Dużo pisze
Liczba postów: 503
Liczba wątków: 0
Escape from Alcatraz (1979)
Ostatni film, który Eastwood stworzył we współpracy z Siegelem (Sieglem?) to dobry kawałek kina. Sam Clint gra tu gościa który ma duże doświadczenie jeśli chodzi o ucieczki z pierdla i w związku z tym ktoś postawia wsadzić go do Alcatraz no bo z Alcatraz przecież ni da się uciec. W trakcie filmu doświadczamy tego jak taki twardziel radzi sobie w takim więzieniu i jak próbuje się z niego wydostać. Występ Eastwooda nie różni się tutaj od tego co pokazuje w dziesiątkach innych filmów ale robi to tak dobrze że w sumie nie mogę mieć do niego o to pretensji.
Na drugim planie są między innymi dziadek z łopatą z Kevina i Fred Ward łapiący więzienne doświadczenie zanim spotka tam Franka Drebina.
Reżyseria w wykonaniu Siegela też daje radę i sprawia że mimo swojej przewidywalności film trzyma w napięciu praktycznie do samego końca i nie nudzi a to jest dla mnie najważniejsze.
Obok Mściciela i pierwszego Brudnego Harry'ego "Ucieczka" jest moim ulubionym filmem Eastwooda z lat 70.
8+/10
The Gauntlet (1977)
O ile "Ucieczka" była bardzo dobra, to "Wyzwanie" jest już tylko "ok". Fabuła jest ciekawa, film dobrze wygląda (nie wiedzieć czemu czasami miałem wrażenie że powstał gdzieś tak w latach 90) a Eastwood i Locke mają dobrą chemię ale mimo to film wydaje się być taki trochę nierówny, nawet lajtowy. Nie czuć tu po prostu wagi sytuacji co nie byłoby problemem jakby film był komedią, ale nie jest (mimo paru nawet śmiesznych momentów).
Nie ma tragedii ale nie dam więcej niż 6/10
06-09-2023, 14:48
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Das Cabinet des Dr. Caligari (1920)
Pozycja obowiązkowa dla każdego kinomana i jeden z najbardziej wpływowych obrazów na przebieg kina, ale jednak ponownie legenda trochę przerasta film. Jako fan Tima Burtona uwielbiam tą zakrzywioną scenografię i domalowane na dekoracjach cienie. Zaskoczyło mnie, że ten cały ekspresjonistyczny styl zachowany został nawet w planszach z napisami (mimo, że ciut za długo trwają i przez to percepcja się męczy). Gdybym był widzem te 103 lata temu to pewnie zostałbym zrzucony z fotela, ale dzisiaj fabuła sprawia wrażenie nie do końca wykorzystanej, a sam miewałem problemy z zaangażowaniem. Nawet zobaczyłbym jakiś stylowy remake rozwijający koncept. Na pewno plus za jeden z pierwszych mocniejszych twistów w historii kina.
7/10
The Magic Christian (1969)
Wypadało w końcu do długiej listy obejrzanych filmów dodać swego imiennika :))) Raczej zapomniana brytyjska komedia, będąca absurdalną satyrą na pazerność i kult pieniądza. Fabuła to głównie zbiór randomowych skeczy, których uczestnikami są Peter Sellers i Ringo Starr jako ekscentryczny bogacz i jego świeżo adoptowany synalek. Bombardują one wręcz kosmicznie surrealistycznym i nieprzewidywalnym humorem, typowym dla Cleese'a i Chapmana, którzy dołożyli cegiełkę w scenariusz na krótko przed "Latającym cyrkiem...". Dużo tu mocno powalonych pomysłów, o których grzech pisać, by nie psuć przypadkiem zabawy zainteresowanym. Wisienką na tym okazałym torcie jest końcowa sekwencja na tytułowym luksusowym promie, w której - że tak powiem - dzieje się wszystko! Aż zastanawia jaki to towar był wypalany między pisaniem kolejnych gagów.
Największą ciekawostką jest obsada, przez którą przewija się topowa śmietanka tamtego okresu - cameo jakimś cudem zaliczają takie tuzy, jak Richard Attenborough, Raquel Welch, Roman Polański, Yul Brynner czy Christopher Lee urwany z planu kolejnej produkcji Hammera. Do tego Paul McCartney, który zapewne ze względu na przyjaźń z Ringo zgodził się odśpiewać parę chwytliwych piosenek w tle. Dla wielbicieli brytyjskiego humoru i filmowych mindfucków.
7/10
07-09-2023, 11:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-09-2023, 11:07 przez Kryst_007.)
Dużo pisze
Liczba postów: 585
Liczba wątków: 0
W 2006 roku zrealizowano remake "Gabinetu...", ale przyznam nie oglądałem, więc nie wiem czy poza wprowadzeniem dźwięku są tam jeszcze jakieś istotne zmiany względem oryginału, a na zwiastunach wygląda to jak jakiś projekt studencki.
07-09-2023, 13:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-09-2023, 13:26 przez Kwasiboromir.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,231
Liczba wątków: 77
Sprawa Iwony Wieczorek - serial dokumentalny, który wpadł niedawno na Netflixa. Media przewaliły ten temat zaginięcia nastolatki od góry do dołu, więc nie miałem za bardzo wygórowanych oczekiwań, że tytuł będzie game changerem. Generalnie z tych 3 odcinków (każdy trwa 45-50 minut) najlepszy jest drugi, który ogląda się dobrze dzięki sprawnie pokazanej historii rywalizacji między Policją, a ekipą Rutkowskiego, którzy badali różne tropy w sprawie, a jednocześnie zafundowali medialny cyrk. Reszta to taki destylat najprostszych faktów o których opowiadają dziennikarze i śledczy. W sumie nic ciekawego, a wątek Zatoki Sztuki został ledwie liźnięty.
Jeżeli kiedykolwiek ta sprawa zostanie wyjaśniona, to może ktoś pokusi się o film.
5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
10-09-2023, 10:57
Uzurpator
Liczba postów: 1,489
Liczba wątków: 7
Madres Paralelas (2021) - Almodovar otwiera film wątkiem historycznym, po czym na dwie długie godziny o nim zapomina, zanurzając się w typowej dla siebie ekscentrycznej telenoweli. Korzysta przy tym z tych samych zagrywek fabularnych co zawsze, a te, trzeba przyznać, nigdy nie nużą, ani się nie dłużą, bo przynajmniej czemuś służą (lol). Dopiero pod koniec przypomina sobie o potrzebie nadania swojemu dziełu jakiejs głebi i zamyka je banalną sekwencja mająca w założeniu rozliczyć się z niewygodna przeszlościa. Meh
No i Pedro na starośc stał niestety mniej subtelny ze swoimi poglądami - Penelope w jednej scenie przez 10 minut paraduje z koszulką "WE SHOULD BE ALL FEMINISTS". 5/10
Youniverse
10-09-2023, 21:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2023, 23:48 przez Bartholomew.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
Ten film jest fatalny, FATALNY. Aż trudno uwierzyć, że to wyszło od gościa, który robił kiedyś takie piękne filmy o kobietach właśnie (i głównie). A tu nie dość, że wszystko mamy łopatą do głowy po kilka razy (te testy xD), to jeszcze całość jest tak koszmarnie hollywoodzka i przewidywalna, że aż boli, a do tego polana sosem obecnego trendu, który skutkuje tym, że jedyny męski bohater tej historii kończy jako potulny szofer xD Widzę, że dałem temu 4/10, ale jak się teraz zastanowię, to nawet nie wiem za co :)
10-09-2023, 23:06
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Benny i Joon - jakiś czas temu ściągnąłem z chomika wersję z polskim dubbingiem od Canal+, nim stanie się całkiem lost media (jebać chałturników z SFP). A byłem ciekaw, bo to debiut Jacka Kopczynskiego.
Anyway, trochę takie hallmarkowe przedstawienie jak dotrzeć do psychicznie chorych niekonwencjonalnymi metodami. Nieco banalne, ale ujmujące kino obyczajowe z dobrym morałem. Show kradnie tu Johnny Depp grający tu amalgację wszystkich komików ery kina niemego. Znów rola ekscentryka, ale był to okres, gdy jeszcze się tonował i był różnorodny w rolach.
No i jak owy polski dub? Cóż, mam wrażenie, że za aktorskimi dubbingami Canal+panuje nostalgia, bo większość (przynajmniej te co widziałem) nie starzeje się dobrze i mam wrażenie, że oglądam kreskówkę, a nie live action. Dotyczy także i tego dublażu, choć uszy nie więdną i do castingu nie ma co się przyczepić. Najlepiej wypada Kołbasiuk, ale on jest zawsze zajebisty i Elżbieta Jędrzejewska, której nie poznałem. Konarowski w roli głównej wypada OK i nie stara się używać tej kreskówkowej maniery. No i wspomniany Kopczynski wypada przekonywująco, gdyż zdubbingowanych przez niego Depp głównie mówi monosylabami i brzmi nieśmiale, więc dobra rola kogoś początkującego. I sprawdzałby się jako dubler Deppa w jego pierwszych latach kariery.
6/10
10-09-2023, 23:09
Uzurpator
Liczba postów: 1,489
Liczba wątków: 7
Cytat:Ten film jest fatalny, FATALNY. Aż trudno uwierzyć, że to wyszło od gościa, który robił kiedyś takie piękne filmy o kobietach właśnie (i głównie). A tu nie dość, że wszystko mamy łopatą do głowy po kilka razy (te testy xD), to jeszcze całość jest tak koszmarnie hollywoodzka i przewidywalna, że aż boli, a do tego polana sosem obecnego trendu, który skutkuje tym, że jedyny męski bohater tej historii kończy jako potulny szofer xD Widzę, że dałem temu 4/10, ale jak się teraz zastanowię, to nawet nie wiem za co :)
I u mnie z czasem ocena poleciała w dół, bo jak sie poduma nad sceną zamykająca film, to wydaje się jeszcze głupsza rozumiem, że autor chciał nam przekazać, że jeśli nie powstrzymamy pewnych ludzi (wiadomo kogo), to do egzekucji może dojśc nawet w dzisiejszych czasach? czy nadintepretuję i chodziło tylko o banalne nadanie tożsamości ofiarom? ale w takim razie na cholere leży tam ten bolec Penelope, skoro nijak nie jest z nimi powiązany? tak czy inaczej, wystarczyło wplecić ze dwa/trzy dialogi więcej odnośnie tych ekshumacji, by wątek lepiej wybrzmiał i nie powodował wzruszenia ramion
"Dolor y gloria" - warto obejrzeć? Czy takie same stany średnie jak Madres Paralelas?
Youniverse
11-09-2023, 17:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-09-2023, 12:10 przez Bartholomew.)
Red Crow
Liczba postów: 12,665
Liczba wątków: 50
"Dolor y gloria" warto głównie dla Banderasa; sam film jest ok, zwłaszcza jeżeli ktoś lubi takie sentymentalne, osobiste wycieczki reżysera grzebiącego we własnym życiorysie i fundującego sobie w ten sposób autoterapię.
11-09-2023, 18:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2023, 18:16 przez nawrocki.)
Dużo pisze
Liczba postów: 585
Liczba wątków: 0
(10-09-2023, 23:09)OGPUEE napisał(a): No i jak owy polski dub? Cóż, mam wrażenie, że za aktorskimi dubbingami Canal+panuje nostalgia, bo większość (przynajmniej te co widziałem) nie starzeje się dobrze i mam wrażenie, że oglądam kreskówkę, a nie live action.
A widziałeś "Rob Roya" i obie części "Zgryźliwych tetryków"? Moim zdaniem najlepsze z wyprodukowanych przez Canal+ dubbingów, które można było (i chyba jeszcze można) dorwać na chomiku. Nie idealne, ale co najmniej dobre. Ten do "Maski" też jest niezły, ale to wynika poniekąd z konwencji filmu. Łatwiej kupić kreskówkowy dubbing w filmie który jest w zasadzie kreskówką live action.
11-09-2023, 19:17
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Pierwszych Zgryźliwych tetryków z polskim dubem mam ściągniętych i planuję w przyszłości zrobić seans (zresztą Tetryków od początku planowałem ujrzeć z owym dubem). Roba Roya widziałem tylko z lektorem, a też chciałbym ujrzeć ów dubbing, ale na chomiku/innych rejonach netu niestety nie znalazłem. I nieco ubolewam nad tym, że większość aktorskich dubbingów z Canal+, tak jak te z PRL-u, to na chwilę obecną lost media/niedostępne, bo ujrzałbym z ciekawości.
11-09-2023, 19:44
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2023, 19:45 przez OGPUEE.)
Dużo pisze
Liczba postów: 585
Liczba wątków: 0
OK. Wysłałem Ci priv z namiarami na Rob Roya.
11-09-2023, 20:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2023, 20:03 przez Kwasiboromir.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Dziękować!
11-09-2023, 20:32
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Joanna d'Arc
Przede wszystkim musicie wiedzieć, że nie ma drugiej postaci ze średniowiecza - ani mężczyzny, ani kobiety - o której mielibyśmy tyle informacji biograficznych, co o tej niepiśmiennej 19latce. Pomimo że nie potrafiła się podpisać, była niesamowicie inteligentna, o czym świadczą zapisy z jej procesu i sposób, w jaki odpowiadała na pytania sędziów. Co się zaś tyczy samego dzieła, to Milla Jovovich jest zajebista w roli dziewicy orleańskiej. Rzadki przypadek, gdy wciskanie na siłę żony do filmu (bo ona była wtedy w związku z Bessonem) wyszło produkcji na dobre. Batalistyka jak u Mela w Braveheart: pełno juchy, statystów, zero filtrów czy innych gówien. Czuć naturalizm pola walki. Okres 1995-2005 to najlepsza dekada dla kina historyczno-rycersko-bitewnego. Bez dwóch zdań.
8+/10
12-09-2023, 00:27
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Walt Before Mickey - podczas pisania artów o Harmanie i Isingu oraz Iwerksie w końcu zdecydowałem ujrzeć ten film, bo częściowo opowiada o tym okresie, o którym piszę. Liczyłem, że skoro to produkcja niezależna od Walt Disney Company, to nie dostanę hagiograficznej wygładzonej bajki o wujku Walcie. Już sam fakt, że zgodnie z faktami Disney w filmie pali jak smok nastraja.
Cóż, jest trochę hagiografii, bo początek to słodzenie z piękną muzyczką, o tym jak mały Walt niczym myszka w The Flying Bat marzy, by rysować i zły świat go za to karci. I choć nie ukrywają, że Disney potrafił być Januszem biznesu (scena jak pogania przysypiającego Isinga do roboty - tu też subtelny smaczek, bo Ising miał tendencje do narkolepsji), to też mam wrażenie, że uprościli sprawę z exodusem jego animatorów do Charlesa Mintza. Na sequel Walt After Mickey, w którym Disney bezczelnie przypisał laury za Myszę i olewał wkład Iwerksa, a ten okrutnie się zemścił na nim, nie ma co zanosić. Ale jednak twórcy nie robią z Disneya pomnika - nie tylko pali w kadrze, ale rzuca cholerami. I zasugerowali, że Disney mimo wszystko był kiepskim rysownikiem (o czym wiele razy mówili jego animatorzy) :). No i przede wszystkim pokazano, że był kiepskim zarządcą i gdyby nie Roy, to byłby tylko znany w wzmiance encyklopedii filmowych.
Całkiem wiernie podąża faktom historycznym. Parę rzeczy nieco zmienia, np. Plane Crazy miał premierę dopiero po Williem z parowca, a historia z oswojoną myszą, która zainspirowała Walta do stworzenia Mikiego najpewniej była zmyślona, a też nie wiem czy Fred Quimby robił wtedy w MGM (i chyba był znacznie młodszy) ale jakby ktoś chciał poznać ten okres Disneya bez szukania po książkach to warto obejrzeć.
I też oddaje sprawiedliwość pozostałym animatorom i nawet ich wybiela. Oryginalnie to Hugh Harman był pierwszym animatorem, który odszedł do Mintza, a nie jego brat Fred, który opuścił Disneya na dobre jeszcze przed jego wyjazdem do Hollywood. Jak się spodziewałem z Charlesa Mintza zrobili złoczyńcę (w sumie był takim). Czuję, że filmowcy chcieli być fair wobec Harmana, Isinga, Iwerksa i Frelenga i dlatego w filmie to Fred Harman jest drugim po Mintzu bad guyem i odchodzą do Mintza jawnie przed Waltem, gdy w rzeczywistości to zrobili w tajemnicy (i jak mówił Freleng czuł się gnębiony przez Disneya).
Gdyby nie to, to mamy biopic do zapełnienia ramówki w kinie. Jest nieco przestojów i sceny z Lillian wyglądają jak z telenoweli. Domyślam, że wybrali ten okres, ponieważ Alice Comedies i Laugh-O-Grams były już w domenie publicznej, a cały budżet poszedł na wypożyczenie Plane Crazy od faktycznej Myszy (co utwierdza mnie w przekonaniu, że obecnie Walt Disney Company ma głęboko w dupie klasyczne kreskówki i nie sapało by się o wydanie ich bez jego zgody). Widać też, że niektórzy noszą doklejane wąsy (jak u Isinga). Jest jedno chamskie ujęcie nowojorskich wieżowców, które nie dość, że nie wyglądają na architekturę lat 20. XX wieku, to jeszcze wygląda jak z początku gier komputerowych.
Co mogę pochwalić to Thomas Ian Nicholas w roli głównej. Widziałem Disneya, a nie Toma Hanksa z kiepsko odwzorowanym wąsem. Nie tylko wizualnie wygląda jak Disney, ale aktor grający praktycznie wgryzł się w jego postać. To samo Iwerks. Roya bardziej niepodobnego nie mogli wziąć :P. I choć to jest nieco tanie i amatorskie, to czuć szczere chęci w opowiedzeniu o jakimś wycinku życia Walta Disneya .
7/10
18-09-2023, 11:50
Captain Skullet
Liczba postów: 20,255
Liczba wątków: 128
I Wanna Dance with Somebody - takie sobie to, zwłaszcza że ostatnio oglądałem po raz któryś tam "Walk The Line", które w tej kategorii jest dla mnie wciąż numerem jeden (z tym, że nie widziałem jeszcze filmów o Elvisie i Eltonie). Ackie jako tako, tzn niespecjalnie pasuje mi wyglądem, niby aktorsko jakoś tam daje radę, ale na niewiele się to zdaje, gdy cały film jest letni i pozbawiony emocji, a przedstawiona historia zwyczajnie mnie nie rusza, choć czuć, że mogłaby, gdyby się za to wziął odpowiedni człowiek. Realizacyjnie też jest jakoś tak "płasko" i bezdusznie, nawet nie czuć za bardzo czasów, w których dzieje się akcja. No i to ujęcie z Costnerem z Bodyguard - co to niby miało być?
Jedyny plus taki, że przypomniałem sobie o kilku fajnych kawałkach i zaraz po seansie zamówiłem DVD z teledyskami Whitney.
5/10
Cytat:atalistyka jak u Mela w Braveheart: pełno juchy, statystów, zero filtrów czy innych gówien. Czuć naturalizm pola walki.
Zwłaszcza w tej scenie w której bohaterowie sobie gadają a z tyłu kolesie gramolą się po drabinach na zamkowy mur jakby nie byli pewni czy mieli iść do góry, czy w dół. Za każdym razem lałem z tej sceny.
20-09-2023, 14:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-09-2023, 14:53 przez Gieferg.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,741
Liczba wątków: 14
Dawnom się tu nie udzielał, takoż wykonam kilka krótkich podań.
The Warriors
Prosty, głupi, fajny. Zaskakująco autentyczny mimo cokolwiek komiksowej umowności i mocno "kul" niezależnie od tartaku w skrypcie i na twarzach większości aktorów. Jasne, chciałoby się nieco więcej mięcha, emocji (zwłaszcza w finale na plaży) i lepiej nakreślonych bohaterów, ale wybaczam z uwagi na pierwiastek kultowości nieosiągalny dla 95% obecnych tworców. Kręcony dziś, zapewne zostałby skażony i wyzuty z zajebistości, na szczęście więc pozostaje przyjemnym oku reliktem lepszych czasów.
Brief Encounter
David Lean w wydaniu kameralnym, jeszcze przed okresem tworzenia epickich kolosów. Historia stara jak świat - zamężna kobieta zakochuje się z wzajemnością w żonatym mężczyźnie, a nad gruchającymi gołąbeczkami zawisa widmo gorzkiego niespełnienia. Bez zbędnego komplikowania, prosto do celu niczym odjeżdzający pociąg (stracona szansa) i ze świetnym duetem niosącym szczere emocje. Poczekalnia na peronie jako (kolejny) symbol przejściowości - ładne. Lean potrafił.
Taste of Cherry (UWAGA! ZDRADZAM FRAGMENTY FABUŁY)
Abbasa Kiarostamiego nazwano irańskim Bergmanem, dlatego do Smaku Wiśni podchodziłem z negatywnym nastawieniem. Och, jakże się myliłem! Oto mężczyzna. Stracił sens życia, chce umrzeć, ale cwany Abbas nie zdradzi nam powodów - główkuj sam, leniwy oglądaczu! Męzczyzna jeździ autkiem po okolicy i nagabuje przypadkowych ludzi, potrzebuje bowiem asysty w samobójstwie. W końcu jego towarzyszem podróży zostaje sędziwy mędrzec starający się odwieść bohatera od ostatecznego rozwiązania kwestii irańskiej. Opowiada o dawnej próbie samobójczej, drzewie, sznurze i zjedzeniu morw, dzięki którym wybił sobie z głowy zabawę w szubienicę. Następnie stawia serię pytań sprowadzających się do konieczności odrzucenia wszystkiego pięknego, co oferuje życie. Czy byłbyś w stanie zrezygnować ze smaku wiśni? W tym momencie zesrałem się na rzadko. Kał popłynął nogawkami, a ja padłem w gównianą kałużę i zapłakałem. Reszte seansu spędziłem leżąc w pozycji embrionalnej i sławiąc filozofię Kiarostytelesa. Są momenty, które zmieniają człowieka i jego podejście do rzeczywistości. Nigdy już nie będę taki sam. Po napisach końcowych z nieosiągalną do tego czasu przyjemnością zjadłem garść wiśni i znowu zesrałem się na rzadko. Zasłużona Złota Palma w Cannes, 12/10.
21-09-2023, 15:02
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Possession (1981)
Pierwsze spotkanie z Żuławskim. Długo nie miałem sytuacji, że tak bardzo spodobał mi się film... o którym nie mam do końca pojęcia co przedstawiał. Z prelekcji Smoczyńskiej wiem, że napisane to było pod wpływem rozstania reżysera z Małgorzatą Braunek. Przez pierwszą połowę śledziłem przebieg fabuły i potrafiłem to zinterpretować, ale potem pojawiła się druga... i zmieszany byłem jak Martini.
Nie potrafię tego uczciwie ocenić. Wiem, że to jest ten film, który muszę ocenić jeszcze parę razy by wiedzieć co obejrzałem. Niemniej przeżycie. Dwie rzeczy z całą pewnością mogę napisać - wielka Adjani, a Sam Neill nigdy lepszy nie był.
?/10
24-09-2023, 09:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-09-2023, 09:24 przez Kryst_007.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
(24-09-2023, 09:21)Kryst_007 napisał(a): Sam Neill nigdy lepszy nie był.
To polecam gorąco Dean Spanley.
24-09-2023, 14:29
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Gieferg napisał(a):Zwłaszcza w tej scenie w której bohaterowie sobie gadają a z tyłu kolesie gramolą się po drabinach na zamkowy mur jakby nie byli pewni czy mieli iść do góry, czy w dół. Za każdym razem lałem z tej sceny.
E tam, czepiasz się. To nie jest żadna scena batalistyczna tylko dialog między Joanną a Gillesem de Rais, zaś w tle widać gramolące się i szwendające niedobitki armii francuskiej pod murem zamku.
24-09-2023, 15:43
|