Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Nie wiem czy jest to lepszy film niż Marriage Story czy nawet Frances Ha, ale to właśnie The Squid and the Whale jest moim ulubionym jego filmem. I jednym z najśmieszniejszych nie będących czystą komedią ever. Daniels jest zajebisty. Muszę powtórzyć, bo widziałem ze dwa razy może nie dwadzieścia, ale dobre kilkanaście lat temu.


Odpowiedz
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcRbYREeNf78jgBiKWNi_WH...GhbkA&s=10]

High Spirits (1988)
Reż: N. Jordan
Obsada:
Peter O'Toole, Steve Guttenberg, Daryl Hannah, Beverly D'Angelo, Liam Neeson

Wczoraj przypadkowo odkrylem istnienie tego filmu.
I mnie to smuci, i raduje, jednoczesnie. Bo dlaczego film z taką obsadą jest zapomniany? A z drugiej: fajnie przypadkiem znalezc cos takiego. Odpowiadam na 1 pytanie: pewnie dlatego, że byl wpadką. 8,5 miliona zarobku na 15 budzetu.

Jakis bogacz zamierza przejąć stary irlandzki zamek. Wlasciciel, zeby odrobic dlugi postanawia szerzyc propagande o nawiedzeniu i straszyc zaproszonych gosci sztuczkami. Ale okazuje sie, ze tam naprawde straszy ;)

To komedia paranormalna w stylu "Przerażaczy", "Ghostbusters" czy "Haunted House". Tyle, że slabsza. Taki sympatyczny typowy 80's filmik "do kotleta" w niedziele. Fajnie zobaczyc kilka znanych twarzy razem i niezlych efektow wizualnych (jak na 80s).
Niby sredniaczek ale znam kilka filmow z tamtego okresu, ktore byly gorsze a są dzis "slawne".

6/10

A teraz nurtujące mnie dylematy.
1. Dlaczego niektore filmy są zapomniane? Nawet jesli nie są klocami. Przydalaby sie jakas strona z taką listą. Bo jak pisalem: wkurza mnie, ze przypadkowon trafiam na taki film o ktorym slysze 1 raz. a nie jest to jakas klasa D prosto na VHS.
2. Ciekawa jest tez kwestia aktorów, ktorzy wypadli z 1 czy nawet 2 ligii i teraz, jesli jeszcze grają to w okręgowce. Tu piję Guttenberga, ktory mial na koncie kilka znanych pozycji i PYK. Byl znikl.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Folwark zwierzęcy (1954) - wreszciem nadrobił. Zacznę od słonia w pokoju, czyli mocnej ingerencji CIA w scenariusz. Jak dodanie kaczątka dla rozładowania tonu. A innych farmerów ukazano sympatycznie, bo nie chciano oburzenia rolników (a mówią, że to dziś mamy płatki śniegu). Choć i tak Jones z innymi wsiokami wygląda jak z twittów mieszczuchów burzących się na weto ustawy łańcuchowej. Czy fakt, że dano happy (?) end; zmiana ta mnie nie boli, bo jak pokazała historia, upadek dyktatury jest możliwy. I też podoba mi się jego rozwiązanie; zwierzęta zamiast patrzeć dumnie z triumfem i narracją typu "długo i szczęśliwie", to mają wypisywany wkurw na oczach w ciszy i napisy końcowe, co można dopowiedzieć, że nawet jak znowu przywrócą dawne zasady, to nowym przywódcom też się w dupach poprzewraca (co też pokazywała historia).

Ale niektóre są naturalne (szczeniąt nie zabiera od cyca mamy i zamiast tego wymyślili, że szczenięta są sierotami. I też nie widzę problemu, by ze Snowballa zrobić mniej szlachetnego. Sam Orwell sugerował, że Snowball przy pełnej władzy również zmieniłby się w skurwysyna). I zawarto z książki narzekania drobiu, że "dwunogi są złe" jest gatunkistyczne w ich kierunku. A też mam wrażenie, że jednak oddaje sprawiedliwość książce, bo ton jest ponury i zachowano przesłanie, mimo kreski z Disneya czy Sojuzmultfilmu.

Będąc przy realizacji, to jest to ładna robota jak to w tamtym okresie, a też pomaga ta szorstkość i brutalność ówczesnego kina brytyjskiego. Mimo, że 90% dialogów to narracja, to wiele scen opowiadanych jest obrazem. Prócz tego zaznaczyli coraz gorsze warunki bytowe na folwarku jak to że zwierzęta są wychudzone i widać im żebra. Przemoc jest tu widoczna, choć jako że to lata 50., to większość najdrastyczniejszych scen odbywa się za kadrem i też bardziej działa na psychikę. Ale mimo wszystko kategoria U była bardziej zasadna, bo mimo mroku i dwiema plamami krwi nie różni od reszty ówczesnych pełnometrażowych animacji, a dziecko mniej będzie straumatyzowane niż po innej brytyjskiej animacji o totalitarnych zwierzątkach. No i to najpewniej najlepsza ekranizacja książki. Film z 1999 roku był niby wierniejszy w wielu aspektach, ale szedł w sentymentalizm, a o nadchodzącej wersji Serkisa to już można szkoda gadać.

8/10


- tyle się nasłuchałem, że film jest w przeróżnych topkach najlepszych filmów, w popkulturze jest często wymieniany i cytowany (np. u Tarantino i w polskiej popkulturze), że uznałem, iż zobaczę. Aż nadarzyła się okazja w kinie Pionier. Przyznam się. Przez pierwsze 45 min powstrzymywałem się od snu, wzmagana przez rwącą narrację. Co w sumie ratowało, to sprawne ręce reżysera i mimo europejskiego artyzmu i pójścia w psychologię, w gruncie to pogodny film. I z pewnym satyrycznym zacięciem, gdy w ostatnich minutach filmu intelektualista wystrzeliwuje pretensjonalny monolog, a Guido sam ma swoje przemyślenia w postaci obrazów.

Muzyka, często pastisz klasyki, to wartość dodatnia. No i Fellini zadbał, żeby było na co popatrzeć. Niektóre ujęcia robiące wrażenie , zwłaszcza scena snu z ludzkim latawce, ścieżka do kardynała czy nocny wjazd na plan sajfaja. Taka ciekawostka – to pierwszy film, w którym Claudia Cardinale mówi własnym głosem; wcześniej była dubbingowana i od tej pory, po tym filmie Felliniego, już w ojczystym kinie mówiła własnym głosem (nie licząc kilku wyjątków). I w ogóle te wszystkie zagraniczne aktorki nagminnie grające we włoszczyźnie, normalnie dubbingowane, wypowiadają włoskie kwestie swoimi prawdziwymi głosami. Jedynie Aimée była dubbingowana, czego kompletnie nie słychać i jest pełna symbioza świetnego aktorstwa. Ogólnie to w sumie fabułą sprowadza do relacji głównego bohatera z różnymi kobietami w życiu - czy to aktorkami czy rozkładającym się związek z Luizą. 

W sumie mogę zrozumieć skąd taki kulcik. Do tego może nie wrócę, a także inne włoskie kino ambitne przypadało mi do gustu (jak Umberto D. czy Rocco i jego bracia). Ale może dam drugą szansę, no i nie zraził mnie do Felliniego, bo w planach mam inne jego filmy.

7,5/10

Odpowiedz
A czego jeszcze nie widziałeś?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Łatwiej będzie wymienić co widziałem - czyli i "Toby Dammit" z Trzech kroków w szaleństwo.

Odpowiedz
Sam wyżej od najbardziej oczywistych tytułów (8,5 i Dolcze Wita) stawiam te z Rzuljetą (Cabiria zdecydowanie na czele, La Strada nieco niżej), natomiast Amarcord to (kolejne) pół na pół: część dobrych pomysłów, część bezcelowego snucia się kamerą po twarzach. No i jak już rzucam na lewo i prawo tymi połówkami, to dodam, że Fellini zawsze był dla mnie w pół drogi pomiędzy cywilizowanym zachodem a nadętymi lachociągami w rodzaju Tarkowskiego czy innego Bergmana. W każdym razie wspomniane filmy z Masiną zdecydowanie plasują się po stronie dobra, więc w sumie nieśmiało je polecam w ramach kolejnego kroku w głąb kina Federico.

Odpowiedz
"The Squid and The Whale" to film do którego mam ogromny sentyment, choć nie oglądałem już dość dawno. Ma ciekawy polski tytuł "Walka żywiołów". I tu pierwszy raz widziałem Jesse Eisenberga, zdaje mi się. I to on jest dla mnie głównym bohaterem, to jego dramat jakim jest rozwód rodziców interesuje reżysera najbardziej. Choć najlepsi są i tak Daniels i Linney.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
(21-12-2025, 00:58)OGPUEE napisał(a): Łatwiej będzie wymienić co widziałem - czyli i "Toby Dammit" z Trzech kroków w szaleństwo.

Amarcord, Cabiria, La Strada zdecydowanie na pierwszy ogień zatem. Dolce vita trwa 3 godziny, więc jeśli nudziłeś się na 8 i pół, to tutaj masz tego po prostu więcej, bo generalnie gros filmów FF jest osadzone na snuciu się i relacjach z kobietami (ewentualnie relacjach kobiet, jak w Giulietta i duchy) :) Na deser proponuję Miasto kobiet, które jest bardzo sympatycznym i zabawnym podsumowaniem tej tendencji - taki Fellini w pigułce.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(21-12-2025, 04:36)Mefisto napisał(a): Amarcord, Cabiria, La Strada zdecydowanie na pierwszy ogień zatem.
Wałkonie to też bardzo dobry film.

Odpowiedz
(21-12-2025, 01:50)Norton napisał(a): Fellini zawsze był dla mnie w pół drogi pomiędzy cywilizowanym zachodem a nadętymi lachociągami w rodzaju Tarkowskiego czy innego Bergmana. 
I sam Fellini był tego świadom, bo kiedy Samuel Zarkoff chciał wyciąć jeden fragment Toby'ego Dammita (bo był za długi i nie wnosił niczego do fabuły) na potrzeby usańskiej produkcji, to producenci krzyknęli "olaboga, to zamach na artystę". Ale gdy Fellini poznał sprawę, to bez problemów zgodził na owe cięcia, mówiąc, że chciałby by usańscy widzowie obejrzeli jego dzieło.

Odpowiedz
Black Bag (2025)


Po zabawie w horror David Koepp i Steven Soderbergh tym razem zabrali się za kino szpiegowskie w stylu Pan i Pani Smith tylko zrobione na poważnie, w klimatach jak z powieści Johna Lee Carre. Jest to film oparty na dobrych dialogach i świetnym aktorstwie, pozbawiony scen akcji (jest dosłownie jeden wybuch, który ma miejsce w Polsce), ale trzyma w napięciu co jest zasługą scenariusza,  reżyserii oraz Michaela Fassbendera (cieszy że wrócił do grania w dobrych produkcjach, a to nie tylko ten film) i Cate Blanchett. Chce się oglądać tą parę na ekranie - działają, przynajmniej na mnie, hipnotyzująco. A co do Fassbendera to zaryzykowałbym, że to jest jedna z najlepszych ról w karierze i można ogłosić że facet się przebudził. Chyba najgorszy etap kariery ma za sobą bo to już któraś jego dobra rola. 

Niezly był w Killerze Finchera (wiem, jakie film ma opinie, ale ja doceniam jego występ) i w serialu Agencja gdzie gral trochę podobną rolę. Dobry też był w Kneecap ktory jest na HBO Maxie, taki trochę Trainspotting + irlandzki rap. Niszowa produkcja, ale fajna rozrywka, a piszę to jako osoba, którą rap w ogole nie interesuje, ani polski, ani amerykański, ani irlandzki.  W sumie najsłabiej wypadl w  komedii Waititiego o drużynie piłkarzy, którą wrócił do kina. Widocznie Michael po dłuższej przerwie musiał się rozkręcić, niczym sportowiec, z meczu na na mecz, a raczej z filmu na film, albo zmienił agenta i wybiera mu lepsze filmy (może agent sabotował mu karierę, że grał w padakach za padakami). A oprócz i też drugi plan błyszczy na czele z Pierce Brosnanem. Jest go mało, ale wyróżnia się na tle innych aktorów - tak mogłaby się rozwinąć kariera Jamesa Bonda. Podobały mi się też zdjęcia i muzyka. Jest to elegancka rozrywka. Ocena: 7+/10.

Eenie Meanie (2025)

Po trailerach spodziewałem się produkcji w stylu Barbie Driver, a bardziej jest to kino sensacyjne na poważnie z elementami dramatu. Samara Weaving zagrała jedną z lepszych dramatycznych ról w karierze i dobrze, że próbuje też występów w takich niszowych produkcjach, a nie tylko w thrillerach, horrorach i różnych dziwnych filmach, w których też wypada interesująco. Nie mam nic przeciwko horrorom i dziwnym filmom z Samarą, ale fajnie,że pojawia się w normalniejszych produkcjach. Karl Glusman też nieźle wypadł, choć gra irytującą postać, ale taki miał być. Pościgi też były całkiem niezłe. A co do zakończenia to było trochę zaskakujące, ale pasuje do tej produkcji, biorąc pod uwagę to jaka postacią jest chłopak Eenie. Ocena: 7/10.

Love Hurts (2025)


To jest komedia sensacyjna, którą ogląda się jak film napisany specjalnie dla Jackie Chana, ale  przeleżał scenariusz w szufladzie wiele lat i teraz Jackie jest za stary by zagrać główną rolę, wiec obsadzono innego aktora. A widocznie nie tylko mnie Ke Huy Quan we Wszystko wszędzie naraz przypominał Jackie Chana, ale też producentom filmowym, bo w Miłość boli potwierdza to co o nim pomyślałem po tej oscarowej produkcji, że to klon Chana. Podobnie się bije, jest podobnie sympatyczny. Zostało w Ke Huy'u coś z uroku jaki roztaczał będąc dzieckiem gdy grał w Goonies i Indiana Jones 2, a jako dorosły facet jest w tej komedii sensacyjnej taki sam jak w każdym filmie i w serialu, w którym wystąpił po Wszystko wszędzie naraz, czyli przesympatyczny, nawet jak gra tak jak tutaj gościa od brudnej roboty, który postanowił zmienić swoje życie, czym podpadł swojemu bratu, to ciężko go nie lubić. Nieźle zrealizowane mordobicia, jest trochę humoru. Jedyna różnica w porównaniu z filmami z Chanem jest taka, że jest bardziej brutalnie i krwawo, ale jak na debiut reżyserski to wyszło nieźle, a Quan wypadł przyzwoicie, trzyma film na swoich barkach.  Ocena: 6/10.

Shelby Oaks (2025)

To jest horror pełen schematów, które w kinie grozy widzieliśmy wiele razy, wiec może dziwić, że akurat pasjonat kina jakim jest Chris Stuckmann nie próbował zrobić czegoś nowego tylko zainspirował się różnymi produkcjami (m in Blair Witch Project, Dziecko Rosemary, Egzorcysta, serial Detektyw, Hereditary, widziałem też echa  w scenie z babcią w domu 3 serią Twin Peaks i długo można wymieniać). Youtuber poszedł w klisze kina grozy więc każdy domyśli się w którą stronę fabuła pójdzie, jak film się zakończy.

Ale trzeba przyznać, że potrafi Stuckmann stworzyć klimat, utrzymać napięcie w czym pomaga zdjęciowiec. Wiec jakbym za coś miał pochwalić film to za zdjęcia, reżyserię niektórych scen, w których pokazuje Stuckmann, że jest lepszym reżyserem niż scenarzystą oraz główną rolę Camille Sullivan.Zdecydowanie lepszymi filmowcami, którzy wyszli z youtube są bracia Philippou od Talk to Me i Bring Her Back. Ale mimo tego, że wyszło średnio to kibicuję kolejnym filmom Stuckmanna jeśli nie zniechęci go średnie przyjęcie debiutu filmowego przez jego kolegów po fachu.  Ale tak całościowo lepszą historią jest opowieść za kulis o powstawaniu filmu, czyli historia Stuckmanna (należał do światków Jehowy), jego miłości do kina, zbiórka na film, dołączenie Neon i Mike Flanagana do projektu. Ocena: 5/10.

Chciałbym zobaczyć recenzję filmu Chrisa Stuckmanna od Chrisa Stuckmanna. 

Splitsville (2025)

 
Pozytywne zaskoczenie, bo nie dość że podobała mi się córka Dona Johnsona w jednej z głównych ról, za którą nie przepadam, to film jako całość mnie miło zaskoczył. Może to nie było jakieś świetne granie, ale dobrze wypadła nie tylko Dakota, bo równie dobrzy są Adria Arjona, Kyle Marvin i Michael Angelo Covino. Kyle jest też scenarzystą, a Michael reżyserem i stworzyli bezpretensjonalną rozrywkę, która mnie rozbawiła wiele razy. Słyszałem, że scena bójki dla wielu jest najlepsza i zgadzam się, ale to nie jest jedyny zabawny moment w tej komedii dla dorosłych. Ocena: 7/10.

The Last Showgirl (2024)


Trudno nie porównywać produkcji z Pamelą Anderson z Zapaśnikiem z Mickeyem Rourkem, Jest to film podobnie chropowaty, surowy i ma realistyczne zacięcie. No i ma dobrą dramatyczną rolę gwiazdy Słonecznego Patrolu, którą powinienem napisać, że odkupiła się tą rolą, tylko że to nie jest prawda, bo jest duża różnica między Pamelą Anderson a Rourke. Mickey to dobry aktor, który się pogubił i Zapaśnik pozwolił mu wrócić do Hollywood (inna sprawa jak tą szansę wykorzystał bo zniknął znowu). A nie przypominam sobie,  żeby kiedykolwiek gwiazda Słonecznego Patrolu zagrała w latach 80 i 90 nawet nie taką rolę po której by można powiedzieć, że ma talent komediowy, czy dramatyczny tylko, że jest przyzwoitą aktorką. Pamela to zupełne przeciwieństwo Rourke.

Więc nie można mówić o odkupieniu Pameli skoro takiej roli nie miała, jest to jej pierwsza dobra rola i trochę późno taka rola przyszła,bo nie sądzę by nagle dostawała interesujące propozycje za propozycjami. Ale tak czy inaczej nie odstaje aktorsko od reszty obsady, czyli Jamie Lee Curtis (mała rola, ale pamięta się), Kiernan Shipka (fajnie że gra nie tylko w lekkich produkcjach), Bille Lourd. Można się zastanawiać na ile objawił się po wielu latach talent aktorski Pameli, na ile to zasługa Gia Coppoli (tak, z tych Coppoli),  a na ile była Pamela po prostu sobą na planie, bo gra artystkę, która odchodzi w zapomnienie, starzeje się, uroda i seksapil dawno przeminęły i nie ma talentu, co idealnie do Anderson pasuje. Warto też wyróżnić Dave Bautiste, który pokazuje kolejny raz, że rozwija się jako aktor i wypadł wiarygodnie w roli wycofanego i wrażliwego faceta. Obok Johna Ceny to najlepiej rozwijający się aktor, który kiedyś był wrestlerem. Ocena: 7/10.

Odpowiedz
Jay Kelly

Miałem dzisiaj wolne i nie wiedziałem za bardzo co obejrzeć więc dałem szansę filmowi Baumbacha. Choć opinie niektórych tutaj nie zachęcały, szczególnie porównania do dziwacznego "Białego szumu", poprzedniego filmu reżysera, który mnie srogo rozczarował.

I okazało się, że nie było wcale tak źle. Zresztą ciężko było mi uwierzyć, że taki gwiazdor jak Clooney pozwoliłby sobie zagrać w czymś kiepskim. Nie jest to oczywiście poziom "W chmurach" albo "Spadkobierców" ale i tak oglądało się w miarę bezboleśnie. Uwierały mnie jedynie sceny konfrontacji Kelly'ego z tłumem fanów bądź zwykłych ludzi, którzy go rozpoznawali bo ileż można. Ale pewnie było to potrzebne reżyserowi by pokazać, że naprawdę jest to gwiazdor pokroju Clooneya :) Dlatego nie uważam długaśnej sceny w pociągu za najlepszą w filmie. Najbardziej podobała mi się cała sekwencja ze świetnym Billym Crudupem i sceny z młodym Jayem stawiającym pierwsze kroki w branży. Clooney, jak zawsze klasa sama w sobie, Sandler przekonująco mu partneruje jako wycofany i smutny menadżer, zaskakujący wybór w jego filmografii. Na drugim planie wyjątkowo cała plejada innych znanych twarzy jak Dern, Keough, Broadbent i inni.
Ocena: 7/10

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
(22-12-2025, 00:23)Pitero napisał(a): I okazało się, że nie było wcale tak źle. Zresztą ciężko było mi uwierzyć, że taki gwiazdor jak Clooney pozwoliłby sobie zagrać w czymś kiepskim. Nie jest to oczywiście poziom "W chmurach" albo "Spadkobierców" ale i tak oglądało się w miarę bezboleśnie.
Skoro "w miarę bezbolesny" Jay Kelly dostaje 7, co "oczywiście" nie jest poziomem W chmurach i Spadkobierców, które rozumiem, że mają okolice 9? To co mają u ciebie prawdziwe arcydzieła? 12? 13? :D

Odpowiedz
(21-12-2025, 05:54)simek napisał(a): Wałkonie to też bardzo dobry film.

Nie no, większość filmów FF trzyma poziom. Ale od paru można się odbić z uwagi na artyzm i rozcieńczoną narrację. Mnie osobiście Giulietta zmęczyła (oglądałem względnie niedawno), ale też i w sumie chyba taka miała być, skoro to kolejna artystyczna wiwisekcja związku. Więc trzepią sobie czasem ci wielcy reżyserzy konia na taśmie, a widz niespecjalnie ma się do tego jak odnieść, bo też i go to niezbyt interesuje. Wałkonie z kolei to film dość "leniwy" - ponownie zamierzenie - więc jak nie trafisz z nastrojem to się możesz nudzić momentami. Dla mnie to taki przeciętny Fellini, ot idealne 6/10, może z plusem za bezpretensjonalny obraz świata, którego już nie zobaczymy.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(14-12-2025, 09:26)raven.second napisał(a): Bestia z 1996 to bardzo fajny animal attack, niby trzygodzinny moloch o atakującej kałamarnicy, ale wcale nie czuć metrażu. Potwór zaskakująco dobrze zrobiony, może trochę byt mało galaretowaty jak na mój gust, ale nie znam się na tych mackowatych zwierzakach, podobnie sam "twist" daje radę, choć teraz, po seansie, mogłem się go spodziewać :)
A reszta? Świetny klimat małego, nadmorskiego miasteczka gdzie ludzie mają swoje życie, problemy, a nie tylko jest zło i trzeba z nim walczyć, no lubię takie rzeczy, po prostu. Tu śliski jak ośmiornica bogacz-urzędas, tam kłusownicy, tutaj nastoletnie miłostki, dalej problemy w pracy... no takie Szczęki, ale bez rekina i na brzegu Pacyfiku, nie Atlantyku. 7/10 albo 8/10, coś takiego.

Pełna zgoda, uwielbiam ten film, powtarzam go sobie co jakiś czas i za każdym razem ogląda się go tak samo dobrze, warto też wyróżnić świetnych Williama Petersena i Larry'ego Drake'a i pochwalić praktyczne efekty (animatronikę i miniatury), które posłużyły do wykreowania olbrzymiej kałamarnicy. Jak w jednym z wywiadów wspominał twórca scenariusza J.B White, który dosyć wiernie zaadaptował powieść Benchleya, jak na tamte czasy obrazek miał dosyć duży budżet około 13 mln dolarów i na ekranie to po prostu widać. Nie mógłbym nie wspomnieć też o super muzie Dona Davisa, który skomponował do "Bestii" niezwykle charakterystyczny soundtrack, moim skromnym zdaniem niczym nie ustępujący tym z najlepszych filmów w podgatunku. No i australijska wioska rybacka Patonga jako Grave's Point wypada znakomicie i dosyć malowniczo.



I ciekawostka:

The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(22-12-2025, 11:39)simek napisał(a):
(22-12-2025, 00:23)Pitero napisał(a): I okazało się, że nie było wcale tak źle. Zresztą ciężko było mi uwierzyć, że taki gwiazdor jak Clooney pozwoliłby sobie zagrać w czymś kiepskim. Nie jest to oczywiście poziom "W chmurach" albo "Spadkobierców" ale i tak oglądało się w miarę bezboleśnie.
Skoro "w miarę bezbolesny" Jay Kelly dostaje 7, co "oczywiście" nie jest poziomem W chmurach i Spadkobierców, które rozumiem, że mają okolice 9? To co mają u ciebie prawdziwe arcydzieła? 12? 13? :D
W chmurach i Spadkobiercy to jedno i i drugie solidne 8/10 i serduszka na filmwebie :)

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
[Obrazek: Venom_%282005_film%29.jpg]

Venom(2005)

Luizjana, voo-doo, zombie, dosyć brutalny i krwawy, całkiem klimatyczne, nikt nie wkurwia NIEDORZECZNOŚCIĄ postaci. Tymczasem:
IMDB - 4,7/10
FW - 4,7/10

Nie wiem CZEMU. Może miałem lepszy dzień, czy raczej noc, bo oglądało mi się całkiem dobrze.

6+/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Trochę się tego nazbierało w ostatnich dniach:

Do the Right Thing - zwlekałem z seansem, podchodziłem jak do jeża, a okazało się, że niesłusznie, bo Lee jednak umiał zrobić świetne, szczere kino. Kapitalna reżyseria i tempo, dobre aktorstwo i zaskakująco uczciwe przedstawienie tematu konfliktów rasowych. Jestem na tak, 8/10

Malcolm X - schematyczna, ale dobra biografia, jak zwykle świetny Denzel, solidny scenariusz, szkoda, że pod koniec robi się hagiografia, że zęby bolą. 7/10

The Gambler - intrygujący film, bo ma mnóstwo świetnych pomysłów, dobrze, niejednoznacznie skonstruowanego tytułowego bohatera (bardzo dobra rola Wahlberga), ale jakieś to wszystko takie niedogotowane, wątki pojawiają się i znikają w dziwaczny sposób, poza tym raz jest realistycznie, a raz jak z taniego filmu gangsterskiego. Mimo wszystko podobało mi się, jest w reżyserii Wyatta coś fajnego. 6/10

To Die For - obsada jak marzenie: Kidman, Phoenix, Cassey Affleck i zwłaszcza Nicole gra jedną z lepszych ról w karierze. Zaczyna się to ciekawiej niż rozwija, bo na koniec robi się dosyć prosta sensacyjna historyjka, a liczyłem na coś poważniejszego i mroczniejszego. W ogóle liczyłem, że film będzie odważniejszy, bardziej bezkompromisowy, a jest ostatecznie dosyć grzecznie. Mimo wszystko ok, dam 6/10

Battle of Britain - to jest ten klasyk? Trzymałem na liście do obejrzenia licząc na to, że to jakaś perełka lat 60., a jest niestety słabo. Wyobrażam sobie dyskusje o scenariuszu, gdzie padają różne propozycje na fabułę, ale twórcy nie mogą się dogadać z producentem, który w końcu uderza ręką w stół:
-aa w dupie mam te wasze pomysły, pokażcie po prostu potyczkę po potyczce i będzie git, wyciągnęliśmy setkę samolotów z muzeum - sceny powietrzne zrobią cały film!
-panie producencie, ale film musi mieć jakąś fabułę?!
-eh, no dobra, to włóżcie wątek jakiegoś żołnierza i jego kobiety, ale nic więcej!
W efekcie mamy właściwie kinową rekonstrukcję bitwy, a nie pełnoprawny film. Znane twarze przewijają się przez ekran, ale nie mają niczego konkretnego do zagrania: brytyjscy żołnierze, urzędnicy i politycy przy pracy, robią wszystko z iście angielską flegmą i właściwie niczego nie przeżywają. Gdyby nie wybuchy i pokazanie kilku śmierci, to możnaby pomyśleć, że pokazano ćwiczenia, a nie wojnę.
Może powinienem docenić te zdjęcia lotnicze? No nie wiem, dosyć szybko zaczęły mnie nudzić, jest ich za dużo, są zbyt monotonne.
Wymęczyłem ten film, dlatego 4/10

Enemy of the State - Szacun za to jak bardzo proroczy okazał się to film, jednak sądziłem, że to dużo poważniejsza produkcja, a to takie typowe najntisowe cuda na kiju :) Kupa zabawy, ale jeszcze więcej głupotek. Daję 6/10

Materialists - Ciekawy jest rozstrzał ocen, dominują takie, że łee cóż to za dziwaczny kom-rom, dialogi jak u robotów i wydumane problemy, ale i z drugiej strony zachwyty też są (spodobały mi się takie etykietki: antykomrom dla milenialsów po terapiach albo 2025: Odyseja romantyczno-matematyczna), więc nie czuję się aż tak dziwnie, bo... bardzo mi się podobało! Wydaje mi się, że spory wpływ na ocenę ma to, czy widzowi udało się zrozumieć, polubić bohaterów, bo widzę sporo opinii, że nie da się ich lubić, że chemia zerowa, a ja miałem dokładnie przeciwnie: Dakota kupiła mnie od pierwszych minut i uważam, że to fantastyczna rola, powinna za nią zgarnąć nominację do Oscara, chemia z Pascalem i Evansem (jego najlepsza rola w życiu, bo jedyna dobra) wg mnie wzorowa. Przy dialogach wreszcie miałem poczucie, że nie oglądam postaci filmowych, tylko normalnych ludzi.
Kłuje tylko trochę ten happy end, to znaczy on mógłby być, ale może w trochę mniej sztampowy sposób.
Sam jestem zdziwiony jak bardzo mi się podobało, no ale niezbyt widzę sens w dyskutowaniu z własnymi odczuciami, więc niech będzie 8/10

Odpowiedz
(23-12-2025, 22:25)simek napisał(a): The Gambler - intrygujący film, bo ma mnóstwo świetnych pomysłów, dobrze, niejednoznacznie skonstruowanego tytułowego bohatera (bardzo dobra rola Wahlberga), ale jakieś to wszystko takie niedogotowane, wątki pojawiają się i znikają w dziwaczny sposób, poza tym raz jest realistycznie, a raz jak z taniego filmu gangsterskiego. Mimo wszystko podobało mi się, jest w reżyserii Wyatta coś fajnego. 6/10

Obejrzyj oryginał.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz


Wielka powódź / Daehongsu (2025)

Ja wigilijny wieczór przed tv spedziłem dosyć nietypowo, czyli obejrzałem katastroficzny - przynajmniej tak myślałem - film prosto z Korei Południowej, który okazał się być filmem science-fiction z propagandowym przekazem na temat ekologii i niżu demograficznego w Korei.


Generalnie zaczyna się mega dobrze - zalana koreańska metropolia, woda sięgająca wysokich pięter, matka z dzieckiem muszą wspinać się coraz wyżej bo inaczej lipa. No, ale niestety jakoś w połowie film przestaje być filmem katastroficznym i następuje fabularna wolta, tak kurewsko niefajna wolta, że ja chce się utopić w trakcie tej powodzi. Okazuje się, że cała ta katastrofa, czyli uderzenie meteorytu w Antarktydę, który powoduje wielką powódź to
Także lipa, ja tam bym wolał klasyczny disaster movie, a nie pseudoambitny film science-fiction. Efekty specjalne są nienajgorsze, żadne nie wiadomo, co ale nie kuleją jakoś mocno, pierwszy akt jest bardzo dobry i składa jak się okazuje obietnicę bez pokrycia. Nie dajcie się nabrać, bo zamiast katastrofy dostaniecie ideologiczną przypowieść o skutkach kryzysu klimatycznego i demograficznego, a także perspektywę świata, gdzie macierzyństwo staje się funkcją systemu, a nie osobistym wyborem. 

Ode mnie 4/10.

PS gdyby to nie było netflixa, to jankesi jebli by swój remake, na 1000%.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,248 243,821 16-05-2026, 11:11
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,962 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,269 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,459 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,757 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,446 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 724,343 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,341 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 328 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości