Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Eye in the Sky (2015)
Tak klikałem sobie wczoraj po kanałach i akurat trafiłem. Nawet nie wiedziałem wcześniej że taki film istnieje. Widzę obsada niewąska, jakieś wojsko, drony wojna z terroryzmem to oglądam.
Żadnych fajerwerków, nic nowego człowiek się nie dowie poza tym co już wiedział, aktorzy solidnie ale też nie czarujmy się bez wielkich ról ale okazało się że seans bardzo przyjemny i zleciał szybciutko.
W skrócie to Brytole i Jankesi obserwują jakichś terrorystów w Afryce (chyba Kenia), całość to taka akcja na żywo przed oczami widza. No i ciekawe rozterki, atakujemy, czekamy, co na to minister, co na to premier, co na to USA, jak ich wypuścimy to dokonają zamachu, jak zaatakujemy rakietą z drona to zginąć może ileś niewinnych osób. Fajne takie pokazanie co się dzieje zanim operator drona wyśle rakietę.

No i takie bez zbędnego bohaterstwa, ani też bez zbędnego pacyfizmu. W sumie każda ze stron ma mocne argumenty a decyzję trzeba podjąć i to dość szybko.
Porządne 7/10
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(04-12-2022, 19:58)łowca napisał(a): Pływaczki -Film o siostrach z Syrii które uciekają przed wojna a marzeniem jednej z nich jest start na IO. Większość filmu skupia się na przetransportowaniu dziewczyn do Niemiec a później końcówka jest skierowana w stronę Sportu .Ogólnie oczekiwałem dramatu o uchodźcach  a dostałem dramat sportowy . Gdyby tylko poszli w druga stronę nie sportu było by lepiej . 5/10

Jak dla mnie jest wręcz odwrotnie - przez 75% czasu film pokazuje jak wygląda proces szmuglowania ludzi do Europy i kto na tym zarabia. I to chyba najlepsze co ten film ma do zaoferowania bo aktorstwo jest tutaj szczątkowe, a po wjeździe do Niemiec emocje robią się letnie. Liczyłem na trochę więcej, no ale to kolejny wykalkulowany na budowanie pewnej narracji obraz. No bo jak nazwać to, że reżyser w ogóle nie mówi kto toczy całą wojnę (ale nie zapomina na koniec dodać planszy w TV z nagłówkiem "Putin bombarduje"), choć poświęca jej pierwszy akt.

Inna sprawa, że jakimś cudem w Pływaczkach znalazło się ujęcie, które jest mocno Snyderowe i wizualnie fe-no-me-na-lne, tak z 10-krotnie przewyższające każdy dobry moment tej historii.

Ode mnie 5/10, ale głównie za niektóre motywy z przemycaniem ludzi no i to co w spojlerze ;)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Nadrobiłem sobie dwa filmy z serii "Legalna blondynka". O dziwo nigdy wcześniej nie widziałem, więc można powiedzieć, że kolejny klasyk zaliczony :)

Pierwsza "Legalna blondynka" bardzo mi się podobała i w sumie ten film jest taki jak jego główna bohaterka. Niby głupiutki z zewnątrz, ale w środku coś w sobie ma - z pewnością jeden z najlepszych feministycznych filmów jakie widziałem. I ku mojemu zaskoczeniu on jest naprawdę zabawny - mój ulubiony żart to ten, w którym Elle Woods mówi, że jej wideo, które ma pomóc dostać się do Harvardu nakręciła lub nakręcił Coppola (nie pada imię) :D Mocna 7/10 :D

Dwójka to już inna para kaloszy. Zdecydowanie gorszy, mniej zabawny i tutaj głupiutki, ale w takim gorszym znaczeniu. Ma natomiast najlepszy wątek lgbt w historii kina :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Krzywe linie Boga - prywatna pani detektyw wkracza do szpitala dla obłąkanych, aby rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci jednego z pacjentów. Aby nie budzić podejrzeń wśród pracowników placówki udaje jednego z podopiecznych ze stwierdzona paranoją. Do rozwiązania śledztwa prowadzi wiele tropów, a każdy z nich wydaje się bardzo prawdopodobny.
Hiszpanie kręcą własną wersję thrillera na modłę Shutter Island i przez pierwszy akt pachnie to wręcz modelowym rimejkiem filmu Scorsese. Nie ma to jednak takiego wizualnego kopa, jest również przeciągnięte o 10-15 minut, a zakończenie względem książki jest ponoć mocno przekombinowane. Jak doczytałem o oryginale to śmiem twierdzić, że reżyser chciał z siebie zrobić drugiego Nolana

Dziwią mnie tak wysokie oceny w mediach oraz wśród widzów. Ani to oryginalne, ani wierne książce (zakończenie), ani jakoś szczególnie dobrze zagrane. Wszystko to pachnie co najwyżej stanem średnim.

5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Meet Me in St. Louis - niby figuruje to jako film świąteczny i wahałem się to umieścić w swym tegorocznym bożonarodzeniowym maratonie jako pozycję z lat 40., ale po pobieżnym przejrzeniu okazuje się, że akcja filmu trwa cały rok, więc to będzie tytuł podsumowujący na Sylwestra. No i słusznie, bo Boże Narodzenie to ledwie 15 minut. Sam film bardziej to slice of life, bo fabuła to zbieranina różnych zdarzeń skupiających się na rodzinie Smithów z wiodącym wątkiem, w którym Judy Garland wzdycha za chłoptasiem z sąsiedztwa. I pretekst do śpiewania ładnie zaaranżowanych piosenek. Co warto pochwalić, to realizację i oddanie realiów Ameryki u początków XX wieku, sprzed tego całego syfu co ją potem charakteryzuje i odbija się czkawką. Halloween też było niezłe - gówniaki robiło ogniska ze starych mebli, zaś na psikusy robione sąsiadom mówili "mordowanie/zabijanie". A sukienkowi narzekają na obecne czczenie diabła :P. Generalnie jest na co popatrzeć i to w staromodnym technicolorze. Z całej obsady urzekł mnie Leon Ames jako pan Darling z Piotrusia Pana - aż chce się z nim utożsamić :). Raczej nie straci nic nie oglądając filmu, ale te prawie dwie godziny mile zlecą jak się chce coś zobaczyć niezobowiązującego i melodramatycznego z dawnych lat.

6/10

No to życzę Szczęśliwego Nowego Roku i niestracenia palców podczas odpalania fajerwerków po pijaku.

Odpowiedz
"Strażnik czasu" z 1994 r. z JCVD w roli głównej to hmm... no taki średni akcyjniak sf z totalnie bezsensowną fabułą, ale nawet miło się oglądało. Peter Hyams usiłował wycisnąć nieco aktorsktwa ze strony Jean Clauda, ale w pewnym momencie dał za wygraną i pozwolił mu robić to w czym jest najlepszy - kopać tyłki. W pozostałych rolach występują Mia Sara, której o dziwo udało wycisnąc nieco więcej ze sztampowo napisanej bohaterki oraz Ron Silver jako karykaturalnie zły polityk z chrapką na urząd prezydenta USA.

W kontekście współczesnego mainstremowego kina akcji wypada wspomnieć o pewnym wątku, który dzisiaj zostałby obrócony o 180 stopni. Mianowicie JCVD przez pewien czas partneruje kobieta - Murzynka. Nie dość, że jest ona przedstawiona jako niezbyt przygotowana do akcji, to jeszcze okazuje się, że pracuje dla złola. Zniesmaczony tym wątkiem Van Damme po prostu kopię jej dupę:


Odpowiedz
Złodziej z Bagdadu Złodziejka z Bagdadu (1952) - na początek nowego roku niemieckie podejście do Złodzieja z Bagdadu. I to feministyczne, bo złodziejem jest kobieta. A na dodatek sułtan to beciak, któremu żona nie pozwala na odwiedzanie haremu. A przypominam, że to lata 50. i wychodzę z założenia, że Niemiaszki również były purytańskie :). Zdecydowanie bajka dla dzieci, która spokojnie znalazła się w ramówce Augsburger Puppenkiste albo jedną z tych TV baśni na Pulsie 2. O odwzorowaniu realiów mowy nie ma i jakikolwiek risercz ograniczył się do Kalifa bociana. Wszystkich Arabów grają oczywix Niemcy, bo wtedy nie było muzułmańskiej imigracji, a jedyni na podorędziu Semici poszli z dymem. Aha, podczas numeru muzycznego dla kalifa jest blackface :). Wygląda jak z lat 30., choć zadbano o dekoracje i kostiumy i nieźle się prezentuje. Figuruje to jako musical, ale śpiewania to tam za wiele ni ma. Co pochwalę? Niemcy nie są tacy przewidywalni jak Amerykanie - wezyr nie jest tu złoczyńcą. A główny antagonista będący niemieckim Douglasem Fairbanksem zakochuje się szczerze w tytułowej złodziejce i ta odwzajemnia jego uczucia. Można spokojnie zrimejkować, zatrudnić Turków i czekać na ból polskiej prawicy w mediach, że islamizacja RFNu sięgnęła szczytu ;). 

6/10

Jak się ktoś znowu zapyta skąd wytrzasnąłem film, który nie ma oceny nawet na IMDB, to wyjaśniam, że na jutubie jest kopia w całości:

Odpowiedz
Wszystko o mojej matce - dziwny przypadek, bo to film o tematyce, które mnie odrzuca, kilka dialogów jest obrzydliwych i ogólnie na bank tego nie obejrzę drugi raz, ale kurde trzeba uczciwie przyznać Almodovarowi, że dobry film mu wyszedł, ma Hiszpan reżyserski i scenopisarski fach w ręku. Wszystko tu jest na swoim miejscu, to po prostu dobrze opowiedziana i zagrana historia, należy się 7/10.

Odpowiedz
Najgorszy człowiek na świecie (2021)

Pierwszy tytuł obejrzany w 2023 roku i to od razu nie byle jaki! Bardzo dobry film, który idealne do mnie trafia. Uważam, ze ostatnie 20-30 minut nieco słabsze względem reszty filmu, ale i tak jako całość wypada niezwykle okazale. Ironiczne poczucie humoru, kilka scen perełek, gdzie reżyser nie boi się bawić formą (szczególnie sekwencja z zatrzymaniem czasu jest super!), pozbawiony fałszu przez co wszystko wydaje się być autentyczne. Bywa ciężkim dramatem, aby za moment być lekkim romansem. Ekstraklasowe kino obyczajowe, ani razu nie miałem ochoty spojrzeć na zegarek tak wciąga. I tak cudowna Renate Reinsve (momentami przypominała młodą Grochowską) w roli głównej, jestem zauroczony. 8/10

Kieszonkowiec (1959)

Obejrzany dzięki Renate Reinsve, która polecała ten tytuł w jednym z filmików od Criterion Collection. Co ciekawe tego samego dnia, kiedy zobaczyłem ten materiał, film pojawił się na HBO Max.


Moje pierwsze spotkanie z kinem Roberta Bressona. Historia mnie niezbyt wciągnęła, ale doceniam "Kieszonkowca", jako całość. Kilka montażowych zabiegów w trakcie okradania ludzi bardzo fajnych - pewnie w latach 50. musiało to robić wrażenie w trakcie seansu. Tempo filmu niespieszne, przywodzące na myśl innych przedstawicieli Francuskiej Nowej Fali , którą generalnie lubię, ale tutaj sama historia mnie jakoś nie porwała. Historia o gościu okradającym ludzi owładniętym obsesją - w tym przypadku bycia cały czas pod prądem, aby adrenalina cały czas płynęła w żyłach.

Kino francuskie z lat 50. czy 60. lubię z tego względu, że fajnie sobie czasem popatrzeć na dawny Paryż, który nigdy już nie wróci.

6/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(03-01-2023, 12:56)Pelivaron napisał(a): Kino francuskie z lat 50. czy 60. lubię z tego względu, że fajnie sobie czasem popatrzeć na dawny Paryż, który nigdy już nie wróci.
Między innymi za to uwielbiam filmy de Funèsa. Żeby zobaczyć tę nostalgiczną Francję lat 60 i 70. Bo choć Paryż na żywo totalnie mnie zachwycił (byłem tuż przed pandemią), to jednak ten z przed 40-50 lat ma w sobie więcej magii.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Współczesny Paryż to najlepiej oglądać w Emily w Paryżu, bo nie widać śmieci i nikt nie pali aut ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Jak ja tam byłem dwa razy, ostatni raz na początku lipca 2018, to nikt nic nie palił i generalnie żadnych problemów nie doświadczyłem. Śmieci też jakoś specjalnie nie zauważyłem, nie bardziej niż w innych dużych miastach. Była super pogoda i świetne się chodziło tymi wąskimi uliczkami i chłonęło atmosferę miasta. Wtedy akurat trwały MŚ i trafiło się, że grała Francja (chyba ćwierćfinał). Poszliśmy do takiej małej knajpy i oglądaliśmy mecz razem z autochtonami. A że potrafię ze dwa słowa kulawo po francusku sklecić, to i nie doświadczyłem tego słynnego francuskiego szowinizmu w stosunku do obcokrajowców.

Ani przez chwilę też nie czułem się tam zagrożony, choć nie zapuszczaliśmy się na obrzeża miasta. Ale samo centrum z najbardziej znanymi zabytkami jest super.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Nadrobiłem trochę kina przez ostatni czas na Warner TV i innych:

Strażnik Czasu 1994r,

Od wizyty w kinie minęło dość sporo czasu ale nadal pamiętałem kilka scen doskonale i przyznam, że po wielu latach film w tych scenach robi wrażenie: otwierająca scena ze złotem (!), nawalanka i wypad z okna w sekwencji z 1923 roku (?), tani i głupi ale efektowny efekt z blizną. Ogólnie widać od samego początku, że film odcina się od kina kopanego i chce uderzać w poważne tony. Już sama rozmowa o podróżach w czasie z kongresmenami i politykami sugerują coś innego, blockbusterowego. I taki ten film jest, ale też na modłę tamtych lat nie należy szukać logiki wydarzeń, zwłaszcza w temacie. Ogląda się to po prostu przyjemnie. Pomijając wszelkie efekty komputerowe albo wiele tych praktycznych, jak chociażby "silnik" rakietowy pojazdu. Natomiast nadal jara nie sama koncepcja i boli niewykorzystany potencjał fabuły, bo w tym filmie osią jest to iż jakaś tam grupa ludzi stoi na straży zmian czasu, a inni to jakoś omijają (ale jak? no właśnie) i mamy wątek JCVD i jego ubicia, który trwa przez cały czas z dwoma wyjątkami: wspomniane odbicie złota (co przekłada się na rozmowę w senacie - dobra rzecz) oraz już akcję strażnika, gdy ten ubija maklera giełdowego. I potencjał, moim zdaniem, był tutaj ogromny aby właśnie w tę stronę iść a nie rozwijać wątek senatora :/

5/10 - Ktoś z jajami powinien się zabrać za ten koncept

Legalna Blondynka, 2001r
Reesee Witherspoon jako głupiutka Barbie (Helloł, Greta!) idzie na studia prawnicze, aby udowodnić swojemu Kenowi, że nie jest głupią blondynką. Film wali stereotypami, pokazuje na ekranie dowcipy, a w to wszystko jest wciśnięta jeszcze bardziej stereotypowa intryga z trenerką wspomnianej Barbie, które ubija męża. Co więcej, w absurdalnym finale i rozprawie sądowej nie ma co szukać za grosz dramatyzmu, a reżyser podaje kolejne dowcipy w formie filmowej, strzela gagami, zaś rozwiązanie sprawy to jest już przeskok rekina. Ale... o dziwo, tutaj wszystko jakimś cudem działa. Withersponka weszła w rolę cudownie i dzięki niej można zawiesić niewiarę w te wszystkie bzdury, a przy tym jest jakoś tak dziwnie urocza i angażująca, że nawet końcowa rozprawa wchodzi bez popity i żenuy.

6,5/10 - Bo są momenty i jest to feel good movie

Krokodyl Dundee, 1986r

Cud, że przy tak szczątkowej fabule udało się zlepić pełny metraż wypełniony gagami. Dziennikarka Sue leci do Australii, aby zrobić wywiad z kolesiem, który przetrwał atak krokodyla. Koleś ten, czyli Nick Dundee, jest kłusownikiem, mataczem i oszustem, a przy tym zawadiaką nieznającym miasta. O dziwo na kobietach się zna i szybko chwyta za serce dziewczynę z Nowego Jorku. Pierwsza połowa dzieje się w dziczy i jest to seria zdarzeń pokazujących skill Krokodyla. A potem ona zabiera go do Ameryki, i Krokodyl pokazuje swoje umiejętności. Nic więcej tutaj nie ma: żadnych intryg, żadnych komplikacji. Ale wypada kilka kultowych scen, jak chociażby ta z rabunkiem z nożem (That's a knife?!). Nawet fajnie są te akcje poprowadzone, bez udziwnień. Natomiast końcówka w metrze jest odklejona i żenująca, podobnie jak druga akcja z Alfonsem. Obie te rzeczy dodane na siłę i bez pomysłu.

Co dobrego ten film ma to charyzmę Hogana i HAF Lindę Kozłowski, która w tamtym czasie liczyła sobie 38 wiosen. Chemia między nimi działa. Nic dziwnego, bo hajtnęli się z tego wszystskiego. Natomiast jej kariera NIGDY nie wyszła poza serię, chociaż zagrała w kilku tytułach, sama odcięła się od wielkiego kina po drugiej części Krokodyla, gdyż uznała "I'am too old for this shit".

6/10

Sylwester w Nowym Jorku 2012,. od Marshalla.

W czasach, kiedy "joint stories" był modne (Traffic, Crash, 23:14, Valentines Day) mam wrażenie że takie filmy powstawały taśmowo. Nawet nam się oberwało serią "Listy do M". W tej produkcji jest mnogo gwiazd i dużo niczego. Żaden z segmentów mnie nie zaangażował, śmiechłem może ze trzy razy. Aktorsko i realizacyjnie dość przeciętnie,  mimo natłoku gwiazd. Jedynie wątek Pfiffer z Efronem miał iskrę, zaś ona sama wybijała się aktorsko tak ze dwie długości względem reszty obsady. Mam nieodparte wrażenie, że jakieś 10 lat temu lepiej mi się to oglądało i wtedy dałem letnie 7/10, a dzisiaj to z bólem 5/10 bym wystawił.

Les Miserables 1994
Wciąż czekam na piękną adaptację tego dzieła. Musical uwielbiam, ale film 2012 roku za to, że z jednej strony jest piękny a z drugiej nie jest filmem, a operą, to omijał szerokim łukiem. Choć przyznam, że dla piosenek obejrzałem go kilka razy. Wiec dla odmiany pierwszy raz obejrzałem tę wersję z Liamem Nessonem i Rushem. No i jest lepiej od strony aktorskiej, choć dwa główne wątki wywalili w kosmos (Cosette i jej romans to dość ważna rzecz kierwa mać!) i reżyser skupił się na szukaniu sprawiedliwości. Inspektor Javert grany przez Rusha jest trafiony w dychę: Rush wyciska ile się da z roli i normalnie w tej wersji mu kubicowałem, zamiast kompletnie nie pasującemu Liamowi w roli Jean'a. Cosette od pierwszej chwili też mi się podobałą, bo w tej roli wykazała się młodziutka Uma Turman. Claire Danes, która miała być w osi trójkąta miłosnego miga sobie gdzieś w tle ale jak się pojawia, jest perełką.

Kostiumy i strona techniczna bardzo dobra, tak samo jak muzyka w wykonaniu Poledoriusa. Natomiast brak piosenek... no kurde nie umiałem tego przetrawić. Oczywiście, znając je na pamięć mogłem wychwycić ich tekst w kwestiach wypowiadanych przez aktorów, ale ludzie, to była jakaś męka!!!

7/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
(04-01-2023, 08:29)Debryk napisał(a): Nick Dundee
Mick Dundee :)

(04-01-2023, 08:29)Debryk napisał(a): HAF Lindę Kozłowski
Right.
No i fajowy polski plakat:
I fajny motyw przewodni:
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
(04-01-2023, 10:08)Dirk napisał(a):
(04-01-2023, 08:29)Debryk napisał(a): Nick Dundee
Mick Dundee :)
no i nie miałbym ręki, lol. Może to przez chorobę i zatkane uszy, ale cały czas słyszałem Nick, hehe

Panie, a nie masz fotki, jak Linda wystawia nóżkę zza drzwi w hotelu? ^^
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Nie, ale jest filmik:
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
I elegancko! Piątka :D

[Obrazek: the-mask-jim-carrey.gif]
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Dwa kolejne filmy w tym nowym roku to stara dobra (?) włoszczyzna:


Bananowy Joe - o Budzie Spencerze coś tam wiem i czytając synopsis spodziewałem się lekkiej sensacji z oczywistym humorem. Jednak to komedia pełna gębą - nawet jest momentami przemoc rodem z Asteriksa. Taka kreskówkowa. Tytułowy Joe jest uroczo głupi i naiwny jak Spejson. Zaś szef mafii wydaje się, że będzie poważnym przeciwnikiem. A okazuje się być komediową postacią, która jest groźna jak Robbie Zgniłek z Leniuchowa i potem na widok Joego (który nie jest świadomy, że ma do czynienia z groźnym mafiosą) to ucieka przez okna. Sceny z wojsku to mniej więcej tak wyobrażam szkolenie, które będzie nas wszystkich czekać, gdy przyjdzie wezwanie na 30 dni. Dla fanów Spencera ideales.

7/10


Le avventure dell'incredibile Ercole / The Adventures of Hercules  - o... Herkules z Ferrigno miał sequel. Cóż, w jednym aspekcie film jest zgodny z mitami - Posejdon to ten konfliktowy brat Zeusa i chce go wygryźć z tronu. O ile jedynka była jako tako, dwójka zaś... Pierwsza scena po przydługiej narracji to pokaz najmniej przekonywującego płaczu/rozpaczy. Twórcy choć ci sami, to nie oglądali dokładnie, bo przeczą sobie. Zeus nagle jest ojcem Heraklesa, gdy w jedynce jasno podkreślone, że wysłał mu tylko supermoce. Tak samo realizacja też na pół gwizdka.. I gdy Herki walczy z Karate Pawianem to dali w postprodukcji jakieś biedne smugi imitujące mgłę/dymy zmiast wziąć jakąś dymnicę. Większość starć wygląda jak odcinek Power Rangers. Nie wiem, czy napisać że Luigi Cozzi wykazał się kreatywnościa podczas wykorzystania stock-footage z jedynki - np. powtarzają finałowy pojedynek Minosa i Herkulesa ale przerobiony na neonowy rotoscoping (a potem wykorzystują fragmenty z King Konga - tego czarno-białego). Jako historyczno-artystyczny buff miałem banana, gdy rozpoznałem jedną z lokacji – mianowicie tą pieczarę z gębą - powstała w późnym renansie jako Parco dei Mostri będącą częścią wystroju rezydencji lokalnego ważniaka. I to chyba jeden z nielicznych plusów produkcji.

3/10

Odpowiedz
Menu jest... no jest. Ralph i Anya bardzo fajni, reszta bardzo letnia, naciągane 6/10.

Odpowiedz
Jurassic Punk - Dokument o Stevie "Spaz" Williamsie bez którego nie powstałyby komputerowe efekty do The Abyss, T2 i Jurassic Park i nie jest to przesada bo należał do garstki osób posiadających odpowiednią wiedzę techniczną. Więc gdy wraz z kolegą zrobili kipisz w prywatnym gabinecie Lucasa w jego ranczu Skywalker to nawet nie mogli ich wyrzucić a wręcz spanikowali i grozili poszczuciem Jamesem Cameronem, gdyby zostaliby wyrzuceni przed skompletowaniem efektów. To on odpawiada za zastąpienie go-motion efektami CGI w Parku Jurajskim bo musiał zrobić test animacji za plecami swojego szefa (powszechnie celebrowanego Dennisa Murena, który jest tu czarnym bohaterem), który był przeciwny. I właśnie przez bycie takim imprezującym, pijącym, radykalnym wolnościowcem kochającym spluwy i nienawidzącym hipisów narobił sobie sporo wrogów, a teraz jest na odwyku i nienawidzi współczesnych filmów nadużywających CGI. 8/10
[Obrazek: MV5BYTM1MzE0NDEtNTgzZi00NmRmLWIyZDQtNjIz...@._V1_.jpg]

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,958 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,786 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,194 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,699 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,154 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości