Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(08-07-2021, 21:29)Cassel napisał(a): No i chyba na ogół chodzi o to, by tytuł „lepiej brzmiał”, przecież THE CROW to powinna u nas być WRONA, a zrobiono z tego KRUKA, czyż nie? ;)

Sytuację z crow/raven mogę przeboleć, ponieważ niektóre gatunki wron i kruk są do siebie podobne i należą do tego samego rodzaju.

A jastrząb i sokół nie tylko nie są spokrewnione (należą do innych rzędów), to na dodatek wyglądają odmiennie (jastrzębiowate to takie miniatury orłów, a sokoły mają spiczaste skrzydła i profil dzioba jak u papugi). Kij z tym, jeśli tłumaczenie dotyczy związanych z nimi idiomów, ale tu mamy fizyczna obecność owego zwierzęcia i to po prostu robienie z ludzi durni. Na rej zasadzie można z lwa zrobić rysia. A i pewien jestem, że wspomniane zwierzaki te by się obraziły za taki cośtamwashing :). 

Odpowiedz
(08-07-2021, 21:59)OGPUEE napisał(a): (jastrzębiowate to takie miniatury orłów,
To orły nie należą do rodziny jastrzębiowatych?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Należą.

To był skrót myślowy do pokazania jak mniej więcej sylwetkowo wygląda jastrząb/myszołów/trzmielojad itp. A wychodzę z założenia, że wiadomo jak wygląda orzeł :).

Odpowiedz
(08-07-2021, 21:59)OGPUEE napisał(a): Na rej zasadzie można z lwa zrobić rysia.

A z geparda ("Il gattopardo" u Lampedusy i Viscontiego) - można zrobić "Lamparta" (w ang. analogicznie leopard zamiast cheetah).

Odpowiedz
Stacja arktyczna Zebra (1968, reż. John Sturges)

Ciekawy przypadek ten film. Tyle jest w nim pozornie fajnych dla mnie rzeczy - ujęcia podwodne, poniosła muzyka Michela Legranda, scenografia łodzi podwodnej, klimaty Zimnej Wojny... a i tak się nudziłem. Nie wiem czego mi tu konkretnie brakowało. Może jakiegoś bardziej angażującego scenariusza lub bardziej charyzmatycznych bohaterów. Ciężko mi to ustalić.

Realizacyjnie to przez większość czasu sprawne rzemiosło, choć i tak są momenty, które trącą dzisiaj myszką na kilometr. Głównie w drugiej połowie rozgrywającej się na powierzchni, czyli styropianowym Biegunie Północnym. Intryga na papierze brzmi całkiem całkiem, ale finalnie przedstawiona jakoś tak bez tego trzymania za jaja. Średnio tu pomaga nawet przyzwoita obsada - Rock Hudson niestety bardziej tu nijaki, jak charyzmatyczny. Nawet jeden z moich ulubionych aktorów tamtej ery, Ernest Borgnine to jako Rusek casting co najmniej dziwaczny. W paru scenach słychać było zresztą jak gubi ten swój "akcent". Z filmów Sturgesa to zdecydowanke bardziej wolę "Siedmiu wspaniałych", "Wielką ucieczkę" (aż sobie powtórzę chętnie) czy "Czarny dzień w Black Rock". Temu to zabrakło po prostu jakiegoś mięsa. Podobno książka dużo lepsza i film trochę partaczy wątki z niej.

5/10

Odpowiedz
Tomorrow War - po zwiastunach mocno jojczyłem na ten film, ale seans okazał się po prostu dobry. Chyba duża w tym zasługa sprawnej reżyserii, która udanie lawiruje między przeciętnością scenariusza i głupotkami, które mogły ale nie zdołały pogrążyć tej historii. Bohater Pratta ma mocną motywację, a z biegiem czasu ta motywacja jest podbijana jeszcze wyżej. Do tego wszystko jest tutaj naprawdę solidnie zrealizowane - scenografia, VFX, akcja wyglądają soczyście i z rozmachem. Oczywiście można wytykać palcem grubego murzyna, który nie umie załadować magazynku, ale na dobrą sprawę jakoś wielce nie wadzi. No i dobrze widzieć film o inwazji kosmitów którzy

Przyznam, że ten motyw mnie trochę rozwalił ;)

Ogólnie miłe zaskoczenie. Żaden tam game-changer, ale letni i zrobiony z serduchem blockbuster który jeszcze 2-3 lata temu mógłby liczyć na dobry box office.

7/10

Aha, jak na PG-13 to film jest nawet brutalny.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Poseidon Petersen w 2006

Realizacyjnie, jak to u Petersena - świetny poziom. Zgony animków brutalne i w miarę realistyczne, a trup pada w ilości hurtowej. Nawet taki detal jak rozwalona głowa pewnej kobiety i zalewająca podłogę krew jest pokazana w sposób realistyczny. Cóż, tyle dobrego. Fabuła to samograj u dość dobrze pamiętam wersję z 1972 (?) roku, która pojawiła się w TV w latach 80tych a potem rządziła na VHSie na wespół z inną tragedią bazującą na tym samym pomyśle, czyli Port Lotniczy i samolot pod wodą. I samograj tutaj sam nie gra, ponieważ nic nie idzie w parze z bardzo dobrą realizacją. Aktorstwo to ciężarówka drewna, dialogi słabe i montaż też kuleje, zwłaszcza na początku gdy bohaterowie są ukazywani w totalnym chaosie. No właśnie: chaos widać dość często a tutaj takie kwiatki, że ponad 25minut filmu wyleciało w postprodukcji i to widać. Bardzo szkoda, że Petersen postawił na akcję kosztem dramatu, bo akcja jest po prostu przegięta w każdym aspekcie. Chłop dwoi się i troi, aby kolejne problemy bohaterów miały jeszcze większy wymiar. Cóż, takie to było średnio udane. I trudno mi uznać rolę Rossum, która normalnie wcześniej też uciekała przed wodą w innym filmie katastroficznym. Phi...

5/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
5/5 czyli maksymalna ocena? Nie chciałeś dać 5/10 raczej?

Odpowiedz
5/10 oczywiście. Pomyłeczka.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Higher Power (Siła wyższa), 2018, reż. Matthew Charles Santoro
Zwykły śmiertelnik nabywa boskich mocy. Dosłownie, bo na skalę kosmiczną.
Wiele tych mniejszych filmów s-f i horrorów za największą zaletę ma jedynie pomysł wyjściowy lub końcówkę, które obudowane są fabularnym bełkotem albo byle czym. Tu poniekąd jest podobnie, bo np. w zasadzie nie wiem, kim był Colm Feore (określany enigmatycznie jako „unknown” lub „control”) i w co on grał, oraz w jaki sposób Ron Eldard (rola główna) został wybrany, by nabrać boskich mocy, które też nie wiem skąd się wzięły, ale całość jest na tyle klarownie prowadzona od punktu A do B, że oglądałem to coraz bardziej zaintrygowany. A końcowe rozwiązanie i niektóre ujęcia to już w ogóle moc, chyba rzadko zdarza się widzieć podobną tematykę na ekranie, czegoś takiego po prostu brakuje (mi) w kinie, takiego objawienia Nieznanego i dotknięcia Wszechmocy. Wiem, to jest trochę tandetne, a oceny na Filmwebie i IMDb są miażdżące, ale mnie się podobało. Wolę to niż takie "Primer", "Coherence", "The Discovery" i "Possessor", czyli smętne, wyprane z emocji i dramaturgii rozważania na wielkie tematy, z których i tak niewiele wynika.
 
Tu jeden z kadrów, który zrobił mi cały film. Uwaga, zdradza co nieco. I nie przejmujcie się, że wygląda jak coś z MCU, to inna bajka.
 

Odpowiedz
Die Hölle - mam wrażenie, że twórcy bardziej chcieli wcisnąć komentarz społeczny i przez większość ogląda to się jak jakiś dramat społeczny aniżeli thrillerową zagadkę. Ale jak idzie na właściwe tory to wychodzi nieźle. Dobrze, że produkcja niemiecko-austriacka, a nie usańska, bo choć główna bohaterka wpisuje się w trop Strong Woman, to tu jest jednak realistycznie pokazane i ma trudności z pokonaniem finałowego bossa.
7/10

PS. Na wiki doczytałem, że Steinera gra Moser z Komisarza Rexa. Czyli fakt, że jego postać posiada wilczura to jakiś zakamuflowany easter-egg :)?

Odpowiedz
[Obrazek: howlingii.png]

Skowyt 2
Jedynka była słaba czy najwyżej przeciętna a to?
Film za który przepraszał Christopher Lee. Koszmarek na każdym polu, któremu nie pomagają nawet cycki. Tu są np. takie kwiatki jak wilkołaki w Rumunii, która jest grana przez Czechy ( i mówią tam po czesku), które są odstraszane czosnkiem i zabijane platynowymi (bo srebrne są za słabe) kulami. A to najmniejsze głupoty.
Przez cały film napier*la jeden żenujący 80s kawałek ale co lepsze pokazują często zespół, który go gra. Tak, dobrze czytacie: choć akcja dzieje się zupełnie, gdzie indziej są przebitki na zespół grający w spelunie gdzieś w Brytanii.
Aktorstwo, oprócz Lee to dramat. Efekty (po dobrej cz 1) to kicz i tandeta totalna.
Czytam, że dziś stało się to kultowe bo "tak złe że aż dobre".
No nie. To jest tak złe,że aż złe.

2/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz

Leave no trace (2018), czyli lekki, ale bardzo dobry dramat o ojcu i córce żyjących poza nawiasem społeczeństwa. Proste, intymne wręcz kino, skupione na relacji rodzica i dziecka, z przepięknymi zdjęciami jeszcze piękniejszych krajobrazów północnozachodnich Stanów (wiecie, Waszyngton, Oregon, te klimaty). 8/10, świetna Thomasin, świetny Ben, chociaż grali oszczędnie, ale ja to kupiłem. Nie jest to ciężki kaliber, w sensie nie ma tutaj żadnej wielkiej patologii, brutalności ani dosadności przedstawionego świata, wszyscy lub prawie wszyscy są po prostu ludzcy, normalni, bez odchyłu w jedną czy drugą stronę.

Odpowiedz
Settlers - tytuł jest mocno jechany na IMDB i innych forach, że niby nic się w nim nie dzieje, że bardziej to dramat niż sci-fi i że w ogóle jak to możliwe że na Marsie mozna oddychać itd. Ogólnie rzecz biorąc stanę w opozycji i napiszę, że film mi się podobał. To taki typowy "slow burner" gdzie akcja jest właściwie znikoma, a wszystkie dialogi są przytłoczone albo niesamowitą prostotą albo toną w długich, statycznych ujęciach, trwających po kilkadziesiąt sekund bez głębszego celu. Sam motyw osiedlenia się w tymczasowej bazie gdzieś na marsjańskich rubieżach mnie kupił. Nie jest to głupie (choć ze zwiastuna wynika, że tak ;)), jest to nawet ciekawie w filmie wyjaśnione. Aktorsko daje zdecydowanie radę. Duży plus w kierunku Johnny Lee Millera (ależ dawno nie widziałem chłopa!), który w krótkiej acz intensywnej roli wypadł świetnie. 

Nie przeszkadza mi nawet trywialne zakończenie oraz ostatni akt gdzie wszystko sprowadza się do

6/10

Trigger Point - Barry Pepper w roli ex-agenta, który w wyniku tortur zdradza listę swoich współpracowników. W efekcie wszyscy giną, a Pepper zaszywa się w małej mieścinie i rezygnuje ze służby. Były przełożony wraca jednak do niego z misją odbicia córki, która została ujęta przez złoli. Film to siódma woda po kisielu po Taken, na dodatek zrobione po taniości i bez żadnych zaskoczeń w fabule. W sumie idealne do wieczorku, piwka i dyskusji podczas której możesz co jakiś czas zrkać w ekran i nie stracisz wątku. Pepper wypada ok, ale ogromny minus za brak trigger discipline i namiętne wyposażanie się w tłumik zamiast w większy kaliber (który ma na stanie w domu). Końcówka niby próbuje budować jakieś "uniwersum" wokół głównego bohatera, ale nie wiem czy chciałbym zobaczyć kolejne ksero z 200 innych sensacyjniaków nakręconych za garść dolarów.

4/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Gosford Park (2001, reż. Robert Altman)

Naprawdę sprawnìe nakręcony film ze znakomitą obsadą, ale oczekiwania i tak miałem trochę większe. Jeśli ktoś tu przed seansem nastawi się na emocjonujący kryminał, to się srogo zawiedzie. Tak, tylko ostrzegam że mord jest tu właściwie popełniany dopiero po połowie filmu, a i później śledztwo wokół niego wydaje się być bardziej zepchnięte na drugi plan.

Dużo więcej papieru na scenariusz Altman poświęca na obserwację burżuazji i przyznam, że dla mnie to niestety idzie bardziej na minus. Ja jestem doskonale świadomy, że to ten reżyser który często przedstawia w swoich filmach społeczeństwo w pigułce i w jego filmach charakterystyczny jest natłok wątków i postaci. Problem w tym, że w tym przypadku średnio mnie to wszystko interesowało i tylko czekałem na przejście do rzeczy. Choć nie odmawiam trochę celnej satyry i całkiem pamiętnych dialogów. Najzabawniejszy motyw to jednak Inspektor uciszający swojego partnera w śledztwie - policjanta za każdym razem, gdy ten znajdzie istotny trop, bo przerywa mu zdanie :)

Tym czym ten film się za to na pewno wyróżnia jest stylowa realizacja. Lubię oglądać te wszystkie periodalne produkcje m.in. dlatego by poobserwować jak bardzo dokładnie scenografowie czy kostiumolodzy zachowują ducha tamtych czasów. Na pewno jest bez zarzutu w tym przypadku. To co jednak najbardziej zwraca uwagę to właśnie ilość doskonałych brytyjskich aktorów w obsadzie. Maggie Smith, Helen Mirren, Michael Gambon, Kristin Scott Thomas, Charles Dance, Clive Owen, Emily Watson, Richard E. Grant, Derek Jacobi - to tylko niektóre z przykladowych nazwisk. Którego brytyjskiego talentu tu nie ma? Ogólnie niemalże każdy przekonująco się spisuje w swojej roli i próbuje dodać swym postaciom trochę krwi i kości. Jedynie Ryan Phillippe mocno odstaje od reszty i jego grę mógłbym tu nazwać "Gdy jesteś młodym aktorzyną z usa, który nagle gra u wielkiego reżysera i dzieli ekran z brytyjskimi znakomitościami, więc probujesz jakoś tam wyjść naprzód z tłumu w filmie".

Ogólnie podobał mi się, ale jestem daleki od zachwytów i Altman w swojej filmografii ma IMO znacznie lepsze dzieła.

7/10

Odpowiedz
(18-07-2021, 00:57)Kryst_007 napisał(a): Tak, tylko ostrzegam że mord jest tu właściwie popełniany dopiero po połowie filmu, a i później śledztwo wokół niego wydaje się być bardziej zepchnięte na drugi plan.

U Altmana clou fabuły nigdy nie jest jej sensem. Ten człowiek w dużej mierze tworzył mozaiki, gdy robił rzeczy typu "ensemble cast". Dlatego fabularnie o wiele lepsze są jego skromniejsze filmy, skupione na kilku postaciach w konkretnych sytuacjach. Gosford Park to mozaika środowiskowa - fascynująca bardziej poprzez atmosferę i mechanizmy danego świata, jego przegląd, uchwycenie i komentarz, aniżeli faktyczną akcję. Dokładnie tak samo jak Cookie, Gracz, Pret-a-porter czy Nashville.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
To chyba dlatego zdecydowanie za najlepsze filmy Altmana uważam "Trzy kobiety" czy "McCabe i pani Miller" :) Choć takie "Nashville" też z tego co pamiętam mocno przypadło do gustu i chętnie powtórzę. "Gracz" czy "Na skróty" też w sumie do nadrobienia u mnie.

Odpowiedz
Forever Young w reżyserii Steva Minera, za scenariusz odpowiada J.J. Abrams (!), 1992r.

Ciepłe kluchy z doskonałym pomysłem wyjściowym: 1938 roku w wyniku eksperymentu pilot Daniel McCormik (Mel Gibson) zostaje zamrożony i kapsuła z nim trafia na 50 lat do magazynu, gdzie odnajdują ją dwa szczyle (jednym z nich jest Eliah Wood!). Film jest podzielony na dwie części: tę przed eksperymentem i akcja po rozmrożeniu. Jak 20 lat temu uważałem, że potencjał jest tutaj ogromny i do tego film od połowy leci po łebkach, tak uważam i teraz. To, co się dzieje od upadku z domku to gorzej jak liźnięcie tematu! Facet się nagle starzeje, ściga go rząd i FBI bo nagle przypomnieli sobie o eksperymencie "B" i gość chce dolecieć do swojej babki. Dolatuje. END. Aż się prosi, aby pójść bardziej w klimaty Sci-Fi :/

Na plus Młody Gibson, który niewiedzieć czemu, 3 lata później w Bravehart wygląda jakoś 20 lat starzej, hmmm. Ciekawa charakteryzacja na koniec i sekwencja nauki latania w domku na drzewie.

I jak zawsze w filmach z 1985-1995 zachodzę w głowę, co ten Zachód miał w domu. Odtwarzacze CD, telewizory, komputery, gry NES. Polska w tym czasie miała ocet. Jeśli miała.

5/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Jak już kiedyś pisałem w odpowiednim wątku pewna część WW84 jest wzorowana na tym filmie. Włącznie z wykradnięciem samolotu z pokazu lotniczego ;)

Odpowiedz
Tomorrowland - czyli próba powtórzenia sukcesu Piratów z Karaibów. Mam wrażenie, że w powtórzeniu sukcesu stały garniaki ze studia, bo to wymęczona buła o wyświechtanych frazesach. Początek z małym Frankiem w latach 60. dość fajny pełen retro-akcji (i z tajemniczymi pokojami w Disneylandzie, gdzie Walt miał 33. Level masona :)) był dość fajny i szczerze mówiąc wolałbym by film szedł w tym kierunku. A zamiast otrzymuję losy nastolatki-technohakerki z znużonym Clooneyrm i super mechadziewczynką w nazbyt skomplikowanej fabule. Film nie umie się zdecydować, czy chce być kinem familijnym czy trochę lżejszym Interstellarem. A z rytmu m.in. wytrącają pierwsza scena z Clooneyem przerywana sucharami nastolatki (ultrażenuła), robo-małżeństwo sklepowych nerdów. Lub podejrzany koleś z Secret Service, który na pierwszy rzut oka jest jakimś robotem. A szkoda, bo potencjał był, a i dobrego reżysera dali.

5/10

PS. Ma za to jedną z fajniejszych modyfikacji logo Disneya.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,947 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,785 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,193 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,444 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,344 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,644 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,152 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości