Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Gentlemen, you had my indifference. But now you have my half chub.

Odpowiedz
(17-09-2025, 22:39)OGPUEE napisał(a): Księżniczka i chochliki - widziałem koło 2002 r. zapowiedzi na Super RTL, jak i początek i jakoś mnie nie ciągnęło, no bo jakaś babska bajka o królewnie. Błąd, bo to całkiem spoko film. Może to nie najlepsza animacja w historii, ale całkiem solidna robota o dobrej animacji i budzących sympatię postaciach dziecięcych. Film to koprodukcja węgiersko-brytyjska. Animację robiło Pannonia Film, najlepsze po Sojuzmultfilmie studio animacji w bloku wschodnim i choć to nie Disney, widać jakość i można pomyśleć, że to robiło jakieś zachodnie studio.

[...]

8/10, bo całkiem pozytywnie mnie zaskoczył. 

Oglądałem za dzieciaka we wczesnych latach 90-tych - co więcej, nadal mam to nagrane na VHS-ie, a że magnetowid wciąż sprawny, to chyba czas sobie przypomnieć. Ale mam wersję z lektorem, nawet nie wiedziałem, że zrobili do tego dubbing. Za małolata ten film był dla mnie mocno klimatyczny, zwłaszcza sceny z Irene podążającą przez groty za niewidzialną nitką, no i miał w sobie pewną baśniową tajemniczość (cały wątek z prababką Irene), która trafiała wtedy w mój gust. Ale w sumie pierwsza rzecz, jaka od razu przychodzi mi do głowy na myśl o tym filmie, to piosenka, którą ludzie odstraszają chochliki - pod względem melodycznym naprawdę ładny kawałek.

Odpowiedz
(18-09-2025, 00:24)al_jarid napisał(a):  Ale mam wersję z lektorem, nawet nie wiedziałem, że zrobili do tego dubbing.
Bo, jak zwykle bywało z wydawanymi u nas zagranicznymi animacjami, polski dubbing pojawił się dopiero grube lata po pierwszym polskim wydaniu. I jak pisze dubbingpedia, ten do Księżniczki i chochlików powstał w 1999 roku. Na cda możesz zobaczyć.

Odpowiedz
(16-09-2025, 16:18)raven.second napisał(a): Honey don't! (2025) Margaret Qualley jako detektyw włóczy się między kolejnymi miejscówkami i próbuje znaleźć sens w prowadzonej sprawie, czasem obije komuś mordę (i przyklei na zderzak naklejkę "mam waginę, głosuję"), a w tle Chris Evans w roli pastora-ruchacza-dilera narkotyków i Aubrey Plaza jako policjantka. Plus zaskakująco dużo seksu zaskakująco kiepsko pokazanego. 4/10, słabiutko.

(16-09-2025, 17:33)nawrocki napisał(a): Młodszy Coen to jeszcze wróci do dobrego kina czy już do końca kariery będzie adaptował te lesbijskie fantazje swojej małżonki?

Przy okazji wlaśnie tego filmu dowiedziałem się że Honey don't i poprzedni jego film też z Qualley to są dwie części lesbijskiej trylogii, czyli wygląda na to, że jeszcze jedna część będzie. Może w końcu wyjdzie dobry film, do trzech razy sztuka:)

Odpowiedz
Labirynt - kolejna powtóreczka klasyki z lat 80. Swoją drogą, aż dziwne że jak film wchodził do polskich kin, to nie zlecono do niego dubbingu. Leciał bez ograniczeń wiekowych i to jednak film w gruncie familijny. Pewnie ktoś w Partii był fanem Bowiego i rzygał na myśl polskiego dublera (ciekawostka taka - w niemieckim dubbingu wszystkie piosenki zostawiono w angielskim oryginale).

W przeciwieństwie do Ciemnego kryształu przed tym można usadzić dziecko przed ekranem bez żadnego nadzoru. Co prawda, pada kilka ostrzejszych słow, a Sara kilka razy nazywa Hoggle'a "you little shit", ale pewny jestem że już przedszkolaki znają te słowa :). Nie jest taki mroczny jak inne filmy fantasy z lat 80. Powiedziałbym, że całkiem pogodny.  Czuć, że robił to twórca Muppetów, gdyż wiele jest ironicznego humoru (jak skały-straszaki i jedna mówi, że ta za to jej płacą) i najstraszniejszym motywem jest fakt, że jak się zanurzy w pierdzącym bagnie, będzie śmierdział do końca życia. Gobliny to nie obleśne kreatury z Legendy, a raczej pocieszne gostki, które nie robią nic złego. Nie będę pierwszy mówiąc, że Toby'emu bardziej opłaca się zostać w świecie goblinów, i lepiej się nim opiekują złole niż jego fochująca siostra-jęczybuła. W ogóle rozwala mnie, że magiczny świat wita nas sikającym gnomem, który zabija środkiem przeciwowadniczym słodkie wróżki (które wrednie dziabią).

Poziom kreatywności i pomysłów oszałamia (nie mówiąc o wykonaniu), więc tym bardziej szkoda, że Henson tak wcześnie odszedł. Jak tak patrzę na Hoggle'a i myślę teraz: kurna, ale Disney zjebał z tymi live action krasnoludkami, bo także Hoggle niczym krasnoludki z Legendy jest "ufantastyczniony". I też Hoggle jest najlepiej napisaną postacią. Niby Gburek, ale w gruncie rzeczy to życiowa niedojda. Sara, choć jest dąsająca się i wrzodem na dupie (macocha, nie będąca źle nastawiona, słusznie zarzuca Sarze, że ta powinna zając się niemowlakiem. I Jareth - główny zły - ma lepsze podejście do dzieci), też przechodzi jakąś drogę, co symbolizuje dość łopatologiczna scena ze złomiarką. Mocno sugeruje, że przygody to jakaś projekcja lęków i ucieczka w marzenia, bo są maskotki postaci i lalka podobna do Jaretha, a on sam może symbolizować jakiś crush dla nastolatek. I ciekawe, bo normalnie to postacie poboczne są tymi irytkami. A te postacie są całkiem sympatyczne. Szczególnie Ludo, który autentycznie jest uroczy, a nie ma tego obliczenia na cuteness.

Bowie jest niesamowicie kultowy i nie ma co się zbędnie rozpisywać. Powiem, że piosenki zajebiste, zwłaszcza pierwszy numer. No, może poza tą tych odrzutów z
Ciemnego kryształu (jak i cały segment można było by wyciąć). No i boleśnie widać widać, że Jennifer Connelly w roli Sary dopiero stawiała pierwsze kroki w aktorstwie.

Ale tak, bawiłem się wybornie.
   
8/10

Odpowiedz
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcSP5XTVVUn3n9iZIDAYmaF...3H5-DZnw&s]

Red Sonja (2025) czyli ekofeministyczna Mary Sue.

Generyczne do bólu fantasy, niby dla starszych bo jest krew (ale żadnej konkretnej sceny) i NIE MA cycków, marnie obsadzone (tyczy sie tez cycków).
Już dawno nie widzialem tak FATALNEGO głównego złola, pizdowaty typ, ktorego moznaby złamać w pol jednym kopem. I Sonja, ktora mi nie pasuje. Ta aktorka wygladala ładnie w "Rings" a tu jak taka menelica. To powinna być wysoka, sprawna modelka, ktora ma czym oddychac a nie taki wymoczek.
Do tego mamy ekowrzutki, feministyczne wrzutki i głupią Mary Sue wojowniczkę.
To jest coś jak ten "Hercules" z tym drewniakiem ze "Zmierzchu", rownie zle obsadzono ale gorzej nakrecone. Coś dobrego? Kilka kadrów ladnych jest, głównie fajne krajobrazy. Nie wygląda to tak tanio jak sugerowal zwiastun.

3/10
Muszę powtorzyc stary film, który ponoc tez jest słaby. Ale cos mi sie nie wydaje, zeby byl slabszy od tego.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(18-09-2025, 20:56)OGPUEE napisał(a): Bowie jest niesamowicie kultowy i nie ma co się zbędnie rozpisywać.
Im starszy jestem tym bardziej przekonuję się, że to najwybitniejszy piosenkarz w historii.

A sam film kiedyś nawet widziałem dawno, dawno temu w kinie i to jeden z tych, który naprawdę zapadł mi w pamięć na lata. Henson to był geniusz bez dwóch zdań. Ze dwa lata temu sobie powtarzałem i film zniósł bardzo dobrze próbę czasu. Sir Didymus zawsze był jedną z moich ulubionych postaci rycerskich.

Chyba też dałbym 8/10. Mocne.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Labyrinth to niekwestionowany klasyk, o klasę wyżej niż pierwotny Dark Crystal (bo oczywiście AoR deklasuje większość osiągnięć ludzkości), a cichym bohaterem jest tu Terry Jones, który wstrzyknął w film niezbędny ładunek absurdalnego humoru; wspomniany Didymus to wybitnie pythonowska postać.
Ambrosius!!!

Odpowiedz
No właśnie. Cenna uwaga towarzysza Paszczaka.

Kiedyś potrafiono zrobić film dla dzieci, który nie jest infantylny (takie też są potrzebne). Dzisiaj z kolei jest przegięcie w drugą stronę czyli schemat ze Shreka, że jest upchana masa rzeczy stricte dla dorosłych, których dzieci po prostu nie zrozumieją.

A tutaj mamy takie zaszczepienie dzieciom abstrakcyjnego, dziwnego humoru, lekko surrealistycznego, które to jednak elementy dziecko jest w stanie zrozumieć niejako intuicyjnie, bez posiadania wiedzy o współczesnym świecie dorosłych i jednocześnie wynoszący film na jednak wyższy poziom.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(18-09-2025, 22:27)Dr Strangelove napisał(a): Im starszy jestem tym bardziej przekonuję się, że to najwybitniejszy piosenkarz w historii.
Hmm, w pierwszym odruchu chciałem się oburzyć, ale na dobrą sprawę robiąc listę najlepszych wokalistów (kobiet i mężczyzn) w historii, to kandydatura Bowiego jest dosyć sensowna. Sam dałbym na szczycie chyba Presleya.
Kiedyś taki ranking poczynił magazyn Rolling Stone: https://www.rollingstone.com/music/music-lists/best-singers-all-time-1234642307
Tylko u nich w pierwszej piątce są... cztery kobiety, a przecież wszyscy wiedzą, że z wokalistami jest jak z kucharzami, czyli że na masową skalę kobiety robią to dobrze, ale naprawdę wybitni są jednak tylko faceci.

Odpowiedz
Rolling Stone to królowie okropnych opinii muzycznych. Nie znosili zarówno Black Sabbath jak i Led Zeppelin. Nuff said.
Co do Davida... mocny zawodnik, ale posłuchajcie Under Pressure i zastanówcie się kto dominuje ten utwór.

Odpowiedz
Być może, ale w takim razie kto byłby wyrocznią w kwestii poprawnych opinii muzycznych? Bo krytykować najprościej :p

Odpowiedz
Nie będę się kłócić nawet bo to już starcie gigantów z ocenami nie 10/10 tylko jakieś 17/12 :D
Presley byłby na pewno bardzo, bardzo wysoko, a Mercury to pewnie byłby na drugim miejscu mojego osobistego rankingu.

Po prostu Bowie ma tę nutę szaleństwa i dziwaczności, boską iskrę czy jak tam banalnie bym tego nie nazwał.
No plus tak poza tematem muzyki jeszcze dochodzi ta kariera filmowa Bowiego, naprawdę całkiem udana.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
No, jak schodzimy do sfery innych mediów, to w starciu Bowie vs Mercury Omnikron oczywiście deklasuje The Eye.
5 osób w internetach załapie o czym bredzę.

Odpowiedz
(18-09-2025, 23:07)simek napisał(a):
(18-09-2025, 22:27)Dr Strangelove napisał(a): Im starszy jestem tym bardziej przekonuję się, że to najwybitniejszy piosenkarz w historii.
Hmm, w pierwszym odruchu chciałem się oburzyć, ale na dobrą sprawę robiąc listę najlepszych wokalistów (kobiet i mężczyzn) w historii, to kandydatura Bowiego jest dosyć sensowna. Sam dałbym na szczycie chyba Presleya.

No tylko jak to w zasadzie mierzyć, skoro praktycznie każdy reprezentuje inny typ muzyki i ma inną skalę głosu?
Jak porównać Sinatrę z Pavarottim i z Jacksonem?

A lista RollingStone to czysty przykład trollingu politpopu - no i każda taka lista bez choćby jednego polskiego głosu jest o kant dupy.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(18-09-2025, 23:07)simek napisał(a): Hmm, w pierwszym odruchu chciałem się oburzyć, ale na dobrą sprawę robiąc listę najlepszych wokalistów (kobiet i mężczyzn) w historii, to kandydatura Bowiego jest dosyć sensowna. Sam dałbym na szczycie chyba Presleya.

Na jakiej zasadzie? Bowie wybitnym wokalistą nie był, Presley byl jedynie wokalistą.

(18-09-2025, 23:22)Paszczak napisał(a): No, jak schodzimy do sfery innych mediów, to w starciu Bowie vs Mercury Omnikron oczywiście deklasuje The Eye.
5 osób w internetach załapie o czym bredzę.

Podobno.

(18-09-2025, 23:14)Paszczak napisał(a): Rolling Stone to królowie okropnych opinii muzycznych. Nie znosili zarówno Black Sabbath jak i Led Zeppelin.

I Queen
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(19-09-2025, 02:10)Mefisto napisał(a): No tylko jak to w zasadzie mierzyć, skoro praktycznie każdy reprezentuje inny typ muzyki i ma inną skalę głosu?
Jak porównać Sinatrę z Pavarottim i z Jacksonem?
Dokładnie na takiej samej zasadzie jak porównujemy każdy utwór kultury, czyli co nam się bardziej podoba :)
U mnie Jackson > Sinatra > Pavarotti i nie wiem w czym problem, przecież wszyscy po prostu śpiewają i albo mi się ten ich śpiew podoba bardziej albo mniej.

Odpowiedz
Nie no gdzie Bowie najlepszy w świecie w którym istniał Freddie czy Michael.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Albo James Brown, Johnny Cash, no i...

que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
Wiadomo, że każdy sobie zrobi swoją listę i każda będzie inna. Jak ktoś wybierze Mercurego albo Jacksona to przecież bić się nie będę. Bo sam bym ich umieścił pewnie w top 10, a Freddie to w innym dniu jak wczoraj mógłby nawet spokojnie i u mnie wygrać.

Kwestia pewnego kanonu i proporcji tak powiem. Jak Bowie nie jest w pierwszej 10 to nie mogę traktować kogoś poważnie.
To jak z listą reżyserów dajmy na to. Ktoś wybierze Kubricka, a ktoś Spielberga, a ktoś Scotta albo Kurosawę, ale jak któryś z nich ląduje na miejscu 27 albo 33 to można tylko splunąć w twarz :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,956 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,786 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,194 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,344 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,692 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,154 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości