Krótka piłka, czyli mini-recenzje
No co? No średniak taki z delikatnym plusem. Można obejrzeć jeśli nie ma się nic innego do roboty.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Bezpieczeństwo dziecka - puszczali ten szajs w podstawówce. Już wtedy niektórzy zbijali się z niektórych motywów (szczerbaty wąsaty policjant z kciukiem wygrywa). Nauczyłem się dwóch rzeczy: 1. wąsaty koleś zawsze jest złym człowiekiem. 2. Piwo to nie jest alkohol tylko taki napój orzeźwiający.

Dzwonnik z Notre Dame - wersja Dinseya -
- Panowie, „Pocahontas” nie powtórzyła sukcesu „Króla Lwa”. Mieliśmy Gibsona, a nie było fucków, krwi i fajnych scen mordowania pedałów?! Wstydźcie!
- I Żydów?
- Morda! Macie jakieś propozycje, żebyśmy jakoś to nadrobili?
(cisza)
- Mam pomysł!
- Jaki?!
- Kojarzycie „Dzwonnika z Notre Dame” Victora Hugo?
- Tą na maksa mroczną gotycką powieść opowiadającej o hipokryzji kościelnych i ludzkiej nędzy? I kończącą się śmiercią kilkunastu bohaterów?
- No! Zróbmy z niej familijny musical dla całej rodziny z gadającymi gargulcami i happy endem!
- Świetny pomysł!
- I jeszcze niech gargulce mają imię po Victorze Hugo!
- Jeszcze lepszy pomysł!
- Dzwonić znowu po Gibsona? Będzie tym złym księdzem!
- Nie... lepiej koleś będzie sędzią. Jeszcze katole się przypierdolą i stracimy forsę...

Tak wyobrażam se ewolucję pomysłu na film. Niestety, mimo mroku i aspektów wiary twórcy zmarnowali okazję na dojrzały i poważny film. Kurde, wpierw mamy najlepszy utwór disneyowskiego łotra ever łamiący wiele tabu, a potem typowy numerek comic reliefu z odniesieniami do popkultury - naprawdę muszą w tych filmach dla dzieci dawać irytujących sidekicków w postaci błaznów? Osobiście gargulce jakoś mnie nie denerwowały, kilka z ich żartów się zaśmiałem, ale w tym wypadku spieprzyli ciekawy motyw, gdzie miały istnieć w wyobraźni Quasimoda. To samo zrobili z pożądaniem Frolla do Esmeraldy, ale obie postacie są na tyle świetne, że przebaczam. I naprawdę chciałbym, by okazało się, że Esmeralda jednak umarła. Jednak "Dzwonnik... " dalej trzyma poziom, ma świetną animację i najlepszy motyw muzyczny Menkena. Swoją drogą nostalgia bierze, gdy patrzy się na polski plakat z bannerem z logami sponsorów, ale jeszcze nie napaćkanym od miliardu obrazków. Że nie wspomnę o świetnym dubbingu bez szeroko reklamowanego Znanego Nazwiska i żenujących dowcipów o Polsce.

Odpowiedz
Heart and Souls (1993) – Taki niepozorny tytuł, a rzecz jak najbardziej warta obejrzenia (film kręci się w C+) w tematyce "umarłeś, ale żeby pójść do nieba, musisz pozałatwiać swoje sprawy na ziemi jako duch". Nic tu dupy nie urywa, ale całość to sympatyczna, lekka komedia, którą ogląda się z bananem na twarzy. Grają Downey i Shue (dość słaby wątek romansowy), a jako ekipa duchów: Grodin, Sizemore, Sedgwick, Woodard i Paymer. Wszyscy dają radę, a niespodziewanie dobrze w tej komediowej konwencji odnajduje się zwłaszcza Sizemore, jako kozaczący szelma-złodziejaszek. Gdyby mnie się podczas jazdy objawił duch o facjacie rechoczącego Sizemore'a, też bym się wpierdzielił w betonowy kwietnik. :) Reżyseria: Ron Underwood, czyli facet od znakomitego "Tremors", ale też przenudnego "City Slickers" czy osławionej kichy "Pluto Nash". Tak czy owak, na ekranie dobre filmowe lata 90., świetny seans.

Odpowiedz
Bez tchu (2008) - chyba pierwszy koreański film, nie będący thrillerem, jaki widziałem. To wyraźny dowód na to, że skośnookie południowce odnajdują się także w innych klimatach. Tutaj mamy do czynienia z mocnym społecznym dramatem, którego największym plusem jest to, że nie próbuje ściemniać - realistyczne tło, bohaterowie z krwi i kości i wiarygodne relacje pomiędzy nimi - to wszystko jest maksymalnie szczere i pozbawione natrętnego, publicystycznego komentarza.

Do tego znakomite poczucie humoru i jeszcze lepsze aktorstwo no i pokaźna dawka przemocy, fizycznej i słownej (obie bolesne w porównywalny sposób). Jedynie końcówka trochę nie przypadła mi do gustu, za dużo łopatologii się tam wkradło. Ale to typowy grzech debiutanta, daje rozgrzeszenie.

8/10

Odpowiedz
Monster (2003) - oglądąłem ten film po raz drugi, myśląc, iż się do niego przekonam. Niestety tak się nie stało. Świetna rola Charlize Theron, film dobrze zrealizowany, świetnie zachowany obiektywizm, pozwalający każdemu z nas ocenić (zrozumieć bądź nie) główną bohaterkę. Mimo tych wszystkich i innych zalet, nie jestem po prostu w stanie dać wyższej oceny. Najgorsze jest to, iż nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego film mnie tak nuży. Ktoś ma podobne odczucia?

5/10

Odpowiedz
This Means War - chciałem obejrzeć dla Hardy'ego, ale niestety nie dało rady. Po 40 minutach rzuciłem to w cholerę. Cieniutka, mało zabawna, zrobiona z samych klisz komedyjka szpiegowsko-romantyczna. Duet głównych bohaterów to para jakichś metrosów (nawet Hardy jest tak koszmarnie wypucowany i nijaki, że żal dupę ściska) uganiających się za jedną laską. Unikać za wszelką cenę.

2/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Sunshine Cleaning - pomysł wyjściowy sympatyczny, aktorsko też nie można narzekać, ale całość to jednak rozczarowanie, bo ani główny wątek, ani właściwie żaden poboczny nie doczekuje się tu pogłębienia czy lepszej prezentacji, a całość sunie raczej po łebkach, aż do w miarę przewidywalnego, lajtowego finału, w którym rzecz jasna wszystko będzie ok i sporo nadziei na przyszłość. Ot, taki bezbolesne 90 minut, które równie dobrze mogło by się obyć bez wielkich nazwisk i swobodnie lecieć na jakimś Polshicie w niedzielne popołudnie.

5 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Diabeł z Jersey (Carny) 2009r.

Lou Diamond Philips stoczył się i to koncertowo. Gdzie tam role pokroju La Bamba czy Big Hit - teraz gra w B klasowych filmach i lipnych serialach. Film z potencjałem - można tak określić fabułę: do miasteczka (ile można?!) zajeżdża cyrk z bestią na pokaz, i jak to bywa bestia się urywa i masakruje mieszkańców. Lou stara się, dwoi i troi ale film bazujący na potężnej bestii o wymiarach indyka (wygląda koszmarnie, można by rzec), która zabija z siłą T-rexa śmieszy. To już interakcja antagonisty z otoczeniem jest nośnikiem większych emocji. Jakoś nie potrafię pojąć, jak film - którego mocą napędowa jest generowany CGI monster - został wpuszczony do realizacji, gdy twórcy wiedzieli iż nie sprostają zadaniu a bestyja będzie po prostu karykaturalnie śmieszna. I gdzie tu groza? Nawet brutalne ataki w kategorii R (babka ma na przykład prawie odciętą głowę) wyglądają beznadziejnie i sztucznie.

2/10

loading podpis...

Odpowiedz
Children of Huang Shi, kolejny film dotykający konfliktu Japonia-Chiny z lat 30. Tym razem jest to historia George'a Hogg'a i sześćdziesięciu sierot, którzy zostali zmuszeni do ucieczki by ocalić swe życia. Podróż do "ziemi obiecanej" jest długa, męcząca i groźna (w zamyśle, bo wcale tego nie widać), sam Hogg to jakiś dziennikarzyna który chce zrobić reportaż o Nanjing, ale zostaje ranny i cudem nie traci życia, aż wreszcie trafia do sierocińca i tam przechodzi niezbyt wiarygodną przemianę, pomagając dzieciom, naprawiając co się da, budując boisko do koszykówki i ucząc angielskiego. W sumie to wszystko. Prosty film, który nie wykorzystuje potencjału.
Tym większa szkoda, bo to film dotyczący wojny - jest więc rozmach jakiego nie uświadczy się w polskim kinie. Miasta to kupy gruzów, dziesiątki statystów biegają tu i tam z karabinami i się strzelają, po niebie śmigają samoloty, bardzo często coś wybucha, miasteczka są zatłoczone i pełne chaosu, no po prostu urok Chin z lat 30. Trochę to wszystko opada, kiedy akcja przenosi się na prowincję, do sierocińca i dalej na pustkowia, ale i tak jest w miarę dobrze, bo kraj to ładny i jest na czym zawiesić oko. Treściowo nie jest jednak zbyt dobrze, o czym już mówiłem.
Michelle Yeoh Chow Yun-Fat oraz Radha Mitchell nie grają co prawda głównej roli, jednak bardzo miło się na nich patrzy i chyba są najlepszym punktem całego filmu, bo rolę główną gra Jonathan Rhys-Meyers i niezbyt dobrze się wywiązuje. Jest bo jest, ciężko mi się do niego przekonać, niczym szczególnie się nie wyróżnia. Zwłaszcza, że cały film jest raczej zbiorem scen, niż jedną, spójną całością. Mógł to być naprawdę dobry materiał, a jest ledwo poprawny.

Odpowiedz
The Take - John Leguizamo w dobrej i trudnej roli dramatycznej. Grupka oprychów porywa opancerzoną ciężarówkę. Po sfinalizowaniu skoku bandziory mordują z zimną krwią wszystkich pracowników, a następnie strzelają w łeb kierowcy (Leguizamo jako Felix De La Pena), wkładają mu do ręki broń i zostawiają go, żeby się wykrwawił. On jednak cudem wychodzi cało ze strzelaniny, ale z uszkodzonym mózgiem, co skutkuje zmiennym, porywczym, impulsywnym zachowaniem. Policja i FBI dają dupy na całej linii, nie dość że nie umieją schwytać sprawców, to jeszcze robią z Felixa głównego podejrzanego. Koleś w końcu nie wytrzymuje presji i postanawia zemścić się na własną rękę. Naprawdę spoko film, kto spodziewa się akcji, to się zawiedzie, bo to bardziej dramat.

7/10

Odpowiedz
Zakochana złośnica - zaskakująco sympatyczna komedia romantyczna - całkiem ciekawa w pierwszej połowie, pewnie ze względu na inspiracje Szekspirem. W drugiej już niestety totalnie przewidywalna, jak każdy rom-kom. One wszystkie powinny kończyć się po 45 minutach, bo wtedy tracą wszelką oryginalność i zaczynają jechać po szynach. 5+/10

Con Air - ic bjutiful. PIĘKNY akcyjniak - skrojony wręcz idealnie pod niemal każdym względem. Emocjonujący, FENOMENALNIE nakręcony (większość ujęć i efektów ścina z nóg), z fantastyczną obsadą, z kupą całkiem fajnego humoru. Bawiłem się rewelacyjnie. Co mi się nie podobało? Czasem soundtrack. Akcent Cage'a to jeden wielki WTF - normalnie jakbym słyszał Yosemite Sama (choć wypada tak zabawnie, że nie uznaję tego za wadę). Końcówka, która też przypomina trochę kreskówki WB - tym razem z kojotem, bo to, co spotyka bad guya, jest tak przegięte i śmieszne, że tylko czekałem, aż Malkovich wyciągnie tabliczkę z napisem "Oops!".

Generalnie - 9/10 za czystą, nieskrępowaną rozrywkę. Prawie wszystko działa tu tak, jak powinno - doskonale skomponowany film akcji. Może jeszcze dołożyłbym plusik za skompletowanie większości pamiętnego drugiego planu z X-files w jednym filmie.:)

Aż dziwne, że CA nie ma sequela.

Odpowiedz
Define irony. Bunch of idiots dancing on a plane to a song made famous by a band that died in a plane crash.
Wydawało mi się, że tylko ja lubię ten film :)
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
(21-07-2012, 11:13)Martinipl napisał(a): Diabeł z Jersey (Carny) 2009r.

Lou Diamond Philips stoczył się i to koncertowo. Gdzie tam role pokroju La Bamba czy Big Hit - teraz gra w B klasowych filmach i lipnych serialach. Film z potencjałem ...

Przecie to jest film klasy Z. Gdzie tam potencjał? Koszmar wyglądający jak półamatorski film studencki.

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Ichi Zabójca - film ta dziwny, że ciężko nawet coś o nim napisać. Ciekawa forma, scenariusz i przede wszystkim główny bohater wyglądający jakby wyjęty prosto z komiku. W ogóle ten film przypomina ekranizacje jakiegoś komiksu, albo czyjegoś koszmaru. Film mi się podobał, choć jest bardzo specyficzny i bardziej liczy się forma niż jakakolwiek treść. Na pewno nie dla każdego, ale fani mindfucków i japońskich dziwactw będą zadowoleni. 7/10
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Paths of glory (1957) - Kubrick w wysokiej jak zwykle formie. Trzeba mieć nie lada klasę i wyczucie, aby tak tchórzliwy naród jak Francuzi przedstawić jako...tchórzliwy, ale niewinny naród :) Bardzo dobra rola Kirka Douglasa, niezła batalistyka i parę ciekawych, niestandardowych ujęć. Ten film również świetnie się kończy.

8/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(22-07-2012, 23:10)jarod napisał(a): Define irony. Bunch of idiots dancing on a plane to a song made famous by a band that died in a plane crash.
Wydawało mi się, że tylko ja lubię ten film :)

Podłączam się do fanów Con Air... Również dałem zasłużone 9/10 i również byłem pewny, że to tylko moje "widzimisie". ;-)


Odpowiedz
Nie no, 9/10 to przegięcie - ale jako guilty pleasure film jest świetny. A postać i dialogi Buscemiego niszczą system.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Tzn. notę porównałem akurat do postu Military. ;-)

Pół Żartem, Pół Serio (1959) - lekka komedyjka Billy'ego Wildera, na niedzielne popołudnie, w której główne role zagrali Jack Lemmon, Tony Curtis, no i oczywiście Marilyn Monroe, które za tę kreację dostała Złotego Globa (za to Akademia nie wyróżniła jej nawet nominacją). Ogląda się przyjemnie, jednak dziwi mnie fenomen tego filmu (a opieram się na podstawie oceny na IMDb czy Filmwebie - w szczególności na tym pierwszym portalu). Dla mnie gagi nie wybijają się ponad inne produkcje tamtego czasu, aczkolwiek niejednokrotnie pojawi się uśmiech na naszych twarzach.

7/10

Odpowiedz
Haebaragi aka Sunflower (2006) - kolejny koreańczyk, któremu bliżej do dramatu społecznego, niż kryminału czy thrillera. Gość wraca do miasta po odsiadce i próbuje się zmienić. Oczywiście, przeszłość mu nie pozwala itp. Proste, szczerze i brutalne, z masakrującym (co z tego, że odrealnionym?) finałem, kiedy bohater wreszcie pokazuje pazurki.

7/10

Odpowiedz
Full Monty - takie kino społeczne to ja rozumiem :) Zamiast smęcenia, użalania się nad sobą i przeklinania Thatcherowej mamy kilku facetów, którzy znaleźli sobie oryginalny sposób na zarabianie - męski striptiz :)Tak dobrego i niegłupiego feel-good movie nie widziałem dawno.
Najlepsza scena -w trakcie prób do 'tańca' przychodzą komorników i bierze telewizor. Pozostaje niewzruszony na błagania właściciela. I wtedy przychodzi reszta załogi, wszyscy rozebrani do pasa
-Ej, co wy tu robicie?
Reakcja komorników: bezcenna :)
9/10


Egzorcyzmy Emily Rose - miałem obejrzeć już dawno temu, a do zabrania się za niego zmotywował mnie...znajomy ksiądz, który obsobaczył to dziełko jako antykatolickie i zakłamujące fakty. Obejrzałem i...jakoś niczego takiego nie zauważyłem. W zasadzie to nawet odwrotnie;
Cóż więcej mogę rzec. Początkowo klimat jest boski, pomysł by horror toczył się głównie w sądzie godny nobla. Tyle, że reżyser/scenarzysta spartolił sprawę. Nie wiem jak wy, ale ja:
-umieściłbym tak z 3/4 akcji na sali sądowej i w trakcie przygotowania do rozprawy.
-Większość grozy wydobywał z taśm, zeznań świadków, zdjęć, generalnie odwoływałbym się do wyobraźni widza.
-Sceny opętania dozował oszczędnie i efektywnie.
-Kręcić je bez padaczkowego montażu, no wiecie - oldskulowo 8)
-Autorowi ścieżki dźwiękowej kazał inspirować się muzyką Morricone do Cosia.

Meh. Szkoda talentu i poświęcenia Jennifer Carpenter, którą rolę osłabiają jump sceny i gibająca się kamera.
6/10

PS Ktoś z was po obejrzeniu tego filmu obudził się o trzeciej nad ranem? ;)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,961 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,786 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,195 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,705 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,154 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości