Krótka piłka, czyli mini-recenzje
"Okja" - sama w sobie jest dobra, świnka i dziewczynka to dobry duet i tworzą sympatię, podobało mi się sporo scen, zwłaszcza ta na autostradzie. Ale zarówno Swinton, (która zaczyna mnie już coraz bardziej irytować z filmu na film) i Gyllenhaal zasłużyli na nominacje do Malin a nie Oscarów.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Okja dla mnie najlepsza była do połowy, kiedy cechowała się lekkością i trochę absurdem w stylu Wesa Andersona. Im dalej, tym gorzej. Sceny poważne mnie w ogóle nie ruszyły, były za mało przenikliwe. I zgadzam się, że postacie grane przez Swinton i Gyllenhaala znacząco przeszarżowane.

Odpowiedz
Eddie the Eagle - film o legendarnym bo najgorszym skoczku narciarskim wszech czasów, który marzył o występie na igrzyskach w Calgary i dopiął swego. W sumie to zabawna historia, bardzo komediowa w czym zasługa Edgertona grającego w trybie full retard (co niejako zostało narzucone przez samego bohatera historii, który był niezdarą) oraz jadącego w trybie Wolverine'a Jackmana, palącego fajki i chlejącego wódę trenera skoczka. Obaj mają fajną chemię, a teksty miejscami są nadzwyczaj udane i powodują banana na twarzy. Nie jest to nic odkrywczego, końcówka jest przelukrowana, całość jedzie na kliszach i posiada dziwne dziury logiczne (np. skąd Edwards miał hajs na podróżowanie po Europie?), ale ogląda się to z przyjemnością. 100 minut zabawnej historii o byciu najgorszym z najgorszych, a mimo wszystko płynie z tego megapozytywny wydźwięk.

[Obrazek: 5466d5_4a76d6093f23458aa3a5988754604f6c.jpg]

7/10




The Finest hours -  zwiastun zapowiadał kino katastroficzne w starym, dobrym stylu. Nic z tych rzeczy. Emocje są tutaj na poziomie mieszania herbaty, a mowa o sytuacji gdzie jeden z bohaterów napier... przez wzburzony ocean na ratunek drugiemu bohaterowi, który jest uwięziony razem z załogą na przepołowionym tankowcu (!). Potencjał nieziemski, ale reżyser zrobił wszystko aby obraz miał zerowe napięcie. Nie pomaga również obsada - Casey Affleck ma tutaj niesamowicie mało do zagrania (choć czasu ekranowego ma sporo), Pine z kolei dostał chyba zakaz grania więcej niż jedną miną. Najbardziej wkurza głupia pinda, która została nakreślona jak typowa laska z filmów Emmericha - ma tęsknić i płakać i tak robi przez 90% filmu :) Zakończenie jest maksymalnie cringe'owate, no ale Amerykanie, patos, solidarność społeczna itd. Plusy? Niezłe wykonanie (choć zabawa wirtualną kamerą jest przesadzona) i nawet dobra akcja w środku tankowca (dopóki bohaterowie nie otwierają ust). Wrażenie robi scena, w który łódź kierowana przez Pine'a dociera do tankowca - czuć skalę.

[Obrazek: 10FINESTHRS3-facebookJumbo.jpg]

4/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
[Obrazek: kedi-pl_219c4a6cc5.jpg?sc=.99]
Tekst zawiera spoilery :D
Ponieważ żona jest "kociarą" a w domu grasują dwa futrzaki, więc czy ktoś chciał czy nie chciał został zaciągnięty do kina.
Trzeba przyznać, że nawet nieźle się to oglądało, choć żaden to przełom czy rewolucja. Ot zgrabny fan-service dla miłośników kotów.
Jak ktoś jest "kociarzem" to pewnie będzie bawił się świetnie.
Taki trochę jednak bez jaj. Nie żebym chciał horroru o kotach, ale jakiegoś mięsa brakowało. Jest sobie jakiś kot, ponoć wybitny łowca szczurów. No to mamy jak się na te szczury czai, ujęcia z jakiejś kamery nagrywającej nocą, kot włazi do kanałów i patrzy w lewo, a wtedy pojawia się szczur, widzi kota i się chowa. I tyle. Trochę z niego zrobili idiotę a nie pogromcę szczurów :)
Zabawne było, że po seansie rozległy się gromkie brawa na całej sali. Szczerze to nie pamiętam kiedy w kinie spotkałem się z czymś takim. Jakieś pojedyncze oklaski, albo dla jaj to owszem, ale żeby klaskała cała sala?
Aha, jeden fragment był kapitalny. Jakiś Turek (rzecz dzieje się w Stambule) opowiada jak z bratem założyli cmentarz dla szczurów, tfu kotów rzecz jasna. I stawiali im krzyże z patyków, bo na filmach a szczególnie westernach (pada tytuł "Dobry, Zły, Brzydki") krzyże wyglądają kozacko. Poza tym łatwiej im było robić krzyże niż rzeźbić małe nagrobki (padłem w tym miejscu). A potem przyuważył ich jakiś imam i zaczął ciągać do meczetu, żeby się od tych krzyży z patyków nie zarazili chrześcijaństwem.
Chyba tyle.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
"Szpieg" (2011) - bardzo dobre kino. Klimatyczne, bardzo hmmm brytyjskie, w każdym calu. Choć najsłabszym punktem jest zdecydowanie historia. Sam punkt wyjścia jest ciekawy, z dużym potencjałem do naprawdę fajnego rozwinięcia. Ostatecznie jednak intryga przestaje wciągać, zakończenie jest słabe i zrobione kompletnie bez emocji, brakuje większych zaskoczeń, czy ciekawszych wydarzeń, tu nawet już nie chodzi o senne tempo całego filmu. Natomiast dialogi (choć znowu wiele ich nie jest) są napisane świetnie, podobnie każda postać. A na wielkie brawa zasługuje cała obsada, dawno nie widziałem filmu z równie świetną ekipą (Oldman, Hurt, Cumberbatch, Hardy, Strong, Jones, Hinds, Colin - cała brytyjska śmietanka). Każdy, ale to absolutnie każdy gra tu bardzo dobrze, nie ma ani jednego złego występu. Oczywiście najlepsi są Gary i Hurt, z czego ten drugi kradnie każdą scenę w której się pojawi, szkoda, że nie było go tak dużo ostatecznie. 
Siłą filmu jest jego realizacja, perfekcyjna realizacja. Przecudne, surowe, zimne, ale cholernie klimatyczne zdjęcia Van Hoytema zrobiły na mnie niesamowite wrażenie (gdzie nominacja Akademio?!). Na dodatek sprawna reżyseria Alfredsona. Gość świetnie wyczuł klimat lat 70 i zimnej wojny. Do tego cudna muzyka Iglesiasa, buduje niesamowity klimat świetnie dopełniając każdą scenę. Prawdziwie mistrzowski jest tu jednak montaż. Historia jest rwana, mamy masę przeskoków między bohaterami, ale także między teraźniejszością i retrospekcjami, sceny są rwane, krótkie, ale mimo to nie sposób się pogubić. W ogóle, ani przez chwilę nie poczułem się zdezorientowany, a tego typu montaż wręcz wpłynął pozytywnie na cały film. Alfredson i Jonaster w tym aspekcie spisali się na medal.
Generalnie po seansie coraz bardziej czekam na "The Snowman" Tomasa, teraz mam pewność, że film jest w jak najlepszych rękach. 


8,5/10 

Odpowiedz
Evita

Mój pierwszy musical w którym 99,999% dialogów jest śpiewana jaki obejrzałem. I ostatni. Jest to w zasadzie nieoglądalna dla mnie forma filmu, zabijająca fabułę (tutaj dodatkowo zarżniętą przez bolesne wręcz skróty, uproszczenia i miejscami bardzo zły montaż) i przeszkadzająca w ocenie aktorstwa. Broni się tylko melodiami (ale te chyba i tak wszystkie pochodzą z oryginalnego musicalu?), świetnymi zdjęciami Khondjiego (min. Se7en) i wokalem Madonny, choć ten podoba mi się z perspektywy jej fana, ale czy tu pasuje i czy w ogóle ona pasuje do tej roli? Nope.

3/10

Odpowiedz
Kapitan Majtas: Pierwszy wielki film.

Najśmieszniejszy film roku. Idealnie trafił ten Majtas w moje poczucie humoru, za gagami praktycznie się nie nadąża, jak przestałem rechotać z jednego już za chwilę był następny. Nie wiem kiedy ostatnio tyle się śmiałem w kinie. Czekam na sequel i obowiązkowy zakup blu. 8/10 TRA-LA-LAAA!!! :)
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Z ciekawości - czytałeś książki? Ja się na tym wychowywałem :D
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Niestety nie, ale już zaczynam research i szukam gdzie kupić bądź wypożyczyć, jeśli są choć w połowie tak dobre albo choć w połowie tak zabawne jak film muszę przeczytać :)
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Co najdziwniejsze, ja tak samo, nawet nie wiem czy się nie przejdę :D

Odpowiedz
Zaskoczony jestem, bo sam w życiu o tym nie słyszałem. Zobaczę z ciekawości.

Tymczasem

Going in Style - naiwna, ale sensowna i przede wszystkim sympatyczna historyjka o szacunku do siebie, do przyjaciół i do rodziny. Przede wszystkim jednak fajny głos w dyskusji o tym, czym jest dzisiaj sprawiedliwość. Poniekąd to podobny temat co "Hell of High Water". Tylko konwencja kompletnie inna. Lekka komedia w konwencji heist movie. Nic wielkiego, ale na niedzielny wieczór nadaje się moim zdaniem doskonale. Po prostu fajny film. A skoro niegłupi to tym bardziej. 7/10
.

Odpowiedz
Okja - sztampa o złych korporacjach i miłych zwierzątkach. Wyróżnia się trochę stylem, ale nie na tyle, żebym na dłużej zapamiętał film. Na dodatek miejscami mocno nudził. Bong już nic lepszego od Zagadki Zbrodni nie nakręci. 6/10
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Going in style - rzeczywiście przyjemna komedia, ale niewiele ją oddziela od przeciętności, to taki film idealnie nadający się na antenę Polsatu w niedzielę o 20. Ode mnie ocena ze środka skali 5/10.
Tak się zastanawiałem, że sytuacja przedstawiona w filmie chyba nie mogłaby się wydarzyć naprawdę? Chodzi o to że pieniądze z zakładowego funduszu emerytalnego są przeznaczane na spłatę długów przedsiębiorstwa.

Odpowiedz
W filmie chyba była mowa, że to ogólnie jest niezbyt legalne działanie, ale firma ma to gdzieś, bo nie będzie miała już nic wspólnego z systemem prawnym USA, ze względu na całkowite przenosiny do Wietnamu.
.

Odpowiedz
Anakonda - na dobrą sprawę to dość oklepany b-movie z pospolitym zwierzakiem kreowanym na jakiegoś tyranozaura. Jednak film warto pochwalić za przepiękne zdjęcia, hipnotyzującą muzykę czy plenery Amazonii, animatronikę, a fabuła jest w miarę spójna i konsekwentna. Z kolei prolog z Dannym Trejo to dla mnie majsterszczyk idealnie pokazujący napięcie i nieokreśloną grozę i jest to jedna z moich ulubionych scen filmowych. Postacie są oklepane, jednak są całkiem sympatyczne i zachowują się naturalnie. No trochę krucho wypada Jon Voight grajacy tak karykaturalnego złola, że aż śmiać się chce z zażenowania. Swoją nie zdawałem sprawy, że w tym filmie gra tyle znanych osób. Ogólnie to dość udany film i zawsze ma u mnie serducho.

Anankondy: Polowanie na Krwawą Orchideę - spodziewałem chujowego sequela, a film okazał się nie być taki zły. OK, żeruje to na poprzedniku, bo na dobrą sprawę anakond mogłoby nie być, efekty komputerowe są gorsze niż te z 1997 r., postacie są irytujące i kibicuje im się w zejściu na tamten świat. No i sceny śmierci nie są takie spektakularne i w dodatku bawili się w ugrzecznienia, bo krwi jakoś mniej, a w dwóch momentach to twórco chamsko powiedzieli "nie, nie - postacie mają przeżyć!". I te superanakondy w tym filmie to straszne lamy, bo w sumie może pokonać każdy (BTW z tego co wiem, te gady żyją tylko Ameryce Pd.). Jedynka może nie była jakaś wybitna, ale mimo to dobrze jej zrobiła zasada "mniej znaczy więcej", bo tu zbyt dużo wątków, postaci i szkodzi to tempu. W dodatku finał jest kiepski i antywidowiskowy. Ale mimo to ogląda się bezboleśnie, zdjęcia w plenerze zawsze na plus, a aktorzy-no name'y nie byli jacyś tragiczni. Krótko - jako sequel kiepski, jako samodzielna całość to OK survivalowy akcyjniak.

Odpowiedz
Death Becomes Her (Zemeckis, 1992)

Ten film, od pierwszego seansu, był dla mnie świetną komedią. Oglądając go wczoraj - podobnie jak lata temu - zachwycałem się grą aktorską jednego z najlepszych trio na ekranie, które w tym filmie złamało swoje dotychczasowe wizerunki. A nawet krótki występ Rossellini był magnetyzujący :) Ten film ma też kosmicznej wielkości plusa - efekty specjalne. Majstersztyk na najwyższym poziomie i nawet ich użycie jest fantastyczne - stanowi część filmu. Ja do teraz zachodzę w głowę, jak oni zrobili scenę na parkingu, gdy Susan pada na ulicę a samochód Malcolma cofa z drugiej strony tej zatoczki i zatrzymuje się na dwa centymetry przed jej twarzą. Niestety, mimo takich zachwytów nie dałem nigdy maksymalnej oceny - film jest źle rozłożony. Zawiązanie akcji z eliksirem trwa tutaj dwa akty, a potem następuje krótki, trzeci akt w domu wiedźmy, aby natychmiast wprowadzić, jeszcze krótszy, czwarty akt. Zawsze odczuwałem rozczarowanie tą historią, gdy kończy się tak nagle.

8/10
loading podpis...

Odpowiedz
We Were Soldiers

Tylko i aż rzetelne, porządnie nakręcone kino wojenne. Nic odkrywczego, ale też trudno mi się do czegokolwiek specjalnie przyczepić. Na pochwałę na pewno zasługuje akcja - gdy już się zaczyna coś dziać, to film nie odpuszcza i jest niesamowicie intensywny - pierwsza akcja trwa dobrych kilkanaście minut.

Fani pseudowojny w wykonaniu Nolana powinni rzucić okiem na ten film, tak się pokazuje osaczenie przez wroga.

Kobiety w takich filmach, o ile w ogóle są, zazwyczaj dostają do odbębnienia typowe sceny-kluchy. Tu jest inaczej: wątek telegramów z informacją o śmierci mężów jest świetny.

8/10

Odpowiedz
Jetsonowie spotykają Flintstonów - filmowe uniwersum w wykonaniu Hanna-Barbera. Fabuła raczej przewidywalna. Szczególnie to widać, gdy jest jakaś scena z sytuacją Flintstonów, a po chwili jest scena z dokładnie podobną sytuacją u Jetstonów (i na odwrót). Ale jak na tytuł i to co oferowali twórcy, to czuć jakąś tam pasję i szacunek dla obu franczyz. I moment, gdy w końcu obie rodziny wreszcie spotykają został dobrze zrobiony. I podobało mi się, że jak jest moment spotkania - to nie bawili w dodatkowe sceny, przeszli do sedna i postacie mówią już do siebie po imieniu. Wg mnie to obowiązkowa pozycja dla fanów Hanna-Barbera.   


Tom i Jerry: Piraci i Kudłaci - z tych wszystkich filmów straight-for-DVD z Tomem i Jerrym chyba ten jest najbliższy klimatem oryginalnych kreskówek. Miłe jest, że muzyka nawiązuje do muzyki Scotta Bradleya i gęba się uśmiecha, kiedy jak za dawnych czasów Tom drze się głosem Williama Hanna. Brakuje tylko jakichś blackface'ów :). Fabuła niespecjalna, ale trochę nadrabia nawet humorem i postaciami (kapitan piratów, który tylko mówi "Jar Jaaar!" i jego słowa tłumaczy papuga). Trochę fajansiarski koniec spotkał Toma (choć z drugiej strony należało mu się), ale mogę przymknąć oko. Choć z filmów DVD "Tom i Jerry" najlepsze dla mnie były "Magiczny Pierścień" i "Szybcy i Kosmaci", to ten daje radę i na pewno jest lepszy niż te późniejsze filmy, gdzie Tom i Jerry to po prostu wciśnięty, marny dodatek.   

Odpowiedz
The Last Samurai (Zwick, 2003r)

Film kompletny. Końcówka wchodzi w zbyt słodkie tony, ale i tak pasuje do całokształtu. Ten film jest nakręcony jak po sznurku i nie ma miejsca na oszczędzanie historii - długie, wyczerpujące wprowadzenie, pełny drugi akt, w którym Zwick wyważa, polaryzuje bohaterów i wszystko jest jasne. Wyjątkowo długi trzeci akt - gloryfikujący bushido, tradycje i samurajów. I potem czwarty akt - zawsze, gdy oglądam TLS (a to już 16-17 seans) myślę, że w dzisiejszych czasach byłby to albo skrawek bitwy albo inaczej, bitwa stałaby się filmem - tu Zwick po prostu stawia kropkę nad i. Są mniejsze bzdurki ale przestałem na nie zwracać uwagę. Nieco brakuje do arcydzieła, ale stawiam 10/10
loading podpis...

Odpowiedz
Dokładnie, kino kompletne.
U mnie "The Last Samurai" to absolutne TOP 10 filmów jakie widziałem. Genialnie nakręcony i zagrany, pełen klimatu, serca. Fantastyczny ukłon nie tylko dla bushido, kultury Japonii, ale i dla kina samurajskiego. Z jedną z najlepszych bitew w kinie, moim zdaniem.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,248 243,907 16-05-2026, 11:11
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,968 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,274 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,459 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,757 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,451 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 724,490 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,341 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 329 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości