ty samo uważasz, a było tam o planetach.
Ale jeżeli nie, to najmocniej przepraszam i przechodzimy do innych zarzutów:

(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): Dodaj do tego:

(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - karykaturalnego psycho-astronaute

A co w tym dziwnego, że ktoś po tylu latach w samotności na obcej, nieludzkiej planecie, może zwariować?

(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - wybiórcze traktowanie science w sci-fi (ludzie przelatujacy sobie przez czarne dziury spoko)

Rozumiem, że wadą filmu, który w dużej mierze oparty jest na idei przelatywania przez czarną dziurę, jest to, że przelatują przez czarną dziurę?

(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - wysłanie jednej kobiety i trzech mężczyzn w misje, której planem B jest zaludnienie świata

Yyy... Ale oni nie lecą, aby się kopulować...

(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - idiotyczny pomysł na apokalipse na ziemi, który nie trzyma się kupy ANI TROCHE

Pomysł tak idiotyczny, że naprawdę podobne zjawiska zdarzały się już na Ziemii.

(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - i cały film: samobójcza misja, którą mogły przeprowadzić roboty

... a Drużyna Pierścienia mogła polecieć na ptakach do Mordoru.

(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - ckliwe do bólu zakończenie

A to jest akurat wyłącznie Twoje subiektywne odczucie, gdyż mnie i znam wiele osób, którym się takie zakończenie podobało. Plus ten zarzut nie ma nic wspólnego z tym, że ten film jest nielogiczny, niespójny, czy głupi.



/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Oho, zaczęło się. No to jedziemy.

(10-11-2014, 23:37)Snappik napisał(a): Mierzwiak, gdyby planety Nolana choć w 10% wyglądały jak przykłady, które podałeś nazwałbyś to dziecinadą, kopiowaniem itd.
Poprosiłeś mnie o konkretne przykłady tylko po to, żeby mi wyskoczyć z wziętymi ze szklanej kuli (a może odbyłeś podróż przez czarną dziurę?) rewelacjami, ponieważ wiesz lepiej ode mnie co myślę? Więc pozwól, że cię oświecę - gdybym uważał inaczej, to nie podawałbym takich przykładów.

Cytat:No nie ma wyjścia, albo robimy film w duchu science i idziemy tą drogą, albo dajemy więcej fiction i kierujemy swój gust na Star Wars lub Thora i Avatara.
To wyjaśnij mi proszę, po kolei, co dokładnie takiego nie-science i dziecinnego jest w tak zaprojektowanych i wyglądających planetach:

[Obrazek: 29vj90z.jpg]
[jakby do kogoś nie dotarło, to się powtórzę: oświetlenie! KOLOR!]

Skąd bzdurne założenie, że planeta nienadająca się do życia = planeta nieciekawa wizualnie? Dlaczego planeta która jest choćby w najmniejszym stopniu ciekawa koncepcyjnie, jakaś, nie mogłaby mieć wrogich dla ludzi warunków?

Skąd argument w postaci "science" w kontekście filmu, który w finale całkowicie olewa science i serwuje totalną fantastykę? (co już raz napisałem, a co - jakżeby inaczej - zignorowałeś)

Naprawdę chcecie mi powiedzieć że mam być zachwycony tym, że film który zabiera mnie w podróż przez wormhole do położonych nie wiadomo jak daleko planet pokazuje mi rozszerzoną komputerowo sadzawkę z wodą sięgającą aktorom po kolana i lodowce na Islandii? SERIO?

(11-11-2014, 01:21)Crov napisał(a): Ale przeciez ja sie planet nie czepiałem, wiec o co ci chodzi typiaro Uśmiech Ich wyglad to moj najmniejszy problem z tym filmem.
Dla mnie strona wizualna tego filmu to największy problem. O ile scenariusz Nolan spaprał, co już jest jego tradycją od czasu TDKa (z tymże z każdym kolejnym filmem jest coraz gorzej), tak jako fan sci-fi wizualnej nijakości wybaczyć nie potrafię, bo przy tak dużym filmie, z tak dużym budżetem i przy takim scenariuszu moje gałki oczne powinny zostać zgwałcone obrazami kosmosu i odległych planet. I, mówiąc szczerze, jest to dla mnie znacznie ciekawsza kwestia niż np. logika tesseraktu, który jest tak zaawansowanym tworem, że istnieje poza czasem i przestrzenią, a służy do przesyłania wiadomości... Morsem. #PureScience

PS. Nikt nie pomyślał, jak idiotyczna była misja poprzednich astronautów w kontekście wodnej planety? Lądowanie na ślepo bez uprzedniego przelecenia po orbicie w celu rozpoznania, no ale rozumiem, przecież kilkukilometrowe fale na pewno byłyby niewidoczne z kosmosu czy to gołym okiem, z kabiny, czy dla przestarzałej aparatury pokładowej, typowej dla statków odbywających podróże międzygwiezdne.

No i jak tam przylecieli poprzedni astronauci? Po co MD chciał ukraść moduł z orbity, nie powinno tam być jego modułu, dzięki któremu sam wcześniej przyleciał?

Odpowiedz
(10-11-2014, 18:23)Mierzwiak napisał(a): To jest odbębnianie "koniecznego", przez które Interstellar niczym nie różni się od takiej "Misji na Marsa"
Whoa, widzę coraz cięższe działa są tu wytaczane przeciw Nolanowi... Jeśli dobrze rozumiem powód takiej analogii (a tak mi się wydaje), to problem jest znacznie poważniejszy niż myślałem... Spodziewałem się bowiem (oczywiście) nolanizmów jako głównego zagrożenia dla miłej rozrywki, a tymczasem okazuje się, że Interstellar zdaje się kuleć na płaszczyźnie dalece bardziej elementarnej.

Jak połączę to z tym, że w recenzjach pozytywnych czytamy takie kwiatki:

you’re going to need to sit down with the film for a bit and probably also read Kip’s book

To coraz mniej chce mi się wydawać na ten film pieniądze. Jeśli trzeba podnosić takie "argumenty" jak konieczność zapoznania się z teoriami z dziedziny fizyki teoretycznej żeby docenić film, to niechybnie oznacza, że jest co najmniej źle. Osobiście jestem dość niezły w te klocki (fizyka teoretyczna to był mój konik kilka lat temu, obecnie jednak nie jestem już na bieżąco z nowymi postulatami) i kim jest Kip Thorne wiedziałem zanim dowiedziałem się kim jest Nolan, jednak nigdy nie użyłbym swojej wiedzy o zasadach funkcjonowania czarnych dziur czy innych obiektów/zjawisk astronomicznych do bronienia filmu sf, no litości. Istotą dobrego sf (zwłaszcza, że to w żadnym razie nie jest hard-sf) jest to, że widz jednak rozumie o co w filmie chodzi bez backgroundu naukowego.

Co gorsza, Danus daje 9/10...

Składając w całość te wszystkie smutne informacje zapytuję poważnie tych co oglądali - czy naprawdę dużo stracę jak obejrzę se ten film w domu (żeby nie było, mam ekran ponad 100 caliJęzyk) czy jednak warto się wybrać do IMAX? Bo z tego co tu ostatnio czytam wynika (nie wiem czy w to wierzyć...), że nawet w warstwie wizualno-dźwiękowej jest zawód.

Odpowiedz
Lawrence napisał(a):Ba, więcej nawet Wam odpowiedział na ten całkowicie niedorzeczny zarzut, dlaczego planety nie są kolorowe, powydziwiane itd.

Lawrence napisał(a):A więc możesz sobie jechać po designie planet, jak i inni, ale cóż jakoś chyba mało kto zwrócił uwagę, że te planety przecież miały nie nadawać się do życia. Planeta pełna wody i zabójczych fal, zamarznięta lodowa planeta, niezbyt dobre miejsca na przyszłe kolonie. To miały być bezduszne, nieprzyjazne dla ludzi planety, a nie kolejna Pandora z "Avatara".

Niedorzeczny to jest brak zrozumienia tego co pisałem.

Nie wskazywałem tych planet jako błąd scenariusza (skąd w ogóle taka interpretacja?), tylko jako braki w wyobraźni.
Ot, liczyłem na oszałamiającą wizję odległego kosmosu (co przemawia do wyobraźni, bo nie wiemy co się w odległym kosmosie/innych wymiarach kryje). Jeśli kogoś w pełni satysfakcjonuje planeta-woda, planeta-piasek, planeta-góry śnieżne to ok (i by the way - pisałem że planeta może być pozbawiona flory i fauny a nadal być ciekawa, ale znowu Ci to umknęło).

To nie czyni filmu ZŁYM bo przecież może mieć masę innych mocnych stron i porzucić wątek eksploracji na rzecz jakichś tam innych pomysłów, ale ja akurat włąśnie na ten wątek liczyłem najbardziej.

I dodam - już przy Incepcji miałem nadzieję, że Nolan puści wodza wyobraźni i pokaże coś czego jeszcze w kinach nie było.
Bo temat wchodzenia w cudze sny jest cholernie ciekawy. A skończyło się na filmie sensacyjnym z paroma bajerami.
Miałem nadzieję że - może tym razem zabłyśnie - a tu spory zawód (chociaż powtarzam, może film mimo to mi się spodoba).

Teoretycznie to Gondor we Władcy Pierścieni też mógł wyglądać jak Biskupin, ale byłoby ździebko szkoda.

Lawrence napisał(a):całkowicie niedorzeczny zarzut, dlaczego planety nie są kolorowe, powydziwiane itd.

Odyseja Kosmiczna właśnie na tym się opiera a jest w każdym top wszechczasów książek s-f. Uśmiech

Po co porzucać coś co mogło być największym atutem filmu - wystarczyłoby pogadać z ludźmi którzy mają trochę wyobraźni i przeczytali co nieco literatury z gatunku, a potem zlecić jakimś sensownym artystom zrobienie wizji planet i nie byłoby na co narzekać.

Lawrence napisał(a):A poza tym mamy litanię zarzutów, od osób, które nawet filmu nie widziały, a już w formie tabelarycznej wypisują wszystkie jego wady...

Po prostu wypisałem argumenty osób które film widziały by dyskusja toczyła się na sensownych torach.
To że nie widziałem filmu wpływa w jakikolwiek sposób na te argumenty? Nie.

Jeśli możesz - szczególnie Ty i Danus, to chętnie usłyszałbym odpowiedź na:

ja napisał(a):- Dialogi wyjęte z książki Coelho, a w nich ekspozycja, patos i zero naturalności w zachowaniu.

- "kwantyfikacja miłości"

- córka McCounagheya dissuje go podczas spotkania, chociaż ten uratował całą ludzkość dzięki "kwantyfikującej miłości" do niej.

- typowy i zgrany do wymiotów paradoks omnipotentnych plot devices, tym razem w postaci pięciowymiarowych (sic!) istot z przeprzyszłości - potrafią budować czasoprzestrzenne tessarakty w czarnych dziurach, nie umieją wysłać maila.

- postać Anne Hathaway przez cały czas mówi że liczy się tylko misja, wszystko inne ma małe znaczenie, a potem nagle chce ryzykować całą misję by zobaczyć się z facetem

- przewidywalność - ponoć większość widzów wiedziała od razu że duch to McCounaghey i że Damon ich zaatakuje.

Ja na tym kończę moje "argumentowanie" aż do seansu. Uśmiech

Odpowiedz
(11-11-2014, 01:39)Lawrence napisał(a):
(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): Dodaj do tego:

(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - karykaturalnego psycho-astronaute

A co w tym dziwnego, że ktoś po tylu latach w samotności na obcej, nieludzkiej planecie, może zwariować?
To, że jest źle napisaną kreskówkową karykaturą.

Cytat:
(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - wybiórcze traktowanie science w sci-fi (ludzie przelatujacy sobie przez czarne dziury spoko)

Rozumiem, że wadą filmu, który w dużej mierze oparty jest na idei przelatywania przez czarną dziurę, jest to, że przelatują przez czarną dziurę?
Tak, jezeli robi to człowiek bez statku, kiedy powinno go to rozerwac. Oczywiscie widze, ze nie czytales w ogole niczego z linków, które dawalem wczesniej, wiec zapraszam pare stron wczesniej, gdzie dziele sie linkami do opinii bardziej ogarniajacych temat nauki ludzi niz ja.

Cytat:
(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - wysłanie jednej kobiety i trzech mężczyzn w misje, której planem B jest zaludnienie świata

Yyy... Ale oni nie lecą, aby się kopulować...
To jak mial wygladac plan B? Ludzie mieli zaludnić planete poprzez pączkowanie czy siłę woli?

Cytat:
(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - idiotyczny pomysł na apokalipse na ziemi, który nie trzyma się kupy ANI TROCHE

Pomysł tak idiotyczny, że naprawdę podobne zjawiska zdarzały się już na Ziemii.
Tak, non-kurva-stop brakuje na Ziemi żywności i nie potrafimy zauważyć zbliżających się wielkich chmur kurzu. W ogole kurna naukowcy nie potrafią już w dzisiejszych czasach stworzyć w warunkach laboratoryjnych sztucznego pożywienia np. mięsa.

Cytat:
(11-11-2014, 00:19)Crov napisał(a): - i cały film: samobójcza misja, którą mogły przeprowadzić roboty

... a Drużyna Pierścienia mogła polecieć na ptakach do Mordoru.
I to, ze w innym filmie jest nieco podobna głupotka (tam były Nazgule, ktore to utrudniały) to znaczy, ze w "Interstellar" jej nie ma? Inna sprawa, ze w LOTR o ptakach dowiadujemy sie na koniec filmu, a o robotach w Interstellar wiadomo od początku i nie ma zadnego logicznego wyjasnienia, dla którego nie zostały użyte. (Nie bez powodu w wersji Spielberga ich użyto.)

Odpowiedz
(11-11-2014, 02:16)Capt. Nascimento napisał(a): Po prostu wypisałem argumenty osób które film widziały by dyskusja toczyła się na sensownych torach.
To że nie widziałem filmu wpływa w jakikolwiek sposób na te argumenty? Nie.

Niestety TAK, gdyż wiele z nich brzmi jak te powtarzane jak mantra hasła hejterów, a wiele w ogóle nie mają sensu.

(11-11-2014, 02:16)Capt. Nascimento napisał(a): Jeśli możesz - szczególnie Ty i Danus, to chętnie usłyszałbym odpowiedź na:

- Dialogi wyjęte z książki Coelho, a w nich ekspozycja, patos i zero naturalności w zachowaniu.

-"kwantyfikacja miłości"

- córka McCounagheya dissuje go podczas spotkania, chociaż ten uratował całą ludzkość dzięki "kwantyfikującej miłości" do niej.

- typowy i zgrany do wymiotów paradoks omnipotentnych plot devices, tym razem w postaci pięciowymiarowych (sic!) istot z przeprzyszłości - potrafią budować czasoprzestrzenne tessarakty w czarnych dziurach, nie umieją wysłać maila.

- postać Anne Hathaway przez cały czas mówi że liczy się tylko misja, wszystko inne ma małe znaczenie, a potem nagle chce ryzykować całą misję by zobaczyć się z facetem

- przewidywalność - ponoć większość widzów wiedziała od razu że duch to McCounaghey i że Damon ich zaatakuje.

Ja na tym kończę moje "argumentowanie" aż do seansu. Uśmiech

I właśnie na większość tych argumentów nie da się odpowiedzieć, gdyż nie odpowiadają o nie prawdzie, albo wynikają z braku znajomości filmu.
W ogóle co znaczy "dissuje"? I tego pytania z córką nie rozumiem, tym bardziej, że jakoś nie ma ono dla mnie sensu.
Postać grana przez Anne Hathaway wcale tak nie mówi na okrągło, znowu zarzut oparty na jednej scenie, która przecież nie definiuje całej postaci.
I argument o przewidywalności oparty jest na jakiś danych statystycznych? Czy robione były jakieś wywiady, gdzie większość tak się wypowiedziała?

Wybacz najmocniej, ale właśnie dlatego może trochę upierdliwie powtarzam, że obejrzyj najpierw film, a potem możesz wynieść najcięższe działa. Gdyż te wszystkie "argumenty" cierpią na jedną dolegliwość - brak znajomości filmu!

Oglądnij film, chociaż z takim z góry nastawieniem, to szczerze wątpię, aby Ci się spodobał. I raczej całą uwagę skupisz tylko do wyłapywania tych wymyślonych uwag, niż cieszyć się seansem.
To tylko takie moje zdanie.

(11-11-2014, 02:12)und3r napisał(a): Jak połączę to z tym, że w recenzjach pozytywnych czytamy takie kwiatki:

you’re going to need to sit down with the film for a bit and probably also read Kip’s book

To coraz mniej chce mi się wydawać na ten film pieniądze.

To nie recenzja, tylko fragment z wywiadu z Nolanem.

P.S. Wybacz Crov, ale idę spać i może jutro postaram się odpowiedzieć na Twoje "zarzuty". Ale jakby co zachęcam do poczytania sobie o "Dust Bowl":
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dust_Bowl
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości