22-12-2012, 23:28
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Zdaje się że są znaki wodne, dlatego ucina się część obrazu :) Ach, to były czasy kiedy oglądało się takie gówniane kopie...
Szczerze mówiąc to nie kojarzę przypadku filmu walczącego o Oscary któremu finansowo zaszkodził DVD Scr w internecie. Na przykład "Czarny Łabędź" miał DVD Scr 3 dni po premierze w szerokiej dystrybucji i zarobił w USA 107 mln$, "Gran Torino" w ten sam dzień co kinową premierę a zarobił 148 mln$.
A czy ucinają część obrazu to już zależy od grupy ripującej oryginalne źródło, przy Flight nie widać czegoś takiego. Dobra, tyle ode mnie bo nie ma co się chwalić piractwem, gorzej chyba tylko chwalić się oglądaniem camów i TS-ów. 22-12-2012, 23:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-12-2012, 23:37 przez Szaman.)
Też właśnie skończyłem Flight. Kompletnie nie spodziewałem się po nim historii o totalnym staczaniu się Denzela. Myślałem, że nasz przemiły czarny grubasek będzie bohaterem bez skazy , któremu raz przed lotem powinęła się noga a społeczeństwo go za to ukrzyżuje. Jak to bywa ze zwiastunami są bardzo mylące , bo to filmidło to mega solidny dramat o Jest dobitny do tego stopnia , że do końca seansu żałowałem tego wypitego piwka na początku projekcji.
7/10 Mocarny tekst Denzela do jednej ze Stewardes: "Margaret jakie jest imię twojego syna ?? Trevor !!! Powiedz Kocham Cię Trevor !!! Co ?? To dla czarnej skrzynki , powiedz że go Kochasz..." P.S. Atlas Chmur też już dostępny w sklepiku :p 23-12-2012, 01:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-12-2012, 01:28 przez Predator895.)
Flatliners - trochę dziwny, ale sympatyczny film z bardzo ciekawym pomysłem wyjściowym, którego potencjał jednak nie do końca wykorzystano. Bardzo dobra obsada, świetne tempo, trzymające w napięciu sceny wprowadzania w stan śmierci klinicznej i PIĘKNE zdjęcia (cały wątek o najlepszych kadrach można by zapełnić tym filmem). Widać jednak już styl Schumachera, który powoli uderza w klimaty z Batmana i Robina. Ewentualne braki fabularne filmik próbuje nadrabiać masakrycznie przesadzoną scenografią, która co prawda wygląda wspaniale, ale nie ma za grosz sensu. A przecież całość byłaby jeszcze bardziej niepokojąca, gdyby Joel trochę się w tym względzie ograniczył. Oh, well. 7/10
Efekt motyla 2 - jedynka to przyzwoity filmik ze świetnym pomysłem wyjściowym, który umożliwia twórcom pójście po prostu w każdym możliwym kierunku oraz stworzenie świetnego filmu s-f. I pewnie właśnie dlatego dwójka to praktycznie niskobudżetowy remake jedynki z innymi bohaterami. Nie jest to najgorszy film, jaki widziałem, i choć ogląda się go jak odcinek jakiegoś serialu, to ma parę fajnych elementów. Podoba mi się bardzo naturalna reakcja bohatera na zmiany w przeszłości, których dokonuje. Podoba mi się jego zdziwienie, kiedy uświadamia sobie, że jedna ze zmian sprawiła, że stał się dupkiem. Mimo wszystko za proste to, zbyt podobne do oryginału, zbyt pobieżne (i wymagające znajomości jedynki), i zbyt cienko zrealizowane, żeby się tym cieszyć. 4/10 P.S. Jak to jest, że kiedy operator znany z naprawdę dobrych zdjęć dostaje okazję do wyreżyserowania filmu, jego własny film wygląda nudno i totalnie przeciętnie? EM2 wyreżyserował John R. Leonetti, czyli operator z Death Sentence, Insidious czy Maski - tymczasem EM2 jest wizualnie tak ciekawie, jak M jak miłość. 25-12-2012, 20:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2012, 20:46 przez military.)
Ach, Military, poruszyłeś bardzo ciekawy wątek - zdarza się, że operator chce spróbować reżyserki i wychodzi kupa. Ale są różne rodzaje kupsztali. Pierwszy to taki o którym wspomniałeś, gdy cały film wygląda byle jak. I nie wiadomo, o co chodzi bo przecież skoro zdjęciowiec za wszystko odpowiada, to przynajmniej zdjęcia powinny być dobre. Filmy Andrzeja Bartkowiaka są właśnie takie - bezstylowe. Przykład drugi - gdy film jest gówniany, ale zdjęcia są dobre, np. "Stracone dusze" Kamińskiego (wspaniałe zdjęcia Mauro Fiore). Są i ci, którym się udaje (Jan De Bont ze "Speedem" i "Twisterem"), a potem robią kupy pokroju "Lary Croft".
Tak jak niektórzy zdjęciowcy chcący być reżyserami mają skopane zdjęcia, tak montażyści chcący być reżyserami mają zero wyczucia jeśli chodzi o tempo. Moim ulubionym przykładem jest guru montażu filmów akcji, Stuart Baird. Facet odpowiada za sklejanie takich arcydzieł jak "Zabójcza broń 1,2", "Ostatni skaut", "Człowiek demolka", "Maverick", "Casino Royale", czy ostatnio "Skyfall", ale jednocześnie, jako reżyser, odpowiada za letniej temperatury "Wydział pościgowy" oraz najnudniejszego "Star Treka" (X). Nie ma odpowiedzi na to, dlaczego. Może chodzi o brak dystansu do własnego materiału. Może reżyseria tak pochłania, że nie ma już czasu, żeby zadbać o inne rzeczy. A może, po prostu, niektórzy nie umieją reżyserować;) 25-12-2012, 23:40
Wiele hałasu o nic - Nie widziałem (ani nie czytałem) jeszcze żadnej komedii Szekspira, który dotychczas kojarzył mi się z poważnymi, dosyć powolnymi i pełnymi trupów adaptacjami. I film Branagha bardzo mile mnie zaskoczył. Jest świeży, pełen energii oraz frajdy i co najważniejsze - jest bardzo zabawny. W czasie seansu ani razu nie spojrzałem na zegarek i nie nudziłem się ani chwili, co zdarza mi się bardzo rzadko, zwłaszcza na ekranizacji klasycznej teatralnej sztuki. Nie wiem na ile to zasługa reżysera, a na ile ponadczasowego materiału wyjściowego.
Na osobny akapit zasługuje aktorstwo. Mamy tu strasznie złego i drewnianego Keanu Reevesa. Ale reszta gra tak wybornie, że można o nim zapomnieć. Kenneth Branagh i Emma Thompson wymiatają, a pomiędzy nimi iskrzy i czuć pokłady chemii (byli wtedy małżeństwem). Na drugim planie bryluje Michael Keaton jako szalony żul dowodzący ochroną księcia. Może trochę szarżuje, ale film jest nakręcony w takiej konwencji, że to wcale nie przeszkadza. 8+/10 Cytat:Jak to jest, że kiedy operator znany z naprawdę dobrych zdjęć dostaje okazję do wyreżyserowania filmu, jego własny film wygląda nudno i totalnie przeciętnie? No to jest zagadka i ciekawe pytanie. Może Leonetti jest tylko "naczyniem" dla reżysera i owszem, zrobi świetne zdjęcia, ale tylko jeżeli reżyser mu w tym pomoże? I pomoże scenarzysta, pisząc historię czy scenę z wielkim potencjałem wizualnym, scenograf, tworząc oszałamiającą scenografię, montażysta, wspaniale montując film, itd. A może postanowił mieć tak wielki dystans do strony wizualnej filmu z powodu jakiegoś zboczenia zawodowego i strachu przed nim? Może ingerując w zdjęcia nie mógłby się powstrzymać i straciłby klarowne spojrzenie na pozostałe aspekty filmu, za które odpowiada jako reżyser? Coś w tym stylu, że czasem lepiej aby lekarz nie operował bliskiej osoby. Z tego też powodu sam operator nie kręci zdjęć do swojego filmu. A odpowie za to ktoś z mniejszym doświadczeniem i renomą, no bo trudno o współpracę dwóch świetnych profesjonalistów, gdy jest oczywiste, że każdy z nich musi mieć własną wizję. Wiec operator zajmujący się reżyserką musi zapewne zdać się na zdjęcia jakiegoś przeciętnego wyrobnika, bo tylko taki zgodzi się na swoją rolę i się podporządkuje. Albo po prostu (i raczej tak jest w przypadku EM2) nie ma budżetu na lepszego operatora. 25-12-2012, 23:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-12-2012, 00:36 przez patyczak.)
House at the End of the Street - to całe PG-13 aż wylewa się z ekranu, krwi nie odnotowałem, film miałki, przez pierwszą część wygląda jak jakieś romansidło dla nastolatków, ale jakoś przebolałem i dopiero jak Lawrence założyła biały T-shirt stwierdziłem, ze zobaczę do końca :]
5/10 26-12-2012, 16:59
Będzie długo, ale nie zakładam wątku, bo i tak nikt nie będzie miał nic do powiedzenia w tym temacie, poza mną. :)
Pitch Perfect (2012) - reż. Jason Moore Tak sobie odpaliłem, bo miałem ochotę się odmóżdżyć, a filmy o nastolatkach i studentach wydają się być w tej kwestii niezawodne. Poza tym nie będę ukrywać, że lubię aranżacje znanych utworów w wersji a cappella. W sumie dostałem to, czego się spodziewałem, czyli od groma klisz, banałów, słodkich dziewuszek, kilka śmiesznych żartów, równie dużo sucharów i parę naprawdę fajnie wykonanych numerów. Fabularnie to sztampa, że aż dupa boli. Wyalienowana dwudziestoparolatka Beca (Anna Kendrick) idzie na studia, choć bardzo tego nie chce, wolałaby być didżejem i robić muzykę. Ojciec postawił jej jednak ultimatum - będzie mogła robić co jej się podoba, jeżeli chociaż przez rok z zaangażowaniem spróbuje studenckiego życia. Tak więc ojciec to bezduszny potwór, znęcający się nad swoją córką. Beca szuka zatem swojego miejsca pośród dziesiątek organizacji studenckich, trafiając nieco przez przypadek do grupy wokalnej The Barden Bellas. Dziewczyny rywalizują z chłopakami z The Treblemakers (inna grupa działająca przy tej samej uczelni), a wszystko zmierza do wielkiego finału przeglądu piosenek w wykonaniu a cappella. Cóż choć nie oglądałem "Glee", to wydaje mi się, że pewne porównania są nieuniknione. Zarzucanie temu filmowi powstania na fali popularności serialu i innych tego typu produkcji tanecznych, wokalnych nie jest zresztą specjalnie krzywdzące. Film nie wnosi do świata kina absolutnie nic, ale ogląda się go zadziwiająco przyjemnie. Jest kilka bardzo sympatycznych scen, między innymi z Anną Kendrick i Brittany Snow pod prysznicem oraz chyba najlepsza muzycznie scena "freestylu" na tzw. riff offie (tu utwór): choć to też nieźle buja: Jest cała masa różnych postaci, choć trudno posądzić je o oryginalność, bo w filmie znajdziemy zarówno okropnie zdeterminowaną blond liderkę grupy, jak i rozwrzeszczaną, pewną siebie grubaskę przekonaną o swojej atrakcyjności. Jeszcze jakby tego było mało w zespole musiała się znaleźć czarna-joł-ziomalka i cytata nimfomanka (w tej roli Alexis Knapp - więc całkiem smakowity kąsek): ![]() Na tle postaci chyba najbardziej wyróżnia się Azjatka, która mówi tak cicho, że nikt nie jest w stanie jej zrozumieć (chyba każdy zna kogoś takiego). A żeby było śmieszniej scenarzyści wstawili w jej usta najbardziej hardkorowe wyznania, z których oczywiście nikt sobie nic nie robi, bo zwyczajnie ich nie słyszą. Np. Film jednak ciągnie przede wszystkim Anna Kendrick. Nie wiem, co jest z tą dziewczyną albo raczej, co ze mną jest nie tak, bo z jednej strony kompletnie nie wpisuje się w moje poczucie estetyki, nie jest jakoś szczególnie ładna (wygląda trochę jak tapir malajski), a jednak ma w sobie jakiś nieodparty urok i magnetyzm. Już któryś raz w tym roku robi na mnie niesamowicie dobre wrażenie. Ponadto jej relacja z jednym z filmowych bohaterów (nieśmiałe, lecz dość oczywiste uczucie) wypada naprawdę szczerze i przekonywająco. Niestety w "Pitch Pefect" znalazły się również sceny, na które nie mogę przymknąć oka. Mowa przede wszystkim o obfitym rzyganiu, które dostajemy już w pierwszej scenie. Takie rzeczy to w absurdalnej do bólu "Mafii" mogły się pojawić, a nie w filmie o zupełnie innej konwencji... Tak czy inaczej 6/10 - czyli całkiem dobra rozrywka, ale oglądać tylko jeśli oczekujecie odmóżdżacza do wyluzowaniu po świątecznym zapierdolu na przykład. PS Oczywiście "Pitch Perfect 2" już zapowiedziany.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
26-12-2012, 21:30
House at the End of the Street (2012)
Jeśli zastanawialiście się gdzie skończył Jonathan Mostow od Terminatora 3 i Surrogates to już wiecie, że wymyśla fabuły do przeraźliwie nudnych thrillerów. Ten pozbawiony napięcia film można porównać do remake'u Balu Maturalnego, Haunting In Connecticut i innych tego typu grzecznych, bezpłciowych straszaków z ostatnich lat. W każdej sekundzie widać jak bardzo tym wszystkim aktorom się nie chce, nie ratuje tego ani Jennifer Lawrence ani wzięta z telewizora stara gwardia w postaci Elizabeth Shue i Gila Bellowsa. "House..." powinien pozostać na półce w wytwórni na której przeleżał dwa lata ale został wygrzebany po wiadomych sukcesach Lawrence, jak widać słusznie bo przy budżecie 10 mln$ zarobił na całym świecie 36 mln$ czyli poradził sobie skromnie ale z zyskiem. 2/10 26-12-2012, 22:02 Cytat:Jeśli zastanawialiście się gdzie skończył Jonathan Mostow Szkoda. Lubię Mostowa. T3 - zabijcie mnie - podoba mi się, a "Breakdown" to jeden z najlepszych thrillerów, jakie widziałem w życiu. Z innej paki: kiedy McTiernan wyjdzie z więzienia? Białych (w dodatku tak zasłużonych dla rozwoju sztuki) zamykają, a czarni (Spike Lee) chodzą po wolności. Coś nie gra w tej Ameryce. 26-12-2012, 22:16
Wyrok McTiernana już dawno się skończył, teraz odsiaduje nowy za to co zrobił z Predatorem na Blu-ray.
26-12-2012, 22:36 (26-12-2012, 16:59)Gambit napisał(a): dopiero jak Lawrence założyła biały T-shirt stwierdziłem, ze zobaczę do końca :] i stanął? :) (26-12-2012, 21:30)Persona non grata napisał(a): Będzie długo, ale nie zakładam wątku, bo i tak nikt nie będzie miał nic do powiedzenia w tym temacie, poza mną. :) nie dowiesz się, jak nie założysz :P Cytat:choć to też nieźle buja dude, nie oglądałeś Hangovera pierwszego? (26-12-2012, 22:36)Mierzwiak napisał(a): Wyrok McTiernana już dawno się skończył, teraz odsiaduje nowy za to co zrobił z Predatorem na Blu-ray. skoro siedział, to nie on :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 26-12-2012, 22:59 (26-12-2012, 22:59)Mefisto napisał(a):(26-12-2012, 21:30)Persona non grata napisał(a): Będzie długo, ale nie zakładam wątku, bo i tak nikt nie będzie miał nic do powiedzenia w tym temacie, poza mną. :) Niejeden już założyłem i zawsze tak było :D (26-12-2012, 22:59)Mefisto napisał(a):Cytat:choć to też nieźle buja Jasne, że oglądałem. Ale to nie zmienia faktu, że wykonanie a cappella wyszło im świetnie.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
26-12-2012, 23:27
A nawet byłem na tym w kinie w zeszły weekend. Taki tam przeciętniak próbujący uszczknąć sobie coś z sukcesu Glee. Ma lepsze momenty, całkiem utalentowaną i ładną obsadę (też mam słabość do Kendrick), kilka fajniejszych muzycznie aranżacji, ale niestety trzeba przebić się przez dużą ilość pozbawionej wyrazu sztampy. Zarówno od strony muzycznej jak i fabularnej. Ale obejrzeć można, bo ogólnie dość sympatyczny, z zastrzeżeniem, że przyjmuje się bezboleśnie klimaty spod znaku Glee.
6/10
Kinofilia - blog filmowy
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli... TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji. 27-12-2012, 00:17
Ehh - teraz już zawsze każdy film ze szkołą i muzyką na pierwszym planie będzie porównywany do Glee :( Nie żebym się nie zgadzał, bo sam reklamowałem Pitch Perfect wśród znajomych jako "takie dobrze zagrane i autentycznie śmieszne Glee".
Jasne, jest w tym filmie cała masa klisz, są zbędne wątki, co nie zmienia faktu, że oglądało się to znakomicie. Podobnie jak Persona, też nie wiem o co biega z Kendrick, ale ekranowej charyzmy odmówić jej nie można. Jak już wspominałem przy okazji Rock of Ages, musicale wchłaniam bez popity, a ten wszedł mi wyjątkowo gładko. W moim prywatnym rankingu feel good movie of the year ;) Ps. Widzisz Persona? Trza było wątek założyć :) 27-12-2012, 00:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2012, 00:57 przez Perfik.)
House at the End of the Street (2012) - reż. Mark Tonderai
Pierwsza tak poważna wtopa Jennifer i myślę, że gdzieś tam w głębi serca musi się trochę wstydzić wyboru takiego filmu. Aktorka z niej niezła, myślę, że dziewczyna jeszcze fajniejsza, ale największego gówna nawet ona nie uczyni wybornym. Pierwszy raz zresztą stworzyła postać, której w ogóle nie polubiłem i było mi wszystko jedno czy przeżyje, czy umrze. Zresztą ona pewnie też nie dbała o losy swojej bohaterki, bo co to za wyzwanie mierzyć się z typem roli, która zazwyczaj przypada amatorkom raczkującym w świecie kina. Niemniej twist im wyszedł. Nie oceniam czy ma sens czy nie, bo film jest zbyt słaby, żeby w ogóle to rozpatrywać, ale w każdym razie raczej nieprzewidywalny. Poza tym brak innych plusów, ani zdjęcia, ani montaż, ani muzyka, ani aktorstwo - chyba wszystko poniżej przeciętnej. 3/10 - za cycki Jennifer w białym podkoszulku (swoją drogą niewykorzystany potencjał tych cycków w tym białym podkoszulku - nawet tu zjebali) oraz za twist.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
27-12-2012, 03:19 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,248 | 243,891 |
16-05-2026, 11:11 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,968 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,274 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,459 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,757 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,449 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 724,490 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,341 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 329 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| Cassel, 6 gości |
Spoiler


![[Obrazek: tumblr_mf5yb9de7p1r7o3kdo6_250.gif]](http://25.media.tumblr.com/0578ba2b67c8094f0b17328267f08d45/tumblr_mf5yb9de7p1r7o3kdo6_250.gif)






