Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(13-01-2023, 13:39)Kryst_007 napisał(a): Niektórzy pewnie uznają, że twórca tego musicalu chciał być poprawny politycznie na dekady zanim było to modne, bo ta stara jak świat historia obsadzona jest czarnoskórymi artystami ;)

The Wiz to ekranizacja broadwayowskiego musicalu The Wiz: The Super Soul Musical "Wonderful Wizard of Oz" z 1974 roku, który był osadzony w kulturze afroamerykańskiej i obsada była czarnoskóra. I adaptacja Lumeta spotkała się z krytyką, ponieważ w oryginalnym musicalu Dorotka tak jak u Bauma była małą dziewczynką/nastolatką i mieszkała w Kansas.

Ja trochę sentyment mam, bo widziałem to jako dziecko na Polsacie i podobało się, mimo że Dorotka była dorosłą panią, a Kraina Oz to szara betonowa dżungla. I kompletnie czarna obsada nie przeszkodziła mi w radowaniu z seansu (co ty na to panie Odys?). Oczywiście to polsatowski seans był jedynym i poza internetowymi recenzjami nigdy tego nie widziałem jako dorosły. Może dobrze, bo jest prawdopodobieństwo rozczarowania po latach.

Odpowiedz
Wiem doskonale, że to adaptacja i chodziło mi właśnie o twórcę scenicznej wersji. Zresztą w 100% czarnej obsady też nie traktuję jako wadę i tylko chciałem zwrócić uwagę, że paru Mentalów mogłoby to dzisiaj tak przyjąć ;)

Odpowiedz
Mysle, ze nie, bo to tak jak krytykowac Coming to America :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Klatka dla ptaków - jednak w latach 90. był możliwy film z wątkami LGBT. Robin Williams gra jawnego geja wychowującego swego syna wraz z parnterem od maleńkości i prowadzącego drag queenowy klub i film jest pełnego zniewieściałych nieheteronormatywnych facetów :).

Co prawda to wszystko dla śmiechów i dzisiaj na pewno jest na liście "Top 10 homofobicznych obrazków", ale reprezentacja to reprezentacja i przesłanie mówi, żeby nie wstydzić swego pedalstwa. A, i jednego z nich gra autentyczny gej (i to rola pierwszoplanowa) a głównym złym jest republikański, prawicowy do bólu senator, którego kumpel sypiał z czarną nieletnią prostystutką.

Samo filmidło nawet i sporo jest śmiechu, ale podejrzewam że francuski oryginał lepszy. I działa ten fakt, że dziś raczej by nie powstał.

7/10


Czarne złoto - domyślam się, że casting Banderasa (już drugi raz) i Stronga w role Arabów spowodował pianę o whitewashing (co jakoś nie przeszkadzało głównemu sponsorowi, czyli katarskiemu instytuowi filmowemu). I podejrzewam, że film zdobył słabe recenzje, gdyż Annaud nie przedstawił Bliskiego Wschodu jako coś bardziej światłego od Zachodu, a Zachód nie został pokazany jako zła kolonialna siła cisnąca biednych Arabów.

Sułtan grany przez Banderasa z własnej woli decyduje sprowadzić Amerykanów, by wprowadzili postęp i uniknąć epidemii cholery. Są źli Arabowi przeciwni wydobywania ropy jako coś bezbożnego i kluczący, gdy Auda (główny bohater) mówi, że okulary polepszające wzrok również nie jest dziełem Allaha, na co Arab mówi, że tak, bo w ten sposób może lepiej czytać Koran :). I Auda jest ratowany w finale przez murzyńską niewolnicę (którą wcześniej ocalił przed złym szejkiem czekoladowym).

Bardzo chce być epopeją w stylu dawnych hollywoodzkich widowisk, trochę chce być przygodówką, ale czegoś jednak brakuje. Strong dobrze sprzedaje iluzję Araba (zwłaszcza, że połowa aktorów będących pochodzenia bliskowschodniego wygląda jak południowi Europejczycy), gorzej z Banderasem, który mówi jeszcze ze śmiesznym akcentem. W każdym razie wart docenienia za podjęcie tematu i przedstawienie go tak, że mało kogo wzburzy.

7/10

Odpowiedz
OGPUEE napisał(a):Strong dobrze sprzedaje iluzję Araba
 
Pewnie ma predyspozycje do grania egzotyków, w końcu naprawdę nazywa się Marco Giuseppe Salussolia i jego ojciec jest Włochem. Po raz pierwszy zwrócił moją uwagę w „Body of Lies” Ridleya Scotta w wyrazistej roli Haniego Salaama, szefa jordańskiego wywiadu. Myślałem, że to autentyczny Arab, a potem ze zdziwieniem dowiedziałem się, że to Brytol.

Odpowiedz
Tajna broń - powtórka po latach. To właściwie wysokobudżetowy szrot na VHS, tyle że z wielkim budżetem i gwiazdami na plakacie. Głupie to i przewidywalne. John Travolta przerysowany do bólu, jego główny przydupas nie umie grać. Jako, że to już lata po Parku Jurajskim, to jest w jednej scenie CGI-odrzutowiec chujowo wyglądający. Ale reszta jest już analogowa. I warto zobaczyć dla akcji i wybuchów, bo wygląda to wszystko zacnie. Zwłaszcza w finale. No i ciekawie się prezentuje postać kobieca, która nie jest dama w opałach, a równoważną i aktywną bohaterką. I choć twarda, to nie jest przekokszona i ma problemy z pokonaniem zbirów Travolty i jednego zabija tylko przez przypadek. No i miło, że zakochuje się w Slaterze dopiero na końcu i nie mają wspólnego pocałunku, tylko zaczynają rozmowę.

6/10


Big - nie wiedziałem, że film miał nomkę za najlepszego aktora. Zwłaszcza, że Hanks tutaj to nieco bardziej stonowany Pee-Wee Herman. Nawet to sympatyczne. Film ciągnie w górę Hanks ze swym dziecięcym wigorem (sic!), do tego stopnia, że człowiek zapomina, że to opowieść o dzieciaku wypowiadającym życzenie spełnione przez robodżina. Końcowka z kolei urwana i nierozwiązana.
6,5/10

Odpowiedz
[Obrazek: q0UOEBPQKZykmB1hz7yzHJNybLn.jpg]


Kot Fritz (1972)

Są żarty z murzynów, żarty z lewaków, żarty z policji, (jakotakie) żarty z Żydów.
Ma dosadne sceny, które dziś by nie przeszły ale nie porywa.

4/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Fritz to produkt swoich czasow, mocno siermiezny, toporny, slaby technicznie i po prostu nudny. Duzo lepiej mi podszedl sequel, The Nine Lives of Fritz the Cat. Przy czym oba widzialem ponad 20 lat. temu, jeszcze w LO, gdy nadrabialem yntelektualne rebelianckie kulturowo "klasyki".




(16-01-2023, 00:56)OGPUEE napisał(a): Tajna broń - powtórka po latach. To właściwie wysokobudżetowy szrot na VHS, tyle że z wielkim budżetem i gwiazdami na plakacie. Głupie to i przewidywalne. 


Wielki zawod, film widziany raz i juz raczej nigdy do niego nie wroce. Pewnie gdzies na Polsacie, jako Mega Hit pod koniec lat 90. Pamietajac wielkie pompowanie tego filmu w mediach, spodziewalem sie przyzwoitego akcyjniaka, a to jest nudna, przewidywalna bula, pelna dennych dialogow i srednio ekscytujacych scen akcji. Niby duzo sie dzieje na ekranie, ale kompletnie to wszystko nieangazujace. Do tego od filmu bja taka specyficzna tekturowa taniocha, sredniobudzetowych, tasmowych akcyjniakow lat 90.


Jezeli jedna z glownych, widowiskowych scen, ktora jest zreszta wybuchem atomicy wyglada tak miernie i tak malo porywajaco to masz problem:




4.5/10


(16-01-2023, 00:56)OGPUEE napisał(a): Big



Postac Hanksa zawsze mnie irytowala swoim gowniarstwem, a element romansu dziecka z dorosla kobieta (patrzac, ze to umyslowo zerowkowicz) uwazam za absolutnie niesmaczny. Poza tym fajna baja :)

7/10
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(16-01-2023, 11:11)Bucho napisał(a): a element romansu dziecka z dorosla kobieta (patrzac, ze to umyslowo zerowkowicz) uwazam za absolutnie niesmaczny.

Inspiracja dla romansu Steve'a Trevora i Diany w "Wonder Woman" ^^

Odpowiedz
[Obrazek: The_Man_Who_Fell_to_Earth_Film_Poster.jpg]

the man who fell to earth (1976)

Dziwny, zramolały film, który nie wiem dokładnie co miał na celu. Przez moment wydaje się, że to może być fikcyjna, wykręcona biografia Bowi'ego.
Reżyser musiał być poza tym seksofanatykiem bo nie stopuje się z pokazywaniem nagich kobiet. W sumie, nie tylko.
Jest jedna absurdalna scena, gdzie dupcyngiel -profesor spotyka się ze studentkami na numerki.
No i... Tak z niczego nagle jedna studentka bierze w łapę jego pindola. A co.

3/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Operation Fortune

Guy Ritchie z całym dobrodziejstwem i chujowizną swojego inwentarza, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że źle się to ogląda. Ja po prostu lubię ten przesadzony styl Guya i tyle. Chociaż z tych jego "zawiłych" intryg ta pozbawiona jest jakichś dziwnych twistów. Dodatkowo spotkała się sympatyczna ekipa aktorów - Jason Statham gra Jasona Stathama i klasycznie fajnie bije po mordzie, Aubrey Plaza gra Aubrey Plazę i jest w tym przeurocza, Josh Hartnett jest wyborny i w pewnym momencie wygląda, jak tania podróbka Brata Pitta, natomiast Hugh Grant to wybitny aktor. Hugh Grant to brytyjskie dobro narodowe - w "Dżentelmenach" był zajebisty i tu jest równie dobry, dla mnie kradnie każdą scenę.

Miło będę wspominał seans, 6/10 :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Czarny pirat (1971) - mój pierwszy film z duetem Terence Hill/Bud Spencer, choć bardziej Hill, bo Spencer mocno jest drugoplanowany, żeby nie powiedzieć trzecioplanowy (i gra tu bad guya). Staroświecki i tani obrazek o piratach, który znanym tytułem miał przyciągać włoskich widzów. Dużym plusem jest tu Hill, który ma odpowiednią prezencję i braki aktorskie nadrabia charyzmą. Gorzej wypada Spencer, który widać że nie czuje się w innej roli niż dotychczas i twórcy też mieli tego świadomość, bo jego postać robi się niejednoznaczna. Można zobaczyć, ale nic się nie straci.

5/10


Mandrin (1962) - jeden z tych taśmowych europejskich filmów płaszcza i szpady ze wszystkimi wadami i zaletami. Historia sympatyczna i nawet podnosząca na duchu widząc jak urzędasy i sługusy reżimu dostają po dupie. Też nic się nie straci z seansu, ale da się obejrzeć i jako epicka walka z pościgami i fechtunkowymi pojedynkami się sprawdza. Z perspektywy Polaka-patrioty warto obejrzeć dla polskich górskich plenerów, gdzie kręcono zdjęcia i załapali się polscy aktorzy, w tym Leon Niemczyk występujący jako czarny charakter.

6/10

Odpowiedz
Kamerzysta na Kubie - ciekawy dokument. Amerykanin powracający co 5 lat na Kubę, spotykający się z tymi samymi ludźmi - od Fidela Castro (jako jeden z niewielu Amerykanów, z którymi on rozmawiał), przez mieszkańców stolicy, po ludzi z miasteczka i mieszkańców zapadłej wiochy. Rozmawiający z nimi, zwiedzający różne miejsca, ich domy, okolice. I tak przez 50 lat socjalizmu - zaczyna jako 20-latek, na starej kamerze, za pierwszych lat Castro, a kończy na jego ostatnich dniach i pogrzebie.

Niezła skala opakowana w 1h 50min film.

Odpowiedz
Truman Szow - spoko ramotka. Film totalnie się zestarzał. Albo inaczej: to my już tak przywykliśmy do inwigilacji, monitorowania wszystkiego i faktu, że sami udostępniamy służbom najdrobniejsze szczegóły z naszego życia na różnych meta insta facefuckach, że dylematy Trumana po nas spływają.

nie wiem/10

Odpowiedz
Pokój z widokiem (1985)

Przyjemne to dla oka, ale zachwytów nie rozumiem. Jeden z tych typów kina, które najmniej mnie wciągają, czyli kostiumowe romansidełko o problemach wyższych sfer. Historyjka to nic specjalnego. Ot, dylemat młodej panienki z dobrego domu czy poślubić bogatego snoba czy faktycznie kochającego ją chłopaka. Początek filmu dziejący się we Florencji obiecuje więcej, niż to co dostajemy w kolejnej godzinie filmu, choć to jest bardziej zasługą złudnego uroku włoskiego miasta.

Rzucić okiem można dla dwóch rzeczy. Pierwsza to jak już wspomniałem - miły klimat. Drugą jest obsada obfitująca w kwiat brytyjskiego aktorstwa - młodziutka Helena Bohnam Carter, Daniel Day-Lewis, Maggie Smith, Julian Sands, Judi Dench etc. Z wymienionych to chyba każdy poza Smith nie był jeszcze wtedy tak znany. Ktoś kto oczekuje fajerwerków Day-Lewisa niech się nie nastawia, bo poza szelmowskim akcentem nie ma tu tak naprawdę niczego imponującego do zagrania.

6/10 - jeśli chodzi o tercet Ivory-Merchant-Jhabvala to obok cudownych "Okruchów dnia" nawet to nie stoi.

Odpowiedz
Robin and Marian (1976) - Jakoś tak mnie naszło, żeby sprawdzić film, w którym Connery zagrał postać, w która później wcieli się także jego syn.

Connery jako Robin Hood, Audrey Hepburn jako Marian, Robert Shaw jako szeryf z Nottigham, Richard Harris jako Ryszard lwie Serce, Ian Holm jako Jan Bez Ziemi* - brzmi obiecująco? Pewnie tak, ale to skrajnie niezgrabny, głupawo-heheszkowy (Lester, wiadomo) twór z masą debilnych pomysłów - już motyw ze strzałą na początku daje do myślenia, że coś tu jest nie halo, a dalej jest tylko gorzej. Scenariuszowa toporność, rozlazłe tempo, a na dokładkę silące się na dramatyzm, ale nijak nie umotywowane zakończenie - kompletnie nic tu nie gra. Jedynie Shaw do zapamiętania, nawet nie dlatego, że dobrze zagrał, ale dlatego, że jego szeryf z Nottigham to kompletne przeciwieństwo innych wcieleń tej postaci (szczególnie Nickolasa Grace i Rickmana) - absolutny stoik, którego nic nie rusza i zawsze zachowuje spokój. Problem tylko w tym, że na dobrą sprawę to trudno nawet powiedzieć, czemu Robin z nim walczy. No i ten pojedynek na końcu, oh my, dawno takiej żenady nie widziałem (w ogóle wszystkie sceny akcji to jest tutaj śmiech na sali). W sumie film przypomina miejscami wersję Scotta, ale tamta przynajmniej jest sensownie zrealizowana (choć ogólnie i tak kiepska).

I jeszcze jedno - Connery w tym filmie strzela z łuku ze 2-3 razy w tym chyba tylko raz wyraźnie widać, że to robi
.

3/10, głównie za Connery'ego i jako taką chemię między nim, a Hepburn.
Nie lubię Księcia złodziei ale w zestawieniu z tym wypada wręcz genialnie.

* ma całą jedną scenę XD

Odpowiedz
Bodies Bodies Bodies (2022) - w sumie to nawet nie wiem co napisać żeby nie napisać za dużo i nie popsuć seansu - ogólnie jest impreza, ktoś ginie i reszta szuka mordercy. Nie jest to nic wybitnego ale trzyma w napięciu i ma świetne zakończenie
Myślę, że warto obejrzeć.

Wysłane z mojego H8216 przy użyciu Tapatalka
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Wielka Stopa i zbiry - wiele razy puszczali całą serię na TV4, na przełomie wieków. Ale wtedy obejrzałem tylko ostatnią odsłonę cyklu. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Przede wszystkim nie sądziłem, że filmy te trwają prawie 2 godziny miast standardowych 90 min. Pierwsza scena - agresywny Afroamerykanin strzela do wszystkich wokół grożąc, że pozabija :). Ale spokojnie, ostatecznie nie był sobą, a Rizzo używa pokojowego rozwiązania. Zdecydowanie to mocna sensacja i humor jest tu okazjonalny. Bud Spencer i kreowana przez niego postać komisarza Rizza jest tu zdecydowanym plusem - twardy glina, który słusznie używa przemocy do rozwiązania, ale też nie zabija i brzydzi się bronią palną. Jednocześnie bystry i kojarzący w porę fakty. I w przeciwieństwie do Czarnego pirata wypadł dobrze, bo widać że lepiej się czuł w tej roli. Dla fanów Spencera - pozycja obowiązkowa.
7/10

Wielka Stopa w Hongkongu - ten i reszta serii to jedne z niewielu filmów, w którym Spencer przemawia własnym głosem. Kiedyś to było - jechałeś sobie do Azji, a i tak mogłeś się dogadać, bo każdy tubylec był zdubbingowany na twój rodzimy język :). Ten chyba mi się najbardziej podoba. Większa intryga i skala. Dochodzi też różnorodność lokalizacji - Tajlandia, Chiny, japońskie dzielnice i portugalskie Makau. Ale kilka twistów można się domyśleć. Film ma ten plus, że choć występuje japońskie dziecko to ono rzadko mówi i nie irytuje. Występują tu też kaskaderzy od Jackiego Chana (ponoć nawet i sam Chan wystąpił jako jeden z bandziorów do oklepu) i mamy namiastkę filmu sztuk walki. Pokusiłbym się, że lepiej wypada niż takie Wejście smoka.
7/10

Wielka Stopa w Afryce - no, proszę Spencer na potańcówce jeszcze ma te kocie ruchy. W końcu natrafiłem na film, gdzie faktycznie Murzyn ginie pierwszy (kojarzy ktoś takowe filmy, bo to niby częsty trop w Hollywoodzie?). W każdym razie, jak widać Wielka Stopa jest jak James Bond, bo co w kolejnym sequelu wyrusza w egzotyczną lokalizację. Robi się bardziej komediowo, głównie za sprawą brygadiera Caputo. I bardziej stawiali na "police case of week" niż na życie osobiste Rizza. W jedynce mieliśmy sceny z jego konkubiną, a w dwójce zaadaptował japońskiego dzieciaka, który tu zniknął. A propo dzieci dużą rolę ma rezolutny czarny dzieciak. Nieco słabo aktorsko wypadł, ale ma dobrą chemię ze Spencerem. Ogólnie lewaków uspokoję, bo wszyscy czarni są dobrzy, a wyłącznymi bad guyami są biali i uprzywilejowani (no... w końcówce wśród obijanych zbirów był jeden ciemnoskóry). Dobra, Caputo by uciec potencjalnemu złolowi przebiera się za babę i nakłada blackface, ale śmiać się mamy z niego, bo w filmie jest pokazany jako idiota, a i tak murzyński ogrodnik go rozpoznaje :). A prawicowców uspokoję, bo film jest dostępny na Rai VOD (przy czym nie wiem czy dają jakieś ostrzeżenie). Warto obejrzeć dla afrykańskich plenerów i tego ładnie się ładnie wtedy Johanessburg prezentował. A znęcania nad zwierzętami nie ma, bo sceny z polowań wzięto z jakichś filmów dokumentalnych.
6,5/10

Wielka Stopa w Egipcie - tym razem zaadaptowany przez Rizza nie-biały dzieciak powrócił :). W dzieciństwie to był jedyny obejrzany film z Wielką Stopą. Najsłabszy z tetralogii. Z filmu na film idzie to bardziej w komedię. Jak napierdalanki w jedynce były dość realistyczne, tak tu przemoc już przypomina kreskówkę (zwłaszcza walka się z zabójczym karłem), a intryga pasuje do przejmowania władzy nad światem jak w komiksie. Także kłapy nie-włoskich aktorów w poprzednich odsłonach były jak tako, tak tu wołają się o pomstę do niego. Bezczelnie widać to na powracającym czarnym dzieciaku i Niemcu z Złota dla zuchwałych będącym czołowym bad guyem.  O tyle plusem jest, że poziomem drastycznie nie odbiega. Grunt, że Rizzo wciąż jest kompetentny i nie dotknęło go flanderization - np. w scenie jak salwuje się ucieczką płynąc Nilem, ściga go krokodyl. Sekwencja kończy się tym, że Rizzo zwyczajnie dopływa do brzegu, nim gadzina go dopadnie - w amerykańskim filmie to hero na pewno by wywijał krokodylem :P. Także dzieciak nie irytuje i choć ma braki w aktorstwie, się polepszył i też dużo pomaga jego aktor głosowy. Film to dowód na to, że Arabów nie powinno traktować jako osobnej rasy i arabofobia to ksenofobia, a nie rasizm. W filmie są dwaj prominentni egipscy aktorzy - obaj wyglądają jak Włosi. A z kolei szejk koczowniczego plemienia jest grany przez Włocha i uwierzyłbym, że jest jakimś lokalsem z Bliskiego Wschodu.
6,5/10


Swoją ciekawe, że seria była puszczana w węgierskich i czechosłowackich kinach, gdy Polskę ominęła. Hm... niezbadane wyroki cenzorów (mimo wszystko za komuny to starali się sprowadzać najlepszej jakości filmy, a filmy Spencera-Hilla raczej nie miałyby poważania. A w tamtym czasie Gang Olsena i filmy de Funesa były negatywnie ocenianie przez polskich recenzentów). 

Odpowiedz
(22-01-2023, 18:46)OGPUEE napisał(a): końcu natrafiłem na film, gdzie faktycznie Murzyn ginie pierwszy (kojarzy ktoś takowe filmy, bo to niby częsty trop w Hollywoodzie?).

W "Człowieku widmo" Murzynka idzie pierwsza do odstrzału spośród ekipy. Ale też wydaje mi się, że to trop, o którym więcej się mówi niż go faktycznie jest w filmach.

Odpowiedz
The Princess Bride - Narzeczona dla księcia (1987)
Dziewczyna chciała obejrzeć komedię romantyczną, bo ostatnio oglądaliśmy same dramaty i akcyjniaki. Sprawdziłem na Upflix co mam na liście i zobaczyłem ten film, 8,0 na IMDB, jest na HBO Max (a także na Amazon Prime), nigdy nie oglądałem. Tytuł obił mi się o uszy.

Ale to było świetne!

Nie wiedziałem jaki to jest film, więc byłem w szoku, co tam się dzieje. Spodziewałem się zwykłej baśni, a dostałem o wiele więcej. Dawno tak dużo się nie śmiałem, jednocześnie to był film z tak dużą ilością ciepła, pozytywnych emocji. Polecam odpalić film bez oglądania zwiastunów ani nie czytać (trwa tylko 96 minut) i dać się zaskoczyć.

Świetne postacie, dobre aktorstwo (pasujące do konwencji), przygoda, pojedynki na szpady, humor a także wątek miłosny. Wszystko w tym filmie się udało i dodatkowo ma w sobie ten pierwiastek unikalności, wyróżnia się i mam ochotę obejrzeć go po raz drugi. Muzyka Marka Knopflera (ogólnie napisy końcowe i lista twórców i aktorów miała kilka takich perełek) oraz zdjęcia na wysokim poziomie. Nic dziwnego, że to kultowy film.

9/10

PS: Mandy Patinkin gra świetnie, a mimo, że oglądałem kilka sezonów Homelan, ciężko mi uwierzyć, że tak będzie wyglądać 20 lat później.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,248 244,437 16-05-2026, 11:11
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,983 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,276 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,462 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,757 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,457 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 725,064 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,347 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 329 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości