Krótko o polskich filmach
A wrzucę tutaj. Stanowski opowiada o filmie Erotica 2022 :D

"Są filmy, do których się wraca i są filmy, przy których się zwraca".

Nie chciałem tego oglądać, ale teraz nie chcę jeszcze bardziej :D


Odpowiedz
Ja to chyba nawet z ciekawości obejrzę w tym tygodniu, bo opinie moich zaufanych znajomych na FW są zaskakująco zróżnicowane. Jeśli obejrzę to podzielę się tutaj swoją opinią, choć przyznam że tylko od noweli Szelc oczekuję czegoś ciekawszego.

Odpowiedz
(01-12-2020, 11:29)Pelivaron napisał(a): A wrzucę tutaj. Stanowski opowiada o filmie Erotica 2022 :D
Tak, jak śmieszy mnie hejtowanie Stanowskiego i pisanie mu, żeby się zajął piłką i nie ruszał innych spraw tak akurat o filmach i serialach mógłby się nie wypowiadać i gust ma mocno taki sobie. (Johnny Dip pozdrawia).

Co nie zmienia oczywiście faktu, że ta Erotica 2022 to pewnie rzeczywiście niezły gniot, którego po trailerze raczej nie planuję oglądać nawet dla beki. Cały czas nie nadrobiłem nic Jagody Szelc, bo z jednej strony trochę dobrego się naczytałem i nasłuchałem o niej i od niej a z drugiej jakoś fragmenty i zwiastuny wyglądają na typowo polskie filmy. Jaka jest prawda forum kmf? Co warto?


Odpowiedz
Wieżę wg mnie warto, bo pomimo tego że to też artsy-fartsy to jest to całkiem ciekawy film z historią, która mnie osobiście wciągnęła. Monumentu nie ruszyłem :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Polot - Był krótko w kinach i wleciał właśnie na Netflix .Nie wiem czemu miałem duże oczekiwania wobec tego filmu niestety potwornie rozczarował -Bardziej drewnianego wątku miłosnego to nie widziałem nawet w polskich rom-comach, Scenariuszowo to leży oraz strasznie spłycony .Sam pomysł na historie ciekawy jest film o lotnictwie i to nie w czasach II wojny światowej lecz nic z tego nie wychodzi ,jednak budowa sterowca w realnym świecie wyglada duzo dłużej niż jest to pokazane w tym filmie przez 2 minuty dodatkowo bohaterowie o których nic nie wiemy i znikają tak szybko jak się pojawili . Jedyny plus to Musiałkowski

Odpowiedz
(Nie)znajomi - trzeba zacząć od tego, że nie znam włoskiego oryginału. Bardzo fajny filmik, ogląda się to ze sporą uciechą, nawet ekscytacją w wyczekiwaniu na to cóż się wydarzy. Aktorstwo i casting świetne, a z tych porównań które czytałem wychodzi że bardzo trafnie scenariusz przeniesiono do współczesnej Polski.
Problem mam jednak taki, że sam pomysł na fabułę niejako implikuje, że będzie dużo problemów i wiele zdrad wyjdzie na jaw - trochę to banalne, że właściwie wszyscy bohaterowie są uwikłani w zdradę partnera, a oprócz zdrady pojawia się ile, 2-3 jakiekolwiek inne tematy? Scenariusz niby jest zgrabnie napisany, ale sprawia wrażenie produktu burzy mózgów, gdzie grupa osób dostała zadanie wymyślenia kłopotliwych sytuacji związanych z brakiem prywatności - wydarza się to, co każdy podejrzewa że się wydarzy, a chciałoby się czegoś ciekawszego niż przejście po linii najmniejszego oporu. Galeria bohaterów też wydaje się wyciągnięta z podręcznika "Jak konstruować postaci, aby w recenzjach pisali o celnej satyrze na współczesne mieszczaństwo" - miałem wrażenie, jakbym znał dokładnie tych samych ludzi już z paru innych filmów.
Jasne, że są to diagnozy społeczne dosyć trafne, ale mocno banalne, więc i film przyjemny, niegłupi, ale do zapomnienia po godzinie od seansu.
Mimo narzekań całkiem solidne 7/10 mogę dać.

Odpowiedz
Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)

Film o sylwestrze na którym, jak spoileruje tytuł, wszyscy zginęli. A jak do tego doszło to dowiecie się z tej polskiej produkcji, która łączy w sobie czarną komedię z thrillerem, ale też są elementy jak z horroru, zwłaszcza końcówka, choć bardziej slashera, w którym krew się leje, a nie horroru, który ma przestraszyć i trzymać w napięciu. Kolejne kino gatunkowe z Julią Wieniawą w roli głównej, którą wcześniej można było zobaczyć w polskim horrorze W lesie dzis nie zaśnie nikt (też mi się podobał). Film sylwestrowo noworoczny. Nie każdy dowcip trafił do mnie, jak np. dowcipy o sikaniu albo o Jezusie, które są przeciągnięte i niektóre nawet mój poziom czarnego poczucia humoru przekroczyły, ale fajnie się bawiłem. Choć jak podejrzewałem większość jedzie po filmie równo, podobnie jak po W lesie dziś nie zaśnie nikt.

Wydaje mi się, że to przez Wieniawę, która nie wiem czemu jest hejtowana przez wszystkich, ale ja nie oglądam telewizji, nie śledzę mediów społecznościowych, więc ją poznałem tak naprawdę właśnie w tych dwóch produkcjach z kina gatunkowego i w obu wypadła spoko. Można powiedzieć, że znowu gra final girl. Zresztą cala obsada daje radę, nawet Karolak;-)

Twórcy oddali hołd kinu klasy B z udanym skutkiem, ale też do filmów uważanych za klasyki kina nawiązują. Moim zdaniem lepiej wpletli nawiązania do fabuły z innych dzieł, jak twórcy polskiego horroru z Wieniawą, nie walą tak wprost w twarz z nawiązaniami jak W lesie dziś nie zaśnie nikt. No może poza nawiązaniem do Lśnienia, które jest rzucone w widza jak siekierą w drzwi.

Wydaje mi się, ze jakby w USA nakręcono taki film to by Polacy mówili, że czemu nie potrafimy nakręcić takiego kina rozrywkowego w jednym miejscu z pomysłem, a jak powstał, to narzekają że durne kino i bez ambicji. W czym ma być ambitny hołd dla filmów klasy B? Film idealny do puszczania w Sylwestra i na imprezach, ale lepiej nie na imprezach z dziećmi. W lesie dziś nie zaśnie nikt chyba dałem 6+/10, więc Wszyscy moi przyjaciele nie żyją niech mają 7/10.

Odpowiedz
Uroczy film, ale żadnej interesującej albo dającej się lubić postaci. IMO tylko gospodarz imprezy jest bardzo sympatyczny, no, ale kończy imprezę wcześniej niż inni. Reszta jest dość antypatyczna, mało sympatyczna, ale jednocześnie nie dość interesująca, by zastanawiać się, co zrobi dalej. Np. dostawca pizzy wydaje się sympatyczny, ale jest takim popychadłem, że trudno mu kibicować - ot, sobie chodzi po ekranie i cierpi. Chyba najfajniejsza postać to ta postać tego muzyka znanego, którego nie znam. Chciałem napisać Tymon Tymański, ale to totalnie nie jest Tymon Tymański. W kazdym razie jest spoko, choć jego bohater to klisza, ale ma zabawne teksty i fajnie napisane dialogi (dialog z byłą o sikaniu mnie kupił).

Propsuje, do oglądania do gotowania, ale dobrze wróży.

Odpowiedz
Gdzie tam był Karolak? Xd
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
W telefonie - jako szef pizzerii. Wydaje mi, że w słuchawce pojawił się też Boberek.

Odpowiedz
(09-04-2020, 18:39)Snappik napisał(a): Odnośnie Bad Boya to polecam książkę "Wisła w ogniu" Szymona Jadczaka. Kapitalny reportaż i podsumowanie ostatnich 20 lat panowania kibolskich gangsterów w Wiśle Kraków, którzy najpierw kontrolowali prezesów i obieg gotówki, a sami później zasiadali we władzach. Vega za wiele nie fantazjował, może dodał od siebie kilka głupich wątków, pewnie pachnie od tego typowo vega-amatorką, ale generalnie środowisko te w książce Jadczaka prezentuje się mniej więcej tak samo. 

Biję się w pierś. Vega zupełnie nie ogarnął tego tematu, a historia pokazana w Bad Boyu ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co ja z kadrą polskich łyżwiarzy szybkich. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że Papryk tylko inspirował się historią Wisły Kraków (a inspirację czuć na każdym kroku, począwszy od hymnu klubu który różni się kilkoma wersami) to wyszedł mu zwyczajny kabaret. Przykład pierwszy z brzegu - w książce Jadczaka wielokrotnie wspomniana jest kwestia lewego prowadzenia przystadionowej siłowni, w której Sharksi nie tylko cisnęli kilogramy na hantlach oraz trenowali boks, ale też prali brudne pieniądze i organizowali swoje rozboje. Wszystko to toczyło się w oparach absurdu jakim było dołączenie sekcji sztuk walki do towarzystwa sportowego Wisły. W skrócie - wszystko było podporządkowane szkoleniu swojej armii i powolnemu wpływowi na decyzje, które zapadały w stowarzyszeniu.  Co robi Vega? Pokazuje ten wątek w kontekście utworzenia... sekcji szachowej, w której 20 typów o IQ nieco powyżej płatków owsianych trenuje ruchy pionkami które "mają chronić króla". Vega po prostu nie czuje tego klimatu i dla niego pokazanie Sharksów (w filmie przemianowanych na Kanibali) służyć ma heheszkom, a w rzeczywistości była to nader dobrze zorganizowana grupa przestępców.

I takich problemów w odwzorowaniu realiów jest w Bad Boyu od groma, a ukazanie piłkarskich zmagań wali niesamowitą taniochą oraz nieznajomością tematu (tak, na pewno złamanie nogi zawodnikowi w szatni uszłoby uwadze mediów...).

Walący konia Stuhr i wiecznie napalona Zawadzka są w sumie najmniejszym złem tego ścieku. Oboje jednak wystąpili w totalnie żenującej scenie gwałtu na końcu.

2/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)

sporo lepsze niż " w lesie..." bo wolę gdy takie slasherowe klimaty są podane w konwencji groteski, tak jak tu, niż na serio
fakt ze niektóre śmierci to absurdy wzięte żywcem z ostatnich części "oszukać przeznaczenie" ale chyba właśnie o to chodziło.

must see na filmowy sylwester z przyjaciółmi
tak że o.

Odpowiedz
Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)
Naprawdę zainteresowało mnie to jak skończą bohaterzy ! Poczucie humoru dobre z bohaterami nie ma co się za bardzo łączyć bo poznajemy ich tylko przez chwile ale daje to radę . Takiego kina i takich komedii brakuje w Polsce .

Odpowiedz
(29-12-2020, 18:40)f.lamer napisał(a): Wszyscy moi przyjaciele nie żyją (2020)

sporo lepsze niż " w lesie..." bo wolę gdy takie slasherowe klimaty są podane w konwencji groteski, tak jak tu, niż na serio

Ale "W lesie..." trudno nazwać horrorem na serio, bliżej mu raczej do różnych komedio - horrorów, które bawią się gatunkiem slasherów., takich jak np. "Tucker i Dale kontra Zło" (nie porównuję poziomu tych produkcji, chodzi mi tylko o klimat filmów). Co trochę są sceny, w których widać, że twórcy nie traktują filmu za bardzo poważnie, tylko oddają hołd gatunkowi, a jednocześnie trochę się z niego śmieją. Giną w polskim slasherze tak jak się ginie w slasherach, czyli krwawo i brutalnie:-)

Crov, tak, to był Boberek.

Odpowiedz
Kingsajz (1987)

Kolejna powtórka po latach. Jak ja tęsknię za tamtym Machulskim, który miał talent do imitowania Hollywood bez szycia grubymi nićmi, jak to już dawało się odczuć w "Kilerze". Duże poleganie na magii kina i pomysłowym high-concepcie - to sobie cenię.

Przede wszystkim - chyba nigdy w polskim kinie tak wspaniałej scenografii i efektów specjalnych jak tutaj nie widziałem. Ta cała Szuflandia, jak i różne przedmioty z perspektywy krasnoludków do dnia dzisiejszego robią wrażenie niesamowite swoją skalą. I ponownie nasuwa się boomerskie stwierdzenie, że "kiedyś to komputerów nie było, a wszystko dawało się zrobić lepiej". :P O zmysłowym spacerze po nagim ciele Kaśki Figury powiedziano każde słowo, zatem pochwalę tutaj piosenki - jak ich słucham to wręcz z automatu przenoszę się do takiego świata krasnoludków, a "Zmysły precz!" to mógłbym nucić bez końca.

Spotykałem się gdzieś z dyskusją na temat tego dla kogo ten film jest skierowany, skoro dla dorosłych może wydawać się zbyt dziecinny, z kolei dla dzieci zbyt przepełniony erotyzmem. Jak dla mnie Machulski nakręcił ten film dla tej wąskiej grupy pośrodku - dorosłych czujących się wciąż dziećmi. Przy okazji też po to, by przemycić aluzję do ówczesnej polskiej rzeczywistości ;)

Scena śmierci Leonarda Pietraszaka jakże prorocza dla Jacka Chmielnika :(

8/10

Odpowiedz
Pełna zgoda.

To mój ulubiony film Machulskiego, który miał kiedyś rewelacyjne pomysły. Ten humor, ta kapitalna muzyka Krzesimira Dębskiego, Anny Jurksztowicz, Majki Jeżowskiej i Mietka Szcześniaka, ta gr aktorska Stuhra, Chmielnika i całej reszty.

Mnóstwo kapitalnych scen, one-linery pamiętne do dziś...

Cudowny film, niezwykle pomysłowy i zabawny.

U mnie konserwatywnie tylko 10/10

Odpowiedz
Dyrygent (1979)

Wajda kręci z Gielgudem. Fabularnie nic szczególnego - Gielgud jako wybitny dyrygent polskiego pochodzenia przyjeżdża po wielu latach do swego rodzinnego kraju wykonać koncert, a w tle Janda i Seweryn przeżywają typowy kryzys małżeński pełen średnio uzasadnionej nagości. Nakręcone to nienajgorzej, choć po Wajdzie jeszcze w tamtych czasach można było się więcej spodziewać. Najlepiej w tym wszystkim wychodzą bezlitosna krytyka w stronę paparazzi, które dorwie człowieka dosłownie w każdym zakątku świata oraz całkiem niegłupie zakończenie. Niestety już z dialogami to często problem.

Tyle o filmie. Teraz o samych postysynchronach. Otóż połowa kwestii Gielguda jest tu nieudolnie zdubbingowana po polsku. Jak już Wajdzie udało się zaangażować taką wielką brytyjską gwiazdę, to można już było darować uwzględnianie tej postaci polskiego pochodzenia, z kolei polscy aktorzy mogli prowadzić z nim te dialogi po angielsku. No wybaczcie - Gielgud gra tutaj Polaka mieszkającego za granicą od dekad, po angielsku mówi z 200-procentowym brytyjskim akcentem, natomiast po polsku jak na wieloletniego emigranta mówi lepiej, niż 90% naszych przechodniów i bez cienia owego akcentu. Nie wspomnę już o tym, że mimo iż bohater Gielguda tak doskonale mówi po naszemu i pięknie porozumiewa się ze swoimi rodakami, to gdzieś w połowie filmu przez dwie sceny on i Janda prowadzą ze sobą nagle dialog w swoich językach - on przekazuje jej swoje złote myśli po angielsku, podczas gdy ona odpowiada mu po polsku. Bajzel to mało powiedziane :P

6/10

Odpowiedz
Wszyscy moi przyjaciele nie żyją - po "W lesie dziś nie zaśnie nikt" i "Hejterze" mój ulubiony polski film zeszłego roku. Najlepsze w nim jest to, że nie udaje niczego więcej niż jest, chodzi przede wszystkim o rozrywkę i w tym jest idealny. Oczywiście najlepiej oglądać w dużym gronie znajomych. 8/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Krótki film o miłości (1988) – o kurde, to jest nawet lepsze niż bratni film o zabijaniu, intensywniejsze, niesamowicie refleksyjne, melancholijne, wysmakowane, nadzwyczaj intymna, a jednocześnie prosta historia miłosna opowiedziana  z  dużą wrażliwością głównie przez subtelne niedopowiedzenia i zawoalowane motywy, która wprost kipi erotyzmem, mimo że nie ma tam żadnej stricte erotycznej sceny, wszystko rozgrywa się w prostych a przykuwających bezustanną uwagę gestach i słowach, bez emocjonalnego efekciarstwa, a wszystko w takt hipnotyzujących melodii Preisnera. No i oczywiście aktorzy, Szapołowska jest wprost nieziemska, to jest bogini, czysta, chodząca erotyka, choć tak naprawdę nie pokazuje za wiele, a do tego świetnie odgrywa wszystkie niuanse psychologiczne, mówiąc prościej, nie tylko gra boskim ciałem, ale i udowadnia, że w parze ma także talent aktorski – co za klasa!; Lubaszenko jest zupełnie w porządku, w takiego adoratora można uwierzyć, chociaż trochę mi nie pasował jego basowy głos do takiego szczyla. Możne można by się przyczepić do tego, że cały ten motyw podglądania i wyznania miłości jest z dupy, bo teraz to byłby po prostu stalking i takie sprawy odbywałyby się zupełnie inaczej, no ale właśnie, tutaj mamy wciąż PRL (scena scysji na poczcie z kierowniczką – o rany!), więc przyjmijmy po prostu, że taka historia się mogła wydarzyć i już. Podsumowując, ja zobaczyłem fascynującą opowieść miłosną w popisie najwyższej reżyserskiej maestrii, a gdyby postawiono na większą fabularną dosłowność, mogłaby to być gatunkowa petarda i po dziś dzień klasyk i hegemon filmowej erotyki, przynajmniej w wydaniu polskim. Daję 7/10, z pozoru nie za wiele jak na tyle entuzjastycznych słów, ale ja zazwyczaj nie szafuję wielkimi ocenami.

Odpowiedz
(06-01-2021, 19:29)Cassel napisał(a): chociaż trochę mi nie pasował jego basowy głos do takiego szczyla.

Mutacja :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dystrybucja polskich filmów na świecie Pai-Chi-Wo 9 2,910 04-10-2018, 19:45
Ostatni post: Pai-Chi-Wo
  Efekty dźwiękowe w polskich filmach... pawian 25 9,205 08-08-2007, 08:31
Ostatni post: Massimo



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości