Krótka piłka, czyli mini-recenzje
I bomba zablokowana ołówkiem :D Klasyk!
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
(04-08-2022, 09:03)Kryst_007 napisał(a): Inglorious Bastards (1978) - nie ten od Tarantino
Ten od Tarantino ma inną pisownię i nazywa się Inglourious Basterds :)

Odpowiedz
(04-08-2022, 09:10)Dirk napisał(a): I bomba zablokowana ołówkiem :D Klasyk!

Nie no. Nie chciałem spoilerować ;)

Odpowiedz
[Obrazek: 51-Zfgf2dJL.jpg].

Wagon East (1994)
Film znany chyba głównie z tego, że to "ostatni film z Candy'm".
Chciałem zobaczyć jak to rozwiązali (bo Candy go nie dokończył) i czy rzeczywiście film jest tak zły jak piszą. No i... Nie jest. Przeciętna komedyjka, która ma kilka dobrych żartów i kilka chybionych (szczególnie postać skopiowana z "Kaktusa Jacka") ale to nie jest zdecydowanie żadna masakra.
Jak się teraz zastanawiam to chyba nie gra w nim nawet żaden czarny. Przynajmniej w głównych rolach.

Takie 6/10, na niedzielne popołudnie w sam raz.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Tequila Sunrise (1988)

Od kilku lat chciałem ten film zobaczyć ale zawsze odkładałem na później. Przedwczoraj wreszcie się za niego zabrałem i trochę się zawiodłem. Znając tylko zalążek fabuły spodziewałem się czegoś z większym kopem, czegoś bardziej sensacyjnego z elementami romansu a dostałem praktycznie romans z elementami sensacyjnymi. 

Mimo to film da się na spokojnie obejrzeć bo Gibson i Russell dają radę a i sam film świetnie pokazuje LA, widoki w niektórych scenach są super.

6/10

Odpowiedz
(04-08-2022, 11:56)Melvin27 napisał(a): spodziewałem się czegoś z większym kopem, czegoś bardziej sensacyjnego z elementami romansu a dostałem praktycznie romans z elementami sensacyjnymi.
Właśnie to jest w tym filmie najlepsze, że to nie zwykła sensacja z jakąś tam kobietą na drugim planie, tylko historia o miłości, o przyjaźni w sensacyjnej otoczce. Dla mnie to chyba ulubiony Mel i na dobrą sprawę jeden z ulubionych filmów w ogóle. Scenariusz Towne'a (gość od Chinatown) jest wybitny.

Odpowiedz
Od lat zbieram się, żeby to nadrobić i jakoś nigdy mi się nie udało. Może teraz wreszcie nadszedł czas na TS. Tylko trochę mnie ten romans odstrasza...
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Znaczy ja to widzę tak:
W filmie są trzy wątki : wątek policyjny Russella, wątek kryminalny Gibsona (oba połączone postacią Raula Julii) i wątek Gibsona i Russella zakochanych w Pfeiffer.

No i ten ostatni jest tym na który poświęcono najwięcej uwagi

Odpowiedz
(03-05-2021, 18:45)Debryk napisał(a):
(02-05-2021, 20:01)raven.second napisał(a): The Mitchells vs. The Machines (2021) obejrzałem w ten smutny i deszczowy dzień. Gdzieś, kiedyś mignął mi jakiś klip, nie wiedziałem zbytnio o co chodzi, więc w sumie włączyłem to w ciemno i... och, jak się dobrze bawiłem! Niby najzwyklejsza kreskówka jakich wiele, z fabułą tak banalną że chyba się bardziej już nie da, ale te prawie dwie godziny minęły błyskawicznie, a morda cieszyła mi się przez większą część tego czasu. To, że całość wygląda arcydziwacznie (mieszanka 3d i 2d, niby jakiś cellshading, czy cholera wie co, ciężko było się do tego początkowo przekonać, ale potem kupiłem w całości) tylko dodaje uroku. W skrócie: laska ma pierdolca na punkcie filmów, od maleńkości nagrywa własne filmiki, marzy o karierze filmowca i aplikuje do filmówki. Ojciec decyduje się na rodzinną wycieczkę celem podrzucenia córy do szkoły. W międzyczasie wybucha robotyczna apokalipsa, AI przejmuje władze nad światem i tyle. Proste, sympatyczne, okraszone ogromem gagów z których znaczna część do mnie trafiła, lubię to. 8/10 jak nic, tylko nie oglądajcie zwiastunów!

Ano, bardzo dobre, mocno odjechane kino ale w ten pozytywny sposób. Dobre w SONY piguły biorą i w odpowiednich dawkach. Śmiałem się niemal cały czas, ale w kilku scenach to padłem :D :D :D Pies mistrz - i ogólnie motywy z nim związane!

8/10 spokojnie

Sympatyczne, ale jednak o klasę niżej od Klopsików. Tam humor był bardziej inteligentny i czasem wręcz subtelny, do "załapania", tutaj wszystko mamy niekiedy łopatą do głowy i, co gorsza, powtarzane po kilka razy, przez co poszczególne żarty tracą impet. Fabularnie też jest to bardziej przewidywalne, by nie rzec, iż sztampowe, tylko ta sztampa ginie pod wizualnym wariactwem oraz natłokiem kolejnych krzykliwych scen - szczęśliwie w większości bardziej wygranych, niż mniej. Bohaterowie są ok, choć też mnie tak nie ujęli jak skład Klopsików - niby wszystko jest ok, ale niekiedy brakuje pomysłów na poprowadzenie postaci, więc te zachowują się z dupy i/lub nie są zbytnio charakterne. Emocjonalnie też jakby czegoś zabrakło, więc finał nie chwyta jakoś mocniej za serce. Acz zabawa przednia, może delikatnie pod koniec się dłużąca (to samo było z sequelem Klopsików - końcóweczka też ździebko za długa).

7/10 i serduszko za niektóre pomysły oraz filmiki z psem.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
@rozmowy o Tequilla Sunrise

Dla mnie film w chwili premiery był zawodem i nudnym snujemy. Widoki a i owszem, obsada też w dechę, ale tam się kompletnie nic ciekawego nie dzieje i fabularnie stoi ta produkcja na rozdrożu. Oczywiście, pamiętając marną ocenę wróciłem do tematu nie tak dawno i znów to samo. Zawód na całej linii. Dałem 4/10 i można o tym zapomnieć.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Le chat (1971)

Mój drugi seans w najwspanialszym miejscu Warszawy, czyli Iluzjonie. Smutny film o małżeństwie, pomiędzy którym wzajemna miłość już dawno przeminęła, a mąż większym uczuciem darzy sierściucha, niż własną żonę.

Podoba mi się bardzo to jak wiele film przekazuje bez używania dialogów. Tutaj wystarczą często najazdy na detale i mimika aktorów, by widz wiedział co się święci. Mocno cenię takie odważne rozwiązania w filmach. Duża zasługa także po stronie Jeana Gabina i Simone Signoret, którzy w swych rolach są wiarygodni jak tylko można i czuć między nimi ten brak wzajemnego uczucia. To także kolejny z tych filmów, przez który nie mam wiary w bajkowe zakończenia typu "I żyli długo i szczęśliwie".

8/10

Odpowiedz
Bullet Train (2022)

Szkoda, że Brad Pitt marnuje czas na takie rzeczy. To znaczy nie jest to zły film, ale spokojnie w postać Pitta (oczywiście jest bardzo fajny i ogląda się go z wielką przyjemnością) mógłby się wcielić jakiś Ryan Reynolds czy inny hollywoodzki gwiazdor i pewnie film jakoś wiele by nie stracił.

Fabuła jest mega banalna, ale podana w tak chaotyczny sposób - rwana narracja, masa postaci, dużo scen akcji, co chwila jakieś retrospekcje, które wybijają trochę z rytmu. Nawet nie twisty, a raczej zwykłe zwroty akcji jakieś takie wymęczone, które prowadzą to naprawę spierniczonego trzeciego aktu - zdecydowanie najgorszy element tego filmu. Zresztą "Bullet Train" w pewnym momencie zaczyna być męczący, najzwyczajniej w świecie jest za długi.

Taki tam wakacyjny średniaczek, o którym pewnie za moment nikt nie będzie pamiętał

5/10

PS. Brad Pitt jest do schrupania, wiadomo, ale to Aaron Taylor-Johnson jest najzajebistszy w tym filmie! :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Debryk napisał(a):Dla mnie film w chwili premiery był zawodem i nudnym snujemy. Widoki a i owszem, obsada też w dechę, ale tam się kompletnie nic ciekawego nie dzieje i fabularnie stoi ta produkcja na rozdrożu. Oczywiście, pamiętając marną ocenę wróciłem do tematu nie tak dawno i znów to samo. Zawód na całej linii. Dałem 4/10 i można o tym zapomnieć.

U mnie to samo. Nie jestem w stanie ogarnąć, jakim cudem film z Melem Gibsonem, Kurtem Russellem i Miszel Fifer może być tak nudny i pozbawiony emocji. A jednak udało się. Niebywałe osiągnięcie w artystycznym dorobku ludzkości. W dodatku reżyserował koleżka, który robił filmy średnio co 10 lat i w całej karierze uciułał ich łącznie 4 :)

Odpowiedz
Oj chłopaki chłopaki. Dorośnijcie albo obejrzyjcie film jeszcze raz. Trzeciej opcji brak :P

Nie wiem gdzie podzielić się poniższą opinią, bo to nie film, a bliżej do serialu, ale nie fabuła, tylko dokument, do tego o efektach specjalnych, więc nadałaby się chyba do czterech różnych działów na forum, ale niech będzie tutaj:

Light & Magic - jako, że robił to Disney, to niczego tam nie brakuje, są chyba wszelkie możliwe dostępne materiały i wywiady z każdą ważną osobą z historii ILM. Oczywiście jeśli oglądało się w życiu dziesiątki różnych making-ofów, to niczego wielce odkrywczego tam nie ma prawa być, ale i tak było to świetnie spędzone ~6 godzin. Super jest ta perspektywa, czyli nie z punktu widzenia konkretnego filmu, a samej firmy i jej kluczowych pracowników. Ogólnie świetna robota, jedyne czego mogę się uczepić, to że za krótkie :) Lata 70. i 80. są w porządku, ale potem, ostatni odcinek obejmuje okres właściwie od Parku Jurajskiego do Mandaloriana co jest sporą przesadą, bo wymaga to ślizgania się po każdym poruszonym temacie. Odcinków powinno być 8-9, a nie raptem 6. Ekstra, że Disney coś takiego zrobił na swoją platformę. 8/10

Odpowiedz
Trespass (1992)

W latach 1989 - 1994 mistrz Walter Hill dostarczył światu kilka świetnych rzeczy. Napisał scenariusz do niewątpliwego dzieła jakim jest "Alien3", wyreżyserował bardzo niedocenionego "Johnny'ego Handsome", bardzo produktywny remake w postaci "The Getaway" i super thriller/akcyjniak "Trespass" który ostatnio obejrzałem po raz pierwszy.

Bill Paxton i William Sadler wpadają na pomysł kradzieży ukrytego skarbu z pozornie opuszczonego budynku. Na miejscu okazuje się jednak że tenże opuszczony budynek jest miejscem spotkań gangu uliczniaków pod dowodztwem Ice - T, któremu wtórują m.in. Ice Cube i Argyle z "Die Hard". Gdy obie strony dowiadują się o swoim istnieniu, rozpoczyna się gra z czasem...

Najważniejsza część filmu dzieje się tylko w jednej lokacji ale nie przeszkadzało mi to w ogóle bo sprawnie napisany scenariusz nie pozwala się nudzić. Film jest też bardzo spoko zagrany i niepozbawiony humoru. 
No i trzeba powiedzieć że w naszych czasach by taki film raczej na pewno nie powstał ;)

8+/10

Odpowiedz
(10-08-2022, 10:54)Melvin27 napisał(a): Argyle z "Die Hard".

I do kompletu masz gościa z sequela :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
[Obrazek: qLyL4VhOMUmlvxfwT54U5ujXGw4.jpg]

Paco - maszyna do zabijania (1986)

Mógłbym napisać, że kolejny raz zepsułem sobie wspomnienia. Ale prawie nic z tego nie pamiętałem (a część wspomnień okazała się przekręcona) i nie uważałem tego nigdy za coś dobrego. A jak jest?
Słabo
3/10

PS: wręcz niewiarygodne, że w takim "totalnym 80s" nie ma sceny seksu.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Za to OST calkiem spoko:

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Breakfast at Tiffany's (1961)

Powtórka po paru ładnych latach na Blu-ray'u. Tak się zastanawiam czy film byłby taki grzeczny, gdyby poczekali z jego realizacją te kilka wiosen na obalenie Haysa. Książki nie czytałem, nie wiem czy też jest taka lekka, ale wiem że przynajmniej zakończenie jest zdecydowanie nie tak kolorowe jak u Edwardsa.

Film stoi głównie elegancją Audrey. Kurcze, nawet jako kobieta lekkich obyczajów emanuje nie lada gracją. Zdecydowanie swym blaskiem przyćmiewa kompletnie nijakiego Pepparda i nie da się ukryć, że kult filmu to w 99% jej zasługa i utworu "Moon River". Kot z kolei to chyba drugi najlepszy aktor w obsadzie. Oczywiście dzisiaj nie wszystko by przeszło przez barierę obecnego punktu widzenia. Nie mówię tu tylko o Mr. Yunioshim, który faktycznie wzbudza bardziej cringe i służy za najbardziej wredny obraz Azjaty jaki może istnieć. Już w Kiepskich bywały subtelniejsze parodie skośnookich. Mam na myśli także pokazywanie w sympatycznym świetle męża Holly, który wiekowo mógłby być jej ojcem, a poślubił ją... w wieku 14 lat! (*tu wstaw żart o Polańskim*)

Legenda przerosła film, tak jak parę innych klasyków, które dał nam tamten okres kina, ale mimo drobnych zgrzytów ogląda się dobrze nawet po tych sześciu dekadach. Z flagowych filmów Audrey preferuję (i to zdecydowanie) "Rzymskie wakacje", do których także trzeba wrócić w najbliższym czasie.

7/10

Odpowiedz
(11-08-2022, 09:42)Kryst_007 napisał(a): Książki nie czytałem, nie wiem czy też jest taka lekka, ale wiem że przynajmniej zakończenie jest zdecydowanie nie tak kolorowe jak u Edwardsa.
Ja czytałem będąc w liceum. I w zakończeniu
Odnośnie Yunoshiego, to w wspomnianych Kiepskich tych parodiowanych Azjatów (poza jednym czy dwoma przypadkami) to jednak grali Azjaci.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,248 244,650 16-05-2026, 11:11
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 24,004 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,276 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,464 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,757 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,459 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 725,264 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,348 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 329 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości