Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Amazon właśnie wypuścił serial Bait gdzie Riz Ahmed gra podrzędnego aktorzyne, który jest przez Media wykreowany na nowego Bonda. I tam wielokrotnie pada stwierdzenie że tak obecnie też wygląda Brytyjczyk. I generalnie też jest dużo o kulturze muzułmańskiej i tego że jest ona częścią królestwa. Mocny, propagandowy przekaz Amazona. Także nie zdziwmy się jak gdyby to Pakistańczyk albo Hindus został nowym Bondem.

Tak jakoś mnie naszło żeby o tym napisać skoro mówimy o mieszaniu genów w Wielkiej Brytanii.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Jeśli serial ma tytuł "Bait", to przynajmniej mają poczucie humoru :D
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
No jest to serial komediowy generalnie, ale oglądając to odnoszę wrażenie że chcą byśmy właśnie w ten sposób myśleli. Że to tylko Bait :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(08-04-2026, 15:32)Pelivaron napisał(a): Także nie zdziwmy się jak gdyby to Pakistańczyk albo Hindus został nowym Bondem.

Przecież po epoce Craiga jest to tak oczywiste, że bardzo bym się zdziwił kolejnego białego Bonda.

Odpowiedz
(08-04-2026, 15:06)Mefisto napisał(a): Mówisz, że nacje, które nienawidzą się od setek lat, mieszają ze sobą geny od pokoleń? Mmmkay.
Wiedziałem, że lubisz przyczepić się do wszystkiego, ale dzisiaj przeszedłeś samego siebie :)

Odpowiedz
No dość niefortunny dobór słów, bo nie chodziło mi, że w ogóle nie było mieszania, ale jednak stwierdzenie, iż "Anglik z dziada pradziada może mieć irlandzkie korzenie większe niż dowolny Dublińczyk" jak dla mnie jest mocno kontrowersyjne i tak, nawet w XXI wieku. Bo to, że gwałcili to jedno, ale jednak segregacja była dość restrykcyjna (u nas też przecież gwałcili i Niemcy, i Ruscy, i Szwedzi i nie tylko, a przecież nie napiszesz, że Polak z dziada pradziada może mieć większe korzenie przywołanych nacji niż dowolny mieszkaniec stolicy tej nacji - już abstrahując od obecnej migracji). Irlandczycy byli (i w sumie dalej są) dla Angoli gorszym sortem ludzi, więc za "okupacji" branie sobie irlandzkiej żony i tworzenie z nią rodziny to tak średnio - i działało to generalnie w obie strony. Oczywiście jak są jakieś badania pokazujące, że to jednak mocno wymieszane genetycznie narody od pokoleń (a nie od XX wieku), to chętnie poczytam.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Takich badań, artykułów jest sporo, ale najbardziej w sedno trafia chyba to: https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2665910723000294
Cytat:The results showed minimal genetic differentiation (Fst = 0.0013) between the English and Irish populations.
To są wartości minimalne, a nawet skrajnie niskie jeśli weźmiemy pod uwagę, że jednak jest między nimi morze. Nawet kontynentalni Włosi są o wiele bardziej zróżnicowani genetycznie między Włochami z Sardynii niż Irlandczycy z Anglikami.
Wybierając miasta portowe: Dublin i Liverpool i losując z ich populacji osoby i badając ich DNA właściwie nie będzie się dało stwierdzić który jest z której nacji.

Cytat:przecież nie napiszesz, że Polak z dziada pradziada może mieć większe korzenie przywołanych nacji niż dowolny mieszkaniec stolicy tej nacji
Oczywiście, że tak może być, tym bardziej, że akurat w naszym przypadku jest problem ze wskazaniem kim jest Polak z dziada pradziada: jeśli twoi przodkowie żyli w okolicach Szczecina, Wrocławia, Cieszyna albo Lwowa to byli to wielopokoleniowi Polacy? Śmiało mieszkaniec Krakowa może mieć korzenie w okolicach Wiednia, Monachium, Norymbergi, a mieszkaniec Berlina mieć prapraprapraprapradziadka z Królewca, Rygi albo Rzeszowa - ludzie tutaj sobie krążyli dosyć dowolnie.

Odpowiedz
Lone Star w miarę mi się podobało, ale (całkiem okazały) pomniczek mógłbym Saylesowi postawić za Matewan. Oś fabuły stanowi w nim starcie strajkujących górników z oprychami/agentami kopalni w zapadłej, amerykańskiej dziurze w Wirginii Zachodnieji; na dalszym planie wątki obyczajowe, polityczne, nawet religijne — zmyślnie wplecione w główną historię, niepozbawiające jej impetu w parciu do (mocnego) finału, jeno dodające kolejne warstwy w budowie mikroświata i jego społeczności. Doskonale obsadzono tu role: od najważniejszych figur po charakterystyczne gęby w głębokim tle. Jednym życzy się śmierci, drugim kibicuje, wszystkich pamiętasz po seansie jako integralne elementy całości z idealnie odmierzonym przez Saylesa czasem ekranowym. Chris Cooper zalicza udany debiut, Kevin Tighe wzbudza mordercze odruchy, a David Strathairn wymiata niczym rasowy twardziel (gra członka legendarnego rodu Hatfieldów). Wspomniane zakończenie zamyka tę (najwyraźniej opartą na faktach) opowieść smutną, brutalną klamrą. Świetne, mocne kino o walce z niesprawiedliwością. Polecam moooocno.

Saturday Night Fever zabił mi klina. Spodziewałem się drugiego Grease, a tu jakieś gangi, dziabanie nożami, obijanie mord, gwałty i samobóstwa (to były czasy). Twórcom ewidentnie zabrakło wyczucia, bo prezentowana huśtawka nastrojów jest nieco zbyt rozchwiana, przez co ma się wrażenie braku spójności, obserwowania układanki z nie do końca pasujących elementów, poza tym w obsadzie znalazło się sporo trocin, niemniej nie mogę odmówić temu wszystkiemu serducha i pewnej odwagi w próbie poruszenia poważnych tematów pod płaszczykiem tańcowania do kawałków Bee Gees. Nie do końca moje kino, niemniej rozumiem status w popkulturze i doceniam.

Kolos z Rodos obejrzany, Leone zaliczony. Nie było to takie złe. Dość głupiutkie i czasem nieporadnie śmieszne, ale w zasadzie przyjemne. Dwie godziny z hakiem spędzone bez ziewania i większego grymaszenia, a nagrodą kilka ładnie zainscenizowanych akcji i fajna rozpierducha w finale. Całość średnia, scenografia i rozmach największymi zaletami. Wiadomo — najgorsza pozycja w filmografii mistrza Sergio, ale żadna tam totalna kompromitacja.

Odpowiedz
[Obrazek: CityHeat_800x.jpg]

City Heat (1984)

Jeden z pierwszych (?) "kumplowskich filmów" czyli "buddy movie" a tu nawet "buddy cop movie", zanim stały się modne.
Ameryka, czasy prohibicji. Były gliniarz-cwaniaczek i luzak, obecnie prywatny detektyw, (Reynolds) popada w tarapaty. Jest trup, kasa i dokumenty. A on w kleszczach 2ch konkurujących mafii. Pomóc może mu jego były partner (Eastwood), twardziel z zasadami, który wciąż pracuje w policji. Problem polega tylko na tym, że nie znosi byłego partnera i ma mu za złe, że ten odszedł ze służby. Ale kto się czubi...

Strzelaniny, morderstwa, humor i 2ch tak różnych bohaterów (z topowymi gwiazdami na 1. planie) powinny dać mieszankę, co najmniej, bardzo dobrą. NIE DAJE.

Intryga, poprowadzona nieudolnie, jest słaba, wymuszony humor nieśmieszny, (nieliczne) sceny akcji bez ikry.
Ale najgorsze, że między Eastwoodem a Reynoldsem NIE MA ŻADNEJ CHEMII. Jestem w stanie uwierzyć, że oni w rzeczywistości się nie lubili.

5/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(08-04-2026, 18:15)simek napisał(a): Takich badań, artykułów jest sporo, ale najbardziej w sedno trafia chyba to

A dziękuję, ale to jest w miarę świeże, czyli ci ludzie są już wymieszani przez ostatnie dziesięciolecia, a nie przez stulecia - a do tego piłem. Zresztą sami autorzy badania o tym wspominają:
Cytat:However, certain factors such as the lack of Roman influence in the Irish genetic pool and the impact of Irish emigration and return post-WWII may have led to distinct differences between the two populations which may not have been captured by the kit used in the current investigation.

Są zresztą w tekście wymienione różnice między nimi (widoczne zresztą w dodatku również fizycznie cały czas przecież), choć przeleciałem całość dość pobieżnie, więc nie będę się dłużej kłócił, bo też i w sumie nie ma o co.

Cytat:Oczywiście, że tak może być, tym bardziej, że akurat w naszym przypadku jest problem ze wskazaniem kim jest Polak z dziada pradziada: jeśli twoi przodkowie żyli w okolicach Szczecina, Wrocławia, Cieszyna albo Lwowa to byli to wielopokoleniowi Polacy?

Nie no, jasne, że Ślązacy czy kresowcy będą mieli bardziej mieszane DNA od Wielkiego Księstwa Mokotowa, ale ogół Polaków dalej będzie w dużej mierze krwi słowiańskiej niż germańskiej czy innej. Ja mam na przykład ślady fińskiej i greckiej krwi, ale w ogólnym rozrachunku to jest promil całości.
BTW tę krótką dysputę można by w sumie przenieść do jakiegoś innego tematu.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(08-04-2026, 19:39)Norton napisał(a): Lone Star w miarę mi się podobało,
Skorzystam z okazji i zarekomenduję.

Zrobiłem sobie niedawno powtórkę i to jest naprawdę znakomity film. Owszem, film nie jest tak intensywny jak "Matewan" ale ma swój niezaprzeczalny urok. Przede wszystkim jest bardzo prawdziwy (z braku lepszego określenia), aktorsko znakomicie zagrany, nieczęsto można poczuć taki namacalny klimat Teksasu i pogranicza a to u mnie zawsze kilka punktów do oceny i jedna z najważniejszych rzeczy w filmach.
Spokojnie 8/10

No i jak ktoś nie zna reżysera to zdecydowanie powinien nadrobić, bo jest tu kilka prawdziwych perełek takiego klasycznego, amerykańskiego rzemiosła filmowego.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
[Obrazek: el-da-de-la-bestia-year-1995-espagne-ita...MTWTB4.jpg]

El Día de la Bestia (1995)

Dałem to zdjęcie gdyż taką okładkę miał polski VHS. I przez jakieś 30 lat nie wiedziałem co to za film. Myślałem, że jakaś D-klasowa komedia "prosto na VHS". Po części miałem rację ;) Okazało się, że to hiszpańsko-włoski komedio-horror.

Pewien ksiądz odkrywa, że wkrótce ma narodzić się syn antychrysta. Żeby do tego nie dopuścić, w jego mniemaniu, musi wpierw sam skontaktować się z Szatanem. A, żeby się do tego zbliżyć postanawia nagle zacząć grzeszyć.
To nie jest komedio-horror w stylu amerykańskim. W tym zazwyczaj nawet brutalna brutalność jest podana z przymrużeniem oka. A tutaj? Tutaj obok głupkowatych motywów wjeżdżają poważne akcje zostawiające ci w głowie z "co do chuja?". Takie kino niekomfortowe. Po prostu specyficzny rodzaj humoru. Ale, żeby nie było: to nie jest jakiś dramat.

Normalnie dałbym oczywiście 6 ale kilka akcji wyciąga go na
-7/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,902 Wczoraj, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,780 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,181 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,443 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,338 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,499 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,146 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości