Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(18-11-2017, 23:37)Ash_9001 napisał(a): Byłem na Braveheart (niestety projekcja była nieudana)
Właśnie byłem ciekaw w jaki sposób puszczą Bravehearta, co było dokładnie nie tak na seansie?

Odpowiedz
Jakoś po 10 minutach film się lekko przyciął i od tego momentu zaczęły pojawiać się dziwne aberracje kolorów, szczególnie widoczne na ruchu. Przerwano seans żeby zresetować serwer... przez chwile szło dobrze, ale problem znów powrócił. Ludzie zostali do końca, może niektórym to nawet bardzo nie przeszkadzało... ja byłem strasznie zawiedzony, bo głównie po to jechałem na Camerimage, żeby po latach zobaczyć Braveheart na wielkim ekranie, a tu taki pech.

Zanim pojawił się problem film wyglądał rewelacyjnie.
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!

Odpowiedz
(18-11-2017, 23:37)Ash_9001 napisał(a): PropJoe widzę, że spędzałeś miło czas na Camerimage :) 

;) Tak. Udało się obejrzeć więcej niż w ostatnich 2-3 latach, ale to nadal mniej niż bym chciał. W tym roku nie było żadnego filmu, na który bym bardzo czekał (bo w sumie na niewiele filmów obecnie bardzo czekam), ale i tak skupiłem się na raczej na premierach. Poza wymienionymi tytułami widziałem jeszcze Twin Peaks przed spotkaniem z Lynchem, mother!, ze dwa dokumenty i niesamowicie nudny, na szczęście tylko 80-minutowy Still Life - w 90% złożony z nieinscenizowanych zdjęć nakręconych w prawdziwej rzeźni. Trochę szkoda, że Shape of Water był na koniec, bo już nie miałem takiej ochoty na seanse, jak w pierwszych 2-3 dniach. Z tego samego powodu odpuściłem Darkest Hour czy Lady Bird. 

Loveless rozważałem, ale na styk kolidował z Sacred Deer i do końca nie mogłem się zdecydować. Lubię zdjęcia w filmach Zvyagintsev i wierzę, że były świetne, ale nie byłem w nastroju na aż tak ciężki klimat a poza tym szybki research sugerował, że może to być jeden ze słabszych filmów Rosjanina a z kolei Sacred Deer - jeden z lepszych Greka.


Odpowiedz
Margaret - będąc wciąż pod dużym wrażeniem Manchester by the sea, postanowiłem obejrzeć inne filmy Lonergana. 

Margaret opowiada o młodej dziewczynie (Anna Paquin) która jest świadkiem/doprowadza do śmiertelnego wypadku z udziałem autobusu. Proszona o zeznania, nagle znajduje się w sytuacji w której jej słowa wpłyną na życie wiele osób. Świetny, świetny film - przede wszystkim fenomenalnie zagrany, tak jak Paquin mnie nigdy nie ruszała tak tutaj po prostu zachwyciła. To samo jej matka, cała zresztą obsada jest świetna i w rolach drugoplanowych wiele znanych twarzy (między innymi Damon czy Ruffallo), których kreacje wcale niewiele ustępują tym głównym. Film trwa prawie 2 i pół godziny, a reżyser wyciska z tej fabuły praktycznie wszystko co się da. Generalnie jeden z lepszych portretów wszystkich przywar młodego wieku. Zagubienie, hiperemocjonalność, robienie zamieszania wokół siebie i tak dalej. Poruszający film, szczególnie świetne zakończenie.

8/10 przynajmniej.

Odpowiedz
Happy Death Day Muszę powiedzieć, że ten film mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Zacznę jednak od tego, iż polski tytuł tej produkcji czyli "Śmierć nadejdzie dziś" zdecydowanie nie jest najszczęśliwszy, jeśli można tak to ująć. Sugeruje bowiem, że będziemy mieli do czynienia z kolejną randomową sieczkę, których rocznie powstają setki.  A ponieważ od dłuższego czasu czuję poważny przesyt takich produkcji  gdybym miał się kierować wyłącznie tytułem, to nigdy bym po tę produkcję nie sięgnął.  Znacznie lepiej brzmiałoby moim zdaniem choćby "Szczęśliwego umierania!". Dostajemy bowiem film będący delikatnym powiewem świeżości w zdawałoby się całkowicie wyeksploatowanym gatunku teen slasher. Swoistą wariację na temat "Dnia Świstaka" doprawioną  sporą porcją naprawdę udanej komedii, całkiem sympatycznymi bohaterami oraz czymś, co można określić "samoświadomością".  Zatem choć sam film nie jest może specjalną rewolucją na miarę pierwszej części "Krzyku" czy kapitalnych "Porąbanych" to jednak widocznie akurat na taki rodzaj niezobowiązującej rozrywki miałem dziś nastrój bo bawiłem się przednio.  Krótko mówiąc polecam! 7/10
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta - pierwsza część była mocno średnia i jechała schematami do bólu, będąc przy tym raczej średnio śmieszna, "dwójka" jest lepsza. Raz, że ma fajny świąteczny klimat, a dwa, że żarty czy to sytuacyjne czy słowne (mocno wulgarne) są w 70% udane. Mamuśki tym razem walczą o udane (czyli spokojne) święta, a przeszkadzają im w tym ich własne matki. Oczywiście znowu schematy bo mamy matkę perfekcjonistkę, która krytykuje córkę, matkę najlepszą psiapsiółkę i matkę w stylu starego rockendrollowca, która pojawia się w domu jak tylko zabraknie kasy.

Ich potyczki są całkiem zabawne, chociaż i tak wszystko kradnie wątek chippendales'a i scena depilacji :) ogólnie dużo wulgaryzmów, schematów, pijaństwa i fajny świąteczny klimat. Nie powiem, pośmiałem się. Nic specjalnego, ale na poprawę humoru ok.

6/10

pierwsza część 4/10

Odpowiedz
"Edward Nożycoręki" - Pamiętam jak za dzieciaka byłem oczarowany Winoną Ryder tańczącą w śniegu z lodowej figury, dzisiaj było dokładnie tak samo. Z obecnymi filmami Burtona jestem trochę na bakier, ale wiem jedno - gość na pewno MIAŁ wyobraźnię. "Edward..." to film tak magiczny i klimatyczny, ale z drugiej strony cholernie prawdziwy. Ohydne plotkujące baby, strach społeczeństwa, samotnik wśród ludzi. Podczas seansu przejawiają się we mnie różne emocje. Bawią mnie początki Edwarda w cywilizowanym świecie, smuci mnie brak jego akceptacji, wzrusza mnie jego wrażliwość i sceny z tworzeniem śniegu, a sama końcówka to definicja wydobywania z widza ludzkich uczuć. Świetny Johnny Depp jako wrażliwy Edward, ale jeszcze bardziej mnie urzeka śliczna Winona Ryder, która w tym filmie (nie tylko w tym oczywiście) jest rewelacyjna. Również bardzo dobra jest Dianne Wiest jako pani Peg. 9.5/10.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Camerimage 2017 to dla mnie osiem tegorocznych filmów, opinie o czterech z nich ("Three Billboards...", "The Shape of Water", "Downsizing" i "Murder on the Orient Express") trafiły już do odpowiednich wątków, więc tutaj skupiam się na tej "bezdomnej" póki co połowie.

"I, Tonya
Gdyby nie "Three Billboards...", to pewnie moglibyśmy mówić o Nagrodzie Publiczności. I to mimo tego, że film nie był puszczany na Głównej Sali Opery, a w Kinie Orzeł, czyli bydgoskim MCK-u. Ludziom kompletnie odbiło na tym seansie i cieszę się, że mogłem być częścią tej publiczności. "I, Tonya" to świat łyżwiarstwa w języku Scorsese, czyli pełna idiosynkrazji, ale i empatii czarna komedia z kreacjami na miarę Oscara. Bywa co prawda powtarzalnie i chwilami twórcy starają się jakby za bardzo, ale i tak mamy ogień. Margot Robbie powinna mieć nominację w kieszeni, a Alison Janney jako matka-despotka protagonistki może nawet wygrać. Przebieg całości przeplatany jest quasi-dokumentalnymi wstawkami i zabawami z linearnością, a w trakcie narracji kilkakrotnie łamana jest "czwarta ściana". Wielkie brawa za kostiumy łyżwiarskie Tonyi, jej łyżwiarskie popisy nabierają dzięki nim dodatkowych rubieńców.

Ten film to trochę "Pain & Gain" Baya, tyle że spod ręki kompetentnych twórców. Opowieść min. o głupocie tak epickiej, że aż... trzeba uwierzyć, że naprawdę miała miejsce. I też kilka ciekawych wniosków na temat USA. Prześmieszne i w sumie zarazem bardzo smutne. Petarda. 8+/10, być może więcej

"Loveless/Nelyubov"
O atrofii relacji międzyludzkich i mikrokosmosie patologii. Jak już zostało powyżej napisane, tutaj co najwyżej współczuje się postaciom; pesymistyczna diagnoza Rosji, głównie tej nowobogackiej. Krichman ponownie tryumfuje jako operator obrazu i warto przejść się do kina tylko dla jego przemyślanych zdjęć, ale scenariusz, choć unika karykaturalności, za długo dociera do celu; o ile "Lewiatan" przypominał mi krwistą rosyjską prozę, tak tutaj coś nie gra z rozpisaniem tej historii i trochę trudno mi było w nią wejść. 7/10, może z plusem

"Wonderstruck"
Haynes wciąż nienagannie odtwarza minione epoki, co zawdzięcza głównie magicznym, przeplatającym wrażliwości zdjęciom Lachmana. Klimat jest tutaj jedną z głównych postaci. Szkoda tylko, że scenariusz się rozłazi i nie ma tu o mowy o zachwycie, który wiążę z "Carol" czy ciut mniej fenomenalnym "Far From Heaven". Początkowo byłem skłonny wystawić 6.5/10 ze wskazaniem na 7, ale pewnie powtórka będzie bezlitosna. Zobaczymy... Niełatwy orzech do zgryzienia.

"Lady Bird"
Spod ręki Grety Gerwig wyszedł jeden z najlepszych debiutów reżyserskich w historii Hollywood: tutaj nie ma żadnej fałszywej nuty; naturalna, perfekcyjnie rozpisana i poprowadzona opowieść o dojrzewaniu. Być może moje ulubione coming-of-age story. Na pewno rzadko można obejrzeć tak wiarygodnie przedstawioną relację córki z matką. Najlepsza rola najlepszej aktorki mojego pokolenia, czyli queen Ronan tryumfuje. Niepozorna perełka. Nie wszystkich ujmie, mnie zaangażowała w całości. 9/10

Odpowiedz
(22-11-2017, 16:08)Galadh napisał(a): Alison Janney jako matka-despotka protagonistki może nawet wygrać.

No własnie jak oglądałem zwiastun i ją zobaczyłem, to pierwsza myśl - o fak, mamy chyba zwyciężczynię Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej :o

Fajnie, że Robbie spoko rola, jak dostanie nominację do super :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Uwielbiam Janney, więc liczę na ten film bardzo i na przynajmniej nominację do Oskara. Fenomenalna aktorka, szkoda że się marnuje w sitcomie Mom.




Odpowiedz
Jim i Andy (2017), reż. Chris Smith

Na Netlixie dodali mega dobry dokument zza kulis Człowieka z księżyca. Nie wiedziałem że z tym filmem był taki cyrk. Carrey dał czadu. Totalny odjazd. Akcja z pobiciem Carreya. Wizyta u Hefnera. Carreyowy Clifton grający Jackie Kennedy uciekającą z samochodu po zamachu na JFK. Czyste złoto. Musiałem spauzować bo wyrypałem na podłogę. :) Jeżeli to prawda, ba jeżeli to choćby połowa prawdy to przy takich filmach chciałbym pracować. Nie można by wtedy powiedzieć że ma się nudna robotę. ;)
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
6 Below: Miracle on the Mountain Hm zwiastun zapowiadał raczej kiepskie popłuczyny po bliźniaczych 127 godzinach, chamsko wykorzystujący pomysł z tamtego świetnego surwiwalu zmieniający tylko wielki kanion na śmiertelnie zimne góry. Historię znałem z dokumentu na Discovery i postanowiłem dać temu szansę. Po części faktycznie odczuwa się tu bardzo odcisk 127 godzin, ale film wykorzystuje to w umiejętny i nie nachalny sposób. Na plus świetne zdjęcia, Josh Hartnett jest naprawdę wiarygodny widać że zdycha ale walczy do końca. Widać się że mimo marnego budżetu udało się to przedstawić w wiarygodny sposób jeszcze raz brawa zdjęcia i szeroki widescreen przypominający zakresem kamery którymi kręcona była Nienawistna Ósemka. 8/10 i jeśli ktoś jest fanem kina survivalowego to jest obowiązkowa pozycja.

Odpowiedz
(24-11-2017, 01:19)SonnyCrockett napisał(a): Jim i Andy (2017), reż. Chris Smith

Na Netlixie dodali mega dobry dokument zza kulis Człowieka z księżyca. Nie wiedziałem że z tym filmem był taki cyrk. Carrey dał czadu. Totalny odjazd. Akcja z pobiciem Carreya. Wizyta u Hefnera. Carreyowy Clifton grający Jackie Kennedy uciekającą z samochodu po zamachu na JFK. Czyste złoto. Musiałem spauzować bo wyrypałem na podłogę. :) Jeżeli to prawda, ba jeżeli to choćby połowa prawdy to przy takich filmach chciałbym pracować. Nie można by wtedy powiedzieć że ma się nudna robotę. ;)

O dzięki, przypomniałeś mi, że miałam obejrzeć. :)

Odpowiedz
dokument o człowieku z kosmosu faktycznie dobry, również polecam. ogólnie zawsze carreya uwielbiałem jako aktora, szkoda, że w tak małej ilości filmach mógł się wykazać (mówię tutaj o tych bardziej dramatycznych)


totem - wróciłem z kina, nie jest dobrze panowie. przede wszystkim uważajcie bo jebany filmweb podaje, że to trwa 90 minut i dlatego tylko poszedłemn a ten ten film, bo stwierdziłem, że taki krótki to mogę sobie obejrzeć. trwa z 40 minut chyba dłużej i jest kurwaaaaa najdłuższym filmem świata, jak to się dłużyło. widać, że mały budżet, ale dla mnie to w sumie nie była wada, dodało trochę naturalizmu. aktorsko całkiem dobrze, nawet sobota jako tako daje radę. popek jest przez 15 sekund maksymalnie i nie odzywa się słowem, tak że promowanie filmu jego osobom to lekkie nadużycie. najgorszy jest jednak scenariusz. lajtowo patryk vega by lepszy napisał. ani jednego fajnego dialogu, zero dramaturgi, mnóstwo postaci a o połowie nie wiadomo nic. film chce byś pusherem (widać inspiracje), ale w kurwę mu daleko
3/10

Odpowiedz
Cytat:wróciłem z kina, nie jest dobrze panowie
Tekst, jakby tutaj co najmniej połowa forum czekala na ten film. :)

Odpowiedz
Bill (2007r, reż  Bernie Goldmann, Melisa Wallack)

Komedia o gościu (Aeron Eckhart), który ma zajebistą żonę (Elizabeth Banks w tej roli), świetną posadę i cudowne życie,którego nienawidzi. Do tego żona go zdradza. Filmy tego typu raczej nie mają wiele do zaoferowania, ale z tym tytułem jest inaczej: przede wszystkim scenarzyści są tutaj do bólu konsekwentni, co mi się bardzo podobało: jak bohater ma wypadek, to człapie do szpitala, jak strzela celnie w lampy ze sztucera (choć wcześniej nie trafiał w nic na polowaniu) to żonka wspomina o tym. Wiem, to jakieś detale, ale takich rzeczy jest tu sporo, łącznie z końcówką (happy ending jest tylko dla facetów) i to wszystko dobrze działa. Bardzo przyjemny filmik - nic porywającego, jednak ilość przełamanych schematów w trakcie seansu zrobiła na mnie wrażenie. Chętnie do tego wrócę.

Fajnie wykorzystana kategoria R - Banks w bieliźnie... no łał :D
6/10
loading podpis...

Odpowiedz
"Ed Wood" - Burton odchodzi od swojego zwariowanego świata i przedstawia historię o najgorszym reżyserze filmowym w historii, która jest uwaga... inspirująca! Serio, po seansie, aż nabrałem jakiejś motywacji do działania. Tytułowa postać to gość, który mimo wszystko się nie poddaje i realizuje swoje marzenia, nieważne czy to się komuś podoba czy nie, on działa. Jeśli chodzi o obsadę to jest to chyba najlepiej zobrazowany film. Depp zalicza tu swój najlepszy występ, a Lugosi to istna perełka. Burton na tyle świetnie przedstawił Wooda, że czasami naprawdę jest mi go szkoda, i aż chce się mu kibicować. Szczerze mówiąc ciekawi mnie co by zrobił z większym budżetem. W każdym razie szkoda jak jego historia się dalej potoczyła. Myślałem, że Tim pokaże jeszcze realizację filmów porno, ale najwidoczniej postanowił zakończyć film w najlepszym okresie życia Edwarda. Rewelacyjny film, gdzie często można się pośmiać, ale po seansie następuje jednak smutna refleksja. 9/10.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Under the Skin (2013) - to ten film, w którym Scarlett Johansson jeździ samochodem i zarywa do facetów. Zasadniczo. Generalnie jest to bardzo banalna historia, podana w artystyczny (czytaj: nudny) sposób, żebyś myślał, że jest w niej coś więcej, jest głęboka, a tyś po prostu na takie kino za gupi. Jeśli ktoś myśli, że filmy Tarkowskiego to ciężkie do oglądania sf, polecam obejrzeć "Under the Skin". Po tym czymś każdy "Stalker" czy inny "Solaris", z tymi dłuższymi niż życie ujęciami jadących samochodów i drezyn, wydaje się pasjonującym filmowym przeżyciem.

Odpowiedz
Wonder Wheel - taki sobie Allen. Cafe Society moim zdaniem lepsze, a do poziomu Blue Jasmine jest bardzo daleko, choć WW ma przynajmniej kilka wątków podobnych do filmu z Blanchet. Słaby scenariusz i miałkie jak na Woody'ego dialogi, ale Winslet z Belushim aktorsko bronią się bez zarzutu i wyciągają ze swoich postaci wszystko co najlepsze (choć to bohaterowie złożeni z dziesiątek klisz). Na duży plus niezła realizacja, oparta na grze barw.

max 5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(06-12-2017, 14:30)al_jarid napisał(a): Under the Skin (2013) - to ten film, w którym Scarlett Johansson jeździ samochodem i zarywa do facetów.
To ten film, w którym Scarlett się rozbiera. Z żadnego innego powodu nie jest warty uwagi. Pewnie ją przekonali tym artsy-fartsy, a mnóstwo innych, zwyczajnych filmów cierpi na brak fajnych, obnażonych piersi :(


Też widziałem Wonder Wheel - chyba jestem fanem Allena, bo pomimo tego, że film rzeczywiście nic specjalnego, to jakoś nie mogę postawić mniej niż 6/10. Za bardzo polubiłem te postaci (niezbyt pamiętam Blue Jasmine, ale postać Winslet to rzeczywiście taka Blanchet w wersji light), za bardzo mnie cieszy ta prosta, miłosna intryga, za bardzo podobała Juno Temple i ogólnie ton opowieści, aby ocenić niżej.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,947 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,785 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,193 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,444 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,343 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,640 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,152 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości