Krótka piłka, czyli mini-recenzje
no teraz ok - dokładnie o to mi chodziło:) - o grupe debili zachwycających się poplamionym kawałkiem papieru - do momentu aż im ktoś nie powie, że te plamy zostawił orangutan z monachijskiego zoo:) albo odwrotnie: o grupe debili wygwizdujących poplamiony kawałek płótna dopóty, dopóki im ktoś nie powie, że poplamił go Lynch:)

Odpowiedz
No więc właśnie, a we wspomnianej przeze mnie sytuacji absolutnie nie oto chodziło z brawami i rozbawieniem widowni.

Odpowiedz
może tak, może nie. tak czy siak, wspomnianej przez ciebie sytuacji blisko do sytuacji modelowej pod tytułem: czyli to jednak Lynch nakręcił? o kurde, a zatem to musi być coś mądrego. owacja na stojąco za odwagę, wizjonerstwo i ogólnie mam miękko w gaciach.

Odpowiedz
I właśnie takie podejście, Jakuzzi, miałem wcześniej na myśli. Wyjątkowo jednorazowo się wypowiem w tej sprawie i spróbuję wytłumaczyć, jak trafię w próżnie, trudno, jakoś przeżyję.

1. Brawa to stały element festiwali tego typu, a przynajmniej ENH, stanowią pewien element porozumienia pomiędzy widownią. Nagradza się nimi każdy film, nawet jak jest gówniany, to się bije brawo, tyle, że mniej entuzjastycznie jak po tych dobrych filmach i różnicę naprawdę słychać. Ale nie na tym kończy się ich rola, nagradza się nimi jakieś zabawne sceny w filmach, bądź tragicznie złe, głupie wpadki realizacyjne, bądź spontaniczne okrzyki kogoś z widowni, w końcu nagradza się "inside jokes", których każdego roku trochę się tworzy w naturalny sposób. Generalnie brawa, to taki kod komunikacyjny widowni, podkreślający jakiś element, który w pozytywny bądź negatywny sposób zadziałał na nią.

2. Jako, że widownia, to w większości ludzie, którzy na filmie się znają (tzn. znają na tyle, żeby wiedzieć kto to np. David Lynch i czego należy się poń spodziewać) to w naturalny sposób reaguje na zasadzie wspólnego rozumienia pewnych spraw bez dodatkowych słów. W tej konkretnej sytuacji, oglądamy kilkuminutowe "niewiadomoco", jako, że to tylko trzy minuty, to czekamy po prostu aż się skończy i przejdziemy do noweli reżysera, który nie nakręcił swojej historii pod wpływem psychotropów. I wtedy, w kulminacyjnym momencie, gdy już atmosfera na sali jest gęsta, pojawia się nazwisko reżysera i wszyscy wzdychają ze zrozumieniem. Bo to w końcu Lynch. Czego innego należało się spodziewać po jego noweli jak nie rozmiękczenia nam mózgów. To jak ze starym krewnym, który musi za każdym razem opowiedzieć przy kolacji wigilijnej o tym jak to... (tutaj opowiadana n-ty raz historia, którą przyjmujemy z pobłażliwym uśmiechem). To było jak zrzucenie z kręgosłupa ciężkiego pakunku, "ha ha, to nie jakiś zwichrowany opiumista, to Lynch znowu nam zrobił papkę z mózgu, w sumie byłoby rozczarowujące, gdyby tego nie zrobił, zaśmiejemy się dla rozluźnienia atmosfery, zabijemy brawo dla pokręconego dziadygi, że mimo wszystko podarował nam pamiętny moment i lecimy dalej z tym koksem".

Got it? :)

Odpowiedz
Cytat:Got it? :)

tak średnio:) przy czym ja w życiu nie byłem na żadnym festiwalu filmowym, więc... sam rozumiesz - pewnych spraw tudzież zwyczajów mogę najnormalniej w świecie nie kumać:)

Odpowiedz
No trudno, przynajmniej próbowałem :)

Odpowiedz
Tyler Durden napisał(a):Czasem samo nazwisko twórcy może wiele wyjaśnić ;)

To mnie zaskoczyłeś, że tak "obyta" widownia, jak ludzie z ENH potrafią robić takie WTF - mnie żadna z tych nowelek nie zaskoczyła pod względem stylu, odgadłem niemal 80% kto i co robił (pomijając fakt, że nie wszystkich znałem, a kilku twórców zagrało też główne role w swoich nowelkach).

a tymczasem...

Kołysanka - do tego filmu idealnie pasuje określenie "ssie". Miała być komedia grozy, są ciepłe kluchy. Kilka fajnych scen, kilka śmiesznych zdań (ale nic, co stanie sie kultem), a cała reszta to nuda. Bohaterowie po prostu są i jedyne co potrafią robić to gadać (największy grzech kina polskiego i francuskiego odfajkowany), ale na czyny ich nie stać. Niby coś się na tym ekranie dzieje, ale po widzu to spływa i nijak nie angażuje. Niby jest jakaś intryga, ale równie dobrze mogło by jej nie być. Mowa! Jak na taki temat Machulski wręcz przegina z niepokazywaniem... właściwie to nie pokazuje dosłownie nic - na koniec tylko niepotrzebnie bawi się w CGI (które jest tyle żałosne, co niepotrzebne - końcowy odjazd kamery to jedno wielkie WTF?, a scenki na napisach końcowych pasują jak pięść do nosa) i dodatkowo zahacza o politykę (drugi grzech polskiego kina odfajkowany). Już dawno nie oglądałem tak zmarnowanej historii - przez cały seans modliłem się, żeby w końcu coś konkretnego się tu wydarzyło, ale nie. Co chwila tylko ktoś znika w szopie, ktoś inny się drze i to by było na tyle. W dodatku całość zmontowana jest dość dziwnie. Na plus muzyka i aktorzy, choć te wszystkie nazwiska nie zostały należycie wykorzystane. Chyba najsłabszy film Machulskiego - nawet Superprodukcja była ciekawsza.

5/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Tyler Durden napisał(a):I właśnie takie podejście, Jakuzzi, miałem wcześniej na myśli. Wyjątkowo jednorazowo się wypowiem w tej sprawie i spróbuję wytłumaczyć, jak trafię w próżnie, trudno, jakoś przeżyję.

Szczerze mowiac ja twojego wyjasnienia (szczegolnie drugiego punktu) tez nie za bardzo chwytam i przychylam sie w tej sytuacji bardziej do drwin Mentala. :)

Odpowiedz
Chłopaki nie płaczą - absolutny kult i chyba jedna z ostatnich dobrych polskich komedii. Niezła fabuła, fajni bohaterowie i dialogi, no po prostu cud, miód i orzeszki :D, wiele z nich weszło na stałe do języka potocznego. Tarantino dla ubogich ? Tak, ale jak to się ogląda ! :D

-Normalny czy ulgowy ?
-Jestem znajomym Piaska
-Jakiego Piaska ? A pan?
-A ja mam paszport Polsatu ...


8/10

Odpowiedz
Arahan napisał(a):Chłopaki nie płaczą - absolutny kult i chyba jedna z ostatnich dobrych polskich komedii
Niegdyś film dla mnie kultowy. Tak jak mówisz większość śmiesznych tekstów zawitało do języka potocznego polskiej młodzieży. Jest parę dialogów które współgrając z obrazem dawały niewyobrażalny efekt komediowy.

-zamknij oczy
-ochujałaś?

albo
zaraz ubijemy interes!
-po tym co tu zobaczyłem, nie ubiłbym z Tobą nawet muchy w kiblu
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
The Man Without a Face
reż. Mel Gibson, 1993

debiut Mela na stołku reżyserskim i jak można się było spodziewać - debiut bardzo udany. Mel gra tu poparzonego od stóp do głów w wyniku wypadku nauczyciela/malarza, który zaszywa się w samotni na wyspie. dla lokalnej społeczności staje się obiektem średnio wybrednych anegdot - takim trollem do wyśmiania. szczególne zainteresowanie budzi wśród dzieciarni, która kręci się wokół jego domu. tak poznaje 12-letniego Chucka (mega młody Nick Stahl). chłopak na co dzień pędzi żywot bez ojca, w towarzystwie dwóch sióstr i matki. matka dodatkowo trzyma stronę córek, a te z kolei nie grzeszą specjalnie inteligencją - zwłaszcza starsza - więc sami rozumiecie. no ale na szczęście spotyka Mela i wszystko się odmienia - gościu uczy go dyscypliny, łaciny, geometrii, znowu dyscypliny, wspólnie czytają Szekspira, gadają o kobietach i inne czady.

dobry film. wprawka przed Braveheart. pod względem podejmowanych zagadnień przypomina A Perfect World, aczkolwiek film Clinta znacznie lepszy.

7/10

Odpowiedz
From Paris with Love - świetny cool movie na każdą okazję, bawiłem się wyśmienicie. Travolta rządzi, dosłownie rozwalając sobą ekran i tworzy zgrabny duet z Jonathanem. Mnóstwo akcji, humoru, całkiem zgrabna i niegłupia intryga. Drugie Taken to nie jest - wyraźnie zarysowano pewną umowną granicę prawdopodobieństwa (miśkowaty Travola odstawia takie balety z pomocą montażu, że hej - w dodatku żadna kula go nawet nie draśnie) i postawiono na komiczność dialogowo-sytuacyjną, ale sprawdza się to świetnie. Chętnie zobaczyłbym jakiś sequel, o ile będzie zrealizowany z podobną werwą i polotem. 8/10 a co! Z przyjemnością obejrzę raz jeszcze.

PS. Fajne nawiązanie do Pulp Fiction

Mission: Impossible - po raz n-ty. Bzdura totalna, ale kurczę kocham ten film. Wizualnie to majstersztyk, ogląda się równie niesamowicie. Cruise irytuje, końcówka irytuje, ale nawet nie trzeba zaciskać zębów, aby się podobało. Czyste kino, które się chłonie jak powietrze. Dodatkowo całość ubarwa rewelacyjna muzyka Elfmana i panna Beart, na którą mogę patrzeć bez przerwy 24/7.
Zresztą zgadzam się z klubową recką Adiego - http://www.film.org.pl/prace/mi.html
9/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Nine - praktycznie powtórka z Chicago, czyli solidne hollywoodzkie musicalowe rzemiosło - i nic poza tym. Marshall jest reżyserem poprawnym, w porywach średnim - i to momentami widać aż za bardzo. Facet z upodobaniem stosuje tzw. "zerowy styl reżyserii": zero polotu, zero wyobraźni, zero jakiejkolwiek kreatywności czy pomysłu na wygląd danej sceny. Bohater grany przez Day - Lewisa mówi, że zawód reżysera polega na ciągłym decydowaniu, mówieniu " tak" lub " nie" - a w ostatecznym rozrachunku i tak to nie ma znaczeniu. Marshall najwyraźniej nie załapał ironii i zwalił całą robotę na barki choreografów, kostiumowców i obsady, od siebie nie dodając niemal nic. Nie żebym się tego nie spodziewał, ale żal człowieka bierze, że taki potencjał został zmarnowany.
Nie zrozumcie mnie źle: film ogląda się całkiem przyjemnie i kasy nie żałuję. Hollywoodzki rozmach, nawet jeśli momentami mocno kiczowaty, naprawdę działa. Obsada oczywiście jest najmocniejszym punktem; Day - Lewis tradycyjnie nie zawodzi, ponad średnią wybijają się również Cotillard i Dench (inna sprawa, że tylko ta trójka ma tu więcej do roboty niż mignięcie na pięć minut i zaśpiewanie jednej piosenki). Piosenki również dają radę, chociaż jedynie "My Husband Makes Movies" zaśpiewane przez Cotillard uznałbym za bardzo dobre.
6/10
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Mefi, ukradłeś mi minireckę "Pozdrowień...". Pozostaje mi się tylko pod tym podpisać.

Odpowiedz
Obsessed - niezamierzona komedia, w której od pierwszych sekund wszystko jest nie tak. Dialogi, aktorstwo, dobór muzyki, ha, nawet parę świetnych ujęć LA jest jakby z innej bajki i nie pasuje do tego crapu. Ale że jest zabawnie, ogląda się to nieźle. Najlepsze jednak przychodzi w momencie, gdy grająca do tej pory rolę niemiłosiernie nudnej kury domowej Beyonce włącza tryb Black Power i telefonicznie PG-13-grozi Ali Larter, że skopie jej tyłek (I'll show you crazy!). Ale to tylko wstęp do wisienki na torcie, jaką jest finałowy catfight między obiema paniami. Ubaw po pachy.

Léon [director's cut] - po raz pierwszy od nie wiem ilu lat, ale za to w wersji reżyserskiej i HD. Jedno słowo: arcydzieło.

Odpowiedz
Nie wiem który raz mam powtarzać. JEŚLI ISTNIEJE TEMAT O FILMIE, TO PISZEMY O NIM TAM!
Używanie opcji 'search' nie boli. Sprawdzałem. Teraz przeniosłem post, ale to ostatni raz. Naprawdę, nie ma sensu robić bałaganu.

Odpowiedz
Mierzwiak napisał(a):Léon [director's cut] - po raz pierwszy od nie wiem ilu lat, ale za to w wersji reżyserskiej i HD. Jedno słowo: arcydzieło.

Dziś był mój drugi seans w HD, obraz jest taki że podczas sceny otwierającej widać delikatnie pofałdowaną wodę opływającą Manhatan :D Jedno słowo : arcydzieło :D

Odpowiedz
Pasja
reż. Mel

ten film mógłby być wielki i groźny jak Diabelski Kciuk na Alasce. fajnie, że burzy naiwny wizerunek Chrystusa jako świątecznego baranka na wielkanocnym stole, względnie dzieciątka w żłóbku w towarzystwie świnek, kózek i innej trzody, fajnie, że Gibson postawił na mega brutalność biblijnego przekazu, fajnie, że film nie podobał się pismakom Gazety Wyborczej (a to zawsze dobrze rokuje), fajnie, że sekwencja biczowania wali ohydą na kilometr, super, że rozmowa z Piłatem nie została spieprzona, bo jest to mój ulubiony fragment NT, fajnie, że pokazano, jak naprawdę Chrystus został skazany na śmierć - a stało się to podobnie jak w przypadku Sokratesa - vox populi, głosem motłochu, demokratycznie.

pomimo tych i innych niezaprzeczalnych zalet (znakomita oprawa plastyczna i charakteryzacja postaci), sorry, Mel - film nie podobał mi się. po jego obejrzeniu było mi źle, ale nie w takim sensie, w jakim byś sobie tego życzył. końcówka jak z najgorszych epizodów x-files - paranormalna i balansująca na granicy tandety, Jezus traci 17 litrów krwi i ciągle żyje, Szatan przechadza się wśród tłumu i robi mroczne grymasy. mogło być monumentalnie i epokowo, a zamiast tego po seansie towarzyszyło mi poczucie dojmującej straty.

Odpowiedz
Zasadniczo się z tobą zgadzam, do listy zarzutów dodałbym jeszcze horrorową taniochę sceny wyrzutów sumienia Judasza, kiczowate retrospekcje oraz slow-mo. Mental, widziałeś odcinek South Parka o Gibsonei i Pasji? Polecam.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Mam podobne odczucia, chociaż filmu nie widziałam od czasu jego premiery na Canal + czy jakoś tak, czyli paru lat. Dobrze, że jest mięcho - szkoda, że nie ma nic poza mięchem. Dzisiaj jeszcze bym się wkurzyła, że Szatan musi być obowiązkowo niejednoznaczny płciowo:). Pasja to kicz, ale niekoniecznie taki, jaki lubię. Za to odcinek South Parku o Melu Gibsonie był wporzo:)

edit:
jarod napisał(a):Mental, widziałeś odcinek South Parka o Gibsonei i Pasji? Polecam.
Jasne, że widział :cool:
Zabawne: zaczęłam pisać swojego posta, zanim wysłałeś swojego:). I oboje pomyśleliśmy o SP - co to oznacza? :cool:
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,248 243,908 16-05-2026, 11:11
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,969 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,274 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,459 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,757 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,451 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 724,491 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,341 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 329 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości