10 - zajebisty
9 - świetny
8 - dobry
7 - niezły, ale trochę nudny
6 do 2 - nie używane
1 - nie podobał mi się
;)
24-07-2015, 15:27
|
Jak oceniacie?
|
|
To częste, sporo ludzi ma skalę:
10 - zajebisty 9 - świetny 8 - dobry 7 - niezły, ale trochę nudny 6 do 2 - nie używane 1 - nie podobał mi się ;) 24-07-2015, 15:27
U mnie "niezły ale trochę nudny", czy też tzw "meh" to zazwyczaj 6/10. Przy czym też zależy: Jeżeli filmowi na którym byłem w kinie daję 6/10 to jednak dominuje zawód i żal wydanych pieniędzy. W domu 6/10 już tak nie boli.
W każdym razie od 6/10 w dół u mnie zaczynaj się te gorsze filmy. Co też nie jest wielkim odkryciem. 24-07-2015, 15:45
nie ogarniam takiego podejścia - przecież skoro 5/10, to dokładnie środek skali, to 6 / 10 jest już filmem powyżej przeciętnej, acz oczywiście może być i nudnawy i rozczarowujący; niemiej WTF? i inne skróty
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 24-07-2015, 16:28
Nie ogarniam jak na 7 stronie tego tematu ktoś może jeszcze dziwić się odmiennym sposobom oceniania filmów przez innych. ;)
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 24-07-2015, 16:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-07-2015, 16:33 przez SonnyCrockett.)
Ale to nie jest odmienny sposób oceniania, bo skala dokładnie ta sama - to raczej czysta ignorancja jej zawartości. Jak ktoś nie potrafi liczyć do 10 albo używać w tej skali punktów od 1 do 5, to niech się przerzuci na skalę piątkową i da wszystkim święty spokój.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 24-07-2015, 16:45
OK, wiem że jestem humanistą i matematyka nie była moją mocną stroną, ale bez przesady. Plus niby co ma znaczyć "da wszystkim święty spokój"?
Ja tylko wymieniłem mniej więcej napisałem, jakie znaczenie ma u mnie w skali 1 do 10 cyfra 6. I spokojnie mogę i dokładnie wymienić i zrobić analizę 1/10, 2/10, 3/10, 4/10, 5/10, tylko nie wiem czy wtedy dam wam święty spokój :/ 24-07-2015, 16:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-07-2015, 16:49 przez Lawrence.)
Mogę tę analizę dla świętego spokoju zrobić jutro? Gdyż teraz wychodzę, a wieczorem jak pisałem w innym temacie idę na film, którego tytułu nie wolno tu wymieniać. ;)
I wtedy zrobię dobitną analizę od 1 do 10 nawet z paroma przykładowymi tytułami. Przy czym boję się, że Was nie zadowolę, zwłaszcza, że wielokrotnie oceniając idę za głosem serca. 24-07-2015, 16:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-07-2015, 16:58 przez Lawrence.) (24-07-2015, 16:49)Lawrence napisał(a): Ja tylko wymieniłem mniej więcej napisałem Świat nie kręci się jedynie wokół Ciebie :) Zagadnienie to odnosi się do różnych osób - czytaj posty.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 24-07-2015, 16:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-07-2015, 16:59 przez Mefisto.)
Żal wydanych pieniędzy to u mnie 5/10 i niżej, przy czym zdarzają się filmy z takimi ocenami, które i tak kupię i będę znowu oglądał, ale zasadniczo tylko jeśli należą do ważnych dla mnie serii (albo są adaptacją czegoś co znam i lubię). Filmy nie należące do tej kategorii nawet z oceną 6 czy 7/10 wcale nie muszą trafić na moją półkę (np Edge of Tomorrow czy ostatnia Planeta Małp).
24-07-2015, 21:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-07-2015, 21:49 przez Gieferg.) (24-07-2015, 16:28)Mefisto napisał(a): nie ogarniam takiego podejścia - przecież skoro 5/10, to dokładnie środek skali, to 6 / 10 jest już filmem powyżej przeciętnej, acz oczywiście może być i nudnawy i rozczarowujący; niemiej WTF? i inne skróty 5,5 to jest środek skali ;) Ale rozumowanie podobne - dla mnie 6 jest już powyżej przeciętnej, 5 to mistrz wśród gniotów. Dla mnie nie ma średniej oceny. Można to porównać do Rotten Tomatoes: 1-5 to zgnity pomidor, od 6-10 soczysta malinówka ;) 25-07-2015, 11:59 (25-07-2015, 11:59)Doveling napisał(a): 5,5 to jest środek skali ;) A nie, bo pierwiastek Pi z 66 :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 25-07-2015, 14:20 (13-10-2015, 05:04)und3r napisał(a): Co do ocen, skoro już o tym gadacie, to ja właśnie staram się zawsze oceniać jak najbardziej obiektywnie i dbam, aby moje osobiste preferencje i "zboczenia" jak najmniej ingerowały w ocenę, ponieważ czasami to, co dla mnie jest wadą, dla kogoś może być zaletą. Jednak o wielu cechach filmów rzec można, że są obiektywnie złe albo dobre i to nie jest kwestia "co kto lubi" - jeśli komuś podoba się np. nielogiczny scenariusz to tylko dlatego, że nie zwraca na to uwagi. Jeśli komuś podoba się beznadziejne aktorstwo albo słabe efekty, to zazwyczaj dlatego, że nie ma skali porównawczej, nie ogląda zbyt wielu filmów. Pamiętajmy, że wiele osób ogląda filmy przy okazji robienia czegoś innego, na domowym telewizorze, nie skupiając się na tym, czy film jest dobry czy zły (jak z muzyką). Po tym ^ und3r dołącza do grona użytkowników, których oceny ignoruję. A poza tym chciałbym się jeszcze odnieść do napisanych przez niego bzdur. Nie można ocenić obiektywnie żadnej składowej filmu, czy coś jest dobre albo złe!! Po prostu nie można. Dla jednego efekty w Avatarze mogą być genialne, zasługujące na wszelkie nagrody, a dla kogoś innego mogą razić sztucznością animacji, nie przekonywać i po prostu nie spełniać swojej roli. To samo z aktorstwem. Dla mnie Anthony Hopkins jako Lecter w Milczeniu owiec to kapitalna kreacja, a dla Bucho "przeszarzowany, pretensjonalny cycek". I kto obiektywnie ma rację? Powtórzę: wszystkie elementy filmu każdy odbiera inaczej, nie ma żadnej prawdy czy czyjeś aktorstwo jest dobre, czy złe. Można stwierdzić, że czerwony płaszcz w jednej scenie był czerwony, to jest obiektywne, ale przy ocenianiu wyrażamy własną opinię! Ale ile razy by tego nie powtarzać, zawsze wyskoczy ktoś taki jak und3r czy piczympoom, oceniający obiektywnie. My gosh... 13-10-2015, 21:43
Jak wyżej.
Oceny każdego kto zdradzi się z tym, że próbuje cokolwiek oceniać "obiektywnie" przestają mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Ja chcę wiedzieć tylko i wyłącznie, czy ktoś się dobrze bawił, wyszedł z kina zadowolony, jest skłonny po film sięgnąć raz jeszcze, czy film trafił w jego GUST (bo mjąc pewne pojęcie o gustach co niektórych mozna się na ich opiniach opierać przy dezycji czy mam ochotę za film zapłacić) owszem, można wskazać pewne rzeczy, problemy itd. niektóre z nich to obiektywne i niepodlegające dyskusji fakty, ale każdy może mieć na ich temat inne WŁASNE zdanie, a jeśli ktoś się próbuje dopasować, oceniać tak jak "wypada", podnosić ocenę bo to bo tamto, mimo, że się wynudził podczas seansu (ale trzeba docenić! Bo to nie wypada zmieszać z gównem przecież!), to w tym momencie nie interesuje mnie zupełnie co taki ktoś ma do powiedzenia. btw, ktoś pytał dlaczego Godfather - 7/10 - bo to nie moje klimaty, nie ciągnie mnie do filmów o takiej tematyce, co za tym idzie mają dla mnie znikomy replay value, nie śledzę wydarzeń ze szczególnie dużym zaangażowaniem i ogólnie ogląda mi się "tak se" więc 7/10 i tak wskazuje na to, że wypada to nieźle (ale już przy takim "Dawno temu w Ameryce" w połowie miałem ochotę iść spać, na powtórkę nie zdecydowałem się nigdy). Poza tym w tym filmie najbardziej lubię Brando, oglądając po raz pierwszy i niewiele wiedząc o fabule, liczyłem na to, że jest on cały czas na pierwszym planie, tymczasem główną rolę gra tu Pacino, który mnie jakoś niespecjalnie zainteresował. Sequel już w ogóle mnie wymęczył (i znowu - historia Vito - spoko, ale już jego syna nie chciało mi się oglądać) mało co już pamiętam i lubię zdecydowanie najmniej z całej trylogii, za to zdecydowanie lepiej oglądało mi się starszego Pacino w trójce. Często filmy, które nie są w moich klimatach w ogóle zostawiam bez oceny - tzn nawet się nad nią nie zastanawiam, obejrzałem/zapomniałem, nawet nie wspominam o tym na forum. 13-10-2015, 21:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2015, 22:02 przez Gieferg.) Czy na pewno nie można obiektywnie stwierdzić, że coś jest źle zagrane, tragicznie wyreżyserowane a dialogi są tak złe, że nie ma dla nich już skali?
.
13-10-2015, 21:59
Sorry chłopaki, ale szczerze mnie rozbawia co piszecie i jak żeście się święcie obruszyli na samo słowo "obiektywne", jakbyście nie potrafili (albo nie chcieli) ogarnąć, że stricte słownikowa jego definicja się tu nie stosuje. Nawet konkretnie napisałem czym jest dla mnie "obiektywizm", precyzyjnie dlatego, ponieważ przewidziałem, że ktoś się doczepi bez krzty sensu.
Trochę niżej cytuję sam siebie (nie lubię tego robić, ale czasem trzeba). Tak naprawdę jakiekolwiek ocenianie w skali 1-10 ma wartość poglądową wyłącznie wtedy, kiedy spełniony jest co najmniej jeden z następujących warunków: a) oceniający uzasadni swoją ocenę; poda argumenty; b) czytelnik zna już gust/wrażliwość artystyczną/whatever oceniającego na podstawie ocen wcześniejszych, ergo może się daną opinią zasugerować nawet bez uzasadnienia (aby to działało, niezbędna jest jednak konsekwencja oceniającego w recenzowaniu). Przy czym kluczowe jest, żeby to "uzasadnienie" było poparte wiedzą/zainteresowaniem dot. przedmiotu oceny. Ocena niemowlaka wklepana na klawiaturze niani tym się różni od Waszych, że Wasze są właśnie poparte mniejszym bądź większym zorientowaniem w temacie, dlatego możecie stosować skalę porównawczą, którą ja pozwoliłem sobie nazwać "obiektywną", w przeciwieństwie do "subiektywnej", która w praktyce mogłaby polegać na tym, że ktoś bez bladego pojęcia o filmie (a zatem też o tym, co właściwie ocenia) daje 1/10, bo np. niczego nowego się nie dowiedział (dla niego takie było akurat kryterium oceny, mimo iż oceniany film nie był w żaden sposób oparty na prawdziwej historii), przy czym w uzasadnieniu "jedynki" by ten powód oczywiście nie padł. Innymi słowy, jeśli ktoś podejmuje się ocenić cokolwiek (garnki, noże, samochody, zawody sportowe), to wymagana jest jego umiejętność do poprawnego zdiagnozowania oraz zastosowania właściwych kryteriów, a to przychodzi z doświadczeniem w temacie, a nawet pewnym "wyrachowaniem". NATURALNIE, nikt nie broni nikomu ocenić Ferrari 458 jako bezużyteczny szrot, ponieważ auto nie spełniło jego oczekiwań w jeździe off-roadowej, ale czy przypadkiem ocena kogoś, kto potrafi nie tylko przetestować samochód na torze, ale również jeździł setkami innych sportowych samochodów, nie będzie bardziej trafna, wartościowa, LEPSZA? Kto będzie bardziej OBIEKTYWNY? To Wasze gadanie, że liczą się emocje, albo czy ktoś się bawił dobrze albo źle, jest doprawdy kuriozalne i dziwię się, że sami tego nie widzicie. Ba, stawiam nawet z tego miejsca tezę, że sami nie wierzycie w to, co piszecie. Jak mi napiszecie, że potraficie wyłączyć na życzenie (na czas wystawiania oceny "na gorących emocjach") swoją pamięć i wiedzę o wszystkich obejrzanych wcześniej filmach, aby przypadkiem nie zasugerować się porównaniem z nimi, to będę chyba zmuszony Was namierzyć, aby dla Waszego własnego dobra powiadomić lekarzy, bo takie zaniki pamięci oraz zaburzenia konsekwencji działania są niebezpieczne. Cytat:moje ocenianie opiera się przede wszystkim na skali porównawczej, wynikającej z liczby filmów jakie widziałem (bardzo dużej w stosunku do nie-miłośników kina). Zawsze jak oceniam to zastanawiam się, jak dany film plasuje się w zestawieniu z innymi o tym samym ciężarze gatunkowym, tematyce, konwencji. Powyżej zdefiniowałem co rozumiem przez "obiektywizm" w ocenie, W TYM SAMYM POŚCIE, z którego wyciąłeś, Juby, ten jeden fragment. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nieco długi był to post, więc wybaczam. Anyway - nie, nie zgadzam się też z tym co napisałeś o przykładzie Avatara i jego fx. Jak najbardziej można stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że efekty w tym filmie stały na bardzo wysokim jak na ówczesne możliwości technologiczne poziomie. Znowu odwołam się do skali porównawczej - jeśli ktoś twierdzi, że w Avatarze są beznadziejne efekty i sztuczna animacja, to wezmę człowieka na poważnie tylko jeśli powie mi, które produkcję mają jego zdaniem lepsze CGI/animacje. Jakbym w tym miejscu usłyszał np. "Toy Story", to od razu wiem, że nie ma sensu z gościem gadać, ponieważ porównuje zupełnie odmienne style/techniki/gatunki itp. Takie błędne (tak, błędne, obiektywnie) porównanie może wynikać właśnie z braku wiedzy i zorientowania w temacie - nie ma w tym nic złego, ale opinia takiej osoby staje się mało istotna (i spoko, gość ma prawo krytykować Avatara za słabe fx, tak jak ktoś inny Ferrari za to, że nie wjedzie nim na Giewont - tylko każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek przyzna, że to idiotyczne, pod warunkiem, że wie co jest Ferrari oraz Giewont). Jeżeli moja analogia wciąż jest niezrozumiała (chociaż lecę już iście nolanowską ekspozycją problemu) to tłumaczę, że Giewont i Ferrari symbolizują wiedzę i doświadczenie. Osoba obdarzona wiedzą o tym jakie są możliwości samochodu Ferrari oraz doświadczeniem z wycieczki na Giewont będzie wiedzieć, że zastosowanie akurat tego kryterium do oceny tego konkretnego pojazdu nie ma kompletnie sensu, tak samo jak ktoś, kto ma w pamięci wiele filmów oraz potrafi trafnie rozpoznać zamierzenia twórców, będzie w stanie nie stosować np. kryterium śmieszności w dramacie, ale już w pastiszu czy satyrze prędzej (zaś Kowalski może nawet nie wiedzieć jaka jest różnica między tymi dwoma gatunkami). Na zakończenie zdradzę Wam jeszcze taki dość oczywisty fakt, że kryteria porównawcze stosuje się nawet podświadomie, więc zapewne sami w ten sposób oceniacie, tylko z jakiegoś nie do końca dla mnie zrozumiałego powodu strasznie się boicie to przyznać. 13-10-2015, 23:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2015, 23:27 przez und3r.) |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |