Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,174
Liczba wątków: 6
Może po prostu na etapie czytania scenariusza i na początku zdjęć nie wyglądało to źle... A jeśli zaczęło wyglądać potem.. to i tak wypadało skończyć.
Kiedyś widziałem taki wywiad z Halle Berry która właśnie coś takiego powiedziała - że nigdy nie chciała zrobić słabego filmu - ale i tak jej się trafiały. Ale w każdy projekt do pewnego momentu wierzyła.
Daleko nie szukając myślę że Ryan Reynolds w "Deadpoolu 2" pokazał swoją szczerą reakcję po przeczytaniu scenariusza "Green Lanterna".. Tylko z tego scenariusza wynikał inny film niż ten który powstał ;)
05-05-2021, 19:22
Stały bywalec
Liczba postów: 3,063
Liczba wątków: 8
(05-05-2021, 08:24)raven.second napisał(a): Cytat:Jakim cudem on w ogóle trafił na plan tego paździerza?
A to nie Hopkins powiedział, że gra tylko dla pieniędzy? Jak mu zapłacili, a rolę miał banalną, to czemu miałby odmówić?
Ale czy to takie zaskoczenie?Jak napisał raven.second kiedyś powiedział, że gra tylko dla kasy. Nie licząc Westworld, Dwóch Papieży, Ojca i parę innych by się znalazło, to przecież od World's Fastet Indian z 2005 roku, gdzie świetnie zagrał, to większość filmów z Hopkinsem z ostatnich 16 lat, to są filmy słabe, w których jedzie na autopilocie, albo tylko jest, nawet nie chce mu się grać.
W tych rolach, które wymieniłem, nastąpiło aktorskie przebudzenie (pokazał też klasę w Garderobianym i Królu Learze, ale to są sztuki teatralne). Po obejrzeniu trailera tego sensacyjniaka pomyślałem, że właśnie rola w Ojcu to wyjątek w ostatnich latach, bo dalej ciśnie słabe filmy dla kasy.
05-05-2021, 19:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2021, 19:53 przez michax.)
Don Sinatio
Liczba postów: 2,948
Liczba wątków: 11
Ooo tak, rola w "World's Fastet Indian" była świetna, dziwne, że nie nominowali go do Oscara. I faktycznie po tym filmie nie mogę za bardzo przypomnieć sobie innych jego ról oprócz tych, które wymieniliście (no jeszcze "Rytuał" i występ u Allena). Ciekaw jestem bardzo tej oscarowej roli w "Ojcu" i ogólnie filmu, bo nie tylko rola Hopkinsa doceniona i scenariusz ale i sam film zbiera świetne rekomendacje.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
05-05-2021, 22:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2021, 22:12 przez Pitero.)
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 650
Liczba wątków: 2
(05-05-2021, 22:11)Pitero napisał(a): "World's Fastet Indian"
Polski tytuł, jakby ktoś szukał - UWAGA! - "Prawdziwa historia". Serio.
06-05-2021, 08:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-05-2021, 08:55 przez Bibliomisiek.)
Użytkownik
Liczba postów: 211
Liczba wątków: 0
Zielona pożywka (1973) - Klasyk, przy którym wydaje mi się, że zakończenie zna paradoksalnie więcej ludzi, niż sam film. Fabularnie to taki typowy kryminał, acz ubrany w szaty kina futurystycznego. Nowy Jork zmaga się z przeludnieniem - ludzie zamieszkują wraki samochodów czy stopnie schodów, najzwyklejsza żywność jak dżem truskawkowy czy wołowina to białe kruki dostępne tylko dla najbogatszych, z kolei paszą wykarmiającą ludzkość jest tytułowa pożywka, której zdobycie często powoduje zamieszki jak po George'u Floydzie. Najbardziej przerażające jest to, że to wizja bardzo możliwa do spełnienia. Trzeba też przyznać, że wspomniany wątek kryminalny naprawdę wciąga i wręcz czeka się cały czas na kolejne poszlaki i rozwiązanie. Oczywiście jak na tamte Hollywood przystało w fabułę musiał być wpleciony jakiś wątek miłosny, mimo że i on ma jakieś tam zastosowanie w przebiegu śledztwa. Zdecydowanie lepiej ogląda się relacje głównego bohatera z jego starym współlokatorem. Charlton Heston tworzy świetny duet z Edwardem G. Robinsonem, pomiędzy którym czuć prawdziwą więź i to z ich wspólnym udziałem są dwie najbardziej poruszające sceny w filmie (scena wspólnego obiadu oraz w "umieralni"). Tym bardziej one mogą poruszać wiedząc, że to pożegnanie z kinem Robinsona, który odszedł na tamten świat na krótko przed premierą. No i wspomniane zakończenie, które jeśli przed seansem omijało się szerokim łukiem to jest naprawdę piorunujące i ostro dające myślenia. Dziś film trochę trąci myszką, ale polecam zarówno fanom wizji przyszłości, jak i wciągających kryminałów. 7/10
08-05-2021, 09:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-05-2021, 09:25 przez Qrszon.)
.
Liczba postów: 27,698
Liczba wątków: 62
1941 - młody Spielberg po pierwszych sukcesach ma zbyt dużo hajsu i postanawia zaszaleć. Z jednej strony ten film to jeden wielki bałagan, humor dosyć prymitywny, polegający głównie na tym, żeby coś rozwalić, to będzie śmiesznie. Z drugiej strony, to jednak mi się podobało - kupiłem tą głupkowatą konwencję i w sumie, to czekałem z zaciekawienie na to co się odwali w kolejnych scenach :) Na pewno trzeba pochwalić montaż, bo pomimo całego tego pierdolnika, to jednak film jest czytelny i miły w śledzeniu, no, może trochę zbyt długi, ale do przeżycia.
Z pewną przesadą, ale dam 7/10
10-05-2021, 16:36
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Nawet mile wspominam ten film i swego czasu wielce się dziwiłem, że jest on powszechnie uważany za najgorsze co Spielberg kiedykolwiek nakręcił. Mnie się przyjemniej oglądało niż większość jego ostatnich oscarowych dramacików.
Choć przyznam, że wersja reżyserska dostepna w pakiecie BD Spielberga razem z kinową faktycznie męczarnia. Może i dodane sceny są zabawne same w sobie, ale po prostu z nimi metraż jest za długi :P
10-05-2021, 16:50
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,757
Liczba wątków: 14
Z wielką przesadą, panie. Spoko, że się podobało, ale dla mnie ten gniot nie ma żadnych plusów prócz rozmachu i Belushiego. Myślę, że rozchodzi się o humor, który do mnie kompletnie nie trafił. Dziwne, bo za skrypt odpowiadają panowie od mojego ulubionego filmu, który nigdy nie przestanie mnie bawić. Tak czy siak wśród filmografii Spielberga niżej stawiam chyba tylko A.I.
Pancernik Potiomkin
Lubię sobie co jakiś czas zrobić lekcję historii filmu, więc obejrzałem wczoraj tę ruską propagandówkę. Olałem agitację polityczną i oglądało mi się bardzo przyjemnie, bo realizacyjnie Pancernik jest rewelacyjny. O ile mógłbym poddawać w wątpliwość epokową wartość wielu dzieł z tamtego okresu, to akurat pianie peanów na cześć Potiomkina (jak również świetnego Człowieka z kamerą) jest dla mnie w pełni zrozumiane.
10-05-2021, 16:51
.
Liczba postów: 27,698
Liczba wątków: 62
(10-05-2021, 16:51)Norton napisał(a): Tak czy siak wśród filmografii Spielberga niżej stawiam chyba tylko A.I.
Fiu fiu, no to jedziemy z filmami gorszymi niż 1941:
Ready Player One, The Post, The BFG, Bridge of Spies, Lincoln, War Horse, Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull, Terminal oraz na 99% West Side Story :P
Zwłaszcza te nowe to porażki, których nie znoszę, a w 1941 czuć pasję, radość z kręcenia, głowę pełną (może zbyt pełną) pomysłów.
Cytat:O ile mógłbym poddawać w wątpliwość epokową wartość wielu dzieł z tamtego okresu, to akurat pianie peanów na cześć Potiomkina (jak również świetnego Człowieka z kamerą) jest dla mnie w pełni zrozumiane.
Dla mnie Potiomkin to przykład filmu, który ma sens tylko rozpatrywany jako kamień milowy w historii kina - początek współczesnego montażu, ale w życiu nie poleciłbym go nikomu do obejrzenia tak po prostu, bo to przecież na dobrą sprawę nudy z kilkoma efektownymi ujęciami.
10-05-2021, 17:24
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,757
Liczba wątków: 14
Ano. Taki kamień milowy, który rzeczywiście zasłużył na to określenie. Realizacyjnie jest to świetne, chociaż rzeczywiście tego typu filmy nadają się głównie jako ciekawostki dla bardziej wkręconych kinomaniaków. Z drugiej strony są na przykład rzeczy typu Metropolis czy Nosferatu, również uważane za epokowe dzieła; dla mnie zaś to starocie, które nie wytrzymały próby czasu.
Z Terminalem masz rację, największe gówno. Zrąbałeś, bo przypomniałeś mi o istnieniu tego szrotu. Lincoln jest kiepski, ale nie tak zły jak 1941, ostatniego Indiego też lubię bardziej. Reszty nie widziałem, ale chyba dobrze zrobiłem, bo to (zapewne) mniej więcej taka seria, jaką ma Eastwood od czasu Gran Torino/Changeling (czyli - lepiej nie oglądać, żeby nie psuć sobie opinii o wybornym reżyserze).
10-05-2021, 17:37
Stały bywalec
Liczba postów: 12,512
Liczba wątków: 29
The Vault of Horror - drugi po Opowieściach z krypty (wersji z lat 70. Jak ktoś jest ciekaw dwa lata temu popełniłem opinię) antologia komiksów z EC Comics. Antologiczny standard - pięciu dupków (nawet Tom Baker grający Boba Rossa, będący najsympatyczniejszy z całej czeredy, musi być dupkiem zasługującym na zły los ;)) spotyka się w tytułowym miejscu i dzieli się nawiedzającymi ich snami. Jednak słabsze od "jedynki". Muzyka w czołówce za bardzo starała się być straszna, a aktorstwo ciut gorsze. Choć podoba mi się umieszczenie głównej akcji w nowoczesnym wieżowcu, co jest niecodzienną scenerią w horrorze i próba zmiany (mniej creepy miejsce, brak hosta i powód do opowiedzenia historii). Same historie są dobrze zekranizowane i mają ten vibe grozy lat 70.
7,5/10
Lisek Vuk - chciałem cos sprawdzić odnośnie tego filmu i dowiedziałem się, że jest w całości z polskim dubbingiem z lat 80. No to obejrzałem, co tam Madziarzy wykombinowali. Wcześniej z węgierskiej animacji widziałem Gęsiarka Maćka (też z polskim dubbingiem) i fragmenty ichniejszego odpowiednika Baśni i bajek polskich. Podejrzewam, że tekst Chytrusa o tym, że psy myśliwskie to godne pożałowanie lizusy, a szczerze wierne owczarki otrzymują niewdzięczność to jakaś ukryta metafora nt. władz komunistycznych ;). Zaskoczyło mnie to, że film dość mocno jedzie po myśliwych, zważywszy że w demoludach związki łowieckie miały Amerykę i próbowały kłamać, jakim są zbawieniem dla przyrody i to jeszcze przed latami 90. I ma vibe Zwierząt z Zielonego Lasu, choć bez grama krwi i projekty postaci bardziej kreskówkowe. Odnośnie projektów, rozpraszały mnie królicze zęby u wszystkich zwierząt, w tym lisów, co kojarzyło mi się z Happy Tree Friends. Sam raczej nudny, a animacja sztywna - podobna do pierwszych sezonów Smerfów. Dużo wartości daje polski dubbing, no ale robiła to Zofia Dybowska-Aleksandrowicz i robili w czasach gdy buńczuczny frazes "profesjonalna wersja językowa" coś znaczył. Jedynie nie trafili z Włodzimierzem Bednarskim w roli ojca Vuka. Warto usłyszeć Ewę Złotowską w roli najebanej gęsi :).
5/10
10-05-2021, 20:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2021, 20:58 przez OGPUEE.)
Red Crow
Liczba postów: 12,680
Liczba wątków: 50
Bound a.k.a Brudne pieniądze - ależ fantastyczną chemię mają tutaj Gina Gershon i Jennifer Tilly. Ociekający erotyzmem wątek lesbijski to chyba najjaśniejszy element tego skądinąd znakomitego, buzującego od napięcia, świetnie nakręconego, bardzo stylowego neo-noir, niemal w całości rozgrywającego się w dwóch mieszkaniach.
Podobno zrobiony z pasji do czarnego kryminału (przede wszystkim filmów Wildera i Hustona) i to widać na ekranie. Reżysersko to zdecydowanie najlepszy film Wachowskich - już w debiucie szpanersko rozbuchany jak ich kolejne filmy (efektowne najazdy kamery, trochę slow-mo, charakterystyczny montaż i wykorzystanie muzyki), ale zarazem pełen dyscypliny, którą niejako narzuca scenariusz, przez co ogląda się go fantastycznie. Aż szkoda, że nigdy więcej nie wrócili do tych klimatów, tylko poszli w full-retard blockbustery.
12-05-2021, 09:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2021, 09:33 przez nawrocki.)
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,912
Liczba wątków: 15
Ostatnio głośno było gdy Smoleńsk za pomocą głosów internautów dojechał na 1 miejsce miejsce najgorszych na IMDB. Jest to film nieudolny, ale w swojej nieudolności absolutnie nieszkodliwy. Znam za to inną perłę.
Chcecie obejrzeć prawdziwie najgorszy film na świecie? Polecam Eight Days a Week (Dla ciebie wszystko) z 1997 roku. Indie komedyjka o chłopaku z przedmieścia, który wyznaje swojej sąsiadce miłość. Ta go odrzuca mówiąc, że są tylko przyjaciółmi, ale facet tak bardzo chce zaliczyć, że przysięga nie wyjść z ogródka głównej bohaterki dopóki ta nie zmieni zdania. Jednym słowem król Simpów i Stalkerów ;). Całość ma niby być komedią, ale więcej tutaj smutnej żenady niż komedii. Co tutaj zobaczycie? Dziadka sikającego po gaciach, faceta uprawiającego seks z arbuzem, dokładne omówienie piersi każdej kobiety z okolicy przez głównego bohatera jak również siuraka jego głównego konkurenta (wszystko z odpowiednim najazdem kamer i slo-mo). Każda scena filmu okraszona jest monologiem z offu opisującym to co się dzieje na ekranie. Zero pasji, zero humoru - czysta żenada. Polecam :)
Dałbym 0/10, ale ostatecznie dałem 1/10 ze względu na absolutnie zjawiskową Keri Russell in her prime (dowód w spoilerze), całkiem kreatywne napisy końcowe i dobrą ścieżkę dźwiękową. Całość na chomikuj albo poszatkowane na youtubie ;)
Napisy końcowe:
12-05-2021, 09:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2021, 10:13 przez Corn.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Dzięki za wnikliwy opis. Wiem już od jakiego filmu trzymać się z dala :P
12-05-2021, 11:29
Stały bywalec
Liczba postów: 6,932
Liczba wątków: 2
Nie, mokry podkoszulek Keri Russell nie jest wart tracenia czasu na to, więc dzięki za gify :)
12-05-2021, 11:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2021, 11:30 przez yacajackowski.)
Użytkownik
Liczba postów: 211
Liczba wątków: 0
New York, New York (1977) - Scorsese kręci swój "La La Land" na 40 lat przed Chazelle'm. Szanuję ambicję i jak to u tego reżysera czuć pewną miłość do kina czy dobre chęci. Niestety nawet owe "dobre chęci" nie sprzyjają zbytnio faktowi, że Scorsese i klasyczne musicale lat 40. to dwa różne światy, które niekoniecznie się ze sobą pokrywają. Da się zauważyć, że Marty robi co może, ale po prostu nie najlepiej czuje ten gatunek. Nie widzę też żadnego powodu, dla którego ta historia miała by zajmować niecałe 3 godziny. De Niro jak zwykle niezły, choć jego bohater to raczej nie z tych, które wzbudzają sympatię widza, natomiast największy plusik za sekwencję "Happy Endings". Obok "Gangów Nowego Jorku" i "Wieku niewinności" najsłabszy film Scorsese jaki widziałem. 5/10
13-05-2021, 20:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-05-2021, 20:38 przez Qrszon.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,512
Liczba wątków: 29
French Exit - Michelle Pfeiffer i jej cuckoldowy synalek po przehulaniu majątku jadą wraz z kotem do Paryża, by dalej trwonić oszczędności i tkwić w marazmie. Jednak odnajdują powoli siebie. Dziwny ten film. Zaczyna się jak typowy dramat, a kończy się jako taki surrealistyczny komediodramat z nadnaturalnymi elementami oraz festiwalowymi europejskimi wtrętami. Dobra gra Pfeiffer i kilka scen-perełk. Czemu ten sierściuch kojarzył mi się z Catwoman :)?
7/10
13-05-2021, 23:35
Stały bywalec
Liczba postów: 12,512
Liczba wątków: 29
Do the Right Thing - jeśli chcecie zobaczyć film obrazujący wszystkie afroamerykańskie patologie w pigułce, to jest ten film. Czego tu nie ma - "aktywiści" sapiący się, że "na tej ścianie nie ma sławnych czarnych!", banda bezrobotnych patusów zapatrzonych w Black Panthera i Wakandę, przeklinające matki, drące i głośno przeklinający patusy, patusy mające w dupie, że chodzą z głośnymi boomboxami, te same patusy gotowe zabić z zimną krwią za zniszczenie owych boomboxów, płacz że w wyniku uzasadnionej interwencji policji i stawianiu oporu patusy giną, obwinianie wszystkich kogo się da, zamieszki robione głównie dla szabrowania, kilku ogarniętych osób (Mookie, Burmistrz czy trio tych AfroJanuszy) które i tak giną w zalewie głośniejszych patusów.
Jakby puścić jakiejś Julce z Twittera czy podobnej mentalnie osobie, bez mówienia kto to pisał i reżyserował, to mogę zagwarantować, że byłoby #CancelDoTheRightThing :).
Ale żeby nie było tak wesoło - ten film jest za długi! Sporo tu ciągle tych samych fillerów składających się z głośnych i klnących Murzynów i łatwo można się zrazić.
W sumie punkty za to, że Spike Lee na początku kariery ogarniał co jest nie tak z jego społecznością i nie bał się tego pokazać. Niby film 30 lat, a jest kurewsko aktualny
7/10
14-05-2021, 20:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-05-2021, 22:16 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Tego klasyczka jeszcze nie oglądałem, ale im więcej słyszę o przedstawionym w nim świecie czarnoskórych, tym coraz bardziej jestem w szoku że reżyserował to gość z największym obecnie zajobem na punkcie białego rasizmu w Hollywood. Ten sam, który bez oglądania się oburzał o nadmierne wykorzystywanie słowa na N w "Django" :D
14-05-2021, 20:25
Stały bywalec
Liczba postów: 12,512
Liczba wątków: 29
Klasyczne "Z kim przystajesz, takim się stajesz". Dla przykładu taki Henryk Okarma, badacz dużych drapieżników, jeszcze w latach 90. dość legitnie przedstawiał plan ochrony wilka i zwracał uwagę na myśliwskie nadużycia, by obecnie już jako członek PZŁ powielać myśliwskie kocopoły i mówić "wznówmy odstrzał wilka, bo coś tam".
14-05-2021, 20:52
|