Krótka piłka, czyli mini-recenzje
W ogóle na początku Arnold prezentuje się przekozacko.
 
[Obrazek: FeBNqva.png]


[Obrazek: eGppZ45.png]

Odpowiedz
TO zdecydowanie mało familijny film - bicie kobiet, wpie*ol za przemoc domową, mierzenie do dziecka, wymuszenie biciem prezentu - film pod maską komedii jest całkiem poważny i zrealizowany dobrze.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Ten film mam na zawsze w serduszku za tę scenę ;)

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
@Cassel, Snappik
Jak ujrzałem Arnolda w prochowcu i nieogoloną mordą, to pierwsze skojarzenie - "tak by się prezentował Arnold jako Kyle Reese :)".


Od kołyski aż po grób - twórcy nieświadomie stworzyli czarno-żółtą wersję Commando, tj. śp. DMXowi porywają córkę (która tak jak Alyssa Milano sama podejmuje próby ucieczki), a Jet Li jest nadczłowiekiem kopiących dupska i główny villain był jego dawnym kompanem-zdrajcą i toczy z nim finałowy pojedynek, a film kończy jak bohaterzy odchodzą na tle napisów końcowych i modnej piosenki.

W gruncie rzeczy film ma masę durnot jak irytujący gruby kompan DMXa, córka DMX-a przez moment zmienia się w Kevina samego w minivanie czy Jet Li lejący się z jakimś Mini-Me. Zwieńczeniem tego jest finał, gdzie podczas licytacji złych ci dobrzy wjebują się czołgiem. DMX dobrze wypada. Film ładnie wygląda i sceny akcji są niezłe. I nie powiem - bawiłem się dobrze.


4 z minusem

Odpowiedz
Koleś wygląda jak Victor z "Red Heat"
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(06-08-2021, 21:20)Kryst_007 napisał(a): Noc myśliwego (1955, reż. Charles Laughton)

Fajnie, żeś polubił. Dla mnie Noc Myśliwego to jedna z najbardziej przecenianych staroci. Dopóki w centrum akcji pozostaje postać (fantastycznego) Mitchuma, to jest dobrze, ale w pewnym momencie (po śmierci wiadomo-kogo) robi się z tego opowiastka o dwóch hasających dzieciaczkach i nudy na pudy. Nie oczekiwałem, że fałszywy klecha zarżnie malców, ale zrezygnowanie z przyciężkawego klimatu dobiło film. No ale wygląda to rzeczywiście spoko, faktycznie, pamiętam chociażby kadr z żabą na pierwszym planie. Swoją drogą Laugton to był świetny, charakterystyczny aktor. Dał czadu na przykład w świetnej adaptacji Christie, czyli Świadku Oskarżenia (Wilder rządzi). Polecam w razie czego.

Odpowiedz
Laughtona to widziałem chyba jedynie w "Spartakusie", gdzie zagrał naprawdę znakomicie, a po filmografii domyślam się, że to i tak nic na tle jego dorobku. Z jego ról to chyba na ten moment mnie interesują najbardziej właśnie "Świadek..." oraz "Bunt na Bounty".

Odpowiedz
Across 110th Street (1972)

Film, którego tagline mówi wszystko: "If you steal $300,000 from the mob, it’s not robbery, it’s suicide". Odpowiedzialni za napad szybko się o tym przekonają i to w dość brutalny sposób.

Świetne blaxploitation - są tutaj wszystkie obowiązkowe dla gatunku elementy - a zarazem równie dobry, rasowy kryminał policyjny z lat 70, w duchu "Francuskiego łącznika", z Anthonym Quinnem, który najpierw napierdala po pysku, a potem zadaje pytania. Warto znać.

Odpowiedz
7500 (2019)

Naprawdę dobry film, który robi robotę swoją... kameralnością. Wszak akcja filmu rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, ba, to nawet nie jest pomieszczenie, to kokpit samolotu na pokładzie, którego dochodzi do zamachu terrorystycznego i próby przejęcia maszyny. Szkoda tylko, że reżyser nie dał rady do samego końca utrzymać wysoko ustawionej poprzeczki. Myślę, że ostatnie 30 minut zdecydowanie słabsze od reszty filmu, która jest naprawdę bardzo intensywna i dynamiczna pomimo zamknięcia głównego bohatera w kokpicie. Czuć emocje w tym wszystkim, jakiś taki klaustrofobiczny klimat, beznadzieję, tragedię i sytuację, w której absolutnie nikt nie chciałby się znaleźć. Duża w tym zasługa aktora wcielającego się w główną rolę, czyli Josepha Gordona-Levitta - myślę, że jedna z jego najlepszych kreacji w karierze.

Mało znany film, który można znaleźć na Prime Video - ode mnie 7/10.

Odpowiedz
Peggy Sue wychodzi za mąż – kolejny film oglądany bez wiedzy o fabule. Tytuł dawał mi podejrzenia, że to jakieś romansidło. A to była przyziemna wersja Powrotu do przyszłości i to w formie terapii małżeńskiej. Głównie, co uderza to Nicolas Cage w nieprzekonywującej blond peruce. Jeszcze bardziej bekowo wygląda w wersji młodszej, też w nieprzekonywującej blond peruce i jeszcze ze śmiesznym głosikiem.

7/10


Mroczna dzielnica – dobra, Seagal w pierwszej scenie dawaniu oklepu ewidentnie korzystał z dublerów albo sznurków, bo nie wierzę, że tak się sprawnie poruszał. No dobra, może się poruszał bo nie zdążył się spaść. Anyway, to jakiś prequel Od kołyski aż po grób, bo DMX gra przestępcę o dobrym sercu i występuje ten gruby murzyn w  tej samej roli - czyli kumpla-śmieszka DMX-a. A informatora Seagala zagrał ten biały rodzynek ekipy z Od kołyski… I obaj grają jakąś sucharową scenkę na tle napisów końcowych. To chyba jakaś komedia, bo Seagal za spieprzenie sprawy zostaje za karę skierowany jako stójkowy w rytmie I Feel Good i na końcu Seagal walczy jednym ze złych na bułaty.

Łaskawie 1/10, bo ładnie zrealizowany

Odpowiedz
The Shooting (1966)

Szukałem dobrego westernu, chyba wszystkie klasyki mam już obejrzane, także wygrzebałem powyższy.

[Obrazek: 974ac318ea5eff4ab5b967142805912f.jpeg]

[Obrazek: vZ8ArJxRI9NhvmnB4E8CbtkukBq3E7LJ9iS_cNqk...8aa3bf3e53]

Młoda, ładna dziewczyna pojawia się znikąd na pustkowiach, prosząc o pomoc dwóch nieznajomych w dotarciu do odległego miasteczka.
Nie chce zdradzić żadnych szczegółów, zmienia wersje wydarzeń, zachowuje się dziwnie i zdaje się nimi manipulować, ale dobrze płaci, także wyruszają z nią w podróż.

Szkoda mi trochę tego filmu, bo ma interesujący w swojej prostocie koncept, na którym skupia się niemal całkowicie, stopniowo budując psychologiczne napięcie i poczucie zagrożenia. Bardzo ładne niskobudżetowe kadry i świetna, pełna suspensu muzyka dodatkowo zagęszczają klimat, momentami wręcz do poziomu westernowego thrillera, lub horroru. Do tego jeszcze w połowie filmu pojawia się 29-letni Jack Nicholson, grający tu kompletnego psychopatę.

Niestety film poległ na - tak banalnym - scenariuszu. Zakończenie jest dziwne i mogące pozostawić widza ze sporym wtf, na tyle, że niektórzy uważają go za acid western. Jednak nawet filmy egzystencjonalne powinny być w swoim zakresie spójne. Tutaj tak raczej nie jest, po zakończeniu historia wydaje się albo głupkowata, albo źle przedstawiona. Niektórym to zakończenie się podoba, innym rujnuje film, ja jestem po prostu zawiedziony.
7-/10

Odpowiedz
The Good Liar (2019) - Bill Condon
Rzuciło mi się w oczy jak przeglądałem Netflixa. Porządny reżyser, bardzo dobra obsada to myślę obejrzę.
No więc nie warto. Mirren i McKellan to jedyne plusy tego filmu. Fabuła taka sobie i mało prawdopodobna. Twist dość oczywisty. W końcówce jakaś odczapiasta genderowa komuna :D
4/10 w tym dwa punkty za aktorów.
Szkoda czasu.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Dark 1 sezon

No niemal do samego końca byłem kompletnie zachwycony, a potem przyszło zakończenie i... uh.
Za dużo, głupie to jak but. :P

Rozumiem że w kolejnych sezonach dochodzi do takich time paradoxów, że jedna z postaci jest córką swojej własnej córki? xD
Założę się że to ulubiony serial Nolana.

Odpowiedz
Ale wiesz, że jest temat serialu? Plus jest też temat do komentowania seriali, jeśli nie mają takowego :P

Polecam.

Odpowiedz
Ostatnio mnie coś wzięło na te kultowe stare musicale MGM, więc ostatnio nadrobiłem sobie dwa. Tak się składa, że obydwa od Vincente Minnelliego.

Wszyscy na scenę (1953)

Fred Astaire jako wygasła gwiazda filmowa, która próbuje ratować swoją karierę występem w teatrze, ale reżyser zamiast wesołego musicalu chce z historii zrobić współczesnego "Fausta" i w tym momencie wszystko się wali. Fabuła to właściwie okazuje się pretekstem dla tych wszystkich wspaniałych numerów tanecznych, mimo że wkrada się tu też trochę satyry na teatralnych "wielkich artystów". Jednak kogo ona tu obchodzi, skoro tym co głównie się liczy są Fred Astaire i Cyd Charisse. Naprawdę trudno przecenić ich umiejętności taneczne i to co taki Astaire wyprawia ze swoimi nogami jest nie do opisania.

Pod względem technicznym też daję radę po tych blisko 70 latach - takie elementy jak scenografia czy muzyka nie ustępują sławniejszej "Deszczowej piosence". Podobnie jak w filmie z Kelly'm jest też pod koniec dłuższa sekwencja taneczna z własną fabułą (Astaire jako detektyw prowadzący śledztwo) i także plastycznie pomysłowa. No i z pewnością jeden z wielu tych musicali, które ekipa "La La Landu" musiała oglądać przed wejściem na plan. Chazelle na pewno miał w głowie poniższą sekwencję, gdy kręcił tą najbardziej znaną scenę ze swojego filmu.



7/10


Brigadoon (1954)

Fabularnie może nie jest tak pretekstowo jak w poprzednim musicalu Minnelliego, ale jest bardziej miałko - Gene Kelly wraz z kumplem trafia do szkockiej XVIII-wiecznej wioski i tam z miejsca się zakochuje w miejscowej dziewczynie. Naiwne to jak nie wiem, szczególnie gdy zwróci się uwagę, że parą gołąbeczków stają się dosłownie po chwili znajomości. I w tym przypadku historia jest w cieniu numerów musicalowych, choć tutaj nie robią one akurat aż takiego wrażenia, a niektóre wręcz przynudzały mnie niemiłosiernie.

Kelly i Charisse jak zwykle imponują tańcem, natomiast Van Johnson jako gburowaty kumpel Kelly'ego jest momentami naprawdę zabawny i kradnie film całej reszcie. Najlepiej sprawuje się scenografia imitująca szkockie plenery (osobiście zwróciło moją uwagę, jak naturalnie wygląda trawa mimo warunków hali zdjęciowej) i w tym całym CinemaScopie prezentuje się naprawdę korzystnie. Te otwierające ujęcia ukazujące "okolice" wioski naprawdę dają klimatem - to się nazywa magia wytwornicy mgły :) Oczywiście musiało się skończyć happy endem, bo wiadomo - "Made in Hollywood", tyle że tutaj jest tak sztucznie naciągnięty i marnie rozwiązany, że aż niefajnie.

5/10

Odpowiedz
"Wybawiciel"

Solidny western, ale jak na taką obsadę zdecydowanie zbyt przeciętny. Reżyser kompletnie nie umiał jej wykorzystać.

Miło się ogląda Madsa Mikkelsena, Evę Green, Jeffrey Dean Morgana (Negan) i Jonathana Pryce'a na jednym ekranie, wszyscy są charyzmatyczni, ale nie mają zbyt dużo do grania.
Bohaterowie są jak film - zbyt stoiccy i spokojni. Kamera zbyt statyczna, muzyka mizerna, relacji brak, a backstory antagonisty to chyba największy możliwy banał, gdzie w ekspozycji szeryf mówi "he used to be a good man".

Powiedziałbym że książkowy przykład tego jak kiepski reżyser i kiepski scenarzysta mogą spaprać samograj. Nie spaprali do końca, bo mimo wszystko ogląda się to całkiem dobrze, ale nie dzięki nim, a dzięki obsadzie i sprawdzonemu schemacie klasycznego motywu zemsty w westernie.

5+/10

PS. Jeszcze apropo ról
Jeffrey Dean Morgan jest tu takim Neganem wersja light i w dodatku chyba najspokojniejszym człowiekiem świata.

Evę Green zapamiętam tylko z najlepiej odegranej w historii kina sceny oddychania :)

Odpowiedz
Kopalnie Króla Salomona - jeden z pierwszych filmów dzieciństwa, więc nie mam siły za bardzo po nim jechać choć zestarzał się okrutnie i okazał się po latach słabą kalką Indiany Jones'a (w tle przewija się nawet John Rhys-Davies). Postać Quatermaina zasługuje oczywiście na fajny blockbuster, a tutaj prawie wszystko się zgadzało na papierze - są atrakcyjne plenery, Chamberlain znakomicie pasuje do roli, a Sharon Stone mimo że jest uroczo głupiutka w niektórych scenach to swoją urodą nadrabia braki w talencie (a było to ponad 7 lat przed Nagim Instynktem). Do tego jest prosta, aczkolwiek motywująca głównego bohatera otoczka fabularna. Co zawiodło - bardzo toporna reżyseria, gagi napędzające kolejne gagi (scena z samolotem to jest jakiś kosmos) oraz realizacja, która miejscami cofa ten film do ery lat 60-tych. Indy nr 1 rozwalcowuje KKS w każdym aspekcie technicznym. 

4/10


Mrrrrrrr....

[Obrazek: e7a0153b9c26020e4ba6b514f07c09bf.jpg]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Nie widać obrazka :) 

KKS ma sequel (kręcony równocześnie z pierwszą częścią) - "Allan Quatermain i zaginione miasto złota". I charakteryzuje go to, że jest o wiele, wiele gorszy. Jedynymi zaletami są aktorzy: ponownie Sharon Stone i James Earl Jones. Chamberlain też nie jest najgorszy w roli Quatermaina (choć mogli wybrać kogoś lepszego do tej roli, kogoś z awanturniczym błyskiem w oku) i fantastyczny motyw przewodni Jerry'ego Goldsmitha (ale on został skomponowany na potrzeby pierwszej części): 

Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
(17-08-2021, 16:51)Dirk napisał(a): Nie widać obrazka :) 

[...] fantastyczny motyw przewodni Jerry'ego Goldsmitha (ale on został skomponowany na potrzeby pierwszej części): 


Poprawione ;)

Co do muzyki to wyczytałem, że film był robiony na maksa po taniości i 75% muzyki skopiowano lub przerobiono na bazie utworów do poprzedniej części.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Dokładnie tak. I pierwsza część przy drugiej to jest arcydzieło kina przygodowego. :)

Tak na marginesie, John Rhys-Davies chyba lubił takie przygodowe klimaty, bo oprócz Indiany, pojawił się i w KKS i w "Słonecznym wojowniku" z Chuckiem Norrisem, który też był taką tanią wersją Indy'ego.

A Sharon zawsze na +
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,248 243,811 16-05-2026, 11:11
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,962 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,269 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,459 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,757 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,446 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 724,337 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,341 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 328 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Jan_Władeczek, raven.second, 1 gości