Stały bywalec
Liczba postów: 18,459
Liczba wątków: 148
Amazon właśnie wypuścił serial Bait gdzie Riz Ahmed gra podrzędnego aktorzyne, który jest przez Media wykreowany na nowego Bonda. I tam wielokrotnie pada stwierdzenie że tak obecnie też wygląda Brytyjczyk. I generalnie też jest dużo o kulturze muzułmańskiej i tego że jest ona częścią królestwa. Mocny, propagandowy przekaz Amazona. Także nie zdziwmy się jak gdyby to Pakistańczyk albo Hindus został nowym Bondem.
Tak jakoś mnie naszło żeby o tym napisać skoro mówimy o mieszaniu genów w Wielkiej Brytanii.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
08-04-2026, 15:32
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,155
Liczba wątków: 5
Jeśli serial ma tytuł "Bait", to przynajmniej mają poczucie humoru :D
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
08-04-2026, 15:35
Stały bywalec
Liczba postów: 18,459
Liczba wątków: 148
No jest to serial komediowy generalnie, ale oglądając to odnoszę wrażenie że chcą byśmy właśnie w ten sposób myśleli. Że to tylko Bait :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
08-04-2026, 15:37
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2026, 15:39 przez Pelivaron.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,412
Liczba wątków: 29
(08-04-2026, 15:32)Pelivaron napisał(a): Także nie zdziwmy się jak gdyby to Pakistańczyk albo Hindus został nowym Bondem.
Przecież po epoce Craiga jest to tak oczywiste, że bardzo bym się zdziwił kolejnego białego Bonda.
08-04-2026, 16:17
.
Liczba postów: 27,488
Liczba wątków: 60
(08-04-2026, 15:06)Mefisto napisał(a): Mówisz, że nacje, które nienawidzą się od setek lat, mieszają ze sobą geny od pokoleń? Mmmkay.
Wiedziałem, że lubisz przyczepić się do wszystkiego, ale dzisiaj przeszedłeś samego siebie :)
08-04-2026, 16:20
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
No dość niefortunny dobór słów, bo nie chodziło mi, że w ogóle nie było mieszania, ale jednak stwierdzenie, iż "Anglik z dziada pradziada może mieć irlandzkie korzenie większe niż dowolny Dublińczyk" jak dla mnie jest mocno kontrowersyjne i tak, nawet w XXI wieku. Bo to, że gwałcili to jedno, ale jednak segregacja była dość restrykcyjna (u nas też przecież gwałcili i Niemcy, i Ruscy, i Szwedzi i nie tylko, a przecież nie napiszesz, że Polak z dziada pradziada może mieć większe korzenie przywołanych nacji niż dowolny mieszkaniec stolicy tej nacji - już abstrahując od obecnej migracji). Irlandczycy byli (i w sumie dalej są) dla Angoli gorszym sortem ludzi, więc za "okupacji" branie sobie irlandzkiej żony i tworzenie z nią rodziny to tak średnio - i działało to generalnie w obie strony. Oczywiście jak są jakieś badania pokazujące, że to jednak mocno wymieszane genetycznie narody od pokoleń (a nie od XX wieku), to chętnie poczytam.
08-04-2026, 17:04
.
Liczba postów: 27,488
Liczba wątków: 60
Takich badań, artykułów jest sporo, ale najbardziej w sedno trafia chyba to: https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2665910723000294
Cytat:The results showed minimal genetic differentiation (Fst = 0.0013) between the English and Irish populations.
To są wartości minimalne, a nawet skrajnie niskie jeśli weźmiemy pod uwagę, że jednak jest między nimi morze. Nawet kontynentalni Włosi są o wiele bardziej zróżnicowani genetycznie między Włochami z Sardynii niż Irlandczycy z Anglikami.
Wybierając miasta portowe: Dublin i Liverpool i losując z ich populacji osoby i badając ich DNA właściwie nie będzie się dało stwierdzić który jest z której nacji.
Cytat:przecież nie napiszesz, że Polak z dziada pradziada może mieć większe korzenie przywołanych nacji niż dowolny mieszkaniec stolicy tej nacji
Oczywiście, że tak może być, tym bardziej, że akurat w naszym przypadku jest problem ze wskazaniem kim jest Polak z dziada pradziada: jeśli twoi przodkowie żyli w okolicach Szczecina, Wrocławia, Cieszyna albo Lwowa to byli to wielopokoleniowi Polacy? Śmiało mieszkaniec Krakowa może mieć korzenie w okolicach Wiednia, Monachium, Norymbergi, a mieszkaniec Berlina mieć prapraprapraprapradziadka z Królewca, Rygi albo Rzeszowa - ludzie tutaj sobie krążyli dosyć dowolnie.
08-04-2026, 18:15
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,741
Liczba wątków: 14
Lone Star w miarę mi się podobało, ale (całkiem okazały) pomniczek mógłbym Saylesowi postawić za Matewan. Oś fabuły stanowi w nim starcie strajkujących górników z oprychami/agentami kopalni w zapadłej, amerykańskiej dziurze w Wirginii Zachodnieji; na dalszym planie wątki obyczajowe, polityczne, nawet religijne — zmyślnie wplecione w główną historię, niepozbawiające jej impetu w parciu do (mocnego) finału, jeno dodające kolejne warstwy w budowie mikroświata i jego społeczności. Doskonale obsadzono tu role: od najważniejszych figur po charakterystyczne gęby w głębokim tle. Jednym życzy się śmierci, drugim kibicuje, wszystkich pamiętasz po seansie jako integralne elementy całości z idealnie odmierzonym przez Saylesa czasem ekranowym. Chris Cooper zalicza udany debiut, Kevin Tighe wzbudza mordercze odruchy, a David Strathairn wymiata niczym rasowy twardziel (gra członka legendarnego rodu Hatfieldów). Wspomniane zakończenie zamyka tę (najwyraźniej opartą na faktach) opowieść smutną, brutalną klamrą. Świetne, mocne kino o walce z niesprawiedliwością. Polecam moooocno.
Saturday Night Fever zabił mi klina. Spodziewałem się drugiego Grease, a tu jakieś gangi, dziabanie nożami, obijanie mord, gwałty i samobóstwa (to były czasy). Twórcom ewidentnie zabrakło wyczucia, bo prezentowana huśtawka nastrojów jest nieco zbyt rozchwiana, przez co ma się wrażenie braku spójności, obserwowania układanki z nie do końca pasujących elementów, poza tym w obsadzie znalazło się sporo trocin, niemniej nie mogę odmówić temu wszystkiemu serducha i pewnej odwagi w próbie poruszenia poważnych tematów pod płaszczykiem tańcowania do kawałków Bee Gees. Nie do końca moje kino, niemniej rozumiem status w popkulturze i doceniam.
Kolos z Rodos obejrzany, Leone zaliczony. Nie było to takie złe. Dość głupiutkie i czasem nieporadnie śmieszne, ale w zasadzie przyjemne. Dwie godziny z hakiem spędzone bez ziewania i większego grymaszenia, a nagrodą kilka ładnie zainscenizowanych akcji i fajna rozpierducha w finale. Całość średnia, scenografia i rozmach największymi zaletami. Wiadomo — najgorsza pozycja w filmografii mistrza Sergio, ale żadna tam totalna kompromitacja.
08-04-2026, 19:39
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,184
Liczba wątków: 29
City Heat (1984)
Jeden z pierwszych (?) "kumplowskich filmów" czyli "buddy movie" a tu nawet "buddy cop movie", zanim stały się modne.
Ameryka, czasy prohibicji. Były gliniarz-cwaniaczek i luzak, obecnie prywatny detektyw, (Reynolds) popada w tarapaty. Jest trup, kasa i dokumenty. A on w kleszczach 2ch konkurujących mafii. Pomóc może mu jego były partner (Eastwood), twardziel z zasadami, który wciąż pracuje w policji. Problem polega tylko na tym, że nie znosi byłego partnera i ma mu za złe, że ten odszedł ze służby. Ale kto się czubi...
Strzelaniny, morderstwa, humor i 2ch tak różnych bohaterów (z topowymi gwiazdami na 1. planie) powinny dać mieszankę, co najmniej, bardzo dobrą. NIE DAJE.
Intryga, poprowadzona nieudolnie, jest słaba, wymuszony humor nieśmieszny, (nieliczne) sceny akcji bez ikry.
Ale najgorsze, że między Eastwoodem a Reynoldsem NIE MA ŻADNEJ CHEMII. Jestem w stanie uwierzyć, że oni w rzeczywistości się nie lubili.
5/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
08-04-2026, 21:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2026, 21:08 przez shamar.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
(08-04-2026, 18:15)simek napisał(a): Takich badań, artykułów jest sporo, ale najbardziej w sedno trafia chyba to
A dziękuję, ale to jest w miarę świeże, czyli ci ludzie są już wymieszani przez ostatnie dziesięciolecia, a nie przez stulecia - a do tego piłem. Zresztą sami autorzy badania o tym wspominają:
Cytat:However, certain factors such as the lack of Roman influence in the Irish genetic pool and the impact of Irish emigration and return post-WWII may have led to distinct differences between the two populations which may not have been captured by the kit used in the current investigation.
Są zresztą w tekście wymienione różnice między nimi (widoczne zresztą w dodatku również fizycznie cały czas przecież), choć przeleciałem całość dość pobieżnie, więc nie będę się dłużej kłócił, bo też i w sumie nie ma o co.
Cytat:Oczywiście, że tak może być, tym bardziej, że akurat w naszym przypadku jest problem ze wskazaniem kim jest Polak z dziada pradziada: jeśli twoi przodkowie żyli w okolicach Szczecina, Wrocławia, Cieszyna albo Lwowa to byli to wielopokoleniowi Polacy?
Nie no, jasne, że Ślązacy czy kresowcy będą mieli bardziej mieszane DNA od Wielkiego Księstwa Mokotowa, ale ogół Polaków dalej będzie w dużej mierze krwi słowiańskiej niż germańskiej czy innej. Ja mam na przykład ślady fińskiej i greckiej krwi, ale w ogólnym rozrachunku to jest promil całości.
BTW tę krótką dysputę można by w sumie przenieść do jakiegoś innego tematu.
08-04-2026, 22:57
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,155
Liczba wątków: 5
(08-04-2026, 19:39)Norton napisał(a): Lone Star w miarę mi się podobało,
Skorzystam z okazji i zarekomenduję.
Zrobiłem sobie niedawno powtórkę i to jest naprawdę znakomity film. Owszem, film nie jest tak intensywny jak "Matewan" ale ma swój niezaprzeczalny urok. Przede wszystkim jest bardzo prawdziwy (z braku lepszego określenia), aktorsko znakomicie zagrany, nieczęsto można poczuć taki namacalny klimat Teksasu i pogranicza a to u mnie zawsze kilka punktów do oceny i jedna z najważniejszych rzeczy w filmach.
Spokojnie 8/10
No i jak ktoś nie zna reżysera to zdecydowanie powinien nadrobić, bo jest tu kilka prawdziwych perełek takiego klasycznego, amerykańskiego rzemiosła filmowego.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
08-04-2026, 23:16
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2026, 23:17 przez Dr Strangelove.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,184
Liczba wątków: 29
El Día de la Bestia (1995)
Dałem to zdjęcie gdyż taką okładkę miał polski VHS. I przez jakieś 30 lat nie wiedziałem co to za film. Myślałem, że jakaś D-klasowa komedia "prosto na VHS". Po części miałem rację ;) Okazało się, że to hiszpańsko-włoski komedio-horror.
Pewien ksiądz odkrywa, że wkrótce ma narodzić się syn antychrysta. Żeby do tego nie dopuścić, w jego mniemaniu, musi wpierw sam skontaktować się z Szatanem. A, żeby się do tego zbliżyć postanawia nagle zacząć grzeszyć.
To nie jest komedio-horror w stylu amerykańskim. W tym zazwyczaj nawet brutalna brutalność jest podana z przymrużeniem oka. A tutaj? Tutaj obok głupkowatych motywów wjeżdżają poważne akcje zostawiające ci w głowie z "co do chuja?". Takie kino niekomfortowe. Po prostu specyficzny rodzaj humoru. Ale, żeby nie było: to nie jest jakiś dramat.
Normalnie dałbym oczywiście 6 ale kilka akcji wyciąga go na
-7/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
10-04-2026, 22:53
|