Julie & Julia
#1
[Obrazek: julie-julia-poster2.jpg]


Dość długi film o gotowaniu, co nie powinno dziwić, zważywszy że opowiada historię pewnego dziewczęcia, które postanowiło wypróbować w ciągu roku ponad 500 przepisów z legendarnej książki kucharskiej Julii Child i opisać to w sieci.

Ok, w filmie w głównej roli wystąpiła bardzo lubiana przeze mnie (i bardzo zdolna) Amy Adams, która świetnie czuje się zarówno w komedii romantycznej (bardzo udana jakiś czas temu "Enchanted") czy w satyrze politycznej ("Charlie Wilson's War"). Tym razem trafiła na komedię obyczajową i znowu wyszło jej nieźle. Jej Julie to lekko sfrustrowana, choć bardzo pozytywnie nastawiona do życia dziewczyna, którą coraz bardziej niepokoi fakt, że trzydziestka tuż-tuż, a on do niczego w życiu nie doszła. Zaczyna więc pisać bloga, w którym dzieli się z czytelnikami swoimi przygodami związanymi z gotowaniem potraw według Julii Child.

Alternatywna historia (obie zazębiają się ze sobą, ale w praktyce do samego końca nie krzyżują) to opowieść o Child, która podobnie jak bohaterka Adams, także nie może znaleźć sobie miejsca w życiu, więc postanawia sprawdzić sięw gotowaniu. Child to po prostu brawurowa, choć miejscami chyba nieco przeszarżowana kreacja Meryl Streep - można mieć pewne obawy, czy aby aktorka cały czas była trzeźwa. Efekt jest jednak interesujący i potwierdza to niesamowity warsztat aktorski Streep. Ta kobieta to perła kina.

Problemem filmu jest jednak jego nijakość. Przesłanie mówiące o tym, że gotowanie może być drogą życiową (obie panie, mające swoje odpowiedniki w rzeczywistości, osiągnęły sukcesy wydawnicze) jest banalne i tak naprawdę starcza na jakąś godzinę. Oglądanie różnych i różniastych perypetii związanych z kuchnią jest fajne, ale z czasem nuży albo i nudzi. Na szczęście za kamerą stała Nora Ephron, więc nie jest źle, ale z pół godziny trzeba było to skrócić.

I taki to film - gotowanie na ekranie daje w efekcie ogromną ochotę żeby coś przekąsić po seansie, ale czy trzeba było od razu o tym robić film fabularny?

6/10

Odpowiedz
#2
Offtop usunięty. Solo może pisać o czym chce, Wy nie musicie tego czytać, więc nie marnujcie czasu na głupie docinki. Każde następne 'Znowu 6/10 :(' będę usuwał.

Odpowiedz
#3
Całkiem smakowity film, ale bez szaleństw. Ot taki sympatyczny film na niedzielne popołudnie. Dziwią mnie natomiast ochy i achy dla Meryl - ma najgorszy akcent ever, a sposób w jaki artykułuje słowa jest mega irytujący. O wiele bardziej podobała mi się skromna w sumie rola Adams.

6/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#4
Mefisto napisał(a):Meryl - ma najgorszy akcent ever, a sposób w jaki artykułuje słowa jest mega irytujący
Obczaj sobie na YT filmiki z prawdziwą Julią, Streep perfekcyjnie naśladuje ją w filmie :)

Adams sympatyczna, ale to mogła zagrać jakakolwiek (co najmniej poprawna) aktorka.

Odpowiedz
#5
A mnie z film bardzo się podobał. Jest w nim coś takiego dziwnego, że mimo początkowej obojętności z minuty na minutę byłem tym filmem coraz bardziej zachwycony. Jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tego roku. Ze swojej strony polecam :wink:

A co do akcentu Meryl - :razz:

Odpowiedz
#6
Mierzwiak napisał(a):Obczaj sobie na YT filmiki z prawdziwą Julią, Streep perfekcyjnie naśladuje ją w filmie :)

a więc to sama postać jest irytująca :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#7
Dopiero ostatnio obejrzałem.

Bardzo przyjemny film. Szczególnie część z Streep wyjątkowo mi się podobała. Ot, ludzkie wzlotu, upadki, szukanie szczęścia. Fragmenty z Amy Adams podobały się troszkę mniej. Pod koniec odniosłem wrażenie, że obsesja Julii na punkcie Julii, osiągnęła poziom przy, którym przydałaby się interwencja psychiatry ;)

Jako, że to film o gotowaniu, a sam gotować bardzo lubię to spokojnie 7/10.

Odpowiedz
#8
Znów się pobawię w archeologa, co by w Krótkiej nie krzyczano, że przecież jest temat ;)

Sympatyczny film, ale bez szału, ot, taki na raz. Z tego co czytuję sporo ludzi psioczy na wątek Adams, mi zupełnie nie przeszkadzał (żeby nie powiedzieć, że bardziej się podobał), a jeszcze sprawił że coraz bardziej lubię tę aktorkę. Streep, wiadomo, bardzo dobra, szczególnie gdy skonfrontuje się ją z prawdziwą Julią Child. No cóż, spokojny, niewymagający seans, chociaż sama historia jest mało porywająca i film ogólnie jest za długi, to warto dla samego aktorstwa, bo te jest zacne. Poza tym po tym filmie mam ochotę zaszyć się w kuchni i pogotować :) 6/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości