Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(18-04-2021, 17:59)Mental napisał(a): Jakie jest wasze usprawiedliwienie? ;)
Nominacja oscarowa. Od lat staram się oglądać wszystko nominowane, a równocześnie łatwo dostępne.

Odpowiedz
"Love and Monsters"




W skrócie, jak już widziałeś "Zombieland" to wiesz o co chodzi bo ten film jest baardzo mocno na nim wzorowany (i  gorszy). Tyle że wymieniono zombie na potwory. Nawet postacie z grubsza (bo oczywiście się trochę różnią) są "wzięte" z "Zombielandu". O'Brien gra Eisenberga, Rooker - Harrelsona a Henwick - Emmę Stone. No, tak z grubsza :)
Dobrze spisuje się zwłaszcza O'Brien bo jego postać z idiotycznymi motywacjami to wręcz karykaturalna fajtłapa nijak nie pasująca do tego świata - a ma zdobyć sympatię widzów. Na szczęście ta fajtłapowatość jest uzasadniona  pewnymi wydarzeniami i tutaj aktor bardzo wykorzystuje szansę lepszego zbudowania postaci.

Także jest generalnie dość cienko a nawet się dłuży, ale fajnie pokazane i wymyślone potwory (nawiązanie do "Tremors ":), sympatyczny humor,  dobre  sceny  które się trafiają a przede wszystkim zawiązanie tego wszystkiego naprawdę fajnym finałem - solidnie podciągają. Film ma też duży potencjał na sequele (bo sam jest właściwie tylko wprowadzeniem do tej "głównej" historii) które myślę ze się pojawią.

Ode mnie 7/10.

Odpowiedz
Tez już widziałem czułem się jak podczas pierwszego Zombielandu :D ale tak samo dobrze się bawiłem . Film w ogóle jest nominowany do Oskara za efekty specjalne .

Odpowiedz
Ella Enchanted - Realizacyjnie przypomina to niższy budżetowo film Disney Channel. Niby też podobny jest w tonie, ale w zasadzie jest dość brutalny dla Elli. Przy okazji daje dość cenne przesłanie: "Nie możesz obwiniać wyłącznie czynników zewnętrznych". W sumie podoba mi się to, że nawet nie ukrywają, że to XXI-wieczna Ameryka ubrana w fantasy skórkę. Zabawne były przyrodnie siostry. Z kolei całkiem był spoko romans Elli z królewiczem, a sama jego postać dość ciekawa, poprzez pokazanie, że faktycznie nie wie co się odwala w królestwie. Nie wiem jak zakończyć tą akurat krótką piłkę.

5/10


(18-04-2021, 17:59)Mental napisał(a): @Danus @simek

Ale po co wy katujecie się takimi gównami? Mało wam tej chorej psychopropagandy w mediach? Musicie jeszcze filmy na ten temat oglądać? Ja przynajmniej jak zaliczałem Netfliksowy serial o CP5, to robiłem to w ramach przygotowań do pisania artykułu. Jakie jest wasze usprawiedliwienie? ;)

Zapewne, że jakiś cwaniaczek powie "Taaa??? A oglądałeś chociaż :)?", to żeby nie odpowiedzieli smutno "nie..." :). A nie daj Bóg wspomniany cwaniaczek wytknie bezlitośnie fakt kłócący się z naszą narracją (no co? Myśmy na jego miejscu tak byśmy zrobili ;)). 

Odpowiedz
Nobody 2021r.

John Wick meets Equalizer. Słabszy od tego drugiego przede wszystkim w tonie, ale bardziej angażujący niż Wick. Odenkirk zagrał fajnie i pasował do tej roli, natomiast Lloys... nie pasował. Ogólnie skręty w pastisz mnie się nie podobały i film czasami sam siebie nie traktował poważnie przez co jest pewien rozdźwięk pomiędzy tym co się dzieje, a tym jak to jest pokazane (jak chociażby scena "opowiastka" w piwnicy albo wielki finał z humorem). Właśnie ten humor mi przeszkadzał. Bawiłem się dobrze ale to spokojnie mogło być dużo lepsze.

6,5/10

Odpowiedz
(18-04-2021, 19:21)Rozgdz napisał(a): "Love and Monsters"

W skrócie, jak już widziałeś "Zombieland" to wiesz o co chodzi bo ten film jest baardzo mocno na nim wzorowany (i  gorszy). Tyle że wymieniono zombie na potwory. Nawet postacie  z grubsza (bo oczywiście się trochę różnią) są "wzięte" z "Zombielandu". O'Brien gra Eisenberga, Rooker - Harrelsona a Henwick - Emmę Stone. No, tak z grubsza :)
Dobrze spisuje się zwłaszcza O'Brien bo jego postać z idiotycznymi motywacjami to wręcz karykaturalna fajtłapa nijak nie pasująca do tego świata - a ma zdobyć sympatię widzów. Na szczęście ta fajtłapowatość jest uzasadniona  pewnymi wydarzeniami i tutaj aktor bardzo wykorzystuje szansę lepszego zbudowania postaci.

Także jest generalnie dość cienko a nawet się dłuży, ale fajnie pokazane i wymyślone potwory (nawiązanie do "Tremors ":), sympatyczny humor,  dobre  sceny  które się trafiają a przede wszystkim zawiązanie tego wszystkiego naprawdę fajnym finałem - solidnie podciągają. Film ma też duży potencjał na sequele (bo sam jest właściwie tylko wprowadzeniem do tej "głównej" historii) które myślę ze się pojawią.

Ode mnie 7/10.


Jak mogłeś nie wspomnieć o największej gwieździe, czyli psie, który ukradł film Dylanowi O’Brienowi, na dodatek jest tym mądrzejszym, który rządzi w tym duecie. Tworzą razem świetny duet.

Podobnie oceniłem jak Ty, gdy widziałem film kilka m-cy temu, ale chyba moja siódemka oznacza lepszy film jak Twoja, bo dla mnie to dobra, bezpretensjonalna rozrywka, a Ty trochę narzekasz. A czym dalej od seansu to coraz milej wspominam film, więc dałbym więcej, nawet 8/10.

Jest to przesympatyczne kino przygodowo post-apokaliptyczne połączone z komedią młodzieżową w stylu Johna Hughesa. Choć jest też tutaj sporo klimatu z filmów Stevena Spielberga, ale dawnego Spielberga, który był w formie. Niby historia schematyczna, bo dostajemy coś w stylu Jestem Legendą czy A Boy and His Dog, ale bohater jest tak fajny, że kibicowałem Joelowi w jego wyprawie w odnalezieniu dziewczyny. Podoba mi się, że Joel to nie jest typowy bohater kina akcji, ale postać, która przechodzi przemianę.

Świat po apokalipsie jest ciekawie pokazany, ma potencjał. Można by z tego filmu zrobić całą serię. Zmutowanie zwierzęta są zrobione dobrze, a przecież to produkcja, która za wiele nie kosztowała, to nie jest film na który wydano tyle forsy co np. na Wonder Woman 84, a efekty specjalne wyglądają o wiele lepiej. Chętnie zobaczę ciąg dalszy.

Odpowiedz
mini-recka na nowej stronie

Odpowiedz
Nobody - horrendalna głupota. Jestem już za stary na takie filmy. IQ spadło mi do jednocyfrowego poziomu. I nie wiem, kto uznał, że Bob Odenkirk będzie pasował do roli masowego mordercy Rosjan. Okropna sztampa z tragicznie beznadziejnym finałem. Nie tykać nawet kijem przez szmatę. Jak chcecie dobrą masakrę, która nie jest debilnym, śmieszkowym pastiszem i która nie obraża inteligencji widza (wręcz przeciwnie), to obczajcie ten tytuł.

0/10

Odpowiedz
(19-04-2021, 00:49)michax napisał(a): Jak mogłeś nie wspomnieć o największej gwieździe, czyli psie, który ukradł film Dylanowi O’Brienowi, na dodatek jest tym mądrzejszym, który rządzi w tym duecie. Tworzą razem świetny duet.

Fakt :)

(19-04-2021, 00:49)michax napisał(a): ale bohater jest tak fajny, że kibicowałem Joelowi w jego wyprawie w odnalezieniu dziewczyny. Podoba mi się, że Joel to nie jest typowy bohater kina akcji, ale postać, która przechodzi przemianę.

Jak dla mnie to o ile Dylan O'Brien jest najmocniejszym punktem filmu o tyle jego bohater - najsłabszą. Nie musi być bohaterem kina akcji, wystarczyłoby gdyby był w miarę normalnym chłopakiem. A dostajemy gościa który po 7u latach istnienia tego piekła nie umie sobie zawiązać butów a mimo to pcha się w samobójstwo i dopiero "poznaje świat". Gościu często stoi i czeka nie wiadomo na co aby rzucić się do ucieczki później albo idzie przez kraj dzikich monstrów coś tam pisząc i czytając tak że wlazłby na Godzillę gdyby tam stała (a tutaj teoretycznie wszystko ma chcieć go użreć). Albo ignoruje zachowanie psa i radośnie pcha się w kłopoty. Ta postać z zachowania to wręcz karykatura.
To jak to jest wyjaśnione i jaki się staje, po co to i gdzie to zmierza - to jest ok. Ale wcześniej.. ujuj :D


(19-04-2021, 00:49)michax napisał(a): Świat po apokalipsie jest ciekawie pokazany, ma potencjał. Można by z tego filmu zrobić całą serię. Zmutowanie zwierzęta są zrobione dobrze, a przecież to produkcja, która za wiele nie kosztowała, to nie jest film na który wydano tyle forsy co np. na Wonder Woman 84, a efekty specjalne wyglądają o wiele lepiej. Chętnie zobaczę ciąg dalszy.

No, jeśli chodzi o efekty to WW84 w zamierzeniu jest filmem retro, więc.. :p

Odpowiedz
(19-04-2021, 01:07)Mental napisał(a): Nobody - horrendalna głupota. Jestem już za stary na takie filmy. IQ spadło mi do jednocyfrowego poziomu. I nie wiem, kto uznał, że Bob Odenkirk będzie pasował do roli masowego mordercy Rosjan. Okropna sztampa z tragicznie beznadziejnym finałem. Nie tykać nawet kijem przez szmatę. Jak chcecie dobrą masakrę, która nie jest debilnym, śmieszkowym pastiszem i która nie obraża inteligencji widza (wręcz przeciwnie), to obczajcie ten tytuł.

0/10

Ten film na kilka dobrych motywów* (jak chociażby meksykańska familia z dzieckiem pod aparaturą i wkurw bohatera na to, co zastał i zrozumiał) ale faktycznie, jak o nim myślę, to tak czuje, że jest on durny na wielu płaszczyznach.

* - spoiler
Jednocześnie z dobrymi nutami leci cała masa tych złych, które zdominowały druga połowę. Finał jest przegięty i fatalny w każdym względzie.

Odpowiedz
Debryk napisał(a):Ten film na kilka dobrych motywów

Najlepszy motyw to ten, w którym szwagier głównego bohatera wciska mu w pracy pistolet i mówi: "Pilnuj mojej żony".

Odpowiedz
W ramach odtrutki na NOBODY polecam odswiezyc sobie LONG KISS GOODNIGHT.

Ja chyba nie wybacze tworcom zmarnowania takich aktorów w czymś, co moglo byc naprawde fajnym filmem, gdyby nie było tym czym jest.

Odpowiedz
Cytat:LONG KISS GOODNIGHT
Filmweb mówi, że oceniłem ten film siedem lat temu (na 8/10), ale dam sobie głowę uciąć, że widziałem go dawniej. Chyba faktycznie pora sobie odświeżyć.

Odpowiedz
(19-04-2021, 13:49)Crov napisał(a): W ramach odtrutki na NOBODY polecam odswiezyc sobie LONG KISS GOODNIGHT.

Ja chyba nie wybacze tworcom zmarnowania takich aktorów w czymś, co moglo byc naprawde fajnym filmem, gdyby nie było tym czym jest.

przeca dla mnie LKG to leci co gwiazdkę - pozycja obowiązkowa :D :D :D

Odpowiedz
Ten LKG z Geeną Davis który wręcz ocieka zajebistością ?

Nie znam :p

Odpowiedz
Trochę starego Hollywoodu wpadło mi ostatnio:

Wojna światów (ta z 1953) - Efekty jak na owe czasy dają radę (mimo, że są ujęcia w których widać linki gołym okiem) i tyle. Bohaterowie jak to w tamtejszym kinie rozrywkowym płascy niczym naleśnik i nie da się im kibicować, a niektóre dialogi z perspektywy czasu brzmią wręcz kuriozalnie. Twórcy też nie do końca wiedzieli jak budować napięcie, bo design kosmity zostaje ujawniony już w połowie filmu, podczas gdy w późniejszych scenach jakby udawali, że ten moment nie miał miejsca i nadal traktuje się tych najeźdźców niczym tajemnicę. Ogólnie szanuję, ale nie koniecznie doceniam. Remake Spielberga też mnie nie zachwycił zatem obydwie wersje stawiam na równi. 5/10

Viva Las Vegas (1964) - Każda amerykańska nastolatka lat 60. musiała mieć pewnie plakat tego filmu w swym pokoju. Faktem jest jednak, że gdyby nie wszechobecny kult Elvisa to ten film byłby skazany na zapomnienie całkowite. Bo przecież po odjęciu tych wszystkich jego znakomitych piosenek co nam zostaje? Typowo kiepściutka, pretekstowa fabuła. Scenariusz się tu właściwie kupy nie trzyma i wiele wydarzeń w filmie nie ma wręcz sensu (chociażby sposób w jaki główny bohater traci te swoje pieniądze na kupno silnika). Nawet duet Elvisa i Ann-Margaret rozczarowuje, bo pomiędzy nimi jest zaskakująco mało chemii. W ogóle ani przez moment nie potrafiłem uwierzyć w tą miłość i miałem wrażenie, że głównego bohatera bardziej od kobiety obchodzi ten cały wyścig. Nawet ten "happy end" wstawiony zdecydowanie na odwal i gryzie się z tym, co przed nim widzieliśmy. 3/10

Tęcza Finiana (1968) - Początki Coppoli, czyli wesoły kolorowy musical z Fredem Astaire'm i Petulą Clark dla całej rodziny ;) Chyba nawet najwięksi jego fani nie pamiętają tego filmu i swoją drogą ciekawe, że cztery lata później nakręcił on coś wówczas tak odmiennego, jak "Ojciec chrzestny". Oglądało się nawet sympatycznie i było czuć ten letni wiejski klimat. Piosenki zaskakująco urzekające, aktorzy się dobrze bawią, a Astaire jak siódmy krzyżyk na karku wciąż iskrzy niezłą taneczną energią. To chyba też jedna z tych pierwszych hollywoodzkich produkcji, co coś przemycała temat nietolerancji rasowej, choć pewnie po latach ktoś tam się i tak przywali o ten blackface Keenana Wynna (mimo, że akurat ma tu swoje dobre uzasadnienie). Oczywiście wątek miłosny też tu musiał być. 6/10

Odpowiedz
Jeżeli chodzi o kino Elvisowe to chyba jedynym wartym uwagi filmem z nim jest King Creole, który nie jest typową bajeczką z rozśpiewanym Elvisem i pretekstową fabułą, ale poważnym filmem, w którym po prostu gra Elvis.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Dzięki za polecenie. Z jego filmografii obejrzę chyba tylko ten film i "Jailhouse Rock". Reszta jakoś mnie nie interesuje i obstawiam, że to filmy których lepiej się słucha jak ogląda ;)

Odpowiedz
Behind her eyes - thriller o fatalnym trójkącie miłosnym, w którym udział biorą pewien psychiatra ze swoją lekko szurniętą żoną oraz samotna matka, która pracuje u niego jako asystentka. Niby tylko 6 odcinków, ale ekspozycja i akcja rozkręca się bardzo wolno. Nie lubię motywów, w którym ludzie - bez świadków - zwracają się do siebie tak, aby powiedzieć jak najmniej, a tu tego jest pod dostatkiem. Na domiar złego fabuła kieruje się w jakieś dziwne "fantastyczne" rejony, co mocno kontrastuje z próbą zbudowania erotycznego napięcia między bohaterami w pierwszych odcinkach. Twist na koniec przyznam że niezły, nawet go kupuję i na pewno usprawiedliwia on takie, a nie inne rozwiązania wcześniejszych scen. Zdecydowanym plusem jest natomiast występ córki Bono. Eve Hewson kradnie show swoim zachowaniem, spojrzeniem i to jak udało jej się wykreować

Podsumowując, średniak do kotleta, trochę źle skonstruowany ale nieźle zagrany.

5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
My Fair Lady (1964) - Sympatyczny, ale czy też warty aż tylu Oscarów? Jak dla mnie nie. Tym bardziej, że w tamtym roku jego konkurentami byli "Dr. Strangelove", "Grek Zorba" czy "Beckett". Ba, nawet "Mary Poppins" było jak dla mnie poziom wyżej lepszym musicalem. Ot, ładne to wszystko i z sympatycznymi piosenkami, acz całość to po prostu typowo sprawna rzemieślnicza robota. Swoją drogą prof. Higgins to strasznie antypatyczny główny bohater - typowy narcyz, do tego traktujący Elizę niczym zwykły przedmiot do eksperymentu. Nie potrafiłem jakoś uwierzyć, by miała ona pokochać takiego dupka jak Higgins, któremu nic tylko życzyć upokorzenia publicznego. Dużym plusem jest tu właściwie aktorstwo - Audrey Hepburn jest tu rozbrajająco świetna jako rozkapryszona i pozbawiona kultury bidula (szkoda, że śpiew zdubbingowany). Brak nominacji, przy jednoczesnym hype'ie ze strony Akademii wokół filmu aż zadziwia. Rex Harrison też się tu nieźle bawi i gdyby nie fakt, że w tamtym roku miał dużo ambitniejszą i bardziej piszącą się w historię kina konkurencję, to powiedziałbym że ten Oscar zasłużony. 6/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,964 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,787 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,196 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,710 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,154 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości